Panuje retoryka, że szykujemy się na wojnę bo:
-rosja sobie na za dużo pozwala i trzeba ją uświadomić o naszej gotowości do podjęcia reakcji
-media mają czym żyć, clickbait goni clickbait
-tak jak za czasów covida żniwa mieli Sutkowscy i Grzesiowcy tak na obecnym strachu zarabiają Bartosiaki, Wolscy i Zychowicze
-politycy wiedzą, że zastraszonym społeczeństwem łatwiej się steruje.
Jak już nieraz tu pisałem moim zdaniem w tej dekadzie wojny z NATO nie będzie, rosja się wykrwawia na Ukrainie i bardzo powoli przesuwa do przodu. Zapewne maks w ciągu 2-3 lat zostanie podpisany rozejm kosztem wschodniej części Ukrainy. Ruscy dopóki się nie odbudują będą robić standardowe mącenie - tu jakaś bombka spadnie, tam mała prowokacja na granicy. A jak się odbudują wszystko jest możliwe.
Dodam jeszcze, że to, że prawdopodobieństwo wojny jest niewysokie nie znaczy, że nie należy się w jakiś sposób do niej przygotowywać. Zarówno na szczeblu państwowym (armia, uzbrojenie, schrony) jak i prywatnym (oszczędności, agregaty prądotwórcze, paszporty dla bliskich). Przezorny zawsze ubezpieczony.