#postcrossing
Pocztówka numer 75
Bad Soden am Taunus, Niemcy (24. z tego kraju)
889km w 9 dni
Druga kartka ze spotkania postcrossingowego. Podobnie jak w poprzedniej na odwrocie pieczątki i podpisy uczestników. Do tego napisana po polsku :)





bookcrossing i postcrossing fan (I JESTEM GRUBOM RYBOM, BUL BUL BUL)
#postcrossing
Pocztówka numer 75
Bad Soden am Taunus, Niemcy (24. z tego kraju)
889km w 9 dni
Druga kartka ze spotkania postcrossingowego. Podobnie jak w poprzedniej na odwrocie pieczątki i podpisy uczestników. Do tego napisana po polsku :)



Zaloguj się aby komentować
1307 + 1 = 1308
prywatny licznik: 43/52
Tytuł: O włos od piwa
Autor: Eugeniusz Dębski
Kategoria: fantasy, science fiction
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Format: książka papierowa
Liczba stron: 392
Ocena: 6/10
Zbiór sześciu opowiadań ze świata fantasy. Jak dowiedziałem się po lekturze jest to kolejny tom przygód dwóch dzielnych rycerzy, Hondelyka i jego sługi/przyjaciela (relacja jest skomplikowana ;)) Cadrona. Ten pierwszy jest najemnym rębajłą, takim co to za godziwym wynagrodzeniem uwolni z opresji białogłowę (albo zbałamuci hożą młynareczkę), pomoże w obronie obleganej twierdzy czy usiecze gada dającego się we znaki całej okolicy. Taki wiedźmin ale lepszy, bo pomijając wybitne umiejętności w walce rozmaitym orężem, jest przy tym jest xameleonem - może przybierać postać innych ludzi. Można więc takiego wynająć, namówić aby przybrał naszą postać po czym wykonał zadanie w naszej skórze i pyyyyk - respekt we wiosce +100.
Fantasy to nie do końca moja bajka, ale to czyta się bardzo przyjemnie i szybko. Styl lekki, wręcz rubaszny pozbawiony ozdobników, dziesiątek postaci i skomplikowanej sytuacji geopolitycznej jaką znamy z twórczości Sapkowskiego. Najmniej spodobało mi się najdłuższe opowiadanie, wielowątkowe "O włos od serca", w którym Hondelyk otrzymuje pod wychodkiem kosę pod żebro od jakiegoś ciury a jego przyjaciel wyrusza w dziwną podróż przez czas i przestrzeń aby zdobyć eliksir przywracający siły. Naciągane i rozdmuchane, ale poznaliśmy w nim historię głównego bohatera, więc coś za coś. Cała reszta jest w porządku, dobra ale tylko dobra. Ot takie czytadełko. Wpadło za darmo z bookcrossing więc przeczytałem, ale raczej serii kontynuować nie będę.
#bookmeter


Zaloguj się aby komentować
#bookmeter @renkeri
uszanowanko kierowniku złoty
bookmeter znowu kasuje ocenione ksiażki z początku roku, mi skasowało dwie ze styczna, innym pewnie też
pls help

@trixx.420 Za dużo czytamy, w bazie się już nie mieszczą
@trixx.420 potwierdzam, zjada książki jak jakiś mól :(
@Wrzoo Spokojnie, to tylko podatek bookmeterowy. Raz na jakiś czas musi coś pobrać. Nie ma takiego dodawania za darmo
@trixx.420 Dzięki za cynk, już powinno być si
Zaloguj się aby komentować
#postcrossing
pocztówka numer 74
Vlčnov, Czechy (2. z tego kraju)
6 dni, 269 km
Czechy, więc krecik. Mam już podobną kartkę otrzymaną z Niemiec, tyle że z obrazkiem w układzie poziomym - https://www.hejto.pl/wpis/niedzielny-postcrossing-pocztowka-numer-33-krecik-pod-teczowymi-zaglami-choc-kar
Na odwrocie spoko znaczki i blinguśna naklejka z kotkiem



Zaloguj się aby komentować
1286 + 1 = 1287
prywatny licznik: 42/52
Tytuł: Sodomion
Autor: Jacek Inglot
Kategoria: fantasy, science fiction
Wydawnictwo: Uroboros
Format: książka papierowa
Liczba stron: 333
Ocena: 4/10
Zbiorek opowiadań nieznanego mi wcześniej autora. Sądząc po opisie na okładce miało to być wyuzdane niewiadomoco, same świństwa, perwersje i zbereźności, ale cała para poszła w gwizdek. Opowiadania są bardzo nierówne, a przede wszystkim z rozmaitych bajek. Mamy tutaj 11 bardzo rozmaitych tekstów. Pięć pierwszych to SF, szóste to kryminał w klimacie noir, potem dwa opowiadanka grozy, wreszcie trzy teksty osadzone w czasach współczesnych. O ile te o tematyce SF jeszcze się jakoś broniły (powiedzmy że czytałem gorsze) to im dalej tym gorzej.
Spodobały mi się najbardziej dwa teksty. Zdecydowany numer jeden w tym zbiorku to według mnie "Kochaj swoją Celię". Jest to rzecz o tym jak mutacja wirusa HIV, niczym w seksmisji na odwrót, wykończyła geny damskie, wobec czego mężczyźni radzą sobie z pomocą seks-robotów. Awaria jednego z nich i konieczność wizyty mechanika stanowi pretekst do opowieści o tej rzeczywistości i narzekania na sytuację ogólną. Fajnie napisane, dopracowane, nie powiem dygnał podczas lektury. Drugie z opowiadań jakie zasługują na wzmiankę to "Inquistor", o współczesnej, nastoletniej czarownicy (nie, nie Sabrina #pdk), pokonanej przez jednego z nauczycieli za pomocą - uwaga - egzorcystycznego wirusa xD. Chyba miało być na poważnie ale wyszła trochę farsa. Na upartego można wyróżnić też wspomniany kryminał noir pod tytułem "Małą Nikita" za dobry klimat.
Najsłabszym ogniwem okazał się tytułowy "Sodomion", o enklawie zamieszkanej przez entuzjastów sado-maso, którzy ze swoich upodobań uczynili panujący ustrój czy wręcz religię. Niestety pomysł dobry, ale autor sam się pogubił w swojej wizji i wyszło to słabo. Postacie pojawiają się i znikają zupełnie przypadkowo, rozwiązania "deus ex machina" są zbyt częste. Nie za bardzo chyba ogarniał na czym polegają te fetysze, a jak już wymyślił "autosadomasochistów" to już mi witki opadły.
Ocena zawyżona o oczko za początkowe niezłe opowiadania, niestety cała reszta to gnioty.
Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz
#bookmeter


Zaloguj się aby komentować
1266 + 1 = 1267
prywatny licznik: 41/52
Tytuł: Biurowiec
Autor: Jerzy Afanasjew
Kategoria: satyra
Wydawnictwo: Czytelnik
Format: książka papierowa
Liczba stron: 128
Ocena: 4/10
Mała książeczka po brzegi wypełniona króciutkimi opowiadaniami, jest ich tu na oko z kilkadziesiąt sztuk. Po szybkim przejrzeniu spodziewałem się jakichś humoresek, ale zostałem z dziwnymi treściami z pogranicza absurdu, fantastyki, groteski i cholera wie czego jeszcze. Łącznikiem większości opowiadań są sprawy biurowe a bohaterami zazwyczaj szarzy urzędnicy niższych stopni. Sporo opowiadanek jest na jedno kopyto - naszemu biurokracie albo przydarzają się jakieś zaskakujące przygody, albo sam zaczyna się nietypowo zachowywać i zamienia się w coś - zwierzę, przedmiot czy jakąś roślinę. Klimat mocno melancholijny, dużo tekstów traktuje o niedopasowaniu społecznym, wyobcowaniu i monotonii wykonywanego zajęcia.
Dziwen, ale jeśli się wam gdzieś trafi to można zerknąć, lektura nie zabierze zbyt dużo czasu. Dodatkowy plus za ciekawe ilustracje Kazimierza Wiśniaka.
Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz
#bookmeter


Zaloguj się aby komentować
1257 + 1 = 1258
prywatny licznik: 40/52
Tytuł: CEO Slayer
Autor: Marcin Przybyłek
Kategoria: fantasy, science fiction
Wydawnictwo: Rebis
Format: książka papierowa
Liczba stron: 392
Ocena: 7/10
Polska rok 2048. Technika i medycyna poszły sporo do przodu. W powszechnym użyciu mamy robotycznych domowych służących czy egzoszkielety. Niestety, światem władają korporacje, powszechnie wyzyskujące szeregowych pracowników. Banki bezkarnie okradają ludzi a producenci leków aby podkręcić sprzedaż wpędzają ich w choroby. Pojawia się jednak tajemniczy mściciel, który niczym batman przemierza nocną warszawę i wymierza sprawiedliwość dyrektorom korporacji, sprawiając każdemu bezpardonowy wpierdziel. Bardzo się to wszystkim podoba, opinia publiczna, nawet policja są po jego stronie, jedynie rzeczone korporacje nie są zachwycone atakami na swoich menadżerów. Sprzymierzają się zatem i wynajmują prywatną detektyw, która zrobi wszystko aby odszukać "wryjwalca", zwłaszcza że za robotę ma obiecane 300k eurasów.
Bardzo lubię Przybyłka, uważam go za niezłego futurologa, ma chłop nieliche przygotowanie i sporą wiedzę na różne tematy. Jego saga o Gamedecu to jedna z lepszych wizji przyszłości jaką czytałem, tym ciekawsza że bardzo prawdopodobna, choć nieco przerażająca. Tutaj niestety nie ma tego rozmachu, jest jednak trochę słabiej. Mimo to świat jest fajnie przedstawiony, mamy ciekawe gadżety, bohaterowie z krwi i kości, poprawnie opisani. Tylko fabuła pod koniec nieco się rozpływa.
Dla fanów cyberpunka w polskich realiach, lekka, łatwa i przyjemna lektura, taki trochę kryminał w przyszłości. Lekko naciągana 7
Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz
#bookmeter


Nie czytałem nic tego autora a o jego istnieniu dowiedziałem się z Astrofazy. Ciekawa osobowość
@trixx.420 rel ten typ z USA
@trixx.420 Gamedec był fajny w pierwszym tomie. Później, kiedy przepoczwarzył się w space operę jakoś ciężko mi się to czytało. Może gatunek nie dla mnie.
Ale sam Autor to bardzo ciekawa osoba.
Zaloguj się aby komentować
#postcrossing
Pocztówka numer 73
Johor Bahru, Malezja (1 z tego kraju)
39 dni, 9366 km
Daleki wschód, śliczna kartka na walentynki z kawiami (chyba), zaprojektowana przez dziewczynę nadawcy, Pana Enga. Napis i ornament dookoła gryzoni jest wykonany złotą farbą, czego nie widać na foto. Nadawca przeprasza że wiadomość wydrukowana, ale przypadkowo obciął sobie palce i boli jak pisze xd



Zaloguj się aby komentować
#postcrossing
Pocztówka numer 72
Milwaukee, USA (13 z tego kraju)
Nadawca się postarał i dostałem wszystko co lubię. Na froncie retro okładka książki sci-fi, z tyłu kosmiczne znaczki i naklejka że Stichem. Legancko



Zaloguj się aby komentować
1229 + 1 = 1230
prywatny licznik: 39/52
Tytuł: Przygody barkonautów
Autor: Stefan Chmielnicki
Kategoria: literatura młodzieżowa
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Format: książka papierowa
Liczba stron: 198
Ocena: 8/10
PRLowska literatura dla dzieci
Rok 1957, naszymi bohaterami jest dwójka uczniów klasy Va jednej z gliwickich podstawówek. Huncwoty z nich okropne, nawet urwipołcie. Same dwóje, nieobecności i uwagi w dzienniku. Po kolejnej z awantur, związanej z kotem pani woźnej oraz farbami, do szkoły zostają wezwani ich rodzice. Nasi bohaterowie, wzorem Jacka i Placka decydują się tedy na opuszczenie domu i wyruszenie w świat w poszukiwaniu kraju gdzie nie ma szkoły ale są za to drzewa na których rośnie chleb. Plan mają nawet sprytny - w Gliwicach ładowany jest na barki urobek z licznych śląskich kopalni, który następnie jest spławiany kanałem do Odry i dalej do Szczecina. Szczecin jak wiadomo leży nad morzem
Urocza książeczka, zgodnie z maksymą "bawiąc uczy, ucząc bawi" wypełniona tonami informacji na temat mijanych miejsc. A to o geografii, a to o historii a to o tym ile węgla nasz wspaniały przemysł wydobywa i ekspediuje. Nie zabrakło oczywiście dzielnych harcerzy (z drużyny piątej klepki xD), z którymi co jakiś czas nasi bohaterowie wpadają w interakcję, czy bohaterskich i zawsze pomocnych stróży prawa. Język lekki, zabawny i cudownie archaiczny, globusik jako określenie głowy kupił mnie całkowicie
Dodatkowy plus za ilustracje Zbigniewa Lengrena. Dla fanów tego typu literatury - pozycja obowiązkowa.
#bookmeter


Zaloguj się aby komentować
1225 + 1 = 1226
prywatny licznik: 38/52
Tytuł: Projekt Stalin
Autor: Adam Roberts
Kategoria: fantasy, science fiction
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Format: książka papierowa
Liczba stron: 326
Ocena: 3/10
Połowa lat 40 XX wieku. Towarzysz Stalin wzywa do swojej daczy przodujących radzieckich pisarzy SF. Każe im stworzyć scenariusz ataku obcych na Ziemię. Druga Wojna (o przepraszam, wielka wojna ojczyźniana) się skończyła i potrzebny jest nowy wróg, aby zjednoczyć naród. Pisarze przystępują do pracy i wkrótce udaje im się stworzyć przekonujący scenariusz, w którym amerykańska rakieta zostaje zniszczona podczas lotu w kosmos a następnie obcy niszczą część Ukrainy. Niespodziewanie Stalin nakazuje zaprzestać wszelkich działań i zapomnieć o tym, że w ogóle była taka sytuacja. Mija kilkadziesiąt lat. Na początku 1986 roku następuje katastrofa promu Challenger, co jeden z owych pisarzy uznaje za rozpoczęcie inwazji z kosmosu.
Zaczyna się więc bardzo fajnie, ale niestety, im dalej tym gorzej. Fabuła się rozłazi w szwach, zmierza bardziej do taniej sensacji, kryminału niż do SF. Ktoś kogoś goni, ktoś przed kimś ucieka, a bohater zastanawia się nad sensem istnienia. Wątek samych kosmitów jest tak strasznie zagmatwany że trudno się połapać o co w sumie autorowi chodzi. Raz inwazja trwa od lat, innym razem dopiero się rozpoczyna, albo może w ogóle do niej nie dojdzie? Do tego dochodzą wybitnie irytujące postacie. Jedynym plusem są dialogi, sarkastyczne, momentami rozkosznie absurdalne, od razu widać że autor komunizm to widział tylko na okładce w książce, albo ktoś mu coś tam opowiedział i sam dośpiewał sobie resztę.
A nie, zapomniałem, jest jeszcze jeden plus - książka kosztowała mnie w taniej księgarni tylko 7 zł, wiec dużej straty (poza zmarnowanym czasem) nie ma. Okładka zapowiadała jakąś alternatywną rzeczywistość, atak obcych na ZSRR (zwłaszcza że podtytuł brzmi "Wspomnienia Konstantyna Skworeckiego z inwazji obcych z 1986 roku"), a tu nic z tego. Cóż, nie ocenia się książki po okładce, prawda?
Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz
#bookmeter


Zaloguj się aby komentować
Kurrrrwww z tym twarogiem wszędzie no nie wytrzymie xd
(╯ ͠° ͟ʖ ͡°)╯┻━┻
#slowotwaroze


Zaloguj się aby komentować
1208 + 1 = 1209
prywatny licznik: 37/52
Tytuł: Gwiazdor
Autor: Piotr C.
Kategoria: literatura obyczajowa, romans
Wydawnictwo: Novae Res
Format: książka papierowa
Liczba stron: 294
Ocena: 6/10
"Szczęśliwe zdjęcia, smutne życie".
Warszawa, czasy współczesne. Czterdziestoletni Benek dorobił się sporego mieszkania na Powiślu i grubego konta w banku pisząc przez kilka lat scenariusz do hitowej telenoweli. Obecnie znajduje się w kropce - pracować nie musi, popada więc w stagnację, alkoholizm i lekomanię. Nawet seks już nie cieszy jak kiedyś. Jego najlepszym kumplem jest Rygiel, topowy raper i patocelebryta, z którym kiedyś mocno imprezowali. Koks i alkohol pod korek i co dzień inna panna - czy to escort girl czy wyrwana w klubie. Obecnie do Rygla, który jest niemal na szczycie popularności dziewczyny same się pchają ale jedna z nich oskarża go o brutalny gwałt i pobicie. Patoraper znika a Benek prowadzi własne poszukiwania. Poznajemy wraz z nim ciemną stronę "showbizu" i naszej pięknej, brudnej stolicy. Świat celebrytów i luksusowych prostytuek, gali, zamkniętych imprez i szybkiego życia, gdzie liczy się tylko kasa i znajomości. Wspaniały i kolorowy na zewnątrz ale zły i zepsuty od środka.
Takie trochę czytadło, nie jest to jakaś ambitna lektura, ale czyta się dobrze. W leniwą niedzielę wleciała od strzała :) Dużo seksu, fetyszy i innych nietypowych zachowań seksualnych homo sapiensów. Napisana prostym, choć ciętym i sarkastycznym językiem z dużą ilością wulgaryzmów i seksizmu. Jak ktoś zna inne książki autora to wie czego się spodziewać po lekturze.
Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz
#bookmeter


Zaloguj się aby komentować
#postcrossing
pocztówka numer 71
South Plainfield, New Jersey, USA
12 dni, 7015 km


Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
1198 + 1 = 1199
prywatny licznik: 36/52
Tytuł: Siła przetrwania. Największe górskie tragedie
Autor: Maciej Piera
Kategoria: reportaż
Wydawnictwo: Pascal
Format: książka papierowa
Liczba stron: 382
Ocena: 4/10
"autor popularnego vloga Szczytomaniak" brzmi dopisek na okładce. Nie znam, ale skoro się trafiła na bookcrossingu to przeczytałem. Długa lektura to niestety nie jest, bo treść stanowi może połowę objętości tomu a i to ogromniastą czcionką i interlinia na 2,0. Reszta to zdjęcia, mapki, tytuły rozdziałów czy cytaty na całą kartkę i inne zapchajdziury.
Najpierw zapoznajemy się z dwoma tragediami w Tatrach, ale tematy to stare, jeszcze z czasów Czechosłowacji, w mojej opinii średnio ciekawe. Mógł autor chociaż napomknąć o katastrofie helikoptera w Dolinie Olczyskiej w Polsce, ale może 4 ofiary śmiertelne to było za mało.
Potem przechodzimy do rozdziału zatytułowanego "Tragedie Europejskie", gdzie znajdziemy również dwa rozdziały - o tragedii Feith Buidhe w Szkocji w latach 70 (ten jest dość ciekawy) oraz o tragedii pod szczytem Malowicy w Bułgarii. Ten z kolei płynnie przechodzi do kolejnego działu, tragedii na świecie, gdzie poznajemy Christo Prodanowa, "Bułgarskiego Jerzego Kukuczkę" i śledzimy rozwój Bułgarskiego alpinizmu i jego drogę na Mount Everest. Kolejny rozdział jest dość ciekawy, jeżeli nie najciekawszy z całej książki. Opowiada bowiem o latach 30 ubiegłego wieku i nazistowskich wyprawach w najwyższe góry świata. Książkę zamyka rozdział poświęcony Mount Rainier, staremu wulkanowi w USA i spora bibliografia.
Generalnie, jeżeli temat cię interesuje to są lepsze książki
Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz
#bookmeter


Zaloguj się aby komentować
#postcrossing
pocztówka numer 70
Makau (1 z tego kraju)
19 dni, 8312 km
Makao i po makale. Chiński specjalny region administracyjny, więc niby chiny, ale że Postcrossing traktuje to jako osobny kraj to i ja też. Mają własne, ładne znaczki, o czym w zwięzłej wiadomości informuje nadawca.




Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
#postcrossing
pocztówka numer 69 (hyhy, noice)
Tainan, Tajwan (2 z tego kraju)
16 dni, 8672 km
Piętnastolatek z Tajwanu przysłał kopertę z fajnymi znaczkami, a w niej ekstra kartkę z ciapongiem, ramkę od jednego ze znaczków i trzy monety - dolary tajwańskie do kolekcji. Superos. Aha i jeszcze w profilu na stronie ma manata, takiego o: (・ω・)ノ






Zaloguj się aby komentować
1177 + 1 = 1178
prywatny licznik: 35/52
Tytuł: Problem trzech ciał
Autor: Cixin Liu
Kategoria: fantasy, science fiction
Wydawnictwo: Rebis
Format: książka papierowa
Liczba stron: 452
Ocena: 8/10
Po fali recenzji tej chińskiej SF, jaka przewaliła się przez Hejto w zeszłym roku stwierdziłem, że trzeba nadrobić. Zamówiłem więc pierwszy tom "Wspomnienia o przeszłości Ziemi" i ledwo rok później nadeszła jej kolej. Dużo już zostało napisane, więc ode mnie tylko kilka zdań.
No... jest nieźle! Choć styl autora może wydawać się suchy i pozbawiony finezji czy rozmaitych ozdobników, to jednak czyta się znakomicie i bardzo szybko pochłania stronę za stroną. Bo co tu dużo gadać - fabuła wciąga. Dzięki szerokiemu planowi czasowemu łatwo wsiąka się w chińską rzeczywistość a sama powieść nabiera realizmu. Choć fragmenty, które dzieją się w grze 3 ciała i tak były dla mnie ciekawsze niż historia Rewolucji Kulturalnej
Książka to jeden wielki miks znanych i lubianych pomysłów, polany sosem historycznym. Dużo w tej książce Science a mniej Fiction, ale spokojnie, nie trzeba mieć przygotowania naukowego aby ją przeczytać, autor elegancko prowadzi czytelnika za rękę i obszernie tłumaczy swoje teorie. Asimov bywał trudniejszy
Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz
#bookmeter


Sama otoczka naukowa całkiem spoko. Ale fabuła, postacie i dialogi to padaka straszna.
Trzy uwagi:
1. Frustruje mnie bardzo cenzura światopoglądową. Jakbym czytał literaturę czasów ZSRR.
2. Teoria Dark Forest (druga część) jest dla mnie objawem bankructwa etycznego i moralnego. Bankructwa, bo jest to efekt projekcji naszych ograniczeń na inną cywilizacje. Etycznego i moralnego - bo taka projekcja jest efektem ograniczeń światopoglądowych.
3. Podkreslam, że jest duża różnica między teorią gier a rzeczywistością. Książka próbuje nas przekonać stawiając logicznego chochoła, a tak naprawdę jest to duże ograniczenie wynikające ze światopoglądu autora.
Rzucę kilkoma prostymi powodami, dla których teorie autora nie trzymają się kupy:
1. Obca cywilizacja jest monolityczna. Wyobraźcie sobie, kultura, która istnieje dłużej niż ludzkość, a wszyscy mówią jednym głosem. Czyż nie brzmi to jak realizacja propagandy partii komunistycznej?
2. Obca cywilizacja konstruuje supertechnologie (więcej niż jedną) i ma problem z przekazywaniem wiedzy przez kolejne katastrofy. To co, nie mogli zrobić sobie takiego sofona dla siebie, i użyć go jako trampoliny do przeskoczenia katastrof? Wg tego co pamiętam, oni się świetnie kompresuja, więc kompresja + arka + sofon i już masz ogarnięty sposób na przetrwanie cywilizacji. Ale nie, oni wola jechać za granicę.
3. Dark Forest zakłada walkę wynikająca z ksenofobii, ograniczenia zasobów, i braku innych opcji zapewniających przetrwanie. Czyli co, terraforming, arki, transhumanizm i naprawdę dużo materiału w układzie słonecznym nie wchodzą w grę? Dla cywilizacji zdolnej produkować sofony?
Rrrright.
@trixx.420 Ta część to i tak jest jescze najbardziej stonowana, autor chyba sobie nawet przez to trochę strzelił w stopę bo czytelniczy spodziewali się że w kolejnych dalej będzie większy nacisk na science, a tak naprawdę to co się dalej dzieje to już konkretna jazda bez trzymanki.
Zaloguj się aby komentować