Co robiliście 11 września 2001 roku gdy zaatakowano WTC?
Ja pamiętam jak wróciłem z podbazy i w telewizji na wszystkich kanałach tv pokazywali płonące wieże, przebitki jak samolot uderzał we wieże oraz zbliżenia na ludzi machajacych z okien liczacych na jakąkolwiek pomoc. A później jak sie wieże zawalają
@starebabyjebacpradem jak coś to mam do oddania 30kg śliwek, bez robaków, dojrzałe i słodkie sk⁎⁎⁎⁎syny, trzeba przyjść ze swoimi wiadrami albo najlepiej wanną bo jest ich dużo, dolny Śląsk, propozycje na priv
@starebabyjebacpradem Nie wiem co robi ochrona dworca ale z reguły widziałem ich wyganiających bezdomnych. Może mają swoją grupę interwencyjną i on nie musi się z nikim siłować. Ogólnie fajnie widzieć jak ktoś niepełnosprawny pracuje bo sam nie chciałbym siedzieć w takiej sytuacji.
Tytuł: Egipskie impresje wspomnienia z pracy w Egipcie
Autor: Jerzy Mielnik
Kategoria: Biografia
Wydawnictwo: Jerzy Mielnik
Format: e-book
ISBN: ISBN 978-83-937686-0-8
Liczba stron: 208
Ocena: 8/10
Na wzmiankę o tej książce trafilem przypadkiem przeglądając jedną z grup o tematyce kolejowej. Znalazłem pdf z nią w internecie i tak w wolnych chwilach czytalem po rozdziale. Książka lekko napisana z bogatym opisem fauny i flory Egiptu a także ich życia codziennego i kultury z perspektywy pracownika będącego na kontrakcie przy remontach egipskiej sieci kolejowej.
W kraju, w którym na dziesięciu mieszkańców powyżej 15. roku życia sześciu nie przeczytało w ciągu roku żadnej książki, napisanie i wydanie własnym sumptem pozycji liczącej 200 stron zakrawa na cud. Zwłaszcza w naszym środowisku zawodowym wyjątkowo ubogim w talenty pisarskie. Jerzy Mielnik, inżynier geodeta po krakowskiej AGH, następnie długoletni pracownik OPGK Kielce i urzędnik (obecnie zastępca dyrektora Wydziału Gospodarki Nieruchomościami i Geodezji w Urzędzie Miasta w Kielcach) jest wyjątkiem od tej niechlubnej reguły. Nie dość, że czyta, to jeszcze pisze. W książce „Egipskie impresje” żywym, barwnym językiem przedstawił swój pobyt w Egipcie w latach 1986-92, gdzie pracował, jak wtedy wielu Polaków, na kontrakcie zagranicznym. Jedni budowali drogi, fabryki i miasta, inni, jak Mielnik w Egipcie, remontowali linie kolejowe.
Nieznającym realiów Polski Ludowej przypomnijmy, że wyjazdy te były szansą na zarobienie pieniędzy kilkadziesiąt razy większych niż równowartość 20 dolarów (tyle miesięcznie płacono w PRL-u), a także poznanie innego świata. I o tym innym świecie pisze przede wszystkim w swej książce Jerzy Mielnik. Sprawy geodezji, pracy, kontraktowego życia są w książce gdzieś w tle albo ukryte między wierszami. Autor pokazuje nam natomiast Egipt z jego bogatą historią i kulturą oraz wspaniałymi zabytkami. Obrazy te przeplata scenami z życia ulicy, zdarzeniami zabawnymi i niebezpiecznymi, wizytami u swych egipskich znajomych, opisami przyrody czy też... kulinarnymi recepturami.
Trafne są jego obserwacje zarówno życia mieszkańców tego arabskiego kraju, jak i ich zachowań oraz relacji z przybyszami z Europy, co mogę potwierdzić na postawie własnych doświadczeń z kontraktów bliskowschodnich.
Niektórych może dziwić, że autor zjeździł Egipt wszerz i wzdłuż, ale wycieczki poza camp były ucieczką przed kontraktową nudą, oglądaniem na okrągło tych samych twarzy, wreszcie przed popadnięciem w alkoholizm (nie ma co tego ukrywać). Na szczęście na wielu kontraktach geodeci z racji specyfiki swojej pracy dysponowali samochodami, dobrem niezbędnym, by w wolnej chwili wyrwać się poza baraki. Mielnik z tego korzystał i poznał Egipt od podszewki. O takiej przygodzie bywalcy turnusów w Hurgadzie czy Szarm el-Szejk mogą tylko pomarzyć.
Muszę sobie teraz coś kupić za zaoszczędzone pieniądze na elektryku albo inaczej, muszę sobie zapłacić za robotę jakieś 4 stówki.
Mam nadzieję że nie będę musiał isc z następnym ciastem do sąsiada aby je upiec.
Warto mieć wykształcenie kierunkowe.
Ps. To była praca na żywym organizmie więc bezpieczniki nie są po środku tylko tam gdzie wcześniej bulo miejsce. To były pracę pod napięciem i żartów nie bylo.
Ale ten rok zapierdala jak skurwol po mięsnym. Dopiero byl sylwester a juz jest pierwszy września i dzien coraz krótszy. Z takim tempem życia to niedługo trzeba bedzie sobie trumne chyba kupować xD
Mniej więcej rok dzieli te zdjęcia, w dzień zakupu i dziś.
Dzbanecznik i rosiczka.
Niestety przez zimę trochę straciły przez moje błędy w uprawie i nie ma okazalych dzbankow czy rosiczka nie posiada tak efektownych wąsów na owady. Ale nowa ziemia tej wiosny dodala znacząco im wigoru i odbudowują zimowe straty.
Dzbaneczniki u mnie padały zawsze, rosiczki dość dobrze znosiły moją opiekę. Najdłużej miałem małe tłustosze ale w tym roku za dużo na wyjazdach i padło mi wszystko .
To sobie k⁎⁎wa upiekłem placka. Podejrzewałem że coś od kilku dni się święci z prądem bo migalo światło przy włączaniu obciążenia w kuchni. Ale myślałem ze w gniazdku czy puszcze bedzie problem a nie w zabezpieczeniu przedlicznikowym. Dobrze ze mam uprawnienia to moge sobie naprawić