Kolejny dzień tuptania, zatoki zawalone, gardło jeszcze zatarte, ale coś tam porobione. Dziś w zasadzie marszobieg, ale było przyjemnje. Kilka kilometrów do przodu. No coś ten organizm nie może się odblokować tym razem.
Cała noc ma padać, więc do wyzwania pewnie dołączę dopiero w okolicach Parkrun.
Strasznie zmęczony dzisiaj byłem, wczoraj trochę chyba przemarzłem, to dziś ubrałem wręcz zimowa zbroje. Doklepałem dzisiaj 3 pętle i dałem spokój, choć myślałem o 4-5, na mój dzisiejszy stan to mogłoby być za dużo. Dla odmiany dnia wczorajszego, dziś w zasadzie nikt nie biegał, asfaltowa łąka tylko dla mnie
@splash545 thx. Najbardziej potrafi zaskoczyć mnie szybki zjazd temperatury przy bezchmurnym niebie. Jak zacząłem było 4stopnie, jak wsiadłem do auta to termometr -1 pokazywał
@Yes_Man nie nie, to droga taka wyłączona z ruchu przy trasie średnicowej. Bulwary wyglądają sporo lepiej. Jak będę miał kiedyś okazję, to cykne fotkę
Nocna zmiana na biegu za czekolady. Po grypie został już tylko katar i mam nadzieję że i on wkrótce zniknie...
O co chodzi w tym biegu? Raz do roku zbieramy czekolady dla dzieci z Kresów. Kolega Andrzej który nagłaśnia to medialnie I robi sobie wyzwania ogłosił, że za każda tabliczkę czekolady przebiegnie 250m. Zebraliśmy grubo ponad 3k czekolad co ostatecznie przełożyło się na 819km do przebiegnięcia :D więc jako lokalna społeczność łączymy się i chcemy przebiegac razem 819km w 64h. Jak ktoś ma blisko do Grudziądza, to zapraszam!
@TheCaptain kresy to dość charakterystyczny region, tam czekolada może coś odmienić w ich życiu, a u nas to tylko bebzon urośnie z przejedzenia ( ͡~ ͜ʖ ͡°)
W końcu Parkrun po półtora miesiąca przerwy. Nogi mnie bolały od 500m, ciężkie strasznie ale udało się trochę oderwać na ostatnim kilometrze i wyszło przyzwoite 19.59 na mecie.
Szacun, mi się wczoraj udało tak grzecznie i kulturalnie utrzymać 5:00/km (kolega prowadził i trzymał tempo, bo sobie odpoczywał przed maratonem, hardkur ) Polecam w KRK Młynówkę, spodobało mi się, mięciutko , żadne tam betoningi!
@pluszowy_zergling u mnie Parkrun 100% po ścieżkach leśnych. I ja lubię po lesie bardzo biegać. A teraz mnie grypa chyba łapie, więc wiem skąd ból nóg się wziął wczoraj xD
O, podziwiam właścicieli psów na parkrunie, próbują biegać, a tu pieseł co 300 metrów robi postój i rozpoznanie terenu, jak żyć ? Fajnie, że tyłek ruszony!
Może się zaprogramowalem nieco na nie-sukces dzisiaj - biegając sobie bardzo spokojnie na rozgrzewce zauważyłem znacząco wyższe tętno niż zazwyczaj - o jakieś 10 uderzeń. Dla mnie to oznacza jasny sygnał - organizm wciąż walczy z infekcja. Więc bez większych założeń stwierdziłem, że trzeba po prostu cisnąć. Nogi w dobrym stanie, głowa już też dostrojona. No to staje na starcie i lecimy.
Ale hola hola! Na pierwszych 100m rozwiązał mi się but z chipem, cudem go nie zgubiłem, próbowałem przemykać między biegaczami, zszedłem z trasy, zawiazalem buta raz jeszcze. I popełniłem największy błąd tego dnia - goniłem. Nie mam pojęcia ile mogłem stracić na wiązaniu buta, wyprzedzałem tabun ludzi w średnio komfortowych miejscach, no bo musiałem gonić. Pierwszy kilometr - 4.12. Ale nie dotarło do mnie, jakim to kosztem wyszło. Nie mogłem się do nikogo podłączyć, bo biegli sporo wolniej od tego co zakładałem. No i dalej wyprzedzałem. Gdzieś na 5km udało mi się złapać jednego kolesia i tak bieglismy. Ale kilometr dalej w nogach ołów, mózg mówi "lepiej już odpuść". Ale pokonuje te pizdeczke. Kolejne 2 kilometry dalej okazuje się że to nie pizdeczka, a zdrowy rozsądek - zaczęło mi się kręcić w głowie, a to znaczyło że tętno trzepie w 190. Stan taki że przyspieszam do 4.02, a w rzeczywistości to 4.22 - nie było z czego dołożyć. I tak aż do mety. Jeszcze udało mi się kilku ludzi co prawda wyprzedzić i nie dać się jednemu, więc to plus, ale długo dochodziłem do siebie po biegu. Znalazłem ławkę w cieniu i oparty o płot odsiedziałem dobre 15 minut.
Ostateczny czas: 42:58. Plan minimum zrealizowany, ale kosztem znaaacznie większym niż przypuszczałem.
Wnioski? Przede wszystkim przerwa w bieganiu spowodowana choroba - stąd spadek formy. Serce jeszcze rwie do biegu wtedy kiedy potrzeba spokoju. I dziś zagotowalo mi przez to głowę. Nadzieję miałem o tyle większe, że też cross pokonałem ostatnio o ponad minutę szybciej. A to dałoby spokojne top50
Deszczowo, ale znacznie cieplej niż wczoraj. Nogi jak kloce, ale chciałem się nieco rozruszać jeszcze. Do pełni zdrowia jeszcze trochę mi brakuje, ale jest dobrze.
Pakiecik odebrany a hasło mi się tak podoba, że robi za tło dzisiejszego treningu. O zgrozo, o ironio, pobiegane dziś 100% po chodniku
Przed świętami i święta pod szyldem choroby, osłabienia i krwotoków z nosa - nie polecam. Czuje się już za to jako tako, nie nadganiam planu tylko jadę tak jak sobie to już kiedyś zaplanowałem.
Więc dzisiaj interwały 4-minutowe - nie chciałem się zajeżdżać po przerwie, plan zakładał tempo 3.47-4.07, ja trzymałem się górnej granicy a i czasem podbieg na tyle dowalił że wyszło nawet nieco wolniej. Ale zrobione, a to najważniejsze. Trening zrobiłem sobie po trasie zawodów które odbędą się w sobotę, wiec zapoznałem się z trasą, mam nadzieję że zdrowie dopisze i poziom będzie wysoki. Przez chorobę zupełnie wymazałem jakikolwiek plan na ten bieg, więc jedynie co to pobiegnę mocno i na swoje samopoczucie :)
Nocny bieg wiosenny już za mną! Bieg w zasadzie w pełni pod kontrolą. Leśny cross planowałem ukończyć w 42 minuty. Ostatecznie wyszło 41.37, a więc pobity czas z zeszłego roku o jakieś 3 minuty. Trasa tym bardziej bardziej wymagająca - było sporo podbiegów i zmiany terenu, ale największym wyzwaniem było to co zostawiła pogoda - czyli mnóstwo błota, kałuże i lekki deszczyk przez pierwsze 2km biegu. No tańcowałem jak baletnica dzisiaj i cieszę się że bez kontuzji się obyło. Trochę szkoda, bo średnio obsadzony bieg, ale liczy się wykonanie planu.
A plan był prosty: pierwsza próba negative split - rozpocząłem w środku stawki, co mnie skutecznie przyhamowało, potem wyprzedzałem wchodząc na docelowe tempo. Był zapas, ale nie przemeczalem się dziś nadmiernie - stałe tempo bez wyrwania na ostatnich metrach. Trochę pomogło chyba to że mi zegarek zgubił ponad 100m i miałem zapas.
Krótkie interwały (8km rozgrzewki i 4x 200m w tempie 3.15-3.35) na 200m przerwy i wczorajszy long w chłodniejszej aurze.
Na longa znowu nie wziąłem paska, po kilku kilometrach tempem 5.00-5.10 patrzę na zegarek a tam 170 xD przeczyscilem czujnik, ślina na palec i spadlo na 150. Po jakimś czasie znowu podskoczyło nieco wyżej w stosunku do mojego odczucia, ale nie była to już różnica 20 uderzeń na bank. Podczas schłodzenia w zasadzie całość to rozciąganie, bo udało mi się zakończyć trening niemal pod domem.
De facto powtórzony trening z zeszłej niedzieli, ale tym razem nocka przespana. No i są efekty.
Jedynym mankamentem było to, że szykuje się na jakieś 26km a mam 10% baterii xD coros jest mocarny, ale nie sądziłem że to wytrzyma więc powerbank w dłoń i lecimy kilka kilometrów.
Było ciężko, ale tym razem weszło jak w masło, ciasto wczoraj przetworzone.
Ok 11km rozgrzewki,
13x500m w tempie 3.47-4.07 na 500m przerwy
2km w tempie rozgrzewkowym i 5 minutek schłodzenia ( trochę rozciągania q marszu i trucht).
Trochę nie dospany jestem ostatnio - żona ma poranna zmianę i zawalone popołudnie więc jak nie wyjdę rano to nie ma opcji na bieganie w tym tygodniu.
Więc cyk, budzik o ponad godzinę do tyłu.
CZWARTA TRZYDZIEŚCI TO DOBRY CZAAAAS!
NAPIJMY SIE WÓ.. KRANÓWKI JESZCZE RAAAZ!!
no ale do rzeczy co robiłem:
Pierwszy bieg - to w sumie miało być więcej, ale wstałem o 5 i czas gonił,
Potem kolejny to już krótki trening interwałowy, budzik na 4.20 i jedziemy. Przymrozilo rano, aż musiałem kurtkę z olecaczka wyciągnąć. 11km rozgrzewki a potem 8x200m na 200m przerwy i coś tam potuptac do domu. Interwały miały być w tempie 3.20-3.42 i weszły aż miło oprócz ostatniego - bo nogi klocka dostały w biegając pod górkę.
No i dzisiejsza 8 to tak żeby coś do kilometrażu dorzucić. I wczoraj i dzisiaj dość zamglona okolica.
Cieszy poprawiona ekonomia biegu, bo HR mi spadło znacznie - z biegów spokojnych wyszło mi średnio 147 przy 5.12 tempie.
Fartlek, na zmęczeniu, więc wyszło troche inaczej i krócej niż to sobie zaplanowałem.
Miała byc rozgrzewka, potem 10km w spokojnym tempie, a potem 13x500m na 500m przerwy w tempie ok. 4.00-4.05.
No tak średnio wyszło. Po 6 tym chłopa złożyły jelita, to się nie mogłem wyprostowac. Udało mi się jeszcze 4 dowalic. Więc plan to tak na 75% może wykonany. W zasadzie do samego konca udawalo mi sie trzymac w tym przedziale pomimo kiepskiego samopoczucia - winą był tylko i wyłącznie za krótki sen, bo mi powieki same w trakcie biegu gasły :D