Szukając (jak zawsze chętnie) cieplejszych klimatów wybrałem się ponownie w okolice Gemona del Friuli. W planach miałem stówkę, z powodu pewnych perturbacji przyjazd się opóźnił i potem musiałem skracać trasę. Część podgórkowa wyszła planowo, przyjemny i słoneczny podjazd 14km z śr. 5%, ale skrócenie trasy, które wybrałem miewało zjazdy po -17%. I zdecydowanie nie jest to fajne, szczególnie przy wąskiej trasie z mnóstwem zakrętów i wilgotnej nawierzchni. Chyba jeden z bardziej wymagających jaki miałem okazję jechać, a na pewno okrutny dla nadgarstków.
Z tymi zjazdami racja, tydzień temu jak zjeżdżałem po dosyć wąskich uliczkach z licznymi wyjazdami z posesji, to od co rusz naciskanego hamulca, mocno bolały mnie przedramiona. Choć -17% to już jest hardcore, chyba nie na szczęki i 100kg+ 😃
Po pierwsze chciałem podziękować wszystkim za słowa wsparcia po moim sobotnim wypadku. Padł chyba rekord na tagu:) W niedzielę więc sobie odpoczywałem, a w poniedziałek postanowiłem zobaczyć czy rower i ja faktycznie w porządku. Chyba tak, bo ogólny wkurf zrobił mi życiówkę na setkę z tysiącem.
No i pierwsze tango down zaliczone. Pani się spieszyło, zajęta rozmową przez telefon wyprzedziła mnie, po czym nagle stwierdziła, że to już tu i natychmiast po wyprzedzeniu mnie skręciła w prawo. tyle ile mogłem wyhamować to wyhamowałem, po czym uderzyłem w boczne drzwi i przepięknym salto-szczupakiem przeleciałem na autem lądując na środku ulicy. tiaaa. Chwilę wcześniej minąłem innego rowerzystę, który wszystko widział i zadzwonił po policję. Przyjechali po niecałych 10 minutach, razem z 2(!) ambulansami i po krótkim badaniu zabrali do szpitala. Tam gruntownie mnie przebadano, zrobiono tyle rentgenów, że przez całe życie tyle nie miałem, USG i puścili do domu, bo wszystko wyglada ok. Policja zabrała rower, i poczekała na żonę pod szpitalem, żeby mogła go ( i mnie przy okazji;) odebrać. I teraz najlepsze: nic mi się (chyba) nie stało, rower nie draśnięty, ubrania nie draśnięte. Choć trochę w szoku, to limit fuksa w tej dekadzie mam raczej wyczerpany. Uważajcie na siebie, naprawdę nigdy nic nie wiadomo. Ja widziałem ten samochód, najpierw myślałem, że skręca w lewo, potem że dziwnie mnie wyprzedza, a jak zrozumiałem co faktycznie robi, to zdążyłem tylko pomyśleć "co on, przecież nie zdążę…" i już leciałem. I nic nie pomaga, że ogólna kultura jazdy jest wyższa, lub nie. Zawsze się znajdzie idiotka, która się spieszy, bo ostatnie zakupy na święta, bo dziecko u babci na chwilę itd...
Miałem wypadek 2 lata temu, nie ze swojej winy. Trochę się poobdzierałem. Facet przeprosił i rozeszliśmy się. Po 3 dniach zaczęło mnie napierdzielać grubo wiec lekarze rentgeny USG itd. Za wszystko zapłaciłem z własnej kieszeni jak frajer.
Ja miałem panią z pieskiem na smyczy, więc niby wszystko ok, można spokojnie i bezpiecznie ominąć łukiem dużo większym niż długość smyczy. Otóż nie. Pani rozmawiała przez telefon, a smycz była teleskopowa rozwijana i właścicielka zapomniała zablokować. Piesek wyskoczył się przywitać na środek drogi, prosto pod koło. Dałem po heblach i skoczyło się złamaniem ręki i szyciem brody, szczęście że szczęka nie pękła. Piesek ocalony. Pani sobie poszła.
Uważajcie na siebie i zwracajcie uwagę również na pieski na smyczy.
Nie ma co, zmęczyłem się. Jak się leci pod górkę i pod wiatr, to nie może być inaczej. Za to na mojej nowej-ulubionej trasie. Muszę ją tylko troszkę dopracować, bo jak widać niektóre sektory bardziej przypominają polne drogi.
@Mr.Mars wcale nie. na wioskach wyżej pełno łatanych jak patchwork, od których nadarstki się rolatują. ale trzeba przyznać, że potem oo kilku latach je robią takie jak na zdj 2, choć najczęściej tylko do granicy następnej wioski;)
Wiało okrutnie. W porównaniu do zeszłego roku było mniej asfaltów, a niektóre zjazdy to bardziej na mtb niż gravel. Ała nadgarstki. Było znacznie więcej uczestników, wyścig staje się bardzo popularny, także wśród zawodników z Polski. Prosy oczywiście kręcili jakieś kosmiczne tempa, ale jak im się przyjrzeć bliżej, to składają się z nóg, oraz reszty szkieletu ciasno obłożonego skórą. Więc to chyba nie takie trudne;) Naprawdę było wyścigowo, przez te wiatry musiałem cały czas trzymać koło tych przede mną, więc nawet nie miałem jak jeść - zdołałem tylko wciągnąć dwa żele na zjazdach. Ogólnie super, można sobie lepiej wyobrazić ile kosztuje łapanie dziur na wiatrach, albo robienie zakrętów, gdzie jedynie widać plecy zawodnika przed sobą. 100% fun!
Jest pogoda, jest kręcenie. Co prawda w niedzielę ma być ochłodzenie, ale za to po raz kolejnym wezmę udział w wyścigu gravelowym. Rok temu prawie wyzionąłem ducha i pomyślałem, że już nie trzeba, no ale teraz kolega znowu namówił. Tzn przypomniał, że jest ;)
Po chwili przerwy spowodowanej zamorskimi podróżami i jetlagami, tak się zafiksowałem na łapanie wiosny, że nie przyjrzałem się dokładniej przewyższeniom. A trzeba było, bo wszystkie wystąpiły na pierwszych 20km. Auć. Na szczęście wiosnę dorwałem - we Friuli było dziś piękne słońce i 21C, wszystko rozkwita, pachnie i ćwierka. Nareszcie!
@Furto tym razem nie mam tyle czasu, choć kusiło nawet wypożyczyć rower miejski żeby mieć ślad na stravie do kolekcji. Ale deszcz i 5 stopni spowodowało że "następnym razem";)
Bardzo udany wiosenny dzień, co prawda wiało okrutnie, ale chociaż na powrocie częściowo w plecy. Noga po zimie nawet w formie, człowiek zadowolony. Szkoda że od jutra przez tydzień ma lać.
Przy takiej pogodzie weekend będzie eksploatowany do upadłego, choć jutro pojawia się konflikt w postaci oglądania Strade Bianche. Ech, te ciężkie wybory
@AdelbertVonBimberstein powiedziałbym, że z okna, no ale conieco stoi na drodze:) To odcinek Ciclovia Alpe Adria, jakiś kilometr przed Tarvisio od strony granicy ITA/AT
Najbardziej poznać po tym, że to jeszcze nie wiosna, że wypiździało mnie, że hej. To znaczy niby w słońcu ok, ale wiało tak zimnym wiatrem, że proszę was. Odkuję się za tydzień, w prognozach 20C. Szaleństwo jakieś
Troszkę za optymistycznie podszedłem do dzisiejszej prognozy pogody i raczej przemarzłem. Ale i tak było warto. Przy okazji, odkąd tu jestem, nie widziałem, żeby było tak mało śniegu w lutym. Właściwie jest tylko powyżej 1500m (na stokach w kurortach jest wystarczająco, można wszędzie się narciarzyć), pełne o tej porze rzeki ledwo ciurkają. Albo czeka nas susza, albo jakiś śnieżno/deszczowy armageddon na wiosnę...
@austrionauta Wszystko wskazuje na to, że susza. To będzie przerażający rok, spodziewam się pierwszego roku z reglamentacją wody w okresie wakacyjnym. Może to otworzy ludziom oczy.
@pingWIN brawo panie Holmes:) Orbea czeka też na serwis bo chyba się lekko skrzywiła tarcza hamulca. Niestety serwis odpala dopiero w marcu, ale jak widać, jestem przygotowany
Prawie cały grudzień przejechałem na trenażerze, zacząłem też włazić pod górę na nartach, ale dziś (i jutro pewnie też) nie mogłem sobie odmówić kręcenia na zewnątrz. Zima tu niczego sobie, a jazda w śniegu dostarcza dodatkowej radochy i pieczenia w udach.
Przy okazji kończącego się roku życzę wszystkim fanom kręcenia na hejto mnóstwa kilometrów i podgórek, mało wmordewindów i dużo radości z jazdy. Oby następny rok był jeszcze lepszy niż ten, a ten dla mnie rowerowo był fantastyczny. Zaliczyłem pierwszy wyścig gravelowy, wjechałem na Monte Lussari, pokręciłem trochę po miastach w Azji i… ciągle mi mało:) Cel na następny rok to 10kkm #rower r #szosa #gravel #rowerowyrownik
Grubo jeździsz, jesteś pogodoodporny, mnie mgła Krakowska załatwiła i musiałem się przez ostatnie hmm 40 godzin wygrzebywać z przeziębienia (w sumie krótko), gratulacje!
Z cyklu rzeczy na jutubach różne. Niemal 300k wyświetleń w 1 dzień to całkiem jak na austriackie warunki sporo. A czego? Otóż w święta spadło po północnej stronie Alp wciul śniegu. Jak to w #Austria, natychmiast zabrano się za odpłużanie, a działa to tu wyjątkowo sprawnie. No i chłop to nagrał. 40 minut jazdy pługiem Przyznam się, że też wpadłem w to po uszy #zima #alpy #austrianacodzien https://www.youtube.com/watch?v=-uc90OXKJE8
W Austrii zgłosiła updałość sieć sklepów meblowych Kika/Leiner. Temat lokalnie bardzo nośny medialnie, bo to bardzo austriackie przedsiębiorstwo, coś jak polskie black-red-white. Wpisuje się to doskonale w ogólny regres gospodarczy, per capita @austra ma jeden z najgorszych wzrostów PKB, oczywiście wszystko wina imigrantów itp itd. Co mnie jednak dziwi, to to, że w żadnym krajów nie widziałem jednocześnie tak szpetnie i bezgustownie urządzonych mieszkań i domów i tak wielu sieci meblowych. Zaprawdę dziwne, że jakiekolwiek tu istnieją. Parę klasycznych austriackich wnętrz z serwisu willhaben załączam #austrianacodzien