Tym razem obyło się bez wątpliwych pomysłów i cała naprzód na południe, aż do morza. Po drodze jedna, za to słuszna górka, i duużo słońca, a jeszcze więcej wiatru. Dużo, dużo więcej. Jak leciałem z wiatrem, to 50km/h na płaskim nie było problemem, za to jak skręcał, to albo prawie mnie wywracał, albo niemal zatrzymywał. Co nie zmienia faktu, że była to fantastyczna grudniowa jazda. #szosa #rower
Tak w temacie około BlacKFriday. Można listopada nie lubić, ale w #austria ia ma tą niewątpliwą zaletę, że otrzymuje się 14 pensję. Ale jak to spytacie? Otóż, przy zatrudnieniu negocjuje się pensję roczną brutto, która następnie dzielona jest na 14 części, miesiące w których płaci się podwójnie to czerwiec (na wakacje) i właśnie listopad - na święta. 13 i 14 jest preferencyjnie opodatkowana (na ogół 6%). Czy lepiej tak, czy lepiej 12 pensji, to kwestia może bardziej przyzwyczajenia, jednak nie ma to jak kumulacja przed BF #austrianacodzien
Dziś test nowej kurtki od Pedaled, która okazuje się na 3-4 stopnie zbyt ciepła. To teraz chyba będę musiał jeździć przy -5. Hmm... Poza tym, czysta, nietrenażerowa, przyjemność jazdy. Polecam!
@austrionauta Mrożnie się u Ciebie zrobiło, brrrrrrrr. Niech kurtka służy, ja ostatnio jak cebulka, warstwy 0, 1, 2 ... jak trzeba to 3 Nadal te termoaktywne warstwy odzieży są bardziej smukłe niż puchowe kurtki a trzymajo ciepło ślicznie Uwielbiam naszego polskiego Brubeck !
Końcem listopada #austria należy do Krampusów. Krampusy to obrzydlwe postaci, które straszą niegrzeczne dzieci - choć stroje takie, że zapewne nie tylko. W mniejszych wioskach chodzą po domach, a w miastach urządzane są Krampuslaufy - setki, a nawet tysiące przebierańców, prawdziwa rewia orków.
Idą środkiem ogrodzonej ulicy, strasząc, pokrzykując i dzwoniąc, a od czasu do czasu wyciągają kogoś na siłę. Stroje są ciężkie, jest w nich gorąco. Maski drewniane, niezbyt dobre pole widzenia, a większość podejrzewam jest po niejednym sznapsie. Wszystko to podbija podekscytowanie i Krampusów ,i widzów. Dawniej, jak mi powiedziano, zdarzały się nieprzyjemne i niebezpieczne incydenty, bójki, stąd teraz barierki. Tradycja jednak silna, no i taki Krampus chyba bardziej skuteczny na urwisy niż czarna wołga. Choć jak bym miał 5 lat i takiego zobaczył, to trauma jak nic.
Będę wrzucał czasem takie i owakie ciekawostki pod nowym tagiem#austrianacodzien
Kolejny wypad po słońce, tym razem do San Danielle, słynącego z lokalnego prosciutto. Nieco przekombinowałem i zamiast jechać stamtąd na południe, zachciało mi się "niewysokich" górek na północ. Tiaaa. W niektórych zacienionych miejscach szron nie zszedł cały dzień, i ogólnie, poza początkiem i końcem rajzy, zmarzłem okrutnie. Widoki piękne, koniecznie muszę odwiedzić latem
Ach, co to był za dzień. Jeszcze wczoraj wybrałem się na gravel, zakutany jak trzeba na zero stopni, a po 15km strzelił łańcuch. I chociaż pogotowie żonowe zadziałało sprawnie, to wiadomo, do bani z takim wyjściem na rower.
Ponieważ dziś u mnie na wiosce miał być kolejny chmurzasto-zimny listopad, to zabrałem się autem w dobrze znanym, południowym kierunku. I to był strzał w 10, a dokładniej w 18, bo tyle stopni pokazywał termometr w cieniu w rejonie Friuli. Przy okazji, odkryłem naprawdę fajne górki, i dzikie zjazdy - chyba jedne z bardziej wymagających, bo kręte, strome, z liśćmi i ostrym słońcem. No i jazda w okolicznościach cyprysów, palm i powiewów ciepłego wiatru. Sam sobie zazdraszczam;P
W poszukiwaniu resztek ciepłej jesieni wybrałem się za miedzę. Godzinka autem i znalazłem doskonale: piękne słońce i ciepło. Co prawda w kwestii ubrania okazałem się człowiekiem małej wiary i prawie się gotowałem na podjazdach, za to z górki nie zamarzłem. Trafiły mi się też dwa przepiękne jeziora, Lago di Cornino i di Cavazzo. Bardzo przyjemna trasa i bardzo przyjemny dzień #rower #kolarstwo #szosa
Nie aż takie ładne widoki, nie tyle km, nie szosa, ale po 11h w aucie (powrót z PL) i tak w porządku. Tak jak piszesz, bardzo przyjemny dzień (chociaż krótki).
co dwie gumy to nie jedna :/. chociaż przytrafiły się w ładnych okolicznościach przyrody i nie tak daleko od domu, mogłem zatem sobie trochę pokontemplować w oczekiwaniu na pogotowie żonowe.
W końcu ciepła jesień zawitała i w moje strony, choć dziś z okrutnym wiatrem. Dawno nie byłem tak wyjechany, za mało żarcia na drogę też nie pomogło. Ech, jeszcze tydzień i mają wkroczyć listopadowe 5-7 stopni. Prosił kto?
Tej jesieni słońce zrobiło sobie w Austrii wolne, zupełnie go nie ma. Chłodno, wilgotno i brrrr. Za to droga którą sobie dziś pojechałem była doskonała; świeżutkie asfalty i prawie zerowy ruch. Niezbyt możliwe takiego combo latem
Masz tam pięknie Ja sobie po treningu biegowym chciałem zrobić dłuższy tlen to mnie w okolicach 30go chciał wiatr zdmuchnąć z wałów i zwiałem do domu w ulewie heh Ładnie pojeżdżone!
"Do kawy jest darmowe jajko" powiedziała dziewczyna przyjmująca zamówienia. "Ale w sensie takie od kury?" zapytałem, no bo przecież to bez sensu. "Tak, na twardo, gotowane w herbacie" Aha. Podziękowałem, bo akurat jadłem takie już na śniadanie. Smakują tak jak należy spodziewać się, że mogą smakować jajka gotowane w herbacie.
Poza tym zaskakującym gratisem to był to bardzo typowe coffee bar pod cyklistów, położone przy ścieżce rowerowej która okala całe Taipei. I w ogóle o niej nie wiedziałem, choć planowałem trasę i przeglądałem.co popularniejsze. W kafejce trochę pogadałem.z lokalsami i polecili jako spokojniejsze niż jazda ulica, a ja na szybko zmieniłem plany. Trasa rowerowa położona jest nad rzeką, jest mnóstwo infrastruktury, barów, miejsc do odpoczynku, wodopojów i doskonały asfalt. A przede wszystkim brak skuterów! Dziś niedziela, to trzeba uważać, bo pełno tubylców na rowerach z wypożyczalni, wszyscy bez kasków. Było też niemożliwie gorąco, 33-35 w cieniu, spaliło mnie na czerwono. Taiwan odhaczony, jutro do roboty
Kiedyś GCN zrobił odcinek o KOM Taiwan i oczywiscie, że ja też bym tak chciał, pomyślałem. Więc knułem i kombinowałem jakby tu się dobrać do tematu. Niestety, nie udało się trafić w termin wyścigu, ale to nie znaczy że nie będzie pokręcone po tej pirackiej wyspie. No i może dobrze, bo KOM to prawie 100km ciągle pod górkę, od poziomu morza do ponad 3000m. A jechanie takich górek w tutejszym klimacie to obłęd. Dziś rekonansowo 50km i 1000m w górę i mozna było wyżymać koszulkę po 10 minutach jazdy. A tempo zabójcze nie było, bo wyjechanie z miasta to nie jest bułka z masłem. Co prawda bogatszy w doświadczenia z np Szanghaju, wiedzialem czego mniej więcej się spodziewać, ale i tak człowiek cały obesrany. Całe chmary skuterów, taksówek, autobusów, ogromny hałas, co chwilę światła, a ledwo zrobiło się luźniej, to już było 8%.
Z poziomu morza wjechałem na jakieś 800m, temperatura spadła do miłych 20C. Niestety, musiałem w połowie trasy zawrócić, bo po ostatnim tajfunie (swiezutko, był 2 dni temu) droga zawalona błotem i drzewami.
Ogólne wrażenia ok, Tajwańczycy starają się zwracać uwagę na rowerzystów, których zresztą całkiem tu sporo. Rower niczego sobie, cena przystępna, należało co prawda tydzień wcześniej zarezerwować, ale to żaden problem. #szosa #podroze #rower
Podobają mi się kulturowe, odmienne aksjomaty. W #japonia w miejscach publicznych prawie nie ma koszy na śmieci. W odróżnieniu od Europy i zwłaszcza kontynentalnej Azji, gdzie śmieć jest problemem niczyim, i oczekuje się, że miasto jakoś to uprzątnie, tu jest czymś z czym przyszedłes i powinieneś z tym odejść. Schować w kieszeń czy torebkę, zabrać ze sobą do domu i tam wyrzucić, tak jak zabierasz ze sobą inne swoje rzeczy. Ulice są czyste. Po chwilowym "ale jak to?" stwierdzam, że skoro to działa, to mi się podoba. Zdjęcie pociągu dla atencji ( tu akurat kosze są, ale tylko przy drzwiach wejściowych)#wujmatwpodrozy #przemysleniazdupy #podroze
i oczekuje się, że miasto jakoś to uprzątnie, tu jest czymś z czym przyszedłes i powinieneś z tym odejść
Nieprawda, ludzie którzy śmiecą to patusy i nigdy nie spotkałem się z postawą "rzucę śmiecia i niech ktoś sprzątający to posprząta".
A do tego OP nie wspomniał że koszy nie ma od lat z powodu zamachów terrorystycznych. Podobnie jest np w Tajlandii. Głupie ale jest dużo przepisów na świecie które są równie głupie ¯\_( ͡° ͜ʖ ͡°)_/¯ Nawet w Warszawskim metrze nie ma koszy bo jeszcze ktoś tam schowa bombę.
Po chwilowym "ale jak to?" stwierdzam, że skoro to działa, to mi się podoba
Działa bo japończycy to naród konfidentów, tam własna matka by zadzwoniła na policję jakby jej dziecko rzuciło śmiecia na ulicę. Nie dlatego że to jest niedobre tylko dlatego że nie wolno łamać przepisów, nie ważne jakich xD A do tego nie ma tam tak wielu chłopskich rozumów typu "hurr durr jak to zabierają mi wolność zakazując śmiecenia".
Za kazdym.razem kiedy tu jestem, nijak nie mogę pojąć, jak to jest że ten nasz europejski postęp cywilizacyjny nie zdołał przyswoic tych, w końcu nie tak skomplikowanych, wynalazków. Czystość tych toalet, wygoda, higiena - same zalety, zapewne poza ceną, ale w ogólnym koszcie remontu mieszkania koszty raczej niezauważalne. Potem wracam i czuje się jakbym na sławojke się przesiadał. #japonia #rozkminy #przemysleniazdupy #podroze
@austrionauta ludzie w Polsce to na własnej życzenie nie mają bidetki, nawet nie mówiąc o bidecie. Większość ludzi chodzi z brudną d⁎⁎ą, jeszcze na wykopie pamiętam, że na ten argument mówili że przecież wycierają i jest czysta, ale jak sobie wytrą rękę z kupy papierem bez użycia wodny to już nie jest czysta. Logika.
@austrionauta pytanie na serio, bo nigdy nie korzystalem z takiej dupomyjki. Jak sprawdzasz stan czystosci d⁎⁎y po wykonaniu takiego mycia? Jest jakas kamerka i ekranik czy normalnie test bialej rekawiczki?
W ramach zachęcania do korzystania z publicznego transportu, przez cały tydzień i po całym landzie można było jeździć bezpłatnie pociągami podmiejskimi. Co oznacza, że można sobie podjechać z rowerem (ten płatny, ale tylko 2€) w rejony na codzień trochę dalsze, które inaczej oznaczałyby 200-300km jazdy. Pogoda bardzo jesienna, ziiiimno. Za to słonecznie, a nic tak dobrze nie robi widokom jak jesienne słońce.
Pogoda troszkę łaskawsza dzisiaj, to podjechałem sobie pod Planicę, bo czemu nie. Właściwie to przejeżdżałem obok wiele razy, wystarczy skręcić z głównej ścieżki i kilometr lekko pod górę, ale jakoś zawsze pędziłem przed siebie i nie było okazji. Generalnie też nie jestem fanem skoków, ale obiekty i ich położenie robią wrażenie. Poza tym, na pobliskiej karkołomnej przełęczy położyli w końcu nowy asfalt w miejsce lejów godnych poligonu i można gnać w dół że hej. O ile się nie zamarznie:)
No cóż… było lato i ni ma. Za oknem jak widać, wyżej w górach straszą że ma spaść dziś i jutro do 2m śniegu. Za to mogłem sobie przypomnieć, że trochę nie lubię trenażera.
Miało być na spokojnie bo regeneracja po wczoraj, no i wyszło jak zwykle:) Zajrzałem znowu w okolice Kranjskiej Gory, tamtejsze widoki nie mają sobie równych.
Klasyczna trasa typu cycek;) z męczącym podjazdem (bo długi) i zjazdem (bo też długi). I nastąpił ten czas, kiedy bez kurtki na zjazdach boli, choć na dole dziś przyzwoite 26C. Miałem dziś zagwozdkę gdzie się wybrać, bo okolicy coroczny zjazd harleyowców i wszędzie hordy decybeli. Na szczęście, poza drogami wyjazdowymi, nie było najgorzej i można było się rozkoszować w spokoju końcówką lata
Dzik i to jaki! U mnie dziś i jutro jakiś tuning auto show pod domem i uciekam gdzie mogę rowerem, bo tylko dudnią od rana do nocy blachosmrody Pięknie pojeżdżone, taka niepłaska ta Twoja okolica