Zdjęcie w tle

Wrzoo

Lider
  • 1112wpisów
  • 9980komentarzy
Wrzoo userbar

Czytam na #bookmeter, piszę w kawiarence #zafirewallem, o wodzie przypominam w #codziennepiciu

Kontrola nawodnienia


Pięknego wtorku, moi drodzy! Zapraszam Was na wspólne piciu w ramach #codziennepiciu


Przyznać się, kto przygotował już sobie ulubione piciu do nawodnienia się w ciągu dnia? Jeśli masz je pod ręką, to zachęcam do zastosowania!


PS. Ale bym sobie w jakąś karciankę popykała. Jak się Wam znudziło Uno, to całkiem spoko lekką karcianeczką jest Spicy .


#kontrolanawodnienia #woda #odwodnienie #przypomnienie

4a58e3a3-d67e-4432-afb1-3073f84b9017
Wrzoo userbar

Zaloguj się aby komentować

580 + 1 = 581


Tytuł: Bez alko i dragów jestem nudna

Autor: Marta Markiewicz

Kategoria: Biografia, autobiografia, pamiętnik

Wydawnictwo: Newhomers

Liczba stron: 225

Ocena: 6/10


Link do LubimyCzytać:

https://lubimyczytac.pl/ksiazka/5121911/bez-alko-i-dragow-jestem-nudna


Dziś na tapet wrzucam książkę Marty Markiewicz, znanej w sieci jako @tylkoprestizsieliczy, organizatorki imprez SobeRave.

Marta jest jedną z pierwszych soberinfluencerów, jakich zaczęłam obserwować, dlatego byłam niezwykle ciekawa jej debiutu literackiego.


To, czym ta książka nie jest, to poradnik, jak trzeźwieć. Z góry uprzedzam - jest to bardziej pamiętnik, jej spowiedź. Dużą część książki zajmują opisy tego, jak wyglądał jej czynny alkoholizm i czynna narkomania.

Autorka stara się przedstawić wszystkie czynniki, które doprowadziły do jej choroby, oraz każdy element, który tę chorobę pogłębiał i zaogniał.


Jest to dobra pozycja dla kogoś, kto nie rozumie motywów alkoholików i narkomanów, ich sposobu działania oraz tego, w jaki sposób funkcjonują. Dla kogoś, kto już "siedzi" w temacie, książka ta może się wydawać nieco redundantna.


Na minus mogę zaznaczyć dwie rzeczy: lekką chaotyczność rozdziałów i brak przemyślanej struktury oraz pewne niechlujstwo językowe (kojarzycie, jak spisuje się swoje słowa mówione? Brzmią one zupełnie inaczej, niż gdyby się miało je napisać), które jednak wydaje się być przemyślanym zabiegiem, aby ukazać autentyczny głos autorki.


Oceny "bardzo dobrej" wystawić nie mogę, więc zostanie "dobra".


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #alkoholizm #narkomania #czytajzhejto #ksiazki

f03ec671-185b-4ea5-a207-8e3961a51edf
Wrzoo userbar

Zaloguj się aby komentować

Kontrola nawodnienia


Dzień dobry, moi mili! Zapraszam na poniedziałkowe #codziennepiciu


Znacie to uczucie, gdy podniesiecie karton z mlekiem, który myśleliście, że był superciężki, ale prawie nic w nim nie było i przypadkiem użyliście swojej supersiły? To po drugiej stronie tego spektrum jest przypadkowe wypicie gazowańca, jakby się piło niegazowańca...


No ale, nieważne! Ważne jest to, że rozpoczynamy nowy tydzień memiczkiem i szklaneczką wody. Co tam fajnego dzisiaj na szklanie, wariaci?


#kontrolanawodnienia #odwodnienie #przypomnienie #woda

d7633e11-221b-4e34-857e-84594ccfe5e2
Wrzoo userbar

Zaloguj się aby komentować

575 + 1 = 576


Tytuł: UnSouled

Autor: Neal Shusterman

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Simon & Schuster

Liczba stron: 416

Ocena: 8/10


Link do LubimyCzytać:

https://lubimyczytac.pl/ksiazka/180977/unsouled


Trzeci tom dystopijnej serii "Podzieleni", w której przedstawiona została wizja świata z działającą "aborcją wsteczną". Rodzice mogą w niej zdecydować, że ich dziecko w wieku od 13 do 18 lat może zostać przeznaczone na podzielenie - jego całe ciało zostaje wówczas podzielone na organy i części przeznaczone potrzebujących ich osobom dzięki technologii neurotransplantacji.


Akcja tej części rozpoczyna się natychmiast po wydarzeniach z tomu drugiego. Nasi bohaterowie uciekają i rozdzielają się, choć mają nadzieję na to, że są w stanie kontynuować istnienie ruchu oporu i wyzwolenia nastolatków. Dochodzi tu też do niespodziewanych koalicji oraz zwrotów akcji.


Bardzo dużo dowiadujemy się też o działalności głównej organizacji pro-podzieleniowej, jej genezie i tym, jak szeroko sięgają jej wpływy. Dostajemy też przedsmak tego, co będzie się działo w tomie czwartym - a powinniśmy wówczas dowiedzieć się, kto stoi za sterami tej organizacji.


Seria dalej trzyma poziom, i cieszę się, że ten tom przyszło mi czytać w oryginale. Shusterman świetnie operuje słowem, daje nam dużo żarcików językowych, takich mrugnięć oczkiem. Dalej polecam, zwłaszcza fanom innej serii Shustermana, "Kosiarzy".


Prywatny licznik (od początku roku): 33/52


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto #youngadult #ksiazka

7944a375-3428-4671-8b4b-b5d925f820e6
Wrzoo userbar

Zaloguj się aby komentować

Kontrola nawodnienia 💧


Dobrej niedzieli, picioprzyjaciele! Pora na Wasze #codziennepiciu 💛


Kto już wstał, zapraszam do wspólnej szklaneczki wody. Albo innego nawadniającego medium.


Przyznaję się, że wychodząc dziś na poranny spacer, zapomniałam napić się przed wyjściem wody… Na szczęście zimna Muszynianka z płaza mnie uratowała. Całe szczęście, bo było już 27 stopni ( ͠° ͟ʖ ͡°)


PS. Dzisiejszy memik w formie filmiku nadesłał @Felonious_Gru , gorąco dziękuję 💛


https://youtu.be/NCNVVd9LmQQ?si=0SCQ6tJCq6rcDvOW

Wrzoo userbar

Zaloguj się aby komentować

Co zrobić, jeśli trzmielik (zmęczony, leżał na chodniku) nie chce przyjąć wody z cukrem ani miodu? Bedzie z niego coś jeszcze, jest nadzieja?


#trzmiel #kiciochpyta #zwierzaczki

e71b4cf5-fbef-41d6-ad97-dc581d18859b
Wrzoo userbar

Zaloguj się aby komentować

Kontrola nawodnienia


Dzień dobry, dzień dobry! W końcu nadeszła sobota, i właściwym jest rozpocząć ten wspaniały dzień od #codziennepiciu


Co dobrego już wypiliście? Była już może jakaś szklaneczka wody? ...A dacie się namówić na kolejną?


PS. Zawsze, gdy wbijam do kogoś i pytają mnie, czego się napiję, "Może kawę? Herbatę?", nawet się nie zastanawiam i z automatu mówię, że wodę. Dopiero po wodzie mogę zacząć coś myśleć o innych napojach Też tak macie?


#kontrolanawodnienia #woda #odwodnienie #przypomnienie

01dcc87b-2621-422a-bee7-5513acc79810
Wrzoo userbar

Zaloguj się aby komentować

Wzięli i mnie wylosowali, co zrobić. Obowiązek obowiązkiem jest, XXXI edycja bitwy #nasonety musi posiadać utwór #diproposta ( ͡° ͜ʖ ͡°) Wrzucam go więc szybciutko przed wyjściem do opery.


No to sięgnęłam dla Was dzisiaj po notatki ze studiów i wyciągnęłam sonet od pana Iwana Bunina, którego tytuł mnie urzekł, bo brzmi dziebko szatańsko, mimo swojego boskiego rodowodu.


Sabaoth


Pamiętam arkad cień, kamieni chłód,

W środku światełko i lśniącą atłasu

Czerwień we wzorze starych carskich wrót,

Gdzie złoty błyszczał mur ikonostasu.


Pamiętam błękit kopuły, gdzie Bóg,

Sabaoth, wziąwszy w objęcia szerokie

Stojący pod nim biedny, ciemny lud,

Wśród gwiazd panował spowitych w obłoki.


Był wieczór, marzec, błękit migał w tle

Z wąziutkich okien w kopule przebitych,

Martwo dźwięczały starodawne słowa.


Wiosenny odblask znaczył śliskie płyty,

A tam, nade mną, groźna, siwa głowa

Wśród gwiazd płynęła spowitych we mgłę.


***


Dla przypomnienia, w naszej zabawie #nasonety przygotowujemy sonety-odpowiedzi na wiersz główny (oznaczony jako #diproposta).

Skrót zasad:


  • piszemy sonet w odpowiedzi na ten wyżej, ma się z nim rymować

  • rymujące się słowa nie mogą się powtórzyć, nie można użyć "brzozach", "biała", "płynie" itd.

  • sonet piszemy w społeczności Kawiarnia "Za Firewallem"

  • umieszczamy tagi #diriposta i #nasonety żeby inne ludki dostały powiadomienia (albo i nie dostały)


#poezja #zafirewallem

8d89ce45-b159-473f-bb5d-9068139e10aa
Wrzoo userbar

Zaloguj się aby komentować

Temat na dziś: #opera


Jakieś dwa lata temu wraz z mężem odkryliśmy frajdę, jaką daje chodzenie do opery.

Być może nigdy nie byliście w operze i chcielibyście zacząć, ale nie wiecie, z czym to się je. No to przyjdę Wam z pomocą! Też po części dlatego, że chciałabym zobaczyć w operze więcej młodych ludzi


Czym jest opera?


Opera to taki teatr na sterydach. W dużym skrócie, jest to spektakl, w którym śpiewacy odgrywają role i wypowiadają się, śpiewając. Akompaniuje im orkiestra.


Są dwa główne elementy opery: muzyka oraz libretto. Libretto to tekst, scenariusz. Libretto śpiewane jest w języku oryginału (np. "Carmen" śpiewana jest po francusku). W teatrach operowych nad sceną znajduje się wyświetlacz, na którym na bieżąco wyświetlane jest tłumaczenie tekstu (przede wszystkim na polski, choć w niektórych teatrach, np. w Narodowym w Warszawie, polskie opery mogą być wyświetlane z napisami po angielsku). Tak więc nawet, jeśli nie rozumiecie śpiewu, to ratują Was napisy.


Opera składa się z aktów. Czasem są trzy, czasem cztery, czasem pięć... zależy od libretta. W czasie spektaklu robione są zazwyczaj 1-2 przerwy, około 15-20-minutowe. Wówczas można wyjść do foier, skorzystać z baru, toalety, rozprostować nogi.


Opery bywają też umajone tańcem - wówczas tancerze baletowi wykonują układy, towarzysząc śpiewakom na scenie. Mamy dzięki temu 2w1: idziemy i na operę, i trochę na balet! ( ͡° ͜ʖ ͡°)


Opera może trwać 2-3 godziny, czasem nawet ponad 3. Ale uwierzcie mi, dzieje się tam tyle, że szybko zlatuje.


W zależności od reżysera spektaklu, opera na deskach jednego teatru może wyglądać inaczej, niż na deskach drugiego. Sporo oper wystawianych jest w nowoczesnej formie, gdzie kostiumy i scenografia nie naśladują tradycyjnych z czasu premiery, są bardziej uwspółcześnione.


Bilety


Tu wszystko zależy od samego teatru operowego, ale podam Wam info na przykładzie Opery Bałtyckiej w Gdańsku. Miejsca w teatrach operowych są numerowane. Można je kupić wcześniej, albo w dniu spektaklu (choć należy się liczyć z tym, że będą gorsze lub nie będzie ich wcale). Niektóre teatry sprzedają bilety w niższej cenie w dniu spektaklu, by zapełnić salę.


Cena biletu zależy od miejsca, które wybierzecie. Miejsca, z których scena jest najlepiej widoczna (niekoniecznie pierwsze rzędy) to koszt wyższy, a im gorsza - niższy.

Przykładowo w Gdańsku bilety w tych rzędach premium kosztują koło 130 złotych, a najtańsze - 85 na droższe spektakle. Nasza opera jest, niestety, jedną z droższych. W Łodzi cennik podstawowy to 90 zł za miejsca premium, a 50 zł za miejsca gorsze, jeśli kupi się je odpowiednio wcześniej.


Teatry operower oferują różne formy zniżek: bilety ulgowe, zniżki na karty biblioteczne, zniżki na kartę dużej rodziny.


Pamiętajcie, że teatry operowe wystawiają nie tylko opery, ale też balety, operetki i inne spektakle. Przed zakupem biletu warto sprawdzić, na co planujecie iść


Wyjście do opery krok po kroku


Najważniejsza rzecz: nie spóźnij się. Jeśli spektakl zaczyna się o 19:00, to on naprawdę zaczyna się o 19:00. No, dobra - kilka minut po, ale nie ma tu takiej obsuwy, jaka jest w kinie czy na koncercie. Jeśli się spóźnicie, możecie nie wejść na salę aż do pierwszej przerwy. A to trochę kicha, bo jednak przegapiacie ponad godzinę spektaklu.


Opera idzie z duchem czasu, dlatego nie należy się aż tak przejmować strojem. Ja traktuję wyjście do opery jako okazję do usukienkowania się, ale nie ma co na siłę wbijać się w sztywne buty i marynarę. Jeśli wyglądacie czysto i schludnie, i jest Wam przy tym wygodnie, to najważniejsze. Wiecie, tak, jakbyście się wybrali na imieninową kawę do cioci, żeby mama Wam nie suszyła głowy.


Żeby wiedzieć, co się dzieje w trakcie opery, możecie sobie przed spektaklem przeczytać informacje o niej w Internecie, albo zakupić u pań bileterek program. Albo możecie poczytać sobie o operze po spektaklu, żeby uniknąć spoilerów.


Gdy przychodzicie do opery, najczęściej pierwsze miejsce, do którego się kierujecie, to szatnia. Tam oddajemy kurtki i parasole. Nie spotkałam się z płatną szatnią w operze.

Z szatni wychodzimy do foyer. Jest to pomieszczenie będące, powiedzmy, poczekalnią. To tu gromadzą się widzowie przed spektaklem zanim otwarte zostaną drzwi na widownię oraz w czasie przerwy. We foyer zwykle można kupić napoje, ciasta itp. Nikt nie spojrzy na Was krzywym okiem, jeśli butelkę z wodą zabierzecie na salę, ale kawki czy jedzenia już raczej się nie wnosi.


Przed rozpoczęciem spektaklu usłyszycie 3 dzwonki.

Pierwszy dzwonek informuje, że można wchodzić na salę. Podchodzicie wówczas do pani bileterki, ona sprawdza Wasz bilet, i możecie wchodzić na salę.

Drugi dzwonek informuje, że trzeba sprężać poślady, jeśli jeszcze nie weszliście na salę. Spektakl wkrótce się rozpocznie, więc tym bardziej zmierzajcie w stronę pań bileterek.

Trzeci dzwonek to dzwonek śmierci. W sensie, oznacza, że spektakl się rozpoczyna, i po nim już raczej na salę nie wejdziecie.


Gdy panie bileterki Was przepuszczą, zmierzacie na widownię. W przypadku większych sal jest kilka wejść. Są oznaczone, więc znając swój rząd i miejsce, nie zgubicie się. Zajmujecie swoje miejsce i nasłuchujecie, jak orkiestra się stroi i wykonuje ostatnie ćwiczenia. To mój ulubiony fragment. Niektórzy podchodzą też do podscenia, gdzie rezyduje orkiestra, i zaglądają do nich. Imo spoko, ale gdybym to ja grała w orkiestrze, nie chciałabym, żeby ktoś przyszedł i patrzył się na mnie tak z góry...


Myślę, że nie muszę o tym powtarzać, ale przed operą wyłączacie telefon. Fajnie, gdybyście włączyli tryb "Nie przeszkadzać", żeby nie było słychać wibracji. W dobie smartwatchy dobrze jest też zrobić tak, żeby Wasz telewizor na nadgarstku nie świecił, bo gdy zgasną światła, to wszystko widać.

Niestety, z moich obserwacji wynika, że to osoby starsze nie szanują innych widzów oraz występujących, i z jasnością ekranu na 100% przeglądają wysłane im memy na WhatsAppie już po zgaśnięciu świateł.


Gdy zgasną światła, rozpoczyna się spektakl. Zachowujemy ciszę. Po chwili na podsceniu powinien pojawić się dyrygent - zwyczajowo witamy go oklaskami. Dyrygent rozpoczyna spektakl uwerturą - to jest pierwszy motyw muzyczny, który może nam towarzyszyć w dalszych częściach spektaklu. Zazwyczaj jest grany jako "wstępniak" jeszcze zanim śpiewacy operowi wyjdą na scenę.


Co z klaskaniem? Uwierzcie mi, ja jeszcze nie wyczułam, kiedy jest ten właściwy moment na inicjację oklasków. Dlatego klaszczę wtedy, kiedy inni też klaszczą. Tak jest najbezpieczniej. Zazwyczaj oklaski pojawiają się po ważniejszych ariach lub trudniejszych partiach wokalnych.


Po godzinie-półtorej - przerwa. Możecie pozostać na sali, ale naprawdę polecam rozprostowanie kości i wyjście do foyer. Po kilkunastu minutach znowu usłyszycie dzwonki - zmierzajcie na salę, by zdążyć przed trzecim.


Gdy spektakl się skończy, na scenę opadnie kurtyna. To jest moment, w którym klaszczemy. Na scenę zaczną wychodzić po kolei ci, którzy nas zabawiali: zespół taneczny, chór, partie zespołowe, partie solowe, dyrygent... Dobrym zwyczajem jest oklaskać każdego. Sporo osób na widowni będzie wstawać, żeby wyrazić swój zachwyt danym występem. No ale, wiecie, nie musicie. Nie ma obowiązku.


I to tyle! Przeżyliście swoje pierwsze doświadczenie operowe Gdy artyści opuszczą scenę, możecie zmierzać do wyjścia. Nie ma bisów. Kierujecie się do szatni, odbieracie swoje manatki, i idziecie w świat.


Jaka opera na początek?


Każdy fan opery udzieli Wam innej odpowiedzi, moja brzmi: fajnie jest pójść na coś, czego motywy muzyczne znacie. Carmen, na której byłam ostatnio, utwierdziła mnie w tym przekonaniu. Naprawdę dobrze się bawiłam, i miło było słuchać arii, które znam.

Jeśli macie ochotę na emocje, to z całego serca polecam Madame Butterfly. Jest w moim top 3, i raczej nieprędko z tej topki wypadnie. Znajoma skrzypaczka trafnie powiedziała, że jest to jedna z niewielu oper, w której dzieje się, nie jest banalna. Bo, niestety, gdy już się zacznie wkręcać w opery, to szybko okazuje się, że motyw nieszczęśliwej miłości będzie nam towarzyszył chyba zawsze. Madame Butterfly też go ma, ale jest przy tym tak emocjonująca, że siedzimy i przeżywamy wszystko, co się dzieje na scenie.

Dużo dobrego słyszałam też o Rigoletto oraz Cyruliku sewilskim, z których motywy muzyczne są mi znane, ale nie widziałam ich jeszcze na scenie. Są to lekkie, przyjemne opery.


Fajne te opery, fajne, ale drogo w opór...


No dobra, nie jest najtaniej. Ale opłacenie gaży takiej rzeszy ludzi wymaga środków. Z powietrza się nie wezmą.

Ale jest jeszcze fajna opcja bezpłatna: OperaVision. To portal, na którym wrzucane są spektakle z teatrów operowych i baletowych z całej Europy. Są dostępne do obejrzenia przez określony czas, regularnie pojawiają się nowe spektakle.

Strona dostępna jest tu:

https://operavision.eu/


To chyba tyle Mam nadzieję, że zachęciłam Was choć trochę do zainteresowania się operami. To naprawdę nie jest elitarna rozrywka, a może okaże się, że się Wam spodoba tak, jak i mi.


#kultura #hobby #muzykaklasyczna #corobicwweekend

50f3de17-ec7e-4ce3-9de7-2eef5d86721f
Wrzoo userbar

Zaloguj się aby komentować

Kontrola nawodnienia


Dzień dobry, dzień dobry! Dotrwaliśmy do piątku, ale nie zwalniamy z #codziennepiciu


Jak Wam mija dzień? Napiliście się już czegoś dobrego? A macie ochotę na jeszcze szklaneczkę wody? To zapraszam, polewam!


PS. Nie znoszę, gdy zamawiam w knajpie dzbanek wody i przynoszą go z jakimiś cytrynami i innymi miętami. Jak zamawiam, od razu mówię, że bez niczego, sama woda... i zawsze czuję się jak wybredne dziecko


#kontrolanawodnienia #woda #odwodnienie #nawodnienie#przypomnienie

92f9f381-ede3-4ce9-a815-cee666b76b4d
Wrzoo userbar

Zaloguj się aby komentować

#naopowiesci


Zasady i opis naszej zabawy znajdziesz o, tutaj.


Pomysł na to opowiadanie przyszedł sam. No, może trochę inspirowany filmikami Drain Cleaning Australia.

Absolutnie obrzydliwe filmiki, oczu się oderwać nie da. Gorąco polecam.


***


Gumiaki


Niecodziennie człowiek budzi się w głuszy (norweskiej, lub innej zimnej) ubrany w strój renifera, przywiązany pasami transportowymi do drzewa. Niecodziennie też widzi naokoło siebie grupę upalonych nastolatek przebranych w stroje - nazwijmy to - wiedźmie (choć ewidentnie kupione na Shein czy innym Temu). A jedyne, czego chciałem, to kupić solidne gumiaki.


Ale zacznijmy od początku. Przedstawicielowi klasy średniej - nomen omen niemogącemu zapewnić sobie godnego życia za swoją pensję… czy to w dalszym ciągu jest klasa średnia? - po ukończeniu studiów nie zostaje za wiele dostępnych ścieżek życia do wyboru. Nie urodziłem się w opływającej w luksusy rodzinie, nie miałem zapewnionego mieszkania po rodzicach (ani nawet kawalerki po babci, bo stara dalej dycha), a matematyka stosowana, którą studiowałem, okazała się nie być zbyt przyszłościowym kierunkiem. No, chyba że zacząłbym bezpłatne praktyki załatwione po znajomości na dwa lata przed rozpoczęciem nauki. Może wówczas zapewniłbym sobie jedno z tych miejsc pracy, które trzydziestu siedmiu osobom z mojego roku udało się obsadzić. Jako trzydziesty ósmy, musiałem zacząć kombinować.


I tak trafiłem do pana Zenka. Pan Zenek, człowiek wybitny, prowadzi jednoosobową działalność gospodarczą nierejestrowaną. Słowem, pracuje na czarno. Jego samego można też pomylić z czarnym, bo pan Zenek nie wierzy w ochronę przed słońcem. Skutkiem tego jest skóra ciemna prawie tak, jak u Olisadebe. Tylko bardziej zaorana bruzdami. No i Olisadebe nie był taki wysuszony.


Pan Zenek jest prawdziwym fachurą i człowiekiem, którego po prostu trzeba znać i mieć namiar do niego w gotowości. Zajmuje się jedną ze strategicznych, kluczowych i niezbędnych dla społeczeństwa profesji. Pan Zenek bowiem jest zawodowym odtykaczem kibli, odpływów i kanalizy wszelkiej. 

A ja mogę z dumą powiedzieć, że jestem jego uczniem. Czeladnikiem. Terminatorem.


Pan Zenek to dobry kumpel mojego ojca jeszcze z woja. Razem trafili do jednego czołgu ćwiczeniowego (Bażant 7) i od tamtej pory tworzyli silną, prawdziwie męską przyjaźń: ilekroć widzieli się na mieście, wpadali sobie w ramiona i obiecywali, że wyjdą wspólnie na piwo. I tak co kilka miesięcy przez przeszło 45 lat. 

W czasie jednego z takich spotkań na mieście mój ojciec wymyślił nawet hasło reklamowe dla pana Zenka: “Zenka odtykanie jest tak dobre, że o panie!”. Mój chlebodawca wydrukował je sobie nawet na wizytówkach. W sensie, takich pociętych karteczkach z domowej drukarki, bo na zwykłe wizytówki trochę szkoda mu kasy. Mam w planie zamówić mu porządne wizytówy z okazji jego siedemdziesiątki.


Razem z panem Zenkiem jeździmy na nagrane roboty i przepychamy, co wlezie. Toalety, zlewozmywaki, umywalki, wanny, kanalizę w blokach, odpływy na podjazdach… Nawet nie wiecie, jak wiele rur jest obecnie zapchanych. I w każdej sekundzie na całym świecie jakiś pan Zenek, cały ochlapany syfem, wykonuje mocniejsze pchnięcie przepychaczką i triumfalnie krzyczy: “Poszłaaaa bestiaaaa, kur&%aaa!”. A jego pomagier może doświadczać tego triumfu, kąpać się w tym blasku spływającym na niego z faktu bycia w tym miejscu, o tym czasie, przy tym klopie.

Nie ma lepszego uczucia pod słońcem.


***


Nadeszła jednak jesień, i okazało się, że spadające liście wyrządzają więcej szkody, niż możnaby się po nich tego spodziewać. Oprócz standardowego udrożniania toalet i zlewów mamy teraz około 230% wzrost zapotrzebowania na odtykanie odpływów garażowych i rynien. Bo wiecie, chcę, żeby moje studia się jednak do czegoś przydały, to robię panu Zenkowi statystyki. Wszystko wrzuciłem do Excela, pokategoryzowałem, przygotowałem formuły, podział na tygodnie, miesiące i lata… Pan Zenek co prawda złapał się za głowę i powiedział: “Chłope-e, ty to nie masz czasu na co marnować, na dziewczynki byś poszedł, a niee”, ale ja wiem, że kiedyś to się przyda.


No, w każdym razie, wzrost zapotrzebowania na usługę odtykania rur zewnętrznych wzrósł na tyle dramatycznie, że pan Zenek zdecydował się powierzyć mi część swoich klientów. Jest to nobilitacja, jakiej się nie spodziewałem. Do tej pory byłem tylko “przynieś, wynieś, pozamiataj” (i to dosłownie), a teraz nagle dostałem swój sprzęt (a raczej pożyczony przez pana Zenka z akompaniamentem głośnego: “Tylko mi tu niczego nie popsuj!”) i mogę swoim samochodem (a w zasadzie mojej matki, bo i tak nigdzie nie jeździ, to co ma tak stać) pojechać na robotę do klienta!


Był tylko jeden problem. Gumiaki.

Od kiedy pamiętam, moje stopy były wybitnie niewymiarowe. Tam, gdzie u normalnych ludzi są szerokie, tam u mnie są wąskie. Tam, gdzie powinny być wąskie, są szerokie. Nie mówiąc już o tym, że pięta wystaje mi w tak dziwaczny sposób, że nie ważne, jakiego buta używam, i tak robią mi się pęcherze na piętach. Bezpieczne są tylko klapki, no ale w klapkach na robotę nie pojadę. Dość już się nasłuchałem o grzybicy stóp pana Zenka, której nabawił się w osiemdziesiątym siódmym za sprawą klapków. I tym bardziej nie chciałem pożyczać butów od niego. Grzybica to nie moja para kaloszy.


Przed swoją pierwszą robotą postanowiłem więc poszukać sobie porządnych gumofilców. Zostały mi trzy dni na znalezienie idealnej pary.

Pierwszego dnia wyprawiłem się do okolicznego dużego miasta, Piły. Bilet na PKS kosztował 8 złotych. Postanowiłem odnotować tę kwotę i dodać ją później do arkusza z wydatkami na robotę, by uzyskać pełny koszt zakupionego obuwia.

Niestety, wyprawa okazała się być płonną. Schodziłem pięć różnych sklepów obuwniczych. Wybór gumiaków był niezadowalający, a to przełożyło się na brak odpowiedniego obuwia na moje płetwy. Podobnie było w sklepach wędkarskich, koniarskich oraz majsterkowych. Wszystkie dostępne egzemplarze obuwia nie nadawały się na moje platfusy.

Odnotowałem w arkuszu 8 złotych za bilet powrotny i postanowiłem kontynuować poszukiwania następnego dnia.


Tym razem stwierdziłam, że zaufam Internetowi. Co prawda robota nagrana jest na jutro, ale jeśli znajdę coś odpowiedniego i się sprężę, to będę mógł pojechać nawet do innego miasta, zakupić optymalne gumiaczki, i wrócić do domu na ciepły budyń wieczorem.

Rzeczywistość zmusiła mnie do pohamowania swojego entuzjazmu. Po dwóch godzinach szukania dalej byłem w czarnej d⁎⁎ie. Wielokrotnie natykałem się na te same modele, które widziałem już w Pile. Pozostałe sklepy nie oferowały za wiele więcej. Traciłem nadzieję.

Na dwudziestej stronie Google trafiłem jednak na intrygującą wzmiankę. Ktoś na forum internetowym “Heksegummistøvler” przywołał informację o niesamowitej parze gumowego obuwia, za które - według Google Translate - “można zabić”. Opisał w nim, że prosi o kontakt każdą zainteresowaną osobę, to “poświęci się i tę ofiarę uczyni”. Według tłumacza gumiaki miały rozmiar 44, więc w sumie mój, a przynajmniej tak wywnioskowałem z przetłumaczonego wierszyka:


W Dunderlandu lesie

Zbierze się czterdzieści i cztery

Czarne jak śmierć wodery

Ofiarę panu przyniesie


“Ten Google się wyrabia! Zrobił tak, że wierszyk się rymuje!”, pomyślałem.

Chociaż ogłoszenie sprzedaży gumiaków w formie wierszyka brzmiało trochę niepoważnie, to stwierdziłem, że zaryzykuję. Ahoj, przygodo!

Pani sprzedawczyni o nicku Johanne_Nielsdatter nie podała, co prawda, ich ceny, ale postanowiłem napisać do niej mimo to. Sprawdziłem nawet loty, i w okolicy Dunderlandu znajduje się lotnisku, z którego są ode mnie loty za 10 złotych w obie strony. 

Jak postanowiłem, tak zrobiłem. Dopisałem, naturalnie, bilety do kosztów w tabelce, spakowałem plecak (zostawiając przezornie miejsce na gumiaczki), i ruszyłem na lotnisko. W międzyczasie Johanne odpisała mi, że nie może się doczekać i że rytuał jest gotowy. Być może translatorowi chodziło o “obiad”, tylko źle przetłumaczył - to miłe z jej strony, że ugości strudzonego wędrowca pożywieniem!


Cztery godziny później byłem już w powietrzu, otoczony przez innych rodaków, ruszających w stronę kraju lubującego się w lukrecji za pracą. W duchu śmiałem się, że oni jadą tyrać, a ja jadę po buty do tyrania i jeszcze tego samego dnia wracam do naszej pięknej ojczyzny.


Na lotnisku wypożyczyłem najtańsze (i w zasadzie jedyne) dostępne auto - Fiata Pandę. To zawsze są Pandy. Zawsze tak samo zmęczone przez życie i zawsze tak samo śmierdzące w środku. Tyle dobrego, że ktoś w przypływie geniuszu zawiesił w środku Wunderbauma - dzięki temu mam w co wsadzać nos, gdy chcę zmienić jakość powietrza, którym oddycham. Szkoda, że to wanilia.


Do Dunderlandu jedzie się piękną drogą pośrodku lasu. 30-kilometrowa podróż minęła w trymiga, umilana zgrzyto-szumami radia niemogącego dostroić się do stacji. Gdy do miejsca docelowego zostało mniej, niż pół kilometra, zacząłem się rozglądać. W końcu jednak dotarłem do punktu oznaczonego wysłaną mi przez Johanne pinezką. Zatrzymałem auto na leśnym parkingu i wysiadłem.

Spokoju tego miejsca nie da się opisać. W tle słyszałem szemrzący strumyk, gdzieś niedaleko w drzewach dzięcioł wykonywał ciężkie operacje na otwartych drzewach. Podszedłem do jednego z drzew, by podziwiać porosty - niewątpliwą oznakę czyściusieńkiego powietrza.


Za plecami usłyszałem kroki. Odwróciłem się, ale było za późno - przed oczyma mignęło mi coś na kształt wielkiej lagi, a po sekundzie poczułem silne łupnięcie w głowę. Osunąłem się na kolana i odpłynąłem świadomością ponad Midgard.


***


Nie wiem, po jakim czasie się ocknąłem. Podniosłem lekko głowę i spróbowałem się przeciągnąć, ale poczułem, że jestem skrępowany. Jak się okazało, skrępowano mnie pasami transportowymi pana Zenka, które wziąłem ze sobą do plecaka, by w razie czego opasać swój plecak, żeby mieścił się do tej maciupeńkiej półki na bagaż podręczny. Dodatkowo, ktoś przebrał mnie w jednoczęściowy strój - jakiegoś renifera, czy ki ch*&j... Na pewno sam poliester, bo siedząc na zimnej ściółce nie czuję żadnych odmrożeń w pośladkach. Izoluje fenomenalnie.


Rozejrzałem się nieco nieprzytomnie, i wtedy zobaczyłem przed sobą TO.

Gigantycznego. Rozbebeszonego. Łosia.

W jedną chwilę oprzytomniałem, tętno skoczyło mi jak na obronie magisterki. W co ja się wpakowałem? Czy tak krew na pasach transportowych jest moja, czy łosia? I gdzie są moje obiecane gumiaki?!

Dotarło też do mnie, że nie jesteśmy z łosiem sami. Naokoło nas w lesie siedzi ogromna grupa nastolatek popijających nieokreślone napoje ze srebrnych kielichów. Każda jedna przebrana jest jak na Halloween.

Wyróżniają się wśród nich trzy. Siedzą tuż przy łosiu i głośno między sobą debatują, zakładam, że po norwesku. Kompletnie nie rozumiem, co mówią, i wyłapuję tylko pojedyncze powtarzające się: “ofring”, “ritual”, “djevel”, “narkotika”... 

W pewnym momencie jedna z nich, wyglądająca na mocno sfrustrowaną, podchodzi do mnie i wyciąga rękę. Mimowolnie kulę się, bojąc się znowu oberwać w łeb, ale ona tylko podnosi mój plecak, który najwyraźniej cały czas leżał obok mnie. Otwiera go i zaczyna w nim grzebać, po czym wyjmuje…

“Ej, panna, tego nie bierz, to jest udrożniacz do rur”, mówię jej. Panna patrzy na mnie, kompletnie nie rozumiejąc.

“Legemiddel? Urter?” - pyta, wskazując na torebkę z udrożniaczem, którą zawsze mam ze sobą w razie czego. Pan Zenek nauczył mnie, by być zawsze przygotowanym. W sumie nikt na lotnisku nie powiedział mi, że nie wolno przewozić samolotem takich rzeczy, to czemu nie?

“U-droż-niacz. Do robienia drożności… Kurna… no, dróg. Takich w wodzie - dróg w wodzie.” 

“Drug!” - pani ciemnogocka triumfalnie podnosi torebkę i woła do koleżanek przy łosiu: “Idioten hadde med seg en hel pakke med narkotika! Vi er frelst!”

Nim zdążę coś powiedzieć, dziewczyna wpycha mi jakąś szmatę do ust i biegnie do łosia. Z wielkiej torby podróżnej wyciąga bongo i woła do innych grupek. Po chwili przedstawicielki różnych kręgów podchodzą do niej z własnymi bongami i nabijają sobie bongo moim udrożniaczem. A to nie byle jaki udrożniacz, bo autorskiej receptury pana Zenka!


Gdy każda z grupek ma już udrożniaczowe bongo, dzieje się coś jeszcze bardziej kuriozalnego. Panny zapalają świece i zaczynają śpiewać dziwne gardłowe pieśni. Chwytają się za ręce i powoli ruszają w powolny pląs wokół mnie i łosia, który - jak teraz myślę - ma jednak lepiej ode mnie. Jego trud już skończon.

Aż nagle pieśni i tańce się kończą. I wszystkie pannice, jak jeden mąż, siadają w swoich kręgach i dobierają się do bong. Każda z nich bierze bucha, odkasłuje, bierze kolejnego i podaje koleżance.


A potem wszystkie zaczynają się chwiać. I ściągać z siebie ubrania. I bredzić coś po norwesku. 

Aż w końcu padają jak muchy.


***


Zapada cisza.


Gdzieś w oddali dzięcioł znowu zaczyna leczyć chore drzewa.

Strumyk cicho szemrze.


A ja jestem tu, otoczony przez upalone małolaty, które nie kontaktują z bazą, w środku lasu gdzieś między Szwecją a Norwegią, przywiązany uwalonymi łosią krwią pasami transportowymi, które pożyczył mi mój pracodawca, a za dwie godziny powinienem być u klienta na robocie…


Pan Zenek mnie zabije.


#tworczoscwlasna #opowiadanie w kawiarni #zafirewallem

d507b6f7-673f-4237-9873-9a859e6ed9d0
Wrzoo userbar

Zaloguj się aby komentować

Kontrola nawodnienia


IMGW wydało ostrzeżenia o upałach, dlatego dziś szczególnie przypominam o #codziennepiciu


Jesteście przygotowani na wysoką temperaturę? Woda albo inne piciu pod ręką?


Uważajcie na siebie dzisiaj. Czasem z okna widzę hardcore'owców, którzy w taki upał biegają o godzinie 12:00 czy 13:00 ... nie warto, dla własnego zdrowia lepiej poczekać z wysiłkiem do wieczora.


PS. Dzisiejszy memiczek sponsoruje @Papa_gregorio , który podesłał mi go w wiadomości prywatnej, oraz @NiebieskiSzpadelNihilizmu , który wrzucił go na tag. Ale nie byłabym sobą, gdybym go trochę nie zmodyfikowała


#kontrolanawodnienia #przypomnienie #goracowopor #odwodnienie

7222af18-7854-4282-ab80-3d7e699a63eb
Wrzoo userbar

a sobie dwa miesiące temu kupiłem gazownik, wymiana butli na ponownie nabitą w markecie Cleo kosztuje 40 zeta, plomby producenta zestawu do gazowania (u pana Czesława w Pcimiu Dolnym nabicie CO2 z du.py -bo certyfikatu na ten gaz nie ma- kosztuje 30zł), piłem dużo gazowanej źródlanej - nie mylić z mineralną - mam 3 worki plastiku tygodniowo mniej.

Zaloguj się aby komentować

A propos usuniętego wpisu na temat reklamy sieci Dino promującej pewną markę alkoholu jako świetny sposób na spędzenie dnia ojca, UOKiK poinformował, że choć sprawa średnio leży w ich kompetencji jako urzędu, to przekazali zawiadomienie o ewentualnym popełnieniu przestępstwa w związku z łamaniem ustawy o wychowaniu w trzeźwości i zapobieganiu alkoholizmowi.


CC: @smierdakow , bo to chyba Twój wpis był.


#alkoholizm #reklama #uokik

0aa50a17-15af-4ce3-b6df-229ce67bfa59
Wrzoo userbar

Zaloguj się aby komentować

Kontrola nawodnienia


Lubię środy. Środy to święto wody! A jak woda, to #codziennepiciu


Zapraszam do chwalenia się swoim poziomem nawodnienia! No i, naturalnie, do dołączenia do naszego wodnego klubu, wychylając szklaneczkę piciu z nami.


PS. Moje graficzne skille rosną dzięki tym memiczkom. Jeszcze trochę, i sama zacznę je rysować... Widzicie, jaki pozytywny wpływ ma woda? ༼ ͡° ͜ʖ ͡° ༽


#kontrolanawodnienia #woda #odwodnienie #przypomnienie

7a00b6d1-8405-4600-b91a-c9e05e83a11c
Wrzoo userbar

Orbita D⁎⁎y i kurwinox na wszywce


dzisiaj cały dzień tylko kawa x6, jutro trzeba się poprawić. a to już za godzinę

Zaloguj się aby komentować

Kontrola nawodnienia


Woda pod ręką? Przygotowani? No to pora na #codziennepiciu


Szklaneczka, butelka, puszka, ręka... ręka? W dłoń?! ...No, w każdym razie - piciu w dłoń, i jedziemy z nawodnieniem na miły początek dnia!


PS. Wiedzieliście, że codzienne piciu ma już ponad miesiąc? Działamy od 18 maja! Nie spodziewałam się, że tag tak wrośnie w hejtospołeczność, i zawsze jestem z Was megadumną kaczą mamą, gdy w różnych wpisach przypominacie innym o nawodnieniu.


#kontrolanawodnienia #woda #przypomnienie #nawodnienie

400857d2-4f47-4082-a53b-e27a4b39c540
Wrzoo userbar

@Wrzoo serio pomoglo mi to, zrobilem sobie system filtracji i chlodzenia oraz zaprawe cytrynowa rolnik xDDD i jest fantastycznie - odkrylem ze nie potrzebuje napojow slodzonych, dziekuje!

Zaloguj się aby komentować

! Pamiętaj o społeczności !


Nie wiem, kto, ale ktoś w ostatniej chwili cofnął panu @plemnik_w_piwie pioruna, i zostałam sama na placu czterorymowego boju.

Przyjmuję zatem ten oręż i dziś będę nosić go z dumą.


Temat: błędy, na których się uczymy

Rymy: wody - młody - raty - daty


Zasady:


- Musimy ułożyć cztery wersy, lub ich wielokrotność jeśli ktoś ma taką ochotę, 

- Op zadaje cztery słowa, które mają być użyte dokładnie w tej kolejności, na końcu kazdego wersu, 

- Op zadaje również temat zadania a rymowanka powinna, przynajmniej luźno, nawiązywać do niego, 

- Super zwycięzcą jest osoba, która kolejnego dnia do godziny 20 zdobędzie najwięcej piorunów.

- Elokwentny wygrany w nagrodę wymyśla nowe zadanie, czyli temat oraz rymy i publikuje do godz 21 nowy wpis


(I pamiętaj o społeczności, jeśli nie chcesz, żeby ona o Tobie zapomniała!)


Tagi:

#poezja  #tworczoscwlasna  #zafirewallem  #naczteryrymy

Wrzoo userbar

Przestań mi Yodę szkalować!


Tak się podrzuca dowody -

Ucz się aspirancie młody.

Ten śmieć trafić ma za kraty,

Ma gnić w pierdlu dziad brodaty!

Zaloguj się aby komentować

Kontrola nawodnienia


Jest rano. Jest poniedziałek. Jest źle. Ale mam dla Was coś, co ten dzień poprawi: #codziennepiciu


Zapraszam do chwalenia się swoim poziomem nawodnienia! Co dobrego już dzisiaj wypiliście? I czy macie ochotę na jeszcze jedną jednostkę piciu?


Dzisiaj moje szklaneczki-uspokajacze sponsorują panowie dekarze, którzy pracują już od 6:00 rano. (ʘ‿ʘ)


#kontrolanawodnienia #woda #odwodnienie #przypomnienie

3772de35-cfe1-4106-acae-3e2ee7a1853d
Wrzoo userbar

Zaloguj się aby komentować

Anicca


Odzieję się rankiem w strój wysłużony

Sprany, łatany, lecz niepoplamiony

Barwiony szafranem, ma duma i chluba

Szata spodnia, wierzchnia i opończa gruba


W ich związywaniu jestem doświadczony

Trzymam je w pudełku, w którym kardamony,

goździk i wanilia, wonna i krucha

dbają o świeżość oraz spokój ducha


Nie straszne nam są wszelkie nawałnice

Nie kuszą pieniądze, władza, zalotnice

Nie martwi, że czas przez palce przecieka

Nie spieszy się nam, bo wszystko poczeka


By święcić tradycje, każdy z nas przyklęka

I podąża ścieżką w duchowych postępach

Do nirwany wiedzie codzienna praktyka

Biorę wdech, wydech... i świat wokół znika





#diriposta w ramach #nasonety , czyli #poezja w kawiarni #zafirewallem , w której króluje #tworczoscwlasna

243c27d5-6d7f-4a31-8378-c6f6b5bbf352
Wrzoo userbar

Beeco


Dziś ubieram się jak menel

W dość dziadowski czysty strój

Będzie przemarsz uroczysty

Ma stylówa kontra tłum


Zębem czasu naznaczona

Zbroja całkiem komfortowa

Powginana tam gdzie lubie

Ide sobie, w nosie dłubie


Z dna szuflady próbką węchu

Się oblałem cały głupi

Niech się patrzą na bezdechu

Jak artysta ma ich w d⁎⁎ie


Proszek vizir, pralka beko

Im performance dedykuję

Faje Winston no i mleko

Sobie tylko w żabce kupię

Zaloguj się aby komentować

Kontrola nawodnienia


Niedziela to mały poniedziałek. I z takim entuzjazmem zapraszam Was na #codziennepiciu


Kto już oczy otworzył i wstał, tego zapraszam do szklaneczki wody. Albo innego piciu. Dzisiaj pełen luz.


Na szczęście przezornie nie dopiłam swojej wody z biurka wczoraj wieczorem, i łyczek do napisania tego wpisu sobie zostawiłam. To będzie ciężki dzień ( ͡ಥ ͜ʖ ͡ಥ)


#przypomnienie #kontrolanawodnienia #woda #odwodnienie

f38d9be4-342e-4d5e-9de5-ab6dae7df4d4
Wrzoo userbar

Zaloguj się aby komentować