Tym razem zdjęcie wykonane na makiecie mającej dać rzekomy dowód na kulistość Ziemii :v
Planeta Ziemia z Oriona
Rok temu, 16 listopada 2022 r. o godzinie 1:47 czasu wschodnioamerykańskiego, rakieta Space Launch System opuściła Ziemię niosąc statek kosmiczny Orion w ramach misji Artemis I, będącej pierwszym zintegrowanym testem systemów eksploracji kosmosu NASA. Ponad godzinę po starcie z kompleksu startowego 39B w Centrum Kosmicznym im. Kennedy'ego, jedna z zewnętrznych kamer Oriona uchwyciła ten widok. Na pierwszym planie silnik Orbitalnego Systemu Manewrowego oraz silniki pomocnicze, na dole Europejski Moduł Serwisowy. Za jednym z 7-metrowych skrzydeł modułu słonecznego widać nasz piękny świat macierzysty. Wykonując bliskie przeloty obok powierzchni Księżyca i osiągając wsteczną orbitę 70 000 kilometrów za Księżycem, bezzałogowa misja Artemis I trwała ponad 25 dni, testując możliwości do załogowej eksploracji Księżyca i Marsa. Bazując na sukcesie Artemis I, nie wcześniej niż w listopadzie 2024 r. misja Artemis II z czteroosobową załogą wyruszy na orbitę Księżyca i z powrotem.
Zanieczyszczenie światłem zwykle nie stanowi problemu w Qeqertaq. Ta odległa nadmorska wioska w zachodniej Grenlandii liczyła w 2020 roku raptem 114 mieszkańców. Mimo to, nawet na tak ciemnym niebie możemy w nocy zobaczyć światło.
6 listopada b.r., podczas intensywnej burzy geomagnetycznej, zasłony zorzy polarnej opadły na arktyczną krainę. W przeddzień nadchodzącej nocy polarnej, na 70 stopniach północnej szerokości geograficznej, inspirujący pokaz zorzy odbija się w wodach Zatoki Disko. Na zdjęciu wykonanym z odizolowanej osady, samotna góra lodowa dryfująca po lodowatym morzu jest oświetlona światłami brzegu.
Zupełnie inna tematyka i kadr, ale za to autorstwa pani Katarzyny Kaczmarczyk, osoby znanej i cenionej w środowisku
Poranny Księżyc spotyka Poranną Gwiazdę
Wenus pojawia się teraz jako jasna gwiazda poranna, świecąca na południowym wschodzie przed świtem. W czwartek, 9 listopada o poranku, niebiańska latarnia znalazła się w bliskim połączeniu ze słabnącym sierpem Księżyca. Z dużej części Europy zakrycie Księżyca można było obserwować na dziennym niebie.
Złożone obrazy przedstawiają zbliżenie Księżyca i gwiazdy porannej na warszawskim niebem. Sekwencja ośmiu ostrych zdjęć teleskopowych, wykonanych pomiędzy godziną 10:56 a 10:58, biegnie od lewej do prawej, gdy Wenus znikła za jasną krawędzią Księżyca.
Pogoda nie dopisuje, ale może by trochę rozruszać społeczność?
Kojarzycie https://apod.nasa.gov/apod/astropix.html ? To taka stronka, gdzie NASA prezentuje astronomiczne zdjęcie dnia, w skrócie APOD + krótkie objaśnienie od profesjonalnego astronoma, co my tam w ogóle widzimy.
Pomyślałem, że w celu zachowania ruchu w naszej społeczności, można by wrzucać to zdjęcie tutaj z przetłumaczonym (jako-tako, luźno) opisem.
Zawsze jedna strona do odwiedzenia mniej
No więc, poczynając od dziś, 15.11.2023 mamy:
Mgławica Krab
Skatalogowana jako M1, Mgławica Kraba otwiera słynną listę nie-komet utworzoną przez Charlesa Messiera . Obecnie wiemy, że to pozostałość po supernowej, czyli rozszerzająca się chmura gazów powstała w wyniku eksplozji masywnej gwiazdy.
Gwałtowne narodziny Kraba były obserwowane przez astronomów w roku 1054 . Z obecną średnicą mniej-więcej 10 lat świetlnych, mgławica rozszerza się z prędkością 1500 kilometrów na sekundę (!).
Możemy nawet zobaczyć to rozszerzanie porównując zdjęcia wykonane przez Kosmiczny Teleskop Hubble'a i Kosmiczny Teleskop Jamesa Webba.
@Oczk wyraźnie widać powiększanie się tej mgławicy gdy porównamy zdjęcia na przestrzeni 10 lat. W centrum znajduje się pulsar. Takie ciekawostki ode mnie.
Mgławice i inne tego typu zawsze mnie zastanawiały.
Chodzi mi o to, że Słońce powstało z mgławicy, która była pozostałością jakiejś supernowej (poprawiające mnie jakbym plótł głupoty). To jak wielką była ta poprzednia gwiazda, że starczyło na naszą i jeszcze resztę układu słonecznego?! Czy możliwe jest by tamta gwiazda miała planety, które sobie gdzieś w "okolicy" ciągle wędrują?
To dziś odżywają wspomnienia tej wspaniałej przygody, eh
Growe "kino akcji", moje ukochane uniwersum sci-fi. Emocjonująca historia, świetne postaci, wciągająca rozgrywka, rozczarowujące zakończenie XD To ostatnie da się przynajmniej naprawić modem.
W jedynce uwielbiałem eksplorację i te puste jałowe planety, totalnie mój kosmiczny klimat.
W dwójce najbardziej podobało mi się kompletowanie załogi i przygotowywanie się od początku do finałowej misji
A trójka to po prostu napchane akcją i patosem świetne zwieńczenie serii (-10 ostatnich minut), niczym klasyki kina akcji z końcówki ubiegłego wieku.
W każdej części uwielbiałem załogę i to, jakie relacje mieli z Shepardem, szło się po prostu zaprzyjaźnić z niektórymi postaciami XD
Happy N7 day!
#gry #masseffect #n7day
edit: a jakby ktoś chciał, to LE do kupienia z 40zł na steamie, do 9.11
@Oczk mi tez się świetnie grało. Jedynka fajnie wciągnęła w uniwersum, chociaż w momencie ogrywania była dla mnie już trochę oporna. Dwójkę i trójkę polubiłem za to samo co Ty Dwa lata temu ograłem Andromedę. W sumie fajna gra, dobrze sie bawiłem. Najgorsze dla mnie było w niej to, że niby nowa galaktyka ale brakowało ciekawych nowych gatunków. A te które się pojawiły wyglądały jak z starych ME.
O to to, co do ME2 : dać 6 klas do wyboru i kazać grać jedna kombinacja przez całą grę, gdzie walisz jeden zestaw bo jest globalny cooldown. Wersja odnowiona mogła to odwrócić ale nie . Nienawidzę strzelanek ale pierwsza część dała mi nadzieję że druga będzie jeszcze lepsza, tymczasem lipa imo
Wreszcie trafiła się jakaś pogodna noc i wycelowałem teleskop w niebo - i akurat tak się złożyło, że ten sam obiekt fotografowałem prawie równo rok temu, a dokładniej 20.10.22
Setupu przez ostatni czas wcale nie aktualizowałem, dołożyłem tylko wcześniej zakupioną opaskę grzewczą na guider, bo nie jest on wyposażony w odrośnik.
Do tego obiektu musiałem także zdjąć filtr wąskopasmowy, z racji że mgławice refleksyjne to trochę szersze spektrum.
Materiału wyszło łącznie 4h i więcej zbierać nie będę, bo fanem tego obiektu nie jestem, a efekt jak dla mnie już jest zadowalający - zwłaszcza porównując ze zdjęciem z zeszłego roku :v
Przed Wami - Plejady, Siedem Sióstr, Baby, Kurki, mały duży wóz, jak zwał tak zwał. Ja preferuję wersję z mitologii greckiej.
Młoda gromada otwarta w gwiazdozbiorze Byka, widoczna bez problemu gołym okiem. Nazwę zawdzięcza nimfom, które ścigał Orion celem lubieżnego ubogacenia, aż w końcu Zeus się zlitował i zmienił je w gwiazdy. Problem w tym, że Orion też jest gwiazdozbiorem, i to całkiem bliskim XD Teraz jednak na straży sióstr stoi wielki Byk gotowy zaszarżować na zbereźnego myśliwego.
Gromadę otacza mgławica refleksyjna (świecąca światłem odbitym od sąsiednich gwiazd), pozostałość po "gwiezdnym żłobku" z którego wyszły Plejady. Rozrzucone są na odległość ok. 12 lat świetlnych, a więc całkiem blisko siebie.
I ostatnia ciekawostka z Wikipedii: XIX-wieczny niemiecki obserwator Heinrich Louis d’Arrest zaobserwował, że mgławica otulająca Plejady jest niewidoczna (lub ledwie dostrzegalna) w wielkich teleskopach, podczas gdy można ją zaobserwować w ich szukaczach.
I potwierdzam to obserwacjami z zeszłego roku, gdzie przez lornetkę plejady robiły lepsze wrażenie, niż gdy obserwowałem je przez teleskop
"mgławica otulająca Plejady jest niewidoczna (lub ledwie dostrzegalna) w wielkich teleskopach, podczas gdy można ją zaobserwować w ich szukaczach" - ktoś wie dlaczego tak jest? To trochę nielogiczne bo jednak większy teleskop zbiera więcej światła, więc mgławica powinna być lepiej widoczna niż na małym czy tak jak kolega @Oczk napisał przez szukacz.
@Oczk Plejady to był duszki leśne, które napastował niewyżyty seksualnie heros Orion. Plejady poskarżyły się Afrodycie, że Orion nie daje im spokoju i poprosiły o pomoc. Afrodyta pomogła, ale jak to bogini musiała dodać swoje trzy grosze. Afrodytę ukłuło to, że Orion ugania się za Plejadami, a nie za nią i zazdrosne bóstwo zamieniło Plejady i Oriona w gwiazdy chroniąc duszki przed agresywnym Orionem, a jednocześnie karząc i herosa i Plejady z zazdrości. Ament.
Piąta część przygód Cormorana Strike i Robin Ellacot. Jakby ktoś nie wiedział, a był zainteresowany, jest to seria o prywatnym detektywie-weteranie wojennym z urwaną nogą, autorstwa J.K. Rowling. Stylem przypomina takiego Harrego Pottera dla trochę starszych odbiorców.
Strike z pomocą (początkowo) tymczasowej pracownicy, w niezłym tempie zyskuje sławę i uznanie, rozwiązując co książkę głośne i medialne sprawy morderstw. Tym razem jednak ma być inaczej, gdyż detektywi podejmują się zgłębienia przypadku zniknięcia pewnej kobiety w 1974 roku.
Dwukrotnie podchodziłem do tego tytułu (niedługo po premierze, po ponownym przeczytaniu poprzednich 4 tomów), jednak wymiękłem przeczytaniu 200 stron w jakieś 6 miesięcy - niestety nawał obowiązków i szczątkowa ilość snu nie pozwoliła się cieszyć lekturą.
Drugi raz usiadłem do książki jakieś 2 miesiące temu, podejmując trudną decyzję, żeby tym razem nie czytać całej serii wstecz - to taka moja paranoja, że nie lubię brać się za coś "od środka", a miałem (mylne) wrażenie, że sporo pozapominałem z poprzednich książek. A tak naprawdę to szukałem usprawiedliwienia żeby przeczytać wszystko, bo uwielbiam tę serię i bałem się, że dwie zaległe książki to będzie za mało :v
No i tym razem przebrnąłem przez nią w około miesiąc, co jak na obszerność i ilość wolnego czasu, uważałem za niezły wynik.
Bardzo lubię, wręcz uwielbiam styl pisania Rowling, jej budowanie postaci i wyczuwalny klimat miejsc, w których toczy się akcja. Część zdecydowanie dłuższa od poprzednich, tempo spokojniejsze i dzięki temu autorka bardziej skupia się na przedstawieniu charakterów postaci i relacji między nimi. A że lubię oboje głównych bohaterów, nic więcej mi do szczęścia nie było potrzebne.
Jest łamigłówka, którą wydaje mi się że można rozwiązać przed punktem kulminacyjnym (czego sam nie zrobiłem :p), jest klimat Londynu (i tym razem także Kornwalii), jest rozwój postaci, ktoś dostaje w mordę od Cormorana, jest trochę humoru. No i niestety specyficzny dla Rowling punkt zwrotny/przyspieszenie akcji przez to, że akurat jakimś cudem bohater znajduje się w idealnym miejscu i czasie, czasem wręcz co do metra i sekund.
Niemniej dalej świetna lektura, nie żałuję że taka długa i polecam całą serię.
W końcu udało mi się znaleźć chwilę czasu na obróbkę materiału, który zbierałem przez 3 noce - 25, 26 i 28.09
Mimo, że księżyc wtedy mocno dawał się we znaki, filtr l-enhance mnie nie zawiódł i pozwolił zebrać całkiem przyzwoity materiał. Choć przyznam po raz kolejny, że jeszcze długa droga zanim nauczę się poprawie obrabiać takie mgławice. Poprzedni obiekt, Serce był nieporównywalnie łatwiejszy do wyciągnięcia kształtu i detali, bez nadmiernego szumu.
Tutaj metodą wielu prób i błędów (i wielokrotnym stackowaniu, odrzucając coraz więcej klatek), otrzymałem w końcu coś, co ma imo ręce i nogi. Ostatecznie użyłem 8h materiału w 3-minutowych klatkach.
Czyli mgławica emisyjna znajdująca się w konstelacji Kasjopei, powiązana z sąsiadującą mgławicą Serce z mojej ostatniej wrzutki, oddalona ok 6000 lat świetlnych od nas.
Materiał zbierany całkiem przyjemnie, bo pogoda pozwoliła mi nie chować teleskopu na dzień, więc omijał mnie żmudny proces ustawiania montażu na Gwiazdę Polarną, musiałem jedynie poprawiać ostrość. Odrzuciłem ok.1/3 klatek, z powodu jakiegoś delikatnego zachmurzenia czy innych dziwnych czynników, które powodowały że mgławica na zdjęciach była niewidoczna
Niestety wkradł się też spory gradient, zapewne od księżyca (ale też po stronie, w której ów występuje, znajduje się tuż za kadrem Serce, więc trochę chmury wodorowej też podbiło jasność)
No i przy wkładaniu filtra w aparat oczywiście musiałem go ubrudzić swoim paluchem i niestety było to bardzo widoczne na zdjęciu XD ale udało mi się to jakoś zamazać, mam nadzieję że nie widać.
Która nazwę zawdzięcza, a jakże, kształtowi. I widoczności z Ziemi, bo jakby ją odwrócić "do góry nogami" to byśmy otrzymali całkowicie inną nazwę :v
Wrzucam trochę na szybko, bo jak zacząłem pisać to okazało się, że muszę zaraz wychodzić.
W każdym razie materiał bardzo "przyjemnie" zebrany, tj. odrzuciłem raptem 3 ostatnie klatki z powodu chmur. Filtr wyciął wszysktie potencjalne światła od samochodów/domu, dithering i dobre darki pozwoliły pozbyć się większości szumu, więc jestem bardzo zadowolony jak na jedną sesje
IC 1805 Heart Nebula
Stack ok. 4,5h w klatkach po 3 minuty
Dithering, klatki kalibracyjne, guiding
Canon eos 1100D astromod
Optolong L-enhance eos clip
SW 72ED + flattener
HEQ5 pro
Dorzucam jeszcze wersję bez gwiazd, bo mi osobiście się bardzo podoba.
@Oczk pięknie, podrzuć stacka Sam posiadam Astronomika CLS, ale zawsze zapominam o nim żeby wrzucić do aparatu. Klika razy z nim robiłem ale raz zniszczył mi bardzo gwiazdki i chyba przez to go nie używam
Wreszcie wróciłem do domu i miałem okazję wystawić sprzęt na piękne bezchmurne noce... I zająć się na poważniej zbieraniem materiału.
Dzięki montażowi goto i opanowaniu Astroberry na tyle, że mogłem trzy noce z rzędu fotografować dokładnie ten sam kadr. I ustawić dithering, tj. lekkie przesunięcie obrazu po każdym zdjęciu (w moim przypadku o 12 pikseli w losowym kierunku)żeby zniwelować szumy z matrycy (które pod ostatnim moim zdjęciem pokazał mi @kruzd za co Ci dziękuję!).
Z racji na wciąż ciepłe noce, skróciłem też za radą chłopaków (kruzd i @TymczasowyNick66 ) czas naświetlania, coby nie przegrzać aparatu, do 2 minut na klatkę.
I efekt pod względem szumów był o niebo lepszy niż ostatnim razem
Niestety, fotografowany obiekt wschodził nad wiejską drogą, na której może i nie ma lamp ani dużego ruchu, ale za to jak ktoś jedzie, to na długich XD Efektem był potworna poświata w lewym górnym rogu zdjęcia. Chociaż nie jestem do końca przekonany, czy to nie wina świateł z mojego domu. W każdym razie wracam teraz do fotografii z pomocą filtra wąskopasmowego, więc nie muszę się już martwić takimi bzdetami - gradient udało się wywalić z pomocą darmowego opensource GraXpert.
Sam fotografowany obiekt chyba nie należy do moich ulubionych. Jest jasny i duży, ale w mojej ocenie taki "rozmyty" i ciężko mi było określić jego granice czy w ogóle wyciągnąć szczegóły.
Jedna z dwóch galatyk widoczna na naszej półkuli gołym okiem (w dobrych warunkach), najdalszy obiekt astronomiczny jaki możemy zaobserwować bez użycia przyrządów.
I jeszcze jedna ciekawostka z wiki, Galaktyka Trójkąta jest pierwszą galaktyką, poza Drogą Mleczną, w której odkryto wodę.
Na niebie optycznie ma średnicę ok. 2 księżyców w pełni, więc całkiem spory obiekt.
Łączny użyty przeze mnie czas naświetlania to ostatecznie 7,5 godziny. Był to mój pierwszy "projekt" który sobie mocno rozplanowałem i zużyłem całą swoją siłę woli, żeby w następne noce fotografować to samo
Dziś ma padać, ale jeżeli jutro będzie pogoda, to do końca tygodnia postaram się nazbierać jeszcze więcej materiału na Mgławicę Serce
Użyty sprzęt:
SkyWatcher 72ED + flattener, 357mm, f4.9
Canon eos 1100D astromod
Heq5Pro
Astroberry
Guiding 50/162 + ASI 120mini
Parametry zdjęcia:
225 x 120s, 7,5h
1600 iso
25 - 30 darków na sesję (odryłem, że DSS ma możliwość stackowania w grupach, czyli do każdej sesji mogę wgrać osobne klatki kalibracyjne, albo jedne wspólne)
Nowość: z racji że mnie jako moderatora nikt zablokować nie może, to tworzę nowy tag do wszystkich swoich postów - przynajmniej chcący nie będą mnie widzieć w gorących
Fajne hobby ale strasznie czasochłonne, jeżeli chce się uzyskać dobre efekty. Ale chciałbym kiedyś też popróbować. Pytanie: 10" newton na statywie z GOTO i Nikon D5200 wystarczą żeby zacząć zabawę? @Oczk - jak zaczynałeś przygodę z astrofoto? Korzystałeś z jakiegoś tutoriala, czy do wszystkiego doszedłeś sam metodą prób i błędów?
No i za mną pierwsze testy nowo nabytego filtra Optolong l-eNhance. Filtr typu multi-narrowband, przepuszcza światło typu H-alfa, H-beta i O-III.
I cóż... ma potencjał
Niestety zostałem pokarany gradientami termicznymi, gdyż darki robiłem o 4 w nocy na sam koniec sesji, kiedy temperatura otoczenia była najniższa. Poskutkowało to tym, że kiedy ze chciwości wyciągnąłem z materiału ile się da, nie było opcji na pozbycie się szumów w okolicy najjaśniejszej gwiazdy w Miotle Wiedźmy.
Nie jest to finalne zdjęcie - mam zamiar dozbierać tu materiału przez najbliższe noce tak do minimum 10h, więc myślę że pomoże to wyeliminować sporo szumów. Nie mogłem jednak się powstrzymać przed publikacją, bo bardzo się cieszę z tego co widzę.
@kruzd nie wiem czy jest to moje najlepsze zdjęcie, ale na pewno jest to moja największa i najlepiej zebrana ilość materiału na jednym obiekcie, a to jeszcze nie koniec
Zdaję sobie sprawę, że mogłem przesadzić z obróbką i może być zbyt agresywna, no ale kompletnie nie mogłem się powstrzymać :v
Widoczne na zdjęciu 3 najjaśniejsze obszary to idąc od lewej:
Welon Wschodni
Trójkąt Pickeringa
Welon Zachodni, zwany też Miotłą Wiedźmy
Struktura ta jest bogata w ogromną ilość drobniejszych i słabiej widocznych włókien, które mam nadzieję uda mi się wydobyć przy większej ilości materiału i łagodniejszej wtedy obróbce. Póki co, na dzisiaj jest jak jest
@Oczk jeszcze tak pomyślałem skoro darki ci robią kuku, zestackuj bez nich po prostu, jestem prawie pewien że będzie lepiej i łatwiej zrobić więcej z tego zdjęcia
@Oczk Tak teraz dłubię przy zdjęciach i widząc u siebie tzw. walking noise, przypomniałem sobie o Tych pasach u Ciebie. Skoro matryca generuje +/- powtarzalny wzór, to może przetestuj opcję dithering w ekos/phd. Co parę ujęć ekos z phd przesuną lekko montaż. Losowo, trzymając się +/- kadru.
@kruzd Co do pixa, powoli się przekonuję do softu. Nie jest lekko, ale powolutku do przodu. Zaczynam od zdjęć księżyca, bo to idzie najłatwiej Mnogość funkcji póki co przytłacza.
o tutaj przeczuwam, że wyjdzie Twoje najlepsze zdjęcie. Wrzuć proszę stack potem albo tutaj albo mi na priv to sobie poćwicze poniewaz ostatnio nie mam materiału za dużo
Idziemy za ciosem i kolejna noc wykorzystana. I znowu obiekt sprzed roku. Tym razem nie aż tak spektakularnie, nawet porównując z poprzednim zdjęciem, bo chyba nie umiem obrabiać takich mgławic I materiału może trochę za mało, raptem 2h bo koło 1:00 naszły chmury. Generalnie mam wrażenie że jakość też spada z powodu żniw dosłownie z każdej strony w około domu - przy zachodzie słońca wielka chmura pyłu wyglądała jak gęsta mgła. Nie mogło się to nie odbić na jakości obrazu
Coraz sprawniej idzie mi ustawianie sprzętu i łapanie kadru, więc liczę że uda się skrócić czas nastawy do max kilkunastu minut, co dawałoby mi co najmniej pół h materiału na sesję więcej - a że i tak zbieram go nie dużo, to te pół godziny może wiele zmienić.
Jaka Ameryka Północna jest, każdy widzi. Pelikana osobiście dojrzeć mi dużo ciężej
Ciekawostka: "oba" te wodorowe obszary stanowią w rzeczywistości jedność, przysłoniętą przez ciemną mgławicę LDN 935.
Kadr wybrany dlatego, że akurat obecnie znajduje się bezpośrednio "w górze", więc w teorii minimalizuję zakłócenia atmosferyczno-pyłowe.
W oczy najbardziej rzuca się tutaj obszar "ameryki środkowej", nazywany Cygnus Wall (mur łabędzia?). Jest to skupisko rozgrzanego gazu i formowania się gwiazd.
Generalnie, jak widać zresztą, jest to obszar nieba bardzo bogaty w gwiazdy.
Lubię ten kadr, bo jest jasny i widoczny bez problemu na pojedynczej klatce, no ale jakoś nie leży mi obrabianie takich dużych rozmytych obszarów. Trzeba sporo wprawy żeby to miało ręce i nogi.
Sprzęt
SW Evostar 72ED + flattener, 350mm f4.9
Canon eos 1100D astromod
HEQ5 pro
Guiding 162/50 + asi120mini + astroberry
Zdjęcie
Stack 37x3min
1600iso
+ klatki kalibracyjne (flatów i biasów użyłem z poprzedniej sesji)
Dla porównania wrzucam też materiał zebrany we wrześniu rok temu, canon 1100D astromod + Jupiter 37a 135mm f 3.5, eq3-2 z napędem w jednej osi. Ok 2,5h materiału.
No i chyba moje najlepsze zdjęcie. A przynajmniej ulubione!
Korzystając z bezchmurnych nocy, apdejtu sprzętu i możliwości odespania zarwanej nocy, wróciłem po 11 miesiącach do fotografowania pierwszego obiektu, jaki kiedykolwiek wpadł mi w ręce. Dokładnie 3 września 2022 roku popełniłem swoje pierwsze zdjęcie DSO. Miałem do dyspozycji wysłużony Jupiter 37A i canona eos 1100D, zawieszone na montażu eq3-2 z napędem w jednej osi.
Dziś mam do dyspozycji sprzęt z wyższej (ale jeszcze nie górnej) półki i sporo więcej doświadczenia w zbieraniu materiału i obróbce. Chociaż mam wrażenie, że prawdziwa nauka postprocessingu dopiero się zaczyna, bo wreszcie mogę zbierać wartościowy materiał
Cel wybrałem trochę przypadkowo, gdyż był to jedyny obiekt który dzięki jego jasności mogłem wypatrzeć przez wizjer aparatu - jak opisałem w poprzednim poście, miałem problemy z synchronizacją montażu. Ale ostatecznie wyszło, że w celu sprawdzenia jakości sprzętu i poziomu swojego skilla lepiej trafić nie mogłem.
Materiał zbierany od 23:20 do 1:20. Później niestety aparat zaczął odwalać cuda i przez godzinę zrobił 5 zdjęć, prawodpodobnie przez rozładowaną baterię. A dodatkowo gdzieś w tej porze montaż powinien zrobić meridian flip (kiedyś to opiszę), ale go nie zrobił, nie wiem czemu. W zasadzie nie wiem, czy powinien zrobić go samoistnie.
Generalnie skutkiem braku flipa było to, że tuba znalazła się "po złej stronie" montażu i zaczęła przeważać, albo i nawet zahaczała o stojak - nie zwróciłem na to uwagi w nocy. W każdym razie zdjęcia po 1:20 były całkowicie rozmazane.
Przed Wami królowa galaktyk - Andromeda!
Bądź Messier 31 czy NGC224, a dawniej Wielka Mgławica w Andromedzie.
To nadrabiając zaległości, od razu pokuszę się o mały update mojego sprzętu i taka mała #recenzja
A więc moja astrorodzinka powiększyła się w ostatnim czasie o Astroberry. A cóż to takiego? Debianopochodny system na RaspberryPi do zdalnej obsługi sprzętu astrofotograficznego. "Chałupnicza" i otwartoźródłowa alternatywa dla ASIAIR - dedykowanego oprogramowania od firmy ZWO. Które swoją drogą też stoi na malince, obsługuje tylko Canony/Nikony i dedykowane kamery od ZWO, a kosztuje ponad 3x tyle (1500 zł za standardową wersję vs 350 za raspbery Pi 4 model B 8gb). Wg. wielu opinii asiair działa zdecydowanie szybciej i ma przyjaźniejsze oprogramowanie, ale szkoda mi było tego nie przetestować.
Jak to działa?
Instaluje się system pobrany z https://www.astroberry.io/ na karcie pamięci, wkłada w raspberry, podpina kable, uruchamia malinkę i łączy z jej nowo utworzonym hotspotem. A tedy przez stronę internetową/VNC możemy podłączyć się do sprzętu i obsługiwać wszystko z ekranu swojego laptopa.
Zanim jednak do tego doszło, musiałem trochę pokombinować jak astroberry umieścić w pobliżu teleskopu i to tak, żeby nie dochodziło do plątania się kabli . Ostatecznie wykorzystałem krótką szynę dovetail i miejsce na guider (guider mam wpięty w miejsce szukacza). Przewierciłem obudowę (oczywiście zaizolowałem od spodu żeby śrubki nie stykały się z płytą główną) i przymocowałem do szyny, całość łatwo i wystarczająco sztywno jest teraz montowana na teleskopie. Dzięki niezmiennemu położeniu względem tuby, aparatu i kamerki, nie dochodzi do plątania się kabli, co jest chyba kluczowe przy organizacji sprzętu. Oczywiście z samymi kablami też muszę jeszcze zrobić porządek, ale to już temat drugorzędny
Efekt podłączenia całego sprzętu widoczny na zdjęciu.
Do raspberry podpięty jest montaż (przez pilot SynScan, ale nie jest to jedyna opcja) i kamerka do guidingu. Podpinałem jeszcze aparat, ale ostatecznie nie ogarnąłem jeszcze jego obsługi z poziomu astroberry i wolałem focić z wykorzystaniem MagicLantern.
I po co to wszystko?
A no po to, że teraz mogę z pomocą ekranu komputera ustawić montaż metodą dryfu (bardzo precyzyjne wyrównanie na gwiazdę polarną), skakać po niebie w poszukiwaniu obiektów i co najważniejsze - odpalić guiding bez konieczności wystawiania laptopa na noc na zewnątrz
Wrażenia?
Sprzęt ma potencjał, jest dość toporny ale nie uważam żeby chodził wolno. Może to kwestia tego, że zainstalowałem go na mocnym raspberry, może tego że jestem mniej wymagający
Obsługa wszystkiego ma imo dość wysoki próg wejścia, metodą prób i błędów potrzebowałem trzech nocy żeby poprawnie odpalić guiding, ale jeszcze nie udało mi się zsynchronizować montażu z tutejszą aplikacją do przeglądu nieba (KStars). Chodzi o to, że montaż, który miał się przemieścić na jakiś obiekt, przemieszczał się o 30-40% w osi DEC za daleko.
Sama aplikacja KStars jest właśnie dla mnie najbardziej toporna w całym oprogramowaniu i wiele bym oddał za możliwość używania Stellarium. Może i tak się da, będę musiał poszperać. Póki co postanowiłem że ogarnę ją chociaż w stopniu podstawowym, bo może okaże się że nie będzie taka zła.
Niemniej główna (dla mnie) funkcjonalność - guiding - jest bez zarzutu. Astroberry posiada zainstalowany PHD2 który działa dokładnie tak samo jak w desktopowej wersji. Pomógł mi ustawić montaż na gwiazdę polarną, a późniejsze prowadzenie bez problemu wyciągało 3-minutowe zdjęcie z punktowymi gwiazdkami. Dłuższych sesji nie próbowałem, bo zbyt przepaliłyby obiekt, który zaprezentuję w następnym poście
Także Astroberry spełnia w stopniu wystarczającym swoją funkcję i ma możliwości na dużo dużo więcej. Ale to wszystko wymaga sporo nauki. Bądź obejrzenia tutoriali, których nie che mi się oglądać
@Oczk Skubany To tłumaczy czemu nic nie wstawiałeś W stellarium ta wtyczka do obsługi teleskopów ogarnia indi. Wystarczy wpisać IP astroberry. Zastanawiam się bardziej jak ogarnąć avikowanie. Kurczę, 3 dni ustawiania. To przecież można do głowy dostać
Dawno tu nie zaglądałem Ale po ostatnich nocach, mam wreszcie trochę materiału na dwa, może trzy posty Najpierw najszybszy temat, a mianowicie wreszcie kontynuacja #ksiezycchallenge !
Zdjęcia zrobiłem o 3:40, kiedy to wyszedłem sprawdzić, czy bateria w aparacie już się wyczerpała (a wyczerpała się godzinę wcześniej) i setup nie był też taki "księżycowy" jak ostatnio, bo miałem zamontowany flattener który skracał ogniskową (i zwiększał światłosiłę), a kompletnie nie chciało mi się bawić w przepisanie sprzętu i przedłużek o tej godzinie.
Nigdy nie fotografowałem tak małego "rogalika" i okazało się to sporym wyzwaniem, ze względu na drastyczną zmianę jasności względem większej widoczności, a dodatkowo księżyc był jeszcze nisko nad horyzontem i atmosfera też dołożyła swoją cegiełkę.
Nie jest to najlepsza fotografia księżyca jaką zrobiłem, ale za to jako-taka.
Canon eos 1100D astromod
Skywatcher 72ed + flattener, ogniskowa 357, f4.9
Stack 40/100 zdjęć
klatka 1/100s
iso 100
A na dokładkę dorzucę jeszcze pojedynczą klatkę z 1 sekundą naświetlania Wartość artystyczna żadna, ale fajnie widać "ciemną stronę" - jest to pełny kadr na ustawieniach jak wyżej, ofc poza czasem naświetlania. Nawet jakiś meteor się załapał
@sireplama a ja wczoraj na ławeczce sobie klanpnąłem i jaki pokaz trafiłem ;) chociaż do tej pory to zawsze pojedyncze i małe widziałem to wczoraj to bajka.