Zdjęcie w tle

George_Stark

Gruba ryba
  • 816wpisów
  • 3962komentarzy

Pan Jerzy

czyli ostatni slam w Gorzowie


***


Od Autora


Trochę z opóźnieniem, bo mało mam ostatnio przesrane, to i wena jakoś mnie opuściła, ale w końcu jest i on! A może nawet On, w całej swojej erosomańsko-ssącej osobie wraz z całą resztą zasranych towarzyszy! Oto przed Państwem Szanownem kolejny odcinek tego posranego poematu koniunkturalnego, pisanego ku Waszej uciesze i z Waszej inspiracji (oprócz tego co ukradłem od innych autorów; to się chyba w narzeczu marketingowym nazywa „inspiracja”?), próbując schlebiać waszym gustom skrzywionym. A może zakręconym, jak gówno w sedesie z półką?


Jakby nie było, oddaję oto w Wasze ekrany co poniżej i życzę miłego przy lekturze poematu zasranego.


Wasz Autor.


***


Spis treści


Księga I – Zwycięstwo

Księga II – Do Grecji!

Księga III – W Grecji

Księga IV – Nadal w Grecji

Księga V – Ciągle w Grecji

Księga VI – Jeszcze chwilę w Grecji, ale dłużej już w Nowej Soli

Księga VII – W nadodrzańskich lasach

Księga VIII – Pod czerwonym butem

Księga IX – Nadal pod czerwonym butem


***


Księga

Ciągle pod czerwonym butem


Męski romantyzm – Przepowiednia – Demoniczny Łoś – Narada


Gdy rano się obudził Jerzy pode płotem

z głową obolałą, zlany zimnym potem,

za Splashem się rozglądał, ale nie ma jego

no i rzecz też gorsza, bo hajsu wygranego

co to go miał w kieszeni, to też mu brakuje.

– Tyle było pieniędzy! – stratę opłakuje.

Na to Pacha przychodzi, mówi: – Ty łbie pusty!

Soku ci na kaca z kiszonej kapusty

przyniosłam. Nie płacz też już nad straconym sianem

co do Afryki odleciało z bocianem.

Nawet bez tych pieniędzy sobie radę damy.

Pamiętaj! Najważniejsze to, że siebie mamy!

A pieniądze? Przepadły! I cóż teraz zrobić?

Płakać po nich nie ma co, trzeba je zarobić.

Ja nawet zaczęłam działać w tym kierunku

i kupon już kupiłam: milion bowiem funtów

brytyjskich będzie do wygrania, w niedzielę.

A przecież, jeśli wygram, no to się podzielę.

Na te słowa Dżordż z łez otarł swoje gały

a sercem myśli takie mu się pomyślały:

– „Widać że Pacha bardzo kocha swego Dżordża

nawet bez tych straconych pieniędzy za Nobla;

i niejeden to może aż mu pozazdrościć

takiej kobiety, co żeni się z miłości,

(nawet ten Pachy lapsus wcale nic nie szkodzi:

kobieta, bardziej jednak to „za mąż wychodzi”)

nie z innych powodów, zwłaszcza dla mamony

i dlatego też Jerzy, ze swej przyszłej żony,

tak ogromnie się cieszy i wielce jest on rad,

że Pacha go kocha, mimo licznych jego wad.” –

i myśli też: – „Będzie to udane małżeństwo

bo przecież u Pachy od wad to też aż gęsto”.

Pomyślawszy tak, z okazji chcę skorzystać

i pytam się jej: – Pacha, dasz się dzisiaj przyssać?


Nie odpowiedziała, bo z kuchni, gdzie baba

@moll króluje, zapach jej do nas dobiegł; baba

pachnie intensywnie, lecz nie jak jakiś Janusz,

i też nie jak @moll pachnie, bo to baba ghanoush.

Bowiem wtedy właśnie z bakłażana racje

@moll nam postanowiła zrobić na kolację.

A gdy nos Pachy podrażniła oberżyna

ta fioletowieć na całej twarzy zaczyna!

Lecz inne atrakcje, niż te nam dobrze znane

nastąpiły. Tym razem to @moll ma przesrane:

Pasze czoło się marszczy, drgają płatki nosa!

I zła też jest okropnie! Zła jest tak jak osa!

I jedno, czego jej brak, to li tylko żądła;

mnie zaś żądło twardnieje: takiej jej pożądam!

Bo nie zachęca mnie tak ku niej do miłości

nic, jak ta jej uroczość, wówczas gdy się złości.

Ale nie użądlę jej tam, choćbym bardzo chciał,

bowiem naraz w morderczy Pacha wpada szał.

– Już ja babę przyrządzać oduczę tę panią! –

krzyczy i biegnie do kuchni. Ja: biegnę za nią.

Gdy jesteśmy od okna już metr albo cosik

to widzimy jak do ust @moll łyżkę unosi

i jak tylko pastę z oberżyny zjadła

to, tak jak w Grecji, znowu w trans zapadła;

(choć żaden jest z niej trans, czy też inny gender:

jak już ma bakłażan, to kładzie go w blender;

skąd ja to wiem? nie wiem, tylko tak słyszałem;

że Splash byłby na mnie zły, to sam nie sprawdzałem)

jak Pytia delficka, zaczyna Pasze wieszczyć

głosem, że ze strachu to idzie się aż zeszczyć:

– Nad morze wnet polecisz, ale nie nad Bałtyk

wybierzesz się ty bowiem niebawem do Jałty,

czyli nade Czarne, jak czasy te szalone

by tam właśnie zarazę pokonać czerwone

i kres położyć naszego narodu troskom

świat nasz wszak jest okrągły, niechże więc pod Moskwą

skończy się marsz na Berlin, co Stalin go zaczął,

choć to metafora wojskowej proweniencji

bo sprawę rozwiążesz w czasie konferencji.

I tylko pamiętaj: z Rooseveltem tam trzymaj

i Churchillem! Razem pokonacie Stalina!

I portret swój ty wtedy na słoniu zobaczysz,

jak książę Poniatowski, co ma go na klaczy.


Ktoś się mnie może zapytać: gdzie się podział Splash?

Łoś przydybał go w krzakach: – Czemu tutaj srasz? –

żekł do niego tam szybko, a bardzo bojowo –

Obrzarłeś się za bardzo? To trochę niezdrowo.

A że Łoś jest teraz Król Lasu Nieumarły,

Splashowi, rozkazem jego, tyłek podtarły

tam wampir, zombie, kościej i dwa szkieletory.

Lecz trupim zakaziły go jadem i chory

stał się, niespodziewanie i zupełnie nagle:

rogi jemu wyrosły i iskierki diable

jakieś w tych stoickich oczach zapłonęły

(a rogi, rzecz wyjaśniam, nie od @moll się wzięły;

bowiem koleżanka @moll to jest dobra żona,

na mężów cudzych wcale łasa nie jest ona).

I Splash wraca do zamku, krokiem jakby skocznym

w głowie jego rodzi się plan taki mroczny

że zamek to on przejmie, że niby jest Hrabia:

papiery rodowe już w myślach podrabia.

A Król Łoś tymczasem wrócił w leśne knieje.

Zwierzęta wsze w strachu! Jeżu! Tam się dzieje!

Wpierw wziął się za krecicę, później też wiewiórce

coś zrobił przy ogonie, przy piórze przepiórce,

a również i łanie, te samice jeleni,

wabił on tam ku sobie śpiewem swym syrenim

Ktoś spyta: – Skąd Łoś śpiewać umie, proszę pana?

– A musiał się nauczyć ode @DiscoKhan a!

I nie mówię już o tym, że także i owce

Król Łoś zmartwychwstały sprowadzał na manowce!

Co on tam komu zrobił, kto by to spamiętał!

Na śmierć wychędożył gospodarskie zwierzęta!

Myślą chłopy: – Czy to wilk grasuje tu jaki?

A to tylko @Moose je prowadza w krzaki.

Lub, innymi słowy, hodowlane dziewczyny

on, w celach zdrożnych prowadza w maliny.

Później, gdy już tam były, dla niego to banał,

najzwyczajniej w świecie: puszczał on w kanał,

choć samego siebie, nie, jak w przysłowiu, że je;

co ja chcę tutaj powiedzieć? Łoś już dobrze wie!

Lecz najbardziej ze wszystkich Łosia bał się zając

korek od szampana z bólem wspominając.

Wracając do Splasha, bo to o nim być miało:

jak wiemy, przemienione było jego ciało

iskierki miał w oczach i rogi na głowie

a na palec założył pierścień z łosiowej

kości. I miast stoikiem, to został Nazgulem,

a całe jego ciało przepełnione bólem!

Tak urządził go Łoś, choć to nie jego wina

@Moose był sterowany bowiem przez Stalina.


A tymczasem na zamku właśnie trwa narada

bo Pacha ze swej misji ogromnie jest rada:

– Misję mam tajną! – mówi – Ocalenia świata! –

i z tego powodu puszy się jak wata.

I tą-że swoją misją tak się radowała

że z tej radości w majty się zesrała.

Tworzymy więc jeszcze lepiej dobraną parę

bo i ja od dłuższego czasu, przez ksiąg parę,

mam gacie obesrane, co wiszą jak torba:

pamiętacie co było, gdy zjawił się Zorba?

I tak się zdarzeniami zaaferowałem

że aż majtów na czyste zmienić zapomniałem.

A @moll na to: – Ależ bije Fantastyczny Blask

od cię Pacho! To że nas ocalisz, ja za fakt

już uznaję. I czuję od ciebie of change wind,

Będziesz naszą bohaterką, jak mag Rincewind

(lecz niech czytelnik wie to z poematu kart,

że żaden nie był to wind, lecz zwykły tylko fart)

co to dzięki panu Pratchettowi Terremu

on w książce zapobiegł wydarzeniu złemu

bo uchronił tam świat przed śmiercionośną jazdą

na kursie kolizyjnym ze czerwoną gwiazdą!

Naradę tę przerwało pewne wydarzenie:

było nim nagłe Splasha do izby wkroczenie.

I powiało zgnilizną, no i siarką trochę,

kąśliwie @moll się na to odzywa: – O! Proszę!

To mąż mój postanowił jak gdyby nic wrócić!

Wiesz, mój Splashu kochany, ja nie chcę się kłócić

i nie pytam gdzie byłeś… Ej, Splash! Pokaż rączkę!

Czemu masz pierścień z kości, a nie obrączkę?!

I czemu masz na głowie takie wielkie rogi?!

Wszak ja tylko przed tobą swe rozkładam nogi.

A Splash nic nie mówi, lecz dalej zieje siarką

i oczami nas wierci jakoby wiertarką

i pochyla swe czoło: zaraz nas ubodzie!

Wtem twarz jego syczy, cała mokra w wodzie,

którą to @moll na męża swojego wylała

z garnka, co to w rękach go tam trzymała.

I mówi, choć, z racji trzęsącej się brody

troszeczkę niewyraźnie: – Odeszły mi wody!

A Pacha ją pyta: – Ja wiem, że dobrze chciałaś

ale dlaczego ty Splasha wrzątkiem oblałaś?

@moll na to zapytanie się uspokoiła

i tak rzekła: – Nie wrzątkiem. Woda zimna była.

Do gotowania ją z kościoła czerpałam

bo w Odrze jest zatruta i trochę się bałam.

Pojęliśmy wtedy, że stoik nasz kochany,

tak jak Łoś, przez Stalina został opętany.

Z tej racji strach wszystkich obleciał nas równo

tym bardziej, że miast siarki, pachnie teraz gówno

bowiem wody @moll Splasha tak mocno paliły

że z tego wszystkiego zwieracze puściły.

Śmierdziało tak okropnie, więc nie wina nasza

że zamknąć w piwnicy musieliśmy Splasha.


***


Posłowie


Czasami mam wrażenie, że świat naprawdę sprzyja poetom, bo żadna to licentia poetica, i pan Pratchett w Blasku fantastycznym naprawdę pisał o złowróżebnej czerwonej gwieździe. To fajna zabawa, jeśli szuka się jakiegoś cytatu i okazuje się, że on tak kapitalnie pasuje do tego co się powypisywało. Z tego zrządzenia losu w tej księdze chyba ucieszyłem się najbardziej. Możecie to zmienić, wypisując pod poematem komplementy (jeśli na nie zasłużyłem) lub pochlebstwa (jeśli na komplementy nie zasłużyłem). Dziękuję za uwagę i do zobaczenia w Księdze XI!


***


Stopka redakcyjna


Oficyna Wydawnicza Kawiarnia #zafirewallem

Internet, 2024


@George_Stark , 2024

Redakcja: @George_Stark

Korekta: @George_Stark


#tworczoscwlasna #poezja

@George_Stark Morze Czarne, czerwona gwiazda i bakłażan xD w ogóle na pastę to mi smaka narobiłeś, muszę spróbować coś takiego zrobić

Zaloguj się aby komentować

Pan Piotr Bukartyk, jeden z moich ulubionych układaczy słów do rymu, napisał kiedyś takie słowa: bo kiedy patrzy się wstecz, to jednak ważne by mieć kogoś kto byłby winien naszych win. No i trochę mnie to zainspirowało i tak zastanowiłem się, kto jest winny wszystkiemu złemu, co dzieje się na świecie i akurat, zrządzeniem pewnie losu, mijał mnie na ulicy jakiś pan w chałacie. Niebiosa same odpowiedź mi zesłały. No to napisałem i dedykuję:


braciom pejsatym,

co odziani w chałaty

światem jednak rządzić nie mogą.

Niech i oni zrzucać winę

też mają na kogo.


***


Antygoja


Kto za wszystkim stoi? Ano stoją goje!;

ci, którzy światem rządzą poza naszą miedzą.

Jak do tego doszło? Tego to nawet najstarsi rabini nie wiedzą.

Za to ja wiem swoje. A wiem to, że nie ja tam stoję.


Utarło się tak w świecie, że za winy swoje

odpowiedzialności ludzie ponieść nie uredzą.

Żyda ofiarnego potrzebują! Jakiegoś parcha, te gnoje,

żeby żyć dalej mogli sobie ze spokojem.


Znieść tego nie może ma pejsata głowa

że dzień w dzień i że na każdym jednym kroku,

i że ciągle na nowo, i ciągle od nowa


jak konie nas traktują, co za krztę obroku

(albo za garść szekli), potulnie, jak krowa,

winy ich będziem przyjmować, jak zsyp śmieci w bloku.


***


To jest moja pierwsza (a być może, i nawet prawdopodobnie, nie ostatnia) odpowiedź, czyli di risposta do zaproponowanego przez koleżankę @KatieWee sonetu di proposta w konkursie #nasonety w kawiarence #zafirewallem. No i jeszcze dwa tagi, których nie chce mi się wplatać w tekst, czyli: #poezja i #tworczoscwlasna.


A, tylko teraz zauważyłem, że jest niezgodna z zasadami (chodzi o ten wers: Żyda ofiarnego potrzebują! Jakiegoś parcha, te gnoje), ale podoba mi się tak, jak jest, a poza tym nie chce mi się już dziś myśleć, więc niech zostanie tak i będzie poza konkursem. Będę miał też motywację żeby napisać jeszcze coś innego.

Zaloguj się aby komentować

Tutaj już bez komentarza dotyczącego treści, bo ten był poprzednio. Nawet miałem zamiar te dwa wytwory opublikować w jednym wpisie, ale jak pomyślałem, że koleżanka @moll ma liczyć, to zmieniłem zdanie. Niech się dziewczyna uczy, wszak trening czyni mistrza! @moll , taki tip: jak Ci braknie palców, to możesz pożyczyć od dużego Mola, ewentualnie od małych Moli. No i każde z Was ma jeszcze stopy!


Oto efekt numer dwa:


***


Lew i lwica


Ale mam ochotę na ciebie teraz już się rzucić;

i tobie i sobie sprawić trochę przyjemności.

Wieczór miły minął i on już nie wróci

a teraz jestem ciekaw czym noc nas ugości.


W świetle świecy tak przyjemnie widzieć twoje wdzięki

i już gorącą wieje miłości zawieruchą.

My: spleceni gdzieś między kołdrą a poduchą;

za to, że ze mną tu jesteś, co dzień składam dzięki.


Bywało nam różnie, lecz zawsześmy siebie nawzajem chcieli;

choć nieraz ze skręconym z nerwów wzajemnych żołądkiem

byłem i ciągle jestem pewien, że nic nie jest w stanie nas podzielić,


nawet po tylu latach. Bo odkąd byliśmy chłopcem i podlotkiem,

wciąż my: szczęśliwi kochankowie, którzy ciągle mogą

budzić się obok siebie i cieszyć się sobą.


***


#nasonety #zafirewallem #poezja #tworczoscwlasna


***


– Aleosochodzi?

– A o to, że jest to pewien eksperyment, który przyszedł mi do głowy przy pisaniu tego wiersza . A druga część tryptyku tutaj .

Zaloguj się aby komentować

Kosztem snu, ale było warto, bo pomysł na to, żeby napisać tryptyk wydał mi się całkiem fajny. Pasjonują mnie cały czas, i chyba (mam nadzieję) już zawsze będą pasjonować słowa, a w tym przypadku ta próba sprawdzenia jak może skończyć się historia, zaczynająca się zawsze tak samo, kiedy w pewnym momencie wprowadzi się jednym wersem zupełnie inny nastrój. Jak mi się to udało? Nie mam pojęcia. Publikuję to na gorąco, zaraz po napisaniu. Do tych trzech wierszy pewnie wrócę za jakiś czas i wtedy sobie odpowiem na to pytanie. Ale bawiłem się dobrze.


Aha, ani w jednym, ani w drugim nie hamowałem w żaden sposób wyobraźni, a tylko pozwoliłem jej podryfować w nadanym kierunku. Oto efekt numer jeden:


***


Lew, król sypialni


Ale mam ochotę na ciebie teraz już się rzucić;

i tobie i sobie sprawić trochę przyjemności.

Wieczór miły minął i on już nie wróci

a teraz jestem ciekaw czym noc nas ugości.


W świetle świecy tak przyjemnie widzieć twoje wdzięki…

I rzucam ci ostro: – Zara bede cie ruchoł!

Jesteś moją własnością, mą prywatną suką.

Co się patrzysz głupio?! No weź go do ręki!


Wiesz z iloma musisz się mną dzielić?

Myślisz, że gdzie chodzę każdym po robocie piątkiem?

To ja mam tak, jak inni pewnie mieć by chcieli.

Wśród wszystkich mężczyzn ja jestem wyjątkiem!


A ty nieśmiałym szeptem cedzisz każde słowo:

– Dziękuję panie. A jeśli sobie życzysz, to zrobię ci głową.


***


#nasonety #zafirewallem #poezja #tworczoscwlasna


***


– Aleosochodzi?

– A o to, że jest to pewien eksperyment, który przyszedł mi do głowy przy pisaniu tego wiersza .

Zaloguj się aby komentować

Odczuwam niepokojący spadek poziomu erosomaństwa w naszej twórczości, więc postanowiłem (he! he!) wziąć sprawy we swoje ręce i sytuację uratować. Oto proszę:


***


Kotek


Ale mam ochotę na ciebie teraz już się rzucić;

i tobie i sobie sprawić trochę przyjemności.

Wieczór miły minął i on już nie wróci

a teraz jestem ciekaw czym noc nas ugości.


W świetle świecy tak przyjemnie widzieć twoje wdzięki

i już gorącą wieje miłości zawieruchą.

My, spleceni gdzieś między kołdrą a poduchą…

nie trwało to długo, im zrobił się miękki.


Nie masz mi tego za złe, wciąż się do mnie kleisz,

choć nadziei na dziś już nie ma, wnioskując z rozsądkiem.

I mówię: – Może gdy się wyśpię? Jutro, przy niedzieli?


Ty na to: – Nie jesteś, jak mówiłeś, lwem, ale jesteś kotkiem.

Więc mruczę: – Przepraszam za tę noc, we wrażenia ubogą

ale wiesz, w pewnym wieku panowie, choć bardzo chcą, to jednak nie mogą.


***


W ogóle ten wytwór, w odróżnieniu od poprzedniego, to akurat mi się podoba. Podoba mi się w nim to, że udało mi się mimo wszystko opanować, bo w miejsce wersu i już gorącą wieje miłości zawieruchą pierwsze co przyszło mi do głowy to było: zara bede cie ruchoł (choć, być może, jeśli tylko znajdę czas, to sprawdzę co stanie się dalej, jeśli jednak wstawię go w to miejsce?). Podoba mi się też to, i to jest druga opcja otwarta, że jeśli by po wersie: My, spleceni gdzieś między kołdrą a poduchą… nie przejść do mało jednak chlubnych szczegółów fizjologicznych, to całkiem zgrabny erotyk (erotyk, czyli wiersz o miłości, w odróżnieniu od świntuszenia, czyli wiersza o seksie) mógłby z tego wyjść. Jest pole do eksperymentów, a i ciekawość tych eksperymentów także jest. Może się uda.


Ten wierszcz powyższy to moja kolejna odpowiedź, czyli di risposta, na wiersz di proposta od koleżanki @moll (ładny wybrała, to niech teraz cierpi za karę i liczy, aż jej palców zabraknie) w konkursie #nasonety w kawiarni #zafirewallem . No i jeszcze #tworczoscwlasna a czasami to nawet i #poezja .

Pięknie nam tu ejakulowałeś erosomańską twórczością panie Stark, ale proszę teraz posprzątać, inni klienci już czekają

@George_Stark czyli, streszczając:


Droga, nim świt nas zastanie,

Noc wypełnijmy kochaniem!

Kpiący głos brzmi:

"Ach, cały Ty -

- pięć minut. W tym rozbieranie."

Zaloguj się aby komentować

Jedną z postaci literackich, pierwszą z nich właściwie, które bardzo mocno na mnie wpłynęły i skrzywiły moje postrzeganie świata na tyle mocno, że za nic nie potrafię się czasami w nim odnaleźć, był Włóczykij z Muminków. To właśnie o nim zdarzyło mi się napisać ten wytwór, który niech będzie sonetem di risposta, tą odpowiedzią daną samemu panu Szekspirowi w pojedynku zaaranżowanym przez koleżankę @moll , która to od tego właśnie mistrza zaczerpnęła utwór di proposta w tej edycji konkursu #nasonety .


***


O Włóczykiju


Zastanawiam się czasem czy on kiedyś jeszcze wróci,

czy przyjdzie siąść przy stole, tak jak dawniej, w gości,

czy swoje obecne życie choć na chwilę porzuci

czy może już do końca zgubił się w wolności?


Pamiętam tak dokładnie dotyk jego ręki

nim odszedł raz ostatni, gdy, z początku zimy pluchą,

drzwi naszego domu, aż do wiosny, zamknęły się głucho.


A tu kolejna już wiosna. Znów słyszę harmonijki dźwięki:

serce drga, a nogi same rwą by pognać tą drogą ku kniei

Natychmiast, na skróty, przez łąki!

nad strumyk, gdzie na moście razem żeśmy siedzieli.


Siedzę tam teraz. Nie sam: z Małą Mi, Migotkiem.

I czekamy. Wiemy, że wolność to i to, że jakąkolwiek drogą

nie odeszli by nasi przyjaciele, zawsze wrócić mogą.


***


Trochę mnie samemu się ten wytwór nie podoba i uważam, że nie jest do końca dopracowany. No ale, ostatnio brak mi głównego motywatora do pisania, czyli nadmiaru wolnego czasu, a i wena zdradliwa pokazuje swoje drugie oblicze, czyli jakoś jej nie ma.


Przede wszystkim nagiąłem trochę to, co podpowiadało mi to moje koślawe poczucie rytmu do zasad konkursu, bo gdyby nie zasady sonetowe (które i tak olałem, stosując nieklasyczny układ wersów, ale przynajmniej nie olałem do końca), to wersyfikowałbym ten tekst trochę inaczej. Myślę, że lepiej by się go wtedy czytało. Tyle chyba z tłumaczenia się na zapas. Dziękuję za uwagę.


#zafirewallem #poezja #tworczoscwlasna

Zaloguj się aby komentować

Drodzy układacze do cudzych rymów i tematów (czy można Was już zecerami nazywać?; można, wszak licentia poetica!). Poniżej to, co ustaliliśmy konspiracyjnie naradzając się we trójkę!


Zadanie na dziś:


rymy: karzeł – słonie – diabeł – fanfaronie

temat: marchewkowe pole


Miłej zabawy i wielu inicjatyw prywatnych w komentarzach, które z tej zabawy wynikają, bo są fantastyczne!


#zafirewallem #naczteryrymy #poezja #tworczoscwlasna

Chciał urosnąć, więc pole marchewek zjadł karzeł

Nici z tego, jedynie kupy wyszły mu z tego słonie

Podciera d⁎⁎e, wkurwiony jak sam diabeł

"Od marchewek się rośnie" nagadały mu głupie fanfaronie

Mówili, że wzrost miał niewielki, jak karzeł.

Lecz gdyby tylko w swej armii miał słonie,

Świat cały by podbił, bo taktyki był diabeł.

Poległ nie na polu, a na wyspie w domu. Żegnaj fanfaronie!


***


Ten pierwszy wiersz co napisałem tak mi się nie podobał, że aż spać nie mogłem i musiałem napisać inny xd

Zaloguj się aby komentować

No to proszę co zapowiadałem. Temat przeciorany w literaturze do granic możliwości, każdy już chyba pisał o łobuzie, który zmienił się pod wpływem miłości, więc postanowiłem te granice możliwości przekroczyć i również włączyć go do swojego repertuaru. Aha, i, jak to łobuz, olałem sobie zasady w dwóch ostatnich wersach. Naprawdę chciałem, ale nie dałem rady i zrobiłem po swojemu. Tak jak ta miłość, która wymknęła się w tym wytworze wszelkim ograniczeniom, też sobie nic nie robiła ze zdania innych i ich zasad, i tym właśnie wygrała. Obym tylko ja nie wygrał w podobny sposób tej edycji konkursu!


Proszę:


***


Łobuz kocha mocniej


A śmiali się ze mnie koledzy, gdym pierwszy

z nas panem zostawał młodym.

Mówili: „Włoży ci baba okowy

ze złota na palec serdeczny.”


I, tak jak w dobrym dramacie, był też i konflikt rodowy:

rodzice, od kumpli nielepsi,

jak refren zbyt długiej pieśni,

mówili: „Wybij ją sobie z głowy”


I przeciw nam cała też była ulica:

„On przecież po przejściach, a ona? Jak czysta jest tablica”

Stanąłem przeciwko wszystkim i teraz, radością zasłużoną,


po latach nadal się cieszę, że ona jest moją żoną

Bo nie masz na świecie wartości

co by się równać mogła miłości.


***


To jest kolejny mój, chyba niekonkursowy tym razem, wytwór w zabawie #nasonety w kawiarni #zafirewallem .

A utwór di proposta, na który odpowiadam znajduje się tutaj .


#poezja #tworczoscwlasna

Zaloguj się aby komentować

Dobrze, ja nie będę się zbytnio tłumaczył, ale trochę schlebiam gustom (czyli chałtura), bo @splash545 prosił Boga o myśli zdrożne, nie dostał, to ja w zastępstwie, z dobrego serca chłopu podrzucam - pozdrów żonę. Trochę cały czas zachwyca mnie też ten kapitalny utwór koleżanki @moll , który, choć zaczyna się magicznym słowem "seks", wcale nie jest erosomański. No i też spróbowałem być przewrotny, ale inaczej niż mi to wmawiacie, że jestem i zrobiłem dokładnie odwrotnie niż dotychczas. Tak mi się przynajmniej wydaje. Jak wyszło? Nie mnie to oceniać. Ale proszę:


***


Radość z tego co nastąpi w wyniku innych radości, ale lekko podlana jednak strachem i wątpliwościami, bo to pierwszy raz przecież


– A dziś bawimy się, żeś Conan waleczny,

bo cieszy mnie, że krzepy to ty masz jak i byczek młody.

Gorąca jestem, choć dopiero spod zimnej co wyszłam ja wody

by skórę jędrną utrzymać, ten ubiór dla ciebie najlepszy.


Czasami było na łonie przyrody:

w krzakach, na szybko, wśród leszczyn,

kiedy to na spacerze się mieliśmy tylko przewietrzyć.

Takimi to – między innymi – bliskość budowaliśmy sposoby.


Bo czasem też było spokojnie, li tylko, co lico do lica

bo bliskość, również i ta w ubraniach, to też mnie z nią zachwyca.

Tak właśnie wieczory spędzałem we dwójkę, z mą żoną.


Bać się zacząłem wtedy, gdy do szpitala ją odwożono.

Boję się i teraz, gdy czekam na wyjście położnej.

Fakt, było wtedy namiętnie. Mogło też być ostrożniej.


***


To jest kolejny mój chyba konkursowy wytwór w zabawie #nasonety w kawiarni #zafirewallem .

A utwór di proposta, na który odpowiadam znajduje się tutaj .


#tworczoscwlasna #poezja

Zaloguj się aby komentować

Kolega @splash545 zażyczył sobie ode mnie (nie wnikam dlaczego) wiersz di risposta o tematyce erosmońskiej. Ponieważ i kolegę lubię, a i pisać to nawet jeszcze bardziej, to oto i proszę:


Rozpacz z powodu utraty jajek


Na ulicy Krowiej był kiedyś bar mleczny

gdzie studenci biedni dzień w dzień swoje głody

zaspokajali po zgłębianiu nauk na temat przyrody.

Później, w wyniku kur strajku, był kryzys jajeczny

i dlatego kucharki z osolonej wody

ten pokarm wyciągały, co bezużyteczny:

po nim chłop sił nie miał, aby być niegrzecznym.


Cóż mi z tego, że panna przede mną uniesie spódnicę?;

cóż mi z tego, że nawet tu czy tam ją chwycę?;

cóż mi z tego, że mówi mi: „zajmij się mną, jak żoną”?

kiedy to potencję moją mam uśpioną?

Cóż mi z tego, że zachowuje się ona coraz to i zdrożniej?

Kiedy, bez jajek, to na nic mi to, co kryją me spodnie!


***


Ten wiersz powyżej to również odpowiedź (kolejna już moja – sam ze sobą póki co rywalizuję), czyli di risposta, na zadany wiersz di proposta w kolejnej edycji naszej zabawy #nasonety


#zafirewallem #poezja #tworczoscwlasna

Zaloguj się aby komentować

Ponieważ prawdziwa sztuka – jak wiadomo, a przynajmniej jak w szkole romantycznej uczą – bierze się z cierpienia, no to napisałem o cierpieniach niemłodego już mężczyzny, którego imię w wytworze nie pada, więc niewykluczone że brzmi ono nawet i Werter. Oto proszę:


Lewa ósemka


Ząb mnie coś rozbolał. Chyba jest on mleczny?:

bo ósemki to raz tylko, gdy człek już niemłody

wyżynają mu się z żuchwy, z tejże kości brody.

I jeszcze miejsca tam nie ma, bo zgryz mój kaleczny:

jedynki, siekacze dolne, krzywo biorą przody

a ten kieł mój lewy, dotąd tak waleczny,

w poziom się pokłada, tak jakby poległszy!;

ból próbuję gasić łykiem zimnej wody.


A cierpienie me widać, bo na zewnątrz, z lica,

opuchłem, tak jakby mnie hakiem trafiła suwnica.

Wśród przyjaciół moich radą pomóc mi dążono:

– „Pozwól, żeby tę ósemkę to ci wydrążono!” –

tak mówili, wysyłając mnie do pomocy stomatologicznej.

Za późno już teraz, teraz mi trzeba chirurgii. Ortodontycznej.


***


Powyższy wytwór jest moją pierwszą (i – znając mnie – nie ostatnią) odpowiedzią di risposta na konkursowy sonet di proposta w kolejnej już edycji zabawy #nasonety .


#zafirewallem #poezja #tworczoscwlasna

Zaloguj się aby komentować

Pan Jerzy

czyli ostatni slam w Gorzowie


***


Od Autora


Drodzy Czytelnicy, wierni i niewierni!


Jest już po północy, a więc kolejna już sobota, czyli zaczyna się kolejny już weekend, więc – jak być może niektórzy się już przyzwyczaili – oto ma miejsce kolejna premiera kolejnej księgi przygód pana Jerzego i jego wesołej gromadki obesranych towarzyszy! Przed tym przyzwyczajaniem się zbytnim ostrzegam jednak, a to dlatego że ta dzisiejsza, kolejna już księga oznaczona jest kolejnym już numerem, czyli numerem dziewiątym (z dwunastu) co oznacza, że powoli, ale nieubłaganie, zbliżamy się do końca tej opowieści wyciągniętej z jelit treści. Nadejdzie, całkiem już niedługo, taki kolejny weekend, w którym to Pan Jerzy nie ukaże się po raz pierwszy po to, żeby w kolejne weekendy również się nie ukazać.


Żeby Was trochę przygotować na to smutne wydarzenie jakim – być może – będzie pożegnanie z naszym zasranym bohaterem, napiszę co nieco o pożegnaniu mniej oczywistym, które to ma miejsce już dziś. Dziewiąta księga bowiem jest to księga smutna: żegnamy się w niej z literą „V” (z łaciny: „pięć”), która to w numeracji ksiąg towarzyszyła nam przez ostatnich pięć (nomen-omen) odcinków, a więc zdążyliśmy się z nią już dość mocno zżyć. Cóż jednak zrobić: dura lex, sed lex. A prawa matematyczne to już w ogóle są tak dura jak szkło duralex i z nimi nie ma absolutnie żadnej dyskusji. Trochę tak jak z Pachą. Żegnamy cię więc, litero "V", przyjaciółko nasza, która towarzyszyłaś nam przez ostatnich pięć ksiąg. Żegnamy w zadumie; żegnamy bezpowrotnie, bo do księgi dwunastej już się nie pojawisz; żegnamy cię tak, jak żegnaliśmy Łosia… Wróć! Akurat tak jak Łosia to nie, bo...

No ale, o tym to już w treści poematu.


Znów, na wszelki wypadek, gdybyście Wy tego nie zrobili, na wstępie pochwalę się sam. Znów jestem z wielu rzeczy w tej księdze dumny, ale najbardziej to chyba z jej zakończenia. Choć zastanawiam się, dlaczego nie przyszedł mi ten pomysł do głowy wcześniej, kiedy to już od dawna przecież rabuję tego biednego pana Mickiewicza martwego, jak jakaś hiena cmentarna, z niemal wszystkiego co on tam w życiu swoim naprodukował? A i przy okazji, dlaczego by czegoś i od pana Słowackiego nie ukraść? No ale: pewnie wiele genialnych rozwiązań fabularnych, jakie mógłbym zastosować w tym rzadkim poemacie przyjdzie mi jeszcze do głowy (być może pod prysznicem nawet) akurat zaraz po tym, jak już skończę go pisać. Takie życie: Każda książka jest porażką, jak to powtarza pan Andrzej Stasiuk.


Miłej lektury!


Wasz Autor.


***


Spis treści


Księga I – Zwycięstwo

Księga II – Do Grecji!

Księga III – W Grecji

Księga IV – Nadal w Grecji

Księga V – Ciągle w Grecji

Księga VI – Jeszcze chwilę w Grecji, ale dłużej już w Nowej Soli

Księga VII – W nadodrzańskich lasach

Księga VIII – Pod czerwonym butem


***


Księga IX

Nadal pod czerwonym butem


Babskie krzyki – gŁOŚny powrót – Niespodzianka – Przeminęło z boćkiem – Dobra nowina


By nas zrusyfikować, metodą radziecką,

Stalin w Watykanie stworzył _супер_-dziecko:

od nas wszystkich jest większe, jak słoń ono duże

mądre, grzeczne, posłuszne, o czerwonej skórze:

Wania z Watykanu! – co przez nasze mamy

w młodości za przykład on był nam stawiany.

A Pacha już nań inkszą taktykę obiera:

grać w Red Alert goni nas do komputera.

Lecz uległa ona też tej propagandzie

bo, po każdej rzekomej mej winie, przy grandzie

którą mi robi, do mnie zwraca się w krzyku:

– Czemu ty nie jesteś jak homo sovieticus?!

Lecz ja się jej nie daję, cały czas się bronię:

– Czy nie widzisz, kochana, że i ja czerwone,

jak cegła, barwy na mojej twarzy przybieram

zawsze gdy na przyssanie do cię mi się zbiera?

Ale: co z tego?; wygaszasz mnie w końcu,

tak jak to wygasili marteny na Śląsku.

Pacha: sfioletowiała; wygodnie wybrnęła

i do lasu pobiegła, minować zaczęła.

Lecz nie dało się darcia babskiego uniknąć

bo za słuszne na Splasha @moll uznała krzyknąć:

– To nie jest do picia, to do leżakowania! –

gdy se Splash z piwniczki browar wziął do chlania.

Dalej w takie słowa ona się odzywa:

– Poza tym, mój kochany, nie pij lepiej piwa

bowiem przeszkadza mi jego zapach chmielowy

i do obory spać pójdziesz, tak jak i krowy,

bo jak tym piwem zaraz zaczniesz tutaj zionąć

nie wiem gdzie spać będziesz; na pewno nie z żoną.

Splash na to po stoicku opanował nerwy,

pomyślał że małżeństwu jego chwila przerwy

raczej nie zaszkodzi. Korzystając z czasu

ode żony wolnego, udał się do lasu

na samotny spacer. I ruszył krokiem żywem

z, za swoją pazuchą, zakitranym piwem.


W lesie echem taka niosła się pogłoska:

Stalin papieżem przez manipulację został!

Jako znak protestu, w martwej swej osobie,

Łoś to aż przewracać zaczął się w swym grobie.

Nad mogiłę jego dotarł @splash545

bo, po stoicku, nad śmiercią podumać miał chęć.

Ale, nim podumał, but wyczyścił sobie

bo go po drodze Pachy przyjacielski ogień

dosięgnął. Z miną smutną te swoje rany

wylizał: oto Splash znów nie jest obesrany!

– „Jeślim nie obesrany, mógłbym królem zostać

trzeba tylko pomyśleć jak by zamek dostać

od Pachy” – takie to prowadził rozważanie

aż wzrok jego nie spoczął na Łosia kurhanie:

tam, gdzie ubita była wczoraj jeszcze ziemia,

dziura w ziemi zieje. W dziurze ciała nie ma!

Zaburzyło to Splasha świata pojmowanie:

miało wszak być po śmierci wieczne spoczywanie

a tutaj – świadczą o tym te leśne wykroty –

że śmierć to nie jest koniec. Znowu do roboty!

I pobiegł Spalsh do zamku, niemal oszalały,

i krzyczał on po drodze: – Łoś jest zmartwychwstały!

A gdy tak sobie wracał, to znów tam po drodze

paszym on friendly fire oberwał po nodze.

Nie mogliśmy w wieści te uwierzyć mroczne

więc przekonać poszliśmy wszyscy się naocznie

czy z tym ciałem Łosia, co leży wśród knieje

rzeczywiście się jakaś nekromancja dzieje.

I tylko Pacha nasz marsz trochę opóźniała

bo po drodze dwa razy ona się wysrała.

Lecz i ja sam też troszeczkę opóźniłem nas

bowiem też srałem po drodze. Ale tylko raz.

Potwierdziła się nam ta Splashowa nowina

bowiem w grobie Łosia Łosia wcale ni ma!

A gdy tak pospołu staliśmy nad kurhanem

dźwięk się rozległ złowieszczy: jakby ktoś szampanem

powrót swój z zaświatów świętował na łące,

do tego – o zgrozo! – nawet i z zającem!


Wróciliśmy do zamku, omówić tam potem

jak poradzić sobie z tym naszym kłopotem.

Później było na targu starych bab gadanie

iże przy Powroźniczej zjawili się Bramie,

a byli to, fakt ten sam zaświadczam uczciwie,

ci panowie: @Piechur oraz @plemnik_w_piwie .

Szli pieszo, konie za uzdę prowadząc sobie;

kule mieli se sobą: srebrne i stalowe.

A gdy przed Pachą, panią na zamku, stawali

swoje oni usługi jej oferowali:

– Wielmożna pani! Jeśli byście tego chcieli

my możemy wam łosia ponownie zastrzelić,

srebrną kulą; stalową musimy zatrzymać,

bowiem przeznaczona jest ona dla Stalina.

Później, w serce Łosia: kołek osikany,

by już nigdy nie został zreanimowany.

I tanio! Za przysługę tylko nam oddacie

to, co już macie, ale się nie spodziewacie.

I Pacha się zgadza. Wie, że stuprocentową

metodą antykoncepcyjną to jest płciową

wstrzemięźliwość zachować: nie ma rozmnażania

kiedy się nie dopuści chłopa do przyssania.

Lecz na te słowa to @moll jakoś tak nerwowo

zareagowała: po Hellenę jabłkową

sięgła i łyk ogromy pociągnęła chciwie.

– Splash! No jasna cholera! Chyba coś o piwie

mężu ty mój wyrodny, to ci dziś mówiłam!

A teraz ja przez ciebie piwa się napiłam!

Na to Splash tak jej odrzekł: – Moja droga żono,

sama zapachem piwa będziesz teraz zionąć!

Czy z tego powodu pójdziesz spać na dworze?

A, jeśli zacznie padać, pod mostem być może?

Nie umie @moll odeprzeć tej racji stoika

a więc, babskim sposobem, przechodzi do krzyka:

– Powiedzieć o tym wcześniej nie umiałam zdążyć:

widzisz, tak się składa, że ja jestem w ciąży!

Splash zbladł na tę wieść, nagle poczuł on się chory,

barwę twarz cała jego przybrała ivory,

zaś wojownicy ucieszyli się niezmiernie:

do usypiania dziecko będą mieć kolejne.

A ja pytam Pachę, z uśmiechem uroczym:

– Jeżeli niespodzianki, to i pierwszej nocy

powinniśmy rozważyć prawa stosowanie,

jeśli ty pozwolić mi nie chcesz na przyssanie.

Pacha na to spojrzenie złowrogie mi rzuca

i hitlerowskim gestem na zewnątrz wyrzuca.

– Dobrze – mówię na to – chodźże ze mną i ty, Splash

ale zabierz ze sobą to, co tam sobie chlasz.


We dwóch pod płotem zamku usiedliśmy razem

sącząc z butelczyn gorzkie piwo z gazem.

– Dżordż, kumplu – zaczyna Splash – mówiąc między nami

to trochę jest ciężko chłopom żyć z babami.

Taką prawdę życiową tutaj ci wyłożę,

że z babą to jest źle, lecz bez baby gorzej.

Ja filozofuję, zalany już w trupa:

– Jak się nie odwrócisz, zawsze z tyłu d⁎⁎a.

To ostatnie @moll wyznanie nauczyło mnie:

nie przyssać się to niedobrze; przyssać się, też źle.

I z pewnością dodać coś mądrego chciałem

ale mnie tam zmroczyło: już pijany spałem.

A tymczasem, kiedy już zachodziło słońce

bociek-doręczyciel wylądował na łące

bo boćki na wieść o ciąży to rozpoznają

gdzie i komu dzieciaka wkrótce przynieść mają.

A że ten akurat to był kanalia podła

po pijaku z kieszeni mój hajs za Nobla,

co se go tam trzymałem, podstępnie zrabował

i do Afryki odleciał, tam gdzieś się schował.

@moll wtedy w zamku Pasze się użalała:

– Ja biedna! Dziecko wiedźmakom będę musiała

oddać! Niedoczekanie! Co ja ja teraz zrobię?!

Wiem! Niech tatuś pomyśli o jakimś sposobie!

Lecz: gdzie on?! Pacho, czy może ty odpowiedź znasz,

gdzie się nam podziały chłopy: twój Dżordż i mój Spash?

Pacha na to: – Splash, nie wiem, gdzieś tam sobie poszedł

ale Dżordż, pijany, to śpi se pode płotem.

Chłop mój nie dość, że postanowił dziś się upić,

to i jeszcze, pierdoła, ptaku dał się złupić.


W kraju tymczasem sytuacja napięta

jak pod koniec miesiąca, gdy się kończy renta;

kraj ten nasz przepadł, jak pieniądze z komunii,

bo prezydent z rządem uciekł do Rumunii.

I tenże kraj nasz, co leży na północ od Czech,

ocalić może tylko ktoś o imieniu Lech

jak jego założyciel; my tego imiona

czekamy, jak Soplice na Napoleona.

Z dostępnych nam Lechów mógłby tutaj wkroczyć

Wałęsa; ale on muru stoczni przeskoczyć

nie może. Pomóc mógłby też nam Lech Janerka,

tylko jego akurat rozbolała nerka.

Wtem niebo się rozstąpiło, a z nieba k’nam

swym-że głosem potężnym przemówił @DiscoKhan :

– Pacho! Ogolona i umyta ze smrodu!

Słuchaj pilnie: papugą ty jesteś narodów!

Powiadam ci ja: wstąpisz między bohatery,

a liczba twoja to DWIEŚCIE SZEŚĆDZIESIĄT CZTERY!


***


Stopka redakcyjna


Oficyna Wydawnicza Kawiarnia #zafirewallem

Internet, 2024


@George_Stark , 2024

Redakcja: @George_Stark

Korekta: @George_Stark


#tworczoscwlasna #poezja

@George_Stark Odcinek bardzo zacny i przepełniony stoicyzmem, a za szerzenie bliskiej mi propagandy zawsze pierun leci


Po tym wstępie jak spojrzałem na spis treści, to autentycznie poczułem żal za tą rzymską piątką


z nimi nie ma absolutnie żadnej dyskusji. Trochę tak jak z Pachą

Beka z Pachy nigdy się nie nudzi i też wspomnę wspomniany już przez jego twórczynie - Paszy friendly Bo jak o nim nie wspomnieć oberwawszy dwukrotnie.


ziemi zieje, Łosia Łosia, k'nam - jakoś w oko wpadło i się spodobało


Wiedźminy!!11one1! A w szczególności osikany kołek xd Aż mi szkoda @Moose biednego


Nasze filozofowania nad piwem:

9f80ca33-b698-47aa-a315-7298eb0b424b

Zaloguj się aby komentować

Jechałem sobie wczoraj autostradą i wyprzedzałem ciężarówkę z naczepą chłodniczą na niemieckich rejestracjach. Nie byłoby może w tym nic dziwnego i nie zwróciłbym na nią uwagi większej niż tyle żeby bezpiecznie na prawy pas wrócić, gdyby nie napis na bocznej ścianie tej naczepy. A stało tam Fahrenheit. Całkiem ładna nazwa dla firmy mającej coś wspólnego z temperaturą, nieważne czy to niską, czy też wysoką. Ciekawie zaczyna się jednak robić dopiero wówczas, kiedy człowiek uświadomi sobie, że z języka niemieckiego fahren oznacza jechać. Wtedy nazwa ta nabiera pewnego nawet uroku.


Od razu przypomniał mi się festyn, na jaki trafiłem kiedyś przez przypadek w centrum jednego z holenderskich miast, w którym wtedy mieszkałem. Typowa niebiletowana impreza na wolnym powietrzu w tym kraju: piwo, ludzie stojący pod sceną i podśpiewujący z cover-bandem na zmianę klasyki światowe i holenderskie. Z tymi drugimi, w ramach ciekawostki, polecam się zapoznać, dość interesujące może to być doświadczenie; w domu bym sobie nie włączył, ale warunkach takich, jak opisane, sprawdzają się nadspodziewanie dobrze. W tej imprezie nie byłoby też może nic szczególnego, gdyby nie jej nazwa. A nazywała się ona A-mee-zing. Dla tych, którzy znają język angielski w jakimkolwiek stopniu, może to brzmieć dość blisko ze słowem, jakim wyraża się czasami w tej mowie zachwyt. Dla tych, mniej licznych, którzy w jakimkolwiek stopniu znają język niderlandzki, może ona brzmieć jeszcze ciekawiej. W niderlandzkim bowiem to jest tak, że dodanie cząstki mee- do czasownika zmienia jego znaczenie na, mniej więcej, „zrób to ze mną”. „To” w tym miejscu oznacza czynność, którą dany czasownik (nie każdy jednak; nie do każdego można tę cząstkę dodać, przynajmniej chcąc być w zgodzie z gramatyką) opisuje. I tak, dla przykładu: meespelen oznaczało będzie „baw się (albo graj) ze mną”, meedanzen: „zatańcz ze mną” (albo: „dołącz do tańca”), a wspomniane wcześniej meezingen: „śpiewaj ze mną”. Całkiem urocza nazwa jak na grupową imprezę karaoke.


Ponieważ in trinitate perfectum, do głowy przychodzi mi jeszcze jeden przykład. Jestem ogromnym fanem sztuki ulicznej i mam nawet swojego ulubionego jej przedstawiciela. Nazywa się Murmuyo i jest klaunem; niedawno obchodził trzydziestolecie pracy na ulicy. Jeśli będziecie mieli okazję go zobaczyć, to bardzo mocno polecam. W sezonie wiosenno-letnio-jesiennym występuje w całej Europie, więc taka okazja rzeczywiście może Wam się trafić. Ten mój ulubiony klaun, Murmuyo, ma kilka programów, z których moim ulubionym jest ten zakładający w swoich ramach zupełną dowolność. Polega to na tym że w wyznaczonym miejscu, o wyznaczonej godzinie Murmuyo spotyka się z publicznością i pyta się jej w którą stronę ma pójść. Idzie tam, gdzie ta publiczność zdecyduje, po drodze grając z tym, co akurat po drodze napotka. Piękne są te spektakle! Ogromnie żywiołowe i przezabawne. Nie wspominając już o tym, że każdy z nich jest zupełnie inny. To widowisko ma też swoją nazwę, nazywa się ono bowiem Ami-go!. Świetne jest też to połączenie hiszpańskiego amigo z angielskim go! Bo przecież idziemy. Razem, jako przyjaciele.


Dlaczego jednak o tym wszystkim tutaj piszę? Głównie dlatego, że mi się nudzi. A pisanie jest jedną z moich ulubionych metod radzenia sobie z nadmiarem wolnego czasu. Ale też dlatego, że – tak sobie pomyślałem – te kilka przykładów, które opisałem wyżej, będzie mi pasować do mojej kolekcji kuriozów i ciekawostek językowych, które to zacząłem jakiś czas temu zbierać sobie pod tagiem #wpustejszklancepomarancze w kawiarence #zafirewallem . I może dlatego jeszcze, że i ktoś z Was będzie w stanie mi podrzucić jakiś ciekawy okaz tego rodzaju? Tylko proszę, bez „lodożerców” od Algidy. Za wszystkie inne przykłady z góry dziękuję.

Zaloguj się aby komentować

Miałem się nawet trochę wytłumaczyć z tego wiersza, ale jakoś mi ten wstęp trochę nie wychodzi, słowa coś nie chcą się układać, to zostawię go tak jak jest, bez większego komentarza. Tyle może tylko, co wytłumaczę się z tego – dość niezgrabnego chyba – "meczu, którym zajęto się później". Inspiracja ta pochodzi ze wspaniałego wiersza XI autorstwa kapitalnego poety i wybitnego tłumacza literatury, pana Stanisława Barańczaka. Tutaj również w interpretacji muzycznej niemniej wspaniałego zespołu Buldog. Z bardzo ładnym teledyskiem, co mówię ja, który ze sztuką wideograficzną niezbyt jestem blisko.


***


Warto być dobrym


Są ludzie, których skrzywdzono

z pomocą pieniądza lub mieczem;

przez chwilę o nich ględzono

a później zajęto się meczem.


Nie umiesz zrozumieć tego

choćbyś i dobę się gapił

na to, co reporterskie grono

serwuje. Gdy ktoś mu płaci.


Czy coś nie tak jest z twoją głową

że już usiedzieć nie da się?

Pięknie, gdy czynem staje się słowo:

„ja przecież pomagać potrafię.”


Uśmiech, gdy komuś łzy jeszcze spływają po brodzie

i jego z ulgą rzucone: "dziękuję, nareszcie";

o innej nie trzeba myśleć nagrodzie.

Warto być dobrym. Uwierzcie.


***


Ten wytwór jest kolejny wytworem-odpowiedzią (di risposta) na tekst di proposta zaproponowany w kawiarence #zafirewallem w zabawie na #nasonety .


#poezja #tworczoscwlasna

@George_Stark Bardzo dobry, podoba mi się Wiersz Barańczaka też świetny.

@UmytaPacha nie wiem jak to się stało, że tego nie słyszałem

To co ja tu dzięki Wam liznę kultury, to moje. Dzięki:)

No to trochę w odpowiedzi do @UmytaPacha , a trochę żeby @splash545 mógł sobie coś tam polizać.


Skojarzenie temacie telewizyjnym .


***


Ja pana Kaczmarskiego to jakoś nigdy fanem jakimś większym nie byłem, choć jest kilka utworów, z jego i jegokolicznej twórczości, które do dziś spotykają się z moim mocnym uznaniem:


Przede wszystkim ta wspaniała, potężna, grzmiąca wręcz Kantyczka z lotu ptaka .


W Opowieści pewnego emigranta zawsze mnie zgrabność warstwy tekstowej zachwycała.


W moich pijackich czasach miałem nawet taki pomysł żeby zorganizować Festiwal Piosenki Pijackiej, bo bardzo lubiłem sobie utwory w tej tematyce wyszukiwać. Dalej w sumie takie utwory lubię, choć niewiele innego mi z tamtych czasów zostało, może między innymi Ballada o ubocznych skutkach alkoholizmu .


Korespondencja klasowa też do dziś mi się podoba. Co ciekawe, ewolucją postawy podmiotu lirycznego, a i może trochę formą epistolarną, kojarzy mi się ze Stanem Eminema.


Bardzo podoba mi się też Modlitwa o wschodzie słońca , choć bardziej tekstowo niż muzycznie. Chyba, że w wykonaniu pana Kazika Staszewskiego z pięcioosobowym Kwartetem Proforma ; jakaś taka potężniejsza jest i mnie brzmi dużo lepiej, mocniej deklaratywnie, jakby z silnym postanowieniem. Całkiem zresztą słusznym.


***


A co do pana Barańczaka, to jest on autorem jednego z moich absolutnie ukochanych wierszy: Jeżeli porcelana . Ten wiersz to chyba w ogóle dość stoicki jest? Tylko, ostrzegam, nie szukaj lepiej jego muzycznej interpretacji w wykonaniu pani Reni Jusis.

Zaloguj się aby komentować

Coś spać nie mogę, a same mi się wyrazy po głowie pałętają i to jeszcze w porządku jakimś takim chodzą. No to zapiasałem jeszcze jeden. Znów o miłości, znów nieszczęśliwej, tylko tym razem, że tak powiem, z drugiej strony. Jutro postaram się zająć czymś bardziej pożytecznym.


Ta druga


Ty kiedyś obiecywałeś, dziś ja płaczę słono

nad marzeń moich kolejnym już kresem.

Ty kiedyś mówiłeś mi: "rozwiodę się z żoną",

dziś ja wiem już dobrze dla ciebie kim jestem.


Czasami jestem dla ciebie kolegą

co, by mecz razem obejrzeć, akurat się trafił

i przyjaciółką jeszcze do tego

gdy chcesz pogadać, bo coś cię tam trapi.

Czasami się kochasz ze mną nerwowo:

nie miłość to; bardziej zapasy na macie.

– W przyszłym miesiącu jej powiem, słowo! –

co miesiąc powtarzasz. Nie wierzę już raczej.


Nie możesz się zdecydować? To o to ci chodzi?

To ja ci pomogę i zrobię to wreszcie,

jeśli już mam być "tą drugą”, to żoną.

Tę pierwszą, martwą, w trumnie wynieście.


#nasonety #zafirewallem #poezja #tworczoscwlasna

Zaloguj się aby komentować

Drodzy Najmilsi!


W niecierpliwym oczekiwaniu na dzisiejsze zadanie w zabawie naszej czterowersowej postanowiłem czymś się zająć i napisałem kolejną odpowiedź w konkursie #nasonety . Tym razem chciałem popróbować się w tematyce innej niż zabawna, a także udowodnić Wam (i sobie też) że kobieta to dla mnie jednak coś więcej niż tylko ciało. Dużo więcej. To także nauczka.

Oto proszę:


W deszczowym Dublinie


Mnie kiedyś też serce skradziono

im włóczył się bez sensu, jak z Ulissesem,

i z tej tęsknoty, za rudą Fioną,

topiłem smutki gorzkim Guinnessem.


I rzucić się chciałem z Moherowego

Klifu w Atlantyk; tak, abym na śmierć się nim zapił:

tą jego wodą zimną, przesłoną; i bólu ogromnego

czuć przestał: czuć tego bólu, co mnie tam trapił.


A życie bez niej to było życia połową,

podnieść się nie umiałem ja po tej stracie,

aż w końcu tę pustkę moją, sercową,

ja pokochałem. Wy też to znacie?


Tak, wtedy byliśmy głupi i młodzi;

z wiekiem nauka: Miłość? A diabli ją weźcie!

I deszcz, deszcz tam padał; i brak nadziei

w Dublinie, skropionym łzami mieście.


***


Ja tylko wyjaśnię, że absolutnie nie miałem na myśli Fiony ze Shreka, potrzebowałem po prostu jakiegoś irlandzkiego imienia, które by mi się rymowało i znalazłem takie właśnie. Ciekawostkę mogę Wam przy okazji sprzedać, bo szukając tego imienia dowiedziałem się, że z języka irlandzkiego (który brzmi tak pięknie!) imię to oznacza biel albo piękno. Piękne imię.


#zafirewallem #poezja #tworczoscwlasna

Tak swoją drogą to na wyspach brytyjskich czy jak tam się mówi, żeby Irlandczycy się nie irytowali za mocno, to z naturalnego krajobrazu są tylko ciekawe klify? Tych tutaj nie pamiętałem z nazwy ale kojarzyłem. Jeszcze jest Grobla Olbrzyma i Biały Klif z Dover.


Zaś sonetowo pierwsza klasa wyszła. Ciekawe czy ktoś przebije, bo żeś poprzeczkę solidnie postawil xd

Zaloguj się aby komentować

Przyznam się Wam, że tę wenę, co to jej koledze @splash545 podobno brakuje, to ja mu ukradłem.


Poniżej pierwsza, szybka, pisana ad hoc, pod wpływem pierwszych skojarzeń na widok nowych słów, odpowiedź na zadanie kolegi @DiscoKhan w szóstej edycji zabawy #nasonety . Nie mam pojęcia czy będzie ona konkursowa, czy nie, nie mnie tym razem o tym decydować. Na szczęście.


***


Rodzynki w cieście


Za Aleksandra, króla porno,

który skonał nad sedesem,

przed sąd aktorkę zadziorną

przywieziono pekaesem:


– Co wiesz w sprawie śmieci jego –

tak się ten sąd do niej zwrócił –

boś ostatnia go żywego

widziała, nim na kiblu się przewrócił.


Chłop wyglądał całkiem zdrowo:

w filmach dowód na to macie.

Za to, coś zrobiła, krowo,

zimna cela czeka na cię.


Skąd się teraz uczyć młodzi,

tego fachu, co niewieście

radość daje, dzieci płodzi?...

Rodzynki w twoim zabiły go cieście!


***


EDIT: Swoją drogą, to jest w sumie o wstrzemięźliwości seksualnej, bo jak młodzi nie będą umieć, to i nie będą robić. Jak dla mnie, jest elegancko.


#zafirewallem #poezja #tworczoscwlasna

Zaloguj się aby komentować

Pan Jerzy

czyli ostatni slam w Gorzowie


***


Od Autora


Drodzy Czytelnicy!


Oto już za chwilę przed Wami (chyba, że te wstępy olewacie, to wtedy już teraz) kolejna część przygód Pana Jerzego, który to jest głową tego poematu, jak i pozostałej części naszej zasranej gromadki, na czele z Pachą, która to jest tego Jerzego szyją i która nią (tą głową) kręci i ją (tę głowę) też kręci. Ją (tę Pachę) kręci również. Tyle że nadal w żołądku, o czym się z treści poematu możecie przekonać. Ale są też tego kręcenia plusy. W końcu: always look on the bright side of life!


Z mężczyznami to jest tak – tutaj zwracam się do Pań Czytelniczek, trochę w celu ubicia sobie gruntu pod ewentualne przyszłe zdarzenia – że na początku jest krótko, czym nie należy się zrażać, a tym bardziej wyśmiewać, bo później już jest dłużej. Tak samo jest z Panem Jerzym. Ta księga, ósma w kolejności, jest najdłuższą ze wszystkich dotychczas napisanych. Cały czas to pisanie mnie bawi i zachwyca, cały czas też zdumiony jestem tym, co kolega @splash545 zauważył już wcześniej, przy okazji sonetów, że przy pisaniu sam autor nie spodziewa się zaczynając, co będzie jak skończy. I to jest nie tylko rzecz zabawna, ale i rzecz piękna. Znów: ja się przy pisaniu tej części bawiłem wyśmienicie, czego również i Wam życzę przy jej czytaniu.


Miłego!


Wasz Autor.


***


Spis treści


Księga I – Zwycięstwo

Księga II – Do Grecji!

Księga III – W Grecji

Księga IV – Nadal w Grecji

Księga V – Ciągle w Grecji

Księga VI – Jeszcze chwilę w Grecji, ale dłużej już w Nowej Soli

Księga VII – W nadodrzańskich lasach


***


Księga VIII

Pod czerwonym butem


Zbędny słoń – Dywersja – Wieczór i noc – Wolność


Na wołanie Pachy z nadorzańskiej dziczy

wyłonił się wnet lama ze słoniem na smyczy.

I tę to smycz on Paszce podaje do ręki,

Pacha na to się puszy, prezentując wdzięki:

włosy swe, blond koloru, ręką przeczesała

a i akt notarialny już spisywać chciała:

– Choć strata mnie boli, jak budzik w poranek,

słowa muszę dotrzymać i za słonia zamek…

Lecz przerywa jej lama tak mówiąc: – Nie trzeba

mi żadnego zamku. Li, skibkę tylko chleba

dajcie i już w drogę powrotną wyruszam.

Rozwój, nie posiadanie: tak Budda nauczał.

@moll na to: – Mnichu! Coś innego bym ci dała,

bo partia do pieczenia to większa wjechała;

i pieczone podudzie od @moll lama dostał:

takim to się sposobem Pasze zamek ostał.

Ona z radości i lamie w podzięce

to aż i podskakuje, i podnosi ręce.

Lama patrzy zgorszony: – Pachy to się goli!

No dobra, nic tu po mnie. Wracam do Mongolii.

I odwrócił się od nas, i podążył lasem,

i zostawił nas z zamkiem. A tu, tymczasem,

zmieniła się na froncie trochę sytuacja

bo skończyła się wojna, a jest okupacja.

Nas też dotknęła, bo Stalina nakazaniem

armia nam latrynę wzięła w posiadanie,

czy – oficjalniej – choć Pacha się sprzeciwiała

Rosja ten nasz kibel znacjonalizowała.

Ludiej u nich mnogo – stąd problem mamy taki

że sracz wciąż zajęty, więc musimy w krzaki.

Choć duch w narodzie nie ustał i zażarta

trwa walka; jak to sranie nasze: partyzantka.

Tyle że, przy boju tak zorganizowanym,

posypały się Pasze te ułańskie plany

ażeby tam na Ruskich na słoniu szarżować.

Mnie zaś w tym wszystkim udało się zachować

rozsądek. I z pytaniem takim ja do niej

się zwracam: – Co my teraz zrobimy ze słoniem?

– Hodowlę założymy! A małych słoników

wychowamy w duchu mądrości stoików! –

powiedział wtedy Splash nasz problem rozwiązując,

spokojnie z radości sobie podskakując.


Nagle dym czerwony uniósł się w oddali

bowiem na Tron Piotrowy wstąpił Józef Stalin.

Habemus papam – ja: niemal w to nie wierzę,

że ten, co miał być popem, to został papieżem!

Zaś Pacha na tę wieść to inną walkę teraz

planuje. Z wąsem, w stylu „na Hitlera”,

doklejonym, w koszuli (kolor jej: bury)

co chwilę rękę prawą wyrzuca do góry;

zamku swego przed armią planuje obronę

prezentując nam przy tym pachy ogolone.

Widząc zdenerwowanie kochanej mej Pachy

pomyślałem, że może tak bym ją uraczył

komplementem: – Skądże masz takie piękne włosie,

co przyklejone nosisz na wardze, przy nosie? –

pytam. Lecz na nic jednak te moje starania,

Pacha się pogrąża dalej w rozważania:

– "Ale" – myśli głośno tak: – "by pokonać Ruskich,

może by ten wąs zrobić bardziej jak Piłsudski?

Z wąsem „na Józefa”: też Józefa pobić!

Co ty o tym myślisz @moll , „Piłsudskiego” robić?

@moll rzekła: – O! Wąsy! I w ciemnym kolorze!

Może i ja na włosy hennę se położę?

Nie zauważyła widać, że zaszła zmiana

na twarzy Pachy, bo @moll bywa roztrzepana.

Nagle ta twarz rzeczona dalej się przemienia,

do pewnego dochodzi na niej wykrzywienia

i jeszcze w dodatku znów fioletowieje

jak jagody zbierane pośród leśne knieje.

Wszyscy już wiemy co zwiastuje objaw taki:

Pacha nic nie mówi: biegnie prosto w krzaki.

A gdy, po chwili dłuższej, do nas powróciła

wtedy nam obwieściła co tam wymyśliła:

– Plan walki to my teraz będziemy mieć taki

że pójdziemy do lasu sadzić papierzaki.

Z racji że ostatnio coś mnie trochę goni

wymyśliłam by niekonwencjonalnej broni

użyć. Wroga zniszczymy tą metaboliczną,

naszej własnej produkcji, bronią biologiczną.

Za to, że sracz zajęli, niechże ci Moskale

w tym częstym, a rzadkim potopią się kale!

Mnie się skojarzyło i mówię: – Pacho, proszę,

daj znać jak już ci przejdzie, bo i ja bym poszedł

w krzaki razem z tobą. – Milcz! Miast się przyssać

próbować poszedł byś lepiej i ty się wysrać

ku ojczyzny chwale! – lukrecjowymi usty

rzekła. – Chętnie – ja na to – lecz żołądek pusty

mam. Pacha: – By się amunicją naładować

polecam więc ja @moll kolację przygotować.


Gdy nasza już na stole kolacja stanęła

@moll taką to przemowę ku nam pocisnęła:

– Danie byłoby skromne, moje drogie Starki,

bowiem teraz w sklepach wszystko już na kartki.

Na szczęście, zanim udamy się na spoczynek,

zjemy podudzia, bowiem partia większa: rynek

dwieście sześćdziesiąt cztery wjechała mi wczoraj

tego, co podaję wam dzisiaj z wieczora

do kaflowej kuchni w izbie piekarnika.

Chciałam jeszcze na deser zrobić wam piernika

ale ja do liczenia nie mam wcale głowy

bowiem muszę stosować system dziewiątkowy

i z tego to powodu upiekłam zakalca

bo źle policzyłam składniki na mych palcach.

A gdy już zjedliśmy to od @moll syte danie

Pacha nam nakazała: – Teraz czas na spanie!

Bo żeby dobrze strawić, trzeba się położyć

a przecież jutro miny musimy rozłożyć.

Że @moll ze Splashem kryć się dłużej już nie muszą

z tym swym małżeństwem, więc z wesołą duszą

po kolacji zaraz, gdy wyszli z jadalni

już nie do osobnych, lecz do wspólnej sypialni

objęci w pół ciasno razem się udali.

i słyszałem wyraźnie, co tam wyprawiali,

bo ściany izb, choć grube, to jednak dziurawe.

– Pacha – pytam – słyszysz ich? Ja też miałbym sprawę

i przyssać właśnie teraz chciałbym się do ciebie,

bo w tym obszarze to coś się nam nie widzie.

Pacha zaś nic na to nie odpowiedziała mi

bo z twarzą fioletową wybiegła przez drzwi

I tamtej to nocy niefart spotkał mnie taki

że moja kochana to co chwilę w krzaki

biegać musiała. I aż żal mi się zrobiło

jej, ale też i siebie, bo mnie to budziło.

Przywykły już ja bowiem do braku przyssania,

zostałem też pozbawion możliwości spania.


Wstaliśmy przed trzynastą, a ku temu powód

hałas dał nam straszny, dochodził z ogrodu.

Cóż tam też się działo, to nie koguty piały:

te, podczas rewolucji, życia swe oddały.

Nie mogły z kwokami cieszyć się pospołu

tym triumfem kur zrywu, tak jak my z rosołu.

U nas tam to wtedy, gdy tylko wstało słońce,

w ogrodzie, trąbą, wysokie wydał słoń ce.

Nuta ta przeciągnięta, a uszom niemiła

ze snu nas rozkosznego nagle wybudziła.

– K⁎⁎wa jego mać! Żeby jasny c⁎⁎j to strzelił!

Spać człekowi nie dadzą! I to przy niedzieli! –

wykrzyczał Splash, zaspany, opuszczając pokój,

zachowując ten słynny swój stoicki spokój.

– Niedziela to już? A ja myślałam, że piątek. –

ozwała się tam Pacha, Splasha ciągnąc wątek. –

No nic, w tychże naszych dywersyjnych czynach

nie ustaniem i w niedzielę. Poza tym, wina

za mą pomyłkę przy liczeniu dni tygodnia

to i tak, jak to zwykle, niech spadnie na Dżordża…

Dalej by uprawiała to swe biadolenie

jeśli by nie ponowne żałosne trąbienie

rozległo się, tą nutą, dla uszu niefajną,

z ruin obok zamku; kiedyś były stajnią.

– Niczym z apokalipsy przeraża mnie ta

trąba! Co, jeśli nasz słoń to Piąty Elefant?

Ten co to świat cały dźwiga na swym grzebiecie.

Można o nim czytać w niektórym Pratchecie –

tak rzekła @moll , za to Pacha w takie słowa:

– Od tego trąbienia to mnie już boli głowa.

Niechże hałasu tego nastąpi już koniec!

Zanim zaminujemy, zajmijmy się słoniem!

Podążyliśmy za nią we stajni kierunku,

a kiedy tam dotarlim, twarz jej we frasunku

utopiona, barwy przybiera pastelowe

które znaczą co inne niźli fioletowe.

Na słonia patrzy jakoś smutnawym coś wzrokiem

i łza jakaś – wzruszenia? – wisi jej pod okiem.

– Zachwyca mnie kłów jego słoniowej kości biel

dam mu King na imię, jak u Sienkiewicza Nel.

Ale nie mogę żyć dłużej ze świadomością,

że słoń, tak jak też i my, tęskni za wolnością.

I powiem wam teraz co my z nim zrobimy:

tego słonia, tak jak orkę, zaraz uwolnimy!

Paluchów dużych nie ma, niech biega po lesie

nie ma strachu, że o śmieci on uderzy się.

I łańcuch mu odpięła, a słoń się poruszył

i poszedł w kierunku nadodrzńskiej puszczy,

I zagrzmiał las cały: King is dead, long live the King!,

tak, jak to w Księdze dżungli, pisał pan Kipling.

Tak to na tronie leśnym słoń zastąpił łosia

choć jest zupełnie łysy: nie ma przecież włosia!;

lepiej mu za to jednak pasuje korona

albowiem głowa jego rogów pozbawiona.


***


Posłowie


Tak postanowiłem, bo nie każdy może to wie, a pewnie wie mało kto, a większość to i tak ma to w d⁎⁎ie (czemu zresztą się nie dziwię), wytłumaczyć się trochę z tytułu tej księgi (a tak naprawdę to zapozować na erudytę) wyjaśniając – cały czas bawiącą mnie – dwuznaczność jej tytułu a także to, skąd się w ogóle wziął pomysł na promocję towarzysza Stalina na Tron Piotrowy. Otóż, czerwony but to nie tylko metafora okupacji ojszczyzny naszej przez armię radziecką, ale też nawiązanie do tradycji Kościoła Katolickiego (z którą to zerwał ten lewak Franciszek, co w tym akurat przypadku jest trochę dziwne: lewakow to by akurat pasowało). Kiedyś to bowiem było tak, że papież poza godzinami, to jest kiedy nie sprawował ceremonii, nosił na stopach czerwone lakierki. I tyle mam do powiedzenia – taka to właśnie była ciekawostka, o której chciałem wspomnieć, a która nigdy mi się do niczego nie przydała i Wam też pewnie nigdy się do niczego nie przyda. Ale wiedzieć fajnie. Chyba. Bo tym, że Stalin za młodu był w seminarium, to wiecie. Chyba.


TL;DR w postaci fraszki:

Czerwone lakierki i Pierścień Rybaka:

symbole papieża. Ciekawostka taka.


***


Stopka redakcyjna


Oficyna Wydawnicza Kawiarnia #zafirewallem #zafirewallem

Internet, 2024


@George_Stark , 2024

Redakcja: @George_Stark

Korekta: @George_Stark


#tworczoscwlasna #poezja

Na wstępie chciałem zaznaczyć, że ja czytam wstępy.


Teraz co mnie urzekło czyli plusy:

1. Papież Stalin

2. Hailujaca Pacha

3. Broń biologiczna

4. System dziewiątkowy

5. Słoń ce

6. Stoicki spokój k⁎⁎wa jego mać!


Minusy:

1. Brak możliwości policzenia ilości srań


Ciekawostka o papieżu też spoko i humor na weekend poprawiony

@splash545 


Dziękuję bardzo. To bardzo przyjemne dostać pochwałę.


 Brak możliwości policzenia ilości srań


No przepraszam. Ale istotą działalności partyzanckiej jest jednak zachowanie tajemnicy; z tego to właśnie powodu musiałem tak po tajniacku.

@George_Stark No dobra, takie wyjaśnienie mi odpowiada, lecz na następny raz liczę na większą precyzję w tej kluczowej kwestii

@UmytaPacha 


o papieskich butach wiem


Ale masz to w dupie?


A ten fragment z włosami, to wyłapałaś subtelność skąd się one wzięły? Bo odpowiedź jest tam w tekście, kilka wersów wyżej.

@UmytaPacha Mnie to jeszcze zastanawia to stwierdzenie:


jestem włosiara


Ale że na głowie, czy tak wszędzie? Bo mnie na przykład rosną na plecach. Mam takie podejrzenie, że z głowy tam migrują, zgodnie z kierunkiem grawitacji.

Zaloguj się aby komentować

Mili goście kawiarenki #zafirewallem !


Wstałem i – tak jak obiecałem – zamieszczam podsumowanie V edycji bitwy #nasonety.


W głosowaniu oddano siedem głosów (co cieszy, bo świadczy o ogromnym zainteresowaniu naszym konkursem), w tym pięć głosów kolegi @splash545 . Większością, którą samodzielnie stanowił @splash545 , wygrał, niezgodnie z zasadami, kolega @DiscoKhan , autor absolutnie niezgodnego z zasadami wytworu Oberża Pod Śwarnym Świstakiem . Czy mi się to podoba, czy nie: gratuluję!


Czekamy na zadanie od kolegi @DiscoKhan . Jeśli jednak do jutra rana nie da znaku życia, postanowimy coś innego, żeby nie paraliżować zabawy.


Ponieważ nie bardzo wiem, jak miałbym zrobić podsumowanie graficzne dla zwycięzcy, to go nie zrobię. Podsumowanie graficzne pozostałych wierszy, jeśli ktoś mocno odczuwa taką potrzebę, można sobie zrobić samemu, otwierając obok siebie dwa okna przeglądarki: pierwsze na tekście utworu di proposta a drugie na dowolnym wytworze, który można znaleźć pod tagiem #nasonety . No chyba że ktoś ma laptopa w naprawie, to będzie miał trochę trudniej.


Jeszcze raz serdecznie dziękuję wszystkim uczestnikom za ich wspaniałe wiersze. Zapraszam do udziału w zbliżającej się kolejnej, szóstej już, edycji naszego konkursu. Zapraszam zarówno naszych stałych gości, jak i nowo przybyłych. Warunki uczestnictwa w konkursie są tylko dwa i oba są zupełnie proste:

- należy dobrze się bawić podczas układania swojego wierszydła;

- należy wykazywać się absolutnym brakiem chęci zwycięstwa w rywalizacji, do której się właśnie przystępuje.


To tyle w edycji piątej. Dziękuję.

113161af-ad74-426e-9bb9-b6ccb1e25cd8

- należy wykazywać się absolutnym brakiem chęci zwycięstwa w rywalizacji, do której się właśnie przystępuje

Jakie to prawdziwe

@George_Stark dziękuję bardzo.


Głosowanie trochę przespałem, bo jak dali te rangi to mnie łeb rozbolał jak parę komentarzy czytałem od tych kolorków, jakaś moja specyficzna nadwrażliwość. Stąd też sam przeglilem głosowanie kompletnie.


Coś zaraz będę smarować na diproposta.


@splash545 ale co to za oszustwa z paroma głosami na mnie? xd

Zaloguj się aby komentować

@UmytaPacha i @emdet, przychodzicie do mnie, do kawiarenki #zafirewallem w dniu ślubu mojej córki i prosicie, żebym zamiast Was zadał zadanie w zabawie #naczteryrymy? Dobrze. Pamiętajcie jednak, że pewnego dnia - być może nigdy on nie nadejdzie - to ja przyjdę do Was i poproszę o przysługę. Żebyście wtedy zadali zadanie za mnie.


Zadanie na dziś:


rymy: ręka - spłonął - wnęka -błoną

temat: Kaszuby


Miłej zabawy (beze mnie) przy tworzeniu czegoś, co można by nazwać #poezja


#tworczoscwlasna

@George_Stark ymm wybacz, głównie tu czytuję i chyba nie znam zasad ( ‾ʖ̫‾)


-Czy to Twoja ręka?

Rumieńcem spłonął.

Bo żabia była wnęka

A ręka była z błoną.

W Chmielnie potrzebna do pracy ręka!

(bo dawny majster na stosie spłonął)

Trzeba, by w oknie dziurawa wnęka

Ze skór została zakryta błoną.

Od tabaki dawno zbrązowiała ręka

Gardzi fajką odkąd wąs mu spłonął

Między kciukiem a wskazującym wnęka

Nazywają ją w borach kaszubską błoną

2ec226c5-6597-4108-88b7-62f11cfb0d39

Zaloguj się aby komentować