Zdjęcie w tle

George_Stark

Gruba ryba
  • 746wpisy
  • 3813komentarzy

266 + 1 = 267


Tytuł: Nadberezyńcy

Autor: Florian Czarnyszewicz

Kategoria: powieść historyczna

Ocena: 6/10


A o Dowborze wcale nie słychać?

Nie spotykałem nigdy w gazecie, musi jednak przy Piłsudskim być.

Lepiej żeby był, bo ten Piłsudski może wcale i nie wiedzieć, że my tu jesteśmy.


Kiedyś Polska kończyła się na Dnieprze. Później były rozbiory, ale polskość na tych ziemiach pod obcym berłem między Dnieprem a Berezyną nie zanikła przecież. Trwała i trwa dalej aż do teraz. Aż do początku XX wieku, kiedy to akcja utworu pana Czarnyszewicza rozpoczyna się sceną najazdu mołojców na majątek Rogi, który to w arendę wzięła rodzina Bałaszewiczów. Bo tak, polskość tam nie zanikła, ale z tą polskością nie każdemu jest tam po drodze. Są tacy, który ona przeszkadza. Tacy, którzy woleliby, żeby tej polskości tam nie było. I nie są to wcale wielcy władcy, których głowy zajmują myśli o tym, jak to przyłączyć do swojej ojczyzny (własności?) kolejne jeszcze obszary albo wyplenić obcą kulturę i zastąpić ją swoją. To są prości ludzie. Sąsiedzi. I to właśnie im ta polskość przeszkadza. A może nie tyle polskość, co po prostu inność?


Książka zaczyna się sceną kolejnego napadu na Polaków przez ludność białoruską. Wierną carowi i wyznającą lepszą wiarę. Później ta polskość również jest tępiona, w różnych miejscach i na różne sposoby. Na przykład w szkole, do której rodzice wysyłają Stacha Bałaszewicza. Autor zajął się opisem tej małej polskości, tej codziennej, którą w tamtym czasie czuli mieszkańcy ziem nad Berezyną. I ta część wyszła mu nadzwyczaj dobrze, ogromnie mi się podobała. A jeśli dodać do tego fakt, że pan Czarnyszewicz właśnie stamtąd pochodził i postać Stacha Bałaszewicza oparł na własnych przeżyciach, to pierwszy tom tej powieści jest naprawdę smakowitym kąskiem (nie wspominając tego, że można go traktować jako pewien rodzaj literackiego dokumentu, zapisu tamtych czasów w tamtym rejonie oglądanych przez pryzmat codziennego życia). Tak, ten pierwszy tom Nadberezyńców był smakowitym kąskiem. Przynajmniej jeśli chodzi o mój literacki apetyt.


Później sytuacja na świecie zmienia się. Upada carat, przychodzą bolszewicy, tylko Polski dalej nie ma tam, gdzie kiedyś była i gdzie ciągle jeszcze są Polacy. I właśnie ci Polacy znad Berezyny sprawie polskiej chcą się przysłużyć jak mogą. To młodzi chłopcy, nastolatkowie jeszcze, ale kto walczy w wojnach, jeśli nie młodzi chłopcy właśnie? Realizację tej utrudnia im kilka spraw. Po pierwsze represje, które spadają na tych, których młodzi chłopcy pozostawili. Na ich matki, siostry, młodszych braci, starszych mężczyzn – ojców i dziadków, którzy walczyć już nie mogą. Dochodzi do tego brak organizacji własnej, choć nadrabianej chęciami i ambicją – to była piękna scena, kiedy chłopcy chcieli założyć pułk ułanów dysponując wyłącznie sobą w liczbie dziewiętnastu dusz i koniem w liczbie jeden. Iście ułańska fantazja. Na przeszkodzie staje też sama armia z jej hierarchią i decyzjami zapadającymi gdzie indziej. Kolejna piękna rzecz z tomów dalszych: opis tego, jak szybko rozpalały się nadzieje kiedy polskie legiony wkraczały na okoliczne tereny i jak te nadzieje szybko gasły, kiedy te legiony się z nich wycofywały.


***


Naczytałem i nasłuchałem się o tej powieści dużo dobrego. Uwierzyłem na słowo i zabrałem się za nią w końcu (bo długo na swoją kolej czekała) nie sprawdzając co to w ogóle jest. Miało to być, według tych informacji, które do mnie docierały, coś pokroju Na wschód od Edenu. Miała to być ogromna powieść; miała być saga. No ale nie była.


I ja nie twierdzę wcale, że ta książka była zła. Bo nie była. Była dobra, a wręcz bardzo dobra, to przyznaję. Tylko nie opowiadała o tym, o czym ja chciałbym czytać. Traktowała o rzeczach, które mało mnie zajmują, stąd może ten mój brak nad nią zachwytu. Tak, to opinia bardzo subiektywna, ale chyba właśnie tutaj jest takie miejsce, gdzie mogę swoją bardzo subiektywną opinię napisać. Dla mnie za dużo w tej książce było polskości, Polski i Polaków, a za mało ludzi. Owszem, były wątki traktujące o przyjaźni czy miłości, ale one dla mnie albo wyglądały na tło, albo służyły pokazaniu, że miłość czy przyjaźń, owszem, są ważne, ale Ojczyzna przede wszystkim. Nadberezyńcy to piękny moim zdaniem opis niepodległościowych zrywów na wschodzie i, jeśli ktoś taką tematyką jest zainteresowany, to powinno mu się podobać. Mniej piękny jest w tej książce opis bohaterów, bo są oni dużo mniej wyraźni niż ich Sprawa. To przede wszystkim jest mój zarzut do treści. Jeszcze raz: oparty wyłącznie na tym, czego ja oczekuję od lektury.


***


Jeszcze słowo o kolejnej rzeczy, za którą ta książka jest chwalona. Chodzi o język, jakim jest napisana. To, jak gdzieś czytałem, utrwalona na piśmie mowa ludzi z tamtych rejów i czasów i, o ile lubię słuchać mowy z tym wschodnim zaśpiewem, z tymi rusycyzmami, tak w piśmie nie tylko nie zrobiła na mnie wrażenia, ale też momentami powodowała irytację i utrudnienie odbioru. Może to przez moją lichą raczej znajomość rosyjskiego?


Podobało mi się natomiast, bo to pierwsza od dawna książka, którą przeczytałem na papierze, wydanie, jakie miałem w rękach. Czytałem tom opublikowany przez wydawnictwo FIS z 1991 roku i wpadłem w zachwyt, kiedy uświadomiłem sobie, że ta książka została chyba wydana sposobem tradycyjnym. To znaczy była składana przez zecera i drukowana na prasach drukarskich. Tak domniemywam, bo świadczyć o tym mogą drobne nierówności czy to w układzie tekstu na stronie, czy nierówności w samych liniach. Nie przeszkadzały mi one wcale, tak jak i częste literówki czy braki ogonków przy „ą” i „ę”. Więcej! Zachwycał mnie sam krój czcionki i uświadomiłem (albo przypomniałem) sobie, jaka to przyjemność obcować z tak wydanym dziełem. I to mi się w tych Nadberezyńcach, których ja czytałem, też bardzo podobało.


#bookmeter

5480f10c-3b0d-4d6d-8f6f-98f617e33390

Zaloguj się aby komentować

Drogie Poetki, drodzy Poeci!


W momencie publikacji tego wpisu XV edycja naszego konkursu #nasonety dobiegła końca, a więc czas na jej podsumowanie! I oto przed Państwem #podsumowanienasonety ! – pamiętałem o tagu!; jestem z siebie dumny!


Zanim jednak ogłoszę zwycięzcę tej właśnie zakończonej edycji, zanim też zdradzę jakie to kryteria sobie przyjąłem żeby tego zwycięzcę spośród nas wyłonić, krótkie przypomnienie tego co stworzyliśmy w tym tygodniu:

Trudnym (dla wszystkich oprócz Splasha) utworem di proposta w tej edycji zabawy był tekst muzyczny, refren utworu Jeśli Bóg istnieje ze wspaniałej płyty Kayah i Bregović .


Do konkursu przystąpili (kolejność chronologiczna):

@splash545 z tekstem To w co wierzę , który zebrał 10 piorunów;

@moll z tekstem bez tytułu , który zebrał 15 piorunów;

@Piechur z tekstem bez tytułu , który zebrał 13 piorunów;

@George_Stark z tekstem bez tytułu , który zebrał 12 piorunów;

@moll z tekstem Rodzina , który zebrał 19 piorunów;

@KatieWee z tekstem Chmury nad nami , który zebrał 15 piorunów;

@Moose z tekstem Stracony czas , który zebrał 14 piorunów;

@splash545 z tekstem Kiedy sonet Twój? , który zebrał 11 piorunów;


Do konkursu nie przystąpili: @UmytaPacha i @DiscoKhan .


EDIT: Do konkursu nie przystąpił też @bojowonastawionaowca.


Kryterium przyznania zwycięstwa, jaką sobie wymyśliłem w momencie otwarcia tej edycji, ale nie ogłosiłem go publicznie jest najmniejsza liczba otrzymanych piorunów. Tak że sorry, Splasz…


Panie i Panowie! Poetki i Poeci! Zwycięzcą XV edycji konkursu #nasonety ogłaszam kolegę @splash545 , który pod względem najmniejszej liczby zebranych piorunów zajął w tej edycji zaszczytne i pierwsze i drugie miejsce! Gratulacje!


#zafirewallem #tworczoscwlasna #poezja

Akurat padło jak mam takie twórcze zaparcie, że mi nawet ciężko coś wykrzesać w naczterechrymach...


@UmytaPacha wygrałbym na bank, bo poetycka nędza za mną w tym tygodniu kroczy xD

Zaloguj się aby komentować

No i tak to jest, że bawić chciałby się każdy, a wygrywać to nie ma komu. I wtedy ja muszę. Ale wspomógł mnie @splash545 i oto co tam wspólnymi siłami wydukaliśmy:


rymy: proszę – realnie – grosze – bezkarnie

temat: kulki


I teraz proszę

zupełnie realnie!

– to moje wtrącone trzy grosze –

nie lecieć w kulki i nie wygrywać bezkarnie!


Dobrej zabawy!


#naczteryrymy #zafirewallem #poezja #tworczoscwlasna

Zaloguj się aby komentować

Zgadzam się z tymi, którzy twierdzą, że trudne zadałem. Ale nie przepraszam, z trudów też może się coś ładnego urodzić, a w tym przypadku fajnie mi się eksperymentowało z rytmem i tym, żeby to wszystko jakoś brzmiało. I nawet uważam, że całkiem mi wyszło. Proszę bardzo:


***


W deszczu na ulicach mienią się kałuże

i lśni bruk miasta, bo mokro jest wszędzie

a po tych ulicach w górę się pnie

Zapalacz Latarni. Idzie i niesie nowinę

że noc, tak jak szybko zapadła, tak też i szybko minie.

On światłem jasnym rozproszy jej cień;

on strachy wszelkie wygoni zeń;

on wreszcie ogniem rozpali swym

to miasto deszczowe, co jakby pić

chciało, tak pragnie by na jego ramiona

móc złożyć swoich koszmarów moc.

A ty? Ty możesz już bezpiecznie, pod koc,

bo on zadość uczyni twojej potrzebie

i wyrwie cię z tej ciemności, jakbyś był w Erebie.


***


#nasonety #zafirewallem #poezja #tworczoscwlasna


A tutaj tekst di proposta.


I, jako bonus, rysunek Zapalacz Latarni autorstwa pana Władysława Podkowińskiego.

66740d9a-cc2f-4729-be83-33a8d9272693

Zaloguj się aby komentować

Ależ mi nie pasuje ta wygrana! No ale trudno.


Dobrze, narzeknąwszy, przechodzę do rzeczy:


w kolejnej już, piętnastej (XV), edycji konkursu #nasonety znów, wbrew nazwie zabawy, odejdziemy od układania do sonetu, a będziemy układać wiersze nasze do tekstu muzycznego. Tym razem będzie trudniej, bo układ rymów jest dziwny, same rymy niedokładne, a i nie wszystkie wersy kończą się rymem. Ale sobie poradzimy, prawda? A nawet jeśli nie, to zmarnujemy tylko jeden tydzień. Czyli nie za dużo.


Ponieważ w zeszłym tygodniu miałem olbrzymią przyjemność posłuchać na żywo pana Gorana Bregovicia z jego Wedding and Funeral Orchestra i cały czas gdzieś za mną te bałkańskie rytmy chodzą, to postanowiłem wybrać tekst do któregoś z utworów, które ten muzyk wspaniały nagrał z polskimi wokalistami. Chciałem nawet pozostać w temacie różanym i zaproponować tekst do Byłam różą (oryginał: Ružica si bila w wykonaniu kapitalnego zespołu Bijelo Dugme), ale uznałem, że to już przesada, bo tam się mało co rymuje. Wybór padł więc na fragment utworu Jeśli Bóg istnieje . Jest to miks dwóch piosenek Bijelo Dugme: Ako ima Boga i Te noći kad umrem, kad odem, kad me ne bude . I właśnie do polskiego przekładu tej drugiej będziemy układać nasz wytwory. A oto i tekst utworu (choć nie sonetu) #diproposta w XV edycji konkursu #nasonety w kawiarence #zafirewallem :


***


A kiedy odejdziesz, kiedy umrzesz

gdy cię nie będzie

nocy tej wtem przebudzą się kobiety dwie.

Jedna to matka, wyleje łez lawinę

druga to ja, ja przeklnę twoje imię

i roześmieję się,

przeklinając każdy dzień

gdy przy boku twym

nie mówiąc nic

stałam sto lat jako żona

i się śmieję w głos

przeklinając każdą noc,

a na końcu przeklnę samą siebie

za to, że kochałam ciebie.


***


Sprawy organizacyjne jeszcze:

- konkurs trwa do piątku 15.03.2024; godziny nie podaję bo będę mocno zajęty i nie wiem o której dam radę napisać, jeśli nie dopiero w sobotę albo w niedzielę - najwyżej dam zwycięzcy dać znać wcześniej, jak to tym razem zrobiła @UmytaPacha , choć niewiele to pomogło, bo przeczytałem dopiero przed chwilą;

- z tagowaniem podsumowań to dobry pomysł i użyję tego tagu (jeśli nie zapomnę);

- zasady przyznawania zwycięstwa będę inne niż dotychczas - ja już wiem jakie, ale nie powiem!

- piszę z telefonu, bo nie mam innej możliwości, a cholernie nie lubię i nie umiem, więc przepraszam za błędy i nieskładności.


Dziekuję i bawcie się dobrze!

Zaloguj się aby komentować

No, to jeszcze jeden. Dziś rano czytałem artykuł, widać że tłumaczony maszynowo z angielskiego i w związku z tym mnie natchnęło. Bo wcale mi się nie podoba to, w którym kierunku zmierzamy w tym maszynowym pędzie i lenistwie i wygodzie własnej i może dlatego połączyło mi się to w tym wytworze z kolejnym tematem. Po prostu poszedłem krok dalej w kierunku tego, co mi się nie podoba jeszcze bardziej niż tłumaczenia maszynowe. Powstał z tego taki oto sonet di risposta, czyli kolejna odpowiedź na sonet di proposta zaproponowany przez koleżankę @UmytaPacha w ramach XIV edycji zabawy #nasonety w kawiarence #zafirewallem. I, tak, ta moja #poezja (?), jak i każdy inny mój wytwór to jest #tworczoscwlasna. I inaczej nie będzie.


***


Sztuczna głupota


Dziennikarz, który pisać jest chyba nie do końca zdolny

– cóż zrobić? – tak chyba jego „wykształcono”? –

by artykuł dostarczyć to musi wspomagać się stroną

z tłumaczeniami. Prasa – najlepiej zagraniczna – czyni przecież wolnym!


Skopiować cudzy artykuł do DeepL no i już! Zrobione!

Albo: jeszcze lepiej!: zgodnie z nową modą

użyć GPT-Chatu można, zamiast ruszyć głową.

Tylko, gdy toto czytam, aż z żenady płonę.


Język maszynowy jakiś jest nieskładny:

płaski, sztywny, bez porównań, wcale nie bogaty.

I jeszcze te błędy!: już nie ładne kwiatki! , ale brzydkie kwiaty!


Na koniec wygenerować obraz – co z tego że może i jest ładny? –

lecz jak tu bez niepokoju patrzeć w stronę jutra

kiedy treści nam kreuje inteligencja (czy głupota?) sztuczna?


***


Nie wiem czy to będzie wytwór uwzględniony przez naszą jurorkę jako konkursowy, bo kilka reguł zabawy złamałem żeby wcisnąć w te czternaście wersów taką treść, jaką chciałem tam wcisnąć. Ale do liczby (nie ilości!) złamanych przez kolegę @DiscoKhan zasad, to w sumie bardzo mi jeszcze daleko.

@George_Stark inteligencja sztuczna, za to stoi za nią naturalna głupota... Młotka też trzeba umieć używać

@George_Stark generalnie to jest kwestia tego, że w dziennikarstwie jest znacznie mniej pieniędzy do zarobienia. Korekta, edytorzy tutaj jest tłumacz - to są oddzielni ludzie do opłacenia. Teraz każdy ma być człowiekiem-orkiestrą ale jakoś nie za bardzo to wychodzi zwłaszcza, że ta osoba jest kiepsko opłacana.


Zaś co do łamania zasad przeze mnie to jest mocna nadinterpretacja! To jest takie mocne słowo, tam może je lekko przydeptałem ale bez szkody permentnej dla tychże reguł! Zaś złamanie sugeruje jakoby zwichnięcie zasadowe całkiem je nadwyrężyło i je przestawiło.

@George_Stark W ostatnich latach jesteśmy zalewani miałkimi treściami. Ciężko z tego wyłowić wartościowe rzeczy. Chciałbym, żeby kiedyś sztuczna inteligencja doradzała mi: "Panie Buku, polecam pana uwadze ten artykuł. George Stark napisał interesujący komentarz, proszę zwrócić uwagę. Na YouTube właśnie pojawił się wartościowy materiał o kulturze japońskiej".

Aby odsiewała dla mnie ziarno od plew, pełniła rolę seksownie inteligentnej asystentki.

Zaloguj się aby komentować

No i jeszcze jedna di risposta do sonetu di proposta wyszperanego gdzieś tam ze spuścizny pana Żuławskiego przez koleżankę @UmytaPacha w ramach tej XIV edycji konkursu #nasonety w kawiarence #zafirewallem . Taka tam #tworczoscwlasna , która aspiruje być może nawet do zaszczytnego miana zostania zaklasyfikowaną przez kogoś jako #poezja.


***


Drugie imię Sprawiedliwości


i weszła wówczas ta pani, krokiem swoim dostojnym,

a ciasno miała na oczach opaskę założoną,

do sali, gdzie rebeliantów sądzono

przegranych. Bronić się już niezdolnych.


Już wiedzą, że wszystko stracone,

że "Winni!" – wystarczy to słowo

i przyjdzie zapłacić im głową

za ten ich sprzeciw przed tronem.


Lecz przyjrzał się jej bliżej człowiek jakiś uważny

i ujrzał, że miecz jej to był cokolwiek szczerbaty,

a też i szala oskarżeń dociążeń miała stygmaty.


Długo litanię prawiła, ponoć to w imię Prawdy,

ale ni słowa w niej o tych, co król je popełnił, brudach.

Sprawiedliwość? To może było jej imię? Nie. Raczej to była Obłuda.

Zaloguj się aby komentować

To jest generalny problem autorów, w tym i mnie, że wszystko w zasadzie to zostało już napisane i nic nowego napisać się chyba już nie da, więc należy sięgać do starych, znanych, ale również sprawdzonych motywów. Tak zrobiłem i tym razem i postanowiłem odświeżyć i trochę uwspółcześnić historię o zaklęciu w żabę…


W żabkę…


W Żabce!


***


Księżniczka z Żabki


Zielona forteca, strzeżona czasami przez zbrojnych,

choć z niepełnosprawnością stwierdzoną,

a w niej księżniczka cudowna; ta co ją tam uwięziono…

Uwolnić ją jestem ja zdolny?


Żądzą ja ku niej tak płonę!

I wizję roztaczam już błogą:

z jej ręką i zamku połową…

Ach! Pojmę księżniczkę za żonę!


I, jak w opowieściach pradawnych,

słyszanych od mamy i taty:

ruszyłem! Nie bacząc na żadne straty.


Złożyłem usta do pocałunku, co urok odczynić władny,

na co zwróciła się do mnie księżniczka ta moja ruda

z pytaniem: – Wariacie, to jaka będzie parówa?


***


To jest moja kolejna odpowiedź na sonet di proposta koleżanki @UmytaPacha w XIV edycji zabawy #nasonety w naszej wspaniałej kawiarence #zafirewallem .


#poezja #tworczoscwlasna

Zaloguj się aby komentować

Pan Jerzy

czyli ostatni slam w Gorzowie


***


Od Autora


Drodzy Najmilsi!


Hoy ist wielki grande finale van mijn opus magnum! Przynajmniej so far. Z racji tego, że chwila jest co najmniej podniosła to, żeby podnieść ją jeszcze bardziej, a także zapozować na autora nie tylko płodnego, ale i elokwentnego, a i we świecie obytego, to dzisiejszy wstęp postaram się okrasić znaczną liczbą wtrąceń in externis linguis. One zawsze dodają speechowi splendoru.


Ta księga, w odróżnieniu od wcześniejszych, została zaplanowana. Nie żeby jakoś skrupulatnie, bo to przecież by mi się nie chciało, no ale pisząc całą tę opowieść zbierałem sobie pointy poszczególnych wątków, zapisywałem na boku i w zasadzie pisanie tej części polegało wyłącznie na ułożeniu ich w kolejności i połączeniu w jakąś w miarę sensowną całość. Jak to wyszło? Nie mnie to oceniać. Mam nadzieję, że będzie się Wam podobać, bo gdyby nie Wy, to byłbym kimś, kto robi coś dla nikogo, jak to czasami powtarzają chłopaki z mojej ulubionej warszawskiej grupy improwizacyjnej Klancyk! – mocno polecam się wybrać, jeśli będziecie kiedyś we Warszawie!


Skoro już o improwizacji, to słowo o technicznej części powstawania tego wysrywu. Pisałem toto gówno korzystając z narzędzi, jakimi posługuje się to cudowne zjawisko artystyczne, jakim jest teatr improwizacji. To znaczy bez żadnego planu, a kolejne części powstawały wyłącznie na podstawie tego, co zostało opublikowane już wcześniej oraz tego co zdarzało się na bieżąco w naszej wspaniałej kawiarence. Jedyna decyzja, jaką musiałem podjąć, dotyczyła tego jak to wszystko zakończyć. Plany na zakończenie były dwa: albo happy end albo sad end, czyli totalna rozpierducha. Choć ten drugi był kuszący, wybrałem jednak pierwszy. Dlaczego? To znów rzecz, której nauczyłem się przy okazji warsztatów improwizacyjnych, gdzie jeden z instruktorów zawsze nam powtarzał: Postarajcie się w scenach przemycić trochę dobra, niech świat po waszym występie będzie choć odrobinę lepszy. Uważam, że jest to słuszna droga przy tworzeniu czegokolwiek, stąd zakończenie jest jakie jest. A jakie jest? O tym przekonacie się czytając zamieszczony poniżej tekst. Zaspoileruję tylko, bo mi się taka zgrabna fraszka ułożyła, która tego zakończenia dotyczy i nie umiem się nią nie podzielić. A brzmi ona tak:


Co by tam po drodze się nie wydarzyło

to niechże na sam koniec i tak wygra miłość.


No i właśnie: ta opowieść, która właśnie się kończy, mimo że w znacznej części mocno posrana, była jednak o miłości. W tej miłości przydarzały się naszym bohaterom rozmaite rzeczy, jak to w miłości bywa – lepsze, gorsze, ale miłość je wszystkie przetrwała, bo była to miłość wymyślona, a nie prawdziwa. Bo to tak już jest z tą miłością, przynajmniej książkową, że najważniejsze to żeby być razem ze sobą, razem cieszyć się z tego co się udaje i razem śmiać z tego co się nie udaje. A na koniec to i tak wszystko zależy od autora, więc po co bohater ma się w ogóle starać?


Dobrze. Koniec tego sentymentalnego bullshitu, czas przejść do rzeczy, czyli do tekstu właściwego. Tylko jeszcze jedna fraszka na sam koniec, bo też uważam, że całkiem zgrabnie mi wyszła:


Ponoć czekaliście Jerzego, tak jak kania dżdżu.

A Pan Jerzy już jest! Jerzy już jest tu!


Przyjemności, śmiechu i czego tam jeszcze sami chcecie!

A czytać ten poemat polecam w klozecie.


Wasz Autor.


***


Spis treści


Księga I – Zwycięstwo

Księga II – Do Grecji!

Księga III – W Grecji

Księga IV – Nadal w Grecji

Księga V – Ciągle w Grecji

Księga VI – Jeszcze chwilę w Grecji, ale dłużej już w Nowej Soli

Księga VII – W nadodrzańskich lasach

Księga VIII – Pod czerwonym butem

Księga IX – Nadal pod czerwonym butem

Księga X – Ciągle pod czerwonym butem

Księga XI – Jeszcze pod czerwonym butem


***


Księga XII

Kochajmy się!


Wygrana – Przygotowania – Ojczyzna wyzwolona – Noc przedślubna – Ślub – Wesele – Kochajmy się!


Pacha, gdy z Okęcia Uberem wróciła,

to bardzo mocno wtedy przygnębiona była:

– Problem finansowy, mójże Dżordżu, nas zżera,

bo majątek musiałam wydać na Ubera

i jakby było mało, jeszcze na dodatek

od spadku, za ten zamek, przyszedł mi podatek.

I tak się zastanawiam, co zrobimy teraz,

gdy stan naszego konta już poniżej zera?

Pomógłbym ochoczo w jakimś rozwiązaniu

lecz gdy na nią patrzę, to tylko o przyssaniu

umiem wtedy myśleć. Więc z twardym mym młotem

dodaję: – I ślub nasz jeszcze jest w sobotę!

A po ślubie – wreszcie! – czeka nas poślubna noc

choć ze ślubem to się wiąże też wydatków moc…

– Zaraz! – przerywa Pacha – Głupku, zapomniałeś?!

To znowu twoja wina! Dziś jest poniedziałek!

Co oznacza, że niedziela już była. Wczoraj.

Niedziela – losowanie, więc może kasiora

wygrana na nas czeka i nie wiemy sami

że na powrót jesteśmy znów milionerami?

I z torebki pomięty wyciągnęła los

i gdy sprawdziła liczby, zaśmiała się w głos,

bo liczby zwycięskie były, niech czytelnik zna:

liczba cztery, liczba sześć, i liczba – jakże! – dwa!

I właśnie takie liczby Pacha zaznaczyła

bo tylko do sześciu się liczyć nauczyła

i na moje pytanie: – Powiedz, moja muzo,

ile żeśmy wygrali? Odpowiada: – Dużo.


Ten tydzień do wesela to na tym nam zleciał

że Pacha w zakupowy wpadła wtedy szał

i zakupy zrobiła przeogromnie duże

aż w powiecie wszystkie wykupiła róże!

Więcej nic ciekawego raczej się nie działo

no, może poza tym, że każde z nas srało.

A więc w tym miejscu, w celach statystycznych,

my, Autor, podajemy adekwatne liczby:

Pacha, jak to pisklę, co opuściło gnieździe,

gdzieś po szaletach srała, czyli na wyjeździe,

i oddała przez ten czas tylko cztery stolce;

bolesne: jadła róże, a te mają kolce;

@moll , jako ta ptaszyna, maleńki wróbelek

srała zaś wtedy często, lecz na raz niewiele:

chodziła więc po kuchni i puszczała gazy

i w te pięć dni ona srała dziewięć razy

(jakby swoje trawienie mogła kontrolować

ażeby móc na palcach stolce porachować);

Splash, mężczyzna o jelit pojemności wielkiej,

to świata bić rekordy postanowił wszelkie:

dwa razy tylko wysrać jemu się zdarzyło

lecz za to każda kupa ważyła pięć kilo;

ja, przejęty kawalerskiego stanu końcem,

przez tydzień obeszłem się jednym tylko stolcem;

objętością i wagą nie równym Splashowi:

nie ma na świecie zucha, co mógłby to zrobić!


Wiemy, że róż wtedy zabrakło w powiecie,

lecz zobaczmy co jeszcze działo się na świecie:

w gdańskiej stoczni (trochę czasu to zabrało)

Wałęsie przez mur wreszcie skoczyć się udało

i przybył on do nas na wesele w gości,

a choć miał swoją Dankę, Pachy mi zazdrościł!

Po Jałcie za Bugiem krasnoarmijcy stali

a wraz z nimi stał tam sam towarzysz Stalin.

Na tym Zabużu wówczas doszło do zatargu

bo na wycieczkę tam, wprost z Nowego Targu,

dzielnych się cała armia wybrała górali.

Wynik starcia: Stalin w kosmos się oddalił.

I, jak leciał, gdzieś koło Jowisza to było,

to tam ze złości zesrać mu się przydarzyło.

Beria, co z nim leciał, nie był gorszy wcale

bo miał przed Uranem gacie całe w kale.

Tak lecieli Stalin z Berią obesrani

do karła czerwonego: Proximy Centauri.

Tylko w Watykanie pojawił się wakat

chociaż po Stalinie nikt przecież tam nie płakał.

Kardynałowie szybko rozwiązali sprawę

i nowoczesne, on-line, zwołali konklawe.

Tylko, jakby Polakom to zrobili na złość,

bo na Tronie Piotrowym zasiadł z Niemiec gość.

Polacy to zawsze pod górkę jakoś mają

ale się, mimo wszystko, nigdy nie poddają:

nie dotknął nas ten ponury purpuratów żart

bo ten, jak się okazało, wybór to nasz fart.

Niemiec się przejęzyczył, omskła mu się morda,

i zamiast reparacji, to zerwał konkordat.

Ojczyzna wolna! – spełnione marzenie pasze

i z radością ona na ręce mi skacze.

Wałęsa rzekł: – Cieszyć możem się wolnym krajem!

Dżordż, my obaj nobliści! – rękę mi podaje.

Ja, bo Pachę trzymam, to podać mu nie mogę

więc, zamiast podać rękę, podaję mu nogę.

A dzień tamten pamiętny, gdy kraj nam oddano

była to wilia ślubu, czyli piątek rano.


Kiedy nadszedł już wieczór przedślubny, piątkowy,

to poszliśmy spać wcześniej, żeby być gotowym

na jutrzejszy ślub. Pacha, gdy się położyła

obok, takimi słowy do mnie się zwróciła:

– Mam do ciebie prośbę, mój drogi Dżordżu Starku,

bo kark mnie trochę swędzi. Podrap mnie po karku!

Drapałem długo, aż dodrapałem się do krwi,

a Pacha na mnie spojrzała, dziwnie marszcząc brwi

i rzekła: – No dobrze, niezdarne me kochanie,

powiem wprost: dzisiaj chęć mam na twoje przyssanie!

Ale, mój Dżordżu, jeszcze mam tam trochę sucho:

jeśli chcesz mnie rozgrzać, to ugryź mnie w ucho.

A chcesz bym skończyła z bardzo głośnym achem?

To na koniec możesz ugryźć jeszcze w pachę!

I byłbym się przewrócił, dobrze, że leżałem

kiedy te świńskie słowa pasze usłyszałem.

– „Co będzie, jeśli zadość uczynię jej woli?!”

Więc mówię: – Gryźć nie mogę! Ósemka mnie boli!

Wtedy ona rzekła: – To do stomatologa

iść ty powinieneś. Ja: – Boli mnie też noga! –

tak jej odpowiadam. – Oj ciężkie ty masz życie!

Jeszcze ci na dodatek skończyło się picie! –

takie to słowa Pacha odrzekła mi na to

patrząc na mój pusty kubeczek z herbatą.

(Gdy w poprzednim zdaniu błąd zauważacie,

macie rację! Bo pusty tylko po herbacie

może być ten kubek; kubek bowiem z płynem

to zawsze przecież pełny, chociaż odrobinę)

A z ust Pachy także takie padły słowa:

– I coś cię jeszcze boli? A ja na to: – Głowa.

Co też tu dużo mówić? Troszeczkę speniałem

i, gdy mogłem się przyssać, to się nie przyssałem.


Uroczystość mieliśmy przy słońca zachodzie

w pobliskim rozarium, czyli róż ogrodzie.

Przede ołtarzem Pacha mocno się puszyła

bo sukienkę różową na się założyła,

i różowy welon, i buty (ciut za duże),

w ręce niosła jeszcze różowiutkie róże.

Ja wyglądałem jak knur niezaspokojony:

mój garnitur różowy to był zmechacony.

Stąd też to skojarzenie, że Jerzy to świnia:

te włoski wyglądały trochę jak szczecina.

Później na ślubie trochę zrobiła się draka

bo celebrował go ksiądz, co zalał robaka.

Mowa tego kapłana niewyraźna była:

bełkotał. Pani młoda aż się zawstydziła

i wyrzekła natenczas takie oto słowa:

– Czy nasza ceremonia może być tekstowa?

W zasadzie to ja nie miałem nic przeciwko,

lecz ksiądz jednak odmienne zajął stanowisko

i rzekł: – Musicie na głos wypowiedzieć słowa

żebym wasze małżeństwo mógł zaaprobować

powagą Kościoła. A później, rozumie się,

podjechać musicie jeszcze wy do USC

i tamże ten ślub wasz potwierdzicie pisemnie

lecz zrobicie to, moi mili, już beze mnie

bo konkordat, niestety, nie obowiązuje

i urzędnik kapłana już nie potrzebuje.

A gdy mówił, to z oczu leciały mu łzy

i płacząc, zapytał Pachy: – Więc, Pacho, czy ty

bierzesz sobie tego tutaj Dżordża za męża?

Na to Pasze na twarzy każdy mięsień się natęża

i nawet zza welonu widać jak jej głowa

znanych nam barw nabiera: już jest fioletowa!

– Tak! – odpowiada księdzu, jakoś niecierpliwa

i nogami przebiera, na boki się kiwa.

– Przyrzekam jemu wierność, miłość wręcz nieziemską…

Co tam jeszcze było?… A! Uczciwość! Małżeńską!

I przyrzekam trwanie w zdrowiu i chorobie,

tylko proszę o przerwę! Muszę ulżyć sobie!

I sprzed ołtarza nagle wyrwała jak strzała,

na pozwolenie księdza wcale nie czekała.

A że ta moja Pacha nawyk miała taki,

nie do toalety, lecz pobiegła w krzaki.

Ale ja ją rozumiem, pamiętam jej słowa,

że wysrać się w krzakach, to jednak swoboda!;

i to też jest element zgodnego pożycia

by nawzajem swobody swej nie ograniczać.

A gdy stamtąd wróciła moja prawie żona

twarz jej była grymasem jakimś wykrzywiona.

I rzekła: – Tren sukni wpadł mi trochę w kupę

a jeszcze i róże pokłuły mnie w d⁎⁎ę!

Teraz tę mą część tylną bardzo mam bolącą

a więc całe wesele będzie na stojąco!

Ja znów sprzeciwów żadnych na to nie wnosiłem

bo od samego rana już stojący byłem.

Wtem ksiądz przetrzeźwiał i spytał: – A ty Dżordżu Stark…?

A że i mnie srać się chciało, więc przerwałem: – Tak!

– No dobrze – ksiądz powiedział – jeśli tego chcecie

to od dziś srać będziecie na wspólnym sedesie.


Gdy wróciłem do Pachy po oddanym kale

to na weselną razem wkroczyliśmy salę.

Tam, w tych drzwiach sali, @moll na nas już czekała.

Witała suchym chlebem: sól się rozsypała.

Pacha na ten widok aż wychodzi z siebie:

– Dżordż! – zwraca się tak do mnie – To wszystko przez ciebie!

Nie chcę awantury. Choć oszczerstwo mnie boli,

nic jednak nie mówię i jem chleb sam. Bez soli.

– Małżeństwo to twierdzenie, że to drugie chrapie;

w Piątym Elefancie tak pisał pan Pratchett –

takimi słowy @moll Pachę ułagodziła

i na sam środek sali nas zaprowadziła.

A gości to tam przybyło ogrom! I dobrze!

Było ich tam tyle, co ryb śniętych w Odrze!

I koleżanka @moll , co nie tylko w gości,

a i pomoc niosła w całej rozciągłości

weselnego zaplecza. Tak więc gotowała,

gdy się coś rozlało, wtedy to ścierała,

naczyń było mało – na bieżąco zmywała,

w szatni także gości kurtki przyjmowała,

a gdy zespół się zmęczył, wtedy przygrywała.

Skoro o zespole: na nasze weselisko

słoń King opuścił swoje leśne legowisko

i na trąbie najdziksze wyczyniał swawole

jak jego imiennik, pianista Nat King Cole.

Z naszą @moll był też mąż jej @splash545 :

sonet, co dla nas napisał, przeczytać miał chęć.

Recytował go godnie: uniesiona głowa,

głos mocny! Takie stoickie k’nam padły słowa:

choć ślub to rzecz jedna z piękniejszych na świecie,

pamiętajcie też wszakże, że kiedyś umrzecie!

Byli też wśród gości, sam zaświadczam uczciwie,

dwaj panowie: @Piechur oraz @plemnik_w_piwie .

Groźny ich wygląd, twarze zdobiły im blizny

przynieśli nam oni też pieczeń z dziczyzny.

Tylko trochę ta pieczeń pachniała padliną,

a zalatywała też z lekka benzyną.

– Mięso – pytam – w jaki zdobyliście sposób?

– A, zwyczajnie – rzekli. – Łoś wpadł nam pod samochód.

I wcinaliśmy pieczeń ze skrzywionym nosem:

takim to sposobem był z nami i @Moose .

I jeszcze jeden prezent mieli nam do dania:

kurs zaoferowali dzieci usypiania.

Na to aż twarz Pachy rumieńcem zapłonęła:

– Za rodzenie dzieci przecież @moll już się wzięła!

I teraz wszyscy liczą, że urodzi malców

ona co najmniej tylu, ile też ma palców.

A @moll na takie słowa głaszcze się po brzuchu,

nie że z przejedzenia, choć zjadła racuchów,

i oznajmia: – Splash, mężu, ma decyzja taka:

jeśli syn, imię Jerzy; jeśli córka: Pacha!

A na naszym weselu także inni byli,

ci, co nie komentowali, ale grzmocili:

moderator: @bojowonastawionaowca

ten, który to uchodzić chciałby za fachowca,

ale ewolucji rang zatrzymać niewładny!

Jaki to jest fachura? Odpowiadam: żadny!

Była też z nami (jak jej nick czytać – kto wie?)

schowana gdzieś tam za drzewem pani @KatieWee .

A przy Odrze, co wartkim tam płynęła prądem

to biesiadował cały kajakarski związek!

I ksiądz, co ślub odprawił: płonęły mu lica

gdy ujrzał, że na stole to stoi Soplica.

Na tym naszym weselu i ja się zesrałem

kiedy to gdzieś wśród gości Zorbę tam ujrzałem.

Pacha zaś tego nie zauważyła człeka

no to ja, jak gdyby nic, udawałem Greka.

Gdy spytała mnie: – Czy kał ja od ciebie czuję?

Rzekłem: – Tak. Aż się zesrałem, tak cię miłuję.

I jeszcze @DiscoKhan krzyczał, gdzieś zza pomarańcz.

Chyba krzyczał do Pachy? Krzyczał: Tańcz, głupia, tańcz!

Lecz nim nastąpił pierwszy młodej pary taniec

wzięła się za prezentów-kopert oglądanie

moja Pacha. Sporo ich, choć goście to sknery

bo w każdej złotych DWIEŚCIE SZEŚĆDZIESIĄT CZTERY!

Na pierwszego naszego małżeńskiego tańca

to Pacha ma wybrała Różanego walca.

Tańczyliśmy ten taniec, co go Pacha chciała

i dlatego ze szczęścia ona się zesrała.

Ja zaś, kiedy w końcu tak blisko ją miałem

to też szczęśliwy byłem. Ejakulowałem.

@moll , widząc me spodnie, poplamione w kroku,

po tańcu mnie zabiera, szepcze mi na boku:

– „Żonę swą zaspokajaj” – to jest jedenaste

przykazanie – powiedziała mi, Polskim Chwastem

obdarowując. By po tańcu od hałasu

weselnego odpocząć, poszliśmy do lasu.

– Wiesz Dżordż – powiedziała mi ma @UmytaPacha

ja bardzo lubię ptaki. Chcę zobaczyć ptaka!

Na to ja namiętnie szepnąłem jej do uszka:

– Patrz tam miła! W krzakach siedzi jemiołuszka!

Pachę nie ucieszyła ta odpowiedź wcale.

Rzekła: – Ech… Chodź. Wrócimy już lepiej na salę!

A na sali wesele dobiegało końca

nie ze wschodem, lecz zaraz po zachodzie słońca.

Nie mieliśmy już czym podzielić się z ludem:

Splash, razem z księdzem, całą wypili już wódę

i się, po stoicku, zdążył zalać w trupa;

Pacha aż usiadła. Z krzykiem: – Moja d⁎⁎a!

I z tym bólem d⁎⁎y, co ją wtedy palił

to żeśmy na spoczynek wszyscy się udali.


W nocy to się nic specjalnego nie działo:

byliśmy zmęczeni i to drugie chrapało.

Rano poprowadziłem Pachę, moją żonę,

do Poloneza Caro – u Żyda kupiony;

bo w Nowej Soli komisów było wiele,

lecz żaden równać się nie mógł tam z Jankielem!

Ten to komisant-muzyk to się znał na rzeczy!

Nic nie stuka, nie puka, nawet nic nie skrzeczy!

Więc wsiedliśmy do auta, Pacha prowadziła

choć ból d⁎⁎y nie przeszedł: trochę się krzywiła.

I odjechaliśmy, żeby było do rymu

nie do Grecji teraz, ale w stronę Rzymu.


A jak z nią jechałem, wiersza se pisałem,

co mi się tam skrobnęło – tutaj postowałem.

Wyszło ksiąg dwanaście. I dość! Czas kończyć ten smark!

Więc kłaniam się Wam do ziemi. Wasz autor: @George_Stark .


***


Epilog: zachęta


A jak jest wśród nas jakiś – jak pan Fredro – hrabia,

niechże księgę trzynastą czem prędzej dorabia!


***


Posłowie


W sprawie technicznej, dla ewentualnych przyszłych recenzentów: jeśli nie podomykałem jakichś wątków, to trudno; widocznie nie były tego domknięcia warte; jeśli narracja zmieniała się z pierwszoosobowej na trzecioosobową nagle, bez żadnej przyczyny ani zapowiedzi, albo w ogóle bez sensu, to był to efekt narracyjny. Niekoniecznie zamierzony. W końcu: licentia poetica!


W sprawie lirycznej, dla Miłych Czytelników: wypadałoby chyba na koniec komuś podziękować? Więc dziękuję Wam za to, że przez te kilkanaście tygodni chciało Wam się toto czytać, że byliście wspaniałą inspiracją dla tego poematu zasranego, że nadawaliście mu (czasem być może nieświadomie) kierunek. Że śmialiśmy się razem z siebie samych, bo to cenna umiejętność. Dla mnie była to fantastyczna przygoda i za to, że mogłem taką przygodę z Wami przeżyć, również dziękuję. W dobrym tonie jest chyba jeszcze czegoś życzyć na samo już zakończenie, więc, pozostając w temacie głównych wątków Pana Jerzego, czyli srania i miłości (w takiej kolejności) życzę na koniec (pozostając w dobrym tonie), żeby Wasze (tam Wasze!: nasze!) jelita były zawsze w porę puste, za to serca nieustająco pełne.


No i to chyba na tyle.


Wasz Autor.


***


Stopka redakcyjna


Oficyna Wydawnicza Kawiarnia #zafirewallem

Internet, 2024


@George_Stark , 2024

Redakcja: @George_Stark

Korekta: @George_Stark


#tworczoscwlasna #poezja


***


A, dodam jeszcze tag, jakby kiedyś komuś (po co?) zachciało się do tego gówna wrócić: #panjerzy .

@George_Stark brak słów, czekamy na druk i kiedy Pan Jerzy trafi do kanonu lektor szkolnych, toć to bezwzględnie głos współczesnego pokolenia i trafnie w sumie zawiera obawy i nadzieję ludzi naszej epoki!

Zaloguj się aby komentować

Ostatnio zajmuje mnie trochę tematyka ludowa, więc w zasadzie nic dziwnego, że taki temat mi do głowy przyszedł. No i jeszcze wzorem kolegi @Piechur i jego wspaniałego wiersza Niepamięć z poprzedniej edycji, chciałem zachować trochę umiaru, pobawić się trochę zwięzłością i użyć możliwie jak najmniejszej liczby słów. Wyszło mi się tak:


***


Chłopski rapsod


Na skrzyżowaniu dróg polnych

nad łączką, w maj ukwieconą,

krzyż stanął drewniany, co ponoć

Jaśkowi był poświęcony.


Jaś stanął tam kiedyś z rezonem,

z w górę zadartą brodą,

na czele tych, co nie mogą

równać się z panem baronem.


Ujęli, choć chłop był postawny,

wymierzyć kazali mu baty

tylko trochę za bardzo za niego wzięli się katy.


Obrzęd za niego odprawmy

i jeszcze za wolność dla luda.

Niech znajdzie się jakiś bohater. Jaśkowi już się nie uda.


***


No, to to jest moja di risposta w XIV edycji zabawy #nasonety w kawiarence #zafirewallem , czyli jednocześnie #tworczoscwlasna a może nawet i #poezja ? A na pewno odpowiedź na różany sonet di proposta który wygrzebała koleżanka @UmytaPacha .

Zaloguj się aby komentować

Dziś wiersz bardzo osobisty, a i prośba do Was, bo mam takie marzenie i możecie mi pomóc je spełnić. Niedużo trzeba zrobić, tyle co lajka na Facebooku zostawić:


***


Czesi żądają dostępu do morza a ja Murmuyo w Oleśnicy


Jest taki Artysta – dla mnie największy na świecie.

Na każdym jego występie ja z radości szczerzę swoje zęby.

To też mój przyjaciel, bratnia dusza – wiecie?

Dawno się nie widzieliśmy i tęsknotą jakąś jestem mocno wzięty.


Sezon zimowy to czas w ulicznej sztuce pominięty

w tym roku na ten czas Murmuyo to do Chile leci.

Lecz jest możliwość by do Polski go znów ściągnąć na występy!

Drodzy Kawiarnkowicze! Czy nam pomożecie?


Obiecałem mu kiedyś, że gdy odwiedzi ten nasz kraj nad Wisłą

tak jak on mi mówił mi o Chile, tak pokażę mu i ja

jak moja kultura wygląda, co się tu je, co pija.


Tak jak Czesi morze chcieliby mieć blisko

tak i ja w Oleśnicy zobaczyć chciałbym to klaunisko!

Dacie zdjęciu lajka? Będziecie nam sprzyjać?


***


No, to konkurs polega na tym, żeby polajkować zdjęcie pod wpisem Festiwalu Owca. Konkretne zdjęcie, to dokładnie . Żeby nie było, że żebram o te lajki, to możemy je potraktować jako zapłatę artyście za ten powyższy wiersz. A konkurencja jest zacięta, bo w Oleśnicy to każdy chciałby wystąpić, więc chwytam się każdego sposobu żeby jednak wystąpił Murmuyo. Więc jeśli macie jakieś matki, żony lub kochanki, które mogłyby też zagłosować, to też ładnie proszę.


No i przy okazji to kolejny wiersz di risposta w konkursie #nasonety w kawiarence #zafirewallem . Czyli #poezja i #tworczoscwlasna w moim wykonaniu.


No i jeszcze dołączam do wpisu moje zdjęcie z jednego występów Murmuyo. Żeby nie było, że se wymyśliłem całą tę historyjkę.

cf7e3385-deb8-4a59-838e-c58d90bb42d3

Zaloguj się aby komentować

Po wyposzczeniu – wiadomo – chce się bardziej. Również w dziedzinie poezji. Ponieważ aktualnie znajduję się w okresie kiedy zdradliwa wena raczej jest, niż jej nie ma, to proszę bardzo następny:


***


Bawarkę Miał Waldek


Waldek jedzie po osiedlu, felga mu się świeci;

ręcznym operuje, gdy wchodzi w zakręty.

Opony mają ćwierć wieku, tłumik wnet odleci

ale znaczek bawarski z przodu ma przypięty!


Gdy dziewcząt pod trzepakiem mija on zastępy

każda z nich na widok auta na bank się podnieci.

A kolegom to z wrażenia aż opadną gęby

kiedy zobaczą Betę wśród swoich rupieci.


Problem był z parkowaniem, bo to blokowisko

i każda miejscówka już od dawna „czyjaś”.

On jednak jest kozakiem no i „c⁎⁎j w to wbija”:

zaparkował jak mu wygodnie, tak żeby mieć blisko.


Rano auto nadawało się już na złomowisko

a Waldek na dodatek jeszcze dostał w ryja.


***


To powyżej to kolejny (pewnie nie ostatni, bo rymy wdzięczne i pomysłów mam jeszcze kilka) wytwór, jakim mam zamiar zaspamować Was w tej edycji, trzynastej już, konkursu #nasonety . Jest to wytwór di risposta w odpowiedzi na wiersz di proposta.


#zafirewallem #tworczoscwlasna #poezja

Zaloguj się aby komentować

Dzień dobry! Jeszcze jeden machnąłem wytwór di risposta (tagowany niepoprawanie jako #diriposta ), do sonetu di proposta (nietagowanego niepoprawnie, być może dlatego, że nietagowanego wcale) w ramach XIII edycji konkursu #nasonety w kawiarence #zafirewallem .


Chciałem tylko powiedzieć, że poniższym wytworze Zosia jest wyłączni symbolem, tak samo zresztą jak i jej odchudzanie. No to o czym jest ten tekst? Ano, dobrego tekstu tłumaczyć nie trzeba, a ten jest dobry, więc tłumaczył go nie będę. Miłej lektury.


***


Wina babci


– No to ziemniaczki zostaw, ale zjedz kotlecik –

tak babcia skwitowała obiadek nietknięty.

Bo Zosia się odchudzała. Chyba już rok trzeci?

Tylko, droga Zosiu, gdzie też są efekty?


Sweterek różowy na Zosi ciągle był opięty;

nosiła się więc na czarno, tak jak czeski Krecik.

Bo czarny wyszczupla! Optycznie. Niestety:

waga od czarnego to w dół nie poleci.


Z diety wyeliminowała co tuczące: wszystko!

Tylko ta jej dieta coś niezbyt babci nastrojowi sprzyja.

Zosia dobra wnuczka: zjadła ten kotlecik. Zosię to dobija.


W przygnębienie wpadła Zosia. Zosia – biedaczysko!

Z żalu zjadła tabliczkę czekolady – wielką jak lotnisko.

– Gdyby nie ten kotlecik… Babci wszystko wina! No bo przecież czyja?!


***


#poezja #tworczoscwlasna

Zaloguj się aby komentować

Ponieważ jestem stary, ale bywalcy nasze kawiarenki też raczej do młodych, z tego co mi wiadomo, to nie należą, to śmieszą mnie memy, które były memami zanim jeszcze memy memami nazwano. Myślę, pewien niemal tego jestem, że większość z Was zna tę piękną scenę i nie będzie miała problemu z odgadnięciem skąd tym razem przyszła do mnie inspiracja.


***


Ten wiersz to nie ja, to raczej Bareja


Połączenie mam bardzo dobre: wstaję w pół do trzeci;

latem to już nawet jasno za oknami wszędy;

śniadanie jadłem na kolację: chlebek i pasztecik,

a po wszystkim, przed spaniem, to umyłem zęby.


Pięć kilometrów stąd ledwie, czyli niemal tędy,

co rano Pekaes przepełniony leci.

Wiem, że się nie zatrzyma, no to ja w te pędy

do mleczarni! Podrzucą mnie mleko wożący faceci.


Z nimi do Szymanowa, stamtąd mam już blisko.

Spacerkiem wracam do pętli, gdzie w tramwaj puściutki się wbijam.

Wracam, bo dalej tłok się robi taki, że nie idzie wcisnąć nawet kija.


I jeszcze, jeśli w drodze dobrze pójdzie wszystko,

to mam też czas na obiad z panią bufecistką!

Po wszystkim, o siódmej, na zakładzie kartę swą odbijam.


***


Ten wytwór powyższy to wytwór di risposta w XIII (podobno) edycji konkursu #nasonety . Utwór di proposta można zaleźć tutaj .


#zafirewallem #poezja #tworczoscwlasna

@George_Stark ta scena to jest niezapomniany klasyk.


Ale nawet jak widzislem głupią drogę do szkoły mojej matki... No cóż, te opowieści o tych super trudnych drogach do szkoły pod górkę w dwie strony się z powietrza nie brały jak ktoś na wsi mieszkał xd

Zaloguj się aby komentować

Tak mnie coś wzięło, bo łysieję, na tęskne wspominanie moich długich włosów i wszystkiego co się z tym długowłosym okresem wiązało. No i taki oto wytwór z tego wspominania tęsknego powstał:


***


Młodych taniec ze śmiercią w bramie


Chodziliśmy wszyscy ubrani na czarno

i każdy z nas mrocznej muzyki słuchał:

plecak typu kostka, na kostce kostucha

a w sercach mrok ciągły, jak nocą polarną.


Nad wiek poważną byliśmy ferajną

gdy inni się śmiali od ucha do ucha,

naszywki nasze, z wizerunkiem trupa,

symbolem były, że życie to marność.


Gdy na to patrzę z perspektywy dzisiejszej

wspomnienia te raczej wydają się śmieszne,

bo choć młody, o śmierci niejeden z nas prawił.


Skończyło się, choć każdy się tą śmiercią zachwycał,

na piciu wina w bramach, gdzieś przy kamienicach.

Nikt nie był true. Nikt się nie zabił.


***


#nasonety #zafirewallem #poezja #tworczoscwlasna


To powyżej to di risposta, di proposta tutaj .

@George_Stark brak kultury, ja to wina po parkach i większych odludziach jednak preferowałem jeżeli się nie zdarzyło tak, że u kogoś było wolne miejsce.


Zaś za cholerę nie mogę pojąć czemu się upierałem na kostkę, bo ten placek był tak cholera niepraktyczny i niewygodny...


Ale żeby nie było że tylko k negatywach: z okresu metalowego to mi został piękny żołnierski krok przy powłóczeniu nogami od noszenia glanów xD

To następnym razem sprawdź co się rymuje ze slowem "minoksydyl" i zdaniem, "mam nadzieję, że jestem w 60%"?


Może ci się poezja zmieni na bardziej optymistyczną.

Zaloguj się aby komentować

Pan Jerzy

czyli ostatni slam w Gorzowie


***


Od Autora


Czekaliście? Wiem, że czekaliście, nawet wiersze o tym powstawały. No przepraszam. Wyszło jak wyszło, trochę jakbym miał zatwardzenie, ale w końcu wyszło i oto oddaję w Wasze oczy kolejną, jedenastą już, czyli przedostatnią, księgę zasranego poematu pod tytułem Pan Jerzy, czyli ostatni slam w Gorzowie. Cieszycie się? Mam nadzieję, że tak. I mam nadzieję, że to co wyszło, to mi w miarę wyszło i choć trochę Was rozbawi.


Jako że zbliżamy się do końcówki, to czas zamykać wątki. Nie wiem co prawda, czy mi się to udało (czyli czy mi wyszło), bo może być tak, że o niektórych wątkach zapomniałem (wyszły mi z głowy). W tej sprawie jeszcze jedna rzecz, bo jeśli mi wyjdzie, to kolejna, dwunasta, czyli ostatnia księga powinna wyjść szybciej – ale nie obiecuję, bo może nie wyjść dlatego, że mi nie wyjdzie, bo coś po drodze mi wyjdzie. W każdym razie w zasadzie to mam ją już napisaną, bo pointy zbierałem przez cały czas trwania tej wspaniałej zasranej przygody, teraz tylko trzeba je poukładać, pewnie coś dodać, bo na bank w czasie pisania przyjdzie mi coś nowego do głowy, może coś wyrzucić. Zobaczymy jak wyjdzie.


Ale, nie wychodząc zanadto myślą w przyszłość, zapraszam do lektury tego, co (w końcu!) wyszło już dziś. Przyjemności i ulgi! – jak po długo wstrzymywanym sraniu.


Wasz Autor


***


Spis treści


Księga I – Zwycięstwo

Księga II – Do Grecji!

Księga III – W Grecji

Księga IV – Nadal w Grecji

Księga V – Ciągle w Grecji

Księga VI – Jeszcze chwilę w Grecji, ale dłużej już w Nowej Soli

Księga VII – W nadodrzańskich lasach

Księga VIII – Pod czerwonym butem

Księga IX – Nadal pod czerwonym butem

Księga X – Ciągle pod czerwonym butem


***


Księga XI

Jeszcze pod czerwonym butem


Jak pokonać potwora – O wyższości stoicyzmu nad epikureizmem – Savoir-vivre – Uberłoś – Konsekwencje spóźnienia


@moll , by Splasha uzdrowić, sposobu szukała

i tajemne księgi dzień w dzień wertowała.

Nie w głowie jej było nawet gotowanie,

ani nic wtedy nie jadła, stąd też i na sranie

czasu nie traciła. Aż tu wreszcie, we środę,

przybiegła k'nam z takim książkowym sposobem:

– By móc odwrócić przemiany obrzydliwą moc

to z potworem w krypcie trzeba spędzić noc!

Nie u pana Pratchetta, gdzie długo szukałam,

ale u Sapkowskiego o tym wyczytałam!

I dzień cały minął nam na oczekiwaniu,

w napięciu takim ogromnym, że o sraniu

nawet żeśmy zapomnieli. Zaś z wieczora,

kiedy to wreszcie przyszła odpowiednia pora,

@moll tak do nas mówi: – No dobrze, moi drodzy,

czas już jest na mnie, muszę do piwnicy schodzić

ażeby ocalić Splasha, męża mojego

nie dość że zatrutego, to i zasranego!

I choć w tej piwnicy przeokropnie śmierdzi,

pójdę: miłość jest silniejsza nawet ode śmierci!

Więc zeszła. Drzwi odemkła i powiało smrodem

który też poczułem, choć za ostatnim schodem

stałem. Poczuła go też Pacha ma kochana:

– Nie jest mi ten smród gorszy ode bakłażana! –

rzekła, a ja zapytałem, przerażony aż:

– Którego to bakłażana ty na myśli masz?

I na dole za @moll drzwi wtedy się zamknęły

a nam się dłużyć mocno godziny zaczęły

w nadziei, lecz i w nerwowym czekaniu

no i mowy o żadnym znów nie było sraniu.

Mnie tam wtedy ogromnie ciekawość zżerała

– Pacha! Może byś zeszła i coś podsłuchała? –

pytam się ja tak wtedy bohaterskim tonem

tej, którą już niebawem pojąć mam za żonę.

A Pacha tak mi na to: – No, Dżordżu, nie wierzę!

Może sam tam sobie zejdź, mój ty bohaterze?

Zszedłem. Nos zatkałem i, żebym coś usłyszał,

ucho do drzwi przykładam. A za drzwiami cisza.

I nagle, na dźwięk tej ciszy, obleciał mnie tchórz

no i sobie pomyślałem: – „Chyba po @moll już!”

Na głos mówię do Pachy: – Na nic @moll starania.

Lecz późno już, ma miła. Kładźmy się do spania!

Pacha rzekła mi na to: – To jest pomysł dobry,

no bo trochę zmarzłam i potrzebuję kołdry.

Obraliśmy wówczas kierunek na sypialnię,

gdzie chciałem się przyssać, całkiem nienachalnie,

ale zapędy moje Pacha ostudziła:

– Dżordż, na jutro będzie potrzebna nam siła.

Jutro jedno z dwojga: albo świętowanie

gdy @moll Splasha ocali, albo jej grzebanie

bo bohaterstwem się wykazała jak smoków

pogromcy… Ej! Dżordż! Łapy przy sobie! Ty zboku!

I takim to sposobem znów się nie przyssałem,

no więc, w ramach zemsty, głośno jej chrapałem.


Rano Pacha była, z racji niewyspania,

mocno zła, choć to nie od mojego chrapania,

ale to raczej dlatego, że nad ranem nas

obudził dochodzący z piwnicy hałas.

Ledwo co tylko na dół zbiegliśmy po schodach

poczuliśmy piwnicy straszliwego smroda.

Powiodło się @moll to jej wiedźmińskie zadanie

bo widzimy tam Splasha po schodach wspinanie:

znikły diable iskierki, bez rogów już czoło!

@moll zaś idzie za nim i coś jej wesoło.

– Zeszłam ja do piwnicy i powstrzymać ręki

żeby męża dotknąć, nie mogłam. On był miękki

jednak. Więc, tak jak Geralt, tak i ja zrobiłam

i w skrzynce na młynki spać się położyłam.

Wcześniej jednak piwniczne przeszukałam półki

ażeby to wiedźmińskiej napić się jaskółki,

ale jej nie znalazłam, więc zjadłam pająka

co uciekł z terrarium i gdzieś tam się błąkał.

Gdy wstałam, ze Splasha zniknął już trucizny wrzód

a na jego miejscu silny pojawił się wzwód!

I nie mogłam przepuścić, gdy okazja taka

jakby Splash ukąszony był przez wałęsaka!

I teraz mam już pewność, że mąż mój wyleczon:

bo poczułam dowód że znów stoikiem jest on!

Pacha @moll słuchała, lecz głód też czuła duży

no i jeść zaczęła konfitury z róży,

łyżeczką nabierając prosto ze słoika:

– „A może też przerobię Dżordża na stoika?” –

tak sobie pomyślała – „bo z tego co wiem

jego hasłem jest epikurejskie carpe diem

i z tego wszystkiego pożytku mam tyle

że on zamiast mnie chwytać, woli chwytać chwilę.

No i mam ja takiego, jak Horacy, dziada.

Poeta też mi wielki! Zamiast działać: gada!

Poeta! Przecież prawdziwy poeta to wie,

że, inaczej niż w biblii, «nie» nie znaczy «nie»!”


Te Pachy rozważania przerwało @moll zdanie:

– Misja ma wykonana, teraz czas na sranie!

By wam wynagrodzić brak wczorajszej kolacji

to zrobię dziś śniadanie, lecz po defekacji.

I wtedy poczuliśmy, że potrzeba wielka

wszystkich nas mocno tam ciśnie, a więc kolejka

pod drzwiami do kibla w mig się ustawiła.

Pierwsza była @moll i co miała, to zrobiła;

drugi był w kolejce rekonwalescent nasz

i zaraz się po @moll wtedy wysrać poszedł Splash.

Bardzo pojemne są jelita tego pana

bo długo tam siedział, choć piwnica zasrana.

A kiedy opuścił ten tron z porcelany

pokazałem Pasze, żem dobrze wychowany,

bo, zrażony z kibla poslashowym smrodem,

powiedziałem szarmancko: – Idź ty! Panie przodem!

I to był błąd, bo zapach spode zadka Pachy

to był jeszcze gorszy aniźli spod trzech Splashy!

Lecz ulga podwójna bo raz, że Spalash wyzdrowiał

a dwa, że wreszcie każdy sobie zdefekował.


W tym czasie kiedy my kończyliśmy sranie

to @moll nam przygotować zdążyła śniadanie

i w jadalni na stół wykładała jedzenie

ze słowy: – Wybaczcie mi, proszę, to spóźnienie…

– Jasna cholera! – na to Pacha – Co ze mnie młot!

No przecież ja do Jałty to zaraz mam mieć lot!

Zawsze mnie coś takiego musi się przydarzyć!

Kogo prosić o pomoc? Związek Kajakarzy?

Podrzucą mnie Odrą, stąd ona całkiem blisko,

ale przecież lotnisko to leży nad Wisłą!

No nie zdążę! I Dżordża znów to będzie wina!

Choć może na słoniu? W końcu do Stalina

lecę. – I wołać zaczęła: – Chodź no tutaj, King!

Lecz nic: słoń był zajęty. W lesie grał on swing.

I już byłem gotowy na te pasze jęki

że znów moja to wina, kiedy jakieś dźwięki

zza okna dobiegły, jak podczas bukowiska;

to Łoś tam stał: mięśnie grają, piana z pyska

leci, kopytem swoim w ziemi grzebie on

i w taki tam w końcu Łoś uderzył ton:

– Tak silne są @moll te lubelskie zabobony

że nie tylko Spalsh, lecz i ja także uzdrowiony

i spod mocy Stalina wyjęty zostałem,

a teraz, tak jak mogę, to się zemścić chciałem!

Dlatego Pacho, teraz zasiądź na mym grzbiecie

bez siodła, na oklep! Nie przystoi kobiecie

co prawda na oklep jeździć, lecz musimy gnać

bo czas już mocno nas goni, a mnie chce się srać.

Lecz zwieracze me muszą wytrzymać napięcie

do czasu kiedy cię podrzucę na Okęcie.

Pacha wsiadła, po bokach zwisały jej nogi;

ja się bałem, że, jak Łoś, też będę miał rogi.

Znane są szeroko wyczyny tego zwierza,

może i do Pachy on przyssać się zamierza?

Lecz nie zdążyłem krzyknąć: „Strzeż się lowelasa!”

bo Łoś i ma Pacha już zniknęli w lasach.


Wiem, Pacha ma misję: ojczyzna w potrzebie

ale się z tej zazdrości zesrałem pod siebie.

Gdy majtki se zmieniałem, za pomocą dłoni

to telefon mój nagle wtedy mi zadzwonił.

Połączenie od Pachy, która tak mówiła:

– Dżordż, ja na samolot przez ciebie się spóźniłam!

No i trochę przez Łosia, bo to jego wina

że po drodze przystanął wyruchać pingwina.

A później, skoro już miał opuszczone gacie,

stwierdził, że przy okazji i wysrać przyda się.

A mam jeszcze też i inne wiadomości złe

będziesz jednak musiał jeszcze poczekać na nie,

bo, jak już będę doma, to ci coś pokażę…

A ja już to widzę! Miliony wyobrażeń

mam natychmiast w głowie! I już sobie płynę

w mych erosomańskich fantazji krainę!

A Pacha ze mną wtedy już się rozłączyła

więc tyle wiedziałem, że ona się spóźniła

na samolot i ten odrzutowiec prywatny

to bez niej kurs swój obrał na wschodni kraj bratni.

W Jałcie cała trójka: Roosevelt, Churchill, Stalin

długo a niecierpliwie na Pachę czekali.

Ale nie dotarła. I z tego powodu

tam Rzeczypospolitej zabrano część wschodu.


***


Stopka redakcyjna


Oficyna Wydawnicza Kawiarnia #zafirewallem

Internet, 2024


@George_Stark , 2024

Redakcja: @George_Stark

Korekta: @George_Stark


#tworczoscwlasna #poezja

Licznik srań: 6 + obsrana piwnica (czyżby rekord?)


Do tego urzekło mnie:

Wyższość stoicyzmu, a jakże

I sam stoicyzm obrazowo opisany

Lubelskie zabobony

erosomańskich fantazji krainę (widzę nawiązanie)

I Łoś ruchający zwierzaki też się nie nudzi xd


Urzekło mnie też to, że odcinek wyszedł jak na zawołanie i do tego bardzo dobry

@splash545 


Dziękuję, miło takie komentarze czytać.


I sam stoicyzm obrazowo opisany


A to też uważam, że mi się udało i z tego pomysłu jestem wyjątkowo dumny!


erosomańskich fantazji krainę (widzę nawiązanie)


O! Ja nie widzę. Chyba że nawiązanie do ogólnego prądu w kawiarenkowej twórczości.

@George_Stark to sobie dopowiedziałem to nawiązanie xd do mojego sonetu gdzie pisałem o tym, żeby się przenieść do słodkiej krainy sheisse porno

@George_Stark ja nie wiem jak ty te dłuższy formy dajesz radę robić, mi jeden tekst jako-tako wyszedł i zatwardzenie mam takie że bez hydraulika to w ogóle już nadziei nie mam na twórcze odetkanie.


Tylko muszę sobie ostatnią część odświeżyć chyba, bo sam się w wątkach lekko pogubiłem xd

@DiscoKhan Wiesz co, ja też nie wiem jak daję radę to robić. To się samo pisze, o ile mam odpowiedni nastrój i odpowiednio dużo czasu. Wydaje mi się, że sekretem jest to, żeby dobrze się bawić, a nie przejmować jak wyjdzie. Bo wychodzi gównianie. Choć i to czasem nie działa, bo dużo ostatnio ląduje w koszu, a bawię się przy pisaniu dobrze. Gorzej bawię się przy czytaniu tego co popisałem. Więc nie mam pojęcia jak to działa.

Zaloguj się aby komentować

Przysposobienie obronne


– Tylko nie w szczepionkę! To boli! Ałaj! No! –

mamy w klasie takiego Marcina, psiajucha!

Nie damy mu rady w kupie, nie ma nań też zucha;

przyszłość swojej edukacji widzę raczej czarno.


Mama mówi: – No to powiedz pani! – Fajno!

Tylko ciała pedagogicznego on wcale nie słucha

zresztą, wychowawczyni też się boi, że i jej nastuka

bo pedagogicznie to raczej jest ona niezdarną.


I jak tu nabyć wiedzy do życia koniecznej

kiedy ni ciało, ni dobytek, nic nie jest bezpieczne?!

Bo Marcin, jak już pobije, to jeszcze ograbi!


Ale czekam tylko aż brat wyjdzie z kicia:

poprosi swoich kolegów i cała ulica

temu Marcinowi wtedy łomot sprawi!


***


W XII już edycji konkursu #nasonety w kawiarence #zafirewallem zgłaszam się na początek z takim wytworem jak powyżej. Jest to sonet di risposta – czyli po polsku odpowiedź – na piękną odę w formie sonetu autorstwa pana Staffa zaproponowaną przez koleżankę @KatieWee .


#poezja #tworczoscwlasna

Zaloguj się aby komentować

@em-te Wiesz co, nie mam pojęcia. Pojechałem tam Mezquitę zobaczyć, a to mi się spodobało, to zrobiłem zdjęcie.

Choć tak, jestem fanem napisów na murach. A raczej ich treści.

@George_Stark z mojej dzielnicy, długo był na kamienicy przy centralnej ulicy:


Kto pokocha policjanta?

Tylko drugi policjant.


Dużo się policja na plus też nie zmieniła...

Zaloguj się aby komentować

Ponieważ pojedynek pomiędzy starym jarającym w kiblu a jęczącym budzikiem zakończył się remisem, wraz z kolegą @m-q ułożyliśmy wspólnie dzisiejsze zadanie:


rymy: perfumy – ślub – dumy – chlup

temat: suchy chleb dla konia


Teraz niech nastąpi rymowanie i miłe słowami się zabawianie, czego ja nam życzę, a kolega @m-q być może też.


#naczteryrymy #zafirewallem #poezja #tworczoscwlasna

Ach! Dziewczęta lubią te perfumy!

Kiedy tylko mogą szykują na ślub

Talia ich to powód jest do dumy

Żrą przeto koński chleb i armotami robią chlup!

Placek na łące to nie są perfumy

Stepująco siostro z tego nie wyjdzie ślub

Film na chomiku to nic dla dumy

Wpadłaś do pralki chlup chlup chlup

@CzosnkowySmok chyba Ty dziś wygrasz

Wiedz, że będzie dziś z nami rymować jaszczomp. Jeśli chcesz możesz to jakoś uwzględnić przy wyborze rymów

Zaloguj się aby komentować

Napisaliśmy wspólnie już kupę wierszy o kupie, to przyszło mi do głowy, że może by tak teraz coś o Koopie stworzyć? No i napisałem wiersza, normalnie like a boss a tytuł jego:


Super Mario Bros


W czerwonej czapeczce bohater skokliwy:

on: pierwszy pośród kanalarzy,

w WORLD 1-1 wyrusza dziś wraży

gdzie rozmaite czekają go dziwy!


Potworów tam zatrzęsienie i rozmaite grzyby:

wszystko to temu hiro po drodze się przydarzy!

On, twardo: w prawo! I w prawo! I w prawo wciąż smaży!;

nie straszne mu nawet latające ryby!


I WORLD za _WORLD_-dem kolejny nastanie:

i drugi i trzeci i czwarty! I skrót!: już szósty!

I przed smoczą kolejną on stanie fortecą


i smoka pokona! A gdy życie Koopy już w lawie ustanie

muzyczki smętnej znów nutki polecą:

księżniczki tu nie ma! Ten zamek jest pusty!


***


Ten wiersz powyższy to moja nostalgiczna odpowiedź, czyli sonet di risposta, na propozycję kolegi @Moose , czyli sonet di proposta w konkursie #nasonety w kawiarence #zafirewallem .


#poezja #tworczoscwlasna

@George_Stark akurat jak mnie wzięło do zrobieniu wpisu o grze z 1984 to tutaj też o starciach wpis robisz.


Wielkie umysły myślą podobnie xd

Zaloguj się aby komentować