A są z mózgiem? #influendserzy #heheszki #zajebanezfacebooka

A są z mózgiem? #influendserzy #heheszki #zajebanezfacebooka

Zaloguj się aby komentować
Kiedy odpierdalasz szajs żeby dostać dopłaty do emerytury
https://www.facebook.com/share/r/1BFNRYowCy/
#zajebanezfacebooka #upal
Zaloguj się aby komentować
#heheszki #latonapierdalaj #lato #kwasniewski #pijzhejto #codziennepiciu #zajebanezfacebooka #memy

Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
#zajebanezfacebooka #heheszki zobacz @paulusll jakie szkodniki u ciebie grasują

Zaloguj się aby komentować
#muzyka Spice Girls '97 z rana jak śmietana
#zajebanezfacebooka

Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
#czarnyhumor #heheszki #twonks #zajebanezfacebooka

Zaloguj się aby komentować
W punkt.
#jebacruskich #zajebanezfacebooka

Zaloguj się aby komentować
#pasta #zajebanezfacebooka #sekcjapast
Skończyłem kurs psiego behawiorysty z nudów, bo akurat miałem trzy wolne weekendy, a wszystkie seriale już obejrzane. Myślałem, że będzie śmiesznie: trochę o smyczach, trochę o lęku separacyjnym, ktoś powie „piesek musi mieć granice” i do domu. Tymczasem po dwóch dniach dostałem certyfikat z moim imieniem, złotą łapką w rogu i podpisem kobiety, która przez cały kurs mówiła do owczarka niemieckiego „panie Krzysztofie”.
No to pomyślałem: skoro mam papier, to czemu nie. Założyłem szkołę dla psów.
Nazwę wymyśliłem profesjonalną: Akademia Świadomego Pyska. Logo zrobiłem w Canvie: pies w okularach i slogan „Twój pies wie. Ty jeszcze nie.” Ludzie zaczęli się zapisywać jak szaleni, bo wiadomo, pies w domu szczeka, gryzie kapcie, patrzy dziwnie na teścia - trzeba specjalisty.
Na pierwszych zajęciach przyszło osiem osób z psami. Ja stoję w polarze z haftem „behawiorysta”, ręce za plecami, mina jakbym rozumiał wilki lepiej niż one same. Patrzę na grupę i mówię:
- Zanim zaczniemy, musicie zrozumieć jedno. Pies nie ma problemów behawioralnych. To wy macie problemy ludzkie.
Wszyscy zapisują.
Pomyślałem: oho.
No i się zaczęło.
Jedna pani mówi, że jej maltańczyk nie chce wracać ze spaceru. Ja zamknąłem oczy, pokiwałem głową i powiedziałem:
- On panią testuje. Proszę przez tydzień, kiedy nie będzie chciał iść do domu, położyć się obok niego na chodniku i też odmówić powrotu. Musi zobaczyć, że jest pani częścią stada, a nie administracją budynku.
Pani prawie się wzruszyła.
Drugi facet mówi, że pies ciągle wchodzi mu do łóżka. Ja mówię:
- To nie pies wchodzi do pana łóżka. To pan bezprawnie śpi w legowisku lidera. Od dziś pan śpi na macie przy drzwiach, a pies na materacu. Po trzech nocach sytuacja się ustabilizuje.
Facet pyta, czy żona się zgodzi.
- Żona też jest częścią stada - mówię. - Niech wybierze: kanapa albo korytarz.
Wszyscy kiwają głowami, bo powiedziałem to spokojnym głosem.
Najlepsze było przy panu z labradorem, który jadł wszystko na spacerach. Patyki, chusteczki, raz podobno pół zapiekanki razem z papierem. Facet pyta, jak to zatrzymać.
Ja zrobiłem długą pauzę, taką terapeutyczną, po czym mówię:
- Musi pan odzyskać kontrolę nad zasobami. Kiedy pies coś podniesie, pan też musi coś podnieść. Ale szybciej. Pies ma zobaczyć, że pan jest szybszym zbieraczem.
- Czyli co mam podnosić?
- Cokolwiek. Liść. Kamień. Paragon. Symbolicznie. Proszę warczeć przy tym nisko.
I nagle osiem dorosłych osób stoi na trawniku i ćwiczy podnoszenie liści z warczeniem.
Ja już ledwo wytrzymuję.
Na trzecich zajęciach wprowadziłem moduł „komunikacja międzygatunkowa”. Powiedziałem, że psy poznają świat przez zapach i dotyk, więc jeśli chcemy, żeby pies nam zaufał, musimy przestać się brzydzić jego „naturalnego języka”.
- Proszę dziś w domu powąchać psie łapy - mówię. - Ale nie tak normalnie. Z szacunkiem. Każdą osobno. Przednią lewą najdłużej, bo tam zwykle siedzi konflikt emocjonalny.
Jedna pani zapytała, co jeśli pies zabierze łapę.
- To znaczy, że nie jest gotowy na dialog.
Potem dodałem, że bardziej zaawansowani mogą delikatnie polizać opuszkę, żeby „domknąć rytuał akceptacji”. Myślałem, że wtedy ktoś wstanie i powie: dobra, panie, koniec tej komedii.
Nikt nie wstał.
Jedna pani nawet zapisała: „lizać łapy - bez presji”.
Zrozumiałem wtedy, że mam władzę, której człowiek mieć nie powinien.
Kulminacja przyszła, gdy na zajęcia przyszedł pan z buldogiem francuskim, który gryzł.
Nie jakoś dramatycznie. Nie „rzuca się do tętnicy”. Bardziej: podgryzał gości, łapał za nogawki, robił z łydki test smaku. Pan mówi, że pies gryzie, kiedy ktoś wchodzi do mieszkania.
Ja od razu w tryb specjalisty. Przykucnąłem, spojrzałem buldogowi w oczy, a on prychnął na mnie jak stary autobus.
- To nie jest agresja - powiedziałem tonem człowieka, który właśnie wrócił z trzyletnich badań nad wilkami w Bieszczadach. - To jest nie zaadresowana korespondencja emocjonalna.
Wszyscy zapisują.
- Co mamy robić? - pyta właściciel.
- Kiedy pies gryzie gościa, gość musi oddać mu symboliczny dług.
- Jaki dług?
- Nogawek.
Cisza.
- Proszę przygotować w domu koszyk ze starymi skarpetami. Każdy gość, zanim wejdzie, bierze jedną skarpetę, kładzie ją przed psem i mówi: „przynoszę okup, nie przynoszę chaosu”.
Kobieta z border collie spytała, czy skarpeta ma być uprana.
Zamknąłem oczy, jakbym kontaktował się z psim kolektywem.
- Nie musi.
I oni to zapisali.
Potem dodałem, że jeśli pies mimo wszystko ugryzie, nie wolno krzyczeć, tylko należy spokojnie powiedzieć:
- Dziękuję za informację zwrotną.
Na następnych zajęciach facet powiedział, że pies gryzie mniej, ale teściowa odmówiła składania skarpety przy wejściu i została „bardzo stanowczo oceniona przez buldoga”.
Powiedziałem, że proces działa.
A potem nadszedł moment, który do dziś czasem wraca do mnie w nocy.
Pewien chłop zapytał, że jego pies ma dziwne kupy i czy powinien iść do weterynarza. Normalny człowiek powiedziałby od razu: tak, proszę iść do weterynarza. I ja też wiedziałem, że tak trzeba powiedzieć. Weterynarz. Badanie. Dieta. Pasożyty. Normalna odpowiedź.
Ale wtedy spojrzałem na grupę.
Osiem dorosłych osób. Notesy w dłoniach. Oczy pełne zaufania. Ludzie, którzy już warczeli do liści, spali na wycieraczce i pytali, czy łapę psa lizać zgodnie z ruchem wskazówek zegara.
I pojawiła się myśl.
Mała, czarna, okropna myśl.
„Powiedz im”.
Poczułem, jak gdzieś w środku otwiera się klapka, a zza niej wychyla się diabeł w polarze behawiorysty.
„Powiedz im, że trzeba spróbować”.
Nie dlatego, że trzeba. Nie dlatego, że to ma sens. Tylko dlatego, że mogłem.
Wiedziałem, że oni to zrobią.
To było najgorsze.
Nie miałem przed sobą sceptyków. Nie miałem przed sobą ludzi, którzy wstaną i powiedzą: panie, puknij się pan w miskę. Miałem przed sobą uczniów Akademii Świadomego Pyska. Ludzi po module „stanie bokiem do psa w celu przeproszenia przestrzeni”. Oni by to zapisali. Oni by poszli do domu. Oni by się kłócili, czy próbkę należy pobrać rano, czy po spacerze.
Facet patrzył na mnie i czekał.
Ja otworzyłem usta.
- W takich przypadkach - zacząłem powoli - kluczowa jest pełna analiza sensoryczna…
Grupa pochyliła się nad notesami.
I wtedy zobaczyłem siebie z boku.
Nie jako trenera. Nie jako żartownisia. Tylko jako człowieka, który stoi na granicy. Po jednej stronie: niewinny trolling, skarpety dla buldoga, oddawanie łóżka jamnikowi. Po drugiej stronie: totalna ciemność. Behawiorystyczna przepaść. Miejsce, z którego nie wraca się już tym samym człowiekiem.
W głowie miałem dwie myśli naraz.
Pierwsza: „Nie rób tego”.
Druga: „Ale wyobraź sobie opinie w Google”.
Przez sekundę naprawdę walczyłem sam ze sobą. Palce mi zadrżały. Certyfikat w ramce na ścianie błysnął złotą łapką, jakby też mnie kusił. Buldog francuski ziewnął, jakby mówił: „dawaj, człowieku, zobaczmy, jak nisko upadniecie”.
Wziąłem oddech.
- …ale - powiedziałem w końcu - absolutnie nie smakiem.
Ktoś przestał pisać.
- Proszę nie próbować psiego stolca - dodałem bardzo wyraźnie. - To nie jest metoda. To nie jest metafora do praktykowania. To jest moment, w którym idzie się do weterynarza.
W sali zrobiło się dziwnie cicho. Jakby byli trochę rozczarowani.
Pani od maltańczyka uniosła rękę.
- Czyli tylko obserwujemy?
- Tylko obserwujemy.
- A zapach?
Zacisnąłem powieki.
- Z bezpiecznej odległości.
Właściciel psa zapisał: „weterynarz, nie próbować, zapach z dystansu”.
I na tym się skończyło.
Przynajmniej wtedy.
Bo prawda jest taka, że ta myśl czasem do mnie wraca. Nie często. Nie codziennie. Ale są takie momenty: jadę tramwajem, mieszam herbatę, stoję w kolejce po bułki i nagle pojawia się w głowie szept:
„Mogłeś im kazać”.
I od razu robi mi się zimno.
Bo wiem, że mogli to zrobić.
Wiem, że wróciliby tydzień później z tabelką w Excelu, kolumnami: kolor, konsystencja, bukiet, refleksje emocjonalne psa.
A ja musiałbym tam stać w polarze z haftem i udawać, że to był element procesu.
Dzisiaj prowadzę drugi poziom kursu: „Człowiek jako smycz energetyczna”.
Na pierwszych zajęciach każę uczestnikom przez piętnaście minut udawać drzwi, żeby pies mógł „przepracować przejścia”.
Mam już zapisy do listopada.
Ale przy temacie stolca zawsze mówię jedno:
- Weterynarz.
Potem robię pauzę.
Bo człowiek musi znać swoje granice.
Nawet behawiorysta.
https://www.facebook.com/groups/kopypasty/posts/4223712624548778
Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
#heheszki #zonabijealewolnobiega #zajebanezfacebooka

Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Tom KRUS
#zajebanezfacebooka #heheszki #heheszkipolityczne

Zaloguj się aby komentować
#heheszki #tatuaze #tatuazetomojapasja #zajebanezfacebooka #cotusieodpierdala #bekazpatologii

Zaloguj się aby komentować
#humorinformatykow #heheszki #microsoft #microslop #zajebanezfacebooka

@Catharsis już dawno wyciekł
https://github.com/tongzx/nt5src
https://www.reddit.com/r/windows/comments/j06a3z/so_i_got_my_hands_on_the_original_windows_xp/
https://unit42.paloaltonetworks.com/windows-xp-server-2003-source-code-leak/
https://www.pcmag.com/news/windows-xp-source-code-leaks-online
https://thehackernews.com/2020/09/windows-xp-source-code.html
¯\_( ͡° ͜ʖ ͡°)_/¯
Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
#twonks #heheszki #zajebanezfacebooka #januszebiznesu #januszex #patologia

Zaloguj się aby komentować
Teraz mi głupio, że mówiłam o gołębiach "rumuni przestworzy".
Z FB: "Ogrodowe triki i porady"
Gołąb miejski to nie brudne zwierzę, które skądś przyszło. To zwierzę, które stworzyliśmy, używaliśmy przez 5000 lat — i porzuciliśmy, gdy przestało być potrzebne. Każdy gołąb na każdym rynku w Polsce jest potomkiem udomowionych gołębi skalnych (Columba livia), hodowanych jako posłańce, źródło mięsa i symbol statusu od starożytnego Egiptu po obie wojny światowe.
Kilka faktów, które zmieniają perspektywę.
Oboje rodzice produkują mleczko wola — wydzielinę bogatą w białko i tłuszcz, którą karmią pisklęta przez pierwsze dni życia. To zdolność niemal unikalna wśród ptaków — poza gołębiami posiadają ją tylko flamingi i pingwiny cesarskie.
Gołębie tworzą pary na całe życie. Ten sam partner, to samo gniazdo, rok po roku. Gdy jeden z pary ginie, drugi często pozostaje sam.
Nawigują za pomocą pola magnetycznego Ziemi i pozycji słońca, wracając z odległości ponad 1000 km. Mechanizm nie jest do końca poznany — ale działa niezawodnie od tysięcy lat. W Polsce gołębiarstwo pocztowe ma szczególnie silną tradycję — na Śląsku hodowle gołębi pocztowych działają nieprzerwanie od XIX wieku.
Gołębie miejskie zjadają resztki jedzenia, ziarna i odpady organiczne z ziemi. Bez nich ten materiał karmi szczury. Miasto bez gołębi to nie miasto czystsze — to miasto z większą populacją gryzoni.
Problem, który ludzie przypisują gołębiom, tworzą ludzie. Dokarmianie chlebem dostarcza pustych kalorii bez wartości odżywczej i napędza niekontrolowany rozród. Gęstość populacji gołębi jest bezpośrednią funkcją dostępności pożywienia — tam, gdzie ludzie przestają sypać chleb, populacja w ciągu dwóch–trzech lat stabilizuje się sama.
Gołąb pocztowy Cher Ami dostarczył w 1918 roku wiadomość, która uratowała życie blisko 200 żołnierzy amerykańskich w Argonach — ranny, postrzelony, z jedną nogą i wybitym okiem dotarł do celu. Otrzymał Croix de Guerre.
To nie jest brudne zwierzę. To zwierzę, które udomowiliśmy, porzuciliśmy — i teraz unikamy za to, że przetrwało.
#zajebanezfacebooka #zwierzeta #ciekawostki

Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować