Obywateli Dysku z pretensjami do wyższej kultury zawsze irytowała myśl, że rządzą nimi bogowie, dla których przykładem wzniosłego przeżycia artystycznego jest dzwonek do drzwi z melodyjką.
Pomieszczenie to było kiedyś częścią biblioteki, ale przepływająca magia odmieniła na swej drodze wszystkie cząstki prawdopodobieństwa. Dlatego rozsądne wydawało się założenie, że małe fioletowe traszki były wcześniej elementem podłogi, a ananasowy budyń – książkami. Kilku magów przysięgało, że siedzący pośród tego chaosu nieduży smętny orangutan przypominał głównego bibliotekarza.
Naturalnie, istnieje wiele słynnych ksiąg magii. Niektórzy wymieniają tu Necrotelicomnicon o kartach ze skóry pradawnych jaszczurów; inni wskazują Księgę Wyjścia Koło Jedenastej, spisaną przez tajemniczą i dość leniwą sektę lamaistyczną; inni jeszcze wspominają o Grimoire Skuterów, zawierającej podobno jedyny oryginalny dowcip, jaki pozostał jeszcze we wszechświecie. Wszystkie one jednak to zwykłe pamflety wobec Octavo. Legenda głosi, że Stwórca – z typowym dla siebie roztargnieniem – pozostawił ją na Dysku wkrótce po zakończeniu swego głównego dzieła.
Osiem zaklęć uwięzionych na kartach księgi żyło własnym, tajemnym i złożonym życiem. Powszechnie wierzono, że...
Galder Weatherwax, Najwyższy Wielki Mag Obrządku Srebrnej Gwiazdy, Lord Imperator Uświęconej Laski, Impissimus Ósmego Stopnia i 304 Rektor Niewidocznego Uniwersytetu, nie był postacią zwyczajnie imponującą nawet w czerwonej nocnej koszuli w ręcznie haftowane magiczne runy, w długiej szlafmycy z chwościkiem i ze świecą w kształcie krasnoludka w dłoni. Był postacią imponującą nawet w pluszowych kapciach z pomponami.
W kręgach magów panowała opinia, że [Ośmiokrotna] Pieczęć [Bezruchu] zdolna jest powstrzymywać wszelkie formy mocy, a jej skuteczność dorównuje celnie wymierzonej cegłówce.
Niecelnie rzucona cegłówka, a raczej kostka brukowa potłukła mi bark kiedyś. Gdyby była celnie rzucona, pewnie bym się nakrył nogami i przyjął ośmiokrotną pieczęć bezruchu.
Pierwszy tom serii Świata Dysku. Czytany przeze mnie trochę "nietypowo". Codziennie rano od dobrych kilku tygodni czytałam tę książkę w systemie od cytatu do cytatu, tak, aby na tagu #uuk pojawiało się coś nowego. Przejadły mi się gotowce, których nie ma wbrew pozorom aż tak wiele, za to wszyscy dublują...
Abstrahując od powyższego - przygody Rincewinda i Dwukwiata przy powtórnym czytaniu książki nie rozczarowały, była akcja, był absurd, było zabawnie, wyłapałam kilka "smaczków", których wcześniej nie dostrzegłam, i gdyby nie postanowienie czytania pod cytaty, lekturę skończyłabym zdecydowanie za szybko.
Jeśli ktoś nie czytał - Świat Dysku polecam serdecznie
Do zobaczenia ponownie po lekturze Blasku fantastycznego (którą w tym samym systemie ukończę prawdopodobnie w przeciągu kwartału).
--------
Dotychczas przeczytane:
8. Kolor magii, Terry Pratchett
7. Zagadka Kuby Rozpruwacza, Andrzej Pilipiuk
6. Weźmisz czarno kure..., Andrzej Pilipiuk
5. Noc ognia, Éric-Emmanuel Schmitt
4. Czarownik Iwanow, Andrzej Pilipiuk
3. Kroniki Jakuba Wędrowycza, Andrzej Pilipiuk
2. Mózg autystyczny. Podróż w głąb niezwykłych umysłów, Temple Grandin, Richard Panek
1. Tajemnice ptasiej alkowy, Andrzej G. Kruszewicz
Jak wiadomo na Hejto ludziska lubią klikać w #ankieta na dowolny temat, więc na pożegnanie z cytatami z tomu Kolor magii, na tagu #uuk, proponuję głosowanie na ulubionego bohatera tomu!
– Nie jesteś Śmiercią! Więc kim? – krzyknął Rincewind.
– Jestem Skrofuła.
– Skrofuła?
– Śmierć nie mógł przyjść – mruknął żałośnie demon. – Zaraza szaleje w Pseudopolis. Musiał tam jechać i krążyć po ulicach. Wysłał mnie.
– Nikt nie umiera na skrofuły! Mam swoje prawa. Jestem magiem!
– Dobrze, dobrze. To miała być moja wielka szansa. Ale popatrz na to z innej strony: jeśli uderzę cię kosą, zginiesz równie pewnie, jakby sam Śmierć to uczynił. Kto się dowie?
– Ja się dowiem – warknął Rincewind.
– Wcale nie. Ty będziesz martwy – odparł logicznie Skrofuła.
@moll ja tam bym wolał żeby się specjalista zajął tematem. To jak ze stomatologiem. Ja przychodzę, i umawiam się na wizytę do konkretnej osoby. Płacę pełną kwotę, w prace wykonuje asystent. I tutaj jest podobnie.
Bagaż miał żywiołową naturę, ani śladu mózgu i zabójczy stosunek do wszystkiego, co zagroziło właścicielowi. Nie wiadomo, czy jego wnętrze znajdowało się w tym samym układzie przestrzenno-czasowym, co zewnętrze.
Ale czy wlasciciel to dobre slowo? Bo on troche jak kot sam wybieral kto bedzie jego ulubiencem, i jak wiekszosc tego co sie rincewindowi przytrafialo nie mial zbyt duzo do gadania.
@moll Właśnie sobie ograłem oryginalnego Didcworlda tego starego. Ale to jest dobra gra, z tymże przejść ją bez opisu to graniczy z cudem ze względu na poziom abstrakcji. I takie przemyślenia mam, że mogli by zrobić taką grę Ankh Morpork jak Hogwarts Legacy z różnymi ścieżkami kariery. Gildia Złodzieji, Magowie, Straż Miejska, Wiedźmy itp.
Myśląca grusza jest absolutnie niewrażliwa na wszelkie znane formy magii. Bagaż został skonstruowany tak, by wszędzie podążać za tobą. Nie wiem, czy rozumiesz. Jeśli umrzesz i pójdziesz do nieba, przynajmniej będziesz miał na tamtym świecie czyste skarpetki.
Pośrodku kręgu stał zupełnie zwyczajny, może nieco większy niż normalnie, drewniany kufer. Nie był nawet nadpalony. Ktoś po drugiej stronie areny parsknął śmiechem, ale umilkł nagle, gdy kufer uniósł się na dziesiątkach czegoś, co mogło być tylko nogami, i zwrócił twarz ku Arcyastronomowi. Zupełnie zwyczajny, może trochę większy niż normalnie, drewniany kufer oczywiście nie ma twarzy, którą mógłby zwrócić, ale ten bez wątpienia to właśnie zrobił. Arcyastronom pojmując ten niepojęty fakt, uświadomił sobie także z przerażeniem, że w jakiś niewytłumaczalny sposób, kufer groźnie mruży oczy.
Bohaterowie zawsze kroczą w pewien szczególny sposób. Z pewnością nie kołyszą się jak kaczki. A jeden z chelonautów miał wyraźnie kaczy chód.
ISTOTNIE, KIEDYŚ ŚCIGAŁEM ICH UPARCIE, przyznał. ALE WRESZCIE ZROZUMIAŁEM, ŻE PRĘDZEJ CZY PÓZNIEJ KAŻDY UMIERA. WSZYSTKO UMIERA W SWOIM CZASIE. MOŻNA MNIE OKRAŚĆ, ALE NIE MOŻNA NICZEGO ODEBRAĆ. PO CO SIĘ PRZEJMOWAĆ?
– Mam dla ciebie zadanie – oznajmił Los. Jego słowa spłynęły po kosie Śmierci i rozpadły się równo na dwa strumienie samogłosek i spółgłosek.
MAM DOŚĆ PRACY NA DZISIAJ, odparł Śmierć, głosem ciężkim jak neutronium. BIAŁA ZARAZA GRASUJE WŁAŚNIE W PSEUDOPOLIS. WYRUSZAM TAM, BY RATOWAĆ PRZED NIĄ OBYWATELI. W TYM STULECIU NIE WIDZIANO JESZCZE TAKIEJ PLAGI. OBOWIĄZEK NAKAZUJE MI KRĄŻYĆ PO ULICACH MIASTA.
Rincewind poczuł dreszcz. Oczywiście, nie był ateistą; na Dysku bogowie surowo rozprawiali się z ateistami. Przy tych nielicznych okazjach, kiedy miał trochę zbędnych drobnych, zawsze starał się je wrzucić do jakiejś skarbonki przy świątyni, wedle zasady, że człowiekowi nigdy dość przyjaciół. Zwykle jednak nie naprzykrzał się bogom i miał nadzieję, że oni odpłacą mu tym samym. I bez nich życie było dostatecznie skomplikowane.
Jednym z niewielu znanych Rincewindowi czysto magicznych faktów był ten, że żaden bóg czy bogini, choć pod wszelkimi innymi względami mogli być zmienni i wewnętrznie sprzeczni, nie potrafią odmienić koloru ani natury swych oczu...