#uuk

154
1380

– Dziekanie... – wykrztusił w końcu Ridcully. – Co zrobiłeś z włosami?

Wyglądają jak szpic z przodu, a z tyłu jak kaczy kuper, wybaczcie mój

klatchiański. I strasznie się błyszczą.

– To smalec. Stąd ten zapach bekonu – domyślił się wykładowca.

– To prawda. A skąd ten kwiatowy aromat?

– Mrumrumrumrumrumrulawendamrumru – odparł posępnie dziekan.

– Słucham, dziekanie?

– Powiedziałem, że to z powodu olejku lawendowego, który dodałem –

oświadczył dziekan bardzo głośno. – I niektórzy z nas uważają, że to znakomita fryzura, do usług. Kłopot z panem, nadrektorze, polega na tym, że nie rozumie pan ludzi w naszym wieku.

– Znaczy... znaczy o siedem miesięcy starszych ode mnie?

Tym razem dziekan się zawahał

https://streamable.com/8ue1at

#uuk #terrypratchett #🤟🤟🤟

Heheszki userbar

– Dwadzieścia siedem dolarów! – złościł się Ridcully.

– Dwadzieścia siedem dolarów, żeby was wyciągnąć. A strażnik cały czas się uśmiechał. Magowie aresztowani!

Przespacerował się wzdłuż szeregu smętnych postaci.

– Pomyślcie... Jak często Straż Miejska zostaje wezwana do Bębna? Znaczy, co niby tam robiliście, waszym zdaniem?

– Mrumrumrumrumrumru – powiedział dziekan, wpatrując się w podłogę.

– Słucham?

– Mrumrumrumrutańczyliśmymrumru.

– Tańczyliście – powtórzył zimno nadrektor i zawrócił. – To miał być taniec, tak? Zderzanie się z ludźmi? Przerzucanie się nawzajem przez ramię? Kręcenie się w kółko po całej sali? Nawet trolle tak się nie zachowują (nie to, żebym miał coś przeciwko trollom, wspaniali ludzie, wspaniali), a wy jesteście podobno magami. Inni mają patrzeć na was z podziwem, ale nie dlatego, że kręcicie im salta nad głowami. Wykładowco, proszę nie myśleć, że nie zauważyłem tego małego pokazu, byłem naprawdę zdegustowany. Biedny kwestor musiał się położyć. Taniec to... w kręgu, jak wiadomo, gaiki i różne takie, zdrowe zabawy,

może jakieś swobodniejsze tańce balowe... Na pewno nie wymachiwanie ludźmi dookoła niby jakiś krasnolud toporem (oczywiście solą ziemi są te krasnoludy, zawsze to powtarzam). Czy wyrażam się jasno?

– Mrumrumrumrumrumruwszyscytakrobilimrumru - powiedział dziekan,

wciąż nie podnosząc głowy.

– Nie spodziewałem się, że kiedykolwiek powiem to do maga, który skończył osiemnaście lat, ale wszyscy macie rogatkę na wyjścia. Do odwołania! – huknął Ridcully.

Zakaz opuszczania terenów uniwersyteckich nie był dotkliwą karą. Magowie

zwykle nie ufali powietrzu, które nie przebywało od dłuższego czasu pod

dachem, żyli więc w ograniczonym terytorium pomiędzy swoimi pokojami a jadalnią. Ale teraz czuli się dziwnie.

– Mrumrunierozumiemczemumrumru – wymruczał dziekan.

Tłumaczył o wiele później, tego dnia, kiedy umarła muzyka, że to pewnie

dlatego, iż nigdy nie był naprawdę młody, a przynajmniej młody, będąc

dostatecznie dorosłym, by wiedzieć, że jest młody. Jak większość magów, rozpoczął naukę jako dziecko tak małe, że oficjalny spiczasty kapelusz spadał mu na uszy. A potem był już tylko... no, magiem. Raz jeszcze zaczęło go dręczyć uczucie, że coś po drodze stracił. I jeszcze parę dni temu nie zdawał sobie z tego sprawy. Nie miał pojęcia, co to było.

Chciał tylko coś robić. Nie wiedział, co takiego. Ale chciał zrobić to szybko.

Chciał... Czuł się jak człowiek od urodzenia mieszkający w tundrze, który budzi się pewnego dnia z silnym pragnieniem przejażdżki na nartach wodnych. Z pewnością nie będzie tkwił w pokoju, kiedy muzyka wibruje w powietrzu...

– Mrumrumrumrumrumruniezostanęwdomumrumru.

Porywały go nieznane emocje. Chciał być nieposłuszny. Nieposłuszny

niczemu, nie wyłączając prawa grawitacji. Z całą pewnością nie miał zamiaru składać swoich rzeczy przed pójściem do łóżka. Ridcully zapyta pewnie: ach, jesteś buntownikiem, tak; a przeciw czemu się buntujesz, a on wtedy powie... wtedy powie coś wartego zapamiętania. Tak właśnie zrobi! Był...

Ale nadrektor już sobie poszedł.

– Mrumrumrumrumrumru – rzekł wyzywającym tonem dziekan, buntownik bez przeszkody.


🤘🤘🤘

Zaloguj się aby komentować

17/24


Wróżki to niekoniecznie małe roziskrzone stworzonka. Wróżka to stanowisko zawodowe, a te najbardziej pospolite nie są nawet widzialne. Wróżka jest po prostu istotą, zgodnie z nadprzyrodzonymi prawami zatrudnioną w danej chwili do zabierania pewnych rzeczy lub też (...) do ich przynoszenia.


Terry Pratchett, Wiedźmikołaj


#uuk

@moll Obecnie wróżki są mało popularne. A taka wróżka to skarb. Zabiera co złe, przynosi dobre. I nigdy się nie myli.


Ehhhhh. Chyba wystąpię o przydział osobistej wróżki.

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Święty mąż siedział pod świętym drzewem ze skrzyżowanymi nogami,

opierając dłonie na kolanach. Oczy miał zamknięte, by lepiej skoncentrować się na Nieskończonym, a ubrany był jedynie w przepaskę biodrową, by okazać pogardę dla spraw przydyskowych.

Przed nim stała drewniana miseczka.

Po dłuższej chwili zdał sobie sprawę, że jest obserwowany. Otworzył jedno

oko. Kilka stóp przed nim siedziała niewyraźna postać. Później był pewien, że to postać... kogoś. Nie pamiętał dokładnie jej wyglądu, ale musiała jakiś mieć. Była mniej więcej... taka wysoka, i tak jakby... zdecydowanie...

PRZEPRASZAM.

– Tak, mój synu? – Zmarszczył czoło. – Jesteś płci męskiej, prawda? – dodał.

TRUDNO BYŁO CIĘ ODSZUKAĆ. ALE W SZUKANIU JESTEM DOBRY.

– Tak?

SŁYSZAŁEM, ŻE WIESZ WSZYSTKO.

Święty mąż otworzył drugie oko.

– Sekret egzystencji polega na zrzuceniu dyskowych więzów, stronieniu od chimery wartości materialnych i na szukaniu jedności z Nieskończonym – oznajmił. – I trzymaj swoje złodziejskie ręce z daleka od mojej żebraczej miseczki.

Widok proszącego budził w nim niepokój.

WIDZIAŁEM NIESKOŃCZONE, wyznał przybysz. NIC SPECJALNEGO.

Święty mąż rozejrzał się nerwowo.

– Nie gadaj głupstw – mruknął. – Nie możesz zobaczyć Nieskończonego. Bo

jest nieskończone.

WIDZIAŁEM.

– No dobrze. A jak wyglądało?

JEST NIEBIESKIE.

Święty mąż poruszył się niespokojnie. Nie tak to powinno przebiegać.

Szybkie objawienie Nieskończonego i znaczące skinienie w stronę żebraczej

miseczki – tak powinno.

– Jest czarne – wymamrotał.

NIE, upierał się obcy. NIE, KIEDY OGLĄDA SIĘ JE OD ZEWNĄTRZ.

NOCNE NIEBO JEST CZARNE. ALE TO TYLKO PRZESTRZEŃ. ZA TO

NIESKOŃCZONOŚĆ JEST NIEBIESKA.

– I pewnie jeszcze wiesz, jaki dźwięk wydaje jedna klaszcząca dłoń? – zapytał złośliwie święty mąż.

TAK. „KLA”. DRUGA DŁOŃ ROBI „ASK”.

– Aha, tu się mylisz – ucieszył się święty mąż, wracając na pewniejszy grunt.

Machnął chudą ręką. – Widzisz?

TO NIE BYŁO KLAŚNIĘCIE, TYLKO MACHANIE.

– To było klaśnięcie. Tyle że nie użyłem obu rąk. A właściwie jaki odcień

niebieskiego?

TYLKO MACHNĄŁEŚ. MOIM ZDANIEM TO NIEZBYT FILOZOFICZNE. JAK KACZE JAJO.

Święty mąż spojrzał w dół zbocza. Zbliżało się kilku ludzi. Mieli kwiaty we

włosach i nieśli coś, co z daleka wyglądało całkiem jak miseczka ryżu.

ALBO MOŻE EAU-DE-NIL.

– Posłuchaj mnie, synu – rzekł pospiesznie święty mąż. – Czego ty właściwie chcesz? Nie mam całego dnia.

OWSZEM, MASZ. MOŻESZ MI WIERZYĆ.

– Czego chcesz?

DLACZEGO RZECZY MUSZĄ BYĆ TAKIE, JAKIE SĄ?

– No...

NIE WIESZ TEGO, PRAWDA?

– Nie dokładnie. To wszystko powinno być tajemnicą, rozumiesz.

Obcy patrzył przez dłuższy czas, wzbudzając w świętym mężu uczucie, że jego czaszka stała się nagle przezroczysta.

W TAKIM RAZIE ZADAM CI ŁATWIEJSZE PYTANIE. JAK ZAPOMINAJĄ ISTOTY LUDZKIE?

– Co zapominają?

COKOLWIEK. WSZYSTKO.

– To... no wiesz... zdarza się odruchowo. – Potencjalni akolici minęli zakręt

na górskiej ścieżce. Święty mąż szybko sięgnął po żebraczą miseczkę. –

Wyobraź sobie, że ta miseczka to twoja pamięć. – Zakołysał nią. – Może

pomieścić tyle i nie więcej. Rozumiesz? Nowe rzeczy się zjawiają, stare muszą

się przelać.

NIE. JA PAMIĘTAM WSZYSTKO. KLAMKI W DRZWIACH. GRĘ

ŚWIATŁA WE WŁOSACH. ŚMIECH. KROKI. WSZYSTKIE DROBNE

SZCZEGÓŁY. JAKBY TO BYŁO LEDWIE WCZORAJ. JAKBY ZDARZYŁO SIĘ LEDWIE JUTRO. WSZYSTKO. ROZUMIESZ?

Święty mąż podrapał się po swej lśniącej łysinie.

– Tradycyjnie – rzekł – wśród sposobów zapominania wymienia się

wstąpienie do Klatchiańskiej Legii Cudzoziemskiej, napicie się wody z jakiejś magicznej rzeki, nikt nie wie, którędy płynie, oraz pochłanianie dużych ilości alkoholu.

ACH TAK...

– Jednak alkohol niszczy ciało i zatruwa duszę.

BRZMI OBIECUJĄCO.

– Mistrzu...

Święty mąż obejrzał się z irytacją. Przybyli akolici.

– Chwileczkę. Rozmawiam z...

Obcy zniknął.

– Mistrzu, pokonaliśmy wiele mil po... – zaczął akolita.

– Zamknij się na moment, dobrze?

Święty mąż podniósł rękę, ułożył dłoń pionowo i machnął nią kilka razy.

Wymruczał coś pod nosem.

Akolici wymienili spojrzenia. Nie tego się spodziewali. W końcu ich

przywódca znalazł w sobie drobinę odwagi.

– Mistrzu...

Święty mąż odwrócił się i przyłożył mu w ucho. Dźwięk, jaki zabrzmiał, był

wyraźnie słyszalny: klask!

– Aha... Złapałem! – ucieszył się święty mąż. – A teraz, co mogę dla was...

Urwał, gdy mózg nadążył wreszcie za uszami.

– Co miał na myśli, mówiąc: ludzkie istoty?

#terrypratchett

#uuk

91d12119-8cee-4876-9361-8d7dcfe5017a
Heheszki userbar

Zaloguj się aby komentować

15/25


–Byłem kiedyś młody, panie. Co roku, jak każdy grzeczny chłopiec, wieszałem nad kominkiem skarpetę. Żeby napełniła się zabawkami, tak jak ty to robisz, panie. Chociaż w tamtych czasach dostawało się głównie kiełbasę i kaszankę, jak kto miał szczęście. Ale zawsze w samym czubku palców była cukrowa świnka. Strzeżenie Wiedźm nie było udane, jesli człowiek nie najadł się jak świnia.


Terry Pratchett, Wiedźmikołaj


#uuk

@ErwinoRommelo nie wiem jak z gwiazdką, ale do Gwiazdora to się listy w takich sprawach pisało. Może wyjdź przed chałupę w gwiezdną noc i w niebo krzyknij?

Zaloguj się aby komentować

14/24


Gdy Susan wróciła, Gawain i Twyla – nazwani tak przez ludzi, którzy chyba ich kochali – już leżeli w łóżkach. Sami nalegali. W pewnym wieku dość powszechna jest wiara, że wcześniejsze pójście do łóżka powoduje wcześniejsze nadejście jutra.


Terry Pratchett, Wiedźmikołaj


#uuk

Dziś jest chyba, to jutro co nadeszło wcześniej Bo to jak to tak, o takiej godzinie wpis? Mam wrażenie, że już po 8 jest. Chcesz mi zegar biologiczny rozregulować?

@splash545 nie, w czwartki wrzucam wcześniej, bo młodego odwożę na zajęcia i jak nie zrobię tego po szóstej to dopiero koło dziewiątej byłby wpis, pod warunkiem że nie zakręcę się i nie zapomnę. A jak zapomnę jest koło dwunastej i wtedy w ogóle nie wiadomo jak żyć xD

@moll Jak z rana czekała cię zabawa, figle z przyjaciółmi i ew. jakieś tam lekcje, a nie zapierdol za papierki szczęścia, to pewnie że człowiek nie mógł się doczekać.

Tutaj dochodzimy do sedna poczucia czasu.


Dla jednych jutro zaczyna się o północy, dla drugich o 6 rano, a dla innych o godz. 10.58.


Susan to pewnie w ogóle nie miała zegarka.

Zaloguj się aby komentować

13/24


Susan nigdy nie przyszłoby do głowy, że aby Awansować Towarzysko, jak tego próbowała dokonać pani Gaiter, należy zdawać jakieś testy. Zwłaszcza że ci arystokraci, których poznała w domu ojca, nie używali ani serwetek, ani frywolitek, ale specjalnego stanu umysłu, który można opisać jako "rzuć na podłogę, psy to zjedzą". Kiedy pani Gaiter drżącym głosem spytała ją, jak należy się zwracać do kuzyna królowej, Susan bez zastanowienia odpowiedziała: "Zwykle wołaliśmy go Kubuś". Po czym pani Gaiter musiała w swoim pokoju cierpieć na migrenę.


Terry Pratchett, Wiedźmikołaj


#uuk

Zaloguj się aby komentować

12/24


Nie można być księżną i służącą. Ale można być guwernantką. Było oczywiste, że nie jest się nią w rzeczywistości, lecz tylko spędza w ten sposób czas do chwili, kiedy zrobi się to, co każda dziewczyna czy pannica powinny w życiu zrobić, czyli wyjść za jakiegoś mężczyznę. Jasne przecież, że to tylko taka zabawa.


Terry Pratchett, Wiedźmikołaj


#uuk

Zaloguj się aby komentować

11/24


Na ulicy znowu były niedźwiedzie.


Susan zignorowala je i nawet nie starała się demonstracyjnie nie następować na pęknięcia.


Stały dookoła, jakby trochę zdziwione i trochę przezroczyste, widoczne tylko dla niej i dla dzieci. Takie wieści jak o Susan szybko się rozchodzą. Niedźwiedzie słyszały już o pogrzebaczu. Orzechy i jagody, zdawały sie mówić ich miny. Po to tu jesteśmy. Wielkie ostre zębiska? Jakie wielkie ostre zębiska? Ach, te wielkie ostre zębiska? One służą do… no, do rozłupywania orzechów. A niektóre jagody bywają naprawdę groźne.


Terry Pratchett, Wiedźmikołaj


#uuk

Zaloguj się aby komentować

10/24


A JEŚLI BYŁ NIEGRZECZNY?


Albert poskrobał się po głowie.

–Kiedy byłem chłopcem, dostawało sie worek kości. Zadziwiające, jak dzieci ładnie się zachowywały pod koniec roku.


COŚ PODOBNEGO… A DZISIAJ?


Albert podniósł paczkę do ucha i potrząsnął.

–Brzmi jak skarpety.


SKARPETY.


–Albo welniany podkoszulek.


BEDZIE MIAŁ NAUCZKĘ, JEŚLI WOLNO MI WYRAZIĆ SWOJĄ OPINIĘ.


Terry Pratchett, Wiedźmikołaj


#uuk

@HolenderskiWafel a jak to taki z gryzącej wełny? Moja babcia z takiej czapki robiła. A to taki sam lvl jak gryzące rajstopki!

Zaloguj się aby komentować

9/24


W nowej łazience nadrektora Modo wytarł ręce w szmatę i z dumą obejrzał swe dzieło. Lśniąca porcelana polyskiwała bielą. Miedź i mosiądz lśniły w blasku lamp.


Trochę go martwiło, że nie zdążył wszystkiego wypróbować. Ale pan Ridcully oświadczył: "Sprawdzi się w użyciu", a Modo nigdy się nie spierał z Dżentelmenami, jak o nich myślał. Zdawał sobie sprawę, że wiedzą dużo więcej niż on, i wcale mu to nie przeszkadzało. On nie grzebał przy osnowie czasu i przestrzeni, a oni trzymali sie z dala od jego szklarni. W jego opinii było to prawdziwe partnerstwo.


Terry Pratchett, Wiedźmikołaj


#uuk

Zaloguj się aby komentować

8/24


Śmierć nie pojawia się osobiście przy zakończeniu każdego żywota. Nie jest to niezbędne. Rządy rządzą, ale premierzy i prezydenci nie odwiedzają osobiście ludzi w ich domach i nie mówią, jak mają układać sobie życie – głównie z powodu śmiertelnego niebezpieczeństwa, z jakim by się to wiązało. Zamiast tego istnieje prawo.


Terry Pratchett, Wiedźmikołaj


#uuk

Trzeba być wyjątkowym skurczybykiem, by śmierć się pofatygowała po kogoś osobiście.

I tak oto umarł mit równości wobec śmierci.

@conradowl czy ja wiem. Śmierć przyszedł po Erniego, a także po rurkowca na dno oceanu... Więc jak widzisz to bardziej "przypadkowe"

@moll wstaje rano, walnie kawkę i dzwoni do podwładnych - Hej, weź wolne. Ja się dziś wybiorę po tego szefowie to mają dobrze

Gdzieś czytałem, że śmierć w swoim biurze ma taką wielką konsolę. Kiedy nadchodzi potrzeba, to śmierć naciska przycisk i gaśnie zielone światełko.

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

7/24


Susan nie lubiła Katafalków, ale zaglądała tam, kiedy brzemie normalności stawało się zbyt ciężkie. Katafalki, mimo zapachu, drinków i towarzystwa, miały jedną istotną zaletę. W Katafalkach nikt nie zwracał uwagi. Na nic. Strzeżenie Wiedźm tradycyjnie uważane jest za czas rodzinny, jednak ci, którzy pili w Katafalkach, prawdopodobnie nie mieli rodzin; niektórzy wyglądali, jakby mogli mieć miot albo jajka. Niektórzy za to tak jakby zjedli swoich krewnych, a przynajmniej czyichś krewnych.


Terry Pratchett, Wiedźmikołaj


#uuk

Zaloguj się aby komentować

6/24


–A tak. On. Pojawia sie o tej porze roku. Jest jakos kojarzony z rudzikami, które…


PIP! PII IK IK IK! Śmierć Szczurów naśladował ruchy postaci lądującej w palenisku i chodzacej po pokoju. PIIP IIK PI PI, PIP "HIIK HIIK HIIK"! IK IK PIIP!!!


–Przesadziłeś ze strzeżeniowiedźmowym nastrojem, co? Grzebałeś w puddingu z brandy, co?


PIP?

Oczy kruka zatoczyly kregi.

–Słuchaj, przecież Śmierć to Śmierć! Pracuje w pełnym wymiarze godzin, prawda? To nie jest tak, że można na boku dorobić myciem okien albo po pracy strzyc sąsiadom trawniki.


Terry Pratchett, Wiedźmikołaj


#uuk

Zaloguj się aby komentować

5/24


(...) NO TO PORA RUSZAĆ. Postać chwyciła lejce. DALEJ, DŁUBACZ! JAZDA, GRZEBACZ! W GÓRĘ, KIEŁ! BIEGIEM, RYJ! JEDZIEMY!


Zaprzezone do sań cztery wielkie dzikie świnie nawet nie drgnęły.


DLACZEGO TO NIE SKUTKUJE? – zdziwił się osobnik w czerwieni.


–Nie mam pojecia, panie – odparły worki.


Z KONMI DZIAŁA.


–Może spróbujesz, panie, z "dawaj"?


DAWAJ! Czekali. NIE, TEŻ DO NICH NIE DOCIERA.


Szeptali chwile.


NAPRAWDĘ? SĄDZISZ, ŻE TO SKUTECZNE?


–Na mnie na pewno by podziałało, panie. Gdybym był świnią.


NO DOBRZE…

Postać w czerwieni znowu potrząsnęła lejcami.

JABŁKO! SOS!


Świńskie nogi poruszyły się natychmiast. Srebrzysty blask zamigotał na saniach i nagle rozlał się na wszystkie strony. A potem sanie i świnie zmalały do czarnego punktu i zniknęły.


Terry Pratchett, Wiedźmikołaj


#uuk

Zaloguj się aby komentować

#uuk "Mort"

Uczeni wyliczyli, że jest tylko jedna szansa na bilion, by zaistniało coś tak całkowicie absurdalnego. Jednak magowie obliczyli, że szanse jedna na bilion sprawdzają się w dziewięciu przypadkach na dziesięć.

d48f4ebc-e978-41bb-8a2b-eb70c3476f2b
Heheszki userbar

– JAK SIĘ NAZYWA TO UCZUCIE W GŁOWIE, UCZUCIE TĘSKNEGO ŻALU, ŻE RZECZY SĄ TAKIE, JAKIE NAJWYRAŹNIEJ SĄ?

– Chyba smutek, panie. A teraz...

– JESTEM ZASMUTKOWANY.


Chyba mój fav z tej książki

Zaloguj się aby komentować

4/24


W powietrzu obok rynny unosiły się sanie.

Postać w czerwonym kapturze właśnie do nich wsiadła i rozmawiała chyba z kimś niewidocznym zza stosu worków.


TU MASZ NASTĘPNEGO PASZTECIKA.


–Jest musztarda? – zapytały worki. – Świetne są z musztardą.


NIESTETY, CHYBA NIE MA.


–Trudno. Niech pan poda i tak.


BARDZO ŹLE TO WYGLĄDA.


–Nie, ktoś go tylko nadgryzł…


Terry Pratchett, Wiedźmikołaj


#uuk

Zaloguj się aby komentować

Ale za Chiny Ludowe nie mogę sobie przypomnieć w którym tomie niania śpiewała o Lasce. A wiem że to ona 🤔

Pewnie równoumagicznienie, trzeba będzie odświeżyć.

Zaloguj się aby komentować

3/24


–Szczur mówi, że twój dziadek zwariował – wyjaśnił kruk. – Mówi, że udaje Wiedźmikołaja.

–Posłuchaj, nic mnie… Co?

–Czerwony płaszcz, długa broda…

HIIK! HIIK! HIIK!

–…woła "Ho, ho, ho", jeździ saniami zaprzężonymi w cztery świnie, no wszystko…

–Świnie? A co sie stało z Pimpusiem?

–Nie mam pojęcia. Oczywiście, takie rzeczy się zdarzają, jak właśnie przed chwilą szczurowi tłumaczyłem…


Terry Pratchett, Wiedźmikołaj


#uuk

Zaloguj się aby komentować