Kilometry od początku tygodnia, w tym dzisiejsza jazda na #szosa, z Pan @Mordi. (。◕‿‿◕。) Postanowiliśmy przejechać się ̶t̶a̶m̶o̶w̶a̶ć̶ ̶r̶u̶c̶h̶ ̶i̶ ̶p̶o̶p̶e̶ł̶n̶i̶a̶ć̶ ̶z̶b̶r̶o̶d̶n̶i̶e̶ ̶p̶r̶z̶e̶c̶i̶w̶ ̶l̶u̶d̶z̶k̶o̶ś̶c̶i̶ rowerami na kawkę i lody w Kołobrzegu. Ruch na drogach dojazdowych większy niż się spodziewałam, na R10 zatrzęsienie ludzi, a to znak, że zaczął się sezon na unikanie pasa nadmorskiego. xD Z Kołobrzegu wyjechaliśmy na południe pierwszą udaną drogą rowerową w historii tego miasta - wzruszyłam się. Powrót bardzo spokojny, drogami przez pola i małe wiochy, czyli to co lubię najbardziej.
Wybierając dziś trasę, to trochę takie, " a tam jeszcze nie jechałem, to pojadę" okazało się górką która nie chciała się skończyć i jeszcze wbijała co chwilę 12%. Za to widoki cacy, Milstatter See, jakby kto pytał.
#szosa
#rowerowyrownik #rower
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl . @Marvin certified! #statsbymarvin
Zeby sie Eskerowi 4 nie nudzilo w piwnicy to dokupilem kompana, skuszony promocja.
Wyregulowane, nasmarowane, jutro test w plenerze. Oczywiscie nie wszystko moze być cacy i pipy z Krossa nie dokrecili śruby od przewodu hamulcowego na tyle i plyn wyciekał, no ale nic dokreconez dolane
Weekendowe byle co w ramach rekonwalescencji po przeziębieniu - wczoraj na #szosa, dzisiaj na #gravel. Strasznie mi się nie chciało, ale do 1000 km w maju brakowało bardzo niewiele i szkoda byłoby nie dokręcić.
Kilometry z dwudniowej wycieczki po gminki na zachodnich rubieżach, z Pan @Mordi. (。◕‿‿◕。)
W pierwszy dzień przejechaliśmy trasę z Gryfina do Cedyni. Po niezbyt przyjemnym początku na krajówce, co było koniecznością z braku innych dróg w okolicy, w Krajniku Dolnym przeskoczyliśmy na niemiecką stronę granicy. Od tej pory było już tylko lepiej. Większość czasu jechaliśmy przepiękną trasą na wałach wzdłuż Odry. Do Polski wróciliśmy mostem w Siekierkach, a w drodze do hotelu zahaczyliśmy jeszcze o Najdalej wysunięty na zachód punkt Polski.
Następnego dnia cofnęliśmy się z Cedyni na Trasę Pojezierzy Zachodnich - jeszcze jedno miłe zaskoczenie! W Trzcińsku-Zdroju z żalem wróciliśmy na lokalne dziurawe drogi, żeby dojechać po następnej zaplanowanej gminy. Tego dnia jeszcze dwukrotnie trafiliśmy na podobne odcinki dróg rowerowych w miejscu dawnych torów wąskotorówek, ale niektóre z nich niestety już są w opłakanym stanie.
Bilans: 174 #kwadraty, 11 gmin, podsiodłówka przetarta na wylot w kolejnym już miejscu, no i głupio przyznać, ale nigdy wcześniej nie przejechałam dwóch seteczek dzień po dniu. Nie wiem, czy to zasługa upału, wiatru, a im bliżej stacji w Szczecinie Dąbiu, tym był silniejszy, czy alergii, która mnie przez te 2 dni wykańczała, ale było to dla mnie trudniejsze niż przejechanie 200 km w 1 dzień, a obie trasy i tak trochę skróciliśmy.
Krajniku Dolnym przeskoczyliśmy na niemiecką stronę granicy. Od tej pory było już tylko lepiej. Większość czasu jechaliśmy przepiękną trasą na wałach wzdłuż Odry. Do Polski wróciliśmy mostem w Siekierkach, a w drodze do hotelu zahaczyliśmy jeszcze o Najdalej wysunięty na zachód punkt Polski
Zaległości rowerowe z majówki. W sobotę pojechaliśmy sobie na #szosa bardzo przyjemne 200 km z Chodzieży do domu. Asfalty przeważnie lepsze niż gorsze, widoki bardzo ładne, z kilkoma wsiami i miasteczkami włącznie (a tymi rzadko się zachwycam). Jak zwykle jechaliśmy przede wszystkim bocznymi drogami, ale trafiły się też piękne cepeery, jak ten w Złotowie wzdłuż brzegu jeziora, czy trasa z Porostu do Bobolic - tym piękniejsza, że prowadziła głównie w dół. xD Jedyny ujeb trafił nam się nieco wcześniej, za Jeziernikiem - zaczynał się od krótkiego podjazdu z kostki brukowej, a dalej było już tylko coraz więcej piachu, aż w końcu szybciej było prowadzić rower niż jechać. Incydentów brak (przypominam sobie tylko jednego miszcza, który wyprzedził nas, żeby natychmiast skręcić na pusty parking), bilans gmin zwiększony o 12, #kwadraty o 118.
W niedzielę natomiast w ramach rozjazdu przejechaliśmy się jeszcze nad morze, tym razem na #gravel. Pogoda zdążyła się już pogorszyć i zbliżał się deszcz, więc na plaży byliśmy tylko chwilę. W drodze powrotnej @Mordi narzucił żwawsze tempo, ale i tak nie zdążyliśmy. xD
Zbiorcze jazdy z ostatnich 2 tygodni jakoś, bo nie było kiedy wrzucić xD
Cóż, było kręcenie po górkach z @Oolie jak i majówkowe kręcenie wczoraj z lekko za dużą ilością ujebów względem tego co planowałem jak na to ciśnienie (52 + 12, to w sumie jeden dzień, ale z przerwą dłuższą). No i coś pomiędzy też było xD
Opona z tyłu, a raczej jej guma straciła właściwości i nie jest bezpieczna, więc jutro przychodzą nowe oponki z Niemiec i zmieniam charakter na najbliższe kilka miesięcy z #gravel na #szosa z małym dodatkiem szutrów premium. W sumie poza wczorajszą jazdą to i tak sporo jeździłem po asfaltach, także powinno wyjść to z korzyścią, a przy okazji dowiem się jakie są wrażenia i plusy/ minusy takich opon.
Pozdrower!
#rowerowyrownik #rower
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl . @Marvin certified! #statsbymarvin
Dziś było piękne lato, takie z pachnącymi sosnami i bezchmurnym niebem. Gdzieś wyżej rzecz jasna zalega śnieg, czyniąc widoki ładniejszymi, co wszystko raz było idealnym dniem na zajechanie się w trupa:)
#szosa #rower
#rowerowyrownik #rower
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl . @Marvin certified! #statsbymarvin
@Gilgamesh @Furto , o miło że koledzy zauważyli. troszkę byłem ostatnio bardziej zajęty pracowo, i tak mi wyszło, że w tym wszystkim znacznie mniej czasu na socjale. dzisiaj natomist nie mogłem sobie odmówić podzielenia się taką fajną jazdą
Jeszcze gdy była sobota wieczór, to był tam taki @Mordi, i my jechaliśmy na rowerach, najpierw do Skwierzynki, potem na przystań w Jamnie, i potem jeszcze pojechaliśmy do biedronki na zakupy, i po drodze do domu wtedy jeszcze, już do domu pojechaliśmy.
Kolejna trasa na ukojenie nerwów po ciężkim tygodniu, czyli niedzielna seteczka przez zadupia i pustkowia na północ od Szczecinka, tym razem na #szosa. Niby całość objechana z wiatrem, ale trochę się zmachałam.
Jakiś czas temu wrzucałem wpis o tym, ile można przejechać rowerem w rok, a dzisiaj będzie o tym, ile można przejechać w tydzień.
No więc tak, tldr: na pewno 3826,47 km.
Brytyjski kolarz #ultra Alex McCormack przez 7 dni jeździł przez ok. 18,5h/dobę, po okolicach Koblenz w Niemczech. Co istotne, rekord jest świeży, więc przyszło mu jeździć deszczu, śniegu i ogólnym zimnie.
Najwięcej przejechał ostatniego dnia, a konkretnie aż 727,75 km xD Średnie spożycie kalorii miał na poziomie 14000 kcal dziennie.
Oczywiście miał swoją ekipę na miejscu, a śmigał na customowym rowerze Canyon Speedmax TT.
@Furto typowi wyszła średnia 30 kmph z codziennego kręcenia po 18 godzin xD Cyborg
Mam słabą pamięć i może coś przekrecę ale jakiś czas temu widziałem, że laska podbijała rekord w jeździe "rocznej" na rowerze. Codziennie robiła chyba okolice 300 km w Central Parku w Nowym Jorku. Codziennie, przez rok. Jak kojarzę to ona się gdzies wokół średniej 35-40 kmph kręciła, co było nadzwyczajnym wynikiem i pozwalało to jej kręcić przez 7-8h na dobę. I tak przez cały rok. Ludzie są niesamowici.
@KierownikW10 to o tamtej lasce pisałem w kontekście jazdy przez rok, przy czym z zastrzeżeniem, że ona jeździła też na rowerze poziomym, a na takim można kręcić dużo szybciej. Nie central park, a chyba Floryda.
@KierownikW10 dla topowych polskich ultrasów 30+ to nie problem. Ultradietetyk kończył Lubuską Szosę 500 km rok temu w 14,5h. Rekord Polski Bałtyk Bieszczady Tour 1000 km to jakieś 32 godziny, innego konia - Mariusza Cukierskiego.
Czytam takie rzeczy, a zwłaszcza #mrdp , i cieszę się, że od lat jeźdzę komfortowymi krowami ~20kg, i dzięki temu ani mi w głowie zwracanie uwagi na średnią. Rocznie ~6kkm, ale za to wygodnie
Podczas krótkiego pobytu w rodzinnych stronach Mordzimieusza lub Mordzimira, albo nawet i Mordziwoja, ów z ową (znaczy się z @vvitch) postanowili wybrać się na relaksującą wycieczkę. W planach mieli podziwianie pięknych widoków, napawanie się zapachem powstającej z martwych wiosny (może z dodatkiem obornika ale hej, jakoś ten krąg nawożenia, orania i zbierania plonów w postaci kartofli musi się dopełniać i zamykać) gdzie muślin panieńskim rumieńcem spływa gdy majta się pała… Albo jakoś tak. W każdym razie…
…nic z tego nie widzieliśmy bowiem pojechaliśmy w dzikie zakamarki Aglomeracji Śląskiej.
Matko bosko…
@vvitch pojechała głównie po gminy oraz aby nacieszyć wzrok ropiejącymi ruderami, wykrzywionymi fasadami familoków, straszącymi uśmiechami wykrzywionych w agonii bram kamienic i oczodołami zasłoniętych deskami i dyktą okien. Aby zerknąć tylko z siodełka na grobowe prostokąty zapadłych podwórek skrytych pod pierzyną błota i odpadków codziennej walki o przegraną, na ledwie widoczne zza okopconych firan gnijące otchłanie izb i poddaszy, skrytych w cieniu szaroburego nieba po którym zimny wicher gna tumany sadzy i resztek ulatujących w dal zardzewiałych marzeń tych, którym przyszło trwać w tym nie najweselszym miejscu. Wszystko to spotęgowane aurą chmurną, zimną i podeszczową z okalającym wszystko cuchnącym powietrzem, z brudem lepiącym się do kół, do ubrań i do nas. A nawet nie dojechaliśmy jeszcze do Lipin… Ja byłem tam tylko w roli przewodnika, Charona przewożącego strwożoną duszę z jednej strony Deteeśki na drugą.
Nawet miejsca, które teoretycznie powinny być ładne, zachęcające do aktywności i do wypoczynku nikną przygniecione walającą się wokół gangreną, labiryntami przemysłowych trupów fabryk i zakładów z wciśniętymi pomiędzy nie kwadratami ścian i dachów, które ktoś z braku alternatywy nazywa domem. Wszystko to okalają zrekultywowane lub nie nieużytki, które inny ktoś nazywa terenami zielonymi i przecinają pogruchotane, zniszczone żyły dróg.
Tak, śmiało można rzec, że jestem uprzedzony, ale jedyne brzydsze miejsce, które kojarzę, a w którym co prawda nie byłem ale znam kogoś, kto też nie był kto z kolei zna kogoś kto zna kogoś, kto był to Norylsk.
Mimo narysowanej uprzednio przeze mnie trasy, która biegła przez największe atrakcje wątpliwej urody i marnej jakości, bywały miejsca o dość… Nieoczywistym układzie drogowym, gdzie braki w oznakowaniu tak pionowym jak i poziomym zmuszały nas do jazdy nieco… Partyzanckiej. Szczątkowa infrastruktura rowerowa tylko potęgowała chaos i okazjonalne zamieszanie na drodze. A przecież mam tamte rejony dość dobrze zjeżdżone szosą. Aglomeracja zawsze była bardzo niewygodna i trudna do jazdy i nawet pomimo tego, że pojechaliśmy na gravelach i mogliśmy być nieco bardziej elastyczni, bywało dość ciężko.
Kierowcy, którzy przyjeżdżają ze swojego nigdzie i wjeżdżają w gąszcz ulic i uliczek muszą być początkowo wniebowzięci, kiedy z zafrasowaną miną zastanawiają gdzie tu u licha skręcić i dlaczego nie mogą tam gdzie potrzebują, a następnie wniebowstąpieni gdy jednak skręcą wprost pod tramwaj, którego przecież przed chwilą wcale tutaj nie było albo pod ciężarówkę, która chyba zmaterializowała się z unoszącego się w powietrzu pyłu w którym radośnie, niemal świątecznie migoczą opiłki żelaza.
Powrót z Abominacji Śląskiej narysowałem przez Zagłębie, gdzie zawitała już cywilizacja oparta na czymś więcej niż węglu, alkoholizmie, górnikach, hutnikach, związkach zawodowych i szkodach górniczych więc przejazd odbywał się całkiem sprawnie po w końcu dobrze pomyślanej i utrzymanej siatce dróg, również tych rowerowych.
Zostało nam jeszcze trochę gmin do objechania w tym przeklętym przez bogów miejscu, ale najgorsze mamy za sobą.