Zbiorcze jazdy z ostatnich 2 tygodni jakoś, bo nie było kiedy wrzucić xD
Cóż, było kręcenie po górkach z @Oolie jak i majówkowe kręcenie wczoraj z lekko za dużą ilością ujebów względem tego co planowałem jak na to ciśnienie (52 + 12, to w sumie jeden dzień, ale z przerwą dłuższą). No i coś pomiędzy też było xD
Opona z tyłu, a raczej jej guma straciła właściwości i nie jest bezpieczna, więc jutro przychodzą nowe oponki z Niemiec i zmieniam charakter na najbliższe kilka miesięcy z #gravel na #szosa z małym dodatkiem szutrów premium. W sumie poza wczorajszą jazdą to i tak sporo jeździłem po asfaltach, także powinno wyjść to z korzyścią, a przy okazji dowiem się jakie są wrażenia i plusy/ minusy takich opon.
Pozdrower!
#rowerowyrownik #rower
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl . @Marvin certified! #statsbymarvin
Dziś było piękne lato, takie z pachnącymi sosnami i bezchmurnym niebem. Gdzieś wyżej rzecz jasna zalega śnieg, czyniąc widoki ładniejszymi, co wszystko raz było idealnym dniem na zajechanie się w trupa:)
#szosa #rower
#rowerowyrownik #rower
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl . @Marvin certified! #statsbymarvin
@Gilgamesh @Furto , o miło że koledzy zauważyli. troszkę byłem ostatnio bardziej zajęty pracowo, i tak mi wyszło, że w tym wszystkim znacznie mniej czasu na socjale. dzisiaj natomist nie mogłem sobie odmówić podzielenia się taką fajną jazdą
Jeszcze gdy była sobota wieczór, to był tam taki @Mordi, i my jechaliśmy na rowerach, najpierw do Skwierzynki, potem na przystań w Jamnie, i potem jeszcze pojechaliśmy do biedronki na zakupy, i po drodze do domu wtedy jeszcze, już do domu pojechaliśmy.
Kolejna trasa na ukojenie nerwów po ciężkim tygodniu, czyli niedzielna seteczka przez zadupia i pustkowia na północ od Szczecinka, tym razem na #szosa. Niby całość objechana z wiatrem, ale trochę się zmachałam.
Jakiś czas temu wrzucałem wpis o tym, ile można przejechać rowerem w rok, a dzisiaj będzie o tym, ile można przejechać w tydzień.
No więc tak, tldr: na pewno 3826,47 km.
Brytyjski kolarz #ultra Alex McCormack przez 7 dni jeździł przez ok. 18,5h/dobę, po okolicach Koblenz w Niemczech. Co istotne, rekord jest świeży, więc przyszło mu jeździć deszczu, śniegu i ogólnym zimnie.
Najwięcej przejechał ostatniego dnia, a konkretnie aż 727,75 km xD Średnie spożycie kalorii miał na poziomie 14000 kcal dziennie.
Oczywiście miał swoją ekipę na miejscu, a śmigał na customowym rowerze Canyon Speedmax TT.
@Furto typowi wyszła średnia 30 kmph z codziennego kręcenia po 18 godzin xD Cyborg
Mam słabą pamięć i może coś przekrecę ale jakiś czas temu widziałem, że laska podbijała rekord w jeździe "rocznej" na rowerze. Codziennie robiła chyba okolice 300 km w Central Parku w Nowym Jorku. Codziennie, przez rok. Jak kojarzę to ona się gdzies wokół średniej 35-40 kmph kręciła, co było nadzwyczajnym wynikiem i pozwalało to jej kręcić przez 7-8h na dobę. I tak przez cały rok. Ludzie są niesamowici.
@KierownikW10 to o tamtej lasce pisałem w kontekście jazdy przez rok, przy czym z zastrzeżeniem, że ona jeździła też na rowerze poziomym, a na takim można kręcić dużo szybciej. Nie central park, a chyba Floryda.
@KierownikW10 dla topowych polskich ultrasów 30+ to nie problem. Ultradietetyk kończył Lubuską Szosę 500 km rok temu w 14,5h. Rekord Polski Bałtyk Bieszczady Tour 1000 km to jakieś 32 godziny, innego konia - Mariusza Cukierskiego.
Czytam takie rzeczy, a zwłaszcza #mrdp , i cieszę się, że od lat jeźdzę komfortowymi krowami ~20kg, i dzięki temu ani mi w głowie zwracanie uwagi na średnią. Rocznie ~6kkm, ale za to wygodnie
Podczas krótkiego pobytu w rodzinnych stronach Mordzimieusza lub Mordzimira, albo nawet i Mordziwoja, ów z ową (znaczy się z @vvitch) postanowili wybrać się na relaksującą wycieczkę. W planach mieli podziwianie pięknych widoków, napawanie się zapachem powstającej z martwych wiosny (może z dodatkiem obornika ale hej, jakoś ten krąg nawożenia, orania i zbierania plonów w postaci kartofli musi się dopełniać i zamykać) gdzie muślin panieńskim rumieńcem spływa gdy majta się pała… Albo jakoś tak. W każdym razie…
…nic z tego nie widzieliśmy bowiem pojechaliśmy w dzikie zakamarki Aglomeracji Śląskiej.
Matko bosko…
@vvitch pojechała głównie po gminy oraz aby nacieszyć wzrok ropiejącymi ruderami, wykrzywionymi fasadami familoków, straszącymi uśmiechami wykrzywionych w agonii bram kamienic i oczodołami zasłoniętych deskami i dyktą okien. Aby zerknąć tylko z siodełka na grobowe prostokąty zapadłych podwórek skrytych pod pierzyną błota i odpadków codziennej walki o przegraną, na ledwie widoczne zza okopconych firan gnijące otchłanie izb i poddaszy, skrytych w cieniu szaroburego nieba po którym zimny wicher gna tumany sadzy i resztek ulatujących w dal zardzewiałych marzeń tych, którym przyszło trwać w tym nie najweselszym miejscu. Wszystko to spotęgowane aurą chmurną, zimną i podeszczową z okalającym wszystko cuchnącym powietrzem, z brudem lepiącym się do kół, do ubrań i do nas. A nawet nie dojechaliśmy jeszcze do Lipin… Ja byłem tam tylko w roli przewodnika, Charona przewożącego strwożoną duszę z jednej strony Deteeśki na drugą.
Nawet miejsca, które teoretycznie powinny być ładne, zachęcające do aktywności i do wypoczynku nikną przygniecione walającą się wokół gangreną, labiryntami przemysłowych trupów fabryk i zakładów z wciśniętymi pomiędzy nie kwadratami ścian i dachów, które ktoś z braku alternatywy nazywa domem. Wszystko to okalają zrekultywowane lub nie nieużytki, które inny ktoś nazywa terenami zielonymi i przecinają pogruchotane, zniszczone żyły dróg.
Tak, śmiało można rzec, że jestem uprzedzony, ale jedyne brzydsze miejsce, które kojarzę, a w którym co prawda nie byłem ale znam kogoś, kto też nie był kto z kolei zna kogoś kto zna kogoś, kto był to Norylsk.
Mimo narysowanej uprzednio przeze mnie trasy, która biegła przez największe atrakcje wątpliwej urody i marnej jakości, bywały miejsca o dość… Nieoczywistym układzie drogowym, gdzie braki w oznakowaniu tak pionowym jak i poziomym zmuszały nas do jazdy nieco… Partyzanckiej. Szczątkowa infrastruktura rowerowa tylko potęgowała chaos i okazjonalne zamieszanie na drodze. A przecież mam tamte rejony dość dobrze zjeżdżone szosą. Aglomeracja zawsze była bardzo niewygodna i trudna do jazdy i nawet pomimo tego, że pojechaliśmy na gravelach i mogliśmy być nieco bardziej elastyczni, bywało dość ciężko.
Kierowcy, którzy przyjeżdżają ze swojego nigdzie i wjeżdżają w gąszcz ulic i uliczek muszą być początkowo wniebowzięci, kiedy z zafrasowaną miną zastanawiają gdzie tu u licha skręcić i dlaczego nie mogą tam gdzie potrzebują, a następnie wniebowstąpieni gdy jednak skręcą wprost pod tramwaj, którego przecież przed chwilą wcale tutaj nie było albo pod ciężarówkę, która chyba zmaterializowała się z unoszącego się w powietrzu pyłu w którym radośnie, niemal świątecznie migoczą opiłki żelaza.
Powrót z Abominacji Śląskiej narysowałem przez Zagłębie, gdzie zawitała już cywilizacja oparta na czymś więcej niż węglu, alkoholizmie, górnikach, hutnikach, związkach zawodowych i szkodach górniczych więc przejazd odbywał się całkiem sprawnie po w końcu dobrze pomyślanej i utrzymanej siatce dróg, również tych rowerowych.
Zostało nam jeszcze trochę gmin do objechania w tym przeklętym przez bogów miejscu, ale najgorsze mamy za sobą.
Pojechałem szosą po szosie odstawić szosę i zabrać szosę, a nazajutrz po odstawieniu szosy, wracałem szosą zabraną szosą.
Rok temu nie udało mi się zaliczyć tradycyjnego tripu do domu rodzinnego, więc trzeba było nadgonić. Z miesiąc temu, gdy zima zdawała się kończyć, założyłem że pod koniec marca na dobre pozbawię się wspomnień z trenażera i zaliczę pełny rowerowy weekend, bez wiatraka i odpalonego tiwika. Jedyne czego chciałem, to braku opadów i mrozu. Udało się i wczoraj po 7 wyruszyłem w dal. Nie było najzimniej, ale mój ubiór był praktycznie zimowy: 4 warstwy, zimowa czapka, komin, nogawki, skarpety i ochraniacze butów. Dopiero po 11 zaczęło być znośnie i z góry pozbyłem się wiatrówki. Wiatr względnie sprzyjał, wiejąc może nieco od boku. Dojeżdżają do celu byłem zadowolony z trasy, choć gdybałem czy druga połówka nie była zbyt mocna.
Dzisiaj pospałem 6,5h, zjadłem śniadanie, czułem się całkiem, całkiem i wyjechałem o podobnej porze co w sobotę. Było nieco zimniej, na granicy mrozu. Och, jak bardzo poczułem, że wczoraj było za mocno xD O ile po płaskim względnie się jechało, tak przy 5% podjeździe, oszacowałem że nogi mają może 40% baterii. Niestety wiatr dzisiaj się wzmógł, a ja mimo że jechałem z A do B i z B do A, szlaczek poprowadziłem tak, że tylko w niewielkim fragmencie jechałem tą samą drogą co wczoraj.
O ile dzięki temu uniknąłem sporo kocich łbów, tak pozbawiłem się wielu drzew, a zarazem osłony od wiatru.
Ten odbierał mi skutecznie siły i musiałem zrobić parę przerw.
Plusem tej sytuacji było to, że ładnie pilnowałem się z tętnem i praktycznie całe 8h zamknąłem w tlenie.
Ostatnie kilometry prowadziły w kierunku południowym i o dziwo odnalazłem w sobie nieco energii, aby zwiększyć ładnie tempo.
Sezonie 2026 - w końcu witaj
#rowerowyrownik rower #szosa
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl . @Marvin certified! #statsbymarvin
Wycieczka po #kwadraty, a przy okazji do Krainy w Kratę (https://pomorskie.travel/artykuly/kraina-w-krate/ ), z Pan @Mordi. (。◕‿‿◕。) Ciężko mi się jechało, a pogoda była sowiecka, tak więc w Sławnie zapakowaliśmy się do pociągu, choć jeszcze dzień wcześniej liczyłam na to, że całość objedziemy na rowerach.
Pierwsza seteczka w roku, i to z dużym plusem. Najpierw pojechaliśmy szlakiem R10 do Kołobrzegu z przerwą na kawkę, stamtąd Starym Kolejowym Szlakiem na południe, reszta po mało uczęszczanych drogach przez pegeery i DW112. Na R10 trochę piachu i ludzi, którzy pierwszy raz wyszli z domów po zimie i słabo ogarniali, co się dzieje dookoła, ale i tak mniej niż się spodziewałam. Dwie rzeczy, które mnie najbardziej zaskoczyły to temperatura nad morzem (zdecydowanie nie na krótkie gacie i cienką bluzę xD) oraz elegancko pozamiatany i czysty SKS. Ogólnie był to bardzo spokojny wypad bez przygód i przypałów.
Jeśli ktoś z Was przed sezonem planuje zmianę gum i nabycie np. Pirelli P Zero Race TLR (wersja Speedcore, ale nie wiem czy to ma znaczenie), to zdecydowanie przestrzegam. W sobotę miałem z nimi 2 godziny męczarni przy zakładaniu i dzisiaj je zwracam. Jakakolwiek guma na trasie, to absolutne zero szans na naprawę, o włożeniu dętki nie wspominając. Szkoda nerwów.
@Furto Usuń to. Za długo czytałem o tych oponach i chcę je kupić. Nie mów, że znów muszę szukać, po prostu to usuń. XD
To wersje SpeedCore wyprodukowana we Włoszech bez dopisku RS, prawda? Jeśli tak to dokładnie na ten model patrzyłem xD Słyszałem, że ta wersja poprawiła sporo co do zakładania itd. i te pozostałe (wcześniejsze) były gorsze w zakładaniu itd.
@pingWIN tak, dokładnie ta wersja XdD Ale spoko, też się zraziłem. Nadzieję były spore, bo co się naczytałem testów, for, opinni to moje. Opuszki palców do teraz czuję, a "kończyłem" przed 13 w sobotę...
Duuużo zaległych (zachomikowanych?) chomików i dzisiejsze poszukiwania wiosny, skuteczne, bo w okolicach Gemony i stokrotki, i żonkile i rzecz jasna pierwsze alergeny.
#szosa #rower
#rowerowyrownik #rower
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl . @Marvin certified! #statsbymarvin
W 2025 roku, zdecydowanie dla mnie najlepszym, przejechałem 7843 km (z trenażerem!). Co prawda wypadłem na koniec roku na 2 miesiące, ale i tak wpadłby pewnie jakiś 1k km.
Prawdopodobnie rekordzistą Hejto jest @onpanopticon który zrobił chyba 12k km, ale jeździł od któregoś tam maja. Na potrzeby wpisu przyjmijmy, że jeżdżąc cały rok zrobiłby 18-20k km.
Profesjonalni zawodnicy kręcą ponoć 25-35 tysięcy rocznie.
Wspominany tutaj kiedyś Szymon Lubiński, zrobił w ubiegłym roku minimalnie ponad 50 tysięcy kilometrów. Tak, blisko 1000 km tygodniowo, gdzie na przykład mój najlepszy miesiąc to 1250 km, a @onpanopticona chyba 2500 km. Szczecinianin jest konio-świrem, który klepie krótkie czasówki z prędkością mi po 50 km/h+ i wygrywa czasem w zawodach za granicą.
Jednak wyżej wymieniony na pewno nie przejechał najwięcej w Polsce, bo pewien kozak z Trójmiasta, którego nazwiska niestety nie pamiętam, zrobił jakiś 1000 km więcej.
Jak dużo ostatniej dwójce zabrakło do rekordu świata?
W c⁎⁎j.
Amerykanda Amanda Coker, od maja 2016 do maja 2017 roku przejechała na rowerze 139 326 kilometrów. Nie regulujcie monitorów, informacja jest prawidłowa, robiła dziennie średnio 381 km. Była imponująco regularna, bowiem jej najdłuższy przebyty dobowo dystans wyniósł 486 km.
Gdzie jeździła?
Non-stop po ok. 11-kilometrowej pętli po Fleetwoods Park na Florydzie.
Co jeszcze bardziej zdumiewające, po pobiciu rekordu o prawie 17 tysięcy kilometrów, wcale się nie zatrzymała. Około dwa miesiące później, pobiła rekord przejechania 100 tysięcy mil (160934 km) w jak najkrótszym czasie, czego dokonała po 423 dniach. Obydwa rekordy uznawane są przez World UltraCycling Association i Księgę Rekordów Guinnessa.
Coker jeździła w tym czasie na rowerze szosowym, triathlonowym oraz poziomym.
Co jest jeszcze warte uwagi, w 2011 roku została poważnie ranna z winy kierującego autem i z powodu uszkodzeń kręgosłupa oraz głowy, wróciła do jazdy na rowerze dopiero po 4 latach.
@Furto Szalone wartości, ale podziwiam. Sam czasem na rowerze pojeżdżę, ale głównie po lasach, bo na zwykłą drogę nie wjadę, bo się po prostu boję o życie. Serio. Przez co nie bardzo mam dokąd jechać. Jakiś czas temu mocno zazdrościłem tym wszystkim pedalarzom, których mijałem na krętych, wąskich i stromych drogach w Andorze, bo widoki mieli pierwsza klasa, ale i kondycję również, bo pod górkę ładnie darli.
Pewniej się czuję, idąc po krawędzi klifu czy innej półce skalnej, będąc samotnie w górach niż na drodze między samochodami
Natomiast, jak już kolega @onpanopticon napisał, jeżdżąc w pętli, aby nabijać kilometry, to bym również zwariował. Więc u mnie rower to sporadyczna przygoda.