Ile można przejechać na rowerze w rok?


W 2025 roku, zdecydowanie dla mnie najlepszym, przejechałem 7843 km (z trenażerem!). Co prawda wypadłem na koniec roku na 2 miesiące, ale i tak wpadłby pewnie jakiś 1k km.


Prawdopodobnie rekordzistą Hejto jest @onpanopticon który zrobił chyba 12k km, ale jeździł od któregoś tam maja. Na potrzeby wpisu przyjmijmy, że jeżdżąc cały rok zrobiłby 18-20k km.


Profesjonalni zawodnicy kręcą ponoć 25-35 tysięcy rocznie.


Wspominany tutaj kiedyś Szymon Lubiński, zrobił w ubiegłym roku minimalnie ponad 50 tysięcy kilometrów. Tak, blisko 1000 km tygodniowo, gdzie na przykład mój najlepszy miesiąc to 1250 km, a @onpanopticona chyba 2500 km. Szczecinianin jest konio-świrem, który klepie krótkie czasówki z prędkością mi po 50 km/h+ i wygrywa czasem w zawodach za granicą.


Jednak wyżej wymieniony na pewno nie przejechał najwięcej w Polsce, bo pewien kozak z Trójmiasta, którego nazwiska niestety nie pamiętam, zrobił jakiś 1000 km więcej.


Jak dużo ostatniej dwójce zabrakło do rekordu świata?


W c⁎⁎j.


Amerykanda Amanda Coker, od maja 2016 do maja 2017 roku przejechała na rowerze 139 326 kilometrów. Nie regulujcie monitorów, informacja jest prawidłowa, robiła dziennie średnio 381 km. Była imponująco regularna, bowiem jej najdłuższy przebyty dobowo dystans wyniósł 486 km.

Gdzie jeździła?

Non-stop po ok. 11-kilometrowej pętli po Fleetwoods Park na Florydzie.

Co jeszcze bardziej zdumiewające, po pobiciu rekordu o prawie 17 tysięcy kilometrów, wcale się nie zatrzymała. Około dwa miesiące później, pobiła rekord przejechania 100 tysięcy mil (160934 km) w jak najkrótszym czasie, czego dokonała po 423 dniach. Obydwa rekordy uznawane są przez World UltraCycling Association i Księgę Rekordów Guinnessa.

Coker jeździła w tym czasie na rowerze szosowym, triathlonowym oraz poziomym.

Co jest jeszcze warte uwagi, w 2011 roku została poważnie ranna z winy kierującego autem i z powodu uszkodzeń kręgosłupa oraz głowy, wróciła do jazdy na rowerze dopiero po 4 latach.


#rower #szosa #ultra #ciekawostki

20115579-77c5-4c75-8182-6e254a78b7bd

Komentarze (5)

@Furto Te rekordowe wyniki są dla mnie do pojęcia. Nawet gdyby mi zapłacono i zadbano o wszystko, abym bił rekord jadąc w kółko na jakiejś pętli to bym zwyczajnie oszalał. I to po tygodniu, nie potrzeba mi roku na umysłowy odlot. Co innego gdzieś tam przed siebie, ale coś by w końcu zastrajkowało i najpewniej nie nogi. To już są naprawdę porąbane wartości.


Co do tego ile robią profesjonaliści, to mam porównanie z kolegą, czyli Kamilem Gradkiem. Robi właśnie w przedziale 25-30k kilometrów. Trenuje też często tu gdzie mieszkam, to też mam porównanie z nim na tych samych trasach.


No i tu się pojawia podstawowa różnica. Prędkość. Pominę już fakt rowera, że ja jeżdżę gravelem i że też po ujebach, a on szosą po najlepszym asfalcie. ALE. On wyskakuje na 4,5 godziny i robi prawie 200km, bo kręci 40km/h. Spędza na rowerze podobny czas do mnie, a kręci x2 tyle kilometrów Więc jego 25k to moje 12/13/14k - w zależności jak się nastawić. Ewentualnie mógłbym się rzecz jasna przesiąść na szosę, ale na takim dystansie dzień za dniem - utrzymałbym ile, 27/28? Nadal ogromna różnica.


Co do samego siebie, to sądzę, że gdybym chciał czysto nabijać kilometry, czyli wziął też szosę, to 25k km jest do zrobienia. Oczywiście nie mam zamiaru. Realne wartości przy dobrym zdrowiu dla mnie, czyli dziada rowerowego, przeciętnego zjadacza chleba na gravelu, który zwyczajnie dużo czasu siedzi w siodełku, to między 15k a 20k w maksie totalnym. Kolega @Wagabundowy z tego co kojarzę zrobił w tamtym roku około 18k, a Rafał od kwadratów 23k, ale on już szosą, choć nieraz po ujebach, więc bywa że wcale nie szybciej.

@onpanopticon Kilometr, kilometrowi nie równy. Z tego co Garmin mówi wpadło mi 18 725km i zajęło mi to 771h co daje średnią 24.2km/h.


Ale nie mam roweru szosowego i 0 z tego to trenażer.


Kwadraty na szosie to brzmi jak tortury

@Furto Szalone wartości, ale podziwiam. Sam czasem na rowerze pojeżdżę, ale głównie po lasach, bo na zwykłą drogę nie wjadę, bo się po prostu boję o życie. Serio. Przez co nie bardzo mam dokąd jechać. Jakiś czas temu mocno zazdrościłem tym wszystkim pedalarzom, których mijałem na krętych, wąskich i stromych drogach w Andorze, bo widoki mieli pierwsza klasa, ale i kondycję również, bo pod górkę ładnie darli.

Pewniej się czuję, idąc po krawędzi klifu czy innej półce skalnej, będąc samotnie w górach niż na drodze między samochodami

Natomiast, jak już kolega @onpanopticon napisał, jeżdżąc w pętli, aby nabijać kilometry, to bym również zwariował. Więc u mnie rower to sporadyczna przygoda.

Zaloguj się aby komentować