#shogun

0
7

735 + 1 = 736


Tytuł: Shogun

Autor: James Clavell

Kategoria: literatura piękna, powieść historyczna

Wydawnictwo: Vis-a-vis

Format: audiobook

Długość: 52h

Liczba stron: 1132

Ocena: 9/10



Ale to było dobre. Naprawdę się tego nie spodziewałem. Głównie dlatego, że miałem już jedno podejście do tej książki. Kupiłem ją chyba rok temu, zacząłem i średnio mi siadła. Zwłaszcza na początku autor dość mocno eksploatuje tematy związane z seksem. Wiadomo, w Japonii tamtego okresu i nawet teraz, to ważny element obyczajowości, ale skala uwagi poświęconej temu w pierwszych rozdziałach nie napawała optymizmem co do reszty książki. Bardziej interesowało mnie to, jak John Blackthorne poradzi sobie jako więzień w obcym, egzotycznym kraju, niż intrygi miejscowych dotyczące oceniania długości jego przyrodzenia we wzwodzie.


Z perspektywy czasu wydaje mi się jednak, że tego było dużo głównie dlatego, że sama książka jest ogromna. Z czasem ten wątek przestał też drażnić. Jakoś tak znormalniał dla Blackthorna, przez co nie był aż tak eksponowany. Wiecie, szok, szokiem, ale gdybym chciał oglądać igraszki Anglika z Japonkami, pewnie znalazłbym to na PornHubie i oszczędził sporo czasu.


Kiedy przebrnąłem przez mniej interesujące mnie fragmenty, Shōgun po prostu mnie pochłonął. Zanim wróciłem do tego tytułu, dodatkowo skończyłem jeden z kursów od The Great Courses o historii Japonii, żeby mieć ogólne rozeznanie, gdzie James Clavell pozwolił sobie na kreatywne naciąganie faktów. Chodziło mi głównie o to, żeby nie zbudować sobie mylnego obrazu schyłku okresu Sengoku wyłącznie na podstawie powieści.


Wniosek jest taki, że pod wieloma względami Clavell naprawdę się postarał. Obraz tego okresu jest zaskakująco bliski rzeczywistości, a odstępstwa dotyczą głównie intensywności pewnych zachowań, politycznych intryg, obyczajów czy fabularnych uproszczeń - choćby sposobu zawierania tajnych układów. Podobnie z handlem między Chinami a Japonią: nie był on aż tak sparaliżowany, jak sugeruje książka, bo obie strony miały interes w utrzymaniu wymiany i często robiły to pośrednio albo pod przykrywką. Na tym polu książka i tak jest naprawdę dobra.


To, co działa dodatkowo, to postacie. Historia nie pędzi w szaleńczym tempie, a mimo to praktycznie ani razu nie pomyślałem, że coś należało skrócić, pominąć albo streścić. Bohaterowie są wiarygodni i autentycznie interesujący. Często trafiam na książki, w których postaci zachowują się nielogicznie albo brakuje im konsekwencji. Tutaj tego nie ma. Wszyscy są nieprzewidywalni, ale jednocześnie przekonujący.


Najlepsze były momenty, gdy ujawniano ich prawdziwe motywacje i przemyślenia - często zupełnie inne od tego, co sam sobie wcześniej wyobraziłem. Przez większość książki nie wiedziałem, co myśleć np. o Toranadze. Dobry? Zły? Neutralny? Naprawdę chce zostać shōgunem, czy nie? Te same pytania zadawali sobie bohaterowie powieści, a ja, mimo że znałem ich perspektywę najbliżej, również nie znałem odpowiedzi. Kiedy ujawnił prawdziwy powód zatrzymania Blackthorna, byłem autentycznie zaskoczony. Powinienem był to przewidzieć, ale nie przewidziałem.


Dodatkowo działało na mnie to, że Clavell nie przesadza z opisami. Dostajemy dokładnie tyle szczegółów, ile potrzeba i ani trochę więcej, a całkiem sporo informacji poznajemy naturalnie, przez dialogi. Nie mam papierowego wydania, tylko audiobook, więc nie wiem, jak zapisano w nim język japoński, ale w wersji audio wypadało to świetnie. Wraz z nauką języka przez Blackthorna coraz częściej pojawiały się podstawowe zwroty po japońsku i pozostawały bez tłumaczenia. Nie chodziło tylko o proste dōmo ("dzięki", "bardzo", "witaj" lub "przepraszam" - zależnie od kontekstu), ale całe sekwencje, które człowiek zaczynał rozumieć, bo uczył się ich razem z bohaterem. No i te momenty, gdy słyszymy Johna z perspektywy Japończyka, który musi zrozumieć bełkot. Też fajne.


W zasadzie jedyne, co podobało mi się mniej, to momentami burzące immersję wewnętrzne monologi niektórych postaci. Zwłaszcza Kashigi Yabu trochę na tym tracił. Czasem dobrze było wiedzieć, że z zewnątrz jest uprzejmy, a wewnątrz knuje, ale szczególnie na początku ciekawiej byłoby, gdyby jego intencje pozostały dla nas tajemnicą - tak jak dla Blackthorna.


Mógłbym napisać więcej, ale chyba nie ma sensu. Wyobraźcie sobie po prostu więcej peanów o tym, jakie to fajne i trochę smutne. xD


A i też nie zgodzę się ze stwierdzeniem, że Clavell opisał Japończyków, jako "prawdziwych", myjących się barbarzyńców, mimo że sami nazywali tak przybyszów z Europy. W pewnym sensie każda z nacji obecnych w książce jest ukazana tak, że ma coś za uszami. Chyba Rodrigues pokazuje to w jednym dialogu z Mariko, a John uczy się tego przez całą powieść.


Całość skończyłem w około tydzień, nie licząc weekendu. Ocena bardzo wysoka, także dlatego, że spokojnie mógłbym spędzić z tą historią jeszcze kolejny tydzień, gdyby Clavell pociągnął ją dalej.



Tak teraz patrzę na tę okładkę i mam wrażenie, że to chyba jedna z najgorzej dobranych okładek do historii, jakie widziałem. Trochę szkoda, że dodałem Dziweński ryjec zanim skończyłem książkę, bo gdybym wiedział, wybrałbym inną. Shogun kurna nie ma ani kszty walki na koniach, zwłaszcza w przypadku Blackthorna. Ktokolwiek z Vis-a-Vis Etiuda wybierał to w wydaniu z 2024 roku - brawo. Na przyszłość warto przeczytać książkę do której robi się okładkę. xD



> #dziwensieodchamia <

#bookmeter #ksiazki #audiobook #shogun #japonia

d9cfb7ed-be99-4cf9-a504-d336eae0cb69

@Dziwen świetna książka! Szkoda, że następna taka nie była. Króla szczurów jeszcze mogę polecić, co prawda, to nie taki rozmach i poziom historii, ale ciekawa i bardzo przyjemna.

@splash545 właśnie sprawdzałem inne jego książki i z opisów nie porywają. Kiedyś siądę do Króla szczurów, ale te pozostałe jakoś mnie nie zaciekawiły. xD

@Dziwen ja poleciałem w tego Gajdzina po Shogunie i meh. Chociaż zła nie jest i niektórym się podoba, no ale dla mnie to nie to.

Zaloguj się aby komentować

Aktor, działacz proekologiczny, trochę piosenkarz i długo gej pod przykrywką.

Urodził się w Beverly Hills. W młodości doświadczył znęcania psychicznego ze strony ojca, który był alkoholikiem, matka zresztą też. Oboje należeli do AA. Jednak to nie alkoholizm przyczynił się do zachowania ojca, bo nawet po wyleczeniu używał sobie na synu.

Bohater tagu ciężko pracował na swój sukces, szlify aktorskie zdobywał na deskach teatrów. Kształcił się również w Anglii, gdzie szlifował nie tylko aktorstwo, ale i akcent brytyjski do perfekcji.

Pierwszą poważną rolą, która przyniosła mu sławę, była postać doktora Kidlera w serialu o tym samym tytule. Grał w ekranizacjach powieści Aleksandra Dumasa, a także brawurowo odtworzył postać Hamleta.

Kolejnym przebojem, w którym zagrał był miniserial Shogun. Najbardziej znane jego role to postaci Alana Quatermaina, księdza de Bricasarda w Ptakach ciernistych krzewów czy Wallenberg.

W 2003 roku w wieku 69 lat ujawnił w swojej autobiografii, jest homoseksualistą. Tym samym zrzucił z siebie wielkie brzemię tajemnicy i doznał swoistego oczyszczenia.

Zmarł w marcu bieżącego roku na powikłania po udarze mózgu.


Richard Chamberlane

#retroprzystojniaki #shogun #aktor #homoseksualizm #ladnypan #trzejmuszkieterowie #hamlet

7e968fb5-3735-4c22-8db3-ac6edee3a95e

Zaloguj się aby komentować

507 + 1 = 508


Tytuł: Tai-Pan

Autor: Clavell James

Kategoria: powieść historyczna

Wydawnictwo: Vis-a-Vis/Etiuda

Liczba stron: 752

Ocena: 7/10


Link do LubimyCzytać:

https://lubimyczytac.pl/ksiazka/219516/tai-pan


Oj, zmęczyła mnie ta książka. A może raczej to ja ją męczyłam, bo przeczytanie jej zajęło mi dwa tygodnie.


"Tai-Pan" to druga książka z sagi azjatyckiej Jamesa Clavella, którego możecie kojarzyć przede wszystkim jako autora pierwszego tomu sagi, czyli "Shoguna". "Tai-Pan" nie ma w zasadzie nic wspólnego z "Shogunem" poza tym, że ma miejsce w Azji. W teorii główny bohater, Dirk Struan, wywodzi się z tej samej linii rodzinnej, co John Blackthorne, jednak nie jest to powiedziane w "Tai-Panie" wprost.


Tak czy inaczej, śledzimy tu losy Dirka Struana nazywanego Tai-Panem (był to tytuł nadawany głowom ważnych firm handlowych w XIX wieku w Chinach. Dirk zarządza firmą Noble House, i właśnie — wraz z innymi handlowcami — przejmuje na rzecz Korony Brytyjskiej pustą skalistą wysepkę zwaną Hong Kong, by zamienić ją w brytyjski port handlowy.


Dirk musi być w tym wszystkim niezwykle cwany, gdyż zarówno morze, jak i konkurencja nie są tu spokojne. Jego największym wrogiem jest Tyler Brock, lider kompanii Brock i Synowie, z którym łączy go przeszłość. Poza tym są piraci, piękne chińskie konkubiny, nieślubne dzieci, niecierpliwe czekanie na wieści z kraju toczonego cholerą, Amerykanie, Rosjanie, no i — naturalnie — Chińczycy w wersji oficjalnej oraz mafijnej. A na domiar złego, wciąż toczy się walka o władzę i dominację w handlu.


Choć ta książka mnie nie porwała tak, jak "Shogun", to jestem pod ogromnym wrażeniem tego, jak Clavell potrafi zbudować świat. Jest tu mnóstwo wątków, postaci są złożone, wielowarstwowe i każda z nich ma własne cele, które pragnie osiągnąć, a przy tym autor operuje niesamowitym zasobem wiedzy z zakresu żeglarstwa, historii, funkcjonowania świata w tamtym okresie czasowym.


Jest to raczej "męska" książka i do pierwszej połowy akcja rozwijała się dość wolno, ale ostatecznie bardzo mi się podobała. Teraz krótka przerwa na krótsze książki, i pewnie znów sięgnę po kolejną książkę z tej serii.


Prywatny licznik (od początku roku): 16/52


Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazka #ksiazki #czytajzhejto #shogun

f1bf0b2a-9db6-4111-b9c6-1f9d56f13637
Wrzoo userbar

Zaloguj się aby komentować

907 + 1 = 908


Tytuł: Shogun

Autor: James Clavell

Kategoria: Powieść historyczna

Wydawnictwo: Vis-á-Vis/Etiuda

Liczba stron: 1136

Ocena: 9/10


Pierwsza książka w tym roku, która w moim prywatnym spreadsheecie otrzymała 5/5 gwiazdek.


Na początku tego roku oglądałam świetny serial na podstawie tej książki (gorąco polecam), i myśl o jej przeczytaniu towarzyszyła mi przez niemal cały rok. Odstraszała mnie jednak objętość, bo to konkretna kobyła. Ale że rok się kończy i już niemal zrealizowałam swoje tegoroczne wyzwanie książkowe, to był to dobry moment na zmierzenie się z "Shogunem".


"Shogun" to powieść pełną gębą. Śledzimy w niej losy Anglika Johna Blackthorne'a, pilota statku, który w XVI wieku po burzliwej i wielomiesięcznej podróży dopływa do wybrzeży Japonii. Nie znając języka, z resztką załogi trafiają w ręce Japończyków; pragnie tylko handlować i wrócić do Anglii, jednak zamiast tego staje się marionetką w rękach walczących o władzę nad cesarstwem.


Clavell fenomenalnie kreuje postaci i świat przedstawiony. Immersja podczas czytania tej książki jest niezwykła. Widać, że autor zrobił konkretny research podczas pisania tej książki (a została opublikowana w 1975 roku!).

Jedyne, co odejmuje jej uroku, to tragiczne formatowanie na Legimi (fuck you, Legimi) i nieco czerstwe dialogi między Blackthornem a Mariko pod koniec. Poza tym, historia wciąga i żałuję, że to już koniec, i że kolejne tomy sagi nie przedstawiają dalszych losów Blackthorne'a.


Prywatny licznik (od początku roku): 51/52


Polecam, polecam, polecam.


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazka #ksiazki #czytajzhejto #shogun

57578f35-1319-4b8f-8828-bee24d5bad88
Wrzoo userbar

@Wrzoo - mi serial średnio podszedł. Specjalnie czekałem aż skończę książkę i na świeżo jak oglądałem to brakowało mi sporo. Dużo rzeczy na skróty, Pilot słabo poprowadzony - wiem że w książce też był tylko instrumentem ale tutaj to miałem wrażenie że mogłoby go wcale nie być i nie byłoby różnicy. A szkoda bo lubię tego aktora (calm with horses).

@zygfrydos może mamy z tego powodu inną perspektywę, bo ja już o wielu wątkach zapomniałam i miło bylo mi to sobie odświeżyć. Nie pamiętam już tak dobrze serialu, ale zrobił na mnie wrażenie jakością wykonania.

@Wrzoo zapewne o to chodzi. Realizacja super to fakt.


Z japońskich klimatów bardzo mi podszedł Blue Eye Samurai na netflixie - jak jeszcze nie widziałaś

@Wrzoo A który serial oglądałaś? Tegoroczny czy ten z 1980 roku z Chamberlainem?


Objętość Cię odstraszała? Czytam właśnie "Źródło" Ayn Rand (954 stron drobnym drukiem).

@Pan_Buk ten tegoroczny :) wiesz, ta objętość odstrasza na zasadzie: „ta jedna książka powinna się liczyć jak trzy osobne książki, ale zapiszę ją sobie tylko jako jedną” 😅

Zaloguj się aby komentować

Czy Shogun jest serialem bardzo dobrym? Tak. Czy jest serialem wybitnym? Według mnie, nie do końca.


Wcześniej nie czytałem książki ani nie posiadam też szczególnej wiedzy o temacie, więc po prostu wchłaniałem serial bez wielkich oczekiwań. Całość przypominała mi mieszankę stylów z filmów Ostatni Samuraj oraz Wyznania Gejszy, ze szczyptą serialu Piraci (aka Black Sails).


Gra aktorska na bardzo wysokim poziomie.

Jedynie nie mogłem się przekonać do jednej z głównych ról czyli: John Blackthorne.

W serialu jest wiele dialogów i wątków "politycznych" i w stosunku do nich dużo mniej akcji. Wiele scen zostało stworzonych w bardzo artystyczny sposób i zadbano o najmniejsze detale (np. przy kostiumach).

Jak na produkcję dla dorosłych bardzo mało golizny (dla jednych plus, dla drugich minus).


Mi brakowało do szczęścia czegoś, czym również się zawiodłem w przypadku serialu Rzym (Rome) z 2005 roku. W tamtej produkcji kiedy miała być epicka bitwa to została kompletnie pominięta i dostaliśmy tylko obraz co się działo po bitwie (wyjście trochę na łatwiznę..). Pewnie niepotrzebnie podświadomie nastawiłem się na jakieś sceny epickiej walki w Shogunie i dlatego po ostatnim odcinku miałem niedosyt. Jest to mini-serial i pewnie nie powstanie kolejny sezon


Oczywiście zdaję sobie sprawę, że ludzie mogą się tegorocznym Shogunem dużo bardziej zachwycać i nikt tego nie zabrania


#seriale #shogun

44463334-2f67-4bed-a64a-495a63356182

Mam nieco podobnie. Czegoś mi zabrakło. Nie wiem czego. Toranaga jako aktor był świetny.

Chyba ta tłumaczka i blackthorn nie przekonoali mnie swoimi postaciami. Nie zżyłem się z tymi postaciami. Jak ta Mariko sama umarła, nie czułem nic i nie było mi jej zal. Największy plus to przedstawienie zderzenia kultur.

@nobodys widziałem kiedyś porównania niektórych scen z poprzednią wersją serialu (z Chamberlainem) i miałem wrażenie, że tamci starzy aktorzy byli po prostu lepsi.

Zaloguj się aby komentować