#postoicku

17
9

Żyj tu i teraz #postoicku


Żyj tu i teraz, bo życie toczy się tylko i wyłącznie w teraźniejszości. Przeszłość i przyszłość nie istnieje - są to jedynie urojenia odciągające nas od prostoty i radości życia w chwili obecnej.


Oczywiście, każdy niesie za sobą pewien bagaż, którym obarczył się w przeszłości. Przeszłe doświadczenia niosą ze sobą mądrość i dzięki nim nie popełniamy wciąż tych samych błędów. Dbajmy jednak o to, żeby stale przeglądać, co też targamy na swoich plecach. Sprawdzajmy czy każde z dawnych doświadczeń, działa obecnie na naszą korzyść. Bo może zdarzyć się tak, że dawny lęk, który mógł być ratunkiem w jakiejś sytuacji z przeszłości, dziś jest tylko ograniczeniem i powodem blokad psychicznych.


Nie należy się wcale obrażać na taki stan rzeczy. Automatyzmy wypracowane kiedyś, zapewniały nam przetrwanie, należy się więc im pewien rodzaj szacunku. Przede wszystkim trzeba być ich świadomym i wiedzieć, że nie musimy już im ulegać, pomimo złego samopoczucia i tego, że wszystko będzie w nas krzyczeć, kiedy postanowimy zaniechać działań z nich wynikających. To właśnie w ten sposób rozmontowuje się dawne - niekorzystne dla obecnego siebie - schematy. Trzeba powtórzyć to n razy, aż w końcu przestanie być to tak trudne i bolesne, a stanie się co najwyżej lekkim dyskomfortem.


Z drugiej strony mamy przyszłość i pragnienia z nią związane. Każdy ma też co do niej jakieś oczekiwania i wyobrażenia, jak też będzie ona wyglądać. Starajmy się nie iść w tę stronę, bo nie ma nic gorszego, niż życie wyobrażeniami. Im mniej oczekiwań, tym mniej trosk. Jeśli nie przyrzekłem sobie, że coś stanie się na pewno, tym mniejszy ból, gdy coś stanie się nie tak jakbym tego chciał. Wdrożenie dyscypliny myślenia do codziennego życia, pomoże wyplenić chciejstwa i stać się bardziej otwartym na to co przyniesie los.


Cóż jednak, mam niczego nie chcieć od życia i niczego nie planować? Nie o to w tym wszystkim chodzi. Warto mieć plany. Warto też stawiać sobie realne cele - w różnych aspektach życia - krótko, średnio i długoterminowe. Z tym, że im bardziej długoterminowy cel, tym trzeba być bardziej otwartym na to, że coś może pójść nie po naszej myśli. Trzeba postarać się czerpać większą satysfakcję z samego dążenia, niż z realizacji projektu. Bo im dłuższy okres, tym większa szansa, że wszystko wyjdzie zupełnie inaczej, niż to sobie wyobrażaliśmy. Pozwólmy, więc dać się trochę zaskoczyć przez życie, bo nie wszystko da się kontrolować, a tak właściwie to bardzo niewiele.


Natomiast to co warto starać się kontrolować - są to plany krótkoterminowe, na dzień dzisiejszy. Bo to czy pójdziemy dziś na trening, czy stwierdzimy, że się nam nie chce; bądź to czy wybierzemy czytanie książki, czy bezmyślne scrollowanie; a może przełamiemy lęk związany z dawno odkładaną wizytą w urzędzie, czy też mu ulegniemy - to wszystko są rzeczy, które realnie wpływają na naszą przyszłość.

Te wszystkie drobne decyzje tu i teraz, dają nam szansę na realizację długoterminowych celów. Nie niekończące się planowanie, nie wyobrażanie sobie, lecz działanie w chwili obecnej. A nawet gdy przez zrządzenie losu i to nie pomoże w realizacji naszych planów, to zawsze staniemy się lepszą wersją samych siebie i na pewno czeka nas lepsza przyszłość, niż gdybyśmy byli bierni i ulegali temu czy akurat zachce nam się coś zrobić, czy też nie.


Jeśli tylko przyzwyczaimy się do przełamywania swojej niechęci, to wkrótce wszystko stanie się prostsze i już nie będziemy musieli się do niczego zmuszać. Będziemy tylko czerpać satysfakcję z życia i działania w chwili obecnej.


#stoicyzm

2ebc591a-98c1-4c5a-8199-17e1d61c5138

@splash545 mądrego, to i dobrze posłuchać. Już chyba kiedyś opisywałem w kontekście "tu i teraz" sytuację z mojej terapii. Terapeutka powiedziała mi "już pan się tyle mocował z przeszłością, tak się utaplał w tym a co z tym jak jest teraz?". Bez tego teraz nie zbudujemy sobie jutra. A wyciągać wnioski i myśleć o przeszłości jest rzeczą słuszną i potrzebną, ale trzeba wiedzieć kiedy jest to konstruktywne a kiedy jest to już właśnie tylko "taplanie się" a to nic nie daje.

Zaloguj się aby komentować

Ciesz się z małych rzeczy! #postoicku


Współczesny człowiek jest tak bardzo zajęty życiem, że nie ma czasu by żyć. Zajęty wieczną pogonią, od zadania do zadania, od pragnienia do pragnienia, od potrzeby do potrzeby, a w międzyczasie zapomina, o tym co jest naprawdę ważne. A ważny jest spacer, szum drzew i zachód słońca, chwila z lekturą, uśmiech żony, czy rozmowa z przyjacielem - to właśnie w takich rzeczach kryje się prawdziwa treść życia.


Bo to, czy osiągniesz sukces finansowy, będziesz podróżować, będziesz mieć kochającego partnera życiowego, czy też dobre wykształcenie - to żadna z tych rzeczy z osobna, ani nawet wszystkie razem wzięte, same z siebie nie sprawią, że będziesz szczęśliwy. Możliwe, że właśnie jesteś tak zajęty próbą ich osiągnięcia, że nie masz czasu na chwilę refleksji, by zauważyć pewną zależność, że każda z tych dużych rzeczy - do których tak uparcie dążysz - składa się z pewnej puli rzeczy małych. Jeśli więc nie potrafisz cieszyć się z małych rzeczy, to spełnienie dużego pragnienia, da Ci jedynie chwilową satysfakcję i zostawi po sobie pustkę, którą zapewne wypełnisz kolejnym dążeniem, bo przecież zawsze można osiągnąć więcej.


A to właśnie w małych rzeczach jest klucz do szczęścia. Ważne, żeby nauczyć się je cenić i doświadczać w sposób jak najbardziej świadomy, nie mimochodem, nie od niechcenia, lecz z należną im uważnością. Niech przestaną być małe, niech staną się wielkie! Postaw je, więc wysoko w swojej hierarchii wartości.


Chcesz być szczęśliwy? Uczyń się nim samemu! Właśnie poprzez regularne staranie, żeby doceniać i cieszyć się z małych-wielkich rzeczy. Bo, żeby być szczęśliwym wcale nie trzeba niczego osiągnąć, wystarczy tylko opanować tę jedną umiejętność. Bo szczęścia można się nauczyć, ot tak, po prostu.


#stoicyzm

3a63b44d-2050-4baf-b5ac-445fe26d81de

I tak i nie. Bo z jednej strony racja, spacer, zachód słońca czy książka są ważne, ale z drugiej strony - ciągłe gadanie o tym tworzy w ludziach FOMO i tylko pogarsza ich stan psychiczny, bo znowu nie robią tego, co powinni.


Mam trochę dość tego internetowego gadania co jest prawdziwym szczęściem czy prawdziwym życiem. Prawda jest taka, że jeśli chcesz mieć dom, to musisz na niego zarobić i możliwe, że wtedy nie będziesz oglądał zachodów słońca i chodził na spacery - ale to jest okej. Posiadanie celów i poświęcenie części życia na nie - to jest okej. Posiadanie chęci siedzenia na kanapie i nicnierobienia też jest okej. A jeśli chcesz iść na spacer czy poczytać książkę, to super. Ale rób to jeśli chcesz, a nie dlatego, że bez tego Twoje życie będzie bezwartościowe.

Zaloguj się aby komentować

Co by było gdyby... czyli życie w świecie wyobrażeń.


Jedną z gorszych rzeczy obciążających psychikę jest przyzwyczajenie się do życia w wyobrażonym świecie. Uciekanie myślami w różne alternatywne wersje rzeczywistości, lecz także w marzenia, a w szczególności marzenia, których realizacja jest możliwa jedynie teoretycznie, może być powodem przewlekłego stresu oraz wywoływać stany lękowe. Dlatego niech nasze marzenia będą na tyle realne, by mogły stać się celami. Błędem jest też zbyt częste myślenie o nich, bo mózg nie odróżnia rzeczywistości od wyobrażeń. Gdy zbyt często wyobrażamy sobie sukces, to psychika dostaje gratyfikację i blokuje nas przed realnym działaniem. Bo po co coś robić skoro wymaga to wysiłku? Łatwiej jest przecież pomyśleć i żyć wyobrażeniem.


Jednak przez takie podejście zaznajemy dysonansu poznawczego, bo realnie żyjemy w tej szarej rzeczywistości, którą przestaliśmy cenić. 'Bo przecież moje życie byłoby lepsze, gdybym w przeszłości zachował się w inny sposób, przecież to takie oczywiste!' - Oczywistą pułapką jest myślenie w taki właśnie sposób. Analiza wsteczna najbardziej skuteczna, więc łatwo jest oceniać przeszłość wiedząc co się wydarzyło później. Trzeba nauczyć się być dla siebie bardziej wyrozumiałym, bo prawda jest taka, że człowiek z reguły stara się zrobić dla siebie jak najlepiej, dysponując wiedzą jaką na dany moment posiadał. A, że te decyzje bywają błędne, to cóż, życie i nie ma takiej osoby, która by nie popełniała błędów. Ten się nie myli kto nic nie robi. Cały ten akapit składa się z oklepanych frazesów, lecz frazesy te zawierają w sobie prawdę i zdajemy sobie z niej sprawę na racjonalnym i świadomym poziomie. Jednak często podświadomie tę prawdę odrzucamy, katując się nierealnymi wymaganiami wobec siebie z przeszłości.


Trzeba nauczyć się opanowywać zapędy naszego wewnętrznego krytyka i w zamian postarać się stać wyrozumiałym i wspierającym przyjacielem dla siebie samego. Zadawaj sobie pytania: czy dana narracja jaką teraz masz względem siebie, jest czymś co powiedziałbyś do swojego przyjaciela? Czy byłbyś wobec niego taki krytyczny i kazałbyś się zadręczać? Stosuj się do tych rad, które udzieliłbyś komuś innemu.


Najważniejsze w tym wszystkim jest postarać polubić swoje życie, jakie by nie było. Życie wyobrażeniami zawsze ma swoje korzenie w braku akceptacji do tego co jest. 'Bo ja chciałbym, żeby było inaczej'. Taka roszczeniowa postawa wobec życia jest jednym z większych grzechów jakie można popełnić wobec siebie. Trzeba wyplenić te chciejstwa ze swojej narracji. Bo życie to nie koncert życzeń, więc albo decydujesz się wziąć je takie jakie jest, skupiając się na staraniach, żeby ulepić coś z tej gliny, która jest dla Ciebie dostępna. Albo ugrzęźniesz w świecie chciejstw i wobrażeń, stając się w końcu zgorzkniałą osobą i jedyną 'radością' jaka Ci pozostanie będzie użalanie się nad sobą.


Staranie się jest tu kluczową frazą, gdyż to właśnie ze starań, a nie ich efektów, trzeba czerpać satysfakcję. Bo gdy nie możesz być zadowolony ze swojego życia, to zawsze możesz być zadowolony z siebie i swojej postawy wobec świata. Kieruj swe myśli właśnie w tę stronę i spraw, żeby tego typu narracja stała się dla Ciebie czymś naturalnym.


Lecz czasem pomimo tych wszystkich zabiegów, nadejdzie wieczór gdy nie będziesz mógł zasnąć, gdy wola będzie słaba, nadejdą demony z powracającym podszeptem: co by było gdyby? Skup się na oddechu i pozwól im przeminąć, to tylko szkodliwe automatyzmy nabyte w nie do końca świadomy sposób. Nie wpadaj w panikę, w końcu odejdą, jak nie za pięć minut, to za godzinę, albo dwie. To żadna kara, to szansa na trening dyscypliny myślenia w trochę trudniejszych warunkach.


#postoicku #stoicyzm

6370d210-efc3-4063-b58f-4445b8f18498

@splash545 dobrze jest mieć marzenia, ale po prostu nie należy zatapiać się w nich i tworzyć nierealne scenariusze. Banał o cieszeniu się z rzeczy małych nie jest jakimś wymysłem. Trzeba po prostu starać się osiągnąć stan w którym mamy swoje, teoretycznie banalne radości.

Marzenia, które zdolni jesteśmy zrealizować, to już zupełnie inny level i one działają bardzo dobrze i pobudzająco. Ja na przykład chcę jechać kolejny raz do Włoch albo pojechać do UK na mecz. I to jest całkiem realne marzenie i ono mnie jakoś napędza i pokazuje, że w życiu jest jeszcze sporo fajnych rzeczy do zrobienia. Natomiast złym byłoby grzęźniecie w przemyśleniach typu "a co by było gdyby?".

@splash545


Świetny wpis.


Byłem kiedyś na prelekcji Marcina Przybyłka, który powiedział coś takiego: wszystkie decyzje, które podjęliśmy, były właściwe, ponieważ wciąż żyjemy.


To uogólnienie, ale dało mi do myślenia.


Czasem myślę o tym, że w przeszłości mogłem podjąć inne decyzje. Na przykład pójść do wojska od razu po szkole, pewnie lepiej bym na tym wyszedł. Ale uświadomiłem sobie, że jakakolwiek zmiana w mojej przeszłości sprawiłaby, że nie byłbym w tym miejscu, w którym jestem dzisiaj. Nie poznałbym swoich kumpli czy dziewczyny, byłbym też innym człowiekiem.


No i kwestia tego, że wyobrażamy sobie, że w wyniku innych decyzji nasze życie byłoby lepsze. Dlaczego nie zakładamy, że mogłoby być gorsze? I tu powrót do słów Przybyłka: wciąż żyjemy, więc podjęliśmy dobre decyzje.

Zaloguj się aby komentować

Dyscyplina myślenia #postoicku


Jednym z elementów praktyki stoickiej jest dyscyplina myślenia.

Po pierwsze, należy uświadomić sobie, że nie jestem myślami, a one nie są mną. To, że coś mi się pomyślało, nie musi oznaczać, że faktycznie tak uważam i każda myśl wcale nie musi pochodzić ode mnie. Myśl może się wytworzyć pod wpływem chwili, przez różnego rodzaju czynniki zewnętrzne. Na powstające myśli wpływają dawne doświadczenia, traumy, relacje, narracja płynąca z mediów, a także chwilowe samopoczucie wynikające chociażby z tego czy jestem wyspany, czy może głodny. O pewnych sprawach będę inaczej myśleć rano, a zupełnie inaczej wieczorem. To wszystko dowodzi, że myśli są czymś nietrwałym, ulotnym i niepewnego pochodzenia. Utożsamianie się z nimi jest, więc głupotą.


Takie myśli, nie powstające w drodze refleksji, wcale nie muszą dyktować moich zachowań, nie muszą też - w sposób znaczący - wpływać na to jak się czuję. Trzeba tylko nauczyć się je wyłapywać i nie dawać im paliwa w postaci uwagi. Jest to element psychicznej higieny, żeby nie pozwalać na to, żeby w głowie działo się wszystko co chce. Zamiast tego należy ukierunkować myśli na to czego faktycznie chcę, co uważam za warte uwagi, lub po prostu pozwolić im przeminąć.

Bo to, że zobaczyłem ładne auto wcale nie oznacza, że mam zaraz wchodzić na otomoto i trwonić swój czas na szukaniu tego czym chciałbym jeździć w przyszłości. Będzie to nie tylko strata czasu, ale też odbieranie sobie szczęścia z chwili obecnej. Jest to typowy wybieg ucieczkowy psychiki, która robi to z automatu, bo jest to ucieczka w przyjemność. Bo tu i teraz trzeba mierzyć się z obowiązkami, sobą i światem. Tylko czy to naprawdę jest takie straszne? A może to tylko dyskomfort, którego przełamanie może dać sporo satysfakcji?


Regularny trening myślenia, wyłapywanie zbędnych i szkodliwych myśli, a następnie ucinanie ich, może być skutecznym remedium na overthinking. Pomocne będzie zadawanie sobie pytań typu - skąd dana myśl przyszła, jak na mnie oddziałuje i dokąd może mnie zaprowadzić.

Wypracowując dyscyplinę myślenia wzmacniam tym odporność psychiczną, bo po ciężkim doświadczeniu, będę mógł sprawnie przekierować swoje myśli dalej, żeby skupić się na tym na co mam wpływ, zamiast udręczać się rozpamiętywaniem tego czego zmienić się już nie da.


#stoicyzm #dosiebiesamego #praktykastoicka

f3515eb3-8b78-42d9-a04d-e77cdb4eb89f

Kurde, to się mega pokrywa z tym co robię ostatnio. Znajomy mi polecił apke do medytacji Waking up I tam bardzo dużo medytacji opiera się właśnie na analizie skąd się biorą myśli i na tym żeby się z nimi nie identyfikować

@splash545 to samo usłyszałem na terapii. Sama prawda. U mnie bardzo się sprawdziło właśnie zdanie sobie sprawy, że nie każda myśl jest "moją myślą" w sensie bycia moim przekonaniem i nie każda myśl warta jest pochylania się nad nią.

Zaloguj się aby komentować

"Im jestem starszy, tym bardziej się radykalizuję w kwestii, że debili powinno się SKUTECZNIE izolować od społeczeństwa. Może obozy pracy, może utylizacja, nie wiem."


To przerażające, że wpis z takim nagłówkiem zdobył na hejto ponad 300 piorunów. Rozumiem czym to jest spowodowane, bo zapewne większość piorunujących dała pioruna za dalszą część historii, pierwszy akapit uznając za pisany pod wpływem emocji bądź za zabieg stylistyczny nadający mocniejszy wydźwięk samemu wpisowi - sądząc, że jego autor wcale tak nie myśli. On jednak w komentarzach udowodnił, że tak nie jest i główną częścią wpisu był tenże nagłówek, a nie następująca po nim historyjka, najprawdopodobniej wymyślona w celu przepchnięcia radykalnego poglądu. Sam odruchowo chciałem dać pioruna za dalszą część tego wpisu, jednak mając w pamięci ten obrzydliwy nagłówek, cofnąłem się do niego, przeczytałem go raz jeszcze i jednak tego nie zrobiłem.


Przytoczona po nim historia ma na celu zagrać na emocjach i robi to skutecznie. Opisuje sprawiedliwość wymierzoną bucowi, którego zachowanie było niebezpieczne - niedostosowanie prędkości do warunków jazdy. Sami znamy analogiczne sytuacje i wiemy, że egzekwowanie przy nich prawa kuleje i osobom, które prezentują tego typu niebezpieczne zachowania, często uchodzi ono na sucho. A tu proszę, w tejże historii (wymyślonej czy też nie, mniejsza o to) taki osobnik zostaje ukarany, sprawiedliwość, której realnie tak często brakuje, zostaje wymierzona, a my odczuwamy satysfakcję i nic tylko przyklasnąć... gdyby nie ten wstęp. Bo autor tego wpisu nie jest usatysfakcjonowany, on tego kierowcę wysłałby do obozu pracy albo zabił. W komentarzach pod wpisem brnął w tę narrację oraz atakował i starał się wyśmiać każdego kto prezentował bardziej wyważony pogląd - czyli nie godzenie się na obozy pracy i karę śmierci w Polsce.

Wypadałoby więc odpowiedzieć sobie na pytanie czy chcemy żyć w takim świecie, w którym karą za przekroczenie prędkości jest śmierć? Przypuszczam, że większości osób piorunujących cytowany przeze mnie wpis, wcale taka wizja się nie podoba. To po prostu zręczna propaganda i gra na emocjach skłoniła ich do naciśnięcia pioruna przy wpisie o wydźwięku czysto faszystowskim.


Dlaczego jednak publikuje ten wpis pod #postoicku ? Robię to ponieważ elementem stoickiej praktyki jest dbanie o wewnętrzną narrację. Staranne dobieranie słów jakich używa się do samego siebie oraz innych i uprzednie analizowanie tego w jaki sposób zawarty ładunek emocjonalny w danym wyrażeniu, bądź jego brak, zadziała na jego odbiorcę. Dlatego też zauważyłem jaki efekt chce osiągnąć autor komentowanego tu przeze mnie wpisu. Przy tej okazji chciałem wyczulić Was, żebyście nie dali się wmanipulować w grę na Waszych emocjach, lecz przed jakąkolwiek reakcją spróbowali odpowiedzieć sobie najpierw na pytanie: co, kto danym wyrażeniem bądź wpisem próbuje osiągnąć? W szczególności gdy widzicie gdzieś skrajnie radykalny pogląd, bo radykalizm w żadną stronę nie prowadzi do niczego dobrego, jedynie do patologii i wypaczenia szlachetnych idei.

A wyrażeń typu - "debili powinno się SKUTECZNIE izolować od społeczeństwa. Może obozy pracy, może utylizacja" - niczym nie można tłumaczyć, ani wzburzeniem ani też zabiegiem stylistycznym i w rozsądnej społeczności, to autor takiego wyrażenia powinien być izolowany, jednak nie w obozie pracy a poprzez ostracyzm.

U lalala. Całe hejtowe humanitarystyczne lewactwo w jednym miejscu. Zwolennicy pontoniarzy, klub nie trzymających moczu, planeta płonie i takie tam różne. Trzask pękających dup słychać aż nad Oką szeroką i głęboką. Piękne.


Ps. Ile kopiejków towarzyszom za te wysrywy płacą?


Ludzie piorunują, bo mają dość debili. W tym wszelkiego LGBTQwerty, inkluzywności, polityk klimatycznych, i tym podobnego guana. W skrócie socjalizmu i komunizmu, zwłaszcza ci, którzy ten syf pamiętają.

@splash545 Cała inba mnie ominęła, bo zignorowałam wpis po przeczytaniu pierwszego akapitu.

Tanie szukanie atencji "patrzcie jaki jestem mądry a inni głupi", śmierdzi zawsze na kilometr wymyśloną historyjką, albo prawdziwą, tylko zakończenie dorobione fejkowe. W realu op zobaczył jak ktoś jedzie szybko i nie zrobił nic, ale dorobił se w myślach historię jak to wypierdala podwykonawcę z budowy XD

Czy ja wiem. Wpis może i był emocjonalny ale obiektywnie rzecz biorąc wymierzyl karę zgodnie z przepisami. Jedynie co się można przyczepić to że ten drugi olał choć mogloskonczyc się polubownie

Zaloguj się aby komentować

4. Autoterapia #postoicku - praca nad wyobrażeniami


Nie znam genezy stoickiej pracy nad wyobrażeniami, wiem jednak, że filozofem, który największy nacisk kładł na tę autoterapeutyczną część stoicyzmu był Epiktet.

Piszę tu o autoterapii ponieważ nurt terapeutyczny poznawczo-behawioralny wywodzi się właśnie ze stoicyzmu. Jest to nurt uznany za ten najbardziej skuteczny i najczęściej zalecany przez lekarzy. Czytałem publikacje psychologów i terapeutów, gdzie podawane przez nich ćwiczenia, czy sposoby myślenia były albo 1:1 skopiowane od starożytnych myślicieli, albo zawierały jakieś drobne zmiany, były ujęte współczesnym językiem psychologii, jednak ogólny sens pozostawał ten sam.


Na czym polega praca nad wyobrażeniami?


Praca nad wyobrażeniami jest to praca przy poznawaniu siebie, próbie wyłapania różnego rodzaju błędów poznawczych oraz niekorzystnych schematów myślowych, które w nas funkcjonują, a następnie zmiana ich na takie, które działają na naszą korzyść. Jest to praca nad swoją narracją o świecie, a także o sobie samym. Chodzi w niej by zacząć żyć świadomie, przestać się oszukiwać i zaakceptować życie takim jakie jest w możliwie najbardziej prawdziwy i neutralny sposób.


Fałszywe wyobrażenia


Często jest tak, że w skutek czynników losowych lub dawnych błędów nasze życie nie wygląda tak jakbyśmy tego chcieli. Mamy wtedy tendencję do rozpamiętywania dawnych niepowodzeń, lub zastanawiania się co by było gdyby. Tego typu myślenie nie prowadzi do niczego dobrego i to od nas zależy czy będziemy żyli tymi szkodliwymi wyobrażeniami, czy skupimy się na naszym obecnym życiu oraz tym co możemy z niego wycisnąć, jakie by ono nie było. Człowiek potrafi odnaleźć się nawet w najgorszych okolicznościach tylko trzeba tego chcieć i włożyć trochę wysiłku w zmianę swojego sposobu myślenia. Bo nie to co nas otacza tylko to w jaki sposób myślimy decyduje o naszym poczuciu szczęścia.


Mamy tendencję do myślenia w sposób, że muszę zrobić to czy tamto, a wtedy to już będę szczęśliwy, wtedy już na pewno będę czuć się dobrze. Wystarczy tylko, że:

znajdę sobie drugą połówkę/ osiągnę stabilność finansową/ zwiedzę świat/ zrobię karierę/ zrobię studia/ zapewnię moim dzieciom dobrobyt/ kupię sobie Ferrari/ cokolwiek innego

Oczywiście to czego chcemy i do czego dążymy ma dla nas wartość i jest czymś ważnym. Jednak łączenie swojego poczucia szczęścia i spełnienia z tym czego chcemy nie jest zbyt zdrowe dla naszej psychiki. Bo co jeśli pomimo naszych starań jednak nam się nie uda? Albo nawet gdy nam się uda, to te nasze chciejstwa nigdy się nie skończą, będą tylko się mnożyć i prowadzić do następnych, co spowoduje, że nigdy nie będziemy zadowoleni z tego co mamy i nigdy nie będziemy szczęśliwi/usatysfakcjonowani, będziemy odczuwać wieczny niepokój.

Tu pewnie znajdzie się kilka osób, które będą twierdzić, że to jest motor napędowy do rozwoju, żeby ciągle chcieć więcej i to zdobywać. Nie twierdzę, że tak nie jest, twierdzę jednak, że nie czując wewnętrznej presji i niepokoju w dalszym ciągu można chcieć więcej i to zdobywać. Można jednak wtedy mieć ten luz na głowie, że jak się nie uda to trudno i dalej być szczęśliwym pomimo niepowodzenia w naszym dążeniu. Bo można czuć się dobrze ot tak, po prostu, bo prawdziwe, trwałe szczęście może pochodzić jedynie od nas samych.


Drugą rzeczą jest to co wtedy gdy pragniemy czegoś nieosiągalnego: chciałbym, żeby moja partnerka nie odeszła/ chciałbym, żeby moje dziecko nie było niepełnosprawne/ chciałbym nie musieć opiekować się przez lata zniedołeżniałą matką/ chciałbym, żeby moja córka nie umarła

Co wtedy? Czy to oznacza, że mamy być już zawsze nieszczęśliwi? No nie, bo w każdej sytuacji można się odnaleźć i wyszarpać dla siebie kawałek szczęścia nawet gdy los nie był dla nas łaskawy i sytuacja wydaje się beznadziejna. Z wyżej wymienionych przykładów znam osoby, które pomimo sytuacji w jakiej się znalazły radzą sobie i są szczęśliwe. Znam też takie, które w tego typu sytuacjach znajdują pretekst do użalania się nad sobą (robią to mniej lub bardziej nieświadomie). No cóż, życie nieraz jest ciężkie, dla niektórych niebywa łaskawe, lecz to czy poradzimy sobie pomimo wszelakich przeciwności zależy wyłącznie od nas samych, od pracy jaką włożymy w nasz sposób myślenia. Dopiero wtedy powiedzenie: 'Co nas nie zabije to nas wzmocni' może okazać się prawdą, bo bez tego, co nas nie zabije, równie dobrze może nas pogrążyć.


Jak zmienić sposób myślenia?


Praca nad wyobrażeniami nie kończy się na uświadomieniu sobie co tam w nas nie zagrało jak powinno. Tu nie wystarczy przeczytać mądry cytat, albo np. znaleźć w tym tekście coś co faktycznie pasuje do Twojej sytuacji i być może coś z tego co tu napisałem ma dla Ciebie sens. Sama tego świadomość niewiele pomoże, bo jest to jedynie początkowy etap pracy nad sobą. Twój dotychczasowy sposób myślenia, jego błędy i schematy wynikają z nieświadomego przyjęcia pewnych wyobrażeń, a następnie wielokrotnego ich utrwalenia w różnego rodzaju okolicznościach. Tu nie wystarczy sobie coś powiedzieć, tu potrzeba pracy niekiedy trwającej wiele dni, bądź tygodni, przy próbie zmiany swojego sposobu myślenia na wielu poziomach. Można to zrobić w trakcie przeglądu siebie, a później starając się wprowadzać pożądany sposób myślenia w świecie rzeczywistym. Gdy w ciągu dnia dopadną Cię złe myśli, a Tobie uda się je uciąć i nie podążać za nimi wiedząc, że są one fałszywe, szkodliwe i są tylko myślami i dopóki za nimi nie pójdziesz to nic nie znaczą. Gdy zamiast tego uda Ci się wrócić do sposobu narracji jaki chcesz mieć, będzie to już niemały sukces. Należy go sobie przypomnieć i utrwalić w trakcie przeglądu siebie i odczuć satysfakcję z dobrze wykonanej roboty. Później jeszcze kilka razy powtórzyć i wtedy już idzie z górki, zaczynasz myśleć bez szkody dla siebie i odczuwasz wewnętrzny spokój.


#stoicyzm

@splash545 ogólnie dzisiaj też zacząłem czytać "Sztuka życia według stoików" i pierwszy rozdział jest na temat wyobrażeń. W sumie ten pomysł na temat wyobrażeń mocno mi się skojarzył z Buddyjskim współzależnym powstawaniem. W sensie według łańcucha współzależnego powstawania jeszcze przed kontaktem zmysłowym lub z jakimś zjawiskiem umysł utrzymuje jakieś poglądy itd. dokonuje ingerencji w dalsze części łańcucha. To jest podobne do tego czym są wyobrażania. W sensie wyobrażenia barwią doświadczenie i w zależności od naszych wyobrażeń można różnie reagować na dane zjawisko.

Zaloguj się aby komentować

3. Przegląd siebie #postoicku będąc uzależnionym


Jak wspominałem ostatnio optymalny przegląd siebie składa się z dwóch etapów: porannego i wieczornego. Ja jednak będąc osobą uzależnioną nie mogłem robić tego w ten sposób z jednej prostej przyczyny - każdego wieczoru musiałem być zjarany i upity. Trudno, jak trzeba to trzeba, lecz nie mogło to stać się wymówką, żeby zaprzestać pracy nad sobą. Trzeba było tylko znaleźć jakieś rozwiązanie, a było nim robienie przeglądu siebie raz dziennie. Najczęściej rano, czasem jakoś do południa.


Ta trochę awaryjna wersja przeglądu siebie jest połączeniem wariantów porannego i wieczornego w całość. Czasami i do tej pory zdarzy mi się zrobić to ćwiczenie w ten sposób np. gdy robię go mocno zmęczony leżąc już w łóżku i po prostu zasnę w trakcie.

Tego typu przegląd zaczynamy od części wieczornej czyli rozliczamy się z dnia poprzedniego, a następnie planujemy dzień bieżący. Skuteczność takiego przeglądu może być trochę gorsza. Największą jego wadą jest chyba to, że po zrobieniu przeglądu tuż przed snem bardzo dobrze się zasypia i sen jest spokojnieszy, co zdążył kiedyś zauważyć Seneka:


Jaki sen smaczny następuje po takim zbadaniu siebie! Jaki spokojny, jaki głęboki, jaki niezakłócony, gdy dusza jako stróż siebie samej i tajny sędzia człowieka po wnikliwym rozpoznaniu swego postępowania albo pochwali swe obyczaje, albo je zgani. Ja również praktykuję ten zwyczaj i dzień w dzień zdaję rachunek przed sobą.


Gdy jednak byłem na początkowym etapie pracy nad sobą, będąc wtedy kontrolowany przez mechanizmy działania nałogów, oraz mając w głowie całą masę fałszywych schematów myślowych. Nie miało to wielkiego znaczenia czy zrobię przegląd siebie w wersji optymalnej czy awaryjnej. Mogłem też zapomnieć o wprowadzaniu się w stan pogłębionej refleksji. Robiłem go na tyle na ile byłem w stanie, czyli z dzisiejszej perspektywy byle jak. Najważniejsze jednak było to, że w ogóle go robiłem, zachowując przy tym regularność.

Miałem takie szczęście, że od samego początku naprawdę zajarałem się stoicyzmem, dzięki czemu specjalnie nie musiałem się zmuszać do stoickich praktyk, a po pierwszych kilku razach udało mi się zauważyć pierwsze pozytywne efekty tej stoickiej techniki. Pomału robiłem się spokojniejszy, przestałem denerwować się każdą drobnostką i nie brałem wszystkiego tak bardzo do siebie.

Na początku były to naprawdę drobne rzeczy, ale już mogłem poczuć jak zyskuję jakąś minimalną sprawczość w swoim życiu i poprawia się moje samopoczucie. Pomyślałem sobie wtedy, że dotychczas nie wiedziałem co robię i błądziłem po omacku, a właśnie teraz otrzymałem instrukcję obsługi do swojego życia. Dzięki temu wszystkiemu chęć do dalszej pracy nad sobą przychodziła sama. Na tym właśnie polega motywacja. Nie spada ona z nieba, lecz zyskuje się ją przez robienie czegoś, a widząc efekty swoich działań nabiera się chęci na więcej.


Wieczorem natomiast zamiast przeglądu siebie (którego nie mogłem robić z wiadomych względów) robiłem sobie analizę tego jak ja się właściwie czuję po zażyciu mojej codziennej porcji używek. Starałem się być świadomy swoich odczuć pod ich wpływem przynajmniej przez kilka lub kilkanaście minut. Byłem w szoku, że będąc już uzależniony nie brałem ich nigdy w sposób świadomy, nie myślałem o tym jak się czuję, bo robiłem to w sposób automatyczny. Była to ucieczka przed swoimi myślami, w trakcie której wmawiałem sobie, że jest super, że czuję się dobrze, a wcale tak nie było.

Gdy robiłem te analizy okazało się, że po marihuanie wzmagały się moje lęki, a po alkoholu czułem ciągły niedosyt, straszne ssanie, które znikało razem z lękiem gdy dawka była już tak duża, że znikałem też ja, znikała moja świadomość, urywał się film, lub był mocno poszarpany.


Poza tym swoją pracę nad sobą popierałem codziennym słuchaniem podcastu: " Ze stoickim spokojem ". To właśnie stąd brałem swoją wiedzę w jaki sposób pracować nad sobą i w jaki sposób starać się myśleć, żeby przestać czuć wieczny niepokój, który był powodem mojej ucieczki w używki. Moja początkowa praktyka stoicka, powiedzmy przez jakiś tydzień, polegała na tych dwóch rzeczach - każdego dnia robiłem przegląd siebie i słuchałem jeden odcinek podcastu.


Słuchając kolejne odcinki wiedziałem, że następnym krokiem będzie zajrzenie w głąb siebie, żeby dowiedzieć się o co tak właściwie mi chodzi. Nie rozumiałem do końca co to znaczy i cholernie się tego bałem. Co ja tam znajdę skoro tak ciągle przed sobą uciekam? Czy ja w ogóle chcę tam zaglądać? A może lepiej tego nie robić? No ale skoro powiedziałem "a" trzeba było powiedzieć też "b". Więc po tych paru dniach zabrałem się do następnej równie ważnej stoickiej techniki - pracy nad wyobrażeniami. Polega ona na odnajdywaniu, przełamywaniu i zmianie błędów poznawczych i niekorzystnych schematów myślowych.

A w jaki sposób się to robi opiszę w kolejnych odcikach. Jest to obszerny i złożony temat, więc planuję rozbić go na dwa wpisy. Już coś zacząłem tam sobie skrobać, ale chcę to zrobić porządnie, więc będzie chwila przerwy i kolejny wpis powinien pojawić się w poniedziałek.


#stoicyzm #alkoholizm #marihuana

"Wieczorem natomiast zamiast przeglądu siebie (którego nie mogłem robić z wiadomych względów) robiłem sobie analizę tego jak ja się właściwie czuję po zażyciu mojej codziennej porcji używek. Starałem się być świadomy swoich odczuć pod ich wpływem przynajmniej przez kilka lub kilkanaście minut."

Taka trochę praktyka medytacji

Zaloguj się aby komentować

2. Jak żyć #postoicku , czyli najważniejsza technika


*Przegląd siebie*


Podstawową stoicką techniką myślową jest przegląd siebie, zwany również rachunkiem sumienia. Technika ta pochodzi z czasów przedstoickich a jej autorem jest Pitagoras. Stoicy przejęli ją i zaadaptowali pod swoją filozofię. Jest to technika paramedytacyjna, jej podstawowym zadaniem jest przygotowanie do dnia, a następnie refleksyjny przegląd bieżących wydarzeń.


Przygotowanie


 Kluczowym czynnikiem wpływającym na skuteczność przeglądu siebie jest regularność, dlatego należy wykonywać go codziennie. Na jego wykonanie trzeba wygospodarować sobie 15-20 min rano i wieczorem.

 Należy usiąść w cichym i odosobnionym miejscu, ewentualnie można pójść na spacer i wykonać go w jego trakcie.

Podczas przygotowania należy się wyciszyć i postarać wprowadzić w stan pogłębionej refleksji. Można to zrobić na kilka sposobów, jednym z nich jest skorzystanie z prostej medytacji polegającej na skupieniu się na oddechu. Tuż przed przeglądem siadamy, zamykamy oczy i liczymy oddechy aż do 50 starając się skupić myśli na procesie oddychania. Jeśli w trakcie liczenia nasza uwaga powędruje w stronę napływających myśli nie denerwujemy się tylko gdy zdamy sobie z tego sprawę kierujemy nasze skupienie z powrotem w stronę oddechu. Jeśli nie jesteśmy w stanie skoncentrować się na oddechu to obserwujemy napływające myśli i staramy się ich nie oceniać.

Stan pogłębionej refleksji jest stanem zbliżonym do medytacji. Gdy jesteśmy w stanie medytacji częstotliwość fal w naszym mózgu zmienia się. Dzięki temu możemy oddziaływać na siebie na głębszym poziomie, niż gdybyśmy po prostu sobie coś pomyśleli.


Podział na obserwatora i obserwowanego


Gdy wykonujemy przegląd siebie, a w szczególności wersję wieczorną, należy postarać się spojrzeć na siebie z boku. Nie chcemy wikłać się w emocje, które powstały w ciągu dnia i przeżywać ich na nowo. Chcemy spojrzeć na wszystko w sposób bardziej obiektywny. Tak jakbyśmy obserwowali swojego przyjaciela i chcieli dać mu dobrą radę, nie będąc zaangażowanym emocjonalnie w daną sytuację.


Przegląd siebie dzielimy na 2 etapy:


1. Etap poranny - który polega na planowaniu i wyznaczeniu celów dla dnia bieżącego. W jego trakcie myślimy:


- o tym jaki jest nasz nastrój? Jeśli czujemy się zdenerwowani lub zaniepokojeni zastanawiamy się z czego może to wynikać? Jest to moment, w którym możemy popracować nad poprawą naszego samopoczucia.


- co chcemy dziś zrobić i w jakiej kolejności? (można dodatkowo zrobić notatkę z ogólnym planem dnia)


- o tym, które z zadań jakie chcemy dziś zrobić może być dla nas szczególnie trudne i dlaczego? Zastanawiamy się w jaki sposób zamierzamy sobie poradzić z daną sytuacją. Wyobrażamy to sobie krok po kroku.


- zastanawiamy się też czy faktycznie dziś czujemy się na siłach, żeby zrobić wszystko to co byśmy chcieli. Czasem lepiej przełożyć jakieś zadanie i zrobić ich mniej, niż się przeładować i później je zawalić.


2. Etap wieczorny - który polega na rozliczaniu się z tego co zaplanowaliśmy sobie rano. W jego trakcie myślimy:


- o ogólnym przebiegu minionego dnia i naszych odczuciach z nim związanych.


- o tym co udało nam się wykonać z zaplanowanych rano zadań. Chwalimy siebie za ich realizację i pozwalamy sobie odczuć satysfakcję z tego powodu.


- o tym co nam się nie udało i dlaczego? Czy było to spowodowane jakąś niechecią, może zmęczniem? A może jakieś wydarzenie w ciągu dnia spowodowało, że nie mieliśmy po nim chęci na dalsze działanie? Nie idziemy za pierwszym odczuciem, które często jest nieprawdziwe bo jest podyktowane przez żal, bądź wzburzenie. Tylko staramy się na spokojnie ustalić prawdziwą przyczynę naszego niepowodzenia.


- o tym czy w ciągu dnia zachowywaliśmy się w zgodzie z sobą, w sposób w jaki byśmy tego chcieli? A może zdarzyło się, że powiedzieliśmy komuś parę słów za dużo czego później żałowaliśmy? Albo to ktoś do nas odniósł się nie tak jakbyśmy tego chcieli, a my później rozpamiętywaliśmy tę sytuację, lub jakaś inna drobnostka doprowadziła do wybicia nas z rytmu i popsucia naszego nastroju? Odtwarzamy w myślach taką sytuację i zastanawiamy się co by się stało, gdybyśmy nie oddali władzy nad swoim nastrojem i zachowaniem czynnikom zewnętrznym. Zastanawiamy się jaki sposób zachowania byłby dla nas pożądany i wyobrażamy sobie co by się stało jakbyśmy zachowali się w taki właśnie sposób.


- a może dziś udało się nam przełamać jakiś schemat i w trudnej dla nas sytuacji zachowaliśmy się właśnie tak jakbyśmy tego chcieli. Analizujemy to wydarzenie i szukamy decydującego momentu, dzięki któremu udało nam się zachować w pożądany sposób. Pozwalamy sobie na odczucie radości i satysfakcji z tego sukcesu.


- gdy to zrobimy jesteśmy już rozliczeni z minionym dniem, pozostaje nam wybaczyć sobie wszelkie niedociągnięcia i niewykonane zadania. Mamy już analizę dlaczego nam nie wyszło, więc obiecujemy sobie, że następnym razem bogatsi o tę wiedzę postaramy się zadziałać w pożądany dla nas sposób. A następny dzień traktujemy jako szansę, żeby nasze przemyślenia wcielić w życie.


Co daje przegląd siebie?


Przegląd siebie wprowadza plan i strukturę do naszego dnia codziennego oraz jest dobrym treningiem sprawczości.

Dzięki niemu zaczynamy myśleć bardziej refleksyjnie, zastanawiać się nad sobą, prawdziwymi źródłami naszych lęków i reakcji. Mamy możliwość lepiej poznać siebie, dowiedzieć się jakie są nasze mocne strony, a co nas blokuje oraz jakie są tego przyczyny. Możemy zacząć przełamywać te blokady psychiczne oraz modelować nasz charakter i przekonania w sposób jaki tylko chcemy. 

Jeśli chcesz pozbyć się nałogów? Wziąć się za skuteczną dietę? Zacząć uprawiać sport i nie poddać się po miesiącu? Przestać odkładać wszystko na później? Stać się bardziej radosny? Albo odważny i pewny siebie? A może poprawić jakąś inną swoją cechę? - to właśnie jest narzędzie, które może Ci to umożliwić.


Na jakiej zasadzie to działa?


Cokolwiek robimy odpowiednia ilość powtórzeń danej czynności powoduje wytworzenie się połączenia między neuronami w naszym mózgu. Gdy już mamy takie połączenie, to będąc w podobnej sytuacji zadziałamy z pewnym automatyzmem. (Jest to również jeden z mechanizmów działania nałogów.)

Dla mózgu nie ma wielkiej różnicy czy coś robimy czy tylko to sobie wyobrażamy. W ten sposób w trakcie przeglądu siebie gdy wyobrażamy sobie nasze działanie w różnych życiowych sytuacjach, w naszym mózgu zaczyna tworzyć się ścieżka neuronowa. Wystarczy robić to regularnie i powtórzyć odpowiednią ilość razy, a wtedy gdy w świecie zewnętrznym znajdziemy się w podobnej sytuacji szansa, że zadziałamy w pożądany dla nas sposób znacząco wzrośnie. 

Poza tym mamy po prostu przygotowany pewien plan, wiemy mniej więcej co może nas dziś spotkać, dzięki temu eliminujemy czynnik zaskoczenia. Bo gdy coś nas zaskakuje, często nie działamy tak jakbyśmy sobie tego życzyli. Za nasze działanie odpowiadają wtedy różnego rodzaju schematy myślowe zazwyczaj wykształcone w nieświadomy sposób, które niekoniecznie będą działać na naszą korzyść.


Więcej o przeglądzie siebie można dowiedzieć się z podcastu "Ze stoickim spokojem" z odcinków nr 5 oraz 107


W dzisiejszym wpisie starałem się przedstawić podstawową i najbardziej skuteczną wersję przeglądu siebie, który wykonujemy rano i wieczorem. W kolejnym wpisie opiszę jego wersję bardziej awaryjną - wykonywaną raz dziennie. Czyli jak to robiłem będąc uzależnionym, kiedy każdy wieczór musiałem poświęcić na chlanie i ćpanie.


#stoicyzm #praktykastoicka

@splash545 ja chyba najpierw muszę się przebadać w kierunku ADHD. Serio. Po ostatnich Twoich wpisach próbowałem wieczorem przed snem skupić się na 1 ścieżce myślowej. Człowieku. Nie udawało mi się to dłużej niż przez 10 sek. Potem nagle uświadamiałem sobie że myślę o - nie wiem - zupie ziemniaczanej, motocyklu, psie, filmie.. Prób było z 10, serio nie udało mi się ani razu. Dziś to sobie przemyślałem i faktycznie - jak czytam książkę, cyk po chwili mam przekartkowane 10 stron a moje myśli są jak wyżej. Cofam się o 9 stron bo 1 pamiętam jako tako i z powrotem za moment już nie wiem co czytam.


Również kwestia "skupienia się w ciszy" - mam autystycznego dzieciaka, który od rana lata i gada gada gada gada tak że go słychać wszędzie.


Zawsze mam wrażenie, że te wszystkie techniki (również te złote rady dla nałogowców typu jak czujesz chęć się napić to idź na spacer) to są dla singli co mają zero na głowie

"wyluzuj się", "nie przejmuj się" a tu na głowie niepełnosprawne dziecko, które prawdopodobnie nigdy nie będzie samodzielne. I odnajdź tu motywację i spokój ducha.


No ale tak jak mówiłem, będę próbował Twoich metod.

@splash545

Robisz sobie codzienny osobisty standup z mojej perspektywy


Czym jest Daily Stand Up? Jest to krótkie (trwa od 15 do 30 minut) codzienne spotkanie zespołu, którego głównym celem jest ocena aktualnego stanu prac. Każdy uczestnik odpowiada sobie i innym na trzy pytania:

Co zrobiłem od ostatniego spotkania?

Co planuję zrobić do następnego spotkania?

Czy coś przeszkadza mi w pracy?

Poza oceną stanu prac do celów Daily Stand Up zalicza się synchronizację zespołu, czyli zrozumienie działań każdego członka i ich wpływu na innych – zalicza się też do tego dostosowania zadań do ogólnych postępów. Spotkania te służą również do szybkiego wykrywania problemów, żeby można było rozwiązywać je na wczesnym etapie.

Zaloguj się aby komentować

1. Co skłoniło mnie do wyjścia z nałogów #postoicku


O tym, że byłem uzależniony oraz, że poradziłem sobie z tym problemem przez praktykowanie stoickich technik pisałem już wcześniej . Mówiłem też o tym w podcaście . Było to jednak trochę krążenie wokół głównego tematu, czyli jak to konkretnie zrobiłem? W tej serii wpisów postaram się odpowiedzieć na to pytanie.


Zacznę od tego, że jestem wolny od nałogów od 09.07.2023r. Wcześniej przez kilkanaście lat żyłem jako wysokofunkcjonujący ćpun (alkohol to również narkotyk) i jakoś tam dawałem radę. Nie zaliczyłem żadnego spektakularnego dna, co często jest motywacją do zmiany. Nie doznałem też nagłego olśnienia uświadamiając sobie, że nie mam kontroli nad używkami. Zdawałem sobie z tego sprawę od lat. Było to jednak zbyt mało, żebym zdecydował się pójść na terapię, a uważałem ją wtedy za jedyną szansę na wydostanie się z błędnego koła uzależnień.


Co więc spowodowało, że postanowiłem spróbować przezwyciężyć swoje uzależnienia przy pomocy stoicyzmu?

Jak to często w moim życiu bywało zadecydował o tym przypadek i złożyło się na to kilka czynników:


- Pierwszym z nich było to, że od pewnego czasu grubo leciałem po bandzie. Ładowałem w swój organizm hurtowe ilości marihuany i alkoholu. 

W pewnym momencie próbując ograniczyć jaranie zacząłem więcej pić, a jak zacząłem więcej pić to tak się rozpędziłem, że nie mogłem przestać. Trochę mnie to przeraziło bo alkohol zawsze był tą używką bardziej poboczną, używaną głównie do podbicia efektu działania trawy. Poczułem wtedy, że wpadłem z deszczu pod rynnę i próbowałem spiąć d⁎⁎ę i ograniczyć jego spożycie. W jakimś stopniu mi się to udało, ale kosztem było cierpienie psychiczne, z którym nie potrafiłem sobie dać rady.


- Drugim czynnikiem był wspomniany wcześniej przypadek, że w tym momencie, będąc w takim akurat położeniu odkryłem stoicyzm. Pierwsza moja styczność ze stoicyzmem była przez wywiad Przemka Górczyka z Tomaszem Mazurem. Następnie już bezpośrednio w podcaście Tomasza Mazura również przypadkiem wpadł mi w oko odcinek 83 - 'Uzależnienia i stoicyzm analiza pogłębiona'(akurat był u góry). Pomyślałem sobie, ok, zobaczę co tam jest, jednak nie robiłem sobie wielkich nadziei.


- Trzecim czynnikiem było moje zmęczenie wielokrotnymi nieudanymi próbami wyjścia z nałogów na własną rękę - metodą 'silnej woli'. To śmieszne jak ktoś kto nie ma za grosz sprawczości może chcieć próbować właśnie w ten sposób poradzić sobie z tak dużym i złożonym problemem jakim jest uzależnienie. Była to po prostu bezmyślność i zapewne jakiś mechanizm działania nałogu polegajacy na tym, żeby dawać złudną nadzieję na jego pokonanie, a w rzeczywistości jedynym efektem tych prób było wpieprzanie się w niego coraz bardziej.

Kiedyś miałem taki rok, w którym praktycznie każdego dnia rano postanawialem sobie, że dziś jest już koniec i nie zajaram, ani się nie napije. Gdy jednak przychodził wieczór a ja byłem już zmęczony, robiło się ciemno co również wpływało na mój nastrój, mogłem być też poddenerwowany, czymkolwiek (bo powód zawsze się znajdzie) i moje poranne postanowienie trafiał szlag. Jechałem wtedy do dilera, kupowałem grama albo dwa. Potem w domu paliłem wszystko co miałem i zapijałem to kilkoma piwami. A następnego dnia wstawałem i znów przyrzekałem sobie, że dziś to już na pewno nie zajaram, ani się nie napije. Powtarzałem ten cykl przez jakieś 200 dni z rzędu, a może i więcej. Można sobie wyobrazić co takie coś robi z psychiką. Przez codzienne łamanie swojego postanowienia poczucie własnej wartości nie tylko szoruje po dnie, ale i zakopuje sie w warstwie mułu. Naprawdę nie polecam.

Podsumowując byłem mocno zmęczony tym przedłużającym się stanem uzależnienia, którego nie akceptowałem. Tak właściwie to tylko czekałem, żeby ktoś włożył mi w łapę jakieś narzędzie dzięki, któremu mógłbym się wydostać z tej karuzeli spierdolenia. Wtedy nie do końca zdawałem sobie z tego sprawę, ale tak właśnie było.


Wypadkową tych czynników było to, że gdy tylko takie narzędzia dostałem, to do razu chętnie przeszedłem do działania i zacząłem ich używać. W jutrzejszym wpisie opiszę jedno z tych narzędzi, będzie to opis najważniejszej stoickiej techniki jaką jest przegląd siebie.


#stoicyzm #alkoholizm #marihuana

@t0mek ¯\_( ͡° ͜ʖ ͡°)_/¯ bardziej chodziło mi o to czemu akurat po stoicku. A odpowiedzią jest - przypadkiem. xd

A tak właściwie ten wpis pełni rolę wstępu i był pretekstem do założenia tagu, żeby sobie ktoś mógł go zczarnolistować lub zaobserwować co też kilka osób już zrobiło.

Jakiś czas temu też zacząłem zgłębiać stoicyzm i jako efekt uboczny (czyli po prostu nie z takim założeniem się za to zabrałem) było to, że nagle o wiele lepiej potrafiłem poradzić sobie z nałogami czy jakimiś złymi przyzwyczajeniami, bądź też rzeczami, które mnie dręczyły. Próbowałem wiele razy "uderzyć pięścią w stół", zawziąć się i z tym walczyć, ale efekt był bardzo krótkotrwały, a potem wszystko wracało i to spotęgowane. Dzięki poznawaniu stoicyzmu gdzieś podświadomie zacząłem odrzucać te rzeczy, które tak mnie męczyły i to nawet z nimi nie walcząc. Byłem już nawet o krok od zapisania się do terapeuty co zawsze było u mnie nie do pomyślenia, a okazało się, że potrafię się zmienić i czuję ostatnio w sobie większą moc. Jeżeli ktoś, kto to czyta czuje, że ma nałogi, przyzwyczajenia itp., z którymi ciężko mu się zmagać z całego serca polecam zagłębić się w stoicyzm.

@panbomboni super! Gratuluje i cieszę się, że jest tu jeszcze ktoś komu stoicyzm pomógł. Uważam, że dzielenie się tym jest ważne bo może to pomóc komuś się zmobilizować do pracy nad sobą, kto nie wyobraża sobie, żeby iść na terapię. Zawsze to łatwiej spróbować podziałać coś na kanapie w domu niż się przełamywać iść w nowe miejsce i otwierać przed obcą osobą.

@splash545 tylko tak jak napisałem - to był efekt uboczny tego, że po prostu kolejną z czytanych przeze mnie książek była akurat ta. Nie wiem czy gdybym zabrał się za to z nastawieniem, że "to musi mi pomóc, to odmieni mi życie" byłby taki sam efekt (może tak), ale warto podejść do tego jako do zapoznania się z samą filozofią, bez oczekiwania rewolucyjnych zmian. W toku czytania książki zacząłem pracę spontanicznie robiąc sobie notatki w zeszycie, który przypadkowo akurat miałem pod ręką. Ale ogólnie tak, jak napisałem. Polecam spróbować, na pewno nie zaszkodzi, a może bardzo pomóc.

@splash545 O ciekawe! Ja się teraz staram rzucić energetyki "Zero", strasznie mi źle wpływają na poziom witaminy b12 i żelaza, a chcę być mocny w sporcie, zobaczymy jak długo się uda heh ~~. Ciekawe cieka, pisz Pan! Będę kookał

Zaloguj się aby komentować