#paczki

0
45

Zaloguj się aby komentować

Był ktoś w "najpopularniejszej pączkarni" w Warszawie? Właśnie z niej wracam, zachęcony opiniami i kolejkami, które są praktycznie codziennie - jestem po pierwszym pączku i musze powiedzieć, że są mega ciepłe (może mi się takie trafiły), kojarzą się ze smakiem dzieciństwa bez udziwnień - nie są jakieś top top, ale nie o to w tym wszystkim chodzi. Więc jeśli ktoś szuka pączka z dzieciństwa to moge polecić. Zalecam przyjść później niż przed samym otwarciem bo stoi zawsze około 10-20 osób w kolejce. Podobno często są wyprzedane do 14


Lokalizacja Pracowni "Zagoździński" - tuż obok optyka "Bliski Optyk", zrobiłem foto jak wychodziłem - łatwo zauważyć z Górczewskiej


Dorzucam historia pączkarni z ich strony:


„Władysław Zagoździński, urodził się w 1901 roku w Młynowie koło Równego, praktykował w Warszawie w cukierni Mieczysława Rydzewskiego – Krakowskie Przedmieście 12. Kiedy zdał egzaminy czeladnicze w celu pogłębienia znajomości zawodu objął posadę w cukierni Moczulskiego przy Chłodnej 40. Myśląc o założeniu własnego interesu ożenił się. Cukiernik najpierw się żenił, a potem otwierał cukiernię. Mąż zajmował się wypiekiem w pracowni, żona – ekspediowaniem w sklepie. W 1925 roku otworzył pierwszą cukiernię przy ulicy Wolskiej 53, prawie przy rogu Skierniewickiej. Nie był to duży lokal, ale Wolska była i jest w tej dzielnicy najważniejszą ulicą, podobnie jak Marszałkowska w Śródmieściu. W 1930 roku przeniósł firmę do znacznie większego lokalu przy Wolskiej 66, róg Syreny. Duży sklep, pokój do konsumpcji ze stolikami, pomieszczenie na bilardy i pracownia. Tu już powstaje pełny asortyment towaru, a że Zagoździński był fachowcem dobrym, zyskał rzesze kupujących i sympatie mieszkańców. Zagoździńscy mieszkali w tym samym domu co cukiernia. Dwie córki, Hanka i Danka, kształciły się na pensji. Ojciec, po całym dniu pracy, lubił wieczorem grać w szachy. Miał w cukierni swój stolik i miał przyjaciela w zawodzie, Franciszka Pasonia. Rozgrywali partie zapominając o świecie Bożym. Wszystko układało się dobrze do wybuchu wojny w 1939 roku. Tragedia nastąpiła, gdy wybuchło Powstanie 1 sierpnia 1944 roku. Dom, w któym była cukiernia spalono. Zagoździńscy jak tysiące warszawiaków tułali się, cierpieli i doczekali końca wojny. w Maju 1945 roku przyszli z różnych stron do ukochanej Warszawy. Spotkali się przy wypalonym domu Wolska 66. Lokatorzy własnym kosztem i pracą dom odbudowali. Cukiernia wkrótce została uruchomiona, choć znacznie zmniejszona z braku funduszów. Do pracy z rodzicami stanęło drugie pokolenie: dzielna córka Hanka z mężem swoim, Mieczysławem Grelofem, córka Danka, w miarę wolnego czasu na studiach. Zaczynali od nowa. W czasach stalinowskich cukiernia wegetowała. Rzemiosła musiały ograniczyć produkcję. W roku 1962 umiera żona Zagoździńskiego. W roku 1973 na skutek powiększenia sąsiadujących z cukiernią państwowych sklepów, Dzielnicowa Rada Narodowa usunęła Zagoździńskiego, dając lokal zastępczy przy ulicy Górczewskiej 15 w domu Wawelberga. Otrzymany lokal jest mniejszy więc produkcja została ograniczona tylko do wyrobu pączków. Do pracy przy tych pączkach stanęło trzecie pokolenie. Leszek Grelof, który po ukończeniu SGPiS-u odbył praktyki cukiernicze, uzyskał dyplom mistrza i prowadzi z matką firmę po dziadku, który zmarł w 1974 roku. Leszek Grelof zmarł w 1992 roku. Cukiernię prowadzi nadal matka, p.Hanna Grelof z córką, Zenoną Adamuszewską – podobnie jak brat jest absolwentką SGPiS-u.”


na podstawie materiałów z książki W. Herbaczyńskiego „W dawnych cukierniach i kawiarniach Warszawskich” wyd. Veda z 19.12.2005 r.


#warszawa #paczki #paczkarnia #zagozdzinski


Źródło

65e72401-9452-4cfe-8b4a-32134ca1d1ec
2c6e086a-9efb-4ba2-b7b0-da9441f811d3
0e30e2f8-fe8f-403f-8351-61458545d977

@tak_bylo nie wszyscy chcą, potrzebują się rozwijać i zdobywać więcej. Istnieje pewna grupa ludzi dla których wystarcza to co mają na danym poziomie. Bycie rzemieślnikiem nie zawsze musi iść w parze z byciem dobrym menagerem, organizatorem itd.

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Już za dwa dni świętować będziemy tłusty czwartek. (11 luty)


Jak to Staropolskie przysłowie mówi: Powiedział Bartek, że dziś tłusty czwartek, a Bartkowa uwierzyła, dobrych pączków nasmażyła.


Geneza tłustego czwartku sięga pogaństwa. Był to dzień, w którym świętowano odejście zimy i nadejście wiosny. Ucztowanie opierało się na jedzeniu tłustych potraw, szczególnie mięs oraz piciu wina, a zagryzkę stanowiły pączki przygotowywane z ciasta chlebowego i nadziewane słoniną. Rzymianie obchodzili w ten sposób raz w roku tzw. tłusty dzień.


Podzielę się z Wami przepisem jaki używamy od dawna - żeby nie stać w długich kolejkach (kiedyś znalezione w Internecie i tak zostało z nami)


Składniki na ok. 20 sztuk:

Ciasto drożdżowe:


500 g mąki pszennej

50 g świeżych drożdży lub 14 g drożdży instant

100 g masła (lub margaryny)

100 g cukru

4 żółtka

1 jajko

250 ml mleka

1 łyżka spirytusu (wódki lub rumu)

Dodatkowo:


dżem lub powidła (u mnie powidła śliwkowe)

olej do smażenia (1- 1,5 litra)


Pamiętajcie, nie jedzcie dwóch na raz tylko powoli po jednym.

fbe2744d-505e-4895-b4bf-4b05e0924272

@gacek A ja bym chętnie spróbował takiego "starodawnego" pączka ze słoniną. Chociaż prawie wcale nie jadam teraz mięsa, na tę okazję zrobiłbym wyjątek. Ogólnie to największym minusem w pączkach jest dla mnie dżem, najczęściej zbyt słodki. A z nadzieniem wytrawnym jeszcze nie próbowałem. Może sam zrobię w ten weekend (na czwartek nie dam rady)?

Zaloguj się aby komentować