Kolejna smocza skrzyneczka, tym razem z motywem zimowo-księżycowym w odcieniach czerni i niebieskiego Wymiary: około 18 x 10 x 3,5 cm, wieczko zamykane na magnes, powierzchnie zdobione w technice decoupage. Na obrzeżu lekko wypukły, ręcznie malowany złoty motyw, a na wieczku - wypukły, malowany smok z glinki.
Więcej moich szpargałów twórczych jak zawsze na #apaturiart
„Czasopisma popkulturowo-fantastyczne, jako inicjatywy wydawnicze, miewają się w Polsce różnie. Jednak nie jest tak, że zamykają ogon rynku. Mamy przecież wychodzący od 1994 roku kwartalnik SFinks (Stalker Books), mamy od kilku lat Magazyn Biały Kruk, legendarną Nowa Fantastyka, świeże Emarginacje czy OFka Literacki Kwartalnik Fantastyczny.
Dziś chcemy Wam przedstawić nowe dziecko Stowarzyszenie Inicjatywa Kulturalna: magazyn "Statek głupców", tworzony przez zespół Statek Głupców. I jest to naprawdę inicjatywa, która rusza z czarciego kopyta. Bardzo elegancka graficznie edycja, treściowo naprawdę na wysokim poziomie - widać rękę pasjonatów, ale z ogromnym zapleczem wiedzy i talentu. Bierzcie, póki jeszcze jest za darmo, bo naprawdę warto te 52 strony poznać. Publicystyka, opowiadania, komiks, wywiad”
Wydawnictwo MAG zapowiada ogłasza finał Wampirzego Cesarstwa. "Cesarstwo świtu" Jaya Kristoffa trafi do sprzedaży 25 marca 2026 roku. Dwa wydania w twardej oprawie, różniące się jedynie szatą graficzną, liczą 1024 strony, w cenie detalicznej 89 zł. Poniżej okładki (lewa pasuje do czarnej okładki pierwszego tomu, prawa do białej) i krótko o treści.
Ze świętego kielicha blask święty się sączy.
Ład na świecie wyjdzie spod wiernego ręki,
a przed obliczem męczeńskiej siódemki
szary człowiek noc bezkresną zakończy.
Gabriel de León stracił rodzinę, wiarę i ostatnią nadzieję na położenie kresu nieskończonej nocy – Świętego Graala, Dior. Kiedy jego jedyną motywacją pozostaje zemsta, wyprawia się z drużyną wiernych towarzyszy do serca rozdzieranego wojną Augustin, by pozbawić życia Wiecznotrwałego Króla.
Ostatni Srebroświęty nie wie jednak, że Graal żyje – i spieszy do oblężonej stolicy cesarstwa, wiedziona wątłą nadzieją na zakończenie bezdnia. W dworskich salach czai się jednak zdrada, a legiony Wiecznotrwałego Króla z każdym dniem są coraz bliżej. Gabriel i Dior zostają wciągnięci w ostateczną bitwę, która zadecyduje o przyszłych losach cesarstwa. Kiedy słońce zachodzi po raz – być może – ostatni, nikomu nie mogą już ufać.
Nawet sobie nawzajem.
#ksiazkiwhoresbane 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach
Nowa seria pudełeczek ze smokami i runami Skrzyneczki 18 x 10 cm z zamknięciem magnetycznym, wyklejone wewnątrz czarnym filcem - z zewnątrz ozdobione grafiką z fragmentem oryginalnego, średniowiecznego tekstu o smokach, który dla lepszego klimatu zapisałam runami. Na wieczkach wypukłe smoki i lekko wypukły motyw lodowej powłoki z pasty szklistej, po bokach na obrzeżu również lekko wypukłe zdobienie z ręcznie malowaną plecionką, całość lakierowana. Grafika projektowana we własnym zakresie, inspirowana wyglądem wnętrz islandzkich jaskiń lodowych.
Skrzyneczki są w cenie po 100 zł za sztukę plus koszty wybranej opcji przesyłki. Zapraszam do zamawiania Nadadzą się do przechowywania biżuterii lub innych drobiazgów, lub jako dice boxy na komplet standardowej wielkości kostek do #rpg i podobnych małych akcesoriów do gier.
Więcej moich szpargałów twórczych jak zawsze na #apaturiart
@AdelbertVonBimberstein jestem obecnie na "Słowach Światłości" i wciągnęło niesamowicie, głównie przez końcówkę pierwszego tomu która bardzo mi siadła. Jedyny problem to rozmiar każdego z tomów na pewno sie spodoba
@Romanzholandii wciąga niesamowicie. Postacie świetnie zbudowane. Ale to jednak nie jest coś, co sprawi że inaczej spojrzysz na świat, albo zaczniesz zadawać jakieś nowe pytania samemu sobie.
Nie miałem żółwiej skorupy, ale uzbroiłem się w złoty totem, diamentową zbroję, tarczę i stalowy miecz. Na tyle było mnie stać. Wziąłem do ręki mapę i popłynąłem w głąb. Niestety, przeliczyłem się i już przy końcu zabrakło mi powietrza. Szukałem rozpaczliwie kryjówki.
I wtedy pojawił się ON. Wybawienie. Znalazłem go pod wodą. Siedział sobie przy kontuarze zrobionym ze stołu kartograficznego, a swoje miejsce na dnie zrobił z otwartych drzwi, które nie przepuszczały wody.
Wiedział dokładnie, czego potrzebowałem i sprzedał mi to za kilka emeraldów.
Skrzynka-grymuar z czaszkami i mackami oraz inne podobne skrzyneczki z mojej mikropracowni polecają się jako prezenty dla miłośników #rpg i nie tylko
Tradycyjnie drewno zdobione w technice mixed media, z grafiką nakładaną w technice decoupage, ręcznie formowanymi i malowanymi detalami wypukłymi z naturalnej glinki, wzorami z pasty szklistej i imitacjami stron, okuć i zwięzów, dzięki którym skrzynka wygląda jak prawdziwa księga. W centrum oko pod szklanym kaboszonem.
Wnętrze wieczka zdobione grafiką i wypukłym motywem, środek podzielony przegródkami i wyklejony na dnie czarnym filcem. Z przodu metalowe zapięcie. W grafikę wkomponowałam fragmenty oryginalnego średniowiecznego grymuaru dla lepszego klimatu. Wymiary skrzynki z zewnątrz: ok. 22,5 x 17 x 4,5 cm.
Skrzyneczka jest dostępna tutaj , a inne moje pudełka dostępne od ręki - tutaj . Więcej moich prac do obejrzenia jak zawsze na tagu #apaturiart
A więc jednak Królewna Pączuś xD ale w sumie nawet fajnie to brzmi. Premiera 25.02.
Witaj w Lochu, zawodniku! Zapewnienie widzom rozrywki jest koniecznością. Przetrwanie już nie.
Wiecie, co jest gorsze od rozstania z dziewczyną? Rozstać się z dziewczyną i dostać w zamian jej kapryśną kocią czempionkę. A wiecie, co jest jeszcze gorsze? Inwazja kosmitów, zawalenie się wszystkich stworzonych ludzkimi rękami struktur na planecie i systematyczna eksterminacja tych, którzy zdołali przetrwać w sadystycznej międzygalaktycznej grze. Właśnie to.
Dołącz do weterana straży przybrzeżnej Carla i kotki jego byłej, Królewny Pączuś, gdy próbują przetrwać koniec świata – albo przynajmniej dostać się na kolejny poziom – w rojącym się od zasadzek Lochu, który tak naprawdę stanowi plan reality show oglądanego przez niezliczonych widzów w całej galaktyce. Eksplodujące gobliny. Magiczne eliksiry. Dealerzy narkotyków. To nie jest zwyczajna gra…
A jak wygladaja wasze plany czytelnicze? Bo rozpakowałem moje zamówienia...
W cenie jednej nowości (no może dwóch) uzupełniłem moją kolekcję straci SF. Przynajmniej połowa to straszne gnioty więc sama przyjemność 😁
#ksiazki #fantastyka #sciencefiction
Akurat tak się złożyło, że natrafiłem na artykuł o growym „Niezwyciężonym” Lema, gdy w niego grałem. Autor tekstu zastanawia się, czy twórczość pisarza jest wdzięcznym tematem dla współczesnych twórców. Obok tego jest także krótki wywiad ze scenarzystką gry.
Lubię też cykl tekstów „Lamus”. Duet Agnieszki Haski i Jerzego Stachowicza często wraca do fantastyki z przełomu dziewiętnastego i dwudziestego wieku. Ostatnie dwa poruszały tematykę promieni śmierci, które pobudzały wyobraźnię wielu autorów.
Ponarzekam sobie za to na „Cyberpunkową femme fatale”. Słaby tekst, w nieco agresywnym tonie. Agresja ta z kolei jest skierowana w stronę mężczyzn, w to, jak tworzone były różne postacie, by cieszyły męskie oko i ego. Uważam, że współczesny feminizm niestety bardziej szkodzi kobietom niż im pomaga, podobnie jak tekst Pauliny Jasik.
Za to rewelacyjny był tekst Joanny Kułakowskiej o „Jezuitkach Diuny”, w którym autorka pochyliła się nad zgromadzeniem Bene Gesserit. Nie będę streszczał jego treści, za to podzielę się przemyśleniami - Bene Gesserit dobrze pokazuje, w jaki sposób potrafią działać kobiety. Zważywszy na odmienne od mężczyzn warunki fizyczne, kobiety raczej skłaniają się ku wykorzystywaniu swoich wdzięków, snuciu intryg et cetera. Raczej do subtelnych działań niż do walenia prosto w ryj. Członkinie Bene Gesserit poświęciły wiele pokoleń, by doprowadzić do narodzin Kwisatz Haderacha.
Z opowiadań największe wrażenie zrobiło na mnie opowiadanie mojej rówieśniczki, Ai Jiang. „Dajcie angielskiego” to coś, co bardzo lubię, czyli oryginalny sposób dociskania twarzy społeczeństwa przyszłości w błoto, żeby nikt przypadkiem nie pomyślał o podniesieniu jej zbyt wysoko. W tym przypadku ludzie płacą... słowami. Czy to ma sens? Niekoniecznie, ale spodobał mi się zabieg kropkowania słów, których główna bohaterka już nie zna.
Jak co roku, przemyślenia na temat Nagrody im. Janusza A. Zajdla.
Oprócz tego, że niezmiennie uważam to za konkurs na najbardziej popularne nazwisko bądź najbardziej zmotywowaną osobę, która namówi swoich znajomych i rodzinę do głosowania, to w sumie nic nowego nie napiszę.
Po prostu wychodzi zbyt wiele powieści, by dało się wszystkie przeczytać i wybrać „tę najlepszą”. Oczywiście to nie jest krytyka, ponieważ to dobrze, że ukazują się książki o różnej tematyce, dzięki czemu każdy znajdzie coś dla siebie.
Jednocześnie to pokazuje, że trudno jest się przebić. Prawie że codziennie premierę ma nowa powieść, a do tego trzeba konkurować z zagranicznymi autorami jak i wznowieniami starych tekstów.
Według listy pomocniczej, w ubiegłym roku ukazało się 331 powieści fantastycznych polskich osób autorskich. Przeczytałem jedną, Roberta M. Wegnera. A Wy? ; )
Tak swoją drogą, to z perspektywy czytelnika, który mocno się tą polską sceną interesuje, to ciekawe czy jest jakaś recepta. Może potrzebujemy więcej takich wydawnictw jak Artrage czy Prześwity, które stawiają na bardzo bezpośredni kontakt z czytelnikami i dbają o to, żeby swojej marki nie kompromitiwać.
Bo takich mini wydawnictw to się śledzić nie da, a w wielkich wydawnictwach to nie odróżnisz co jest dobre, a co doinwestowane marketingowo
Trudno powiedzieć - ArtRage miało ogrom szczęścia, że „ich” autor zdobył Nobla, dzięki czemu sprzedali sporo egzemplarzy. W innym przypadku raczej by zbankrutowali, jak mówił sam prezes. Dlatego nie wiem, czy brałbym ich za wzór.
W sumie IX też sobie jakoś radzą przy ich niszowych tytułach.
@JapyczStasiek EmpikGo i Legimi w pewnym momencie mocno stawiały na self-publishing. Legimi chyba było lepsze w kontakt z czytelnikami, bo wymagało od autorów zakładania FB, publikowania linków i odpowiadania na komentarze.
@cyberpunkowy_neuromantyk jak się odejmie selfpub, YA, słowiańskie romansidła dla bab i bogoojczyźniane gnioty z Fabryki Słów dla chłopów to tak wiele nie zostanie
Właśnie odkryłem, że na nexto.pl są archiwalne numery „Nowej Fantastyki”, od połowy 2008 roku. Posiadam skany od początków pisma do końca 2004, więc zostaje niewielka luka.
Teraz tylko uzbierać na nowy czytnik (Kindle Scribe, bagatela 2,5 k PLN) i można będzie komfortowo czytać. :3
Odświeżam sobie ostatnio książki Philipa Dicka. Kupując namiętnie używane książki zawsze dorzucam do zamówienia coś ciekawego i uzbierał się Dicka spory stosik rzeczy które znałem, których nie znałem, albo takich których nie pamiętam.
O twórczości tego pana napisano już wiele, pewnie porobiono doktoraty i profesury na jego temat. Sam jednak zawsze miałem problem jak określić czym jego proza jest dla mnie. O ile wchodziłem łatwo w te jego światy, w głowie od razu budowała się elegancka scena, na której rozgrywała się akcja, to z opisem tego, o czym to jest miałem problem.
Ale parę dni temu doznałem olśnienia!
Od niedawna Internet zalewany jest filmikami generowanymi przez AI na tyle dobrze, że można pomylić z prawdziowością, dopóki nie stanie się coś zupełnie odjechanego. Idący na czterech łapach pies nagle wstaje i zaczyna strzelać z karabinu automatycznego albo ziać ogniem. Przejście jest płynne, jakieś naturalne w swej absurdalności, morfoza niby nielogiczna ale kiedy już się odbędzie to wydaje się pasować do otoczenia. Nawet kiedy gdzieś pojawi się dodatkowa ręka, jakaś dziwna perspektywa, to gładko wpasowuje się w obraz. Nasz umysł nawet jeżeli coś zauważy, to szybko przeskakuje nad tą doliną niesamowitości i porządkuje widziany świat być może w odruchu samoobrony.
I właśnie takie poczucie miałem zawsze czytając książki Philipa Dicka. Wykreowane przez niego światy w ciągłym korowodzie przedziwnych zdarzeń mają jakąś spójność, ich brak logiki jest właśnie ich cechą naturalną. Tworzone przez innych pisarzy SF utopie, dystopie i uniwersa podziwiamy za spójność i logikę, u Dicka jego pokręcone, wypaczone rzeczywistości przy każdej absurdalnej zmianie natychmiast stają się równie prawdopodobne jak były przed momentem. Następuje jakieś przejście do świata równoległego, gdzie irracjonalny przed chwilą jeszcze pomysł staje się jak najbardziej na miejscu. Bo ta jego fantastyka to nie świetlne miecze i statki z napędem fotonowym. Ona jest taka bardzo swojska, codzienna. Kiedy trzeba polecieć na księżyc po prostu wsiada się w statek a jednocześnie w drzwi apartamentu trzeba wrzucić pięciocentówkę żeby zechciały nas wypuścić. Alternatywna wizja świata, gdzie wojnę wygrywają Niemcy i Japonia u innego pisarza wymagałoby kilku rozdziałów wprowadzenia i szczegółowego opisu wplecionego mniej lub bardziej zgrabnie w fabułę tak, żeby uprawdopodobnić taką wizję. U Dicka jesteśmy w tym świecie od pierwszego zdania i przeżywamy rozterki bohatera przyjmując otaczającą go rzeczywistość jako naturalną.
Ktoś tu niedawno zarzucał Dickowi słaby warsztat i być może słusznie, czasem jego historie wydają się opowiedziane wręcz nieudolnie i nie zamierzam tutaj Dicka bronić. Ale właśnie taki styl pasuje do jego światów, które są niedoskonałe, nieuczciwe, przybrudzone. Nie można ich opisać poetyckim językiem Ursuli Le Guin ani precyzyjnym i konsekwentnym stylem Lema.
A wy lubicie Dicka? I nawet jeżeli nie, to dlaczego go czytacie?
No i ciekawe jak Dick zareagowałby na to, co można teraz zrobić bawiąc się kreatorami AI i jak te algorytmy zapiszczałby by cieniutko w starciu z jego pokręconą wyobraźnią.
Ważna obserwacja, każdy, kto się za niego bierze, to powinien wiedzieć, że tam nie chodzi o doprowadzenie fabuły z A do Z, jak to zazwyczaj w sci fi bywa
btw, w jakiej książce Dicka jest wątek, że bohater się orientuje, że z jego światem jest coś nie tak przez włącznik światła? Gdzieś ktoś o tym dawno wspominał i mi wyleciało
@pigoku kiedyś byłem funboyem Dicka. Postanowiłem przeczytać jego wszystkie książki. Nie przeczytałem…. Po kilku, skapłem się, że jest do bólu schematyczny. Zwłaszcza w głównych bohaterach. IMO „Ubik” to jego najlepsze dzieło, z tych, co czytałem
@Klamra postanowienie było cokolwiek odważne Sienkiewicza całego też chyba ciężko łyknąć w całości. Z takich maratonów to udało mi się chyba tylko z Karolem Mayem ale miałem wtedy wczesne naście jak pojejrzewam.
A, no i żeby nie było, że kreuję się na jakiegoś wielkiego apologetę Dicka, ja się z tobą zasadzniczo zgadzam jak i przywołanym we wpisie Tomeczkiem.
Numer poświęcony fantastyce religijnej, a że z religią mi nie po drodze, to przyznam, że taka tematyka niekoniecznie mi leży. Jednakże nie zniechęcam się i każdy numer czytam od początku do końca.
Jak zawsze dużym plusem jest felieton Łukasza Orbitowskiego o różnych horrorowych filmach. Co prawda nie zawsze podchodzą mi proponowane przez niego tytuły, ale dzięki niemu trafiłem chociażby na „Goście” z 2022 roku - film ten uważam za jeden z lepszych horrorów, jakie widziałem, ponieważ był bardzo przyziemny.
Z opowiadań do gustu przypadły mi te najbardziej humorystyczne.
Najprzyjemniej czytało mi się „Nie samym chlebem” Davide'a Camparsiego. Bóg postanowił pojawić się na Ziemi we własnej osobie oraz pokazać wszystkim, że niezły z niego dowcipniś. Początkowy humor z czasem przeszedł w trochę mroczniejsze tony - tak myślałem, że niektórzy mogą mieć wiele zarzutów wobec Boga, który według nich pewnie często zachowuje się niesprawiedliwie. W tym i główny bohater, który podczas uroczystej kolacji przygotowanej przez jego mamę, osobiście miał okazję powiedzieć Stwórcy, co mu leży na sercu.
Świetny jest także „Konwent fantastyczny” Andrzeja Miszczaka, który kojarzy mi się ze starszymi utworami pełnego absurdu. Tutaj główny bohater, niespełniony pisarz, trafia na grupkę mężczyzn opowiadających sobie nawzajem niestworzone historie, które przeżyli w przestrzeni kosmicznej. Poprosili głównego bohatera o zdecydowanie, która opowieść jest najlepsza, a ten uznał ich po prostu za wariatów. Autor nawiązuje do Lema, chociażby przez nazwę nagrody.
Kolejnym ciekawym tekstem jest opowiadanie Switłany Taratoriny „Życie Marii i Olgi. Apokryf nowego świata”. Niejednoznaczne, trochę kojarzące się z „Seksmisją”. W świecie, w którym żyje Olga, istnieją tylko kobiety, a przynajmniej same tak twierdzą. Czasem jednak rodzą się (zapłodnienie wydarza się poprzez wejście w Jamę Życia) dziewczynki z męskimi genitaliami, które oczywiście są ucinane jako oznaka deformacji. Z czasem widoczna na niebie kometa przypomina kobietom o Wrogu - Olga postanawia zapobiec katastrofie i odkrywa tajemnicę ich pochodzenia.
Ten numer pokazał mi, że można znaleźć coś ciekawego w nieszczególnie interesującej mnie tematyce.