Czwarta część z sześciotomowego cyklu, stanowiącego odległy czasowo prequel do świata znanego z Kronik Riyrii. Jednocześnie druga część drugiej trylogii w ramach cyklu.
UWAGA SPOILER
Trwa wojna Rhunów z Frejami. Jedna z głównych bohaterek zostaje podstępem uwięziona. Pozostali bohaterowie, by ją uwolnić i zapobiec poznaniu przez wroga tajników pradawnej magii, zmuszeni są do podróży przez najmroczniejsze zakątki świata (i nie tylko), by dostać się z zaskoczenia do stolicy Frejów.
W tej części autor zdecydowanie chce dorównać G.R.R. Martinowi w ilości uśmierconych bohaterów.
KONIEC SPOJLERA
Akcja zwalnia i to mocno. Fabuła niewiele posuwa się naprzód. Autor dalej skupia się na rozbudowie mitologii swojego świata, co niestety w mojej opinii nie idzie mu zbyt sprawnie. Niektóre elementy wydają się niedopracowane, a nie które naiwne. Na plus jednak jest to, że świat przedstawiony nie jest płytki i jednowymiarowy. Zobaczymy, jak Sullivanowi uda się zamknąć cały cykl i zakończyć poszczególne wątki.
Czwarta część sześciotomowego cyklu, stanowiącej odległy czasowo prequel do wydarzeń znanych z Kronik Riyirii. Jest to jednocześnie początek drugiej trylogii cyklu, co też wyraźnie czuć przy jej czytaniu.
UWAGA SPOJLER
Trwa krwawa i brutalna wojna między Rhunami a Frejami. Ci drudzy, przytłoczeni przewagą ilościową oraz uzbrojenia przez przeciwnika powoli przegrywają. Świadomi tego uciekają się do podstępu, by uwięzić jednego z bohaterów. Pozostali wyruszają na ryzykowną wyprawę, by go uwolnić.
KONIEC SPOILERA
Książka, jak sam autor przyznaje, stanowi pierwszą część trylogii która podczas rozrosła się z jednej książki aż do trzech tomów. Akcja wyraźnie zwalnia. W zamian za to autor poświęca sporo miejsca, by doszczegółowić świat przedstawiony, skupiając się na jego historii oraz mitologii. Jeśli polubiło się styl Sullivana, nie będzie się zawiedzionym.
Już po szale postanowień noworocznych, więc coroczna propozycja czytelnicza!
W tym roku również proponuję Szanownemu Gronu podjęcie próby przeczytania #dwanascieksiazek w ciągu roku.
Wychodzi 1 książka na miesiąc, to nie tak znowu strasznie ani dużo... A może kogoś zmobilizuje do sięgnięcia po dowolną literaturę
Zasady akcji:
- wyzwanie podejmujesz sam ze sobą - nie potrzebujemy cyrografu, ani specjalnych deklaracji, ale będzie miło, jeśli pochwalisz się postępami lub podsumowaniem, czy się udało
- możesz przeczytać mniej niż 12, dokładnie 12 lub więcej niż 12 książek - decyzja należy do Ciebie oraz Twoich możliwości czasowych
Miło, jeśli wpisy o swoich książkach umieścisz na #bookmeter
To w zasadzie tyle... Jeśli się przyłączycie będzie fajnie, jeśli nie - może jeszcze zmienicie zdanie
Książka kupiona ze względu na gości odwiedzających karmnik
Bardzo przyjemny atlas ptaków. Mamy tutaj podstawowe, pospolite gatunki, których podobizny przedstawiono w naturalnej wielkości (co w przypadku dużych ptaków wygląda zabawnie, bo jest niewiele ponad ptasią facjatę xD), z podziałem na "ptaki odniesienia" - takie jak modraszki i mniejsze, takie jak wróbel, takie jak kos i większe.
Każdy ptak to zdjęcie naturalnej wielkości, fotografia samicy, nazwa polska i łacińska, wielkość, krótki opis, ciekawostka oraz u dołu strony metryczka z dodatkowymi parametrami.
Dla takich co ledwo odróżniają wróbla od mazurka idealna rzecz. Dla tych bardziej wtajemniczonych jest wiele lepszych pozycji o ptakach.
Było już tyle recenzji i będzie jeszcze dyskusja, więc nie będę tu za dużo o niej pisał. Książka dosyć smutna, czytało się dobrze. Choć jakoś specjalnie nie przypadła mi do gustu, to fajnie było przeczytać coś takiego innego.
Przemianę jeszcze przetrwałem ale proces to czułem od pierwszych scen że będzie na jedno kopyto, ja nie twierdzę że to nie arcydzieła ale wiedziałem co się będzie działo w kółko i w kółko, to jak powtarzać dowcip
Powrót z gwiazd to kolejna bardzo interesująca książka Lema, tym razem dość przewrotnie nie skupiająca się na samej wyprawie kosmicznej, co na konsekwencjach powrotu z takowej. Oto pilot, dla którego biologicznie minęło 10 lat, wraca na Ziemię, na której w tym czasie upłynęło półtora wieku. Jak odnaleźć się w świecie, który wydaje się bardziej obcy niż najodleglejsze zakątki kosmosu?
W pierwszym rozdziale czytelnik zostaje wciśnięty w buty głównego bohatera, dzięki czemu sam może poczuć się w sposób wyobcowany. Sposób narracji, mnogość opisów i niezrozumiałych terminologii, interakcja z innymi ludźmi, przedstawienie skali i natłok informacji, to wszystko sprawia, że może zakręcić się w głowie. Uczucie zagubienia i frustracji z tym związanej wzrasta z każdą stroną.
W kolejnych rozdziałach zaczynamy dostawać coraz więcej punktów zaczepienia, dzięki którym możemy zrozumieć co stało się z Ziemią i jej mieszkańcami, w którą stronę potoczyły się dzieje ludzkości, ale co najważniejsze: coraz więcej dowiadujemy się o samym pilocie, Halu Breggu. Dostajemy obraz człowieka niezwykle obciążonego psychicznie wydarzeniami, których był uczestnikiem w trakcie misji kosmicznej, duszącego w sobie poczucie winy, żalu i gniewu, ale nie mającemu nikogo, przed kim mógłby się otworzyć. W nowej rzeczywistości, pełnej niezrozumiałych zasad i reguł, czuje się jak artefakt przeszłości, wyróżniając się dodatkowo na tle innych ponadprzeciętnym wzrostem. Samotny, groteskowy, niechciany, podejmuje próby zrozumienia Ziemi przyszłości.
To, co w Powrocie z gwiazd podobało mi się najmniej, to motywy relacji na linii kobieta - mężczyzna. Dużą część książki stanowi pewien koncept jak dynamika damsko męska wygląda w społeczeństwie pozbawionym chęci (i tak naprawdę możliwości) ryzykowania. Jak sam w sobie pomysł ten był interesujący, tak sposób w jaki opisano interakcje głównego bohatera z kobietami nie zawsze był dla mnie komfortowy, a często wywoływał uczucie jakiegoś zażenowania.
Podsumowując, uważam Powrót z gwiazd za mocną pozycję. Ponownie dostałem to, czego od książek z gatunku science-fiction oczekuję, a więc człowieka w centrum uwagi, ale człowieka postawionego w sytuacji ekstremalnej, obcej. Oprócz tego jest oczywiście cała masa technicznych opisów, które Lem uwielbia, a także opisy technologii, które w jakimś stopniu są w tym momencie normą, albo przynajmniej są znane (jak czytniki e-booków, czy autonomiczne samochody), co robi wrażenie, biorąc pod uwagę, że książka została napisana 65 lat temu. Polecam lekturę wszystkim fanom gatunku.
Tytuł: Kobiety ze słynnych obrazów. Muzy, modelki, kochanki
Autor: Iwona Kienzler
Kategoria: biografia, autobiografia, pamiętnik
Wydawnictwo: Lira
Format: e-book
ISBN: 9788365838414
Liczba stron: 336
Ocena: 3/10
Prywatny licznik: 1/12
To było słabe, naprawdę słabe...
Wpadamy w chaos totalny. Rozdział niby dedykowany danej damie z obrazu, a tak naprawdę mamy wszystko - omówienie epoki, malarza, jego stosunków, mecenasów, kochanek i innego niezwiązanego z obrazem babieńca, a o samej modelce jest lub nie, w zależności czy pani autorka na coś trafiła lub nie. W dodatku między tym wszystkim skacze, więc czasami nie było łączności pomiędzy następującymi po sobie akapitami.
Rozdziały nierówne. Jedne poniżej 20 stron, inne niemal 50.
Książka ewidentnie nie przeszła sensownej korekty - masa powtórzeń, literówki, ślady nieudolnego przeredagowania zdań. Miejscami skróty myślowe i ten okropny chaos.
Liczyłam chociaż na sensowną bibliografię, ale tam też różnie, bo trafia się wp kobieta, kobieta Onet, Joe monster, więc szczerze mówiąc może cykl wpisów na hobbystycznym blogu z takich źródeł ok, ale po książce spodziewałabym się trochę "lepszej jakości" materiału źródłowego.
Tytuł: Pułapki myślenia. O myśleniu szybkim i wolnym
Autor: Daniel Kahneman
Kategoria: Nauki społeczne. Psychologia, socjologia
Wydawnictwo: Media Rodzina
Format: e-book
ISBN: ISBN 978-83-7278-710-1
Liczba stron: 956
Ocena: 8/10
Prywatny licznik: 1/30
Książka zawierającą szereg badań, przykładów i wniosków z nich wynikających na temat sposobu myślenia człowieka. Okazuje się, że często myślimy dużo mniej racjonalnie niż byśmy się tego spodziewali i niż byśmy tego chcieli. Książka bardzo ciekawa, rzetelna i merytoryczna i jeśli chodzi o tę jej warstwę to dałbym jej 9/10.
Natomiast jeśli chodzi o przyjemność z czytania, to była to droga przez mękę. Książka bardzo drobiazgowo podchodzi do tematu przez co czasem serwuje nam przykłady, które różnią się od siebie w niewielkim stopniu. Przez to gdy czytałem o ntym z kolei badaniu podobnym do tego pierwszego, miewałem już dosyć. Do tego niejednokrotnie język zawarty w książce wyglądał w ten sposób:
Analiza empiryczna błędów poznawczych ma implikacje dla teoretycznej i stosowanej roli ocen prawdopodobieństwa. We współczesnej teorii decyzji subiektywnie oceniane prawdopodobieństwo traktowane jest jako skwantyfikowana opinia wyidealizowanej osoby.
Więc przedzieranie się przez dziesiątki stron napisanych w tym stylu do przyjemnych nie należało. Z drugiej strony szkoda było mi cokolwiek pominąć, bo nieraz z tych podobnych do siebie przykładów można było dojść do zaskakujących wniosków.
Poza tym dużo statystyki i przykładów badań, w których czytelnik bierze udział na bieżąco. Przez co trzeba zaprzęgnąć do roboty tę bardziej racjonalną, ale też ograniczoną w zasoby i leniwą część mózgu - system 2. O tym właśnie dowiadujemy się z książki, że korzystanie z tej części świadomości wymaga wysiłku i przyjemne nie jest, tak jak czytanie tej książki. Jeśli więc miałbym ocenić jaka była przyjemność czytania to tak 3/10.
Mimo to ogólną ocenę daję wysoką, bo dowiedziałem się z niej wielu ciekawych informacji. Cieszę się, że ją przeczytałem, a jeszcze bardziej się cieszę, że to nareszcie już koniec.
Stanisław Lem z każdą kolejną przeczytaną książką budzi mój coraz większy podziw. Nie mogę wyjść z zachwytu nad sprawnością z jaką konstruuje opowiadania - i nie chodzi mi tu jedynie o opowiadanie w sensie całej historii zawartej w książce, a o poszczególne opowieści rozgrywające się w ramach jej rozdziałów. Mam ogromną słabość do jego stylu, zwłaszcza gdy w roli narratora pierwszoosobowego odkrywa nie tyle obce światy, co skryte w głębi człowieka niezbadane rejony własnego jestestwa.
Moim zdaniem właśnie w tych rozdziałach Astronauci błyszczą. Uważam, że podstawą dobrego opowiadania science-fiction jest nie tyle otoczka futurystycznej przyszłości, czy też szeroko pojęte kontakty z obcą cywilizacją, co właśnie skupienie się na człowieczeństwie. Tutaj książka Lema nie zawodzi: jest szczerze, jest boleśnie, jest ciężko.
Fragmenty, które mnie trochę zmęczyły, to zbyt techniczne rozdziały z pierwszej części (Kosmokrator), które wyglądają na mało subtelną laurkę autora do nauki i naukowców. Ich gloryfikacja przewija się zresztą również w drugiej części, jednak w związku ze zmianą narracji dużo łatwiej to przełknąć. Niektóre elementy wydają się być bardzo naiwne, jak duża wiara w potęgę komunizmu. Nabierają jednak sensu, gdy pozna się historię książki, która była debiutem literackim Lema, jednak poprzedzona była stworzeniem bardziej współczesnego opowiadania pod tytułem Szpital Przemienienia, które borykało się z ciągłymi korektami ze strony wydawnictwa z racji braku odpowiednich wzmianek ideologicznych. Wygląda więc na to, że w Astronautach Lem postanowił zrobić systemowi dobrze dla świętego spokoju.
Same koncepty science-fiction, których czytelnik tego typu książek również jednak łaknie, są ciekawe, pomysłowe i szczegółowo opisane, a jakaś część z nich jednak dość celnie opisała tamtejszą przyszłość, a obecną teraźniejszość (chodzi mi głównie o ideę superkomputera oraz swego rodzaju ostrzeżenie przed nadmiernemu oddaniu decyzyjności maszynom). Ostatnie rozdziały udzielają odpowiedzi na większość pytań, które nurtują czytelnika podczas lektury, jednak osobiście wolę, gdy jest trochę bardziej tajemniczo i zamiast podanego na talerzu rozwiązania dostajemy pewne wskazówki, jak do niego dotrzeć (np. jak w późniejszym Niezwyciężonym).
Osobiście mogę śmiało polecić lekturę Astronautów. Czytało się to bardzo gładko i przyjemnie, poza wspomnianymi zbyt technicznymi rozdziałami. Muszę również ponownie oddać hołd autorowi i wspomnieć o tym, jak szybko ta powieść została napisana - pierwszy maszynopis powstał bodajże w 6 tygodni! Kolejne książki, które mam w kolejce do przeczytania, również wyszły spod pióra (czy może precyzyjniej: palców) Lema, także nie mogę się doczekać ich lektury.
W którymś z wywiadów Lem przyznał, że niechętnie patrzy na wznowienia tej książki (oraz "Obłoku Magellana"), bo bardzo się wstydzi ideologicznych wtrętów, jakie tam zamieścił. No ale halo, to były czasy najgłębszego, najczarniejszego stalinizmu, swoboda twórcza nie istniała, a same książki nie są topornymi produkcyjniakami, typowymi dla socrealizmu. Nie ma się czego wstydzić, wręcz przeciwnie - warto pokazywać, jak w totalitarnie spaczonym środowisku można napisać coś ciekawego z homeopatyczną porcją umizgiwania się do systemu.
11. Paula Hawkins - Błękitna godzina (Brak wpisu na bookmeter)
12. Evie Woods - Zaginiona księgarnia (Brak wpisu na bookmeter)
I tak mniej więcej prezentuje się 24 książki ze 160, które przeczytałem w ubiegłym roku. Niestety większość książek była raczej średniakami, ale zdecydowanie na plus było to, że udało mi sie odkryć takich autorów jak: Ayn Rand, Terrego Hayesa i Barbarę Kingslover, których książki zostaną ze mną na dłużej i z czystm sumieniem polecę każdemu.
Nie liczyłam, że domęczę w tym roku, ale się udało.
Historia Gregora, smutna i tragiczna, trochę mnie wymęczyła. Nie poczułam chemii do stylu narracji, chociaż sama koncepcja ciekawa i chęć poznania zakończenia zmotywowały do doczytania.
A resztę wrażeń zachowam na zapowiadaną dyskusję nad tytułem
Kolejny krótki zbiór opowiadań od mistrza grozy Jozefa Kariki. Są to konkretnie 3 opowiadania. Pierwsze dosyć solidne i zacząłem po nim wsiąkać w ten mistyczny, depresyjny klimat Słowackich gór i miasteczek.
Tak drugie opowiadanie zupełnie mi nie siadło. Nie było jakieś tragiczne, jednak mnogość linii przeplatających się linii czasowych, a do tego zaburzona chronologia w tak krótkiej formie, było dla mnie czymś przekombinowanym. W dodatku zakończenie było jakieś takie miałkie. Niestety to opowiadanie zajmuje 90 stron we w sumie 180 stronicowej książce.
Na koniec trzecie opowiadanie po prostu średnie, chwila zabawy, przeczytać i zapomnieć.
Na plus, że wszystkie opowiadania w mniejszym lub większym stopniu przeplatają się ze sobą, oraz z motywami znanymi z innych książek Kariki.
Ocena to naciągana 7 bo to jednak Karika i mimo wszystko czytało mi się dobrze. Ale ogólnie to nie polecam, jeśli ktoś chce przeczytać zbiór takich opowiadań to lepszym wyborem będzie "Głód", a tak to książka raczej jedynie dla fanów autora.
Tytuł: Cudza żona i mąż pod łóżkiem - zbiór opowiadań
Autor: Fiodor Dostojewski
Kategoria: literatura piękna
Wydawnictwo: SAGA Egmont
ISBN: 9788726754575
Liczba stron: 173
Ocena: 9/10
Prywatny licznik: 60/60
Prawdopodobnie w tym roku będzie to na tyle, ale cieszę się tak rewelacyjnym zamknięciem czytelniczym!
Na ten tryptyk - zbiorek 3 utworków humorystyczno-satyrycznych - trafiłam zupełnym przypadkiem, szukając czegoś ambitniejszego dla odreagowania ostatnich zawodów w materii czytelniczej.
Nazwisko znane, tytuł zupełnie nie, więc skusiło i nie zawiodłam się!
Opowiadanka są pełne absurdu, humoru, narracja jest prowadzona wybornie, a spajający je motyw - zdrady małżeńskiej - został ujęty z każdej możliwej strony.
Po odczytaniu znajdującej się na końcu tomiku noty tłumacza dodatkowym smaczkiem jest "afera" wokół środkowego opowiadania, Krokodyl, które nie dość, że nieukończone, to wywołało mały skandal w rosyjskim światku literackim.
Jest to także coś dla wielbicieli lektury w starszej polszczyźnie. Książka to wznowienie tłumaczenia z 1920 roku, więc językowo jest to piękne także po polsku.
Lektura mocno zmieniła moje postrzeganie twórczości Dostojewskiego. Nie tylko ciężko i ponuro, potrafił też błyskotliwie i z humorem, czego Państwu i sobie również w nadchodzących lekturach życzę.
Autor: Tadeusz Boy-Żeleński, Aleksander Fredro ,Jan Kochanowski, Hieronim Morsztyn, Jan Andrzej Morsztyn, Daniel Naborowski, Daniel Olbrychski, Wacław Potocki, Mikołaj Rej, Julian Tuwim
Kategoria: poezja
Wydawnictwo: W.A.B.
ISBN: 9788377479025
Liczba stron: 152
Ocena: 7/10
Prywatny licznik: 59/60
Selektywny wybór poezji sprośnej. Poziom - różny. Jedne chwasty przypadły mi do gustu bardziej, inne mniej, ale w ogólnym rozrachunku czytając i cytując, bawiłam się dobrze.
Niemniej, jako ciekawostkę (tym mniej i bardziej pruderyjnym), polecam.
Bardzo udane wymieszanie prawdy z fikcją... Autor w opisane przez siebie losy dwunastoletniego Eddiego wplata umiejętnie wątki z własnego życia i daje nam historię z uniwersalnym, pełnym nadziei przesłaniem.
Książka napisana lekko, momentami może nie tyle zmusza, co zachęca do refleksji nad sobą, własnymi priorytetami, nad własną relacją z Bogiem.
Tytuł: O swoim życiu i pracach. Autobiografia. Piotr Curie
Autor: Maria Skłodowska-Curie
Kategoria: biografia, autobiografia, pamiętnik
Wydawnictwo: Wydawnictwo SBM
ISBN: 9788383483771
Liczba stron: 200
Ocena: 8/10
Prywatny licznik: 57/60
Moja prywatna konfrontacja mitu Marii Curie z tym, co napisała sama o sobie. I bardzo wiele wiadomości o Piotrze Curie, o którym wiedziałam tylko tyle, że był mężem swojej żony. Straszna obraza dla jego pamięci i dokonań!
Jest to zasadniczo wznowienie po korekcie redakcyjnej - głównie "uwspółcześnienie" języka i ortografii plus drobne uzupełnienia w przypisach. Wydanie posiada także wkładki z bogatym materiałem fotograficznym, bardzo dobrze uzupełnia warstwę tekstową.
Autobiografia i wspomnienie o Piotrze Curie wywarły na mnie bardzo duże i bardzo pozytywne wrażenie. Z zawartych opisów wyłania się dwójka skromnych ludzi - idealistów, a jednocześnie osób wybitnych, geniuszy i pionierów na gruncie rozwoju całej nowej gałęzi nauki, zajmującej się promieniotwórczością.
Miło był śledzić ich losy prywatne pokazane nieco w tle, zdecydowanie więcej zostało uwypuklone na temat dokonań naukowych. Ciężko było czytać o tęsknicie za rodziną, za Polską, ale najtrudniej było z przebijającą tęsknotą i poczuciem straty z powodu nagłej śmierci Piotra Curie.
Prawdopodobnie po tej recenzji będzie trzeba zrobić #usunkonto, ale co mi tam xD
Przepraszam wszystkich zachłystujących się Rozdrożem, ale to było słabe. Po prostu słabe. Ta książka to obraza czytelnika i skok na kasę fana.
Przez większość lektury miałam wrażenie że jest to pisane na siłę, na odpierdol. Toporne, fabuła nie zachwyca... Zbiór przyjaznych zbiegów okoliczności wokół twardogłowego młodzika jest zatrważający.
Pisarstwo okołowiedźminowe skończyło się na Coś się kończy, coś się zaczyna. Don't change my mind.
W ocenie +1 za mój sentyment do uniwersum. Powinno być co najwyżej 4/10
@moll większość opinii jak ja czytałem to była gdzieś tak 7/10, ale to głównie wśród miłośników gry i poprzednich książek. Ja sam książki Nie kupiłem bo 60 zł za takie k⁎⁎wa cienkie gówno to mi się po prostu nie kalkuluje xd w styczniu To będzie ta sama książka ale za trzy dychy
Amen siostro, dziwily mnie pozytywne opinie tomkow Bo sezon burz to bylo dla mnie srednie fanfiction. Ktos mi pewnie kupi ma gwiazdke to w koncu przeczytam ale nie spodziewam sie niczego konkretnego. Tu sie skonczyla saga o Geralcie, na 7ksiegu.
Prawdopodobnie po tej recenzji będzie trzeba zrobić #usunkonto, ale co mi tam xD
E tam, ja sobie zdaję sprawę z jakości fabuły i tych nieszczęsnych zbiegów okoliczności, które ostatecznie okazały się bardzo szczęśliwe dla młodego Geralta. Ale jakoś sentyment wygrał z rozumem. :')
Zapowiadało się dobrze, a wyszło jak zwykle, albo gorzej trochę nawet.
Na cykl Czekoladowa dynastia, którego pierwszym tomem jest właśnie Czas Karola, napaliłam się jak szczerbaty na suchary. No bo o czekoladzie, o Wedlach, a nawet o Karolu Wedlu. I po średnim początku powieści, gdzieś tak do połowy książki, żyłam nadzieją, że to jednak będzie o czekoladzie, a nie z czekoladą i Karolem Wedlem mocno w tle. Mamy tu dużo o żonach, dzieciach, służących (w ogóle mocno "sfeminizowana" historia i nurt narracyjny), za to tyle co nic o pijalni, fabryce...
Do tego wymieszane z poplątanym. Epoka się zgadza, oddanie nastrojów też jako-takie, przewija się Sienkiewicz czy inny Prus, romans z Dąbrowską, a obok kroczą dumnie Rzecki, Wokulski i Łęcka.
Czarę goryczy zaś przelewa zmyślony przez autorkę porucznik, który ponoć w każdej jej książce (jeśli się pojawi) jest zwiastunem przemiany wewnętrznej bohatera, ale ja tu kurna, żadnej przemiany nie widziałam, mimo jego dwukrotnego pojawienia się na scenie.
Bardzo, bardzo średnia książka. Pierwszy raz nie mam najmniejszej ochoty kontynuować.
Po rocznej przerwie od Zajdla sięgnąłem po Cylinder van Troffa. Początkowo miałem wrażenie, że książka będzie wtórna bo znów autor kreślił mi przed oczyma wizję dystopii, a jednak im dłużej czytałem to wpadałem w coraz większy zachwyt. Powieść jest wielowątkowa, wielowarstwowa, napisana świetnym językiem. Jest też krótka, lecz obfita w treść, wiec nie będę pisał za dużo o fabule, żeby nie narobić spojlerów.
Mamy tu do czynienia z odnalezionym przez naukowca notatnikiem, w którym swoje losy opisał członek załogi lotów międzygwiezdnych po powrocie na Ziemię. Opisuje on w nim wydarzenia dziejące się w niezbyt zbadanej epoce ludzkości. Ciekawa była to epoka, w której ludzie podjęli pewne działania, żeby zapobiec przeludnieniu planety. Ciekawe były też losy autora notatnika. A na koniec powieści autor zafundował mi lekkiego mindfucka, może nie aż takiego jak w Paradyzji, ale i tak była to fajna wisienka na torcie. Jedyne do czego mógłbym się przyczepić to do tego, że książka mogłaby być dłuższa i niektóre wątki bardziej rozbudowane, ale też dzięki temu jest dobrą pozycją do łyknięcia na szybko.
@splash545 dla mnie Zajudel jest przereklamowany. Ewidentnie przestawiłbym oceny całej serii Diuny z hejto z ocenami Zajdla. Rozlazła narracja, wtórne pomysły... nuda.