Taaa! Właśnie! Depresja sresja! Łopata albo szpadel w łapę i spulchniać glebę, a nie uwalą się z telefonami i kryzysy egzystencjalne udają albo paraliże zadaniowe. Czego to człowiek nie wymyśli, żeby się za robotę nie wziąć...
Wczoraj zobaczyłem, że na Disney jest już "Springsteen: Ocal mnie od nicości" i odpaliłem. Świetna rzecz. Nie jest to typowy film biograficzny. Nie mamy tutaj historii od zera do muzycznego bohatera. Nie ma fajerwerków, piszczących fanów, kobiet gotowych składać pokłony swojemu idolowi, nie ma sukcesu i zapachu pieniędzy. Jest za to smutek, pustka, jesień, demony przeszłości, niemoc i zmęczenie. To w zasadzie wycinek z biografii muzyka pokazujący pracę nad płytą "Nebraska". Jednak poza tym, a może raczej przede wszystkim jest filmem o depresji. Jako osoba zmagająca się m.in. z depresją od ponad 20 lat tak właśnie odbieram ten film i raczej to z niego wyciągnąłem a sam wątek muzyczny był dla mnie mniej istotny. Zresztą muzyki, jak na film o takiej postaci jest tutaj mało. Całość doskonale pokazuje moment, gdy choroba zaczyna chwytać człowieka za kark i przyduszać do podłogi. Jeszcze nie wiadomo, co się dzieje, ale już czuć, ze coś jest nie tak - pustka, poczucie bycia nie tu gdzie trzeba, brak siły, brak poczucia że to, co robimy ma sens. I to udało się oddać twórcom filmu a przede wszystkim świetnie pokazał to grający rol Springsteena Jeremy Allen White. Patrząc na niego miałem wrażenie, że Bruce zaraz się posypie. Nawet w chwilach pozornie radosnych, jak koncerty w klubie w jego oczach widać było dojmujący smutek. Fajnie, że był taki pomysł na ten film a nie kolejna ckliwa i słodka jak cukierek historyjka typu "One Love" o Marleyu. Aha... ojca Springsteena gra Stephen Graham i robi to rewelacyjne. Uwielbiam tego aktora.
Matka ciagle gada ze jestes glupi i niczego nie osiagniesz
No ale to matka, wiec tracisz zdrowie psychiczne by bronic ja przed twoja babka od strony ojca, ktora non-stop po niej jezdzi
Ojciec umiera
Babka stawia Ciebie, 14-letniego gowniaka przed podjeciem decyzji czy dom zapisac tylko na ciebie czy pol na pol na ciebie i na Twoja matke
Matka jest jaka jest, ale ja kochasz i chcesz dla niej dobrze, w dodatku wciaz jestes w szoku po smierci ukochanego taty, bedacego jednoczesnie jedyna osoba ktora naprawde Cie wspierala, wiec podejmij decyzje ze pol na pol
Dbaj o matke, pomagaj jej, nie oczekuj nic w zamian. happy_ending.jpg
Mija 26 lat, masz 40 na karku, i nagle twoje zycie sie sypie. Rozjebuje Ci sie zdrowie, tracisz przez to prace, nie umiesz sobie poradzic w doroslym zyciu z takimi sytuacjami, wpadnij w jeszcze wieksza depresje niz do tej pory
- mame, moje zycie sie rozjebalo, moje zdrowie sie rozjebalo, nie stac mnie nawet k⁎⁎wa na leki
- no dobre, syneg, ale wiesz, dzieki pienionszkom ktore pozyskalam dzieki twojej decyzji 26 lat temu kupilam sobie drugie mieszkanie, a ze juz kupilam i je remontuje to nie mam pieniedzy, masz tu 200 zl, wiem ze to nie pokryje nawet 1/5 twoich potrzeb na leki, ale wiesz, no nie mam wiecej, jakos sobie poradzisz, zawsze sobie jakos radziles
- nie spij piata noc bo bez lekow nie dasz rady zasnac
Boże, prosze, zabierz mnie do siebie jak najszybciej, bo ja jestem zbyt slaby zeby sobie w podrozy do Ciebie pomoc.
@dziki dzięki, że się podzieliłeś, nie jest łatwo się go tego zabrać. Z tego co piszesz, to nie miałeś szczęścia do mamy. Może masz kogoś innego w otoczeniu, na kim mógłbyś polegać?
Patrząc na drugi podpunkt, ważne będzie o tym zapomnieć i skupić się na sobie – co chciałbyś jeszcze zrobić, może mniejszymi krokami, ale w zgodzie ze sobą.
Noworoczny challenge jedzenia fast foodu codziennie podtrzymany, dzisiaj wjechał duży rollo, zauważyłem, że zaczynam już sapać od jakiegoś czasu, nigdy tak nie miałem.
Wczoraj z 4 litry Pepsi na dolewkach w Burger Kingu wypiłem, wieczorem do snu 2 Perly i dzisiaj rano prawie się zbełtałem, miałem odruch wymiotny ale nic nie leciało.
@KrzysztofBednarczyk u mnie jest kilka kebabów ale liczą się tylko dwa-noor kebab na senatorskiej - kutang wołowy za 30 zeta długości przedramienia z sosem mieszanym - kula, kapuśniak, słodko-pikantne sosy, mocno zgrilowany gorący placek lub
-kebab king w obrzydliwie grubym placku z pieca tendori, jak zamawiasz wołowinę to trzeba patrzeć na ręce żeby ciapate nie wymieszały z tanią kula z kurczaka. lawasz gruby, smak średni, sosy średnie, warzywa średnie, ledwo ciepłe mięso-d⁎⁎y nie urywa
@KrzysztofBednarczyk to żaden challenge. To rzucenie rękawicy i powiedzenie poddaję się.
Challenge to byłby zdrowo jeść chociaż 2 dni w tygodniu. I potem mógłbyś rozwinąć to do 3, 4.
W sumie dwa dni to jest jeden dzień gotowania bo szkoda nie gotować od razu na dwa dni.
Sałatka warzywna, np Rucola i pomidory+oliwa. Do tego jakieś węgle i mięso, tylko w odpowiedniej proporcji - sałatka powinna zajmować pół talerza.
To jest zmaganie z tym co wmawiają ci reklamy, z tym do czego przyzwyczajony jest organizm, ze skillami w planowaniu obiadów, umiejętnych zakupach, gotowaniu. Zwłaszcza flora bakteryjna tutaj steruje. Niestety, nieumiejętna dieta rozwija złą florę bakteryjną - dająca zaparcia, wzdęcia i depresję. A taka zła flora wymusza na tobie niezdrowe jedzenie. Np. sprawi, że nie możesz przejść obok stoiska ze słodyczami w sklepie nie kupując nic. Albo, że uważasz to za normalne pić wodę z cukrem do obiadu (ala. cola pepsi itp.). Wiesz, że właściciel fabryki pepsi nie daje jej dzieciom i sam jej nie pije?
Po czasie zdrowszego jedzenia organizm domaga się warzyw w obiedzie, a słodkie picia odrzucają. Tylko trzeba przebrnąć przez dolinę cierpienia i do tego dojść. Ale nie jesteś sam, nawet jeżeli TWÓJ MÓZG CHCE CIĘ ZABIĆ.
@KrzysztofBednarczyk Tak jak owczarek pisał to daj sobie szansę i skorzystaj z tego co jest dostępne. Ze swojej strony postaram się doceniać Twoje wpisy gdy opiszesz na czym z perspektywy osoby w depresji polegają takie numery pomocy i zawsze możesz opisać swoje odczucia, co uważasz, że jest dobre, a co według Ciebie działa źle.
@KrzysztofBednarczyk a ja wczoraj całą drogę do pracy zmusiłem się, żeby mimo mrozu i zamieci mieć uśmiech na twarzy. I po czasie zmienił mi się humor. Aż śmieszne, że można negatywnie oceniać coś tak neutralnego jak zimny wiatr i śnieg zimą. Potem już było z górki. Cały dzień ktoś mi próbował z czymś pomóc albo być miły. Kolega mudżin miał coś z kichami i latał srać kilka razy. Miałem lżejszą pracę w rzeźni i dwa razy to ja za niego stanąłem na lince. A potem się z nim zamieniłem, żeby miał trochę lżej i mógł polecieć do toalety jak go przyciśnie, ale kazałem mu myć ręcę przed jedzeniem.
Wiem, że sobie pomyślisz "ale pierdolisz frędzlu jeden"...
Ale:
1- przejdzie Ci, poznasz kogoś lepszego i będziesz się cieszył, że jednak z tą czy z tamtą Ci nie wyszło, zobaczysz
2- no i co? Może w tym roku się uda, albo na inną?
3- spróbuj zmienić, może się uda. I co prawda też narzekam na swoją robotę ale jakby ch⁎⁎⁎wa nie była to zawsze lepsza niż siedzenie na bezrobociu, bez kasy, bez jakiegoś zobowiązania bodaj żeby rano wstać...
4- spotkały Cie przykre rzeczy, to i czujesz się chujowo
5- warto być na to przygotowanym ale może nie będzie tak źle?
@Z_buta_za_horyzont miał rację - tęsknię za -14, ponieważ dzisiaj spociłem się niemożebnie.
Bieganie to dla mnie nie tylko praca nad kondycją, ale także nad charakterem. Pomaga mi z perfekcjonizmem, prokrastynacją i #depresja.
Z perfekcjonizmem, ponieważ obudziłem się później, niż zamierzałem, i już miałem rozwalony plan dnia. Coś, czego wciąż się uczę, że nie mam na wszystko kontroli i często trzeba się dopasowywać do tego, co akurat się dzieje w życiu.
Z prokrastynacją, ponieważ mam ogromny problem z odkładaniem rzeczy na wieczne nigdy, na czym ogromnie cierpi mój blog i moja „kariera pisarska”. Gdy się obudziłem, też chciałem przełożyć bieganie na później - całe moje ciało krzyczało, że nie chce biegać, jednakże zmusiłem się i poszedłem. Nie wiadomo, czy później czułbym się lepiej czy może jednak gorzej, trudno to przewidzieć. A tak mam to już za sobą.
Z depresją, ponieważ po bieganiu czuję się kapkę lepiej. Jasne, można tutaj wrzucić mema, że „jak ręką odjął”, ale rzeczywiście coś w tym jest, że ruch na (nie)świeżym powietrzu poprawia humor. Dzisiaj mija trzeci miesiąc, odkąd wylądowałem na L4 i przez ten czas niewiele zrobiłem: blogasek świeci pustkami, nie napisałem żadnego opowiadania (oprócz jednego króciaka na trzy zdania), niemiecki też leży. A przecież nie mógłbym sobie wyobrazić lepszych warunków, skoro obecnie mam zero obowiązków i masę wolnego czasu.
Bieganie sprawia, że mam chociaż jedną rzecz odhaczoną jako zrobioną, daje mi poczucie, że jednak coś robię, namacalnego, ponieważ zapisuję każdy bieg i widzę, jak łącznie przebiegnięty dystansu, pomału bo pomału, ale jednak rośnie. Co daje mi nadzieję, że skoro udaje mi się to z bieganiem i powoli wchodzi mi to w rutynę na tyle, że nie mogę się doczekać kolejnego razu, to może i z pozostałymi moimi zainteresowaniami się uda: z tworzeniem czy nauką właśnie. Obie te rzeczy sprawiają mi przyjemność, ale mam ogromne trudności z zabraniem się za nie, sam nie wiem dlaczego. Chyba z lęku przed porażką, że sobie nie poradzę. Że opowiadanie czy recenzja nie wyjdzie tak, jakbym tego chciał, że nie uda mi się zrozumieć nowych zasad albo zapamiętać słówek czy zwrotów. Głupie to, zdaję sobie z tego sprawę, ale bardzo mi to przeszkadza.
Więc tak sobie truchtam powoli co te trzy dni i równie powoli uświadamiam sobie, że robienie rzeczy nie jest takie straszne, na jakie wygląda.
@bartek555 Potwierdzam, działa. Można się śmiać, ale nawet głupi codzienny spacer pomaga.
Kiedyś usłyszałem ciekawe twierdzenie, które brzmiało mniej więcej tak: "gdyby ruch mógł być tabletką, to byłby najczęściej przypisywanym lekiem na świecie". No i coś w tym rzeczywiście jest, systematyczna aktywność fizyczna to klucz do lepszego zdrowia i samopoczucia. Oczywiście nie neguję leków, na pewno pomagają one stanąć na nogi i funkcjonować przy ciężkich przypadkach
@bartek555
Farmakoterapia to pomóc w psychoterapii, bo główną bronią jest zmiana nawyków, myślenia, stylu życia.
Ruch wytwarza endorfiny, przyczynia się do zmiany stylu życia - pomaga.
Za niecały miesiąc wracam do Włoch ehhh nie chce mi się ale też nie chciało mi się wcześniej wracać do Polski, po prostu bym sobie leżał w mieszkaniu całe życie i bym sobie tak zdechł.
Matka która zostawiła mnie w wieku 3 lat mówi mi jak syn mojego brata w wieku 15 lat znalazł dziewczynę, kupił sobie samochód w wieku 18 lat i się do niej wyprowadził.
Ja w wieku 21 chodziłem do psycholog i płakałem w poduszkę jakim jestem odpadem z ujebanym prawkiem i maturą, prawko zdałem w wieku 28 lat bo 13 razy zdawałem ehhh
Potem jak prawdziwy odpad w przeciągu 3 miesięcy samochodem 2 stłuczki spowodowałem, więcej nie jeżdżę bo nawet rowerem nie ogarniam.
@KrzysztofBednarczyk chłopie ale ostatecznie zdałeś prawko ciul z tego że za 13 razem pewnie się stresowałeś ważne że je w końcu zrobiłeś. Wiesz ja od 15 roku życia chodzę po terapautach zaniedługo będę miał 4