Przeglądam czasem Reddita, w tym społeczność /r/ireadabookandadoredit. Niedawno ktoś wrzucił tam post na temat książki "Convenience store woman" i z miłym zdziwieniem odkryłam, że została przetłumaczona na polski. A że opis mnie zainteresował, to stwierdziłam, że machnę ją przy okazji.
W książce tej śledzimy losy 36-letniej Keiko, która od dziecka ma trudności ze zrozumieniem reguł i norm panujących w społeczeństwie. Kobieta ewidentnie jest w spektrum, co jednak nie przeszkadza jej znaleźć swojego miejsca na ziemi: sklepu konbini, czyli japońskiego całodobowego odpowiednika naszej Żabki na sterydach, w którym pracuje dorywczo.
Keiko mierzy się z pytaniami bliskich, nie traktujących jej zatrudnienia i stanu panieńskiego poważnie, o jej plany na przyszłość. Czy ugnie się i dostosuje do wymagań społeczeństwa? I jaką rolę w jej decyzji będzie miał redpillowiec, który zatrudnia się w tym samym konbini?
Jest to książka lekka i przyjemna, w sam raz na raz, nie wymaga zbyt wiele od czytelnika. Ot, miły przerywnik.
Wydawnictwo Prószyński i S-ka przygotowało trzy nowe wydania książek Johna Ronalda Reuela Tolkiena. "Dzieci Húrina", "Legenda o Sigurdzie i Gudrun" oraz "Upadek króla Artura" wylądują na sklepowych półkach 12 lutego 2026 roku. Wydania w twardej oprawie liczą kolejno 272, 560 i 264 strony, w cenach detalicznych 59,99; 69,99 i 59,99 zł. Poniżej okładki i krótko o treści.
"Dzieci Húrina"
Tolkien wiele lat pracował nad „Dziećmi Húrina”. Niestety nie dane mu było dokończyć opowieści. Podjął się tego jego syn, Christopher Tolkien, który ułożył tekst z istniejących materiałów. Całości dopełniają ilustracje Alana Lee.
Prawie sześć i pół tysiąca lat przed wydarzeniami opisanymi we „Władcy Pierścieni” na Śródziemie pada cień Czarnego Władcy. Najwięksi wojownicy wśród elfów i ludzi zginęli. Wszystko pogrąża się w ciemności i rozpaczy. Nowy przywódca, Túrin, syn Húrina, razem z bandą banitów przeciwstawia się Czarnemu Władcy i zmaga się z nałożoną przez niego klątwą.
Historia wojny, nienawiści, walki o władzę, ale też nadziei i odwagi. Poznajcie losy Túrina i Niënor.
"Legenda o Sigurdzie i Gudrun"
J.R.R. Tolkien, wielki miłośnik i znawca kultury Północy, zanim napisał „Hobbita” i „Władcę Pierścieni”, w latach dwudziestych XX w. ułożył własną wersję staroskandynawskiej legendy o upadku Niflungów (Nibelungów). Nadał jej formę dwóch związanych ze sobą poematów o niezwykle kunsztownej wersyfikacji, zatytułowanych „Nowa pieśń o Völsungach” oraz „Nowa pieśń o Gudrun”.
Pierwsza pieśń opowiada o losach legendarnego bohatera Sigurda Völsunga i dwóch zakochanych w nim kobiet – walkirii Brynhildy oraz pięknej Gudrun, księżniczki z rodu Niflungów, która dzięki magicznemu podstępowi została jego żoną.
Druga przedstawia wydarzenia po śmierci Sigurda – Gudrun wbrew swej woli zawiera małżeństwo z potężnym Atlim, władcą Hunów (historycznym Attylą); Atli morduje jej braci, wielkich bohaterów; Gudrun wywiera straszną zemstę, po czym odbiera sobie życie.
„Legenda o Sigurdzie i Gudrun” to fascynująca opowieść ze starożytnej Północy o magii, bogach, krwawych bitwach, heroicznych wojownikach, tragicznej miłości i zdradzie. Niezwykły prezent dla wszystkich miłośników Tolkiena, opatrzony przez jego syna szczegółowym komentarzem oraz fragmentami dotąd niepublikowanych wykładów ojca o literaturze staroislandzkiej.
"Upadek króla Artura"
„Upadek króla Artura”, jedyną wyprawę J.R.R. Tolkiena do świata legend arturiańskich, można śmiało uznać za jego najlepsze osiągnięcie w posługiwaniu się staroangielskim metrum. Przekształcił on dawne opowieści, nadając im atmosferę powagi i nieuchronności wydarzeń: zamorską wyprawę Artura, króla Brytanii, do dalekich pogańskich krain, ucieczkę Ginewry z Kamelotu, wielką bitwę morską po powrocie Artura do Brytanii, portret zdradzieckiego Mordreda, pełne udręki rozmyślania Lancelota w jego francuskim zamku. Niestety „Upadek króla Artura” to jeden z tych poematów, których pisanie Tolkien zarzucił. Jednakże z tekstem poematu jest związanych wiele rękopisów – wyłaniają się z nich wyraźne, choć tajemnicze odniesienia zakończenia legendy arturiańskiej do „Silmarillionu” oraz niezrealizowany opis gorzkiego końca miłości Lancelota i Ginewry.
Nawet w tej fragmentarycznej i niedokończonej postaci „Upadek króla Artura” jest ważnym dziełem J.R.R. Tolkiena. To niedokończona, lecz niezwykle frapująca nowa wersja być może najsłynniejszej i najbardziej lubianej brytyjskiej legendy; według syna autora i opiekuna jego literackiej spuścizny, Christophera Tolkiena, rozpoczęta na początku lat trzydziestych XX wieku i zarzucona w 1937 roku. Może nie był to zbieg okoliczności, że w tym właśnie roku został wydany „Hobbit”, dający czytelnikom przedsmak wymyślonego świata, który miał ukształtować wyobraźnię XX wieku, pozostając wciąż żywym w wieku XXI.
#ksiazkiwhoresbane 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach
Tytuł: »Mama, bitte lern Deutsch«: Unser Eingliederungsversuch in eine geschlossene Gesellschaft
Autor: Tahsim Durgun
Kategoria: Memoir
Wydawnictwo: Knaur
Format: audiobook
Liczba stron: 209
Ocena: 9/10
Prywatny licznik: 5/48
Znalazłem złoto! A wszystko przez Spotify i #czytelniczebingo! Zastanawiając się nad książką z kategorii "książka spoza strefy komfortu" zdecydowałem, że przeczytam/przesłucham coś po niemiecku. Od 12 lat siedzę w Niemczech, jednak jest to jedyny język w którym czytam bardzo mało i zawsze się przed tym wzbraniałem. Na "Mama, bitte learn Deutsch" trafiłem przypadkiem na Spotify i zaciekawiła mnie ta pozycja. Niestety autora (twórcę internetowego) nie znałem, bo i w niemieckim TikToku/Instagramie nie siedzę. Zacząłem słuchać i jak już napisałem - znalazłem złoto!
Tytuł dobrze odzwierciedla o czym będzie ta książka: "Mamo, proszę naucz się niemieckiego: Nasza próba integracji z zamkniętym społeczeństwem". Tahsim (ur. 1995) opowiada o życiu w Niemczech z perspektywy dziecka kurdyjskich jazydów, którzy wyemigrowali do Niemiec na początku lat 90tych. Książka ma podobny klimat jak "Born a Crime: Stories from a South African Childhood" Trevora Noah (link), którą słuchałem w zeszłym miesiącu. Tahsim poprzez swój humor opowiada o bardzo trudnych i wciąż aktualnych tematach: wykluczeniu społecznym, rasizmie i problemach integracji w niemieckim społeczeństwie. Pisze o swoim dzieciństwie i o swojej matce - kurdyjce, która przez 35+ lat nie nauczyła się niemieckiego, i problemach jakie z tego wynikają.
Najgorsze, że historie jakie Tahsim opisuje, wciąż są aktualne. Na moim własnym osiedlu widzę (i znam) rodziny, które są poprzez barierę językową wykluczone ze społeczeństwa, gdzie dzieci muszą przejąć rolę tłumacza, aby cokolwiek załatwić. Niestety uprzedzenia społeczne do emigrantów są wciąż silne. Ja staram się mieć otwarty umysł, bo pamiętam wiele historii z placu zabaw, gdzie "przejechałem" się na stereotypach. A i też temu, że sam jestem emigrantem...
#czytelniczebingo 5/25 - Książka spoza strefy komfortu
P.S. Od własnego syna też usłyszałem, że powinienem się nauczyć języka niemieckiego (a śmigam na poziomie +/- B2).
Książka spodobała mi się przez okładkę i wrzuciłem sobie na czytnik w zeszłym roku. Nie czytałem nawet o czym jest, a powinienem był. Szukając czegoś na #czytelniczebingo do kategorii "z Ameryki Południowej" z tego co już na czytniku miałem, mogłem wybrać między tym, a Paulo Coelho xD
Autorka chciała połączyć dystopię z kanibalizmem i hodowlą ludzi na "mięso specjalne", jednak zabrakło jej dobrego światotwórstwa. Dostałem za mało informacji, aby ot tak przyjąć prawie natychmiastowe przejście społeczeństwa na jedzenie ludzi. Wprawdzie mamy powiedziane, że panuje wirus który roznoszą zwierzęta i dlatego zostały one wybite na całym świecie. Nie jest to dla mnie wystarczający powód, aby od razu przechodzić na kanibalizm.
Kolejnym minusem jest opowiedziana historia. Marcos pracuje w rzeźni, niedawno zmarło mu dziecko, zostawiła go żona i przechodzi mały kryzys. Od hodowcy dostaje specjalny prezent - niemodyfikowaną genetycznie "samicę". Historia idzie w przewidywalnym kierunku, a zakończenie nie jest satysfakcjonujące w żaden sposób. Autorka próbuje być szokująca na siłę. Zamiast skupiać się na bohaterach i opowiedzeniu fajnej, ciekawej historii, to kładzie nacisk na opisy pracy rzeźni, procesu uboju, sprzedaży, polowań na ludzi, itd.
Nie polecam.
Jak ktoś chce przeczytać coś ciekawszego w temacie hodowli ludzi na mięso, to polecam mangę The Promised Neverland (link) dużo lepiej i ciekawiej podchodzi do tematu (mimo swoich wad).
#czytelniczebingo 4/25 - Książka autora/ki z Ameryki Południowej
@Vampiress ta książka nie ma świata przedstawionego, pokazuje tak proste założenia, jakby autorka ją na papierze toaletowym spisywała i w pewnym momencie zabrakło
Tytuł: 5-minutowe opowieści kontratakują. Star Wars
Autor: praca zbiorowa
Kategoria: literatura młodzieżowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo Olesiejuk
Format: książka papierowa
Liczba stron: 192
Ocena: 5/10
Książka zawiera zbiór opowiadań z uniwersum Gwiezdnych Wojen podanych w sposób z założenia przystępny dla dzieci. Niestety książka nie nadaje się jako wprowadzenie do uniwersum, gdyż niewielkie ale istotne zmiany względem oryginalnych wydarzeń, a także brak ciągłości opowieści oraz powiązań przyczynowo skutkowych nie pozwoli zrozumieć fabuły. Natomiast może to być gratka dla dziecka, które już zna co najmniej zarys historii, gdyż zawiera kilka kultowych scen, cytatów, wydana została w twardej oprawie i uzupełniona efektownymi ilustracjami.
Ale żeście się rozszaleli z tym dodawaniem książek, muszę zacząć czytać....
Na początek kończę Kampanie Cienia. Seria poszła w zupełnie innym kierunku niż myślałem przed rozpoczęciem jeszcze 4 książki. Nie było to nic odkrywczego ani ambitnego ale całkiem nieźle się słuchało walkę z hive mindem z wtyką, bez której nie mogło się obyć bo inaczej nie byłoby walki. Niestety bohaterowie byli superinteligentni, wygrali każde starcie, wszyscy żyli długo i szczęśliwie. Kończę myśli na temat tej serii bo im dłużej o niej myślę tym gorszą ocenę wystawiam, zaczynałem od takiego 6.5/10 a teraz coraz bardziej skręcam w stronę 4/10....
Czasami książki wpadają w nasze ręce przypadkiem. Tak było i z "Wierną rzeką" Żeromskiego — krótkim dziełem tego autora, którego wcześniej nie kojarzyłam. Podobno było ono dawniej lekturą szkolną (choć nie za moich czasów). A że Żeromskiego lubię, to stwierdziłam, że czemu nie.
W "Wiernej rzece" poznajemy historię księcia Józefa Odrowąża, który, będąc ciężko ranionym w trakcie powstania styczniowego, trafia do majątku państwa Rudeckich. Pod ich nieobecność dworkiem opiekuje się ich krewna, panna Salomea Brynicka. Salomea przyjmuje Józefa, pielęgnuje go i w wielkiej konspiracji ukrywa go przed wojskami rosyjskimi.
Dalszy opis wydarzeń byłby solidnym spoilerem, dlatego zwieńczę go tylko tym, że książka nie jest przewidywalna, a końcówka przynosi niespodziewany zwrot akcji.
Bardzo lubię Żeromskiego za język, którym się posługuje. Jego dialogi są oszczędne, a przy tym naturalne; drobne opisy przyrody tchną wrażliwością i czułością. Może i "Wierna rzeka" nie jest najbardziej porywającym dziełem autora, ale po prostu dobrze się je czyta.
Wydawnictwo Prószyński i S-ka prezentuje kolejne wznowienie ze Świata Dysku. "Kapelusz pełen nieba" Terry'ego Pratchetta wyląduje na sklepowych półkach 10 lutego 2026 roku. Wydanie w twardej oprawie zawiera 368 stron, w cenie detalicznej 59 zł. Poniżej okładka i krótko o treści.
Coś ściga Tiffany…
Tiffany Obolała jest gotowa rozpocząć naukę czarownictwa. Spodziewa się zaklęć i magii – nie nudnych prac domowych i złośliwych kóz. Na pewno czarownictwo to coś więcej. Czego Tiffany nie wie? Że podąża za nią bezcielesna, podstępna istota. Tym razem ani pani Weatherwax (najpotężniejsza czarownica na świecie), ani waleczni, sześciocalowi Wolni Ciut Ludzie nie zdołają jej ochronić. W końcu będzie potrzebowała całej swej wewnętrznej siły, by się uratować… o ile to w ogóle możliwe.
#ksiazkiwhoresbane 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach
Tytuł: Rosja. Od rozpadu do faszystowskiej dyktatury. Scenariusze przyszłości 2026-2036
Autor: Marcin Łuniewski
Kategoria: reportaż
Wydawnictwo: Prześwity
Format: e-book
Liczba stron: 264
Ocena: 7/10
Lekka i zgrabna książka opisująca wewnętrzną, polityczną sytuację w Rosji oraz charakterystykę głównych postaci kremlowskiego i okolicznego towarzystwa. Autor przedstawia też różne scenariusze, do których może dojść wraz z zatrzymaniem wojny w Ukrainie i śmiercią Putina.
@JapyczStasiek mnie bardziej w przypadku zagranicznej klasyki interesuje jakie tłumaczenie. Stare, gówniane i darmowe (bo prawa autorskie wygasły), czy jakieś sensowne. A nie okładka.
Ja to bym chciał, żeby oni sobie przestali zabierać co chwilę prawa do tych samych książek i jak jedno wydawnictwo ją wydaje, to niech to robi przez kilka lat i w tej samej szacie graficznej, żeby można było zebrać cała kolekcję, a nie każda ksiązka z innego wydania, bo tydzień po premierze nakład wyczerpany
Dom Wydawniczy REBIS zapowiada nową książkę historyczną. "Paryż. Lata 20 - lata 30. Taniec na wulkanie" Marty Orzeszyny wyląduje na sklepowych półkach 24 lutego 2026 roku. Wydanie w twardej oprawie liczy 352 strony, w cenie detalicznej 89 zł. Poniżej okładka i krótko o treści.
Lata dwudzieste i trzydzieste XX wieku. Paryż jest niekwestionowanym centrum artystycznym i intelektualnym. To tu Picasso, Modigliani i Łempicka utrwalają na płótnie ducha epoki. Tu tworzą Hemingway, Cocteau i Francis Scott Fitzgerald. To tu w salonie Gertrudy Stein i Alice B. Toklas kwitnie intelektualna rewolucja, a André Breton i Tristan Tzara głoszą awangardowe idee surrealizmu i dadaizmu. To tu Coco Chanel, Elsa Schiaparelli i Antoni Cierplikowski dyktują nowoczesną modę całemu światu. Właśnie w tym burzliwym czasie kobiety pozbywają się gorsetów, ścinają włosy, pracują i walczą o swoje prawa, a niespotykana dotychczas swoboda obyczajów zmienia reguły społeczne. Miasto świateł zaskakuje też innowacjami technologicznymi i medycznymi i olśniewa rozmachem wystaw światowych. Geniusze architektury zmieniają nie do poznania miejski krajobraz.
Ale lata trzydzieste to także kryzys gospodarczy, ostre konflikty społeczne i narastające ekstremizmy. Wstrząsany skandalami finansowymi i mrocznymi aferami kryminalnymi Paryż tańczy na wulkanie w cieniu nadchodzącej wojny.
Porywająca opowieść Marty Orzeszyny to więcej niż historia dwóch dekad najpiękniejszego miasta świata. To bilet do samego serca tej epoki
#ksiazkiwhoresbane 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach
Temat dla współczesnej Algierii na pewno istotny i kontrowersyjny - nierozliczone zbrodnie wojny domowej i opresja kobiet, którym wojna i związana z nią odbudowa społeczeństwa niewiele pomogła. To bardzo ważne i mocne, ale miałem taki problem, że to w tej książce wybrzmiewa mocno i szybko, a dalej jest bajdurzenie w kółko o tym samym. Na dodatek język powieści jest usilnie wzniosły i drętwy, aż irytujący, przez co ciężko było mi przeżywać opisywane dramaty, bo nie czułem, że jakiś żywy bohater snuje tą opowieść. Może to by było lepsze, gdyby to rzeczywiście pisała kobieta po trudnych przeżyciach, a nie teoretyk kobiecego i wojennego cierpienia.
W tym roku jednym z moich postanowień jest czytać w pierwszej kolejności książki, które mam na półce i tak też było tym razem. Książkę wybrałem tylko po okładce i tytule, nie miałem żadnego pojęcia o czym jest, za to znałem autora z 2 innych książek, które czytałem w poprzednich latach. Jakież było moje zdziwinie po przeczytaniu, jak świetna była to lektura, dawno żadna książka nie zrobiła na mnie takiego wrażenia, dawno żadna książka nie trafiła "w punkt" tak jak ta.
Króko o fabule:
Caden to wrażliwy, utalentowany plastycznie nastolatek, u którego zaczynają się objawy choroby psychicznej: początkowo to tylko bezsenność, czy gonitwa myśli, a później jest już gorzej, bo dochodzą: paranoja, rozpad uwagi i relacji. Najpierw "tylko" wycofuje się z życia, potem pojawiają się głosy i przeczucia, że świat szykuje na niego zasadzkę, że czyha na niego nieustanne zagrożenie ze strony świata zewnętrznego. Zapada się co raz głębiej w swoim świecie. Rodzina i lekarze pomagają mu trafić na oddział psychiatryczny - tu mamy realny tor opowieści: diagnozy, leki, terapia indywidualna i grupowa, pierwsze przyjaźnie z innymi pacjentami, pierwsze wzloty i bolesne upadki.
Fabuła dzieje się dwutorowo, bo po za realnym światem pełnym "zagrożeń", rodzinnym domem i szpitalem psychiatrycznym mamy tu bardzo rozwinięty wątek w wyobraźni Cadena. A w nim płynie statkiem na wyprawie ku odkryciu Rowu Mariańskiego. Na pokładzie jest kapitan, jego złośliwa papuga (główny) doradca, pierwszy oficer i reszta załogi, a także galion - Kalipso na dziobie statku. Caden zostaje okrętowym artystą, który ma narysować to, czego nie da się zobaczyć w głebi oceanu. Załoga ściera się o kurs, rodzi się bunt, a statek uparcie kieruje się ku najgłębszemu punktowi oceanu. Te dwa tory - realny i morski - cały czas się przeplatają, czasem urywają w pół zdania. W miarę lektury widzimy, że nie są równoległe przypadkiem: realne wydarzenia i relacje odbijają się w "morskim" świecie jak w falującym lustrze oceanu. Zderzenie obu narracji, często w krótkich, staccatowych rozdziałach - daje efekt, po którym szczękę zbierałem z podłogi.
Największa siła książki jest uczciwość. Shusterman nie robi z zaburzeń psychicznych łamigłówki do rozwiązania ani ckliwej lekcji. Pokazuje chaos, lęk, wyobcowanie, ale też żmudną drogę przez diagnozę, leki, terapię i relacje z bliskimi. Znakomicie działają rysunki w książce (autorstwa syna pisarza), które dopowiadają to, czego nie da się powiedzieć wprost. A literacko? Krótko, gęsto, bez patosu. Każdy powrót z "pokładu" do rzeczywistości przestawia perspektywę i nagle rozumiesz, że to nie fantazja przykrywa rzeczywistość, tylko rzeczywistość próbuje gonić fantazję. Jeszcze większą wagę nadaje jej to, że to książka realna dla autora, w której starał się opisać zmagania swojego syna z chorobą psychiczną.
Przysypiam i budzę się, i właściwie nie widzę różnicy. Potem ziemia zaczyna pode mną falować, więc się odprężam, wiedząc, że wkrótce znów będę na morzu, gdzie moje istnienie ma sens, nawet jeśli nie ma go nic innego.
Nie będę udawał twardziela: dawno żadna książka tak mnie nie trafiła. Być może to kwestia momentu, ale dokładnie takiej opowieści potrzebowałem - o zanurzeniu i wynurzeniu, o tym, że dno bywa częścią drogi, nie jej końcem. Jeśli szukasz historii, która prosto i z empatią, z precyzją i bez ckliwości mówi o kryzysie psychicznym, a przy tym formalnie jest wybitna - to chyba nie da się lepiej trafić. Z pełnym przekonaniem: dla mnie książka na dyszkę.
Zbiór rozmów między hiszpańskim pisarzem i dziennikarzem Juanem José Millásem a biologiem i paleontologiem Juanem Luisem Arsuagam o tym, jak powstaje życie i dlaczego życie sprowadza się do śmierci. Filozofii jest tutaj bardzo mało. W zasadzie 80% książki to rozmowa między Arsuagem i Millásem o biologicznych podstawach życia i śmierci - dlaczego one są, jakie pełnią funkcję, co jest prawda, a co plotką. Reszta to dialogi o życiu codziennym i refleksje Millása. Tu warto zaznaczyć, że choć książka ma dwóch autorów, to jednak głównym jest dziennikarz, który spisuje te wszystkie rozmowy i uzupełnia je swoimi uwagami.
W zasadzie nie jest to pierwsza książka Arsuagi, którą czytam. Zacząłem czytać "Życie. Fascynującą podróż przez 4 miliardy lat", ale liczba szczegółów wartych uważnego przeczytania i zapamiętania jest tak duża, że czytam na raty, robiąc podczas lektury notatki. W "Życiu i śmierci" odpuściłem przygotowywanie notatek zakładając, że książka będzie lżejsza. O ja naiwny. Rozmowy te były także interesujące, ale jednocześnie pełne szczegółów, przez co część informacji zapewne upłynie. Losowe ciekawostki z książki:
bambus rozrasta się dlatego, że korzeń wypuszcza coraz to nowe pędy i może rosnąć na dowolnym kontynencie, zajmując duże połacie bez należytej kontroli;
jest hipoteza, zgodnie z którą menopauza istnieje przede wszystkim po to, by kobieta przejęła bezpośrednio rolę babci. Samo rodzenie dzieci w wieku 50 czy 60 lat miałoby być po prostu absurdalne, bo przez setki lat niewiele kobiet dożywało takiego wieku, wobec czego rodzenie dzieci po 50 czy 60 znacząco podnosiło ryzyko, że dzieci skończy jako sierota;
wytrysk konia liczy od 40 do stu kilkudziesięciu mm (wiem, bezużyteczna wiedza).
Nie będę jednak ukrywać, że do tej książki... nie będę wracać. Arsuaga ma bardzo dużą wiedzę na temat biologii, ale w tych wywiadach jawił mi się jako wywyższający się arogant, który czerpie przyjemność z tego, by pokazać Millásowi, że ten prawie nic nie wie. Jeśli to jest jakiś rodzaj hiszpańskiego poczucia humoru to do mnie nie trafia. W książce był fragment, gdzie Millás przyznaje Arsuadze, że nie są przyjaciółmi. Nie jestem zaskoczony, nie było żadnej chemii między tą dwójką.
Osobisty licznik: 1/50 (w zeszłym roku się nie udało, w październiku i listopadzie miałem kryzys i nie dodawałem wpisów, a w grudniu nie chciałem zasypywać, mając i tak ok. 35 pozycji w ogóle)