"Miasto śpiewającego płomienia" to z pewnością rzecz godna zapamiętania- to słowa pana Lovecrafta umieszczone w liście do Klarkash-Tona, jak określał on autora owego opowiadania, Clarka Ashtona Smitha. Po takiej pochwale nie miałem wyboru jak tylko sięgnąć po to dzieło, szczęśliwie w mojej lokalnej bibliotece uchował się egzemplarz z tym jak i kilkoma innymi opowiadaniami Smitha.
Wszystkie opowieści opierają się na eksploracji obcych planet, tych bliższych(Mars) jak i dalszych, których wzrok ludzki sięgnąć nie może.
W sumie muszę przyznać rację Panu Lovecraftowi, płomień to zdecydowanie najlepsza część całego zbiorku, idea olbrzymiego płomyka wabiącego do siebie podróżników z całego wszechświata była wyjątkowo fajna i całość czytało się naprawdę miło.
Z pięciu pozostałych utworów dobry okazał się być także "potwór z przepowiedni"-losy biednego poety, który przyjmuje zaproszenie pewnego kosmity, a finalnie trafia do miejsca, gdzie staje się tytułowym potworem(nie dosłownie). Urocze zakończenie, muszę przyznać.
"Pan otchłani"- Oj, czuć tutaj mocne umiłowanie lovecraftiańskiego horroru. Odrażające bóstwo, obrzydliwe rzeźby, "wyznawcy" z piekła rodem, a na dokładkę bardzo ponure zakończenie. Czytało mi się całkiem nieźle, chociaż sam potwór nie zapadł mi w pamięć zbyt mocno(pamiętam jedynie, że lubi oczka).
Książka bardzo zabawna, a bohaterowie (głównie bohaterki) robią taką robotę, że nie raz idzie się co najmniej uśmiechnąć, jeśli nie zaśmiać w trakcie czytania. Fabuła tutaj jest drugorzędna i prościutka jak drut, to bohaterowie i dialogi między nimi, czy sytuacje jakie stwarzają robią z tej książki bardzo dobry tytuł. Polecam jeśli macie ochotę na coś zabawnego ;)
Ciekawie się czyta niektóre dialogi, niektóre dają do myślenia, ale w większości to książka o niczym, mimo to nawet w niektórych momentach zabawna. Pewnie jestem za głupi, żeby zrozumieć co mają przekazać mi inne dialogi podobało mi się jak brat tłumaczył siostrze jak zrozumieć Boga.
Tytuł: Z okopu do Europy. Trzy dekady w centrum wydarzeń
Autor: Radosław Sikorski
Kategoria: zbiór tekstów
Wydawnictwo: Znak Horyzont
Format: książka papierowa
Liczba stron: 448
Ocena: 7/10
Zbiór tekstów Radosława Sikorskiego z ostatnich 30 lat. Publikowanych w brytyjskich jak i polskich gazetach lub czasopismach #pdk Podzielony na 5 części, każda poprzedzona aktualnym słowem wprowadzenia. Teksty są oryginalne i pokazują, że Radek miał wówczas w wielu kwestiach inne poglądy.
Czytało się dobrze, szczególnie część międzynarodową, z artykułami m.in. z wojny w Afganistanie z ruskimi. Gdzie Sikorski był naocznym świadkiem wydarzeń.
Ciekawe są też dwie pierwsze części opisujące okres przed i po obaleniu komunizmu w Polsce. Niby człowiek był już wtedy na świecie ale polityka była daleko poza zasięgiem zainteresowań ;)
Książka opisuje czasy młodości autora, skupiając się mocno na jego miłości do matki.
W oczy mocno rzuca się problem nie odciętej pępowiny oraz nietypowa charyzma i zacięcie rodzicielki aby syn odniósł sukces w życiu. Mimo nieco patologicznych, w moich oczach, relacji z matką, Romain staje się znanym, nagradzanym pisarzem, którego cechuje nadzwyczajna determinacja.
Czasem książka trochę zamulała i wydawała się ciągnąć w nieskończoność, ale cieszę się, że ją przeczytałam.
Nowela w ramach cyklu The Horus Heresy: Siege of Terra chronologicznie umiejscowiona pomiędzy III a IV częścią.
Wystarczy jedno spojrzenie na okładkę, by domyślić się, kto będzie bohaterem książki. Graham McNeill odchodzi na chwilę od głównych wydarzeń skupionych wokół Pałacu Imperialnego by przedstawić dalsze losy styranego krążownika Sisypheum i jego załogi złożonej z garstki legionistów Rozbitych Legionów ocalałych z masakry na Isstvanie V. Mieliśmy okazję spotkać ich już wcześniej m.in. w powieści “Anioł Exterminatus” czy opowiadaniu “Kryptos”. Sabik Wayland, Nykona Sharrowkyn, Atesh Tarsa i spółka docierają do Układu Sol by dołączyć do obrony Terry, kiedy niespodziewanie odbierają tajemniczy sygnał z Luny.
“Sons of the Selenar” to tak naprawdę historia wojenna typu “misja ponad wszystko” tylko osadzona w realiach Herezji Horusa. Po trzech złożonych i wielowątkowych powieściach taka zwarta i jednowątkowa forma okazała się miłą odmianą. Znakomicie napisana historia, pełna emocji i wartkiej akcji, stanowiąca sentymentalne pożegnanie z grupą niezłomnych bohaterów.
W tym tomie kończymy wątek gry o życie i przyszłość Shibe, oskarżonego o morderstwo swojego ojca. Poznamy lepiej Tenjiego i to jak rozwiązuje problemy na własną rękę. Najważniejszym wydarzeniem jest jednak przejście do poziomu gier "dla dorosłych". Większy zysk, wyższe ryzyko, ale przeciwnicy powinni też być trudniejsi. Pojawiają się również przeciwnicy znani z poprzednich gier między innymi brutalny Kuroki czy geniusz Kei Shinomiya, który wylądował na okładce tego tomu.
Najlepsza rzecz jaką przeczytałam od bardzo dawna.
Agatha Christie opowiada w cudownie bezpretensjonalny sposób o swoim życiu i stawaniu się autorką kryminałów. Mówi o swojej rodzinie, dzieciństwie, dorastaniu, lekturach, przyjaciołach, miłościach i podróżach, które ją ukształtowały.
Brzmi to bardzo nudno, ale pani Christie opowiada to w sposób absolutnie zachwycający, więc polecam, bardzo polecam!
Na książkowych memach jakaś baba narzekała, że na początku książki jest znęcanie nad zwięrzętami, więc mnie to zaintrygowało. Książka napisana z perspektywy kilkunastu różnych postaci. Większość dość irytująca, ale jednak różnorodna. Do tego te wszystkie historie powoli się łączą ze sobą. Akcja dzieje się we współczesnej Norwegii, ale są lekkie elementy fantastyczne (np. upały w Norwegii).
Ujemne punkty za to, że to chamski wstęp do trylogii. Na końcu książki mamy przeskok o dwa tygodni w przód i dowiadujemy się, że w tym czasie wydarzyło się "wiele". Wygląda na to, że trzeba przeczytać dwie pozostałe książki, żeby ta historia miała sens, bo ze wszystkich rozpoczętych wątków ta część zamknęła może ze dwa. Ale póki co jestem na to zbyt obrażony.
Poprzednie tomy zostały zaadaptowane jako anime, także w tym momencie zaczynamy dalszą część historii. Opowiada on o czwartej oficjalnej grze gdzie gramy o wolność oskarżonego o morderstwo własnego ojca Shibe. By wygrać Tenji i Kokorogi muszą zebrać pieniądze od swojej klasy, które dostali jako zadośćuczynienie po poprzedniej kradzieży. Cała klasa została poinformowana o wszelkich zarzutach wobec oskarżonego.
Autor bawi się emocjami czytelnika oraz bohaterów bo z każdym nowym faktem, zeznaniem świadków zaczynamy się zastanawiać nie jak go ratować tylko czy warto to robić? Główny bohater leży w szpitalu po ostatnich wydarzeniach gdzie od administratorki dowiaduje się tropu na temat szefa organizacji i dostaje potwierdzenie, że mają u siebie prawdziwego zdrajcę. Jest nad czym myśleć by się zastanowić nad tym czego się dowiedzieliśmy.
Zdaje sobie sprawę, że liczna część miłośników fantastyki ma o twórczości Ziemiańskiego niepochlebne zdanie. Ja, pomimo tego, że widzę liczne niedociągnięcia i słabsze strony, to jednak do nich nie należę. Dialogi bywają nienaturalne, do tego postacie w kółko powtarzają te same odzywki. Fabuła momentami bywa średnio logiczna a niektóre postacie (w szczególności kobiece) są do siebie podobne charakterologicznie. A mimo wszystko (być może przez sentyment z wczesnych lat młodości kiedy zaczytywałem się pierwsza trylogią z tego świata i kiedy to wydawała mi się super dojrzała) czyta mi się to bardzo dobrze, wciąga mnie i sprawia, że ciężko jest mi odłożyć lekturę na dłużej a po zakończeniu mam ochotę sięgnąć po drugi tom. Bo w końcu to uniwersum ma też swoje mocne strony - jest całkiem oryginalne a autor potrafi od czasu do czasu wpleść w nie dosyć zręcznie różne współczesne motywy. Dialogi też nie zawsze są drętwe a obok postaci typu NPC zdarzają się również naprawdę ciekawe.
Tak więc jest to kolejna książka z uniwersum Achai o wadach i zaletach takich samych jak w poprzednich tytułach która mogę skwitować zdaniem "a mi się podoba".
Na książkę trafiłem zupełnym przypadkiem, a że wpadłem w jesienny ciąg, to przeczytałem. A czyta się całkiem dobrze, choć ilość 'gore' jest tu wysoka, może nawet za bardzo. Zakończenie faktycznie zaskoczyło, cały czas myślałem, że zabójcą był lokaj.
Nic, idę czytać kolejne części serii o Robercie Myśliwym.
“I would rather win a battle fighting for nothing than loose one.”
III część cyklu The Horus Heresy: Siege of Terra
Niestety, w stosunku do pierwszych dwóch, bardzo przyzwoitych części, zjazd jakościowy jest wyraźnie odczuwalny.
Po pierwsze, chronologia powieści jest poprzestawiana w wyjątkowo chaotyczny sposób i każda perspektywa obejmuje nieco inny przedział czasowy. Problem w tym, że odcinki czasowe nie są wzajemnie rozdzielne i odległe - nie ma tak, że jeden wątek dział się w teraźniejszości, a drugi lata wcześniej. W “The First Wall” różnice czasowe sięgają często zaledwie kilku dni i\lub przedziały czasowe częściowo nakładają się na siebie, więc istnieją bezpośrednie powiązania przyczynowo-skutkowe pomiędzy wydarzeniami, które zupełnie niepotrzebnie zostały zamienione miejscami. Autor co prawda częściowo uzasadnił takie podejście w posłowiu, ale nie zmienia to poczucia nieuporządkowania, bo dobrej książki nie trzeba tłumaczyć.
Po drugie, Gav Thorpe nie wyciągnął wniosków z poprzednich powieści i nadal wypełnia objętość niepotrzebnymi opisami prozaicznych czynności. W “Angels of Caliban” zanudzał jak chłop jechał czołgiem, a w “The First Wall” poszedł tym tropem jeszcze dalej i rezerwiści jadą pociągiem przez kilka rozdziałów - ze wszystkimi szczegółami: jak pociąg nadjeżdża, jak wsiadają, zajmują miejsca i wykonują inne nic nie znaczące czynności o absolutnie zerowym wpływie na cokolwiek. Nikogo to nie obchodzi.
Podobał mi się natomiast “Wietnam” Forrixa i jego oddziału pozostawionych bez wsparcia na terytorium wroga, bo zawarł w tym epizodzie cały etos Żelaznych Wojowników. Było też trochę innych, bardziej udanych elementów jak przemyślenia Abaddona, stopniowa przemiana Kharna, czy kilka dramatycznych pojedynków.
Niby tragedii nie było, ale niezbyt mi się podobało, nie licząc satysfakcjonującej końcówki, w której jedne wątki się całkiem sprytnie połączyły, a inne dobiegły końca. Jednak wydarzenia w ramach cyklu “The Horus Heresy: Siege of Terra” mają charakter liniowy, więc nie bardzo daje się cokolwiek pominąć.
Tytuł: Młot na Szkotow. Edward I I Wojny O Niepodległość Szkocji
Autor: David Santiuste
Kategoria: inne
Wydawnictwo: NapoleonV
Format: audiobook
Ocena: 7/10
Bardzo fajnie napisana ksiazka historyczna skupiajaca sie na wojnach angielsko-szkockow za czasow krola Anglii - Edwarda I Dlugonogiego (znany jako Longshanks, kojarzycie go pewnie z Bravehearta). Ksiazka opisywana z obu perspektyw - choc osoba scalajaca byl angielski krol, a nie zaden Wallace, Bruce czy inny John Baliol - to nie czuc zeby byla pisana z angielskiej perspektywy. Choc spora czesc historii tych czasow jest mi znana (z zrodel lepszych jak film Mela Gibsona :P) to sporo tez nowego sie dowiedzialem, Szczegolnie w kwestiach administracyjnych, personalnych i fiskalnych. Autor okazuje Edwarda jako czlowieka - z jego wadami, bledami i cechami - nie pokazuje jednostronnie gdzie odnosil zwyciestwa, ale tez pokazuje ciagla walke z finansowaniem wypraw (standardowy scenariusz wyprawy to byl - idz armia, pokonaj Szkotow, nie miej kasy na zold i polowa piechoty wraca se do domu. I tak co roku), sluszne i bledne decyzje administracyjne i personalne w pokonanym kraju, podkresla tez, ze same bitwy wygrywal raczej roznica w potencjalach obu krolestw (oraz jego cholerna zawzietoscia) jak geniuszem militarnym.
Czyta/slucha sie dobrze, nie jest zbyt szczegolowa, ale wiekszosc waznych elementow jest dobrze opisana
Tytuł: Po południu. Upadek elit solidarnościowych po zdobyciu władzy
Autor: Robert Krasowski
Kategoria: historia
Wydawnictwo: Czerwone i Czarne
Format: książka papierowa
Data: 2012
ISBN: 978-83-7700-031-1
Liczba stron: 407
Ocena: 7/10
Spojrzenie na czasy rządów Solidarności i prezydentury Lecha Wałęsy. Książka napisana jest przystępnym językiem.
Wałęsa przedstawiony jest jako sprawny polityk, który wyprzedzał swoją epokę. Zawsze jak pojawia się słowo konflikt to w tym samych zdaniu musi pojawić się nazwisko Kaczyński.
Konflikty między premierem i prezydentem istniały już za czasów Wałęsy. Wałęsa uważał, że z powodu wad polskiego systemu parlamentarno-gabinetowego z silnym prezydentem, brak jest jednej odpowiedzialnej osoby i tak na prawdę państwem nie rządzi ani prezydent ani premier.
Polska władza wykonawcza wygląda więc jak rowerowy tandem, w którym
premier siedzi pierwszy, mając kierownicę i pedały, prezydent zaś siedzi
drugi, mając do dyspozycji jedynie hamulec. A gdy jest mocno zirytowany
kierunkiem jazdy, znajdzie w wyposażeniu nóż, który może wbić premierowi
w plecy. Połowa polskich premierów – Olszewski, Suchocka, Pawlak,
Oleksy, Miller, Marcinkiewicz, Tusk – spalała swoją energię w walce
z prezydentem. Zamiast zmagać się z rzeczywistością, musieli się bić
z wykreowanym przez konstytucję rywalem.
[r. Wojna Wałęsy z istniejącym ustrojem, s. 397]
Raz na kilka stron zdarzy się jakaś literówka. A przez całą książkę przewija się dziwna maniera zaczynania zdania podrzędnego od słowa "który" w miejscach gdzie powinien znaleźć się przecinek a nie kropka.
Jeżeli ktoś planuje przeczytać tę książkę na papierze po to, żeby nie męczyć wzroku, to niestety może się srogo zawieść. Nie wiem czy to drukarnia colonej przyżydziła na farbie drukarskiej czy może składali to w jakimś lewym programie typu corel, ale czcionka drukowana jest szarym kolorem przez co widać paskudny wzorek na każdej literce i oczy bolą od czytania.
Ze zdziwieniem zorientowałem się, że nie za bardzo mam przemyślenia po kolejnych tomach, co jednak praktycznie zawsze mi się zdarza po przeczytaniu czegoś z fantastyki naukowej. Skupiam się na emocjach, które towarzyszą mi przy lekturze. Może to kwestia tego, że „Pieśń Lodu i Ognia” traktuję raczej jako rozrywkową fantastykę, która ma po prostu sprawić mi przyjemność. Albo dlatego, że gdy już zacznę czytać, to chłonę kolejne strony, rzadko kiedy zatrzymując się, żeby coś przemyśleć.
Chociaż nie będę ukrywał, że w przypadku tego tomu było to częstsze. Chociażby zacząłem zastanawiać się, czy może
To też niesamowite, że wystarczyła jedna sytuacja, żeby wprowadzić tak ogromny chaos. Efekt kuli śnieżnej w tym przypadku był ogromny.
Książka wyjątkowa przez sam fakt, że nie miała zostać nigdy wydana, a przynajmniej nie w takiej formie. Jest to bowiem prywatny dziennik cesarza Rzymu Marka Aureliusza. Nie odnosi się on jednak do zdarzeń bieżących, których obecnie doświadcza, lecz jest to zapis jego refleksji na temat natury życia i świata.
Dziennik ten był pisany do samego siebie, a jego pisanie dla Marka było częścią jego stoickiej rutyny. Zapewne zapisywał on w nim swoje refleksje, które nachodziły go w trakcie porannego bądź wieczornego stoickiego rachunku sumienia. Mogę snuć takie przypuszczenia, gdyż jest to typowy zakres stoickiej rutyny mentalnej i sam postępuje w ten właśnie sposób.
Dzięki wszechstronnemu wykształceniu cesarza-filozofa u najlepszych filozofów i retorów, dziennik jest napisany niezwykle poetyckim i bogatym językiem, który potrafi poruszyć nie tylko świadomy umysł, lecz także części nieuświadomione ludzkiej psychiki, jak i duszę. Z tego względu poczytywanie "Rozmyślań", bądź słuchanie audiobooka w ramach osobistej praktyki stoickiej sprawdza się doskonale. Dzieje się tak jeśli już dobrze znamy stoickie zagadnienia, znamy też kontekst historyczny i inne niuanse związane z tą książką, bo "Rozmyślania" jako podręcznik wprowadzający do stoicyzmu sprawdzają się średnio.
Jeśli jeszcze, ktoś miał wątpliwości to w tym tomie widać jak główny bohater potrafi być przerażający i to podczas gry w zmodyfikowane kamień, papier, nożyce. Jedno jest pewne, że po dotychczasowych rozdziałach, w nic bym z nim nie zagrał. Podoba mi się taki styl bohatera, który nie jest przerażający bo jest stereotypowym geniuszem z wybujałym ego tylko ma swoje inne cechy specjalne.
@Opornik To co podlinkowałeś to jest 6 rozdział i jest on w tomie 2. Z reguły tom to 4 do 6 rozdziałów. Tom 6 zawiera rozdziały 22-26. Tu pisałem o tym tomie.