I wpada wtorek, więc czas na pietnastaka (na bieżni, bo pogoda fatalna)! Czytając niektóre wpisy zastanawiam się jak wy to robicie, że przebijacie tętno powyżej 170 na dłuższy czas? Mi się żołądek kurczy i mdłości zaczynają łapać.
miały dzisiaj wlecieć interwały, ale już po wyjściu z łóżka poczułem, że mam dziś nogi z kamienia, więc wpadł lajtowy bieg z 1km przebieżką w tempie 3:50
23 llipca będzie rok, jak biegam w miare regularnie, rok od mojego pierwszego biegu na 3km z jezorem przy ziemi i z palpitacjami serce, na rocznice planowałem przebiec polmaraton.
Ale dzisiaj jak wyszedlem pobiegac, poczatkowo myslalem, ze wroce po kilometrze, bo wczoraj bylo kropione, ale sie rozruszalem i samo poszlo, nogi same niosły, jestem mega zadowolony)
Dodatkowo podsumowanie tygodnia, trochę aktywnie, bo chce wykrecic 300km do końca marca, brakuje jeszcze 8km;)
Jedyny wniosek jaki mi sie wysuwa, to ze nie mogę biegać na kacu, bo nie do końca ogarniam co sie dzieje i wychodza takie kwiatki i rujnuja plany ╮(. ❛ ᴗ ❛.)╭
Źle się wczoraj biegało, tragicznie wręcz. Wróciłem za późno, zjadłem za dużo i to zaraz przed bieganiem. Jeszcze coś mnie uwierało w nogę (a buty dobre), stąd kilka przerw, a i tak po powrocie do domu okazało się, że rozciąłem palca . Najważniejsze jednak, że nawet jak się nie chce to idę biegać
Odpuściłam sobie na dwa tygodnie bieganie, wychodziłam przez ten czas tylko na spacer na około godzinę codzień. Wczoraj udało się przełamać i ruszyć tyłek jestem z siebie zadowolona bo na 30 minut biegu tylko 2×2 minuty marszu. Nie do wiary, że w styczniu było 1 minuta biegu / 1 marszu i tak dalej.
@owczareknietrzymryjski no właśnie zrobiłam przerwę ale na spacerach często mijałam kogoś biegnącego, i w końcu zrobiło mi się wstyd samej przed sobą że inni ćwiczą a ja wymiękam.
Ze względu na wyjazd na szkolenie wypadło mi czwartkowe bieganie. W niedzielę coś potruchtałem. Wczoraj do 16 padał deszcz, a na wieczorne bieganie się rozpogodziło, było idealnie
Rano już miałam odpuścić, tak się mnie nie chciało . Wtedy oczom mym ukazał się Goggins. Nie było wyjscia jak ruszyć tyłek i teraz człowiek czuję się lepiej.
Ogólnie wydaje mi się, że jednak lepiej mi się biega jak już się trochę rozkręcę, a nie rano. Z drugiej strony bieganie rano działa lepiej niż kawa. Będę testować dalej.
Ale się cieszę, dzisiejsze zawody i nowy PB na piątkę! Z 24:03 na 22:40!
Plan był, aby zobaczyć ile mi brakuje do 22:30 i wychodzi na to, że już niewiele xD
Biegłem z zapasem, bo zawody na 7km i chciałem ukończyć bieg, więc tłumaczę sobie, że 22:30 byłoby załamane
Na ostatnim kilometrze, pierwszy raz w życiu pojawiła się dosyć bolesna kolka, przez którą musiałem chwilę iść, słyszałem, że to dość powszechne zjawisko w bieganiu, macie jakieś sposoby jak sobie z nią radzić i zapobiegać?
@duk ja się do kolek przyzwyczaiłem już i nie robią dużego wrażenia. Na ostre kolki czasem pomagało "załamanie sylwetki" ale to wtedy wszystko siada i generalnie tego nie polecam.
Melduję się po niedzielnym biegu. Po raz pierwszy 4km . Zgodnie z waszymi poradami zmniejszyłam tempo, dodałam km, bez strachu że muszę robić przerwy i nie cisnęłam siebie nie wiadomo, jak żeby się nie zniechęcić. Było bosko .
Do tego zmieniłam trasę i to chyba też zrobiło robotę bo na poprzedniej miałam upatrzone punkty, w których czułam że czas odpuścić i tak też robilam (mimo że siły raczej były). Także nowa okolica nad rzeczką zdecydowanie urozmaiciła dzisiejsze bieganie.
Fun fact, spojrzałam teraz na statystyki i wychodzi na to, że myśląc że biegnę wolniej, mam lepsze tempo. Tego się nie spodziewałam .
W tym tygodniu niestety przeziębienie pokrzyżowało plany na lepszy wynik :(. No nic - kuruję się i mam nadzieję, że w przyszłym już co najmniej 50KM wejdzie.