Wydawnictwo MAG prezentuje okładkę piątego tomu Imperium Malazańskiego. "Krew i kość" Iana Camerona Esslemonta ma zaplanowaną premierę na lipiec 2026 roku.
#ksiazkiwhoresbane 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach
Wydawnictwo MAG dodrukowało drugi tom Malazańskiej Księgi Poległych. "Bramy Domu Umarłych" Stevena Eriksona wróciły do księgarń 19 czerwca 2026 roku. Wydanie w twardej oprawie zawiera 810 stron, w cenie detalicznej 79 zł. Poniżej okładka i krótko o treści.
Osłabione konfliktem w Darudżystanie Imperium Malazańskie stoi o krok od wojny domowej. Na Świętej Pustyni Raraku jasnowidząca sha`ik zbiera olbrzymią armię, która weźmie udział w Tornadzie Apokalipsy - od dawna przepowiadanym powstaniu przeciwko cesarzowej... Jednak to nie żołnierze Apokalipsy stanowią największe zagrożenie dla śmiertelnych. Ze wszystkich stron Świata do Imperium przybywają jednopochwyceni i d`iversi, poszukujący Legendarnej Ścieżki Dłoni, prowadzącej do ascendencji. Już wkrótce może dojść do konfliktu zmiennokształtnych z bogami...
#ksiazkiwhoresbane 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach
Niania Ogg także wyszła wcześnie. I tak nie mogła zasnąć, a poza tym martwiła się o Greeba. Greebo był jednym z jej czułych punktów. Rozumowo zgadzała się wprawdzie, że jest istotnie grubym, chytrym, cuchnącym wielokrotnym gwałcicielem, ale instynktownie wciąż widziała w nim tego małego, puszystego kotka, jakim był dziesięciolecia temu. To, że kiedyś zapędził wilczycę na drzewo i poważnie przestraszył niedźwiedzicę, która niewinnie kopała ziemię w poszukiwaniu korzonków, nie przeszkadzało Niani martwić się, że przytrafiło mu się coś złego. Wszyscy inni mieszkańcy królestwa zgadzali się, że jedyną rzeczą, zdolną powstrzymać Greeba, jest bezpośrednie trafienie meteorytem.
Wydawnictwo Vesper ogłasza kontynuację w Wymiarach. "Dzieci pamięci" Adriana Tchaikovsky'ego ukażą w lipcu 2026 roku. Poniżej okładka i krótko o treści.
Marzyli o nowym domu. Obudzili się w koszmarze.
Na odległym świecie Imir kapitan Holt założył kolonię, która miała stać się nadzieją dla przyszłych pokoleń. Jednak po wielu latach mieszkańcy walczą już tylko o przetrwanie – plony słabną, systemy podtrzymywania życia zawodzą, a w zamkniętej społeczności zaczynają pojawiać się obcy. Narasta lęk, że ktoś ich obserwuje. I mają rację.
Z gwiazd przybywają w tajemnicy wysłannicy, wyposażeni w technologię, która miała przynieść ratunek. Zamierzają badać swoich dawno utraconych krewnych z Ziemi, pewni własnej przewagi. Nie są jednak jedynymi, którzy patrzą. Gdy odkryją skalę swojego błędu, będzie już za późno na ucieczkę.
Dzieci pamięci to kolejny tom – po Dzieciach czasu i Dzieciach ruiny –epickiego science fiction o rozmachu obejmującym pokolenia, gatunki i całe galaktyki – twarda, bezkompromisowa wizja przyszłości, w której kontakt między cywilizacjami może okazać się początkiem zagłady.
#ksiazkiwhoresbane 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach
Błazen wstrzymał oddech. W długie noce na twardych kamieniach śnił o kobietach takich jak ta. Chociaż, jeśli się lepiej zastanowić, to nie o takich; były lepiej wyposażone w okolicach klatki piersiowej, nie miały takich czerwonych i spiczastych nosów, włosy bardziej im falowały. Jednak libido Błazna miało dość rozumu, by odróżnić niemożliwe od teoretycznie osiągalnego; pospiesznie włączyło kilka obwodów filtrujących.
Wydawnictwo MAG zapowiada bardzo wyczekiwany dodruk ze świata Pierwszego Prawa. "Czerwona kraina" Joe Abercrombie powróci 26 czerwca 2026 roku. Wydanie w twardej oprawie zawiera 640 stron, w cenie detalicznej 69 zł. Poniżej okładka i krótko o treści.
Spalili jej dom. Porwali jej brata i siostrę. Ale zbliża się czas zemsty. Płoszka Południe miała nadzieję pogrzebać krwawą przeszłość, ale zamiast tego będzie musiała odkurzyć dawne paskudne zwyczaje, by odzyskać swoją rodzinę.
Pościg powiedzie ją przez jałowe równiny do przygranicznego miasteczka ogarniętego gorączką złota, poprzez konflikty, pojedynki i masakry, wysoko w nieznane góry, gdzie czekają Duchy…
#ksiazkiwhoresbane 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach
Nie chciał być Błaznem, ale gdyby nawet, i tak nie miałoby to znaczenia. Od ucieczki ojca nie pamiętał, żeby ktoś w rodzinie zwracał uwagę na jego słowa.
Z pewnością nie dziadek. W najdawniejszych wspomnieniach widział dziadka stojącego nad sobą i każącego powtarzać z pamięci dowcipy. Każdą pointę wbijał mu w pamięć pasem z grubej skóry. To, że pas miał przyczepione dzwoneczki, niewiele pomagało.
Autor: Matthew Mercer, Matthew Colville, Olivia Samson, Chris Northrop
Kategoria: fantasy, science fiction
Wydawnictwo: Kboom
Format: książka papierowa
ISBN: 9788396808226
Liczba stron: 168
Ocena: 4/10
Lubię serialową „Vox Machinę”, więc skuszony dobrymi ocenami postanowiłem na próbę kupić pierwszy tom komiksu. I niestety żałuję.
Zacznę od tego, że rysowniczka nie popisała się talentem. Kobiece twarze są tragiczne i przypominają męskie. W szczególności Keyleth została bardzo pokrzywdzona. Nie czepiam się za to, że bohaterowie niezbyt przypominają tych z animacji, ponieważ komiksy powstały przed serialem.
Jednakże nie ma co ukrywać, że na tle produkcji z Amazon Prime'a komiks wypada naprawdę blado. Także fabularnie.
Nie oczekiwałem epickiej przygody, zresztą nie za bardzo za takimi przepadam, tym bardziej, że to początki ekipy. Ale tak jak w sesjach RPG, w których brałem udział, nie lubiłem zbiegów okoliczności, że akurat postacie graczy trafili w to samo miejsce, tak nie spodobało mi się, że akurat większość ekipy znalazła się w tym samym czasie w tym samym mieście. Wiadomo, w komiksie w założeniach stanowiącym zamkniętą historię jest zbyt mało miejsca na taką fabułę, więc można powiedzieć, że czepiam się dla samego czepiania.
Jak zawsze doceniłem puszczanie oczka do czytelnika, że to tak naprawdę sesja RPG, podobnie kilkukrotnie zaśmiałem się z tekstów Scanlana. Problem w tym, że aktorzy głosowi w animacji robią sporo roboty grą głosem (99,9% zabawności Groga). Z wiadomych powodów nie da się oddać tego w komiksie, więc to kolejne pole, na którym zawiodłem się jak fan ekranizacji przygód Vox Machiny.
Może moja ocena byłaby wyższa, gdybym najpierw przeczytał komiks, a potem obejrzał animację, no ale cóż.
No i pozamiatane. Właśnie jestem w trakcie oglądania serialu, i przeszło mi przez myśl, by ogarnąć komiks, ale już sama okłada (różnice postaci w animacji i w komiksie) mnie zniechęca
@cyberpunkowy_neuromantyk ale mam na myśli oryginalny 'serial', kobiece twarze też były
My understanding of D&D is that the GM has the power to make the next quest a heist, but the players control whether the background music for this heist will be the Pink Panther theme, the Mission Impossible theme, or the Benny Hill theme.
Sam (Scanlan) niezawodnie zawsze wybierał Benny Hilla
– Spitfire to jest jednoosobowy myśliwiec – powiedział głucho.
Pierwszą i najwyraźniejszą myślą, jaka przyszła mi do głowy po drugiej lekturze Królestwa pana Twardocha było to, że autor (a bardzo jego twórczość sobie cenię i czytałem sporo) napisał przecież (choć kilka lat po Królestwie) taką książkę, świetną zresztą, pod tytułem Powiedzmy, że Piontek, która była pewnego rodzaju eksperymentem literackim, a wzięła się ponoć (jeśli nie tylko dobrze zapamiętałem, ale i prawidłowo zrozumiałem, co pan Twardoch mówił w wywiadach) z pomysłu, żeby tego samego bohatera umieścić w różnych okolicznościach i zobaczyć co z tego wyjdzie. Tyle że, tak mi się wydaje, pan |Twardoch coś takiego już wcześniej zrobił (choć może z mniejszym rozmachem), a takim bohaterem był właśnie Jakub Szapiro. Przecież Jakub Szapiro, który w Królu razem z Kumem Kaplicą trząsł w roku 1937 częścią Warszawy, to ten sam Jakub Szapiro, który w roku 1939 trafił do 21 Pułku Piechoty „Dzieci Warszawy”. Bohater więc ten sam, ale nie taki sam, bo okoliczności inne. Nie wspominając już o tym, co z Jakubem Szapiro stało się później.
Ale Królestwo to książka mniej o Jakubie Szapirze niż Król. Królestwo to książka właśnie o królestwie, którego królem miał być Jakub Szapiro i nawet był, tyle że niedługo, przez dwadzieścia trzy miesiące zaledwie, bo później przyszedł Führer (choć nieosobiście) i królowanie się skończyło, bo inne rządy się zaczęły.
Niesamowicie podobały mi się w tej książce dwie rzeczy – po pierwsze znów nieoczywisty wybór narratora (narratorów), choć wybór zupełnie inny niż w Królu, tam chyba jednak był lepszy, po drugie te „poboczne” opowieści, szczególnie historie Jorga Konopki i Mirona Maslanczuka, zresztą ja zawsze jestem pod wrażeniem tego, jak szerokie jest spojrzenie na to samo nie tylko w różnych książkach autora, ale nawet w obrębie jednej.
Królestwo jest zupełnie inne niż Król, napisane jest zupełnie inaczej. Nie ma w nim aż tak porywającej fabuły, w zasadzie główna linia fabularna to tylko kilka wydarzeń, a większość tego, co w tej książce ważne, dzieje się jakby obok tej fabuły. Choć niezmiernie urzeka mnie to, jak ta książka napisana jest w kwestiach językowych, choć są w niej elementy, które mnie zachwycają literacko, jak choćby powracające jak refren twierdzenie o nieistnieniu Boga, choć wreszcie immersyjność tej książki jest, mimo tego, że przeczytałem ją przecież osobiście, dla mnie wręcz niewiarygodna, to jednak tym razem to Król podobał mi się dużo bardziej niż Królestwo, a za pierwszym razem było zupełnie odwrotnie. Z czego to wynika – nie mam pojęcia, tak po prostu było. Może nie ma w tym żadnego sensu?
To jedna z tych książek, wobec których miałem ogromne oczekiwania. Przez lata słyszałem, że to jedna z najciekawszych współczesnych serii science fiction, pełna intryg, brutalnej walki o władzę i rozbudowanego świata przyszłości. Tym większe było moje rozczarowanie, gdy okazało się, że zamiast historii o kolonizacji Układu Słonecznego i zderzeniu klas społecznych, dostałem coś, co przez dużą część książki przypomina połączenie Igrzysk śmierci z młodzieżową powieścią o rywalizacji w mrocznej akademii.
Fabuła przedstawia świat przyszłości podzielony na kolory odpowiadające społecznym kastom. Darrow należy do najniższej z nich - Czerwonych i wierzy, że jego ciężka praca pomaga przygotować Marsa dla przyszłych pokoleń ludzi. Gdy odkrywa prawdę o świecie, w którym żyje, zostaje wciągnięty w plan obalenia istniejącego porządku. Punkt wyjścia jest naprawdę świetny. Konflikt klasowy, manipulacja społeczeństwem, kolonizacja planet i walka z systemem wydają się idealnymi składnikami historii, która powinna trafić w mój gust.
Problem polega na tym, że książka bardzo szybko porzuca najciekawsze elementy własnego świata. Zamiast eksplorować Marsa, strukturę społeczną czy funkcjonowanie międzyplanetarnej cywilizacji, autor zamyka bohaterów w specyficznej grze przypominającej szkolenie przyszłych elit. I właśnie wtedy moje zainteresowanie zaczęło stopniowo spadać.
Największym zawodem było dla mnie samo uniwersum. Nie dlatego, że jest źle wymyślone - wręcz przeciwnie. Jest pełne interesujących pomysłów. Problem w tym, że przez większość książki mam wrażenie, że oglądam je przez dziurkę od klucza. Chciałem dowiedzieć się więcej o tym świecie, jego historii, polityce i funkcjonowaniu społeczeństwa. Zamiast tego dostałem rywalizację grup nastolatków i kolejne konflikty między bohaterami. A trochę na to liczyłem sięgając po 1 tom serii. Może się ten świat przede mną lepiej otworzy w kolejnych tomach, tylko na ten moment nie mam ochoty po nie sięgać.
Nie pomogli mi również sami bohaterowie. Darrow jest skuteczny i zdeterminowany, ale trudno było mi się z nim emocjonalnie związać. Wiele postaci sprawiało wrażenie bardziej archetypów niż pełnoprawnych ludzi. Część relacji rozwija się bardzo szybko, a niektóre zwroty akcji wydają się podporządkowane tempu fabuły bardziej niż logice postaci. Dużo jest też ściemniania i podstępów, za którymi nie przepadam, bo gdy bohaterowie zaczynają grać kogoś innego (na potrzeby sytuacji), to trudno mi złapać, jacy na prawdę są.
Nie oznacza to jednak, że książka jest zła. Brown potrafi pisać dynamicznie. Tempo jest wysokie, rozdziały krótkie, a historia skutecznie zachęca do przeczytania kolejnego fragmentu. Jeśli ktoś szuka szybkiej, brutalnej i pełnej rywalizacji historii, prawdopodobnie będzie zadowolony.
Ale ja liczyłem na coś podobnego do Cosmere Sandersona - powolnej, rozwleczonej historii, która mnie pochłonie na długie wieczory. Chciałem bardziej science fiction niż młodzieżowej rywalizacji. Bardziej eksploracji świata niż walki o pozycję w grupie. Bardziej Marsa niż kolejnej wariacji na temat „grupy młodych ludzi wrzuconych do śmiertelnej gry”.
Miała wjechać piękna pełna seria, ale chyba odpuszczę sobie już po 1 tomie :(
@WujekAlien podobno tom pierwszy pisał właściwie pod dyktando wydawcy, dlatego tyle tam uproszczeń dla fanów pośledniej literatury. Dopiero od drugiego tomu dali mu wolną rękę i wtedy seria rozwija skrzydła. Ludzie twierdzą, że warto podjąć decyzję dopiero po drugim tomie. Ale ja to wszystko tylko słyszałem, seria jeszcze przede mną, więc ten komentarz potraktuj jako drogowskaz.
@WujekAlien ja na jutubie dużo o tej książce słyszałem to mówili dokładnie to samo - że pierwsza to jakieś genryczne ya typu igrzyska śmierci, a kolejne dużo lepsze.
Po kryminałach Jędrzeja Pasierskiego spodziewałem się czegoś więcej. "Wyspa" ma ciekawy punkt wyjścia, zamkniętą przestrzeń, grupę ludzi z własnymi sekretami i atmosferę odcięcia od świata, która aż prosi się o wykorzystanie. Niestety w moim przypadku ten potencjał nie przełożył się na równie angażującą historię.
Największym problemem okazali się bohaterowie. Trudno było mi się z nimi związać, a jeszcze trudniej któregokolwiek polubić. Oczywiście nie każdy protagonista musi być sympatyczny, ale dobrze, gdy jest przynajmniej interesujący. Tutaj przez dużą część książki miałem wrażenie, że obserwuję ludzi, których losy nie budzą we mnie większych emocji. A kiedy w kryminale przestaje obchodzić nas, co stanie się z bohaterami, sama zagadka często nie wystarcza, by utrzymać pełne zaangażowanie.
Sama intryga również nie porwała mnie tak, jak liczyłem. Autor stara się budować napięcie wokół tajemnic, niedopowiedzeń i relacji między postaciami, ale finał nie daje satysfakcji proporcjonalnej do czasu poświęconego na budowanie atmosfery. Kilka razy miałem poczucie, że historia zmierza do czegoś naprawdę dużego, tylko po to, by ostatecznie otrzymać rozwiązanie, które można podsumować wzruszeniem ramion i krótkim „meh”. Akcja dzieje się na wyspie, we Wrocławiu, a autor próbuje budować atmosferę zamknięcia, jakby odcięcia pod całego świata. A mówimy tu o fragmencie ponad 500 000 miasta.
Paradoksalnie najwięcej przyjemności dostarczył mi audiobook. Aktorzy głosowi wykonali bardzo dobrą pracę i to głównie dzięki nim dotrwałem do końca z zainteresowaniem. Mam jednak pewien problem z warstwą muzyczną. Momentami była tak dramatyczna, jakby za chwilę miał nastąpić przełomowy zwrot akcji, wielka konfrontacja dobra ze złem, albo odkrycie zmieniające wszystko, co do tej pory wiedzieliśmy. Tymczasem po tych muzycznych zapowiedziach często następowały sceny znacznie spokojniejsze, a czasem wręcz rozczarowująco zwyczajne. Efekt był taki, że ścieżka dźwiękowa obiecywała więcej emocji niż sama fabuła była w stanie dowieźć.
Nie jest to książka zła. Warsztatowo wszystko działa poprawnie, a sam pomysł na miejsce akcji i zamkniętą społeczność, ma swoje zalety. Problem polega na tym, że po zakończeniu zostało mi w pamięci głównie wrażenie niewykorzystanego potencjału.
To kryminał, który przez większość czasu zapowiada coś większego, niż ostatecznie dostarcza. Być może gdybym czytał go zamiast słuchać, ocena byłaby jeszcze niższa. Audiobook uratował tę historię przed całkowitą obojętnością, ale nie zdołał sprawić, żebym naprawdę przejął się jej bohaterami czy finałem.
Wydawnictwo MAG dodrukowało pierwszy tom Malazańskiej Księgi Poległych. "Ogrody księżyca" Stevena Eriksona wróciły do księgarń 17 czerwca 2026 roku. Wydanie w twardej oprawie ma 620 stron, w cenie detalicznej 69 zł. Poniżej okładka i krótko o treści.
Krwawa i wyczerpująca wojna trwa już dwanaście lat. Rządzone twardą ręką Imperium Malazańskie podbija jedno Wolne Miasto po drugim. Jego niezwyciężone legiony, prowadzone przez potężnych czarodziejów prą coraz dalej na południe - w kierunku legendarnego Darudżystanu...Tam rozegra się ostatni akt dramatu. W eksplozji czarów z Malazańczykami zetrze się sam Anomander Rake, najpotężniejszy z żyjących magów, władca latającej fortecy Odprysk Księżyca...Wcześniej jednak na ulicach metropolii dojdzie do zaciekłych zmagań. Imperialni Podpalacze Mostów - elitarna jednostka cesarzowej Laseen - rzucą wyzwanie zabójcom Rake'a i ich sprzymierzeńcom...
#ksiazkiwhoresbane 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach
Nawet w dziesięciu tomach nie zamkną wszystkich wątków. By zamotac akcje bardziej, z tomu na tom będą zmiany obsady, a sporo kluczowych elementów tła - jak na przykład system magii czy to, kim są Forkrull Assail, o co chodzi z tym Chained God - nie zostanie wyjaśnionych wprost, więc najlepiej poznać je z Wiki.
Ergo, by poznać treść należy:
przeczytać 10 tomów
przeczytać Wiki
pogodzić się z tym, jak bardzo niesympatyczne są potencjalnie pozytywne postacie,
pogodzić się z tym, że wg ocen 6 na 10 głównych postaci żeńskich zostanie zgwałconych
Sam koncept jest fajny - chłop zasypia w jaskini na Ziemi, budzi się na Marsie i wplątuje w walki między wielkimi, brzydkimi zielonymi Marsjanami i wyglądającymi jak ludzie czerwonymi. Ale to koniec zalet.
Główny bohater John Carter jest wspaniały, idealny, najmoralniejszy, najmądrzejszy i najodważniejszy bo jest prawdziwym amerykańskim patriotą z Południa. Gdybyście zapomnieli to przypomni wam o tym średnio co pół strony, bo książkę czytamy z jego perspektywy, w formie dziennika. Co pół strony przypomni wam także, że każdy kto się od niego różni, czy to Indianin czy zielony kosmita, jest niemoralnym barbarzyńcą, dzikusem i śmieciem, którego on jeszcze nie ucywilizował, albo nie zabił. Irytujący megaloman przekonany o swojej zajebistości, będący tak naprawdę kompletną gnidą i bezmózgim, rasistowskim tępakiem. I to ma być według autora pozytywna postać, z którą się utożsamimy. xd A tytułowa księżniczka istnieje tylko po to żeby ganiała z gołym cycem i była ratowana przez naszego bohatera, w którym od razu się zakochała, bo to przecież baba.
Jest w książce jakaś fabuła, ale jest prowadzona chaotycznie. Raz autor rozwodzi się długo nad jakimiś bzdurnymi szczegółami, żeby potem urwać po chwili ciekawie zapowiadający się wątek. Po czym kilka stron przed końcem pojawia się z d⁎⁎y zupełnie nowy problem i zakończenie. xd
Napisane jest to prostackim stylem i nie sprawdza się nawet w kategorii 'tak głupie, że aż śmieszne'.
Co do tłumaczenia to dopiero po przesłuchaniu dowiedziałem się, że chłop tłumaczy AI i potem poprawia. Przy tym gniocie raczej to nie ma znaczenia, ale zniechęciło mnie to do reszty jego kanału.
@Telezajaczek Coś w tym jest. Aczkolwiek - trzeba pamiętać że to zostało napisane w 1911 roku, a nadal czyta się nieźle. A taki Howard ze swoimi Kane'ami i Conanami to wystartował dopiero w latach '50.
@Xavy w latach '30, Howard popełnił samobójstwo w '36.
Ale faktem jest, że tak do lat 80-90, SF i fantastyka dość często (zdecydowanie zbyt często) korzystały ze schematów Księżniczki Marsa i Conanów, że przybywa Gary Stu, robi rozpierdol jako one man army, a główna żeńska postać jest typową damulką w opałach.
@Cerber108 głównie dlatego że nie słucham audiooków, a chcę wypełnić bingo, więc jak mi to wyskoczyło na yt to stwierdziłem, że to dobra okazja do wypełnienia kafelka. xd Poza tym nie wiedziałem że to aż takie dziadostwo.
Wydawnictwo Muza wznawia najsłynniejsze dzieło Johna Ronalda Reuela Tolkiena. "Drużyna Pierścienia", "Dwie wieże" i "Powrót Króla" w sprzedaży od 24 czerwca 2026 roku. Wydania w twardej oprawie obejmują kolejno 456, 368 i 456 stron, w cenie detalicznej 64,90 zł za sztukę. Poniżej okładka i krótko o treści.
"Drużyna Pierścienia"
Młody Frodo wraz kompanami hobbitami (Sam, Merry, Pippin), krasnoludem Gimlim, czarodziejem Gandalfem, elfem Legolasem, Boromirem z Gondoru i Obieżyświatem wyruszają z wioski Shire w niebezpieczną podróż. Kierunek: Śródziemie. Cel: unieszkodliwić Jedyny Pierścień. Jeśli uczestnikom wyprawy nie uda się go osiągnąć, świat pogrąży się w ciemnościach…
"Dwie wieże"
Boromir nie żyje, Pippin i Merry porwani, Frodo i Sam odcięci od swoich kamratów podróżują osobno. Rozbita i osłabiona drużyna nie przerywa jednak ekspedycji. W pojedynkę albo w grupach członkowie pierścieniowego bractwa walczą z trudami wyprawy i wrogimi siłami, które na nich czyhają. Przed nimi Martwe Bagna i mroczne otchłanie Mordoru…
"Powrót Króla"
W trzewiach Mordoru Sam i Frodo przeżyją mrożące krew w żyłach przygody, niemal ocierając się o śmierć. Tymczasem nieuchronnie zbliża się czas wielkiej bitwy starcie między wojownikami ciemności a zjednoczonymi siłami ludzi, elfów i krasnoludów. Ta strategiczna rozgrywka przesądzi o tym, czy nad światem zapanuje Władca Ciemności…
#ksiazkiwhoresbane 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach
@WujekAlien właśnie czytam i tak, zgadzam się ale te obecne znacznie lepsze od tych. XD Bardzo żałuję, że zaczyna się odchodzić o takich pełnych, przesiąkniętych klimatem ilustracji na okładkach, jak np. w Wiedźminie. Teraz artyzm, symbolika i minimalizm, gdzie jakiś porządny artysta tak pięknie mógłby się wyżyć na okładce do tej serii.
Miał plan. Miał nawet coś więcej: Plan. Poświęcił mu długie miesiące. Nie miał nic więcej do roboty, mógł tylko myśleć. W tej kwestii Śmierć miał rację - duchom pozostawały jedynie myśli. I chociaż myśli były dla króla obcym zjawiskiem, jednak brak ciała, które rozpraszałoby go swoimi humorami, dał możliwość rozkoszowania się działalnością umysłową. Nigdy przedtem nie ułożył Planu, przynajmniej nie bardziej skomplikowanego niż „Znajdźmy coś i zabijmy". A teraz siedział przed nim i mył się językiem... klucz.
“Bogowie domagają się rozrywki. Domagają się rywalizacji i próby. Nie wolno nam pozwolić na pokonanie naszych własnych demonów, bo wtedy zrobiłoby się nudno, zaś nuda jest jedynym, czego lękają się wieczni.”
XXVIII część cyklu Herezja Horusa
W końcu coś o legionie, którego nie było dotąd wcale. Białe Szramy są bliskie ukończenia kampanii w odległym systemie Chondax. Odcięty od reszty Imperium przez burze osnowy V Legion nie jest świadom wydarzeń, które wstrząsnęły galaktyką. Jak zareagują na wieści o Isstvanie i Prospero? Po której ze stron opowie się Jaghatai Khan?
Tak właśnie powinno się pisać o legionie, a nie jak te wypociny o Coraxie. Autor przedstawił wszystkie kluczowe elementy: czym wyróżniają się Szramy na tle pozostałych legionów, jakie mają zwyczaje, jakie panują stosunki wewnątrz organizacji, co myślą o swoim prymarsze, jak postrzegają innych i jak sami są postrzegani.
Książka zawiera wszystko w odpowiednich proporcjach: dobrze napisane postaci (najbardziej spodobał mi się Yesugei), umiejętnie podtrzymywane poczucie niepewności, podstęp (ciekawe zagrywki Legionu Alpha), intrygi mające na celu stworzenie wewnętrznych podziałów. Takiej typowej akcji w gruncie rzeczy jest niewiele, a sceny walk są dynamiczne lecz krótkie i wcale nie musiały dominować, bo opowieść była po prostu dobra i nie stanowiła tylko tła do ‘bolter porna‘. Po raz pierwszy (pomijając jedno opowiadanie) pokazana została potęga wojny informacyjnej.
To co tą pozycję szczególnie wyróżnia na tle serii, to znakomicie przedstawione nastroje i reakcje wielu grup i osób: reakcje lordów Terry na wydarzenia Isstvana, podłe samopoczucie Kosmicznych Wilków po Prospero, niepewność i niedowierzanie Khana na docierające sprzeczne wieści z Imperium.
Bardzo dobra książka, jedna z mocniejszych części cyklu.
“Wszyscy, moje dziecko, przyjechali tutaj przez pomyłkę [...] Większą czy mniejszą. Nawet ci, którzy zostali.”
Świeżo upieczony porucznik trafia na swój pierwszy posterunek - do odciętej od świata przygranicznej fortecy na obrzeżach pustyni. Szybko dostrzega pewien rodzaj odrętwienia i melancholii u stacjonujących w fortecy żołnierzy, których życie ogranicza się w znacznej mierze do monotonnej służby wartowniczej. Sam również zaczyna odczuwać samotność i wygnanie.
Z jednej strony jest to smutna refleksja o samotności, porzuconych ambicjach, wyrastaniu z młodzieńczego przekonania o byciu pępkiem wszechświata. Z drugiej strony koncepcja jest nieco kuriozalna - chłopiec przyzwyczajony do rozrywek i beztroski, użala się nad rutyną codzienności. Nie wiem, może trzeba było dołączyć do cyrku zamiast szkoły oficerskiej.
Początkowo chciałem napisać, że naiwna i nudna, ale kiedy już dałem się ponieść tej atmosferze oczekiwania, to nie mogłem się oderwać.
Wstawiam kolejną książkową nowość w temacie muzycznym. Chyba trochę sam dla siebie, ale może kogoś zainteresuje. Ania Koziba-Świstak, to wokalistka znana chyba każdemu, kto jest mniejszym lub większym uczestnikiem tego, co dzieje się od 20-30 lat na polskiej scenie punkowej. Ania udziela się jako wokalistka i autorka tekstów zespołu Eye For An Eye. Teraz postanowiła wziąć się za pisane. Efektem jest książka "Pani od heartcora" ma to być nie tylko książka o muzyce i scenie hardcore’owej w Polsce, ale przede wszystkim opowieść o dorastaniu pokolenia dzisiejszych 40-latków, buncie, przyjaźni i szukaniu własnego miejsca. Premiera wkrótce. Ja już czekam, bo zespół znam, płyty posiadam, na koncertach bywałem. Poza tym Ania to spoko kobitka i fajnie będzie poznać jej punkt widzenia na wiele spraw.
Dom Wydawniczy REBIS zapowiada nowy Wehikuł Czasu. "Szlak chwały" Roberta A. Heinleina ma ustaloną premierę na 11 sierpnia 2026 roku. Wydanie w oprawie zintegrowanej, imitującej twardą, liczy 368 stron, w cenie detalicznej 54,99 zł. Poniżej okładka i krótko o treści.
Gdy „Easy” Gordon, zwolniony z wojska weteran walk w Azji Południowo-Wschodniej, wypoczywa na Riwierze Francuskiej, wpada mu w oczy ogłoszenie w gazecie zaczynające się od słów: „Jesteś tchórzem?”. Intrygujący anons zdaje się skrojony pod niego i Gordon postanawia odpowiedzieć. Okazuje się, że stoi za nim najpiękniejsza kobieta, jaką kiedykolwiek widział. Razem wyruszają na zagadkowy i tajemniczy Szlak Chwały, pełen niebezpieczeństw i pułapek. Na końcu Gordona czeka słodka nagroda, ale czy pełnia szczęścia to stan dla niego…? Albo dla jakiegokolwiek Bohatera
#ksiazkiwhoresbane 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach
Nigdy jako dzieciak nie siedziałem w rapie. Nie moja muzyka, nie mój sposób wyrażania emocji. Jednak jako dzieciak wychowany w latach 90. byłem tą muzyką i całą kulturą hip-hopową otoczony. Moi kumple słuchali rapu, robili graffiti, jeden z niezłym skutkiem i to w całej Europie, organizowali koncerty, ale też po prostu sprawdzali czy ławki w parkach i przed blokiem są w miarę wygodne Po latach zacząłem doceniać hip-hop i dziś mam swoich ulubionych wykonawców, głównie zagranicznych. Postanowiłem więc sięgnąć po książkę "Hip-hop jest historią". Zrobiłem to jednak główni z względu na autora. Questlove jest bowiem muzykiem The Roots do których swego czasu czułem sporą miętę. Jednak do sedna. W książce dostajemy historię rapu, ale jest ona opowiedziana z bardzo osobistej perspektywy. Autor pisze o swoim życiu, fascynacjach i odczuciach związanych z konkretnymi wykonawcami i płytami. Całość jest bardziej opowieścią niż książką opowiadającą od A do Z historię kultury hip-hopowej. Dla mnie jest to plus i chyba dla tego ta książka okazała się całkiem wciągającą lekturą. Dobra rzecz, moim zdaniem nie tylko dla fanów rymów i bitów.