Komentarze (19)

Hatewagon, twilighty nie sa az tak ch⁎⁎⁎we jak ludzie mysla, lektury tego smego sortu jak heroic fantasy ktore czytalem za lebka tylko targetowane w gimbokasie a nie gimbotomkow

@ErwinoRommelo lista jest chyba oparta na tym, jakie książki mają najwięcej negatywnych recenzji, więc no siłą rzeczy muszą to być najgorsze z bestsellerów :p

@JapyczStasiek niby tak, ale raz jeszcze to taki sam chlam i fantazje jak ksiazki kierowane w mlodych chlopakow, i wiekszosc pewnie ztrigerowana filmem,

@ErwinoRommelo co cię ten Zmierzch tak zabolał? Przecież to tragedia dla prozaików tego świata. Infantylny język, kretyńskie postacie, zero oryginalności, pisane jak przez napaloną szesnastolatke. To już pierwszy Potter był lepszy językowo. A że popularny przez filmy to wielu ludzi się na to nabrało i spróbowało więc wiele recenzji. Ja się odbiłem po paru rozdziałach bo nie było już gdzie rozchodzić żenady. Za to Kod da Vinci raczej hejtersko bo jak na Brałna to jest spójny i nie z tak strasznie głupimi momentami fabuły jak anioły czy cyfrowa twierdza.

@gwynebleid no mnie nic nie boli mordzia, czytalem wiem ze chlam, ale nie jakis mega ujowy duzo gorsze ksiazki sa popularne no 50 twarzy grya gdzie jezyk dno fantazje jeszcze bardziej odklejone a tak samo sprzedalo sie super, dalej jestem przekonany ze po prostu jest mode to hejtowac i z tad te oceny

@ErwinoRommelo nie czytałem tego porno dla ubogich. Wiadomo że na pewno są gorsze książki (no Oko Jelenia) ale raczej nie tak popularne. Tak samo jak książki dana Browna nie są aż takie złe fabularnie czy językowo. Ot, lista jak lista.

@JapyczStasiek to raczej książki, które największa liczba osób tak od czapy byłaby w stanie wymienić jako najgorsze na świecie (czyli muszą być na tyle "dobre", by być popularne)


Tymczasem o tych naprawdę najgorszych po prostu się nie pamięta, bo nikt ich nie kupuje

Kod Leonarda da Vinci czytałem jak tylko wyszedł i bawiłem się naprawdę świetnie. Co kto lubi. Tę o scjentologii też bym chętnie dla beki przeczytał

50 twarzy Greya to po prostu pornografia dla kobiet. Absurdalna fabuła, językowo i stylistycznie mega słabo. Ale akurat nie te aspekty zdecydowały o kasowym sukcesie.

Ale tendencyjna. Zresztą z czytania w netsferze to się jakiś snobizm zrobil. Kod Leonarda był ciekawą, lekka literaturą przygodową i przy okazji chociaż w popowy sposób zaznajomił ludzi z historią lub jej wariacjami.

A pastwienie się nad zmierzchem to już w ogóle. Jak gdyby listę robił jakiś nastoletni freethinker z 2015. Bo książki dla nastoletnich dziewczyn nie mają prawa istnieć.

@JapyczStasiek ten hejt na Zmierzch, którego echem jest ta lista, był w pewnym sensie podobny do hejtu na Justina Biebera - nastolatki się tym zajarały, więc automatycznie dorośli i kuce z gimbazy zaczęli po tym jechać.


W przypadku Zmierzchu trochę racji w tym było, bo rzeczywiście książki nie dość, że nudne w opór, kreacja postaci leżała, to jeszcze Meyer nie zrobiła nawet podstawowego researchu choćby w zakresie biologii, i potem pisała tam kocopoły o dodatkowych chromosomach odpowiedzialnych za wilkołactwo itp. Tyle, że mało krytykantów punktowało rzeczywiste wady, hejt leciał na zasadzie "wszyscy mówią, że to gówno, a więc to gówno".


Plus, jak ktoś w owych czasach połykał dużo romantasy (podówczas zwanych paranormal romance), jak na ten przykład ja, ten doskonale wie, że cały podgatunek to był jedno wielkie śmietnisko, mielenie w kółko tych samych schematów dotyczących fabularnych, tych samych elementów paranormalnych, tworzenie protagonistów - Mary Sue i Garych Stu, brak researchu itp. Ja np. z tego okresu życia, kiedy czytałam paranormal romance, mile wspominam jedynie jedną trylogię i jedną powieść, czyli łącznie 4 książki na pewnie z setkę przeczytanych.


I szczerze, jak patrzę, jak obecnie w Ameryce trendują treści wprost zoofilskie o dojeniu miniaturów czy retellingi Pięknej i Bestii o ruchaniu się z bestią przed odmianą, to tęsknię za czasami wampirycznych badboyów w liceach na zadupiu.

@JapyczStasiek Franny Billingsey "Zakochana w mroku"

Libba Bray "Mroczny sekret", "Zbuntowane anioły", "Studnia wieczności"


Tylko od razu zastrzegam, że ostatni raz czytałam je lata temu. Na pewno wyróżniły się w zalewie chłamu, jaki wtedy był wydawany w podgatunku, ale nie wiem, jakie dzisiaj dałabym tym książkom oceny. Okaże się jak kiedyś ponownie je przeczytam

Zaloguj się aby komentować