@UmytaPacha jest do wypróbowania przepis na szampon cesarzowej Sisi. Trafiłam w książce o obrazach
#wlosy #ciekawostki


@UmytaPacha jest do wypróbowania przepis na szampon cesarzowej Sisi. Trafiłam w książce o obrazach
#wlosy #ciekawostki


@wiatrodewsi o podcinanie końcówek się nie czepiał - bez tego to w ogóle okropnie wyglądało, za to zejście z długości to była serio ulga, takie dłuższe niż do pasa to znęcanie się. Ani tego dobrze było umyć samemu, ani uczesać. Mocno się plątały, więc rozpuszczonych praktycznie nigdy nie nosiłam, a zawsze znalazł się jakiś debil co pociągnął, bo to przecież takie zabawne szarpnąć komuś za włosy z impetem
@moll Za to szarpanie włosów upierdalał bym ręce. Moja kobita ma włosy za dupę, niestety nie są one ani mocne ani grube, co wynika z genetyki, no i teraz już dodatkowo z wieku. Rozpuszczonych nosić już nie chce, bo twierdzi że przeszkadzają jej przy każdej niemal czynności, no ale o obcięciu nie ma mowy, bo mimo wszystko nie zamierza się na razie rozwodzić
Córka będzie miała pod tym względem też nie lekko, choć żona twierdzi że nie mogę jej wykopać z domu za ewentualne ścięcie włosów
@UmytaPacha Hmm.. W kolejności chyba:
1. Film "Piraci" Polańskiego
2.Jak miałem z 11-12 lat, to byłem na wycieczce szkolnej w Krakowie i tam szło takich dwóch kolesi w koszulkach Iron Maiden i mieli długie włosy (jeden był karłem, więc może nie były aż tak długie
3.Słuchałem muzyki, której słuchały osoby z takimi włosami
@UmytaPacha Lusterko było?
"Piękna Sisi miała we zwyczaju uczyć się greki podczas układania jej fryzury, co trwało do 2 godzin dziennie i nie było przyjemnością fryzjerki Jej Wysokości. Potrafiła być bardzo nieprzyjemna, gdy pokojowej ugrzązł grzebień w spadających do ziemi włosach, opowiadano też niemało o odszkodowaniach dla służby za ból pokojówek, które rozwścieczona cesarzowa biła po twarzy ręcznym lusterkiem…"
@moll to był piękny jesienny wieczór, zaczełam o 18. Nic nie zapowiadało nadchodzącej tragedii. Brzmiało niewinnie, sernik na spodzie oreo z białą czekoladą i malinami. Easy pasy. Radośnie zaczęłam od oddzielania białego nadzienia od ciasteczek oreo, trwało to długo ale uśmiech nie schodził mi z buzi. Potem pierwsza zapowiedź serii błędów. Masa sernikowa lała się jak sraka, to odwalałam twarogu, przez co zamiast masy sernikowej miałam znowu twaróg, ale w innym pojemniku. Później roztapianie białej czekolady w śmietance, śmietanka się zważyła więc ruszyłam do sklepu by odnowić zapasy. Przy drugiej próbie jakoś się udało, wlałam do twarogu. Ni cholery nie było czuć słodyczy czekolady, wciąż tylko ten twaróg. Dobra, dzida po kolejne białe czekolady i śmietankę. Tym razem dodałam za dużo czekolad na ilość śmietanki, więc zrobiła mi się taka gęścinka, że mieszałam to z ponad pół godziny. Tutaj zaczynały lecieć mi pierwsze łzy, ale nie poddajemy się. Dolałam kolejne czekolady do mast, no i jakoś to smakowalo. Git. Rozkładam ciasteczka na blaszy, za mało, nawet nie miałam jak pokryć spodu. Jadę po ciasteczka oreo. Czuję sie źle, bardzo źle, znowu rozłączanie, skrobanie i kruszenie, ale spod pokryty. Wylewam masę, malinki na górę i do piekarnika. Czekamy na ciasto, co się może jeszcze popsuć, ano wszystko. Maliny się utopiły, masa sernikowa ni uja nie chciała się ściąć więc zamiast 40 min, trzymałam ponad 1,5h. Ja się nie znaju, ja robiu z przepisu, ale jak wszystko pływa w blaszce to chyba jednak nie gotowe. Już myślałam że spierdoliłam fest. Ale co zrobić. Wyciągam ciasto, daje chwilę aby ostyglo. Kroje mały kawałek, aby zobaczyć czy zjadliwe, a tam cuda się zadziały. Ten wymieszany krem z białej czekolady od dzielił się od twarogu i spłynął na dół. Pojebane. XD Skończyłam około 1 w nocy i nigdy więcej. Za cholere nie umiem w kuchnie, zero intuicji z mojej strony w tym temacie. :D
Zaloguj się aby komentować