Trudny wpis to będzie, przynajmniej z mojej perspektywy. W pewnym sensie taki osobisty coming out (no homo xD).

Mam depresję. Taką stwierdzoną przez psychiatrę, nie że jest mi trochę smutno. Z perspektywy czasu całe moje życie od dzieciństwa to epizody depresyjne. Najpierw przemoc fizyczna i psychiczna ze strony matki - skrzętnie ukrywana. Do tego ustawianie na każdym kroku, skrajne pilnowanie manier czy zachowania, warunkowanie miłości. Potem rozwód rodziców, nastawianie mnie przeciwko Tacie, manipulacje. W pewnym momencie (co uzmysłowiłem sobie dopiero w ostatnich tygodniach) utraciłem poczucie sprawczości. To czy będzie opierdol, czy nie było poza moją kontrolą. Nie było ważne czy wypełnie obowiązki domowe czy zapomnę. Ważne było to, czy matka wróci z pracy wkurwiona albo bardzo zmęczona. Często zrzucała na mnie odpowiedzialność za ten stan rzeczy. Nie będę się specjalnie rozpisywał na temat poszczególnych sytuacji, pozwolę sobie na jedną.

>byń mną, lvl 4-5

>podobno byłeś niegrzeczny w kościele, choć teraz tego nie pamiętasz

>z kościoła jedziecie prosto na obiad do dziadków

>po wejściu do domu dostajesz wpierdol pasem - nie taki zwykły, w tyłek. Po całym ciele.

>leżysz, wijesz się z bólu i krzyczysz "mama nie bij, mama nie bij" - to nie pomaga.

>widzisz nienawiść w jej oczach, obok ktoś przechodzi jakby nic się nie działo.

>brak profitu, ale to nie patologia, bo przecież w domu nic nie brakowało.

Tato nic nie wiedział, tak dobrze to wszystko ukrywała, ja byłem na tyle mały że nie byłem w stanie tego zakomunikować. Pewnie powinien był wiedzieć, ale wyszło jak wyszło. Nie mam mu tego za złe, podczas którejś z rozmów powiedział że gdyby wiedział o tym wcześniej, to byłoby mu dużo łatwiej dojść do siebie po rozwodzie. Mamy świetny kontakt, Tato jest super.


Jestem w trakcie trzeciej terapii. Pierwsza była super, ta też jest bardzo obiecująca. Po sesjach chodzę w pewien sposób podkurwiony i roztrzęsiony jednocześnie - to dobrze. Kilka miesięcy temu odważyłem się iść do psychiatry - teraz biorę śmieszne cukiereczki. To była dobra decyzja - jeśli się nad tym zastanawiasz, nie zwlekaj. Żałuję, że nie zrobiłem tego wcześniej. Nie jest idealnie - raz lepiej, raz gorzej. Na pewno dużo łatwiej niż z samą terapią, łatwiej obserwować własne myśli i zachowania z boku.


Mam 30 lat i dopiero teraz zaczynam w pełni odkrywać jak bardzo wpłynęło na mnie w pewnym stopniu traumatyczne dzieciństwo. Wiele rzeczy, które robię jest automatyczne, takie zachowania obronne które mi się utrwaliły. Wiele sytuacji mnie stresuje, a nie wiem dlaczego. Nie pozwalam sobie na pewne emocje i często czuję się źle z tym, że coś robię lub że się zdenerwowałem. Sytuacji nie poprawia typowy gaslighting ze strony matki - "przecież to było tak dawno a ty to dalej roztrząsasz", "już cię za to przepraszałam", "zostaw to za sobą i skup się na relacji a nie rozgrzebywaniu przeszłości". Na ten moment odcinam się od niej na tyle na ile to możliwe. Chciałbym, żeby ta relacja była lepsza, ale obiecałem że nie kiwnę już palcem żeby cokolwiek z tym zrobić. Wiele było prób z mojej strony, wiele rozmów i tłumaczenia na spokojnie - trafiało do niej na 2 tygodnie, czasem na miesiąc i wracało stare.


Na szczęście mam najwspanialszą żonę na świecie - rozumie mnie jak nikt inny, oboje jesteśmy dla siebie wsparciem. Zawsze. Syn zaczyna coraz więcej gadać i wchodzić w interakcje - to też bardzo, bardzo cieszy i daje nadzieję na lepsze jutro. Walczę przede wszystkim dla siebie, ale też dla nich - żeby nie musieli chociaż w ułamku przechodzić tego samego co ja.

Mam nadzieję, że ten wpis nie odbije się na mnie negatywnie. Dzięki @Fafalala - Twój wpis był dla mnie pewnego rodzaju inspiracją i pozwolił na dopuszczenie do siebie myśli, że opisanie swojej historii jest możliwe. To oczywiście nie ten sam kaliber - nie chcę żeby ktoś pomyślał, że chcę to jakkolwiek porównywać. (No kruwa, nawet tu wchodzi zastanawianie się czy dobrze robię...).

#depresja #zalesie


Edit: nie czytałem swoich wypocin po napisaniu, więc wybaczcie jeśli są nazbyt bełkotliwe.


6502 userbar

Komentarze (40)

@Fafalala pierwsze, brawo i za odwagę i to, że właśnie tym wpisem wykazałeś swoją sprawczość. To Twój trudny zasób, ciąży już tak długo, ale zdecydowałeś się oznajmić to światu. Typowe "zostałem skrzywdzony ludzie i bardzo mnie to boli". To nie słabość, to siła aby nie kryć się z tymi rzeczami, które nie są Twoją winą. Mimo, że tak wielu próbuje Ci wcisnąć, że jest inaczej.

Drugie: taka rada, jak nie przynosi to efektu, a Twoją mamą używa sobie nadal swobodnie na Tobie. Olej to. Ważne, żebyś Ty się z tym ułożył. Tylko za siebie odpowiadasz. Uwierz to jest wyjście z czyjegoś błota. Ja zrezygnowałam z kontaktów z ojcem, też mu tak mówiłam, nie przyjmował, mnie bolało że nie zostałam wysłuchana. Zrobiłam tak, aby zniknął z mojego życia, a w sumie całej rodziny. Teraz po tak wielu latach nie ma to już znaczenia.

Trzecie: to nie wyścigi, ból to ból, nie ma sensu robić z tego konkurencji kto cierpiał bardziej.

Czwarte i najważniejsze: te wyznania są trudne, bo znam tą bezradność w stosunku do dorosłych i tak bardzo mi przykro, że musisz z tym bólem tyle czasu iść. Ale nie musi tak być. Można być szczęśliwym mimo tego i czuje ze jesteś na bardzo dobrej drodze. Pisz dalej jak będziesz potrzebował. :)

@Fafalala (づ•﹏•)づ

Też chyba idę w kierunku całkowitego odcięcia. Ciężko mi z tym, chociażby przez gaslighting i brak zewnętrznej walidacji krzywdy od osób które były wtedy w otoczeniu. Niestety, ale matka się świetnie prezentuje i sprawia bardzo dobre wrażenie na ludziach. Sympatyczna, uśmiechnięta, dobrze wygląda - nie spodziewałabyś się czegoś takiego po niej.

@6502 znam to, ale to jej zabawa, to jej pozory, to jej głęboko ukryta wina za niezdolność do bycia dobrą dla najważniejszych. To wszystko jest jej. To jej ból, z którym ona nie chce nawet pomocy. Nie Twój i nie musisz się nawet z tego tłumaczyć, albo jakoś lakonicznie.

Czasem to jest najlepsze, a potem się dziwisz dlaczego nie zrobiłeś tego wcześniej.

@6502 trzymaj się. Mi pomogło to co kolega mi kiedyś podrzucił, adaptowałem to do moich problemów, powiedziałem im:


Mamo, tato, to że jestem gruby to wasza wina ale wam wybaczam i sobie z tym poradzę.


Trzy dni był kwik, ale to raz na zawsze odebrało im jakąkolwiek władze i sprawczość.

Nic nie dało mi większej wolności niż wybaczenie. Bo w końcu też zrozumiałem ich traumę ale zdecydowałem, że na mnie się kończy. Nie przekażę jej dalej. Próbuję...


I taka żona to skarb! Wiem bo też mam taką.

Trzymaj się będzie dobrze.

@AdelbertVonBimberstein Dzięki ʕ•ᴥ•ʔ Z tym wybaczaniem to jest trudna sprawa. Nawet nie w kwestii trzymania urazy, tylko tego że toksyczne zachowania nadal trwają - teraz zdarzają się też w stosunku do mojej żony. Ciężko jest to zrobić szczerze, z serca a nie tylko powiedzieć "wybaczam" kiedy druga strona jedynie udaje, że rozumie wagę swoich zachowań, bo tak jest łatwiej.

@6502 trzymaj się u powodzenia. Cieszę się, że masz dobry kontak z ojcem. Jedna zjebana osoba, potrafi rozwalić i skłócić całą rodzinę. I serio, za⁎⁎⁎⁎ście mi przykro, że nikt w rodzinie, nie reagował na przemoc wobec Ciebie.

@6502 - piękna prawdziwa siła kochaniutki tak właśnie wygląda - tu nie ma mowy o żadnej słabości - walka o siebie pomimo krzywdy wyrządzonej przez najbliższych łatwa nie jest - ale tyś jest tytan

Mamy podobne doświadczenia. Pod koniec 2024 napisałam tutaj post o tym, co ciekawego usłyszałam od członka rodziny w sytuacji największego kryzysu. Ludzie w komentarzach doradzali, żeby całkowicie odciąć się od części rodziny, ktoś nawet nazwał ją "toksycznym żmijowiskiem", co mnie bawi do dzisiaj XD Chciałabym, żeby ktoś tak dosadnie określił ich lata wcześniej, może otworzyłoby mi to oczy.


Choć było to bardzo trudne i bolesne, to poszłam za tymi radami i była to jedna z najlepszych decyzji, jakie podjęłam dla swojego zdrowia psychicznego. Jeśli chodzi o traumy, to w wypowiedziach osób, które ich doświadczyły, bardzo często pojawia się, że nie były w stanie ich przepracować do czasu, aż na stałe nie zerwali kontaktu z osobą (lub osobami), która je spowodowała. To czysta biologia - organizm nie będzie dobrze reagował na obecność osoby, która go katowała. Druga sprawa to gaslighting, którym ofiary są standardowo traktowane przez swoich oprawców. Rzadko kiedy jest szczery żal i wzięcie odpowiedzialności za swoje czyny, częściej widać oszukiwanie ("to było zupełnie inaczej, źle to pamiętasz"), przerzucanie winy ("byłeś niegrzecznym dzieckiem"), umniejszanie krzywdy ("nie było tak źle, każdy kiedyś dostał od rodziców i co, jakoś wyszliśmy na ludzi") i odmowa do jej przeżywania ("to było tak dawno, weź się już w garść, dorośli ludzie nie przeżywają tak tego, co się działo w dzieciństwie").


Bez zerwania kontaktu nie byłabym dzisiaj tu, gdzie jestem - w szczęśliwym małżeństwie, bezpieczna, coraz bardziej zdrowa, poznająca nowych, dobrych ludzi i mogąca realizować się tak, jak zawsze chciałam. Byłabym w grobie.


I to nie tak, że ich nienawidzę. Mam żal, ale to chyba nie jest nienawiść. Myślę, że jakieś uczucia też pozostały, trudno się ich wyzbyć. Ale to nie ma znaczenia. Cokolwiek czuję do tych ludzi, przyczynili się do mojego upadku, a potem uniemożliwiali powstanie. Ta decyzja tak naprawdę nie należała do mnie, to była kwestia przetrwania.


Przykro mi, że Cię to spotkało. To nie było sprawiedliwe i niczym sobie na to nie zasłużyłeś. Nie namawiam Cię do niczego, jedynie dzielę swoimi doświadczeniami, tak jak pod moim postem dzielili się nim ze mną inni. Polecam Ci także, jeśli jeszcze nie próbowałeś, połączenie EMDR i terapii schematów, a także uzupełniająco CBT (najlepiej EMDR u jednego terapeuty, a schematów i CBT u drugiego). Zachęcam także do książki "Strach ucieleśniony" B. van der Kolka, to skarbnica wiedzy na temat sposobów leczenia traum, a jest ich na szczęście wcale niemało.

@WhiteBelle Przeczytałem Twoje posty - bardzo wartościowe, dzięki że się tym podzieliłaś i też mogę napisać że przykro mi z powodu tego co Cię spotkało (づ•﹏•)づ
Jestem w trakcie CBT, chyba z elementami schematów. O EMDR słyszałem, podchodzę do tego z lekką dawką sceptycyzmu, ale jestem gotów się na to otworzyć jeśli terapeuta zasugeruje że będzie to korzystne.

Aż mną coś zatrzęsło jak przeczytałem Twój post. Uważam, że każdy kto bije dziecko, sam powinien dostać wpierd0l stulecie. Bardzo Ci współczuję i życzę dużo sił w poukładaniu wszystkie byś wiedział że jesteś wspaniałym i wartościowym człowiekiem.

ale to nie patologia, bo przecież w domu nic nie brakowało.

@6502 ehh, to jest chyba najbardziej przejebana rzecz w tym wszystkim- takie samoprogramowanie się w takim przeświadczeniu Trzymaj się tam mordo i powodzenia.

@NiebieskiSzpadelNihilizmu Dzięki ʕ•ᴥ•ʔ

ale to nie patologia, bo przecież w domu nic nie brakowało.

Wiesz co, to taki skrót myślowy z mojej strony - parafraza tego co usłyszałem od matki o tym co działo się u niej w domu. Jednocześnie nie zauważa tego, że sama robiła to samo. Sam zdecydowanie widzę, że to była patologia.

@6502 Walcz dalej. Nie jesteś sam. Dużo już zrobiłeś. Będzie tylko lepiej, a jak będą potknięcia to trudno. Nie można się poddawać w walc o siebie. To banały, ale prawdziwe.

My millenialsi... Pewną wartością jest to, że nauczyliśmy się jakimi rodzicami nie być. Niektórzy z nich się nawet nie starali być czymś więcej niz byciem opiekunem/nadzorca. Inni nie wiedzieli jak tym rodzicem być i starali się, jak umieli, a nie zawsze umieli. Nawiązując do końca wypowiedzi też mam potrzebę, żeby tłumaczyć się z moich słów, bo przecież zaraz kogoś urazę, ktoś się obrazi bo źle zrozumie... Wsparcie partnera to prawdziwe dobro. Cieszę się, że wychodzisz na prostą.

@6502 z tym że mamy inne problemy. ale przynajmniej mamy też narzędzia, których nasi starzy nie mieli. I uczymy się nie wstydzić z proszenia o pomoc i korzystania z pomocy specjalistów

Twoja matka ma szczęście,że nie jesteś mściwy…ja bym ją na⁎⁎⁎⁎iał pasem tak długo aż by prosiła byś przestał. Nie wierzę w piekło- nie czeka ją kara a powinna. Nic nie sugeruje ale to też jakaś terapia trzymaj się chłopie

@Belzebub Ależ ja jestem mściwy ʕ•ᴥ•ʔ Tylko w trochę inny sposób. Mszczenie się dla samego faktu z mojej perspektywy nie ma sensu. Chodzi o to, żebym poczuł jakieś wyrównanie rachunków, sprawiedliwość - a to nie jest możliwe. Przecież nie spuszczę jej wpierdolu, zresztą co to by była za kara. Do sądu jej też nie podam, bo nie ma szans na udowodnienie czegokolwiek i wyciągnięcie konsekwencji po takim czasie, nie mogę też zmienić tego jak pozytywnie ludzie ją odbierają. Mogę zmienić tylko swoje myślenie i się z tego wyleczyć. Ona twierdzi, że karam ją i mszczę się odcinając ją od wnuka - tyle że żadna to kara, chciałbym żeby syn miał normalną babcię. Myślę, że nie wyrządziłaby mu fizycznej krzywdy, ale emocjonalną - prawie na pewno. W ten sposób chronię syna.

@6502 i bardzo dobrze robisz. Ja teraz mam delikatne przygody z teściową w kwestii dziecka ale chuj w nią. Co do sprawiedliwości - nie masz trochę takiego poczucia,że postawienie osoby w roli ofiary a nie kata i pokazanie jej dosłownie jak chujowe jest to gdy ktoś napierdala cię pasem i przestanie nie na płacz,nie na prośby tylko jak się tej osobie zachce ? Gdyby nie fakt,że musiałem mieć czystą kartę swojego ojca też bym napierdalał i gnoił. Tylko ja robiłbym to na trzeźwo i on też musiałby być trzeźwy ale no cóż nie żyje już parę lat

@Belzebub

postawienie osoby w roli ofiary a nie kata i pokazanie jej dosłownie jak chujowe jest to gdy ktoś napierdala cię pasem

Najgorsze w tym jest to, że ona dobrze wie jak to jest bo sama tego doświadczyła, więc nie będzie to dla niej nic nowego.

>brak profitu, ale to nie patologia, bo przecież w domu nic nie brakowało.

Aż za dobrze to znam.

Trzymaj się kolego i dobrze, że z tego jakoś wychodzisz.

@Dziwen Dzięki (づ•﹏•)づ
Trzymam się jakoś i mimo że dopiero teraz napisałem o swoich doświadczeniach to hejto od dawna jest w pewnym sensie moją grupą wsparcia.

Zaloguj się aby komentować