@30ohm
We współczesnych świecie pies to fanaberia i często zabawka
"Współczesnym" Trzeba się cofnąć tak do XIX wieku, żeby znaleźć info, że to właśnie wtedy psy trafiły do domów arystokracji, od czego wszystko się zaczęło.
A czemu? Bo oligarchowie, szlachta, magnateria, zwał jak zwał, mieli fhui siana, z którym nie wiedzieli już co zrobić, tyle samo terenów, jeszcze więcej czasu wolnego, nie było przecież internetu, ajfonów i samochodów, a ciuchami nikt nie szpanował, bo wszystkie były od jednego kroju robione, często wręcz przez jednego krawca, który "szył dla szlachty". Więc trzeba było wymyślić jak tu się pokazać przed sąsiadem i zaznaczyć, że jest się "tym lepszym". No i w końcu wymyślono. I tak oto ktoś zaczął selektywnie hodować psy do "ozdoby". Wcześniej to były zwierzęta do pracy - pasterskie, myśliwskie, obronne. Nic więcej, każde spełniało konkretną, praktyczną, funkcję i nikomu się nie śniło wymyślać niepotrzebnie coś więcej. Wszystkie były traktowane jak zwierzęta do pracy, wszystkie spały w budach albo stodołach, wszystkie dostawały te same kości ze stołu.
Dziś to nie do pomyślenia. A w tamtym momencie miały stać się synonimem statusu. Prestiżu. Tylko robiąc ten niewinny szwindel nikt nie pojął, że psy jednostkowo są dość tanie w zakupie, bardzo szybko się mnożą, procent "dobrej krzyżówki" nie jest duży, więc szybko pojawi się dużo "odrzutów", których trzeba się będzie pozbyć… i przez to "plebs" będzie mógł równie szybko awansować na "bogacza", bo też będzie "miał psa", tylko nie takiego z "dobrej krzyżówki", tylko z "odpadu". No ale na sznurku można i takiego wyprowadzać więc +10 do prestiżu wśród wioskowego chłopstwa bo nosi się jak pan. I dlatego początki fotografii to końcówka utrwalania wizerunku z czworonogami. Pierwsza połowa XX w. to wciąż traktowanie zwierząt zgodnie z celem ich udomowienia.
I wtedy wszystko się zmieniło, bo przyszła nacja ognia… znaczy się kapitaliści i zauważyli, że z mody na pieska, kotka, żółwia, świnkę morską itd. można zrobić interes życia i to jeszcze grając na emocjach. Można zrobić całe sklepy samoobsługowe serwujące dziesiątki rodzajów kuwet do trzymania kociego obornika który potem z gracją młoda dama wybiera grabkami, żeby nie jebało w całym domu. 10 rodzajów karm- suchych, mokrych, półsuchych, półmokrych, w kształcie kości, gwiazdki, serduszka, brązowej, zielonej, pomarańczowej… A że ludzie są w tych tematach wręcz nieskończenie głupi, to w wojenkach na "karma A jest lepsza od karmy B" (choć obydwie są z tych samych odpadów poubojowych i tej samej fabryki, tyle, że w cenie karkówki i różnych opakowaniach) zatracają cel jaki przyświecał ich przodkom którzy te psy nazwali psami, a nie "udomowionymi wilkami".
Stąd teraz mamy coraz bardziej pokraczne "rasy" "psów", które nie służą już niczemu poza szpanerstwem i wkurwianiem wszystkich naokoło. Najlepszy przykład to wszystkie szczurowate, a więc chihuahua, yorki, pudle, ultraagresywne mieszanki jamników, przez mopsy, które zdychają "na powietrze", bo nie wyrabiają oddychać, różne mieszanki kundli z agresywnymi rasami "które są kundlami o co ci chodzi" typu kurwa pitbulle, bullteriery (i teriery generalnie), a kończąc na tak "elitarnych" selektywnie krzyżowanych abominacjach, których jest może z 20 na całym świecie, a które są tak spierdolone genetycznie, że żyją z 4 lata i zdychają, bo ich własne ciało po prostu nie jest w stanie dłużej funkcjonować. Mopsy przy nich to okaz zdrowia.