Milion złotych za "relikt". Polski lider produkcji dronów nie potrafi stworzyć sprawnego sprzętu

hejto.pl

Wojskowe Zakłady Lotnicze nr 2 z Bydgoszczy zostały wyznaczone przez polityków na krajowego lidera w produkcji bezzałogowców, ale ich dotychczasowe projekty zaliczają kolejne wpadki. Nie najlepiej radzi sobie DragonFly, najmniejszy z dronów tego zakładu. Żołnierze, którzy testowali w listopadzie sprzęt od różnych producentów, nie pozostawiają złudzeń: bydgoski dron jest przestarzały, niezwykle drogi i nie spełnia podstawowych wymogów współczesnego pola walki.


Początek listopada. Na poligonie w Drawsku pogoda jest słoneczna, idealna na loty dronami. To dobra informacja dla organizatorów trwających właśnie wojskowych testów. Żołnierze testują bezzałogowce od firm, które chcą je sprzedać armii. Wśród pretendentów znajduje się kilka podmiotów, w tym Wojskowe Zakłady Lotnicze nr 2 (WZL2) w Bydgoszczy.


Dronowy lider wchodzi do akcji

W 2016 r., uchwałą zrzeszającej państwową zbrojeniówkę Polskiej Grupy Zbrojeniowej (PGZ), Wojskowe Zakłady Lotnicze nr 2 zostały wyznaczone na lidera technicznego i koordynatora we wszystkich projektach związanych z bezzałogowymi statkami powietrznymi. Od tamtej pory zakłady zaangażowały się w opracowanie i produkcję trzech typów dronów dla wojska.


Pierwszy z nich to rozpoznawczy dron Orlik. Jego pierwsze egzemplarze miały trafić do armii w 2021 r. Do tej pory jednak nie weszły w fazę produkcji, a bydgoska firma podaje sprzeczne informacje co do daty zakończenia prac i oddania gotowego sprzętu.

Drugi typ bezzałogowca zaprojektowanego i produkowanego w WZL2 to również dron rozpoznawczy o kryptonimie Wizjer. Armia odebrała pierwsze jego egzemplarze w czerwcu tego roku, ale rychło okazało się, że dron nie przystaje do realiów współczesnego pola walki, a także do wojskowych konfiguracji.


Jak opisaliśmy w oddzielnym artykule, dron nie jest kompatybilny z żadnym z systemów stosowanych w Siłach Zbrojnych RP, a żeby dowieźć go na pole walki, potrzeba ciężarówki. Agencja Uzbrojenia poinformowała, że został wykonany zgodnie z wymogami z 2020 r., a więc sprzed rewolucji dronowej w Ukrainie. Kiedy w październiku pracowaliśmy nad tekstem, jeden z


Wizjerów runął na samochody Poczty Polskiej w Inowrocławiu. Od tamtej pory drony i ich loty są wstrzymane.

Do wojskowych testów w listopadzie bydgoskie zakłady stają z trzecim projektem ze swojej stajni — dronem o nazwie DragonFly. To specyficzny bezzałogowiec mieszczący się w kategorii amunicji krążącej. W tej definicji zawierają się latające urządzenia jednokrotnego użytku, które krążą z dołączonym ładunkiem wybuchowym nad polem walki, wyszukując dla siebie celu, a następnie niszcząc go poprzez autodestrukcję.


Koncepcja ministra

Pomysłodawcą i promotorem wprowadzenia tego drona do wojska był Bartosz Kownacki. Jako wiceminister w resorcie obrony Antoniego Macierewicza najpierw doprowadził do tego, by bydgoskie zakłady WZL2, którym patronuje jako poseł PiS z tego regionu, zostały liderem dronowym w polskiej zbrojeniówce. Potem przyszedł czas na konkretne koncepcje.


— Pierwszym moim pomysłem był DragonFly. To jest taki dużo mniejszy dron uderzeniowy. Super rozwiązanie. To, że projekt nie jest wdrożony, to jest moja bolączka, bo sprzęt leży na półce — mówił nam 8 grudnia w podcaście "Fronty Wojny".

Jak dowiadujemy się z rozmowy z ministrem, pierwotna koncepcja wręcz wychodziła technologicznie przed współczesne zapotrzebowania.


— Po raz pierwszy zobaczyłem prototyp tego drona na Międzynarodowych Targach Przemysłu Obronnego w Kielcach w 2016 r., gdzie zdobył on wyróżnienie w nagrodach Defender — mówi minister Kownacki.


— Bardzo mi się spodobał i uznałem, że warto go produkować w naszych zakładach. To był mały dron, który mógłby wystartować w małej uliczce i uderzyć, a więc dobry do walk miejskich, czyli do wojsk terytorialnych. Dziś się śmieję, że przewidziałem rozwój dronów na wojnie ukraińskiej, bo już wtedy zaproponowałem, żeby to był dron na światłowodzie. Niestety, polskie wojsko nie jest tak elastyczne i ten pomysł upadł. Projekt spodobał się też generałowi Wiesławowi Kukule, który wówczas tworzył WOT.


Wiele wskazuje na to, że po odejściu ministra Kownackiego z ministerstwa obrony, zainteresowanie zarówno gen. Kukuły — dziś szefa Sztabu Generalnego — jak i innych osób zaangażowanych w projekt DragonFly gwałtownie opadło.


Tysiące dronów Macierewicza

Problemy z DragonFly zaczęły się jednak na długo przed tym, jak gen. Kukuła odszedł z WOT-u i stracił nimi zainteresowanie. Maszyny zaprojektował Wojskowy Instytut Techniczny Uzbrojenia. W grudniu 2016 r. podpisano list intencyjny w sprawie ich wytwarzania przez firmy podlegające PGZ. W Wojskowych Zakładach Lotniczych nr 2 miała być produkowana główna część drona DragonFly — kadłub i cztery wirniki na wysięgnikach. Natomiast wybuchową głowicę do nich miała wytwarzać również ulokowana w Bydgoszczy firma Belma.


Wydawało się, że bydgoskie firmy rzeczywiście zaopatrzą żołnierzy WOT w małe drony uderzeniowe, tym bardziej że projektowi sprzyjało ówczesne kierownictwo resortu obrony narodowej. Minister Antoni Macierewicz zapowiedział, że kupi dla wojska "tysiące dronów". Taki przekaz poszedł w świat. Problem w tym, że aby kontrakt mógł zostać podpisany, bydgoski sprzęt musiał przejść wojskowe testy. Tu zaczęły się schody.


Jednocześnie do gry wkroczyła konkurencja z prywatnej firmy WB Electronics, która miała już na półce przetestowaną i sprawną amunicję krążącą Warmate, czyli odpowiednika DragonFly. Macierewicz nie chciał jednak słyszeć o tym, by prywatne firmy przejęły kontrakt. Tym samym dał producentom DragonFly czas na dopracowanie projektu. W tym czasie w bydgoskich zakładach powstawały kolejne wersje drona kamikadze. Mimo braku umowy z wojskiem Wojskowe Zakłady Lotnicze nr 2 zdecydowały się nawet na małą produkcję tych dronów. W sumie powstało około 100 sztuk, które dzisiaj zalegają na półkach.


W 2018 r. Macierewicza zastąpił na stanowisku ministra obrony Mariusz Błaszczak, dla którego drony nie były priorytetowe. Postawił na duże kontrakty ciężkiego sprzętu, m.in. czołgów, haubic, śmigłowców bojowych i samolotów.

24 lutego 2022 r. Rosja zaatakowała Ukrainę i wybuchła pełnoskalowa wojna za naszą wschodnią granicą. Początkowo wydawało się, że kierunek modernizacji armii obrany przez ministra Błaszczaka był słuszny. Z każdym miesiącem wojny rozpędu nabierała jednak rewolucja technologiczna i dronizacja pola walki. Polska armia reagowała na nią z opóźnieniem lub wcale. Dziś od tematu dronów już nie da się uciec. Swoją szansę dostrzegły tu też Wojskowe Zakłady Lotnicze nr 2 z Bydgoszczy.


Kiedy niedługo przed publikacją tego artykułu rozmawiamy z obecnym prezesem zakładów Jakubem Gazdą oraz dyrektorem technicznym Zbigniewem Matuszakiem, obaj wykazują duży optymizm, jeśli chodzi o możliwości ich firmy.

— W 2021 r. spółka nie posiadała kompetencji do tego, żeby samodzielnie produkować drony. Od 2024 r. już takie kompetencje posiada. Dziś mamy projekty na zupełnie innym poziomie zaawansowania — zapewnia prezes Gazda.

Weryfikacją dla tego poziomu miały być wojskowe próby poligonowe.


Żołnierze mówią "sprawdzam"

Wracamy do chłodnego listopadowego dnia na poligonie w Drawsku. Odbywające się tu testy mają wyłonić zwycięzcę w podobnej, a jednak innej niż DragonFly kategorii. Nie chodzi o amunicję krążącą, ale o drona FPV [First Person View — patrzenie z perspektywy pierwszej osoby] do celów szkoleniowych w armii.

FPV to drony, które podobnie jak amunicja krążąca, mogą wykonywać misje kamikadze z dołączonymi ładunkami, ale ich zastosowanie może być szersze. Równie dobrze mogą wykonywać misje wywiadowcze i wracać do operatora, mogą zapewnić drobną logistykę medykamentów i innych lekkich towarów.


Dlaczego więc DragonFly startuje w testach w kategorii nie do końca przystającej do swojej charakterystyki? Od naszych źródeł dowiadujemy się, że zakłady usilnie starają się pozbyć "leżących na półce", jak przyznał minister Kownacki, bezzałogowców. — Problem polega na tym, że zakład wyprodukował drony z własnych środków, które do tej pory się nie zwróciły — mówi osoba znająca kulisy projektu.


— Start DragonFly w listopadowych testach mógł być wyrazem desperacji ze strony zakładów — mówi nasz informator. — Z drugiej jednak strony, gdyby dron spełniał wymogi wojska, to mogło się udać.


Testy

Wojskowe kontrakty wiążą się z dużymi pieniędzmi, które mogą zapewnić firmom utrzymanie przez lata. Z tego powodu każda z nich patrzy na ręce konkurentom, a wszystkie razem — na wojsko. Dlatego armia przykłada dużą wagę do uczciwości testów. Do komisji nie zostają wytypowani oficerowie, którzy mają wpływ na podejmowanie decyzji, ale kilkunastu zwykłych żołnierzy z różnych jednostek, w tym przedstawiciele WOT.

Wszyscy podpisywali dokumenty, w których zaręczali, że w żaden sposób nie są związani z żadną firmą biorącą udział w testach.


Zadanie komisji jest proste: ma przetestować każdy z bezzałogowców i ocenić go pod kątem tych samych wymogów.


Wymogi nie są tajemnicą. Ściągnęliśmy je z internetu wraz z publicznie dostępnym wojskowym ogłoszeniem na pozyskanie bezzałogowych systemów uzbrojenia.

Nasi rozmówcy są zgodni. DragonFly nawet nie zbliżył się do wojskowych wymogów. — Kiedy zobaczyliśmy jego cenę, wszystkim opadła szczęka — słyszymy.

— Przede wszystkim w zestawie nie było większości sprzętu, który dziś jest wymagany u bezzałogowców i wymagała go też wojskowa komisja — mówi nam jeden z żołnierzy.


— Dostarczony do testów dron przede wszystkim nie miał termowizji. Dziś to absolutna podstawa. Na polu walki wiele, jeśli nie większość lotów, wykonuje się w nocy. Nie miał też przewodu światłowodowego. To kolejny niezbędny wymóg w warunkach, w których wróg stosuje zakłócanie radioelektroniczne, więc dron może lecieć co najwyżej "na kablu". Nie dysponuje systemem automatycznego śledzenia celu, co jest fundamentalnym wymogiem w przypadku amunicji krążącej. W końcu dron startujący w kategorii FPV nie miał standardowych dla takich dronów gogli FPV — dodaje.


Każdy z testowanych dronów miał także unieść ładunek bojowy o wadze 3 kg. — Ten dron nie był w stanie unieść niczego, ponieważ nie posiada systemu zrzutowego. W DragonFly ładunek jest zintegrowany z dronem. Nie chcę ujawniać konkretnych liczb, ale waga tego ładunku jest bardzo daleka od tego, jakiej wymagało wojsko — mówi nasz rozmówca.

Od informatorów dowiadujemy się, że DragonFly nie spełnia wojskowych wymagań także pod względem czasu lotu na jednej baterii — zarówno w listopadowych warunkach podczas testów, jak i przy obniżonych temperaturach charakterystycznych dla zimy (po zmrożeniu baterii w lodówkach).


Co ciekawe, w odpowiedzi na nasze pytania prasowe rzecznik Wojskowych Zakładów Lotniczych nr 2 odpowiedział, że DragonFly "przeszedł sprawdzenia z wynikiem pozytywnym".

Także podczas naszej telefonicznej rozmowy szefowie zakładu zwracają uwagę na zalety drona DragonFly, które — jak twierdzą — ujawniły się podczas listopadowych testów.

— W Drawsku były loty z zakłóceniami i nasz produkt, w odróżnieniu od produktów konkurencyjnych, się sprawdził, spełnił wszystkie wymagania. Łączność naszego drona jest odporna na zakłócenia — podkreśla prezes Gazda.

— Ten dron faktycznie nie spadł, ale dlatego, że działał w innym paśmie częstotliwości niż to, które było wymagane przez wojsko — mówi z kolei jeden z wojskowych.

— Biorąc pod uwagę jakość tego drona, najbardziej zaskoczyła nas cena — słyszymy. — Za jeden zestaw zakład liczy sobie wielokrotność ceny konkurencyjnych produktów. Nijak nie przystaje do rzeczywistości, biorąc pod uwagę ceny tego typu amunicji krążącej, jakie obowiązują w Ukrainie, a nawet w Polsce.


Cena to milion złotych za zestaw. W rozmowie z nami przedstawiciele Wojskowych Zakładów Lotniczych nr 2 tłumaczą ją w taki sposób, że w jednym zestawie mieści się 10 dronów. To wciąż daje jednak 100 tys. zł za sztukę. — Trzeba wziąć pod uwagę odpowiednią konfigurację sensorów, do tego urządzenia naziemne, czyli stacja antenowa, oprzyrządowanie, a do tego dochodzą specjalne urządzenia do transportu, jak również plecaki, tekstylia do kamuflażu i szereg innych drobnych rzeczy, które są niezbędne do tego, żeby korzystać z tych 10 dronów — mówi dyrektor techniczny Zbigniew Matuszak.

Niezależni eksperci z zakresu dronów twierdzą, że inne produkty tego typu mogą kosztować wielokrotnie mniej, biorąc pod uwagę faktyczną wartość drona.


Zapytany przez nas o ocenę DragonFly ekspert z zakresu dronów i szef fundacji "Żelazny" Tomasz Darmoliński nazywa go "projektem typowym dla europejskiej szkoły sprzed 2022 roku".


— Poprawny inżynieryjnie, ale oderwany od realiów współczesnego pola walki — mówi specjalista. — Konstruktorzy tego projektowanego w czasach pokoju drona zakładali wysoką przeżywalność pojedynczej platformy, ale kompletnie nie przewidywali brutalnej walki elektronicznej, krótkiego życia pojedynczego drona, konieczności masowej produkcji, a także konieczności wprowadzania modyfikacji technologicznych co kilka tygodni. To ten sam schemat, co drony Parrot, Thales czy SkyRanger z tamtego okresu: ładny projekt, dobra prezentacja i niska wartość bojowa po 2022 r.


Co dalej z DragonFly, co dalej z zakładem?

Od naszych źródeł dowiadujemy się, że "na półce" w WZL2 leży około 100 dronów Dragon Fly. Inne twierdzą, że gotowych dronów jest jeszcze więcej. Co dalej z bydgoskim bezzałogowcem?


— To jest moja informacja z jawnego posiedzenia Sejmowej Komisji Obrony Narodowej, że ministerstwo obrony jest nim zainteresowane i chce go pozyskać — powiedział nam we "Frontach Wojny" Bartosz Kownacki.

Rzeczywiście, na jednym z niedawnych posiedzeń komisji wiceminister obrony Cezary Tomczyk wypowiedział następujące słowa: "Jeżeli chodzi o planowane zakupy, to jest to, oczywiście, Wizjer, DragonFly i wszystko to, co w wojsku czy gdzieś w przestrzeni startupów i przemysłu będzie się pojawiać, co przejdzie testy i będzie mogło być wykorzystane w Wojsku Polskim".


Wydaje się, że kluczowym zwrotem w tej wypowiedzi było: "co przejdzie testy". DragonFly wojskowych testów nie przeszedł.

Na wrześniowej sesji sejmowej Komisji Obrony Narodowej zastępca szefa odpowiedzialnej za zakupy dla wojska Agencji Uzbrojenia płk Piotr Paluch na pytanie posłów o DragonFly odpowiedział: "Agencja Uzbrojenia nie prowadzi aktualnie żadnego postępowania związanego z pozyskaniem tego typu bezzałogowych statków powietrznych".

Oddzielnym problemem są losy samego zakładu. Kilka tygodni temu dowiedzieliśmy się nieoficjalnie, że jeżeli Agencja


Uzbrojenia nie podpisze kolejnego, szóstego już aneksu do produkcji drona Orlik, co oczywiście wiąże się z dodatkowymi pieniędzmi dla zakładu, to Wojskowym Zakładom Lotniczym nr 2 grozi plajta.

Zapytaliśmy Kownackiego w podcaście "Fronty Wojny", czy jeśli aneks nr 6 nie zostanie podpisany, to "zakład znajdzie się na krawędzi upadku". — Z tego, co wiem, tak — przyznał były wiceszef MON w czasach rządu Zjednoczonej Prawicy.


— Jeżeli chodzi o aneks nr 6, to jest to procedura, która nie jest zamknięta od ponad dwóch lat. Decyzja wciąż leży po stronie zamawiającego — odpowiedział na to samo pytanie prezes Wojskowych Zakładów Lotniczych nr 2.

Źródło:Oent

#wojsko #drony #pieniadze

Ps. I będzie tylko lepiej, gdyż "szefem" wojsk dronowych został Mirek Bodnar. Jak to się stało to już inna historia.

hejto.pl

Komentarze (37)

Belzebub

Co za debile zamiast wziąć najtańszą 7 calówkę i dorobić dedykowany system zrzutu lub podczepiania ładunku uderzeniowego to ci kombinują jak koń pod górę. To czego nam naprawdę potrzeba to własne moduły elektroniczne AIO,ESC i radiowe oraz prodecent krajowy baterii lipo i światłowodów

kotos

@Belzebub Słusznie, tylko chyba im chodzi o to żeby ssać kasę z budżetu państwa. Nie chodzi o to żeby drona zrobić, bo ukraincy już dawno się w tym wyspecjalizowali i robią to w różnych wersjach w zależności od potrzeb misji. Chodzi o to żeby udawać że się samemu coś zrobiło od zera (wymyślanie koła na nowo) i zarabiać na tym grubą kasę

Peter_Mountain

@kotos Ukraińcy to w 90% składają właśnie 7" drony z części z Aliexpress (ale wiadomo, że zamawianych hurtowo, po za portalem). Wyspecjalizowali się w hurtowej produkcji, wdrożyli procedury i instrukcje - dlatego tak się ich chwali. Byle zakłada produkcyjny, gdzie się cokolwiek lutuje, mógłby się przestawić na taką produkcję w Polsce.

DexterFromLab

@Belzebub pewnie znowu za robotę wzieli się ludzie którzy w technologii utknęli 20 lat temu, i nie mają pojęcia nawet co jest dostępne i jak to działa.

NiebieskiSzpadelNihilizmu

@Belzebub true. Ale patrząc po tej popelinie co odwalili to jest jasne, że im nie chodzi o to, żeby coś zrobić, tylko żeby coś robić (i ciągnąć wojskowe granty przy okazji). Ile? Ile trzeba będzie, czyli tak długo jak się tylko da. Typowa polska budżetówa podszyta polityką- chuj w dobro państwa, ważne, że znalazło się kilku pociotów, którzy mają "kurwa sprytny" plan i masę może i miernych, może i biernych, ale wiernych, których "trzeba nagrodzić". W tym wypadku tym "kurwa sprytnym" był pisowski parch Kownacki, który jest z tamtych rejonów i ma żywotny interes w tym, żeby to właśnie z tego konkretnego zakładu zrobić misia na miarę możliwości, bo będzie miał potem materiał do tuby propagandowej. Pytanie zostaje kim są ci mierni bierni, ale wierni poza całą zakładową wierchuszką, której też by skapywało.

Sweet_acc_pr0sa

@banita77 a to klasyk bede mial kolejny powód aby śmiać sie tych wszystkich konfiarzy od "zabili polska produkcje" SAMA SIE K⁎⁎WA ZAMORDOWALA

666

@Sweet_acc_pr0sa w bezzalogowcach mamy ogromne sukcesy. o FlyEye slyszal?

cremaster

@666 a tam mamy, grupa WB czyli prywatny podmiot, ma sukcesy bo mają szefostwo na karku i umieja radzic sobie z problemami. Ale zamiast dopuścić kogoś kto wie co robi to w tym kraju jak zwykle najpierw trzeba przepchac miernych ale wiernych.

666

@cremaster Dobrze ze to prywatny kapital bo to jednak inna dynamika w prowadzeniu firmy. Minusy tez sa niestety. Taki LocLockheed Martin to spolka gieldowa wiec mozna powiedziec ze prywatny podmiot, a dostarcza USA najbardziej zaawansowane sprzety.

BoTak

@666 Oni też dali ciała, notowania im spadły bo nie są w stanie się wyrobić w budżecie oraz skali produkcji, a Trump ich straszy karami za leserstwo i rozrzutność. Także dla Lockheeda skończyły się złote czasy dojenia forsy i opierdzielania się.

666

@BoTak to co Lockheedowi to grupie WB nie grozi. Lockheed stal sie korpo z krwi i kosci w dodatku zyje na zamowieniach publicznych - gorszego polaczenia nie ma. Cos jak u nas zus - nie moze upasc i nie upadnie po panstwa zawsze poratuje.

BoTak

@666 Jest to możliwe ale mało prawdopodobne skoro takie trupy jak Intel oraz Boeing sztucznie na kroplówkach trzymają.

666

@BoTak intel moze wejsc do skarbca usa i na taczce zloto wywozic ta firma to perla w koronie USA wiec nic jej sie nie stanie. Przyznac jednak trzeba ze mimo gorszego okresu to nadal jest to swiatowy czempion wytyczajacy droge rozwoju. Chcialbym zeby Polska miala choc 1 taka firme o takiej skali.

BoTak

@666 Jakiego gorszego okresu? Intel odcinał kupony z architektury x86 i miał wywalone na wszystko. Wewnętrzny projekt ARM ubili bo tak im się podobało. AMD nadgoniło, ARM stał się realną alternatywą, a te leśne dziady w Intelu nadal nic. Oni już zbankrutowali przez swoją ignorancję i powinni byli upaść tak jak Blockbuster, no ale ich rząd uratował. W sumie to nawet nie wiem po co. Mogli olać intel i ładować tę forsę w Qualcomma oraz firmy od procków optycznych i kwantowych bo to jest przyszłość.


Polska nigdy nic nie będzie miała. Rozwój technologiczny to kryptonit polskich ćwierć mózgów przy korycie i ich równie inteligentnych pociotków na stołkach prezesów w całej Polsce.

666

@BoTak ten gorszy okres dla Intela liczylbym od pojawienia sie ryzena2 i tych afer z bledami security w procesorach ktore pozwalaly zaatakowac virtualke z wnetrza kontenera na aplikacje (meltdown/ spectre). Oczywiscie zgadam sie co do calej reszty

myoniwy

Hmmm, przecież jest Instytut Techniczny Wojsk Lotniczych, nie mogą zaprojektować i produkować drona pod wymagania wojska?

RobertCalifornia

@myoniwy nie przeczytałeś atykułu, prawda? ;)

Może i jest ale nominat z PiS, Kownacki, naciskał na PGZ by to właśnie ten zakład robił drony, bo jest z jego regionu wyborczego

Chrobry

@myoniwy A na jakiej podstawie sądzisz że gdyby to robił ITWL to byłoby inaczej niż w WZL w Bydgoszczy? Przecież te wszystkie instytuty kompletnie się do tego nie nadają. Mogą pomóc zaprojektować jakiś detal, organizować szkolenia ale organizacyjnie nie podołają produkcji (albo im wyjdzie jak tutaj 100 tys. za jakiegoś gniota). Tu trzeba wmiksować do projektu podmioty prywatne, inaczej nic z tego nie będzie, przeżrą każdą kwotę.

AureliaNova

@Chrobry ale podmioty prywatne też mogą przzrec te kasę (vide co się odwala w USA). Ot, ktoś się obudził, że robienie technologii od zera trwa wieczność i wymaga wpakowania więcej niż paru milionów złotych. Niestety im więcej będziemy inwestować w high-tech, tym takich historii będzie więcej. Dobrze, że ktoś patrzy na ręce, gorzej, gdyby przez to cały projekt miał zostać uwalony :/

totengott

Politycy organizują produkcję dronów bojowych. Co mogło pójść nie tak XD.

Opornik

@totengott @Belzebub @myoniwy @Sweet_acc_pr0sa

Tak się bawi!

Tak się bawi!

Bud-że-tów-ka!


A z Ukraińców się śmiejemy...

Czokowoko

@totengott Kto robił przy zamówieniach publicznych ten się nie śmieje ..
Wiesz ilu ludzi nagle się pojawia którzy są wymagani żeby włożyć swoje 3 grosze? A te 3 grosze wyglądają bardziej jak 0 groszy ale muszą być.

Wyobraź sobie że robisz prototyp dla jakiejś państwowej spółki. Po pokazie podchodzi do ciebie ziomek i mówi że ogarną żeby to wziąć ale musisz mieć w projekcie tę i tę firmę. Gości nie widzisz na oczy, a cała korespondencja to może 3-4 maile + podpisanie umowy.

Potem idziesz jeszcze raz na spotkanie z prototypem (taki sam praktycznie tylko z tymi firmami krzakami), a tam przed wejściem ekipa w okularach i skórach jak wyciągnięta żywcem z pruszkowa XD

NiebieskiSzpadelNihilizmu

@Czokowoko kto widział zamówienia na długopisy i srajtaśmy do publicznych podmiotów ten nie tylko się z tego nie śmieje, ale po nocach nie śpi, bo jak zasypia to śnią mu się koszmary.

jakibytulogin

zakłady zbrojeniowe bankrutujące, gdy za ścianą wojna... nie mam pytań

nbzwdsdzbcps

Nasze podmioty w tym względzie powinny współpracować i dogadać się z Ukraińskimi producentami. Moglibyśmy przykładowo produkować to co działa dzisiaj na Ukrainie i część z tego testować w naszym wojsku, spróbować ulepszyć, a inną częścią moglibyśmy ich wspomóc w zamian za patenty czy współpracę technologiczną. Każdy byłby zadowolony.

100mph

@nbzwdsdzbcps my mamy zajebiste drony i lidera w ich produkcji ale jest niewygodny

cremaster

@nbzwdsdzbcps dowiedz się więcej o grupie WB to będziesz wrecz zaskoczony jaki maja wkład w rozwój dronow na polu walki właśnie na Ukrainie

splatch

@cremaster @100mph jeśli mówicie o WB to ostatni materiał o ich dronach jaki kojarzę był kròtko po tym jak do szerokiego użycia weszły fpv. Nie pamiętam dokładnie, może coś w okolicach maja 2023?

Zarzuty w stronę ich platformy był podobne - za ciężkie do transportu i za drogie by je tracić masowo.

cremaster

@splatch oficjalnie to oni za wiele nie będą mówić w tym temacie. Jest fajny wywiad z Bartosiewiczem sprzed paru miesiecy gdzie wspomina, że na Ukrainie aktywnie działa juz od 2014. Maja tam swoja fabrykę i zespół który może w praktyce testować ich rozwiązania na polu walki.

PanW

A potem mega zdziwienie, że kupujemy coś od Niemca, Francuza czy Chińczyka XD

ColonelWalterKurtz

bo to nie chodziło aby "zrobić tylko aby "robić". Oczywiście robić za pieniądze podatników.

100mph

Wybor polityczny. Gdyby politycy chcieli dobre drony to zleciliby je WB Electronics.

3majmipiwo

Nie dziwię się. Najlepsi fachowcy raczej nie pracują i nie tworzą w państwowych firmach. Powód jest znany, płace. Podejrzewam, że same narzędzia i zaplecze techniczne do pracy nad takimi rzeczami jest w sektorze państwowym mocno zaniedbane i wybrakowane. Dlatego mimo może nawet szczerych chęci tworzą takie "misie" na jakie ich stać.

BoTak

tl;dr; Jesteśmy w ciemnej d....ie


W Polsce stabilnie nadal nepotyzm oraz korupcja rozwalają wszystko, nawet tak bardzo ważne obszary jak wojsko. I to się niestety nie zmieni dopóki grube szychy i ich dzieci nie zginą w jakichś atakach. Tak się oczywiście nie stanie bo będą pierwsi uciekać na obczyznę zanim się jeszcze wszystko rozkręci na dobre.


Nasze orły inteligencji w tych zakładach nie wpadły chyba nawet na to by wziąć od Ukraińców ich najnowsze zabawki i zrobić inżynierię wsteczną.

Nawet nie mam siły się denerwować bo to jest tak okrutne partactwo na każdym możliwym polu, że szkoda strzępić ryja.

kodyak

No ale są pozytywy. Zauważono że ważnym elementem jest jednak cena i szybkość produkcji, a może i nie zauważono XD


Te projekt ma jedną ważną wadę. Decydenta który się zmienia i ciągle zmienia wymagania. Jest to standard w zasadzie w każdym korpo. Przychodzi architekt i pi⁎⁎⁎⁎li że wczoraj widzial za⁎⁎⁎⁎ste narzędzie i musimy je wdrożyć. To oczywiście rozpierała wszystko co do tej pory zostało zrobione.


Tu dokładnie jest idealny przykład jak nie tworzyć czegokolwiek bo ciągle będziemy na poziomie strugania patyka. Tak projekty nie zawsze końca się sukcesem czasami spektakularna porażka ale trzeba zbierać know Joe a tu przychodzi jakiś c⁎⁎j i mówi że teraz to w Bydgoszczy będzie montować drony zamiast śmigłowców itd

Zaloguj się aby komentować