Moim zdaniem ten pomysł to zwykły populizm - z pozoru brzmi fajnie, a praktyce jest szkodliwy i bez sensu. Gdyby coś takiego faktycznie weszło w życie to politycy zamiast zajmować się pracą, kombinowaliby tylko jak się błyskawicznie dorobić przez te 8 lat. Zacznie się omijanie prawa, wciąganie do polityki swojej rodziny, żon, ciotek, dzieci itp. Propozycje korupcyjne od razu staną się bardziej kuszące.
Druga sprawa jest taka, że polityk to też zawód, który wymaga doświadczenia, kontaktów, obycia i wiedzy - jak każda inna profesja. Stwierdzenie, że "politycy nic nie robia tylko biorą pieniądze" jest tak samo mądre jak np. określenie "programiści nic nie robią, tylko siedzą i klikają w ten komputer". Człowiek w swojej pracy zaczyna być efektywny i skuteczny gdzieś w okolicach 40-tki. Wprowadzając taki przepis wylalibyśmy dziecko z kąpielą. Owszem - udałoby się pozbyć z polityki leśnych dziadów i ściemniaczy ale przy okazji pozbyliśmy się wszystkich kompetentnych i doświadczonych specjalistów. Zamiast tego przyjdą na ich miejsce młodzi karierowicze bez jakiegokolwiek pojęcia.
Na tej samej zasadzie mógłbym rzucić hasłem, że szpitale są opanowane przez lekarską klikę, która zabetonowała się na stołkach i nic nie robi. I wszyscy lekarze powinni z automatu po ukończeniu 35 roku życia iść na emeryture i tracić prawo do wykonywania zawodu. A braki kadrowe możemy załatać pielęgniarkami albo ludźmi po weekendowych kursach - w końcu do wypisywania recept nie trzeba mieć studiów. Poparłbyś coś takiego?