
WujekAlien
- 2627wpisów
- 8442komentarzy
Spacerowicz, czytelnik, książkozbieracz

Spacerowicz, czytelnik, książkozbieracz
Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
323 368,69 - 2,04 - 2,02 = 323 364,63
Wokół komina
#ksiezycowyspacer
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl . @Marvin certified! #statsbymarvin
Zaloguj się aby komentować
416 + 1 = 417
Tytuł: Groble
Autor: Michael McDowell
Wydawnictwo: Albatros
Format: e-book
Liczba stron: 272
Ocena: 7/10
Drugi tom sagi Blackwater kontynuuje historię rodziny Caskeyów i tajemniczej Elinor, która po wydarzeniach z "Powodzi" na dobre zadomawia się w miasteczku Perdido. Rzeka wciąż wyznacza rytm życia mieszkańców, a budowa tytułowych grobli ma symbolicznie ujarzmić żywioł i zabezpieczyć miasteczku przyszłość. Równocześnie napięcia wewnątrz klanu narastają - szczególnie w relacji między Elinor a nestorką rodu. To wciąż przede wszystkim saga rodzinna, w której ambicje, duma i ukryte lęki są równie istotne, a może bardziej istotne, niż elementy nadnaturalne.
Po rewelacyjnym zakończeniu pierwszego tomu można było spodziewać się wyraźniejszego skrętu w stronę grozy już na starcie drugiego tomu - czegoś w duchu "Omena" czy "Dziecka Rosemary", z narastającym poczuciem, że w centrum rodziny dojrzewa coś złowieszczego. Tymczasem McDowell ponownie wybiera drogę powolnego budowania napięcia. Elementy niesamowite są subtelne, bardziej w domyśle niż pokazane wprost, a autor koncentruje się na psychologii postaci i układach sił. To świadoma decyzja, ale jednocześnie trochę zmarnowany potencjał - aż prosi się, by pójść o krok dalej w stronę pełnoprawnego horroru.
Z drugiej strony trudno odmówić książce wciągającej narracji. Relacje między bohaterami są coraz bardziej napięte, a atmosfera dusznego Południa działa na wyobraźnię. McDowell potrafi budować klimat niepokojącej codzienności, w której coś jest „nie tak”, choć nikt nie potrafi tego jasno nazwać. A elementy grozy przypominają bardziej jump scare, bo jednak na tą grozę czekamy, czekamy i czekamy, aż nagle dostajemy nią w twarz, gdy sie jej najmniej spodziewamy. A element kulminacyjny jest bardzo daleko od fazy budowania napięcia.
Jest to dobry, sprawnie napisany ciąg dalszy sagi, który rozwija świat i postacie, ale wciąż odkłada prawdziwą grozę na później. A szkoda, bo ten tom byłby lepszy, ale z pomysłów na niego, które sam sobie w głowie układałem, żaden nie został zrealizowany. Może to też mnie tak wciągnęło w tej historii, że nie umiem jej przewidzieć i cały czas trafiam na zaskoczenia. Tam gdzie oczekuję grozy jest sielanka, a tam gdzie się nie spodziewam wpada element grozy.
Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz
#bookmeter #ksiazki #czytajzwujkiem #czytajzhejto

Zaloguj się aby komentować
415 + 1 = 416
Tytuł: Doktor No
Autor: Ian Fleming
Wydawnictwo: Skarpa Warszawska
Format: e-book
Liczba stron: 384
Ocena: 7/10
W szóstej powieści o Bondzie agent 007 zostaje wysłany na Jamajkę, by wyjaśnić zaginięcie brytyjskiego agenta. Oficjalnie to rutynowe zadanie, w praktyce - podróż na odizolowaną tajemniczą wyspę Crab Key, należącą do tajemniczego Doktora No. Co ciekawe, początek książki jest wyraźnym spowolnieniem tempa względem wcześniejszych tomów. Bond dochodzi do siebie po poprzedniej misji, a wyjazd ma w sobie coś z rekonwalescencji połączonej z rozpoznaniem terenu. Dopiero z czasem atmosfera gęstnieje, a egzotyczna sceneria zamienia się w zamkniętą pułapkę.
Najbardziej podobała mi się właśnie ta odskocznia od czystej akcji. Fleming daje Bondowi chwilę, by nie tylko działał, ale też obserwował, analizował i po swojemu, mierzył się z pytaniem, kim właściwie jest Doktor No. To nadal ten sam profesjonalista, ale w bardziej kameralnej, niemal introspektywnej odsłonie. Sam Doktora No jest z kolei ciekawym przeciwnikiem - chłodnym, wyrachowanym, niemal laboratoryjnie odciętym od emocji. Ich konfrontacja ma w sobie coś bardziej osobistego niż zwykłą walkę dobra ze złem.
Oczywiście nie brakuje elementów typowych dla Fleminga: egzotyki, wyraźnie zarysowanego antagonisty, romansu, napięcia budowanego przez izolację i fizyczne próby, którym poddany zostaje Bond. Finał wraca do bardziej dynamicznego tonu, ale przez większą część książki dominuje klimat niepokoju i powolnego odkrywania tajemnicy.
To solidny tom serii, dużo lepszy niż poprzedni, może mniej spektakularny, bardziej skupiony i dzięki temu ciekawie różniący się od poprzednich przygód Jamesa Bonda.
Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz
#bookmeter #ksiazki #czytajzwujkiem #czytajzhejto

Zaloguj się aby komentować
119 438 994 - 500 = 119 438 494
Dziś podwójna porcja Śremskiego z kiwi i bananem
#pletwalztwarogu
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl . @Marvin certified! #statsbymarvin

Osiągnięcie
zostało zdobyte. Tak, to już ten moment...
Listę swoich osiągnięć możesz zobaczyć na hejtostats
A jeśli masz dosyć Marvina marudzącego pod Twoimi postami, to możesz mu w ustawieniach powiedzieć, żeby się odczepił.

Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
413 + 1 = 414
Tytuł: Powódź
Autor: Michael McDowell
Kategoria: horror
Wydawnictwo: Albatros
Format: e-book
Liczba stron: 272
Ocena: 7/10
Był "Dworzec Perdido", to teraz trafiamy do miasta Perdido.
Pierwszy tom sagi Blackwater zaczyna się od wielkiej powodzi, która nawiedza małe miasteczko Perdido w Alabamie na początku XX wieku. W jej następstwie mieszkańcy odnajdują w zalanym hotelu tajemniczą kobietę - Elinor Dammert, która wkrótce zaczyna wplątywać się w życie wpływowej rodziny Caskeyów. Na pierwszy rzut oka historia przypomina raczej obyczajową kronikę małomiasteczkowej społeczności niż horror: dużo tu rodzinnych napięć, walki o wpływy i stopniowego budowania pozycji w lokalnej hierarchii. Dopiero z czasem pojawiają się sygnały, że Elinor może nie być do końca tym, za kogo się podaje. A nadprzyrodzone zjawiska dziejące się w jej pobliżu nie dają się w żaden sposób wytłumaczyć.
Największym zaskoczeniem "Powodzi" dla mnie jest to, jak niewiele jest w niej faktycznej grozy. Książka formalnie uchodzi za horror, klasyczną powieść grozy, ale w pierwszym tomie elementy niesamowite pojawiają się zaledwie w kilku krótkich scenach (bodajże 3) i są dość dziwnie wkomponowane w opowieść. Przez większość czasu czyta się powieść obyczajową osadzoną w amerykańskim Południu. W dodatku jest to typowa historia faceta rozdartego między miłością do narzeczonej/żony i matki, w której każda z kobiet chce być tą jedyną i robi wszystko, żeby wygrać w uczuciowej bitwie. Z jednej strony może to rozczarowywać, jeśli ktoś spodziewa się mrocznej historii, z drugiej jednak autor bardzo sprawnie buduje tło świata i relacje między bohaterami. Czuć od samego początku, że to tom - intro, który ma nas tylko odpowiednio wprowadzić w świat i dać nam zrozumieć lepiej to, co będzie się działo w kolejnych tomach.
Mimo powolnego tempa książka wciąga bardziej, niż można by się spodziewać. McDowell dobrze oddaje atmosferę miejsca - powodzi, rzeki i życia podporządkowanego jej rytmowi. Autor pięknie buduje drobne napięcia między członkami rodziny Caskeyów. Czyta się to gładko i z ciekawością, nawet jeśli właściwie przez większość czasu niewiele się dzieje, a obiecywany horror pozostaje tylko sugestią. Ale opowieść jest zbudowana tak, że wypatrujemy tego horroru, jak dziecko prezentu na gwiazdkę.
Wciągający początek rodzinnej sagi, który jednak jako horror wypada dość blado i sprawia raczej wrażenie długiego wstępu do właściwej historii. Ale napisany tak, że nie odłożysz sagi po pierwszym tomie.
Książki z tej serii mają bardzo mały formaty, właściwie kieszonkowy, więc te 272 stron to bliżej 150-180 w standardowym wymiarze strony.
Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz
Osobisty licznik: 47/128
#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto #czytajzwujkiem

Zaloguj się aby komentować
323 483,16 - 13,65 = 323 469,51
Zimne 13km z rana, ale za to w pięknym słońcu
#ksiezycowyspacer
---
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl . @Marvin certified! #statsbymarvin





@WujekAlien Ty to tak w trakcie pracy zawsze chodzisz? ( ͡° ͜ʖ ͡°)
@WujekAlien co za nieludzka pora o.O
Czyli z pracy od razu do spanka jedziesz? Czy przestawiłeś się na tryb późniejszy?
Zaloguj się aby komentować
119 442 698 - 350 = 119 442 348
Śniadaniowy Skyr pitny wiśniowy
#pletwalztwarogu
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl . @Marvin certified! #statsbymarvin
Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Może na ostatnią chwilę, ale zrobione ;)
W ramach #zimowewyzwania dostalem zadanie:
Kilka razy zastanawiałem się, co bym powiedział sobie z przeszłości, gdybym miał okazję spotkać "siebie" młodszego i dać mu jakąś radę. Natomiast nigdy nie myślałem, co powiedzialbym starszemu sobie. Może nie było to trudne zadanie, ale na pewno bardzo osobiste, zobaczymy co powie o tym niemal 39 letni Kamil.
#zimowewyzwania #listdosiebie


@WujekAlien O, mój imiennik! Uszanowanko
Zaloguj się aby komentować
408 + 1 = 409
Tytuł: Polowanie na czas
Autor: Jeffery Deaver
Kategoria: kryminał, sensacja, thriller
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Format: e-book
Liczba stron: 440
Ocena: 7/10
Tom 4 serii z Colterem Shawem.
W "Polowaniu na czas" Colter Shaw podejmuje się odnalezienia kobiety uciekającej wraz z nastoletnią córką przed brutalnym mężem. Początkowo sprawa wygląda na dość typowy przypadek przemocy domowej i desperackiej próby ukrycia się przed prześladowcą, ale szybko okazuje się, że sytuacja jest bardziej skomplikowana, niż wynika z pierwszych informacji. Shaw musi ustalić, kto naprawdę jest ofiarą, a kto manipuluje faktami, jednocześnie ścigając się z czasem i przeciwnikiem, który wydaje się być zawsze o krok przed nim.
Podobnie jak w poprzednim tomie, najmocniejszą stroną książki jest wątek rodzinny, choć tym razem pokazany z innej perspektywy. Relacja matki i córki oraz historia ich ucieczki nadają fabule emocjonalnego ciężaru i sprawiają, że zagrożenie przestaje być abstrakcyjne. Konflikt z mężem przestępcą buduje napięcie w bardziej osobisty sposób niż typowe zagadki kryminalne Deavera i dobrze współgra z charakterem Coltera Shawa, który z natury staje po stronie słabszych. Miałem tu pewny vibe Reachera, co oczywiście nie jest żadnym przytykiem do autora, a bardziej ciekawym smaczkiem, który zdecydowanie doceniam. Ciekawym zabiegiem jest też wrzucenie nam bohatera, który jest byłym policjantem i zna metody pracy policji, przez co jest dużo większym wyzwaniem niż poprzedni "przeciwnicy" Coltera.
Konstrukcyjnie to wciąż bardzo sprawny thriller - krótkie rozdziały, dynamiczna akcja i typowe dla Deavera zwroty fabularne utrzymują tempo i sprawiają, że książkę czyta się szybko. Jednocześnie niektóre rozwiązania są trochę przewidywalne dla czytelnika znającego styl autora, a sama historia nie zostawia aż tak mocnego wrażenia jak najlepsze tomy cyklu. To raczej solidna kontynuacja niż wyraźny krok naprzód serii.
Nie mogę się doczekać tego, co przyniesie zakończenie w postaci tomu 5. Bo może tom 4 trzeba traktować jak ciszę przed burzą.
Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz
#bookmeter #ksiazki #czytajzwujkiem #czytajzhejto

Zaloguj się aby komentować
407 + 1 = 408
Tytuł: The Deadline Clock
Autor: Jeffery Deaver
Kategoria: kryminał, sensacja, thriller
Wydawnictwo: G.P. Putnam's Sons
Format: e-book
Liczba stron: 56
Ocena: 6/10
Tom 3.5 serii z Colterem Shawem. Nie przetłumaczony do tej pory na nasz język.
To taka typowa przekąska z głównym bohaterem: szybka, sprawnie napisana, z rytmem, który Deaver ma w małym palcu, ale też z tą specyficzną frustracją, że zanim historia na dobre się rozkręci, już trzeba ją odkładać. W praktyce działa jak dodatkowa scena po odcinku serialu, a może jako scena po napisach w filmie - miło wrócić do bohatera, złapać jego sposób myślenia i tempo działania, tylko że finał przychodzi za wcześnie.
Fabułowo najciekawsze są smaczki o pracy Coltera "od kuchni". Widać, jak układa relacje z policją (ani służbista, ani samotny wilk w próżni), jak wchodzi w sprawę przez rozmowę, napięcie czasu i pracę z ludźmi, którzy są na granicy wytrzymałości. Te fragmenty: współpraca, tarcia, pragmatyczne zasady gry, postrzeganie innych ludzi - mają fajny, uniwersalny ciężar: pokazują, czemu Shaw działa inaczej niż sztampowy detektyw z kryminału.
Jednocześnie krótka forma robi tu sporą krzywdę. Jest zarys stawki i presji, jest sprawna mechanika śledcza, ale brakuje miejsca na satysfakcjonujące "dokręcenie śruby" i mocniejszą puentę. Zostaje poczucie, że dostałeś połowę emocji, które mogłyby wybrzmieć, gdyby tekst miał dłuższy oddech. Przyjemny suplement i dobre dopalenie świata Coltera, ale właśnie dlatego aż prosi się o wydanie w formie porządnego zbioru opowiadań, bo jednak kilka tych połówkowych tomów serii się uzbierało, a nie osobnych, 50-stronicowych mini-książek.
Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz
#bookmeter #ksiazki #opowiadania #czytajzwujkiem

Zaloguj się aby komentować
@WujekAlien Najgorzej jak spotykasz starą babę, a ona z Tobą do klasy chodziła
Zawsze mi się wydawało, że jak będę dorosła to to przejście z bycia nastolatką a osobą dorosłą będzie takie namacalne, wręcz fizyczne, że będę w stanie stwierdzić dokładnie kiedy to miało miejsce. Człowiek będzie już taki poważny, nie będą go interesować głupoty i nawet zacznie się inaczej ubierać.
Tymczasem praca, własny dom, rodzina, dziecko na pokładzie a w głowie siano. Mentalnie przełom liceum a studia.
Zaloguj się aby komentować
323 586,21 - 2,05 - 1,38 - 1,45 - 6,25 = 323 575,08
Piękna pogoda za oknem, a ja spędzam czas w mój „ulubiony” sposób siedząć u teściów :(
Kilka krótkich spacerków z psem i po szybkie zakupy
#ksiezycowyspacer
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl . @Marvin certified! #statsbymarvin
Zaloguj się aby komentować
119 445 477 - 150 - 150 = 119 445 177
Skyr z truskawkami na przekąskę + trochę ponad pół kostki Śremskiego chudego do sałatki warzywnej
#pletwalztwarogu
---
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl . @Marvin certified! #statsbymarvin
Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
119 448 477 - 350 - 250 = 119 447 877
Skyr do picia na kolację + Śremski chudy fit z ogórkiem kiszonym na śniadanie
#pletwalztwarogu
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl . @Marvin certified! #statsbymarvin

Zaloguj się aby komentować