Hejto.pl
Zdjęcie w tle

Statyczny_Stefek

Fanatyk
  • 1455wpisów
  • 2932komentarzy
Statyczny_Stefek userbar

O, dzień dobry.

Jak znam życie, to pewnie każdy zna ten #lifehack od dziecka, a tylko ja odkryłem to po wielu latach życia. Robienie czegoś w ramach #majsterkowanie gdy musimy działać jedynie na wyczucie, nie widząc (np. wkręcanie jakiejś śrubki umieszczonej daleko poza zasięgiem wzroku) robi się o wiele wygodniejsze gdy zamkniemy oczy.


#gownowpis

Statyczny_Stefek userbar

@Statyczny_Stefek tak, bo wyłączając jeden zmysł, podkręcasz procka na pozostałych - czucie, wyobraźnia przestrzenna, dotyk itd. Mózg już nie próbuje zobaczyć tego co poza polem widzenia a próbuje to zwizualizować w głowie przestezennie

@Statyczny_Stefek Żona krzywo patrzyla za zrobienie jej celownika przed monitorem laptopa ze śrubek trzymajacych chłodzenie. Pozdrawiam z tego miejsca wspaniałych inżynierów z sony vaio.

@Statyczny_Stefek Myślę że o wiele skuteczniejsze jest otwarcie ust, a przy szczególnie trudnych przypadkach to i wysunięcie języka.

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

X (XLV) dzień #wspinaczka w ramach #trenujzhejto


Przeziębienie trwa tydzień lub siedem dni, w zależności od formy leczenia. I tak to było: wspinałem sie tydzień temu, potem było smutno, potem "no dobra, to może soacer", potem "a jednak spacer, dobra tam" - i jesteśmy dziś. W piątek.


Delikatnie (ta, jasne) testowałem poprzeziębieniowe możliwości. Wyszło chyba fajnie, z naciskiem na robienie dróg po klamach w przewieszeniu. Trochę się zbułowałem, trochę czuję ramiona. 6a-b z dołem, 6c (i to w ciagu!) na wędkę.

Statyczny_Stefek userbar

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Krótkie #podsumowanie całej serii #ksiazki #terrypratchett którą zakończyłem, realizując tym samym jeden z celów z mojej listy "zrobić przed śmiercią".


Pierwszy raz miałem z #pratchett kontakt jeszcze w liceum - potem to się wszystko rozpłynęło. Drugi raz, na poważnie, zabrałem się za niego kilkanaście lat temu, kupując ambitnie papierowe książki (mam gdzieś w pudełku połowę serii). Niestety, życie pisze różne scenariusze - mnie wtedy przesadziło ze zbiorkomu na dojazdy rowerem, a z książek papierowych na audiobooki (istotna informacja: jestem "czytelnikiem międzyczasowym" - nie zdarza mi się stereotypowo usiąść w fotelu na godzinę czytania; wrzucam w głowę rozdziały albo i serie rozdziałów gdzieś w międzyczasie - w kolejce, na parkingu, jadąc windą, siadając na kilkanaście minut na d⁎⁎ie). Pratchetta w audio nie było podówczas, więc siłą rzeczy spadłem w świat innych książek. Czytnikom się opierałem (bo nie robi mi różnicy czy noszę w plecaku książkę czy czytnik) - aż odkryłem, że ebooki można wgrywać na apkę w telefonie i to obróciło mój świat o 180 stopni. I wówczas, po kilku latach, przypomniałem sobie o moich zaległościach. No i jesteśmy, cała seria 41 książek zajęła mi z 8 miesięcy czystego czasu gry (w międzyczasie miałem i przerwy, i czytałem inne pozycje). 


Teraz trochę o postrzeganiu fabuły i serii. Wewnątrz mogą być spoilery, tak że jeśli ktoś chciałby ich uniknąć, to to jest ten moment, kiedy może przestać czytać. 


Zaczynamy w Ankh Morpork w wersji mocno fantasy: mamy magię, magów, bogów, bohaterów; miasto wydawało mi się raczej czymś w rodzaju większej osady, niż w pełni funkcjonującą metropolią. W miarę postępu serii posuwamy się dalej z rozwojem cywilizacji: miasto z "jakoś funkcjonującego", opanowanego przez formalnie zorganizowaną przestępczość (Gildia Złodziei) i ogólnie przez przyjaznych ludzi, którzy chętnie pomogą napotkanym ludziom w niedoli posiadania zbyt ciężkiej sakiewki, uparcie i konsekwentnie wędruje w stronę XIX wieku: funkcjonująca jedynie szczątkowo Nocna Straż staje się pełnoprawną formacją policyjną, pojawiają się zagadnienia związane z kontrolą ruchu ulicznego, subsytut telegrafu (sekary), a kończymy na kolejnictwie. Równolegle zmienia się też podejście do polityki: na wstępie widziałem ten świat bardziej jako poprzetykany pojedynczymi krajami, które nie za dużo mają ze sobą wspólnego (poza ewentualnymi wojnami), niektóre są wręcz symbolicznie zaściankowe (jak Lancre). Tymczasem powoli świat polityczno-handlowy się stabilizuje dochodząc do bardziej cywilizowanych kontaktów: z jednej strony do oficjalnych wizyt dyplomatycznych (Verence, który po objęciu tronu uparcie machał ręką do innych państw, bo wyczytał w książce, że trzeba utrzymywać stosunki międzynarodowe - nagle stał się Królem przez duże K, którego istnienie zauważa sam Vetinari), z drugiej strony do handlu międzynarodowego, który rozkwita, pierwotnie będąc albo pomijanym, albo traktowanym jako prywatne ryzyko handlarza.


Pratchett pisze pluszowo i przyjemnie: może i mamy nawiązania do śmierci, wojen, zabijania, osób o "negocjowalnej cnocie", ale opisane to wszystko jest tak gładko, że przechodzi przez oczy bez żadnego zgrzytu. Nieustannie pojawiają się pratchettowskie truizmy: opisywanie rzeczy, które są oczywiste i które nieustannie widzimy, ale nigdy nie zastanawialiśmy się nad ich sensem (coś w stylu pytania o to, dlaczego w każdym warsztacie samochodowym musi wisieć kalendarz z gołą babką). Jest pod tym względem nieco podobny - oj, dalekie porównanie - do twórczości Walaszka, który też prezentuje nam boleśnie rozumianą polskość zwracając uwagę na szczegóły, które może i regularnie widzimy, ale ich nie zauważamy. Pojawia się tu bardzo wiele problemów społecznych - od kwestii biedy, pomagania innym - aż do rasizmu i niechęci do innych ludzi/istot tylko dlatego, że urodziły się inne niż my, w innym miejscu albo inaczej wyglądając. Poniekąd w tle dyskretnie (lub mniej dyskretnie) przesuwa się krytyka myślenia niektórych osób, które nie lubią innych tylko dlatego że mogą albo nie rozumieją (i nie chcą rozumieć).


Lekka forma tych powieści sugeruje zawsze książkę dla starszej młodzieży. Zawiera jednak wiele szczegółów dotyczących naszego świata i podpowiada odpowiedzi, odpowiedzi na pytania, których nigdy sobie nie zadawaliśmy. Są to też książki, które z jednej strony nie pozostawiają czytelnika w negatywnym nastroju, chociaż z drugiej strony po żadnej z nich nie potrzebowałem kilku dni na oddech, zanim wezmę się na kolejną. Nie jest to seria - mimo że długa - która zapiera dech w piersiach i pozostawia olbrzymią pustkę, gdy się kończy. Oczywiście, szalenie żałuję wszystkich niedokończonych wątków, które już pozostaną niedopowiedziane, brak mi wiedzy o kolejnych przygodach postaci, z którymi przez poprzedni rok bardzo się związałem. Ten cały świat na pewno na zawsze we mnie zostanie i mimo że nie wiem czy do niego wrócę w całości (zbyt wiele innych książek jest nadal przeze mnie nieprzeczytanych i istnieje ryzyko że nie zdążę przeczytać wszystkich), to jest szansa, że do pojedynczych książek (lub podcykli) wrócę.


Gdybym miał napisać o tym, co mi się nie podoba, to postęp technologiczny. Zaczynamy od fantasy, w klimacie mroku, magii, drewnianych strzech - a kończymy w okolicach steampunka, osiągniętego na przestrzeni ledwo kilku lat. Steampunk jest wspaniały i bardzo ten nurt sobie cenię (w książce, filmie, muzyce), ale to jest coś, co zgrzytało mi bardzo. Owszem, parodie komputerów robionych przez druidów poprzed odpowiednie ustawianie menhirów były fajne, ale sekary, łamanie kodów, ba, nawet atak "man in the middle" (!) to już trochę za szybko. A kolej (dobrze że pojawiająca się w ostatnich dwóch książkach) była już zdecydowanie kilka kroków za szybka względem tego, czego bym chciał. W porównaniu do tego, cały cykl Czarownic, zarówno duet Babcia+Niania, jak i rozwój Tiffany i cały świat Lancre i Kredy, zdaje się być nie tyle oporny na nowinki technologiczne, ale przyswaja je w akceptowalnym, niskim tempie, pozostając nadal ściśle związanym z naturą, z przyrodą, z górami - może dlatego też mnie to przyciągnęło, bo sam szukam bardziej zieleni i szumu wiatru niż miejskiego zgiełku.


Więc tak, na tym kończymy. Dziękuję, sir Terry, to była piękna przygoda.

05651d5f-2fa8-43c0-8f58-75105d2dcef4
Statyczny_Stefek userbar

Zawsze piorunuję czytelnictwo, dla samej zasady, bo to czytelnictwo, ale... Pratchetta nie trawię. Podchodziłem kilka razy i jego styl ewidentnie mi nie pasuje. Nie leży mi tak, że szybko męczy. Do tego stopnia, że jak amazon zrobił serial wg. jego prozy, i ktoś mi polecił, że dobry, to ja szybko się połapałem, że to wg. Pratchetta (nie wiedziałem wcześniej), bo równie szybko mnie zmęczyło.

To co dla fanów jest magnesem, u mnie jest zderzakiem, od którego odbijam się za każdym je⁎⁎⁎ym razem.

Zaloguj się aby komentować

287 + 1 = 288


Tytuł: Pasterska korona

Autor: Terry Pratchett

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

Format: e-book

ISBN: 9781448197149

Liczba stron: 304

Ocena: 9/10


Wskutek pewnego brzemiennego w skutki wydarzenia elfy ponownie mają szansę wedrzeć się do świata - przez bariery, które chwilowo stały się bardzo cienkie i łatwe do przejścia. Niestety, zdarzenie to jest spodziewane, a na ich drodze staną czarownice razem z Tiffany Obolałą i całym klanem Nac Mac Feeglów.


Jest to ostatnia książka, którą udało się napisać Pratchettowi. Domyka ona cały cykl o Tiffany, ale moim zdaniem nie tylko cały wątek czarownictwa - ale w ogóle jest doskonałym domknięciem całej serii.


Tiffany jest jeszcze młodą dziewczyną, z jednej strony nadal na tyle młodą, by starsze czarownice przynajmniej częściowo traktowały ją z góry, z drugiej - jej talent i moc stawiają ją daleko wyżej niż wszystkie pozostałe. Nieustannie w rozdarciu pomiędzy potrzebą wypoczynku, transportu, a obowiązkami czarownicy (które to są, cóż, fizyczną, ciężką pracą) - Tiffany idzie ścieżką, która pozwala jej samej zdać sobie sprawę z tego, że nie jest i nie będzie nikim innym poza sobą. I że jeśli ma się do kogoś porównywać, to tylko do siebie.


Pratchett miał w zwyczaju pisać kilka książek naraz, często tę ukończoną wzbogacając i poprawiając aż do dnia przekazania jej do wydawnictwa. Ta, ostatnia w serii, jest kompletna, ale zauważalnie krótsza. Brakuje jej wielu fragmentów, które zdecydowanie powinny zostać rozwinięte, opisane i rozszerzone. Sir Terry jednak nie zdążył i to na nas spoczywa obowiązek domyślenia się, co mogło się tak naprawdę wydarzyć.


Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazki #pratchett #terrypratchett

a7bf6916-2d17-4dc4-a622-4cd5de04ba7f
Statyczny_Stefek userbar

Zaloguj się aby komentować

286 + 1 = 287


Tytuł: Para w ruch

Autor: Terry Pratchett

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

Format: e-book

ISBN: 9780385538268

Liczba stron: 336

Ocena: 5/10


I po tytule, i po okładce wiadomo już co się wydarzy - Ankh Morpork wkracza w Wiek Pary! Niewielki, ale istotny wynalazek podbity solidną dawką badań - poskromienie pary w kotle zestawione z wnioskiem, że skoro mały garnek z gotującą się wodą uniesie małą pokrywkę, to większy garnek podniesie większą - w krótkim czasie doprowadzają do rozwoju kolejnictwa.


W zasadzie to, co napisałem, wystarczyłoby za streszczenie i większość tekstu. Spora część książki to wynajdywanie kolejnych ułatwień dla kolei - dworców, przekąsek na nich, wagonów różnych klas; jest to po prostu wciśnięcie prawdy z naszego świata do świata Dysku, tylko w wersji skondensowanej i przyspieszonej do kilku miesięcy akcji. No, i dodatkowo wzbogacenie siły roboczej o golemy, trolle i gobliny.


Sama akcja nie porywa aż do prawie końca książki: Moist von Lipwig jak zwykle wykorzystuje swój talent do kręcenia lodów, Vetinari jest jak zwykle przenikliwy aż do granic, Harry Król wykorzystuje swoje możliwości do wejścia w pewien konkretny biznes - a w efekcie świat Dysku, przynajmniej w tej niedalekiej Ankh Morpork części zostaje spięty nitkami torów. Dopiero sama końcówka książki to trochę akcji i niespodziewanych zwrotów.


Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazki #pratchett #terrypratchett

50fa9893-8479-4ac6-a2d6-6491129af91c
Statyczny_Stefek userbar

Zaloguj się aby komentować

Podobno jest z 2023, ale #netflix podpowiedział mi niedawno, więc się zabrałem. "Wojownicze żółwie ninja: zmutowany chaos".


Nie śledziłem tych filmów o żółwiach, w zasadzie od jedynej słusznej kreskówki w latach 90 nie oglądałem kolejnych filmow.


Nie przedłużając: super, super muzyka w klimacie r'n'b/rap z lat 80/90, bardzo fajna "bazgrołowa" grafika. Fabuła bez szału, to chyba jednak dla dzieci mimo wszystko jest, nie spodziewajmy się wielkich i wyjątkowych zwrotów akcji.


Mimo wszystko warto było poświęcić czas.


A żeby komuś chodziło po głowie - proszę: https://youtu.be/2PGkPcGPNT0?si=8hNGNByVTSiGDRbA


#animowane #polecam

3d7f606b-693e-490f-8576-e0f8584bd208
Statyczny_Stefek userbar

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować