Zdjęcie w tle

Statyczny_Stefek

Fanatyk
  • 1447wpisów
  • 2911komentarzy
Statyczny_Stefek userbar

O, dzień dobry.

Zaloguj się aby komentować

X (XLV) dzień #wspinaczka w ramach #trenujzhejto


Przeziębienie trwa tydzień lub siedem dni, w zależności od formy leczenia. I tak to było: wspinałem sie tydzień temu, potem było smutno, potem "no dobra, to może soacer", potem "a jednak spacer, dobra tam" - i jesteśmy dziś. W piątek.


Delikatnie (ta, jasne) testowałem poprzeziębieniowe możliwości. Wyszło chyba fajnie, z naciskiem na robienie dróg po klamach w przewieszeniu. Trochę się zbułowałem, trochę czuję ramiona. 6a-b z dołem, 6c (i to w ciagu!) na wędkę.

Statyczny_Stefek userbar

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Krótkie #podsumowanie całej serii #ksiazki #terrypratchett którą zakończyłem, realizując tym samym jeden z celów z mojej listy "zrobić przed śmiercią".


Pierwszy raz miałem z #pratchett kontakt jeszcze w liceum - potem to się wszystko rozpłynęło. Drugi raz, na poważnie, zabrałem się za niego kilkanaście lat temu, kupując ambitnie papierowe książki (mam gdzieś w pudełku połowę serii). Niestety, życie pisze różne scenariusze - mnie wtedy przesadziło ze zbiorkomu na dojazdy rowerem, a z książek papierowych na audiobooki (istotna informacja: jestem "czytelnikiem międzyczasowym" - nie zdarza mi się stereotypowo usiąść w fotelu na godzinę czytania; wrzucam w głowę rozdziały albo i serie rozdziałów gdzieś w międzyczasie - w kolejce, na parkingu, jadąc windą, siadając na kilkanaście minut na d⁎⁎ie). Pratchetta w audio nie było podówczas, więc siłą rzeczy spadłem w świat innych książek. Czytnikom się opierałem (bo nie robi mi różnicy czy noszę w plecaku książkę czy czytnik) - aż odkryłem, że ebooki można wgrywać na apkę w telefonie i to obróciło mój świat o 180 stopni. I wówczas, po kilku latach, przypomniałem sobie o moich zaległościach. No i jesteśmy, cała seria 41 książek zajęła mi z 8 miesięcy czystego czasu gry (w międzyczasie miałem i przerwy, i czytałem inne pozycje). 


Teraz trochę o postrzeganiu fabuły i serii. Wewnątrz mogą być spoilery, tak że jeśli ktoś chciałby ich uniknąć, to to jest ten moment, kiedy może przestać czytać. 


Zaczynamy w Ankh Morpork w wersji mocno fantasy: mamy magię, magów, bogów, bohaterów; miasto wydawało mi się raczej czymś w rodzaju większej osady, niż w pełni funkcjonującą metropolią. W miarę postępu serii posuwamy się dalej z rozwojem cywilizacji: miasto z "jakoś funkcjonującego", opanowanego przez formalnie zorganizowaną przestępczość (Gildia Złodziei) i ogólnie przez przyjaznych ludzi, którzy chętnie pomogą napotkanym ludziom w niedoli posiadania zbyt ciężkiej sakiewki, uparcie i konsekwentnie wędruje w stronę XIX wieku: funkcjonująca jedynie szczątkowo Nocna Straż staje się pełnoprawną formacją policyjną, pojawiają się zagadnienia związane z kontrolą ruchu ulicznego, subsytut telegrafu (sekary), a kończymy na kolejnictwie. Równolegle zmienia się też podejście do polityki: na wstępie widziałem ten świat bardziej jako poprzetykany pojedynczymi krajami, które nie za dużo mają ze sobą wspólnego (poza ewentualnymi wojnami), niektóre są wręcz symbolicznie zaściankowe (jak Lancre). Tymczasem powoli świat polityczno-handlowy się stabilizuje dochodząc do bardziej cywilizowanych kontaktów: z jednej strony do oficjalnych wizyt dyplomatycznych (Verence, który po objęciu tronu uparcie machał ręką do innych państw, bo wyczytał w książce, że trzeba utrzymywać stosunki międzynarodowe - nagle stał się Królem przez duże K, którego istnienie zauważa sam Vetinari), z drugiej strony do handlu międzynarodowego, który rozkwita, pierwotnie będąc albo pomijanym, albo traktowanym jako prywatne ryzyko handlarza.


Pratchett pisze pluszowo i przyjemnie: może i mamy nawiązania do śmierci, wojen, zabijania, osób o "negocjowalnej cnocie", ale opisane to wszystko jest tak gładko, że przechodzi przez oczy bez żadnego zgrzytu. Nieustannie pojawiają się pratchettowskie truizmy: opisywanie rzeczy, które są oczywiste i które nieustannie widzimy, ale nigdy nie zastanawialiśmy się nad ich sensem (coś w stylu pytania o to, dlaczego w każdym warsztacie samochodowym musi wisieć kalendarz z gołą babką). Jest pod tym względem nieco podobny - oj, dalekie porównanie - do twórczości Walaszka, który też prezentuje nam boleśnie rozumianą polskość zwracając uwagę na szczegóły, które może i regularnie widzimy, ale ich nie zauważamy. Pojawia się tu bardzo wiele problemów społecznych - od kwestii biedy, pomagania innym - aż do rasizmu i niechęci do innych ludzi/istot tylko dlatego, że urodziły się inne niż my, w innym miejscu albo inaczej wyglądając. Poniekąd w tle dyskretnie (lub mniej dyskretnie) przesuwa się krytyka myślenia niektórych osób, które nie lubią innych tylko dlatego że mogą albo nie rozumieją (i nie chcą rozumieć).


Lekka forma tych powieści sugeruje zawsze książkę dla starszej młodzieży. Zawiera jednak wiele szczegółów dotyczących naszego świata i podpowiada odpowiedzi, odpowiedzi na pytania, których nigdy sobie nie zadawaliśmy. Są to też książki, które z jednej strony nie pozostawiają czytelnika w negatywnym nastroju, chociaż z drugiej strony po żadnej z nich nie potrzebowałem kilku dni na oddech, zanim wezmę się na kolejną. Nie jest to seria - mimo że długa - która zapiera dech w piersiach i pozostawia olbrzymią pustkę, gdy się kończy. Oczywiście, szalenie żałuję wszystkich niedokończonych wątków, które już pozostaną niedopowiedziane, brak mi wiedzy o kolejnych przygodach postaci, z którymi przez poprzedni rok bardzo się związałem. Ten cały świat na pewno na zawsze we mnie zostanie i mimo że nie wiem czy do niego wrócę w całości (zbyt wiele innych książek jest nadal przeze mnie nieprzeczytanych i istnieje ryzyko że nie zdążę przeczytać wszystkich), to jest szansa, że do pojedynczych książek (lub podcykli) wrócę.


Gdybym miał napisać o tym, co mi się nie podoba, to postęp technologiczny. Zaczynamy od fantasy, w klimacie mroku, magii, drewnianych strzech - a kończymy w okolicach steampunka, osiągniętego na przestrzeni ledwo kilku lat. Steampunk jest wspaniały i bardzo ten nurt sobie cenię (w książce, filmie, muzyce), ale to jest coś, co zgrzytało mi bardzo. Owszem, parodie komputerów robionych przez druidów poprzed odpowiednie ustawianie menhirów były fajne, ale sekary, łamanie kodów, ba, nawet atak "man in the middle" (!) to już trochę za szybko. A kolej (dobrze że pojawiająca się w ostatnich dwóch książkach) była już zdecydowanie kilka kroków za szybka względem tego, czego bym chciał. W porównaniu do tego, cały cykl Czarownic, zarówno duet Babcia+Niania, jak i rozwój Tiffany i cały świat Lancre i Kredy, zdaje się być nie tyle oporny na nowinki technologiczne, ale przyswaja je w akceptowalnym, niskim tempie, pozostając nadal ściśle związanym z naturą, z przyrodą, z górami - może dlatego też mnie to przyciągnęło, bo sam szukam bardziej zieleni i szumu wiatru niż miejskiego zgiełku.


Więc tak, na tym kończymy. Dziękuję, sir Terry, to była piękna przygoda.

05651d5f-2fa8-43c0-8f58-75105d2dcef4
Statyczny_Stefek userbar

Zawsze piorunuję czytelnictwo, dla samej zasady, bo to czytelnictwo, ale... Pratchetta nie trawię. Podchodziłem kilka razy i jego styl ewidentnie mi nie pasuje. Nie leży mi tak, że szybko męczy. Do tego stopnia, że jak amazon zrobił serial wg. jego prozy, i ktoś mi polecił, że dobry, to ja szybko się połapałem, że to wg. Pratchetta (nie wiedziałem wcześniej), bo równie szybko mnie zmęczyło.

To co dla fanów jest magnesem, u mnie jest zderzakiem, od którego odbijam się za każdym je⁎⁎⁎ym razem.

Zaloguj się aby komentować

287 + 1 = 288


Tytuł: Pasterska korona

Autor: Terry Pratchett

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

Format: e-book

ISBN: 9781448197149

Liczba stron: 304

Ocena: 9/10


Wskutek pewnego brzemiennego w skutki wydarzenia elfy ponownie mają szansę wedrzeć się do świata - przez bariery, które chwilowo stały się bardzo cienkie i łatwe do przejścia. Niestety, zdarzenie to jest spodziewane, a na ich drodze staną czarownice razem z Tiffany Obolałą i całym klanem Nac Mac Feeglów.


Jest to ostatnia książka, którą udało się napisać Pratchettowi. Domyka ona cały cykl o Tiffany, ale moim zdaniem nie tylko cały wątek czarownictwa - ale w ogóle jest doskonałym domknięciem całej serii.


Tiffany jest jeszcze młodą dziewczyną, z jednej strony nadal na tyle młodą, by starsze czarownice przynajmniej częściowo traktowały ją z góry, z drugiej - jej talent i moc stawiają ją daleko wyżej niż wszystkie pozostałe. Nieustannie w rozdarciu pomiędzy potrzebą wypoczynku, transportu, a obowiązkami czarownicy (które to są, cóż, fizyczną, ciężką pracą) - Tiffany idzie ścieżką, która pozwala jej samej zdać sobie sprawę z tego, że nie jest i nie będzie nikim innym poza sobą. I że jeśli ma się do kogoś porównywać, to tylko do siebie.


Pratchett miał w zwyczaju pisać kilka książek naraz, często tę ukończoną wzbogacając i poprawiając aż do dnia przekazania jej do wydawnictwa. Ta, ostatnia w serii, jest kompletna, ale zauważalnie krótsza. Brakuje jej wielu fragmentów, które zdecydowanie powinny zostać rozwinięte, opisane i rozszerzone. Sir Terry jednak nie zdążył i to na nas spoczywa obowiązek domyślenia się, co mogło się tak naprawdę wydarzyć.


Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazki #pratchett #terrypratchett

a7bf6916-2d17-4dc4-a622-4cd5de04ba7f
Statyczny_Stefek userbar

Zaloguj się aby komentować

286 + 1 = 287


Tytuł: Para w ruch

Autor: Terry Pratchett

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

Format: e-book

ISBN: 9780385538268

Liczba stron: 336

Ocena: 5/10


I po tytule, i po okładce wiadomo już co się wydarzy - Ankh Morpork wkracza w Wiek Pary! Niewielki, ale istotny wynalazek podbity solidną dawką badań - poskromienie pary w kotle zestawione z wnioskiem, że skoro mały garnek z gotującą się wodą uniesie małą pokrywkę, to większy garnek podniesie większą - w krótkim czasie doprowadzają do rozwoju kolejnictwa.


W zasadzie to, co napisałem, wystarczyłoby za streszczenie i większość tekstu. Spora część książki to wynajdywanie kolejnych ułatwień dla kolei - dworców, przekąsek na nich, wagonów różnych klas; jest to po prostu wciśnięcie prawdy z naszego świata do świata Dysku, tylko w wersji skondensowanej i przyspieszonej do kilku miesięcy akcji. No, i dodatkowo wzbogacenie siły roboczej o golemy, trolle i gobliny.


Sama akcja nie porywa aż do prawie końca książki: Moist von Lipwig jak zwykle wykorzystuje swój talent do kręcenia lodów, Vetinari jest jak zwykle przenikliwy aż do granic, Harry Król wykorzystuje swoje możliwości do wejścia w pewien konkretny biznes - a w efekcie świat Dysku, przynajmniej w tej niedalekiej Ankh Morpork części zostaje spięty nitkami torów. Dopiero sama końcówka książki to trochę akcji i niespodziewanych zwrotów.


Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazki #pratchett #terrypratchett

50fa9893-8479-4ac6-a2d6-6491129af91c
Statyczny_Stefek userbar

Zaloguj się aby komentować

Podobno jest z 2023, ale #netflix podpowiedział mi niedawno, więc się zabrałem. "Wojownicze żółwie ninja: zmutowany chaos".


Nie śledziłem tych filmów o żółwiach, w zasadzie od jedynej słusznej kreskówki w latach 90 nie oglądałem kolejnych filmow.


Nie przedłużając: super, super muzyka w klimacie r'n'b/rap z lat 80/90, bardzo fajna "bazgrołowa" grafika. Fabuła bez szału, to chyba jednak dla dzieci mimo wszystko jest, nie spodziewajmy się wielkich i wyjątkowych zwrotów akcji.


Mimo wszystko warto było poświęcić czas.


A żeby komuś chodziło po głowie - proszę: https://youtu.be/2PGkPcGPNT0?si=8hNGNByVTSiGDRbA


#animowane #polecam

3d7f606b-693e-490f-8576-e0f8584bd208
Statyczny_Stefek userbar

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Jak ja nie lubię #pocztapolska to ja nawet nie.


Awizo (nie było mnie w domu, nie że listonosz z automatu wypisał). "Do odbioru po 18 dziś". Idę 19:45.


Nie, nie mam pretensji do starszych ludzi, że potrzebują zapytać o wszystko osiem razy i pytają o rzeczy podstawowe - ich prawo, ich wiek, jak dożyję, to może też będę pytał o wszystko, żeby być pewnym. Nie mam pretensji do chłopa, który nadaje osiemdziesiąt przesyłek i ze swoim wózkiem okupuje jedno okienko - kiedyś musi to zrobić, padło na dzisiaj. To że w środku siedzi kobieta z dzieckiem, które pyta o wszystko, z naciskiem na "czy teraz tuż my?" - przecież dzieciaka na zewnątrz nie zostawi, bez przesady. Ale ten cały nastrój, razem z klimatem dekad minionych zdaje się zakrzywiać czas i moje reggae'owe serduszko, przyzwyczajone do wolnego tempa, zdaje się krzyczeć, że jeszcze trochę wolniej i zaczniemy pchać krew w drugą stronę.


Więc tak siedzę na obitym krzesełku, takim, jakie miewali w domach ludzie w latach 90, gdy kupowali "coś lepszego", wciśnięty między półkę z przepisami siostry Eutanazji, mając na oku wystawkę z walentynkowymi pierdółkami, a obok jakąś książkę polskiej szurii, która najwyraźniej dobrze się sprzedaje.


W końcu nadchodzi moja kolej. Radośnie witam panią w okienku - i dowiaduję się, że dzisiejszych przesyłek "jeszcze nie wydajemy, bo jest bałagan na rejonach i listonosze jeszcze nie zdali przesyłek".


Zatem musimy iść wersją trudniejszą: dzień kolejny, wyjście z pracy na pół godziny, szybki spacer, chwila czekania (na szczęście krótka) - nie ma mojej przesyłki. Szukamy, szukamy, klikamy, "na pewno pan nie odbierał?", klikamy, szukamy. W końcu się okazuje, że "bałagan" trwa nadal i przesyłki z wczoraj nie weszły jeszcze w system. Więc idziemy ich szukać ręcznie - są. Jeszcze tylko podpisy, odklikanie, coś tam coś tam - i mogę wracać.


Na pocztę w jedną stronę mam 10 minut. Na wydanie listu czekałem łącznie 20 minut dzisiaj i 20 wczoraj. Interes życia.


A cebulą na torcie niech będzie fakt, że listownie dostaję wyłącznie przesyłki formalne, związane z faktem, że jestem tu obywatelem i mam jakieś obowiązki, a państwo ma też obowiązki względem mnie. A w końcu po coś mam te epuapy: serio, to byłoby tak cudowne, gdybym mógł po prostu dostać mailem info, że prezydent miasta pyta mnie czy chcę coś z Avonu zamiast iść odbierać to na papierze (i z tym papierem potem zapierniczać do niszczarki).


#zalesie #gownowpis #niepolecam

Statyczny_Stefek userbar

@Statyczny_Stefek no a wczoraj @Ragnarokk się upierał we wpisie: https://www.hejto.pl/wpis/jako-ze-temat-dzis-goracy-to-pamietajcie-ze-poczta-i-inposty-rozne-to-jak-odpowi

że PP jest gites i super i jest nam potrzebna (ba! że decydując się na przesyłki za pomocą innych firm to masz spory "narzut"). Właśnie za takie akcje jak opisałeś, młodsze pokolenie gardzi tą instytucją i woli dopłacić kilka złotych, żeby nie musieć tam stać i marnować życia (albo urywać się z roboty). A jedyny narzut jaki tutaj widzę to mój prywatny czas, jaki trzeba zmarnować, żeby biegać kilka razy po odbiór przesyłki.

@damw

Zdecydowanie wolę zapłacić tę odrobinę więcej - dlatego prywatnych przesyłek nie wysyłam od wieków za pośrednictwem poczty. Od kiedy inpost zrobił usługę paczkomat->dom to w ogóle jest XXI wiek.

Tylko że to pismo urzędowe ktoś z poczty będzie czytał i skanował i wysyłał do ciebie. Nawet gdyby to udało się zrobić automatycznie to nadal wszystko wchodzi do systemu Poczty Polskiej. Gdyby zrobili specjalny urząd zbiorczy do tego to nadal wszystkie pisma będą w jednym miejscu co może prowadzić do nadużyć.

@Johnnoosh

Ale po co ma w tym brać udział poczta. Urzędnik ogarnia pismo na komputerze, podpisuje cyfrowo (albo samo się toto generuje w przypadku powiadomień) i wysyła na moją skrzynkę ePUAP. Nie trzeba niczego drukować, wysyłać, marnować papieru.

@Statyczny_Stefek poczta Lata lecą, wszystko idzie na przód, a ten (nowo)twór dalej stoi w miejscu z tą swoją średniowieczną mentalnością, wyjebizmem na to, żeby choć minimalnie się poprawić, ważne żeby tylko nszzty darły mordę, że stołki muszą być, ważne żeby państwo pompowało kasę na tego trupa- stare baby przyjdą sobie pogadać, wkurwieni ludzie przyjdą po awizo mimo że byli w domu, ci co mają do czynienia z sądami czy chcą czy nie to będą musieli przyjść, jeszcze inni kupią coś z tej paserskiej wystawki i "jakoś to będzie". Zero ambicji. A ostatnio wybuchło jeszcze to z tymi e-listami, gdzie nie ma listonosza, nie ma praktycznie w tym równaniu poczty, ale za "doręczenie" musisz zapłacić 7 złotych xD Albo że chcieli położyć tak samo łapę na emailach z puapu. Niech to wreszcie ktoś zaora.

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować