Sporo chodzenia, rzadko zdarza mi się poza urlopem zrobić ponad 35k kroków.
Wycieczka po #kwadraty 8 dużych i #wandrer 17km - ponad cztery godziny spacerowanka w wiosennej aurze. Dodatkowo - niewliczone - załatwianie spraw na osiedlu.
Ostatnia książka z serii. Zamykająca, podsumowująca. Seria - pomijając tom opowiadań - zamknięta i bez planów na rozwój. Spodziewałem się zakończenia, które jakoś wyjaśni to, co jest niedopowiedziane, pospina wątki, rozjaśni ślepe uliczki. Zakończenia, które spowoduje, że przez jakiś czas będę miał w głowie tę serię i będzie mi szkoda rozpoczynać coś nowego.
Po całkiem dobrym rozwinięciu akcji, po rozbudzeniu apetytów, dostajemy patetyczno-sztampowe zamknięcie w stylu Hollywood. Tego typu, gdzie człowiek patrzy na napisy końcowe i ma w głowie tylko jedno słowo: "serio?"
@Statyczny_Stefek Też byłem zawiedziony tym tomem, chyba głównie dla tego, że złamał dotyczą sowy balans pomiędzy science i fiction, idąc zbyt mocno w starttlrekowość tego drugiego.nie podobało mi się imperium Duarte. Nie podobało mi się, że moi bohaterzy stali się starzy i w sumie nie odmienili swoich żyć w jakiś zasadniczy sposób. Nie podobało mi się, że zestarzało się Rosenantte. Nie podobała mi się śmierć/nieśmiertelność Burtona... No w złym kierunku to poszło a dodatkowo nie pozamykali wątków przez co zamiast głębokiej i tajemniczej opowieści mamy dyrdymały i plotholly
Akurat to co się stało z Amosem dla mnie było spoko, był to drobny szczegół pokazujący, że jednak nie jest tak, że świat się wali, ale czwórka bohaterów jednak przeżyje bez draśnięcia. Ale o pojedynczych pierdołach można gadać w nieskończoność.
<spoiler>
Najbardziej mnie zabolało to, że na sam koniec mamy patetyczną muzykę w tle, bohater poświęca się dla ludzkości, siada i potem umiera-nie umiera, nie wiadomo, ale jak poświęcał się całe 8 tomów, tak i w 9 robi to samo. I w sumie nie wiemy dalej co się stało z kim, każdy sobie niby gdzieś tam żyje, umiera, nie wiadomo - WTEM! - z dupy scena jak to przy użyciu nie wiadomo jakiej technologii przylatuje ktoś tysiąc lat później i wychodzi mu na spotkanie Amos, bo najwyraźniej nie umarł, gadają cholera wie po co. I koniec, napisy.
Z braku lepszej nazwy nazwijmy to "aktywną regeneracją". Zakwasy w przedramionach mnie dobijają, więc uznałem, że przynajmniej pochodzę zamiast opierać się o kierownicę roweru.
#kwadraty 7 małych i zwiększenie yardinho o kilkadziesiąt sztuk, bo połączyłem właśnie dwa obszary
XXXII (LXVII) dzień #wspinaczka w ramach #trenujzhejto
Tak, ten mem to o mnie, dziś mnie o mało nie zabiła rozgrzewka. A potem jeszcze miał być trening...
Robiłem obwody, ale dość szybko przeszedłem na własne (nie te utworzone przez kogoś). Przynajmniej udało mi się powspinac również po krawądach. Potem trochę zabawy na istniejących problemach na bulderowni (<6, szóstki wymagały za wiele siły) i myślałem że jest całkiem spoko, az do momentu gdy w domu wyjmowałem talerz z szafki nade mną. Był niepokojąco ciężki.
XXXI (LXVI) dzień #wspinaczka w ramach #trenujzhejto
W rozkładzie jazdy - piramidki. W wersji wspinaczkowej oznacza to, że podchodzimy do pierwszej wpinki, zjeżdżamy, do drugiej, zjazd - i tak do samego końca: drogi lub wspinacza.
Przypadkiem udało mi się zapiramidkować 6b+/c, co traktuję jak spory sukces. Poprowadzenie i cztery interwały na 6a+ również, podobnie jak piramidę na 5c+ w przewieszeniu, na zmęczeniu (na sam koniec), z zapasem i z pomijaniem chwytów.
XXX (LXV) dzień #wspinaczka w ramach #trenujzhejto
Taak, to trzydziesty dzień, więc wspinałem się przez prawie jedną trzecią tego roku.
Zagrane zostały z braku czasu obwody na bulderowni. Dwa dni restu wystarczyły żeby zrobić niektóre próby po prawie dwa kółka - coś, co nie było jeszcze miesiąc temu w zasięgu. Nawet na zmęczeniu coś tam rośnie, to chyba dobrze. Albo za dużo odpoczywam. W każdym razie złoiłem się konkretnie.
A potem pojadę w skały i tak będę robił 6a, tyle że z zapasem XD
@Dan188 to nie są podcasty, tylko nagrane teishō - mowy prowadzone np. podczas odosobnień - i tak, za kamerą siedzi na pewno grupa sluchaczy. Cześć z nich to odpowiedzi na zadane podczas tych rozmów pytania. Ta pani jest mistrzynią zen, która często odwiedza Polskę i prowadzi teishō na odosobnieniach.
Jedynym plusem jazdy do biura jest możliwość pojeżdżenia na rowerze. Zaliczyłem dwa małe #kwadraty - trochę nie wierzyłem w powodzenie, bo są tak na styk wewnątrz zagrodzonych terenów, ale jakoś tam poszło. Przy okazji pojeździłem między wciąż małymi krzakami, po lesie i przy torach. Szczególnie okolice kolejowe miło mi się kojarzą, bo niezależnie od zabudowania terenu dookoła, bywają puste, zakrzaczone - i teraz również kwitnąco-pachnące.
XXIX (LXIV) dzień #wspinaczka w ramach #trenujzhejto
Powoli zza horyzontu wystaje tydzień restowy i chyba trochę nie mogę się doczekać. Jeśli już rozgrzewka mnie bułuje, to znaczy, że mamy solidne zmęczenie materiału. Dla odmiany: porządnie zaplastrowany i zaopiekowany (nawet podczas wspinania) palec regeneruje się elegancko i powoli boli coraz mniej.
Interwałowo pracowalem na przedziale 6b-6c+. Nie będę mówił, że istnieje możliwość zrobienia faktycznie całości 6c+ w ciągu, ale satysfakcjonuje perspektywa tego, że w ogóle rozważałbym próbę. I na pewno - na pewno! - zrobiłbym całość, co najwyżej z blokami pośrodku - co implikuje, że mogłoby braknąć mi wytrzymałości siłowej na zrobienie w ciągu, ale wszystkie ruchy mam w zasięgu.