LXXXI (CVI) dzień #wspinaczka w ramach #trenujzhejto
#stefeksiewspina
Wyjście na rozruszanie się po trekkingu. Trzy opisane wcześniej dni jednak dały w kość i aż do piątku profilaktycznie zrobiłem sobie rest. W czwartek były pompki, wczoraj w końcu wspinanie. Miało być lekko, skończyło się na rozpracowaniu kilku problemów i przejściu trochę poza granicę przyzwoitości - ani wystarczająco resta na siłę, ani wystarczająco mało (i łatwo) na wytrzymałość siłową.
W końcu książka z tej serii - zupełnym przypadkiem taka nie napisana przez Asimova - którą przeczytałem od deski do deski z zapartym tchem. Na początku zaczynamy od zagadki, która wyjaśnia się dopiero pod koniec, nie ma dłużyzn, wszystko, co się dzieje - nawet długie monologi czy analizy - ma sens i nie nudzi.
Wyjaśnia się trochę spraw, kilka starych wątków zostaje dokończonych i, co najważniejsze, w głowie pozostaje pytanie "co będzie dalej, sięgnijmy po kolejny tom".
Teraz widzę sens przeczytania na początku cyklu "Roboty", ta wiedza wiele wyjaśnia w kontekście choćby tego tomu, ale i ułatwia zrozumienie poprzednich.
Weekend na #viaferrata w okolicach jeziora Como. Trafiła się promocja na bilety lotnicze, wylot w czwartek, powrót w poniedziałek nad ranem, tak że #pomyslnaweekend 10/10
1_Via Ferrata al Pizzo d'Erna (C)
Bardzo ładna, widokowa, ładna skała, kończy się na Pizzo d'Erna. Start z dużego parkingu pod kolejką linową, teoretycznie płatnego (być może w sezonie, nikt nie chciał pieniędzy). Szlak zejściowy oferuje wiele opcji przedłużenia, również o kilka ferrat z sąsiednich dolin.
2_Via Ferrata Medale (D)
Bardzo ładna, chyba wspinaczkowo najprzyjemniejsza - piękne płyty, poprowadzona logicznymi strukturami, bez jakichś niepotrzebnych wariantów czy udziwnień. Zejście spod Corno Medale szlakiem 556 przez Valle del Medale strome i ziemne, nieprzyjemnie upierdliwo śliskie po deszczu, tak że gdybym miał tam wracać, to przetestowałbym wersję zachodnią - 556->552 (przy założeniu zejścia do Rancio Superiore, parking pod cmentarzem).
3_Via Ferrata Centenario (C)
Prowadząca w kierunku Monte Resegone. Nic ciekawego, pałowanie po klamrach w żlebie. Jedyny plus to taki, że w upalny dzień było tam chłodno.
4_Via Ferrata Silvano Franco (C/D)
Kontynuacja pkt 3 - po podejściu szlakiem. Ciężko to nazwać i ferratą, i ubezpieczonym szlakiem (via attrezzata) - są wyłącznie łańcuchy, do których wpinanie bywa upierdliwe, a same są dość długie, więc wpinki chronią co najwyżej przed stoczeniem się gdzieś dalej, bo do pierwszej półki absorber może nie zadziałać. Trudność porównywalna z trudniejszymi fragmentami Orlej Perci. Niemniej jednak miłe miejsce, dało trochę więcej zabawy po zniechęceniu ferratą z pkt. 3.
5_Nie ferrata, ale treking w ogólnej okolicy Grigna Meridionale
Najładniejszy widokowo trekking całego weekendu. Są też miejsca ubezpieczone (łańcuchy lub poręczówki) jest ekspozycja, są szczyty i widoki na przepiękne struktury skalne. Zdecydowanie warto tam pojechać i ułożyć sobie coś ciekawego po okolicy.
By znaleźć istotę buddy, musisz ujrzeć swą prawdziwą naturę, bo to ona jest buddą. Budda jest osobą wolną: wolną od planów, wolną od przywiązań. Jeśli nie widzisz swojej natury i poświęcasz czas na szukanie czegoś innego, nigdy nie znajdziesz buddy.Tak naprawdę jednak nie istnieje nic, co można znaleźć.
Wołam @CzosnkowySmok żebyś nie myślał, że w tym wszystkim trzeba tylko gryźć gałąź. Otóż nie, trzeba również szukać tego, czego nie można znaleźć i znaleźć to, wcale nie szukając. Na tym polega Zen xD
Trzeci tom cyklu Fundacja. "Przebrnąłem" to nie do końca wystarczająco obszerne określenie, ale z grubsza wskazuje, jak bardzo zmęczyła mnie ta książka. Według kalendarza w apce czytałem ją od 14 lipca, ale bywały i dwutygodniowe serie, podczas których nie miałem nawet ochoty tam wracać. Należy przyznać, że mimo wszystko jest to najlepsza książka z całego uniwersum (przypomnę, za mną cykl roboty i trzy książki Fundacji) - być może dlatego, że nie pisał jej Asimov.
Poniżej zgrubne omówienie, może zawierać spojlery.
Pierwsze trzydzieści procent książki jest nie wiadomo o niczym. Gdyby to było jakieś wprowadzenie, z którego wejdziemy w końcu w tunel fabuły, byłoby nieźle, ale jest to wprowadzenie do... pracy nad znalezionymi gdzieś archaicznymi symami, które z jakiegoś powodu potrzebne są Seldonowi.
Kolejne procent trzydzieści, to na przemian nieruchawa akcja dotycząca Seldona spraw Trantora i - w niestety większości - filozoficzno-cyfrowe wysrywy wspomnianych symów, które uciekają do cyberprzestrzeni. Nie jest to oczywiście quasinaukowy bełkot jak u Cixina, jest w tym - dla odmiany - sporo sensu, tylko nie ma to związku z fabułą, a nie czytam książki SF po to, by czytać, jak wygenerowane po dziesiątkach tysięcy lat symulacje XV i XIII wiecznych postaci próbują przenieść filozofię ze swoich czasów na grunt cyfrowy. Do tego jeszcze, w nagrodę, dostajemy trochę socjologicznych (i rozszerzonych do poziomu galaktyki) przemyśleń Seldona, jakby ktoś tego potrzebował.
Końcówka w końcu to jakieś konkrety, jest jakaś akcja, dowiadujemy się trochę, troszeczkę o tym, po co to wszystko się działo. Ale jest tego zdecydowanie za mało, za dużo zaś bełkotu, niestety.
Warto dodać że jest to trzecia książka cyklu Fundacja tylko chronologicznie, nie według kolejności pisania.
Dlatego autorem nie jest Asimov bo on już nie żył kiedy książka powstała. Ja bym jednak sugerował czytać tak jak były pisane a po sequele sięgnąć tylko jeśli przeczytało się poprzednie i chce jeszcze
@Kronos sam właśnie sięgnę po zmodyfikowaną kolejność czytania: ani stricte wewnętrznie chronologiczna, ani stricte chronologicznie wg pisania, czyli Roboty, Imperium, Fundacja 6-10 i 1-5.
@Kronos wiem o tym, ale postanowiłem czytać wg chronologii, a nie autora. Nie lubię powrotów i rozwijania pobocznych wątków, wolę powoli poznawać wszystko.
Póki co to jest i tak najgorsza seria sf, jaką czytałem w życiu i gdyby nie to, że jestem uparty, to rzuciłbym to w diabły.
(spoiler)
Jako przykład: pierwsze dwa tomy - no w sumie przewija się "fundacja" Seldon będzie je tworzył, ma pomysły i w ogóle (nawet jest w trakcie pod koniec II tomj) tylko nikt nie wyjaśnił, o co w tym chodzi, co to w ogóle jest i po co. Domyślam się jaki jest w tym cel, ale to są domysły czytelnika, a nie praca autora
LXXX (CV) dzień #wspinaczka w ramach #trenujzhejto
#stefeksiewspina
Dziś miał być planowy, krótki dzień wspinania i... w sumie wyszło. Więcej techniki, mniej siły, chociaż nerwobóle w przedramieniu sugerują, że ten jeden ruch, na który się uparłem zrobić aż wyjdzie, robiłem zdecydowanie zbyt wiele razy.
LXXIX (CIV) dzień #wspinaczka w ramach #trenujzhejto
#stefeksiewspina
Dziś bez siódemek ale i tak było fajnie. Nie miałem w sumie żadnego planu, bo teraz jestem, przez to przeziębienie, poza wszystkimi planami - więc po prostu było wspinanie dla przyjemności. A wyszło taka trochę siła.
Złoiłem się solidnie na siłowych szóstkach w przewieszeniu, zrobiłem kilka technicznych, zrobiłem niewyceniony, mocno siłowy problem z trawersem.
Pewnie jutro będę o tym dobrze pamiętał, człowiek zadowolony, można odpocząć.
Właściwa medytacja oznacza zrozumienie swojej prawdziwej jaźni. Ta droga rozpoczyna się i kończy pytaniem: „Czym jestem?”. To jest bardzo proste nauczanie, i nie ma w nim nic nadzwyczajnego. Kiedy zadasz sobie bardzo głęboko to pytanie, wtedy pojawia się tylko „nie wiem”.Całe myślenie zostaje całkowicie odcięte, i powracasz do swojego umysłu przed myśleniem.Jeśli osiągniesz to nie-wiem, już osiągnąłeś swoją prawdziwą jaźń, już powróciłeś do swojej pierwotnej natury, która jest umysłem przed powstawaniem myślenia. W ten sposób osiągasz również swoją właściwą drogę i prawdę, a twoje życie funkcjonuje właściwie, wyzwalając wszystkie istoty od cierpienia. Nazywamy to „przebudź się”. Takie jest doświadczenie prawdziwej medytacji.
Mistrz Zen Seung Sahn, Kompas Zen
Czym jest prawda?
Czy jest w przyszłości? Skoro przyszłości nie ma, to i nie ma tam prawdy. Nie ma tam (jeszcze) niczego.
Czy w przeszłości? Zapamiętujemy tylko fragment zdarzeń, często wyraźne emocje lub nasze interpretacje. Proste fakty typu "byłem nad jeziorem rok temu" będą prawdziwe, ale im coś bardziej skomplikowane, tym większa szansa, że to, co było, zaginie gdzieś pomiędzy "jestem prawie pewien" a "coś koło tego". To co było miesiąc temu pamiętamy dobrze, zdarzenia sprzed dziesięciu lat to już jak dawno oglądany film.
Więc pewnie teraz, prawda? Tak. I nie. Znane powiedzenie Zen, które bywa przytaczane w wielu miejscach, brzmi "trawa jest zielona, niebo jest niebieskie". Inne: "Gdy jem, to jem. Gdy idę, to idę." Proste rzeczy, o których nie myślimy są prawdą. Gdy jednak dodajemy do tego myśl, interpretację, skojarzenia - tracimy prawdę i pogrążamy się w myśleniu, analizie, interpretacji. Efektem jest nie prawda - ale film na podstawie prawdy. Główne fakty się zgadzają, ale zostaje trochę miejsca na interpretację autora.
Oświecenie jest jak księżyc odbity w wodzie: księżyc nie staje się mokry, ani woda się nie mąci.
Mistrz Zen Dogen
--
Mam nadzieję, że ktoś przynajmniej - po analizie powyższych cytatów i mojego marnego omówienia - będzie miał chwilę ciszy w życiu (zapewne w wannie albo pod prysznicem ).