Piątkowe leśniakowaniem z cumplem - wybraliśmy się wyjątkowo, bo w sobotę wichura, i w niedzielę raczej też, a "tylko" 38 km bo jednak dopiero po pracy ruszyliśmy. Rzeka Słupia nas śledziła prawie całą trasę. Trochę piachu, stroma górka, no i fajne singletracki. Szkoda, że weekend wichurowy...
#rowerowyrownik #rower
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl . @Marvin certified! #statsbymarvin
Lata 30. XX wieku w Polsce. Helena wraz z mężem prowadzi gazetę matrymonialną. Odkrywa, że śmierć jednej dziewczyny może mieć związek z ich gazetą. Im dalej w las tym fabuła się zagęszcza. Ostatecznie Helena odkryje kawał brudnego, paskudnego świata, tuż pod swoim nosem.
Warszawą wstrząsają śmierci młodych kobiet - to ubogie dziewczyny, które w wyniku gwałtów zaszły w ciążę i nie mając kasy na łapówki chodziły na "skrobankę" do takich znachorek i często przez to umierały. Nieźle to jest pokazane - jedna z kobiet, która akurat jest kasiasta, została zgwałcona przez męża i zaszła w ciąże, poszła do normalnego lekarza, dała mu plik banknotów i przeszła bezproblemowo aborcję. Inne biedaczki nie miały tyle szczęścia.
Ogólnie cały serial to dosłownie "piekło kobiet". Gwałty, jeszcze raz gwałty, uzależnienie od narkotyków, niechciane ciąży, i jeszcze raz gwałty - faceci traktują panie jak gówno, żony służą do reprodukcji zaledwie. Męski, bezwzględny świat "hulaj dusza kobiety nic nie znaczą" w pigułce.
Bardzo ciężko mi się oglądało ten serial - krzywiłam się, gdy miałam włączyć kolejny odcinek, ale chciałam obejrzeć do końca.
Jak zwykle, jak to bywa w ostatnich latach w polskich serialach i filmach, epokowo pokazane solidnie, mamy dryga do takich tematów z ubiegłego wieku, kolejny solidny serial w tym sensie. Sporo znanych aktorów: Mateusz Damięcki, Katarzyna Herman, Borys Szyc czy Agata Turkot (Dom Dobry).
Ogólnie polecam, bo ogląda się dobrze, intryga zagęszcza się z każdym odcinkiem. Niestety, nie jest pozbawiony wad i błędów logicznych, ale piękna scenografia i ten brudny, obrzydliwy świat pokazany jest tak, że ciężko się nie krzywić i czuć spory niepokój podczas seansu.
Nie dla wrażliwych - chociaż nie ma tam jakiś brutalnych scen, to jednak ta cała wymowa ładnie daje w kość.
Sierżant Cusack to mega uczciwy i solidny policjant. Staje do walki z bezwzględnymi handlarzami narkotyków. Akcja filmu zaczyna się nieudaną ustawką glin, a potem akcja tylko się zagęszcza i w środku tego wszystkiego bojowy i uczciwy nasz bohater, a w tej roli legendarny Chuck Norris.
To nie są filmy dla mnie, ale źle nie było - fajna muzyczka, Chuck bije złoli aż miło, akcja goni akcję.
Ciekawostka: film oglądaliśmy w wersji typowej dla VHS z lektorem, aż miałam wrażenie, że faktycznie oglądam z magnetowidu.
PS. Ta okładka XD wygląda jak z taniego kryminału książkowego by Joe Alex
Skoro wiatr nie daje potrenować to zrezygnowałam z jazdy kolarką i pojechałam leśniakiem w las. I milutko, fajniutko, aż się nie chciało wracać, więc zamiast zwyczajowej "trzydziestki" dokoptowałam kilometry w pobliskim lasku, ale trzeba było wracać już bo widziałam jak zachód słońca straszy.
#rowerowyrownik #rower
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl . @Marvin certified! #statsbymarvin
Drugi sezon obejrzany, bardzo dobry, zachęca na kolejny sezon. Ale tym razem poczekam aż wyjdą wszystkie odcinki - jednak takie oglądanie "co tydzień" sporo wytraca dynamikę serialu.
Dawno nie oglądałem serialu, który byłby tak dobrze skomponowany, jeśli chodzi o tempo akcji i z taką zwinnością przedstawiał historie naprawdę wielu postaci bez poczucia pośpiechu i upychania. Dla mnie to pod 9 podjeżdża bardzo mocno.
@HerrJacuch i to wszystko z naprawdę dbałością o szczegóły, jak np każdorazowe odkażanie rąk czy zakładanie rękawiczek czy niepomijanie roli osób sprzątających
@bojowonastawionaowca Plus piękna zabawa formą. Niesamowicie dużo przyjemności daje mi podziwianie płynnych awansów drugich planów na pierwsze, niby przypadkowych wejść w kadr, obserwowania znanych postaci w roli (duży skrót myślowy) NPC gdzieś daleko.
Pokazuje to wspaniały warsztat twórców, wzmacnia spójność tego, co widzimy i właśnie zwyczajnie szalenie cieszy oko.
Leśniakiem znów. Miałam przejechać 40 km, ale coś mi się pomyliło i pojechałam więcej. Podjazd jednym wąwozem to było wyzwanie! Aż mi się przełożenia skończyły, ale podjechałam. Mijałam dużo koników, i to sporo takich małych, źrebaków. Szkoda, że się nie zatrzymałam by im zrobić zdjęcie.
Na asfalcie jakiś bezdomny pijaczek prawie we mnie wjechał rowerem, bo turlał się od lewej do prawej, cud jeśli żadne auto go nie potrąci.
#rowerowyrownik #rower
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl . @Marvin certified! #statsbymarvin
Z kolegą nad morze, klify w Poddiąbu (na zdjęciu) i powrót lasami. W sumie pogoda już miała tutaj czasami taki letni vibe. Oby więcej temperatury i takie traski to będzie norma i easy ride :) Już dziś było luzacko, słoneczko, morze, las. Czego więcej trzeba? :)
#rowerowyrownik #rower
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl . @Marvin certified! #statsbymarvin
Kino absolutne. Polska superprodukcja, która do dziś robi fenomenalne wrażenie.
Walka młodego Ramzesa z kastą kapłanów. Nie będę opisywać filmu w całości, i nie będę pisać peanów o realizacji tego dzieła - trochę tylko razi "make up" opalający aktorów, ale można przymknąć na to oko, a nawet lekko dać plusa, że chciano jak najbardziej zbliżyć się do realiów starożytnego Egiptu.
Popiszę tylko o rzeczach, które zauważyłam podczas tego seansu (chyba już 3 w życiu i pewnie nie ostatniego).
Post dotyczy drugiej połowy filmu - gdy już Ramzes zostaje faraonem i rozdarty pomiędzy dwiema decyzjami (wojna z Asyrią czy pokój z Asyrią i wygonienie Fenicjan z Egiptu). Jednak gdy zostaje faraonem, pojawia się trzecie wyjście - złoto Glapińskiego!, tfu, złoto kapłańskie ukryte w labiryncie świątyni Ozyrysa.
Kapłani jednak nie są chętni by wydać Egiptowi chociaż część tych bogactw, choć jak twierdzą, po to one tam są - by w kryzysowej sytuacji pomóc krajowi - Ramzes uważa, że to już teraz - nie ma kasy dla żołnierzy, nie ma kasy dla chłopów.
Ale warunki otrzymania złota są wprost absurdalne - z wieloosobowej grupy każdy musi zagłosować na TAK, jedno NIE i złoto zostaje w skarbcu. Ramzes jest tego świadomy, ale jednak podejmuje się tego działania, chcąc wywołać rękoma pospólstwa bunt skierowany wobec kapłanów - w chaosie podbicia świątyni przez ludzi, faraon chce wlecieć tam z wojskiem i zająć skarby.
Kapłani trzymają jednakże asa w rękawie, a dobrobyt Egiptu stanie pod znakiem zapytania.
Rozgrywki Ramzesa z kapłanami to najbardziej interesująca część filmu. Można powiedzieć, że ci panowie z zimną krwią planują kolejne działania i chociaż młody i narwany faraon może być sporym problemem, to religijna kasta nie jest chętna oddać pełną autonomię władzy. Na pewno w wielu sprawach można przyznać im rację - że lepiej zabezpieczyć się kontraktami niż tracić kasę i uszczuplić armię na wojnie.
Genialny film, Zelnik znakomity w roli Ramzesa. Kto nie widział - must see obowiązkowe. Chyba nie ma na świecie lepiej zrealizowanego filmu o starożytnym Egipcie.
Takie tam treningowe jazdy kolarką z dwóch ostatnich dni, które poszły tak sobie. Duża zasługa w tym powalonej pogody - niby 11 stopni, ale zimnawo, niby wiatr słaby, ale wieje z każdej strony utrudniając jazdę. Rok temu kwiecień był już fajniutki, w tym roku niewiele różni się od przełomu lutego z marcem, tyle że bez śniegu.
Czekam na ocieplenie, bo na razie to więcej się męczę zamiast czerpać radość z rowerkowania.
#rowerowyrownik #rower
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl . @Marvin certified! #statsbymarvin
Zdecydowanie bardziej strawna część niż pierwsza, gdzie roiło się od ilości gwałtów, cycek oraz masy drewnianej gry aktorskiej. Tutaj gwałtów mniej, z czego większość jest nieudana, cycków mamy sporo, no i trochę mniej bezjajecznych aktorów.
Stoker (czyli Deathstalker) pomaga pewnej kobiecie, która uważa, że jest księżniczką, której ukradziono tron, zastępując ją klonem. Stoker wyrusza więc z nią w drogę pełną przygód. Spotkają między innymi plemię amazonek, gdzie Stoker będzie musiał zmierzyć się w ringu z olbrzymią wojowniczką. Czeka ich wiele przeszkód, ale największa to złol, który zająć zamek księżniczki.
Ogólnie ten film był mniej sztywny i prymitywny niż pierwsza część. Duża zasługa to dwójki głównych bohaterów, którzy nie szczędzą sobie dowcipnych dialogów. Więc humor wylewa się z ekranu.
Wyłącznie dla twardych miłośników fantasy i fanów klimatu VHS.
Weekendowe rajdy leśniakiem, w sobotę lekko i przyjemnie, w niedzielę trochę mniej, wiatr, wertepy itd. Ale ogólnie content jestem, że udało się pojeździć coś po tygodniu przerwy.
#rowerowyrownik #rower
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl . @Marvin certified! #statsbymarvin
@Mahjong poprawisz wartość początkową na 277 915 i 278 010 po Twoich trasach ? Bot nie ogarnął dodania 2 wpisów w podobnym czasie wcześniej i musiałem u siebie zedytować
Daję tylko oryginalny tytuł bo polskie tłumaczenie jest moim zdaniem nieporozumieniem - na siłę można by przyjąć, że polski tytuł " Syn przeznaczenia" ma dużo wspólnego z fabułą, ale oryginalny tytuł w pełni oddaje treść fabuły, gdzie relacja pomiędzy ojcem a synem jest praktycznie podstawą tego obrazu.
To kolejne pasterskie bajania o wszechmogącym, tym razem w wersji na pewno "fiction", ale to i tak nie ma znaczenia, bowiem "Syn cieśli" to po prostu klasyczny horror, gdyby obedrzeć go z biblijnej otoczki.
Film opowiada o nastoletnim synu cieśli, który w sumie cale życie ukrywa się ze swoją rodziną, bo wie, że grozi im niebezpieczeństwo. Józef wie, że jego przybrany syn to tak naprawdę syn Boga. Ale sam nastolatek nie wydaje się tego wiedzieć. W ojcu widzi trochę nawiedzonego nudziciela, ale oczywiście robi wszystko co ten mu każe - może przyczyną posłuszeństwa są straszne koszmary o tym, że umiera na krzyżu?
Dopiero gdy poznaje dzieciaka, który żyje pośród trędowatych do młodego zaczyna docierać jak wielkie ma moce oraz to, że szatan, którym straszy go stary, istnieje naprawdę.
Mam słabość do biblijnych interpretacji oraz horrorów więc w sumie dobrze się bawiłam. Chociaż akurat w tym filmie Nicolas Cage nie zrobił typowej popisówy, ale still solidny jako aktor.
Opowieść o rywalizacji mistrzów szachowych, która przerodziła się w trochę zrozumiałe, ale zarazem nieco absurdalne podejrzenia.
Jest to ciekawy dokument, najlepsze jest w nim to, że pokazuje nam ułamek osobowości arcymistrzów szachowych, jak myślą o grze, a głównie o zwyciężaniu i przegrywaniu. Można też lekko odwiedzić wielki świat szachów, spojrzeć na niego z szerszej perspektywy. Polecam szczególnie tym, którzy zatrzymali się na Kasparowie i Deep Blue.
Elizabeth Shelley (ha! nazwisko nieprzypadkowe) zostaje rozjechana na przyjęciu przez kosiarką. Jej narzeczony, domorosły naukowiec Jeffrey Franken (ha! nazwisko nieprzypadkowe) postanawia przywrócić ją do życia. Oczywiście będzie to trudne bo Jeffrey posiada tylko głowę dziewczyny, plus kilka innych części ciała. Aby zrekonstruować jakoś swoją oblubienicę nasz genialny amator postanawia wybrać się do dzielnicy z prostytutkami i tam wybrać z dziewczyn co lepsze kawałki, z których ułoży nowe ciało Elisabeth.
Gdy Jeffreya przytłaczają wątpliwości natury moralnej pomaga sobie w ten sposób, że niszczy poszczególne części mózgu wiertarką. Nie dość, że fajny haj, to jeszcze łatwiej zabrać się do roboty.
Mnóstwo nagich piersi, wybuchające prostytutki i wspaniałe teksty, którymi lepiej nie chwalić się rodzinie.
Ten film to czyste szaleństwo - stworzony specjalnie w taki, a nie inny sposób, kompletnie powalona parodia "Frankensteina".
Doskonale zdaję sobie sprawę jakiej kategorii to film - ale uczciwość twórcy i niebagatelny fun jaki wynika z seansu nie pozwala dać mi niższej oceny!
Ciekawostka: prostytutki zagrały... prawdziwe prostytutki, bo żadne aktorki nie chciały tak się negliżować ani ubrać.
@Furto -am. Mamy taki klubik wewnętrzny gdzie oglądamy takie vhsowe perełki - niestety nie mogę udostępniać, ale widzę, że jest na CDA: https://www.cda.pl/video/2429103778
W sumie dopóki w tym filmie nie wiemy gdzie zmierzają twórcy to toczy się dość gładko fabuła - sportowe wyzwania, treningi, walka z nałogiem i niespokojny związek z borderline-girl. Potem dynamika lekko siada, by ostatecznie dać nam na koniec jedno wielkie nic.
To historia jednego z pionierów MMA - Marka Kerra. I sama rola Dwayne'a Johnsona nie rozczarowuje. Kerr to był potężny byk, który swego czasu królował w japońskiej organizacji (legendarnej już dziś) - Pride.
Problem jednak z tym aktorem jest taki, że Dwayne nie pasuje tutaj wiekowo - dysonans jest dość spory, a charakteryzacja zamiast ukrywać różnicę wieku między filmowym Kerrem a aktorem, tylko ją uwydatnia. Mimo to warto docenić aktorskie zdolności Johnsona. Nie odstaje też Emily Blunt, grająca jego ówczesną partnerkę.
A teraz - dlaczego wielkie nic? Nie ma tam żadnej konkluzji. Ot, był taki Mark Kerr, świetny wojownik, który musiał się mierzyć w swoim peaku karierowym z uzależnieniem i chorobą swojej dziewczyny. Potem oglądamy jego powrót do walki, perypetie sportowe i... koniec. Przejazd na 20 lat później i widzimy prawdziwego Kerra w aktualnym już wieku, który robi zakupy w sklepie.
Czegoś ewidentnie zabrakło w tej końcówce, czegoś co można by rzucić nawet na oślep widzowi, by miał poczucie, że obejrzał skończone dzieło. A tymczasem Smashing Machine ani nie jest bio-laurką, ani jakimś prostym traktatem o kondycji pionierów MMA.
Gdyby nie to spokojnie dałabym 7/10, bo to wcale nie jest zły film, mimo wiekowego obsadzenia i braku celu na samym końcu - po co powstał ten film.
Opowieść o Isabel, która chciała by być bardziej wolna w tym skostniałym od konwenansów świecie. Regularnie odrzuca propozycje małżeńskie dopóki nie spotyka Gilberta Osmonda. Biedny arystokrata ma swój cel w małżeństwie z Isabel, można się domyślać dlaczego. Z czasem przejmuje pełną kontrolę nad żoną, taką samą jaką ma nad swoją dorastającą córką, którą chce bogato wydać za mąż, chociaż ona kocha już pewnego chłopca, ale on nie jest na radarze Osmonda.
Jedyną osobą w życiu Isabel, która naprawdę pragnie jej szczęścia jest jej kuzyn Ralph, ale tego olśnienia Isabel doznaje zbyt późno.
Brzmi arcyciekawie, ale film nie jest arcyciekawy - jakoś nie widać tam wielu rzeczy. Osobowość Isabel jest ukryta, najbardziej zarysowaną postacią jest właśnie Osmond oraz Ralph. Trochę szkoda, bo przecież Isabel gra aktorka najwyższej klasy - czyli Nicole Kidman. Za mało jednak tam jej arcytalentu, tak samo jak niestety za mało wspaniałej muzyki Wojciecha Kilara.
Drugi sezon o przygodach znawców wina - Camille i Issei. Tym razem rodzeństwo rusza w podróż za niezwykłym winem, które w testamencie (kolejnym już...) powierzył im ich ojciec. Detektywistyczna robota doprowadzi ich aż do Gruzji gdzie odkryją rodzinną plantację, która boryka się ze swoimi problemami. Camille porzuca swoje ustatkowane życie by tylko ratować niezwykłe wino, a Issei postanawia zmierzyć się z własnymi demonami.
Nie był to już dobry sezon jak pierwszy. Tym razem wiemy już mniej więcej o co się rozchodzi - kolejna misja rozmywa się na kilka różnych stron - winiarskiej detektywistycznej roboty jest trochę mniej, a poza tym nie robi to już takiego wrażenia jak za pierwszym razem.
Ale i tak warto było obejrzeć - to dość dobry serial, mało znany w Polsce, a szkoda, bo poziomem przeskakuje spokojnie netflixowe i hbowe hity.
Ostatnio pisałam o drugim podejściu do "Lady Bird" i jak dzięki temu odkryłam ten film na nowo. Od paru miesięcy chodził za mną pomysł powtórzenia sobie innego seansu, z którym za pierwszym razem miałam problem i w święta nadarzyła się okazja i odświeżyłam sobie "Zimną wojnę" Pawlikowskiego.
Problem za pierwszym razem miałam taki, że nie widziałam potężnego uczucia pomiędzy Zulą a Wiktorem. To mnie deprymowało i odpychało zarazem od uznania tego filmu.
Tym razem ten problem zniknął, bowiem nie chodzi o to by zauważyć czy wyczuć jakąś chemię między bohaterami. To jest melodramat i konwencja robi to za nas - warto to zaakceptować i po prostu porwać się temu filmowi.
"Zimna wojna" to przede wszystkim historia nieszczęśliwej miłości - ona z dołów społecznych pragnąca lepszego życia, on artysta - uniesiony jej wspaniałym głosem, zakochuje się z miejsca. A jednak realia czasów gnębią naszych bohaterów - odsuwają ich od siebie, a zarazem przysuwają - ci ludzie nie potrafią bez siebie żyć, chociaż wiedzą, jak równie ciężko jest ze sobą żyć. To prowadzi do tragicznych konkluzji, ale czego nie robi się dla miłości?
W sensie realizacyjnym to majstersztyk - czarno-białe zdjęcia uchwycone w niepokornych kadrach, muzyka, wspaniała, docierająca do naszych serc, aktorstwo (Kulig i Kot) na najwyższym światowym poziomie! Po prostu film doskonały.
Aż zajrzałam w nominacje oscarowe z 2019 roku, bo myślę sobie - film z którym przegrała "Zimna wojna" musi być jeszcze lepszy. Jakież było moje zdziwienie gdy sprawdziłam nominowane tytuły i jaka bieda wtedy w tej kategorii panowała - tylko "Roma" Cuarona mogła stanąć w szranki, chociaż moim zdaniem jest o punkt gorsza od dzieła Pawlikowskiego. "Kafarnaum" to film średni, niewiele lepszy "Złodziejaszki" (tego niemieckiego nie widziałam).
Trochę szkoda, że od "Zimnej Wojny" Pawlikowski niewiele nakręcił - jakby jego kariera przystosowała, ale i tak czekam na jego kolejne filmy z wielką niecierpliwością.
Mnie tam film zaskoczył bo był czymś czego w Polsce chyba często nie robią: film, który mógł równie dobrze powstać w USA. Jest po porządna produkcja, a nie jakiś kolejny pitbull.
Dla mnie to nadal jest niestety największy problem filmu. I na poziomie gry aktorskiej i na poziomie scenariusza tam nie ma miłości, jest tylko pożądanie między dwójką ludzi, którzy tak naprawdę nie pasują do siebie i którzy nawet w sprzyjających ich związkowi okolicznościach byliby co najwyżej w on and off relationship. Może gdyby to był wątek poboczny, łatwiej byłoby ten nieudolny romans przełknąć, ale skoro gra pierwsze skrzypce, to ciężej go zaakceptować.
Właśnie tak to widziałam za pierwszym razem, ale gdy przystosujesz się do konwencji melodramatu łatwiej dać się wrzucić do tej "pułapki" - na tym zresztą polega dramat tej pary - że ani nie umieją ze sobą być, ani być bez siebie. Dlatego kończy jak się kończy - wybierają ten jeden wariant, który prawdziwie pogodzi ich miłość.