Właśnie do mnie dotarło, że gdybym chciał np. sprzedać komuś dom z zakładem i miał wynieść z nich wszystkie szpargały tobym musiał chyba do wywiezienia tego zamówić pół plemienia Beduinów i Boeinga 747. Gromadzone to wszystko przez 20 lat i przeraża mnie tego skala. Łączenie domu z zakładem produkcyjnym sprawiło, że w jednym z dwóch garaży mam np. magazyn c⁎⁎j wie czego - od pozostałych płytek, dachówek, klepki parkietu, jakieś styropiany, ławka ogrodowa, kilka foteli biurowych, jakaś k⁎⁎wa meblościanka, łóżko, stół, witryny ze sklepu mojej byłej, nawet dwa kaloryfery z epoki kredy stoją. Ba - wózek sklepowy się nawet znalazł więc mogę sobie na nim zjeżdżać do sklepu spożywczego bo moja ulica jest dosyć pochyła. A o górnym piętrze i piwnicach zakładu to nawet nie wspominam. Nie potrzebuje ktoś np. z pięciu tysięcy widelczyków do frytek bądź mieszadełek do kawy? Słomki? Te fajne, zginane, mam w c⁎⁎j. Albo tysiąca nakrętek do butelek na sosy? Śmieciarze byliby wniebowzięci gdybym to pakował w żółte worki - syzyfowa praca na kilka lat. Nawet przez trzy lata nie zauważyłem, że budowlańcy czy tam hydraulicy zajebali mi zabytkową maszynę do pisania marki Mercedes którą miałem po bracie dziadka. Musiałbym za sku⁎⁎⁎⁎⁎nami non stop chodzić i na bieżąco robić inwentaryzację żeby coś nie poginęło. Jednak chyba ci którzy mówią, że w pewnych sytuacjach mieszkanie jest lepsze mają rację. Ostatnio odkurzałem ściany i sufity, np. w salonie w którym bywam od wielkiego dzwonu i zajęło mi to cały dzień, no ja pi⁎⁎⁎⁎lę. Policzyłem - licząc dwie bramy garażowe do tego konglomeratu jest 9 wejść i prawie wszystkie klucze pogubione. A teraz sprzedaj sobie dom z zakładem o łącznym metrażu k⁎⁎wa z prawie kilometr. Normalnie kolejka chętnych i wszyscy ręce w górze, no licytują się kto to kupi, ktoś tam chyba nawet kogoś zastrzelił w ostatnim rzędzie. Ech, chyba powoli hydra zaczyna zżerać własny ogon. Morał jest prosty - było się uczyć a nie bawić w biznesmena tobym teraz sobie klikał w kąkuter i kosił 30k a cały mój biznesowy sprzęt bojowy zawierałby się w mojej głowie. Ech, trzymajcie się tam.