Zdjęcie w tle

AbenoKyerto

Gruba ryba
  • 1150wpisy
  • 584komentarzy

By nie widzieć mego contentu, możesz zablokować tag #necrobook lub społeczność Terra Incognita.

Zaloguj się aby komentować

Autor: Karl Ferdinand Wimar

Tytuł: Porwanie córki Boone'a przez Indian

Rok: 1855


Obraz przedstawia porwanie niejakiej Jemimy Boone przez członków plemion Czirokezów i Szaunisów. Jest to podobno prawdziwa historia, która wydarzyła się w roku 1776 na terenie stanu Kentucky. Był to czas, gdy na owych terenach osiedlało się coraz więcej amerykańskich osadników, co było wyjątkowo nie w smak miejscowym. Indianie przy pomocy metod siłowych postanowili przekonać nowych "sąsiadów" do odejścia tam, skąd przybyli. Jednym z epizodów tego konfliktu było porwanie Jemimy Boone, córki jednego z osadników, Daniela Boone'a. Wraz z nią porwane zostały także dwie inne młode kobiety. Daniel Boone dowiedziawszy się o porwaniu córki ruszył w pogoń za Indianami, których zdołał dogonić po trzech dniach. Doszło do konfrontacji, podczas której część porywaczy zginęła, a reszta uciekła. Dziewczęta uratowano, kuniec.

https://en.wikipedia.org/wiki/Capture_and_rescue_of_Jemima_Boone


#necrobook #ladneobrazy #indianie #kentucky #historiausa

6d1c3863-0103-434c-8be5-bb80fb5d6c5a

@bojowonastawionaowca Nie, dobrze zrozumiałeś, to ja trochę namieszałem, bo w tamtym momencie miałem w planach pozostać dużo dłużej na nowym koncie, po prostu ekspresowo zmieniłem zdanie i postanowiłem wrócić do starego. Tak więc ostatecznie niepotrzebnie pisałem tamten komentarz.

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Autor: Bruno Liljefors

Opis: kilka obrazów z zajęczakami


Lubię tego autora, wielki miłośnik natury i zwierzątek, cała jego twórczość jest wspaniała, ale ograniczę się tylko do tych czterech obrazów. Trzeba przyznać, że wiki posiada naprawdę potężny zbiór dzieł Liljeforsa, polecam rzucić okiem.


https://commons.wikimedia.org/wiki/Category:Paintings_by_Bruno_Liljefors_by_year


#necrobook #ladneobrazy #zwierzaczkl #zajace #dlugouszki

bc756300-ac23-4624-a0d8-a0d620933680
32cfdef0-f6c5-486b-a537-faa428f79b31
34099812-b75b-4656-ae75-dffae3e469e5
9686c8b7-ef27-4f33-bb60-4eb2c65c7091

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Dzisiejszej nocki wpada kilka ciekawostek dotyczących tematu śmierci i tego, jak widziano ją dawniej:


- Według jednego z popularniejszych wierzeń w ostatniej godzinie życia człowieka pojawia się przy nim złowieszcza istota(przedstawiana zwykle jako kościotrup z kosą, rzadziej jako kobieta). Gdy już stanie przy jego łóżku, wpatruje się w niego do chwili, gdy ten wyzionie ducha. Co ciekawe, nie zawsze jednak pojawienie się kosiarza musiało oznaczać śmierć danej osoby. Jeśli istota stanęła u wezgłowia łóżka, chory miał jeszcze cień szansy na przedłużenie żywota. Jeśli jednak kosiarz wybrał sobie miejsce przy nogach, śmierć była pewnikiem.


- Zwiastunów nadchodzącej śmierci dopatrywano się w wyciu psów, niespokojnym zachowaniu koni, a także nawoływaniach sów i puszczyków. Złym omenem było również nagłe więdnięcie kwiatów oraz usychanie drzew. Spadająca gwiazda była bardzo niedobrym znakiem dla osoby, której została przypisana. Podczas odbywającego się sakramentu chorych starano się odczytać przyszłość cierpiącej osoby z dymu gasnącej gromnicy. Jeśli unosił się w górę, był to dobry znak, jeśli w dół, wróżono rychły zgon chorego. Zgaśnięcie świecy podczas mszy żałobnej miało oznaczać, że śmierć dosięgnie już niedługo kolejnego członka rodziny.


-Paskudna i długa agonia, jak wierzono, dotykała tylko osoby z długą listą grzechów, mające wciąż na pieńku z Bogiem i innymi ludźmi, a także tych, którzy padli ofiarą czarów, uroków i innych diabelskich mocy.


- Do rąk umierającej osoby wkładano zapaloną gromnicę, symbol pojednania z Bogiem. Usuwano też wszelkie wygody takie jak poduszki i pierzyna. Wierzono bowiem, że człowiek, któremu podczas umierania jest zbyt milutko, nie może umrzeć, blokuje go bowiem przywiązanie do ziemskich wygód. W izbie otwierano także okna, aby dusza bez problemów mogła ulecieć w zaświaty.


-Jeśli śmierć nastąpiła w nocy, należało zbudzić wszystkich domowników, a także wszystkie zwierzęta, obawiano się bowiem, że krążące sobie dusze śpiących mogą podążyć za zmarłym.


-Ciała zmarłego nie mogła dotykać bliższa jak i ta dalsza rodzina. Gdyby ktoś złamał ów zakaz, zmarły mógłby pociągnąć tego kogoś za sobą. Panował także wyjątkowo silny strach przed otwartymi oczami nieboszczyka, który to mógł wypatrzeć sobie kolejną ofiarę, dlatego ważnym było zamknięcie oczu trupa.


-Kolejnym przesądem związanym ze śmiercią było zasłanianie luster, czyniono to, aby nie utrwalił się w nich wizerunek zmarłego. Aby nie zakłócać jego spokoju, zatrzymywano wszystkie zegary. Zasłaniano okna, by przypadkiem nikt nie zajrzał do środka i nie ujrzał nieboszczyka, mogło to bowiem sprowadzić na owego gapia szybką śmierć.


-Interesującym zwyczajem w pewnych regionach Polski było wsypywanie ziarenek maku do trumny. Miało to zapobiec powrotowi zmarłego na ziemię, ten bowiem w tej sytuacji wolał liczyć ziarenka.


-Puste noce, tutaj pozwolę sobie zacytować artykuł polskiego radia(plus link dla zainteresowanych).

https://jedynka.polskieradio.pl/artykul/2838112,Puste-noce---noce-pe%C5%82ne-pie%C5%9Bni


"Na wsi, w dniu, gdy ktoś zmarł, wiedziano, że trzeba odwiedzić jego rodzinę, by wraz z bliskimi czuwać i śpiewać. Ciasną izbę wypełniał tłum ludzi, a pieśni, donośne i bardzo osobiste przenikały ciała zebranych. Czas czuwania trwał zazwyczaj 3 dni, to tzw. puste noce. Nie trzeba było prosić o przybycie. Wiejska społeczność dążyła do tego, by puste noce spędzać gromadnie. A i sam moment śmierci był momentem publicznym. Mijając dom konającego można było wejść do środka jego chaty i przyjrzeć się ostatnim chwilom życia ludzkiego.


Pieśni śpiewane przy zmarłym były zarówno dla niego jak i dla żywych. Towarzyszyły żałobie, ale i oczyszczały z roztrzęsienia, napięcia.


W tradycji ludowej istniała wiara, że tuż po śmierci, gdy dusza człowieka przebywa jeszcze wśród żywych, należy modlić się i śpiewać, by ułatwić jej przejście w zaświaty. Pieśni towarzyszył płacz, lament i… krzyk. Niejednokrotnie po śmierci bliskiego kobieta wybiegała z domu krzycząc - obwieszczając sąsiadom, co się wydarzyło. Na pogrzebach zaś pojawiały się płaczki, lamentujące, rwące włosy z głowy. Niejako przejmując część emocji bliskich zmarłego i dając im upust.


Współcześnie obrzęd czuwania wciąż praktykuje się np. na Podlasiu, często jest on już jednak skrócony do 1, góra 2 nocy. W większości regionów Polski zwyczaj ten zaniknął jednak całkowicie lub przeobraził się w inną formę. W Sadłowie k. Rypina tradycja czuwania przy zmarłym przeniosła się do domów pogrzebowych. Niestety, brakuje już śpiewu. Jak zauważa teolog Witold Wubult, spotkania te są też coraz mniej gromadne. Puste noce były zwyczajem niezwykle inkluzywnym – gromadziły mieszkańców ze wsi zmarłego, ale nie wykluczały sąsiadów z wioski obok. Każdy mógł przyjechać, by wesprzeć rodzinę zmarłego.


Te puste noce nigdy nie były puste. One były pełne, wypełnione ludźmi w domu. Pełne ludzi, śpiewu i modlitwy. Tej pełni dziś brakuje. Był to też czas wsparcia duszy zmarłego. Wierzono, że zmarły przestał już „zarabiać” swoim życiem na zbawienie, teraz może dostać wsparcie tylko od żyjących. To wsparcie wydarzało się właśnie podczas pustych nocy, gdy śpiewano pieśni, a około północy odmawiano różaniec.


-Podczas czuwania przy zwłokach pilnowano, aby nikt nie zasnął. Podczas snu dusza miała podobno możliwość krótkiego opuszczenia cielesnej powłoki, a gdyby w tym czasie spotkała ducha zmarłego, niechybnie opuściłaby świat żywych. 


#necrobook #smierc #wierzeniaizwyczaje #kosiarz

86174f45-6f69-47b9-b716-2b03dba4e68a

@AbenoKyerto o, ciekawe rzeczy i niezłe niektóre "przesady". Sprytnie wymyślone-wietrzone. W ogóle myślałem, że zasłanianie luster po śmierci to obrządek tylko w judaizmie, a i u nas był obecny. Ale się mieszały te kultury.

Zaloguj się aby komentować

Tytuł: Until dawn(film) 

Rok: 2025

Ocena: 2/10


Until dawn to horrorek o grupie przyjaciół, która przyjeżdża do chaty w górach, gdzie zostaje uwięziona i musi walczyć o przeżycie. Pierwsza "filmowa" gra, w którą miałem okazję zagrać. Multum wyborów, możliwość ubicia wszystkich bohaterów no i dość fajna fabuła. Zakończeń podobno jest całe mnóstwo, osobiście zagrałem tylko raz, nie lubię bowiem przechodzić drugi raz tego samego tytułu, nawet jeśli tytuł ten oferuje różne drogi do finału. Podsumowując to dobra gra i zdecydowanie ją polecam, szczególnie jeśli ktoś lubi filmogry.


No dobrze, czas na właściwą recenzję czyli nieszczęsny film. Nie jestem pewny czy gra potrzebowała swojej filmowej wersji, raczej nie sądzę. Z pewnością nie potrzebowała takiego guana, jakim jest to dzieło. Jeśli olać growy pierwowzór, twórcom wyszedł horrorkowy "Dzień świstaka", gdzie grupka młodych ludzi trafia do chaty w lesie. Tam wpadają w pętlę czasową wciąż i wciąż przeżywając swoją śmierć. Przeciętny przedstawiciel gatunku z mało angażującą historią i nijakimi bohaterami(ciężko mi jest przypomnieć sobie ich twarze, a oglądałem go dosłownie kilka dni temu). Takie 4/10.

No ale twórcy niestety uznali, że podepną się pod znany growy hit i to już jest niewybaczalne. Mieć dobrą historię z gry i przemielić ją w taką tandetę to trzeba mieć talent. W sumie dostajemy kilka smaczków z gry i to tyle. Główna atrakcja tego filmidła to w sumie kolejne śmierci postaci, które nie są jakoś wyjątkowo interesujące. Dodajmy mdły finał i tak powstaje kupa. 2/10 i to tylko za giganta( bo lubię duże stwory, szkoda, że był tak krótko, ale to raczej dobrze, bo ten wątek też by pewnie sp⁎⁎⁎⁎zyli). 


#necrobook #untildawn #film #pseudorecenzja

09039686-f52e-49f8-b826-d74d17edc4ab

Zaloguj się aby komentować

Pościk numer 1000, a w nim o tym jak kiedyś wyglądał chrzest(i troszkę o wywodzie) 


Kiedy w końcu nowe życie zostało wypchnięte z wnętrza ciała, dla matki rozpoczynał się okres zwany połogiem. W owym czasie kobietę uznawano za nieczystą i w związku z tym poddawano ją izolacji trwającej przez kolejne mniej więcej sześć tygodni. Przez ten okres nie mogła ona brać udziału w życiu religijnym ani też podejmować kontaktów towarzyskich. Uważano bowiem, że świeżo upieczona matka jest łatwym celem dla samego lucifero, dlatego należy ją chronić wszelkimi możliwymi sposobami. Robiono to m.in. poprzez trzymanie jej z daleka od ciemności, które ułatwiały dostęp mrocznym siłom nie z tego świata.


Po sześciu tygodniach odosobnienia kobieta ruszała do kościoła na tzw. wywód. Podczas mszy wszystkie nieczyste kobietki klęczały na schodach do kościoła trzymając w rękach świecę i różaniec. Po tej oczyszczającej uroczystości następował powrót do normalnego życia w społeczności.


Co do dziecka, dla niego najważniejszym momentem w początkowym etapie życia był oczywiście chrzest. Starano się, by odbył się on jak najwcześniej ze względu na wysoki odsetek zgonów wśród maluchów. W szybkim chrzcie widziano ratunek dla małych duszyczek, które bez owego sakramentu, jak ówcześnie wierzono, były skazane na wieczną tułaczkę po tym łez padole.


Matka, która zwykle była nadal w swoim domowym areszcie, nie mogła w tej sytuacji brać udziału w części kościelnej. Za to bardzo ważną rolę podczas uroczystości pełnili rodzice chrzestni zwani wtedy kumami, kumotrami lub też trzymaczami. Zaproszenia w kumy absolutnie nie można było odmówić, mogło to bowiem ściągnąć na dziecko chorobę, a nawet śmierć.


Zachowanie dziecka podczas chrztu w kościele miało być małą wskazówką co do jego dalszych losów. Ruchliwy i głośny bobas miał przed sobą świetlaną przyszłość, tymczasem cichutkim maluchom wieszczono mniej radosny żywot. Najgorszą rzeczą, która mogła wydarzyć się podczas ceremonii, było zgaśnięcie świecy trzymanej przez matkę chrzestną. Pokutowała bowiem wiara, że oznacza to rychły zgon małego.


Także po powrocie z kościoła czyniono pewne rytuały mające przynieść pomyślność dziecku. Zwykle najpierw kładziono dziecko np. pod stołem(na którym umieszczano chleb, aby dziecko w przyszłości zawsze mogło znaleźć na nim pokarm i najeść się do syta), by następnie mogło ono zostać podniesione przez ojca. Wedle zwyczaju, który był powszechny m.in. na Kaszubach, rodzic trzykrotnie unosił malucha do góry, całował, tulił i kołysał w ramionach. Tak czyniąc wyrażał on miłość do dziecka oraz zobowiązywał się do jego wychowania.


Następnie matka chrzestna przenosiła dziecko na matczyną pościel, by dobrze się rozwijało i szybko zaczęło korzystać ze swoich nóżek. Kolejnym ważnym rytuałem było pokazywanie dziecka wszystkim obecnym w izbie, gdzie chrzestna podchodząc do każdej osoby podawała dziecko do ucałowania. W ten sposób maluch w przyszłości miał być bardziej towarzyski i miły względem innych.


Kolejna część zależała od płci dziecka. Jeśli była to dziewczynka, matka chrzestna niosła ją do płyty kuchennej, komory i skrzyni z odzieżą; tam dotykała rączką małej misek, garnków, maszyny do szycia, wszystko to po to, by wyrosła ona na dobrą gospodynię. Podobnie wyglądało to w przypadku chłopca, którego oprowadzał ojciec chrzestny. Celem były w tym przypadku narzędzia i sprzęty gospodarskie.


Prezentami, które zwyczajowo przekazywali chrzestni, były m.in. sztuki materiału, srebrne monety, woreczki z pieniędzmi czy też symbole religijne. W przypadku bogaczy często przekazywano srebrne sztućce(imienne), biżuterię, spore sumki, nieruchomości, a niekiedy nawet i całą wioskę. Wszystkie dary miały dopomóć dziecku w dobrym życiowym starcie. Za dary nie dziękowano, unikano tego ze względu na wierzenia, że może to sprowadzić na chrześniaka choroby i pecha.


Część domowa nie trwała długo, z reguły szybko opijano zdrowie dziecka, na stole gościły więc tylko trunek i mała przekąska taka jak placek, kołacz, chleb lub kiełbasa. Czyniono to ze względu na matkę, która zwykle nadal nie wykurowała się w stu procentach po trudach porodu, byłoby więc nietaktem nadużywać gościnności gospodarzy. 


Jeszcze jednym interesującym zwyczajem było pieczenie drożdżowej kukiełki, który to obowiązek spadał na matkę chrzestną(która mogła też zamówić ją od osoby specjalizującej się w takich wypiekach, tzw. specjalistki). Taki podarunek trafiał do chrześniaka na wiązowiny(jak nazywano mały poczęstunek podczas chrztu) i z okazji pierwszych urodzin.


Dziecko kładziono obok kukiełki, co miało na celu sprawdzenie czy rośnie ono jak należy. Następnie rodzice oraz chrzestni dzielili kukiełkę pomiędzy siebie i zjadali co do okrucha za zdrowie dziecka. 


#necrobook #wierzeniaizwyczaje #chrzest #wywod #bylominelo

@AbenoKyerto tylko jakiego okresu dotyczy wpis? Bo daty brak i nie wiadomo czy to z 200AD, 1200 czy 1700. brak mi też źródła


a poza tym to gratki z okazji 1000 wpisu!

@Umypaszka Jeśli chodzi o źródełka, informacje pochodzą z książek:

- Agnieszka Nowak, Folklor i zwyczaje w Polsce

-Teresa Kokocińska, Polski rok: tradycje i obyczaje

- Barbara Ogrodowska, Święta polskie oraz polskie tradycje i obyczaje


Czas to okres ostatnich paru stuleci, na przykład wywód był podobno praktykowany jeszcze w zeszłym wieku.

Zaloguj się aby komentować

Parę wiejskich przesądów związanych z ciążą:


- Na dawnej wsi wierzono, że kobietom w ciąży absolutnie nie należy odmawiać i należy dawać im wszystko, czego tylko sobie zażyczą. Osoba odmawiająca ciężarnej czegokolwiek mogła się spodziewać, że spotka ją za to nieszczęście, np. utrata zbiorów.


- Absolutnie odradzano kobietom jakiekolwiek brzydkie zachowania w stosunku do innych takie jak wyśmiewanie czy też przedrzeźnianie. Uważano, że dziecko takiej osoby może się przez to urodzić "głupkowate". 


- Zabraniano spoglądania na osoby brzydkie i kalekie, mogłoby to bowiem zwiększyć szanse na narodziny dziecka szpetnego i ułomnego. 


- Niezbyt dobrym pomysłem było też długie spoglądanie na zwierzęta, ciężarna mogła bowiem urodzić przez to bardzo owłosionego potworka.


-Jeśli podczas spoglądania na ogień kobieta dotknęła ręką miejsca na twarzy lub szyi, mogła się spodziewać, że dziecko w tym właśnie miejscu będzie mieć czerwone znamię. Nie polecano także spoglądać przez szczeliny, groziło to bowiem narodzinami dziecka z zezem lub inną wadą wzroku.


-Absolutnie zakazane było przebywanie ciężarnej w pobliżu zwłok, jakikolwiek kontakt z nieboszczykiem mógł bowiem przynieść jej chorobę prowadzącą do zgonu.


-Przędzenie podczas ciąży było wiązane z bardzo długim porodem, zalecano więc trzymanie się od takiej pracy jak najdalej. Przechodzenie przez próg, na którym rąbano drwa, groziło urodzeniem dziecięcia z zajęczą wargą.


Pokutowało również wiele przesądów, które samą ciężarną uznawały za źródło wszelakich nieszczęść:


- Kobieta wchodząca na już zasiane pole mogła spowodować nieurodzaj. Kiedy furmanka ze zbożem mijała ciężarną, mówiono, że całe zboże zjedzą myszy. Starano się trzymać kobiety w ciąży z daleka od kurcząt, prosiąt, zbierania jaj czy kartofli, ponieważ także i tutaj mogły przywołać zły los.

Minięcie ciężarnej na drodze, moście lub kładce nad rzeką uznawano za zły omen.


W teorii miały być również dobre strony, jeśli chodzi o interakcje z "brzuchatkami", były one bowiem doskonałym remedium na różne dolegliwości zdrowotne. Dotknięcie przez "brzuchatkę" miało łagodzić bóle towarzyszące złamaniom, a także bóle w kościach i bóle krzyża. 


#necrobook #przesady #wierzeniaizwyczaje #wiejskieglupotki

eb095444-df71-4daa-8a09-0bf136103fc0

@GazelkaFarelka To ciekawe, bo każda para rąk do pracy w tych czasach była bardzo cenna, no ale z drugiej strony urodzenie żywego dziecka i dochowanie go do dorosłości to był niemal rzut monetą. A to w końcu miały być kolejne ręce do pracy

@mordaJakZiemniaczek pokusa była, stąd zamiast prostego zalecenia "unikania męczącej pracy" które można byłoby zbyć, była garść srogich gróźb. Poza tym przy poronieniu mogła umrzeć także matka.

Absolutnie zakazane było przebywanie ciężarnej w pobliżu zwłok, jakikolwiek kontakt z nieboszczykiem mógł bowiem przynieść jej chorobę prowadzącą do zgonu.



To chyba akurat dosyć normalne xD

Zaloguj się aby komentować