Cytat na dziś:
(...) Hrun Barbarzyńca, który według standardów Osi był niemal intelektualistą, ponieważ umiał myśleć nie poruszając wargami.
Terry Pratchett, Kolor magii
#uuk
Cytat na dziś:
(...) Hrun Barbarzyńca, który według standardów Osi był niemal intelektualistą, ponieważ umiał myśleć nie poruszając wargami.
Terry Pratchett, Kolor magii
#uuk
Zaloguj się aby komentować
Cytat na dziś:
W bohaterach nie podobało mu się, że byli zawsze samobójczo posępni na trzeźwo i morderczo obłąkani po pijanemu. I było ich zbyt wielu. Najpopularniejsze trasy bohaterskich wypraw w okolicach miasta stawały się w sezonie wręcz zatłoczone. Mówiło się o planowanym podziale na turnusy.
Terry Pratchett, Kolor magii
#uuk
-----------
Najlepszego w Nowym Roku!
Zaloguj się aby komentować
Cytat na dziś:
– Chcesz zobaczyć bójkę? – zapytał.
– Tak. Co w tym złego?
– Przede wszystkim, ludzie odnoszą rany.
– Ależ nie proponuję, żebyśmy wzięli w niej udział. Chcę ją tylko zobaczyć, nic więcej.
Terry Pratchett, Kolor magii
#uuk
Zaloguj się aby komentować
Cytat na dziś:
– Gwarantuję ci, panie, że myśl taka nawet nie postała mi w głowie.
– Doprawdy? Zatem na twoim miejscu zaskarżyłbym własną gębę o oszczerstwo.
Terry Pratchett, Kolor magii
#uuk
Zaloguj się aby komentować
Cytat na dziś:
– A gdyby każdy mieszkaniec wybrzeża Okrągłego Morza miał własną górę złota? Czy to dobry pomysł? Co by się wtedy stało? Zastanów się.
Rincewind zmarszczył czoło. Myślał.
– Wszyscy bylibyśmy bogaci?
Terry Pratchett, Kolor magii
#uuk
Zaloguj się aby komentować
Cytat na dziś:
Mówi się, że kiedy ma umrzeć mag, przybywa po niego sam Śmierć (zamiast – jak to zwykle czyni – wydelegować któregoś ze swych podwładnych, na przykład Zarazę czy Głód). Rincewind rozejrzał się nerwowo, szukając wysokiej postaci w czerni (magowie, nawet nieudani, oprócz czopków i pręcików, mają na siatkówce maleńkie ośmiokąty, pozwalające im widzieć oktarynę, podstawowy kolor, którego wszystkie inne są jedynie bladymi cieniami rzucanymi w normalną czterowymiarową przestrzeń. Podobno oktaryna jest czymś w rodzaju odblaskowego zielonkawożółtego fioletu).
Terry Pratchett, Kolor magii
#uuk
Zaloguj się aby komentować
Cytat na dziś:
– Przybyszu – rzekł spokojnie Rincewind. – Jeśli się tu zatrzymasz, do wieczora zostaniesz otruty albo zadźgany nożem. Ale nie przestawaj się uśmiechać, bo inaczej mnie to spotka.
– Och, daj spokój. – Obcy rozejrzał się dookoła. – To piękny lokal. Prawdziwa morporkiańska tawerna. Tyle o nich słyszałem... Jakie ciekawe belkowania. I całkiem rozsądne ceny.
Terry Pratchett, Kolor magii
#uuk
Zaloguj się aby komentować
Cytat na dziś:
– Pragnę dotrzeć do hotelu, tawerny, noclegowni, zajazdu, schroniska, karawanseraju – oznajmił.
– Co? Do wszystkich na raz? – zdumiał się Hugh.
Terry Pratchett, Kolor magii
#uuk
Zaloguj się aby komentować
Cytat na dziś:
Płonęła już cała biedniejsza część Morpork. Bogatsi, godniejsi mieszkańcy Ankh, na drugim brzegu rzeki, reagowali na sytuację z bezprzykładną odwagą, gorączkowo burząc mosty.
Terry Pratchett, Kolor magii
#uuk
Zaloguj się aby komentować
24/24
–Rozdajesz? – powtórzył Crumley, który przysłuchiwał się ze zgrozą. – Nie masz prawa! To nasz towar! Nie mozesz tego rozdawac! W Strzezeniu Wiedzm nie chodzi o dawanie! To znaczy… tak, oczywiscie, daje sie prezenty – poprawil sie szybko, gdy uswiadomil sobie, ze wokol sa ludzie. – Ale najpierw trzeba je kupic, rozumiecie. To znaczy… cha, cha – zasmial sie nerwowo, coraz mocniej wyczuwajac wlasne osamotnienie w tlumie i niechetny wzrok wuja Ciezkiego. – W koncu takich zabawek nie robia male elfy kolo Osi, cha, cha…
Terry Pratchett, Wiedźmikołaj
#uuk
I tym optymistycznym akcentem kończę tegoroczny wiedźmikołajowy kalendarz adwentowy.
Mam nadzieję że dla nas wszystkich święta to jednak coś więcej niż debet na koncie, zadyszka od biegania po sklepach i zakwasy od noszenia toreb.
Życzę Wszystkim dobrych i spokojnych Świąt, wypełnionych miłością i ciepłem
I braku niestrawności z przejedzenia
Zaloguj się aby komentować
23/24
Susan nigdy jakoś nie rozumiała, co jest atrakcyjnego w kotach. Ich właścicielami byli ludzie, którzy lubili puddingi. I całkiem realnie istnieli tacy, dla których realizacją nieba byłby kot z czekolady.
Terry Pratchett, Wiedźmikołaj
#uuk
Zaloguj się aby komentować
22/24
Mamy obowiązek uwolnić wszechświat od nieuporządkowanego myślenia.
Terry Pratchett, Wiedźmikołaj
#uuk
Zaloguj się aby komentować
21/24
Czas się zatrzymał.
Ale trwanie się kontynuowało.
Terrory Pratchett, Wiedźmikołaj
#uuk
Zaloguj się aby komentować
20/24
–A ile już wypiłeś, jeśli wolno spytać?
(...)
JEDEN MILION OSIEMSET TYSIĘCY SIEDEMSET SZEŚĆ, powiedział Śmierć. I ZJADŁ SZEŚĆDZIESIĄT OSIEM TYSIĘCY TRZYSTA DZIEWIĘTNAŚCIE PASZTECIKÓW ORAZ JEDNĄ RZEPĘ.
–Wyglądała pasztecikowato – wyjaśnił Albert. – Jak zresztą wszystko, po pewnym czasie.
Terry Pratchett, Wiedźmikołaj
#uuk
Zaloguj się aby komentować
19/24
NOC JEST STARA. NOC ZAWSZE JEST STARA.
Terry Pratchett, Wiedźmikołaj
#uuk
Zaloguj się aby komentować
18/24
–Spróbuj pod dziewiętnastym! – zawołała Susan, mięknąc trochę. – Tamtejsza guwernantka nie wierzy w strachy.
–Naprawdę? – spytał potwór z nadzieją.
–Wierzy za to w algebrę.
Terry Pratchett, Wiedźmikołaj
#uuk
Zaloguj się aby komentować
– Dziekanie... – wykrztusił w końcu Ridcully. – Co zrobiłeś z włosami?
Wyglądają jak szpic z przodu, a z tyłu jak kaczy kuper, wybaczcie mój
klatchiański. I strasznie się błyszczą.
– To smalec. Stąd ten zapach bekonu – domyślił się wykładowca.
– To prawda. A skąd ten kwiatowy aromat?
– Mrumrumrumrumrumrulawendamrumru – odparł posępnie dziekan.
– Słucham, dziekanie?
– Powiedziałem, że to z powodu olejku lawendowego, który dodałem –
oświadczył dziekan bardzo głośno. – I niektórzy z nas uważają, że to znakomita fryzura, do usług. Kłopot z panem, nadrektorze, polega na tym, że nie rozumie pan ludzi w naszym wieku.
– Znaczy... znaczy o siedem miesięcy starszych ode mnie?
Tym razem dziekan się zawahał
#uuk #terrypratchett #🤟🤟🤟

– Dwadzieścia siedem dolarów! – złościł się Ridcully.
– Dwadzieścia siedem dolarów, żeby was wyciągnąć. A strażnik cały czas się uśmiechał. Magowie aresztowani!
Przespacerował się wzdłuż szeregu smętnych postaci.
– Pomyślcie... Jak często Straż Miejska zostaje wezwana do Bębna? Znaczy, co niby tam robiliście, waszym zdaniem?
– Mrumrumrumrumrumru – powiedział dziekan, wpatrując się w podłogę.
– Słucham?
– Mrumrumrumrutańczyliśmymrumru.
– Tańczyliście – powtórzył zimno nadrektor i zawrócił. – To miał być taniec, tak? Zderzanie się z ludźmi? Przerzucanie się nawzajem przez ramię? Kręcenie się w kółko po całej sali? Nawet trolle tak się nie zachowują (nie to, żebym miał coś przeciwko trollom, wspaniali ludzie, wspaniali), a wy jesteście podobno magami. Inni mają patrzeć na was z podziwem, ale nie dlatego, że kręcicie im salta nad głowami. Wykładowco, proszę nie myśleć, że nie zauważyłem tego małego pokazu, byłem naprawdę zdegustowany. Biedny kwestor musiał się położyć. Taniec to... w kręgu, jak wiadomo, gaiki i różne takie, zdrowe zabawy,
może jakieś swobodniejsze tańce balowe... Na pewno nie wymachiwanie ludźmi dookoła niby jakiś krasnolud toporem (oczywiście solą ziemi są te krasnoludy, zawsze to powtarzam). Czy wyrażam się jasno?
– Mrumrumrumrumrumruwszyscytakrobilimrumru - powiedział dziekan,
wciąż nie podnosząc głowy.
– Nie spodziewałem się, że kiedykolwiek powiem to do maga, który skończył osiemnaście lat, ale wszyscy macie rogatkę na wyjścia. Do odwołania! – huknął Ridcully.
Zakaz opuszczania terenów uniwersyteckich nie był dotkliwą karą. Magowie
zwykle nie ufali powietrzu, które nie przebywało od dłuższego czasu pod
dachem, żyli więc w ograniczonym terytorium pomiędzy swoimi pokojami a jadalnią. Ale teraz czuli się dziwnie.
– Mrumrunierozumiemczemumrumru – wymruczał dziekan.
Tłumaczył o wiele później, tego dnia, kiedy umarła muzyka, że to pewnie
dlatego, iż nigdy nie był naprawdę młody, a przynajmniej młody, będąc
dostatecznie dorosłym, by wiedzieć, że jest młody. Jak większość magów, rozpoczął naukę jako dziecko tak małe, że oficjalny spiczasty kapelusz spadał mu na uszy. A potem był już tylko... no, magiem. Raz jeszcze zaczęło go dręczyć uczucie, że coś po drodze stracił. I jeszcze parę dni temu nie zdawał sobie z tego sprawy. Nie miał pojęcia, co to było.
Chciał tylko coś robić. Nie wiedział, co takiego. Ale chciał zrobić to szybko.
Chciał... Czuł się jak człowiek od urodzenia mieszkający w tundrze, który budzi się pewnego dnia z silnym pragnieniem przejażdżki na nartach wodnych. Z pewnością nie będzie tkwił w pokoju, kiedy muzyka wibruje w powietrzu...
– Mrumrumrumrumrumruniezostanęwdomumrumru.
Porywały go nieznane emocje. Chciał być nieposłuszny. Nieposłuszny
niczemu, nie wyłączając prawa grawitacji. Z całą pewnością nie miał zamiaru składać swoich rzeczy przed pójściem do łóżka. Ridcully zapyta pewnie: ach, jesteś buntownikiem, tak; a przeciw czemu się buntujesz, a on wtedy powie... wtedy powie coś wartego zapamiętania. Tak właśnie zrobi! Był...
Ale nadrektor już sobie poszedł.
– Mrumrumrumrumrumru – rzekł wyzywającym tonem dziekan, buntownik bez przeszkody.
🤘🤘🤘
Zaloguj się aby komentować
17/24
Wróżki to niekoniecznie małe roziskrzone stworzonka. Wróżka to stanowisko zawodowe, a te najbardziej pospolite nie są nawet widzialne. Wróżka jest po prostu istotą, zgodnie z nadprzyrodzonymi prawami zatrudnioną w danej chwili do zabierania pewnych rzeczy lub też (...) do ich przynoszenia.
Terry Pratchett, Wiedźmikołaj
#uuk
Zaloguj się aby komentować
16/24
Normalność jest tym, czym się ją uczyni.
Terry Pratchett, Wiedźmikołaj
#uuk
Zaloguj się aby komentować
Święty mąż siedział pod świętym drzewem ze skrzyżowanymi nogami,
opierając dłonie na kolanach. Oczy miał zamknięte, by lepiej skoncentrować się na Nieskończonym, a ubrany był jedynie w przepaskę biodrową, by okazać pogardę dla spraw przydyskowych.
Przed nim stała drewniana miseczka.
Po dłuższej chwili zdał sobie sprawę, że jest obserwowany. Otworzył jedno
oko. Kilka stóp przed nim siedziała niewyraźna postać. Później był pewien, że to postać... kogoś. Nie pamiętał dokładnie jej wyglądu, ale musiała jakiś mieć. Była mniej więcej... taka wysoka, i tak jakby... zdecydowanie...
PRZEPRASZAM.
– Tak, mój synu? – Zmarszczył czoło. – Jesteś płci męskiej, prawda? – dodał.
TRUDNO BYŁO CIĘ ODSZUKAĆ. ALE W SZUKANIU JESTEM DOBRY.
– Tak?
SŁYSZAŁEM, ŻE WIESZ WSZYSTKO.
Święty mąż otworzył drugie oko.
– Sekret egzystencji polega na zrzuceniu dyskowych więzów, stronieniu od chimery wartości materialnych i na szukaniu jedności z Nieskończonym – oznajmił. – I trzymaj swoje złodziejskie ręce z daleka od mojej żebraczej miseczki.
Widok proszącego budził w nim niepokój.
WIDZIAŁEM NIESKOŃCZONE, wyznał przybysz. NIC SPECJALNEGO.
Święty mąż rozejrzał się nerwowo.
– Nie gadaj głupstw – mruknął. – Nie możesz zobaczyć Nieskończonego. Bo
jest nieskończone.
WIDZIAŁEM.
– No dobrze. A jak wyglądało?
JEST NIEBIESKIE.
Święty mąż poruszył się niespokojnie. Nie tak to powinno przebiegać.
Szybkie objawienie Nieskończonego i znaczące skinienie w stronę żebraczej
miseczki – tak powinno.
– Jest czarne – wymamrotał.
NIE, upierał się obcy. NIE, KIEDY OGLĄDA SIĘ JE OD ZEWNĄTRZ.
NOCNE NIEBO JEST CZARNE. ALE TO TYLKO PRZESTRZEŃ. ZA TO
NIESKOŃCZONOŚĆ JEST NIEBIESKA.
– I pewnie jeszcze wiesz, jaki dźwięk wydaje jedna klaszcząca dłoń? – zapytał złośliwie święty mąż.
TAK. „KLA”. DRUGA DŁOŃ ROBI „ASK”.
– Aha, tu się mylisz – ucieszył się święty mąż, wracając na pewniejszy grunt.
Machnął chudą ręką. – Widzisz?
TO NIE BYŁO KLAŚNIĘCIE, TYLKO MACHANIE.
– To było klaśnięcie. Tyle że nie użyłem obu rąk. A właściwie jaki odcień
niebieskiego?
TYLKO MACHNĄŁEŚ. MOIM ZDANIEM TO NIEZBYT FILOZOFICZNE. JAK KACZE JAJO.
Święty mąż spojrzał w dół zbocza. Zbliżało się kilku ludzi. Mieli kwiaty we
włosach i nieśli coś, co z daleka wyglądało całkiem jak miseczka ryżu.
ALBO MOŻE EAU-DE-NIL.
– Posłuchaj mnie, synu – rzekł pospiesznie święty mąż. – Czego ty właściwie chcesz? Nie mam całego dnia.
OWSZEM, MASZ. MOŻESZ MI WIERZYĆ.
– Czego chcesz?
DLACZEGO RZECZY MUSZĄ BYĆ TAKIE, JAKIE SĄ?
– No...
NIE WIESZ TEGO, PRAWDA?
– Nie dokładnie. To wszystko powinno być tajemnicą, rozumiesz.
Obcy patrzył przez dłuższy czas, wzbudzając w świętym mężu uczucie, że jego czaszka stała się nagle przezroczysta.
W TAKIM RAZIE ZADAM CI ŁATWIEJSZE PYTANIE. JAK ZAPOMINAJĄ ISTOTY LUDZKIE?
– Co zapominają?
COKOLWIEK. WSZYSTKO.
– To... no wiesz... zdarza się odruchowo. – Potencjalni akolici minęli zakręt
na górskiej ścieżce. Święty mąż szybko sięgnął po żebraczą miseczkę. –
Wyobraź sobie, że ta miseczka to twoja pamięć. – Zakołysał nią. – Może
pomieścić tyle i nie więcej. Rozumiesz? Nowe rzeczy się zjawiają, stare muszą
się przelać.
NIE. JA PAMIĘTAM WSZYSTKO. KLAMKI W DRZWIACH. GRĘ
ŚWIATŁA WE WŁOSACH. ŚMIECH. KROKI. WSZYSTKIE DROBNE
SZCZEGÓŁY. JAKBY TO BYŁO LEDWIE WCZORAJ. JAKBY ZDARZYŁO SIĘ LEDWIE JUTRO. WSZYSTKO. ROZUMIESZ?
Święty mąż podrapał się po swej lśniącej łysinie.
– Tradycyjnie – rzekł – wśród sposobów zapominania wymienia się
wstąpienie do Klatchiańskiej Legii Cudzoziemskiej, napicie się wody z jakiejś magicznej rzeki, nikt nie wie, którędy płynie, oraz pochłanianie dużych ilości alkoholu.
ACH TAK...
– Jednak alkohol niszczy ciało i zatruwa duszę.
BRZMI OBIECUJĄCO.
– Mistrzu...
Święty mąż obejrzał się z irytacją. Przybyli akolici.
– Chwileczkę. Rozmawiam z...
Obcy zniknął.
– Mistrzu, pokonaliśmy wiele mil po... – zaczął akolita.
– Zamknij się na moment, dobrze?
Święty mąż podniósł rękę, ułożył dłoń pionowo i machnął nią kilka razy.
Wymruczał coś pod nosem.
Akolici wymienili spojrzenia. Nie tego się spodziewali. W końcu ich
przywódca znalazł w sobie drobinę odwagi.
– Mistrzu...
Święty mąż odwrócił się i przyłożył mu w ucho. Dźwięk, jaki zabrzmiał, był
wyraźnie słyszalny: klask!
– Aha... Złapałem! – ucieszył się święty mąż. – A teraz, co mogę dla was...
Urwał, gdy mózg nadążył wreszcie za uszami.
– Co miał na myśli, mówiąc: ludzkie istoty?
#terrypratchett
#uuk


Zaloguj się aby komentować