Wydawnictwo MAG wypuściło dodruk czwartego tomu serii Expanse. "Gorączka Ciboli" Jamesa S. A. Coreya ponownie dostępna od 24 maja 2024 roku. Wydanie w twardej oprawie obejmuje 596 stron, w cenie detalicznej 59 zł. Poniżej okładka i, by uniknąć spojlerów, krótko o treści pierwszego tomu.
Ludzkość zasiedliła Układ Słoneczny – Marsa, Księżyc, Pas Asteroid i dalej – ale gwiazdy wciąż pozostają poza jej zasięgiem.
Jim Holden jest pierwszym oficerem lodowcowca kursującego z pierścieni Saturna na stacje górnicze Pasa. Gdy wraz z załogą trafiają na opuszczony statek Scopuli, w ich ręce wpada niechciany sekret. Ktoś jest gotów dla niego zabijać, i to na skalę niewyobrażalną dla Jima i jego załogi. Układowi grozi wojna, chyba że uda się odkryć, kto i dlaczego porzucił tajemniczy statek.
Detektyw Miller otrzymuje zlecenie odszukania Julie Mao, dziewczyny, która na własne życzenie zrezygnowała z wygodnego życia u boku bogatych i wpływowych rodziców – po to, by walczyć o prawa uciskanych mieszkańców Pasa. Ślady śledztwa prowadzą do statku Scopuli, krzyżując w ten sposób drogi Millera i Jima Holdena. Okazuje się, że dziewczyna może być kluczem do rozwiązania każdej zagadki.
Holden i Miller muszą lawirować między rządem Ziemi, rewolucjonistami z Sojuszu Planet Zewnętrznych i pełnymi sekretów korporacjami, mając wszystkich przeciw sobie. W Pasie jednak obowiązują inne reguły i jeden mały statek może zmienić los wszechświata.
#ksiazkiwhoresbane 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach
Darmowa antologia opowiadań: Fantazmaty - Na zgliszczach
Tradycyjnie, opis skopiowany z strony wydawnictwa.
„Widzieliście już zrównane z ziemią Los Angeles? Zatopiony Nowy Jork? Obaloną wieżę Eiffla, zadeptane Tokio? No jasne! Przecież to żadna nowość. Tymczasem Polacy nie gęsi i swoje zgliszcza też mają.
Nasi Autorzy nie owijają w bawełnę i nie litują się nad miejscami, które być może znacie z codziennych spacerów. Snują wizje demolki na terenach jakże swojskich – od klasycznej Warszawy, po jeszcze bardziej klasyczne Zalesie koło Zamościa. Spieszmy się kochać polskie miasta, dopóki jeszcze stoją.
Słyszycie już wycie alarmów? Nie? To dorzućmy garść grożących wam katastrof: wynaturzone stworzenia, rozszalała przyroda, paskudne drobnoustroje, bratobójcze wojny.
Jeżeli mimo wszystko odważycie się stanąć twarzą w twarz z apokalipsą, spotkajmy się na zgliszczach i spróbujmy przetrwać w tylko pozornie jeszcze znajomych naszych lokalnych ojczyznach: zdziczałych, spopielonych i na zawsze odmienionych.”
Lista opowiadań:
Paula Wanarska – Drzewa życia
Aleksander Killman – Bezimienne dusze
Barbara Zambrzycka – Człowiek z maszyny
Barbara Zosiuk – Kurort Makabra
Magdalena Owczarek – Era Wodnika
Tomasz Niziński – Muzeum XX wieku
Krzysztof Matkowski – Długość dźwięku przeciętności
Wydawnictwo Vesper uzupełni serię Wymiary o trylogię Helikonia. "Wiosna Helikonii" Briana W. Aldissa ukaże się w 2025 roku. Poniżej okładka zagranicznego wydania i krótko o treści.
Helikonia, planeta o dwóch bliźniaczych słońcach. Tu Wielki Rok trwa ponad dwa i pół tysiąca ziemskich lat. Życie i kultura humanoidów rodzi się wiosną, rozkwita latem, a kończy wraz z nadejściem przerażającej i bezlitosnej zimy. Ta pogrzebie i naznaczy wiele pokoleń, zanim znów powróci czas wzrostu i rozwoju, czas ekspansji. Poprzez zimowe milenia planeta podlega cywilizacji Ancipitów, lecz wraz z odejściem zimy plemiona gorącego, równikowego kontynentu Campannlat wychodzą z kryjówek. Humanoidzi znów zawalczyć muszą o swoje miejsce na Helikonii. Cykl rozwoju kulturalnego i technologicznego rozpoczyna się od nowa. Rejon Oldorando, początkowo składający się jedynie z prymitywnej osady umiejscowionej niedaleko zamrożonego jeziora oraz pobliskich rejonów staje się świadkiem wzrostu nowej cywilizacji. Dzieje się tak do czasu, gdy potężny atak Ancipidów kieruje mieszkańców na nowe, nieznane tereny skrywające pozostałości potęgi dawnej, upadłej cywilizacji.
#ksiazkiwhoresbane 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach
Wydawnictwo Vesper wznowi powieść grozy w serii Wymiary. "Coś" Johna W. Campbella jest zaplanowane na 16 lipca 2024 roku. Wydanie w twardej oprawie obejmuje 240 stron, w cenie detalicznej 49,90 zł. Poniżej okładka i krótko o treści.
Niniejsza książka zawiera nigdy wcześniej niepublikowaną, pełną wersję jednego z najważniejszych opowiadań science fiction: Who Goes There? Johna Campbella. Opublikowane pierwotnie w 1938 roku w czasopiśmie „Astounding Science Fiction”, stało się kanwą powstałego w 1951 roku filmu The Thing from Another World. Ponad trzydzieści lat później na ekrany kin trafił remake obrazu – The Thing (Coś) w reżyserii Johna Carpentera z Kurtem Russellem w roli głównej.
To za sprawą tej kultowej już dziś ekranizacji historia grupy amerykańskich naukowców stacjonujących na Antarktydzie, którzy natrafiają na wrak statku kosmicznego i uwięzionego w lodzie przybysza z obcej planety zyskała światowy rozgłos.
Mało kto miał jednak okazję zapoznać się z jej literackim pierwowzorem. W 2017 roku pracujący nad biografią Campbella Alec Nevala-Lee odnalazł w archiwach Houghton Library na Uniwersytecie Harvarda zdecydowanie dłuższą i bogatszą w szczegóły wersję słynnego opowiadania, które niedawno dopiero ujrzało światło dzienne. Wydanie, które Czytelnik trzyma w dłoniach, zawiera również przedmowę Aleca Nevala-Lee oraz wprowadzenie jednego z najbardziej znanych pisarzy science fiction, Roberta Silverberga. Polska edycja została wzbogacona o posłowie Piotra Goćka, a także fragment powieści będącej kontynuacją historii opisanej przez Campbella.
#ksiazkiwhoresbane 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach
Czy wiesz, że obcy doczekał się 6 oficjalnych kontynuacji, tyle, że w postaci krótkich metraży? Zapraszam do materiału o najlepszych shortach z uniwersum Aliena.
Dom Wydawniczy REBIS ogłasza dodruk siódmego tomu Fundacji. "Narodziny Fundacji" Isaaca Asimova ponownie w księgarniach od 21 maja 2024 roku. Wydanie w twardej oprawie z obwolutą zawiera 308 stron, w cenie detalicznej 69,99 zł. Poniżej okładka i krótko o treści.
Hari Seldon kieruje z powodzeniem Projektem Psychohistorii na Uniwersytecie Streelinga, a jednocześnie – po zniknięciu R. Daneela Olivawa – zostaje nieoczekiwanie Pierwszym Ministrem. Dzieląc czas pomiędzy badania nad psychohistorią a walkę ze spiskowcami i rządem wojskowych, usiłuje za wszelką cenę zapanować nad chaosem, w którym pogrąża się Trantor i Światy Zewnętrzne. Przenosi swe biuro do Biblioteki Imperialnej – największej składnicy wiedzy o ludzkiej cywilizacji. Wie już, że Imperium nie można uratować, ale robi wszystko, by położyć podwaliny pod nowy świat. Zakłada Pierwszą i Drugą Fundację…
#ksiazkiwhoresbane 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach
Wydawnictwo Vesper przedstawia okładkę z serii Wymiary. Trylogia "Xenogenesis" Octavii E. Butler, na którą składają się powieści "Dawn", "Adulthood Rites" i "Imago", trafi do księgarń w drugiej połowie 2024 roku. Będzie to wydanie jednotomowe w twardej oprawie.
Lilith przebudza się ze snu. Nie pierwszy raz powraca jej świadomość. Wciąż pamięta obrazy ze swego poprzedniego życia. Migawki wypełniają jej umysł z nieodpartą siłą.
Jeden z dominujących obrazów przywołuje poczucie niewyobrażalnej straty – śmierci jej najbliższej rodziny. Kolejna migawka: Lilith Iyapo przebywa w Andach, gdzie stara się opłakać męża oraz ukochane dziecko, których straciła w wypadku samochodowym.
Lilith pamięta również zagładę. Właśnie tam, w Andach, zastała ją wojna, która doprowadza do nuklearnej apokalipsy. Świat który znała przestał istnieć a ona powinna zginąć razem z nim. A jednak całe wieki później zostaje wskrzeszona. Dokonuje tego obca, potężna kosmiczna rasa, Oankali. Napędzani nieodpartą potrzebą uzdrawiania innych, ratują niemal do cna zniszczoną planetę oraz ostatnich przedstawicieli dominującego na niej gatunku. Jednak cena za przywrócenie ludzkości namiastki jej dawnego świata jest niewyobrażalnie wysoka.
#ksiazkiwhoresbane 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach
To niesamowite, że w dzisiejszych czasach, kiedy kolejne pisma powoli upadają albo skończyły już swój żywot, na rynku wciąż utrzymuje się "Nowa Fantastyka", której początki sięgają 1982 i w której przez lata swoje początki miały kariery Dukaja, Sapkowskiego i wielu innych uznanych dzisiaj autorów oraz autorek.
Oczywiście, dzisiaj czasopismo pewnie nie wygląda tak, jak kiedyś - sam zacząłem czytać w 2017 roku i dopiero od niedawna nadrabiam "zaległości" od pierwszego numeru. Niemniej jestem zachwycony każdym kolejnym numerem, głównie ze względu na publikowane opowiadania: i polskie, i zagraniczne.
Oby redakcja przygotowała dla nas kolejne pięćset numerów.
A teraz oddaję głos wspomnianej redakcji:
"Do sprzedaży trafiło właśnie jubileuszowe, pięćsetne wydanie "Nowej Fantastyki". To wyjątkowa chwila i dziękujemy wszystkim, którzy ją z nami dzielą.
Przez miniony tydzień ujawnialiśmy kolejne fragmenty okładki i smakołyki czekające na Was w numerze. Teraz możecie ją obejrzeć w pełnej krasie.
Oprócz tego, co widzicie na załączonym obrazku, mamy dla Was w środku szpiegowski Lamus, kolejne spotkanie z Lilem i Putem, nową promocję prenumeraty (z książkami Ursuli Le Guin i Terry'ego Pratchetta do wyboru w prezencie), a także zwyczajową porcję recenzji i felietonów.
"Nową Fantastykę" możecie kupić w szanujących się kioskach i empikach, a także w księgarni stacjonarnej wydawnictwa Prószyński i S-ka przy ul. Rzymowskiego 28 w Warszawie. Niezmiennie najlepszą opcją kupna jest roczna prenumerata. NF jest też dostępna w naszej aplikacji oraz w Nexto. Wielu czytelników zapewne ucieszy fakt, że to wydanie znajdziecie także w Legimi, w formatach czytnikowych - jeśli ta forma zyska dostateczną popularność, być może zostanie z nami na dłużej.
Linki do miejsc, gdzie możecie się zaopatrzyć w nasz miesięcznik, znajdziecie tradycyjnie w pierwszym komentarzu.
Wydawnictwo Literackie prezentuje następne wznowienie książki Stanisława Lema. "Wielkość urojona" ma ustaloną datę premiery na 15 maja 2024 roku. Wydanie w miękkiej oprawie liczy 128 strony, w cenie detalicznej 39,90 zł. Poniżej okładka i krótko o treści.
Futurologiczne laboratorium i zarazem ćwiczenia z wyobraźni.
„Wielkością urojoną” Stanisław Lem po raz kolejny sprawdza, jak daleko można zajść w wizji literatury przyszłości.
Po „Doskonałej próżni’ i ‘Bibliotece XXI” wieku przyszedł czas na ostatni z wielkich apokryficznych tomów na granicy fikcji literackiej i eseistyki. Były już recenzje nieistniejących książek oraz wstrząsające diagnozy dziejów. Wielkość urojona tym razem stała się polem do przeprowadzenia ambitnego eksperymentu. Lem zaprojektował pięć książek przyszłości w różnych tonach i estetykach, jednocześnie bez ich pisania. Stworzył literaturę w pigułkach – przedstawił wstępy do każdej fikcyjnej pozycji, wyobrażając, o czym ludzkość będzie pisać w odległych czasach.
Wśród tych projektów Stanisława Lema znajdziemy między innymi wizję nauki bakterii języka angielskiego, samoaktualizującą się encyklopedię czy dziedzinę literatury uprawianą przez komputery. „Wielkość urojona” zawiera również pierwszy wykład superkomputera, który później zaowocował osobną książką, znaną doskonale jako „Golem XIV”.
#ksiazkiwhoresbane 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach
AM ponownie zaktualizował plan wydawniczy (post na FB). Czy MAG stracił prawa do Brunnera? Pytałem czy pojawią się w przyszłym roku dodruki, i niestety nie ma takich planów, a to są moje ostatnie 2 brakujące artefakty do kolekcji :(
@BJXSTR Nic nowego się w tych planach nie pojawiło. Brakuje dwóch pozycji z końca lipca ale to zwykłe przeoczenie. Co do Brunnera to nie wiem, docelowo wszystkie Artefakty miały mieć dodruk.
Wydawnictwo MAG zapowiada drugi tom serii Czerwony Świt. "Złoty syn" Pierce'a Browna w sprzedaży od 5 czerwca 2024 roku. Wydanie w twardej oprawie liczy 480 stron, w cenie detalicznej 59 zł. Poniżej okładka i krótko o treści.
„Ocieram łzy, determinacja zastępuje we mnie gniew. Musi istnieć inny sposób. Lepszy. Widziałem szczeliny we Wspólnocie i wiem, co muszę zrobić. Wiem, czego Złoci najbardziej się boją. I to nie ma nic wspólnego z powstaniem Czerwonych. Nie ma nic wspólnego z bombami, spiskami i rewolucją. To, co przeraża Złotych, jest proste, okrutne i stare jak sam rodzaj ludzki. Wojna domowa”
Szuka sprawiedliwości. Aby wyzwolić swój zniewolony lud, Darrow przeniknął w głąb rządzącej jego światem klasy brutalnych władców. Zamierza ich zniszczyć. I choć jedyną drogą do wyzwolenia jest rewolucja, musi walczyć nie o zemstę, lecz o nadzieję i odrodzenie.
Musi znaleźć coś więcej, dla czego warto żyć.
#ksiazkiwhoresbane 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach
Kiedyś szukałem informacji o planach NASA po programie Apollo - były one naprawdę ambitne. Kto wie ile z nich można by zrealizować gdyby finansowanie programów kosmicznych pozostało na takim samym poziomie jak za czasów programu Apollo. Niestety w latach 70 zainteresowanie zaczęło spadać, a tym samym finansowanie i większość planów została ograniczona.
@brain Bo prawda jest taka, że w ta inwestycja się nie zwracała, to miało tylko wartość naukową i propagandową. Dopiero teraz technologia staje się na tyle tania i opłacalna że mocarstwa zaczynają z powrotem patrzeć w stronę gwiazd tym razem z myślą o zarobku. Patrz chociażby pomysł wydobywania helu-3 z Księżyca. Ale to i tak jeszcze miną lata zanim to ma się wgl szanse rozkręcić. Szczerze wątpię żeby za mojego życia nastała jakaś rewolucja kosmiczna ale pomarzyć warto. Jeżeli się pomyliłem to proszę oznaczcie mnie za max 50 lat i napiszcie, że nie miałem racji xD.
@brain za każdym razem gdy widzę gwiazdy przypominają mi się wszystkie wyprawy i podróże kosmiczne o jakich czytałem
zastanawiające jest jakie to w książkach jest łatwe, bo prozaiczne
ale dopóki bazujemy na paliwach kopalnych o tak naprawdę niskiej wydajności a wysokiej zawodności, to nie ma co liczyć na bezawaryjne, stałe loty w przestrzeń.
A to dopiero początek góry problemów, choć zapewnienie grawitacji w przestrzeni jawi się dużo łatwiejsze do rozwiązania niż problem paliwa, czy jeszcze gorszy stałego napędu.
Jako że ostatnio pochłonęła mnie gierka „Helldivers 2”, która sporo rzeczy (walka z robalami, faszystowskie metody et cetera) zaczerpnęła z ekranizacji „Żołnierzy kosmosu”, postanowiłem przeczytać pierwowzór. Trochę to pokręcone, ale film oglądałem już kilka razy, a książki nigdy nie przeczytałem. No, teraz już tak.
Prawie cała pierwsza połowa powieści niespecjalnie różni się od innych fabularyzowanych wojennych książek - główny bohater, Juan Rico, wiedziony niespodziewanym patriotycznym obowiązkiem, postanawia wstąpić do wojska. Ale że nie osiągnął wybitnych wyników w szkole, nadaje się jedynie do piechoty, zmechanizowanej w dodatku (no i do jednostki współpracującej z ulepszonymi psami, ale to tam szczegół). Na własnej skórze poznaje, czym jest życie w armii: przechodzi przez wymagające fizycznie i psychicznie szkolenie, które ma odsiać wszystkich nienadających się do wojska. W końcu służba jest dobrowolna, nikt nie trzyma nikogo na siłę. Dlaczego więc ludzie się zaciągają?
Autor przedstawił wydawałoby się, że idealny ustrój państwa - obywatelami, którym przysługuje prawo głosu w wyborach, mogą zostać jedynie ci, którzy ukończyli minimum dwuletnią służbę wojskową. Jeśli ktoś dobrowolnie zrezygnował albo został wyrzucony przez złamanie regulaminu, tracił tę możliwość bodajże dożywotnio.
Jak napisałem, wydawałoby się, że to system wręcz idealny. Zgodnie z ideą głosować mogą jednostki, które po pierwsze, udowodniły, że potrafią przejść przez mordercze szkolenia i przeżyć do dnia zakończenia służby, a po drugie, posiadają odpowiednie cechy do wzięcia odpowiedzialności za swoje czyny, czyli także głos. W końcu dobry żołnierz jest oddany swojej ojczyźnie, a przede wszystkim swojej jednostce i zrobi wszystko, nawet rzuci się ciałem na granat, by ocalić współtowarzyszy. Czy jakoś tak.
Pozwala uniknąć to sytuacji, w której za przyszłe losy odpowiadają osoby, które na przykład nie znają się na ekonomii albo kierują się uprzedzeniani czy nawet złośliwością.
Służba wojskowa przybiera różne oblicza, więc to nie jest tak, że tylko piechociarze mają szansę na obywatelstwo. Wszystko zależy od predyspozycji i wstępnych testów, które tak jak w przypadku Rico, pozwalają na określenie idealnego przydziału.
No bo Rico z problemami, ale jednak przechodzi przez szkolenie, dostaje przydział do jednostki i bierze udział w pierwszej poważnej bitwie. A potem w kolejnych i kolejnych, w międzyczasie pnąc się wyżej w łańcuchu dowodzenia.
Druga część powieści to oczywiście sławna Wojna z Robalami, które wcale nie są głupie. Są równie inteligentne co ludzie, może nawet bardziej, i przede wszystkim przewyższają ich liczebnie. Do tego nie mają sentymentów i zwycięstwem jest nawet utrata tysiąca robali tylko po to, żeby dopaść jednego człowieka. Zwerbowanie nowego żołnierza w przypadku ludzkości to minimum osiemnaście lat nauki oraz kilka miesięcy szkolenia, w przypadku robali to tylko kwestia wyklucia odpowiedniej jednostki.
Heinlein może i nie jest mistrzem batalistycznych opisów, ale rozdział o misji, które polegała na rozpoznaniu powierzchni planety robali i późniejszej próbie pojmania ichniejszego dowództwa była bardzo klimatyczna. Może dlatego, że w głowie miałem obrazy z ekranizacji oraz świeższe wspomnienia z „Helldivers 2” - bądź co bądź czytało się to świetnie.
Jest też jeszcze jedna kontrowersja - rozdział o wymierzeniu jedynej kary śmierci przez powieszenie, rekrutowi, który zdezerterował po paru dniach służby. Armia nie zaprzątała sobie nim głowy - nie nadawał się na żołnierze, nie nadawał się także na obywatela. Problem pojawił się w momencie, w którym dezerter zamordował dziewczynkę. Zgodnie z regulaminem została mu wymierzona kara śmierci. Chwast został wyrwany.
Kontrowersyjna część zaczyna się przy wspomnieniach z zajęć z historii i filozofii moralnej, w podczas których nauczyciel, zresztą były żołnierz w randze podpułkownika, opowiadał o wychowywaniu najpierw psów, a potem dzieci, metodą karcenia ich fizycznie, gdy coś przeskrobały.
Szczeniak nasikał w pomieszczeniu? Trzeba go okrzyczeć, dać kilka klapsów i wsadzić jego nos w pozostawione siki, wtedy nauczy się, że tak nie można robić.
Podobnie z dziećmi, a raczej młodocianymi przestępcami. Wielu uważa, że klapsy czy wszelkie inne kary sprawiające ból wyrządzają dziecku trwałe szkody psychiczne. Nauczyciel określił to „przednaukowymi, pseudopsychologicznymi bzdurami”. Młodociany popełni przestępstwo i największą karą, jaką go spotka, może być umieszczenie w zakładzie poprawczym. Tam trafi wśród sobie podobnych - teoria zakłada, że z pomocą wychowawców uda się takiego gagatka zresocjalizować. Często bywa wręcz przeciwnie i po osiągnięciu pełnoletności młodociany przestępca zostaje dorosłym przestępcą i ponownie największą karą jest pozbawienie wolności. Według podpułkownika w takiej sytuacji brakuje właśnie wspomnianych kar fizycznych, które mogłyby nauczyć młodocianych przestępców, że źle postępują.
Nie mam dzieci, nie planuję ich także, więc nie znam się na ich wychowywaniu. Myślę jednak, że kary fizyczne nie są odpowiednią metodą i mogą przyczynić się do wręcz nienawiści wobec rodzica. Podpułkownik wspomniał przy tym, że kara fizyczna nie może być zbyt często stosowana, ponieważ straci wtedy cały swój sens.
Ostatnio dowiedziałem się o sytuacji z mojego wczesnego dzieciństwa, której rzecz jasna nie pamiętam. Ponoć na spacerze wyrwałem się cioci, które prowadziła mnie za rękę, i pobiegłem w stronę ruchliwego przejścia dla pieszych. Zostałem złapany i został mi wymierzony klaps, dzięki czemu kolejnym razem zatrzymałem się przed przejściem dla pieszych i zapytałem cioci, czy możemy przechodzić. Czy jestem przez to w jakiś sposób skrzywiony? Wydaje mi się, że nie i też trudno mi sobie przypomnieć, kiedy ostatni raz dostałem klapsa od rodziców, wujostwa czy dziadków.
Z drugiej strony ból niejako jest skutecznym nauczycielem. Poparzysz się, dotykając gorącego kubka? Następnym razem będziesz bardziej uważać. Nażresz się wieczorem niezdrowych rzeczy i będziesz potem cierpieć przez noc? Następnym razem będziesz jadł z umiarem. Chociaż to ostatnie niezbyt działa w moim przypadku.
Powieść jest bardzo dobra i polecam zapoznać się także z ekranizacją, która moim zdaniem jest świetna, tak samo jak z grą „Helldivers 2”, jeśli grywacie w gierki, rzecz jasna. O tym tytule też kiedyś napiszę, ponieważ twórcy traktują swoich graczy bardzo sprawiedliwie i warto o tym wspomnieć.
w karach fizycznych nie chodzi o ból. Destruktywny charakter takiej kary polega na niszczeniu psychyki. Dzieci karane biciem są często niepewne siebie, nie podejmują wyzwań, mają utrudniony rozwój osobowości albo, jeżeli kary fizyczne były stosowane w nadmiarze, powodują agresję.
Bicie jest złe. Nauczyłeś się jako małe dziecko nie wbiegać na przejście dla pieszych tylko wtedy gdy byłeś z ciocią. Bałeś się jej, a nie ewentualnego potrącenia wiec kara, mimo ze sprawiała wrażenie ze działa, tak naprawdę nauczyła Cię tego żeby się zatrzymać, a bo myśleć dlaczego powinienes stanąć.
Ja byłem bity do dorosłości. Nauczyło mnie to tylko tego jak kar unikać czyli kłamać, zwalać na innych, nie zadawać pytan i nie dyskutować. Dzisiaj jako 40 letni facet nie rozmawiam z rodzicami mimo ze pochodzę z tzw dobrego domu
@cyberpunkowy_neuromantyk książka jest świetna i zasługuje według mnie na więcej niż 7. Pamiętaj jednak, że to w dużej mierze satyra i nie bierz wszystkiego co tam przeczytasz na poważnie.
Warto też pamiętać, że były dwie wersje książki - oryginalna i ugrzeczniona. Ty prawdopodobnie masz ugrzecznioną.