Planem minimum była setka z Koszalina, maxem 140 km. Wyszło po środku 121 km, ale cieszę się bardzo bo to mój pobity rekord i najdłuższa moja trasa ever!
Do Koszalina pociągiem, porozmawiałam sobie z dwoma braćmi, którzy wracali z rowerowego weekendu - robili traskę Kołobrzeg - Ustka. Potem jak to Koszalinek, przejechałam dwie ulice w tym jeden rynek XD
Ciężkie podwyższenie tam na Słupskiej, ale potem bez pedałowania do Sianowa. Trochę się pogubiłam, ale miasteczko małe więc szybko wróciłam na ustalony szlak. Na nowopoznawanej drodze ciężko się jechało wzdłuż ekspresowej szóstki, ciągle miałam wrażenie, że zaraz coś mnie wyminie - potem 112 się odpieła w bok i już fajnie się jechało.
Krótka przerwa w Sławnie na żelki i napój i laga na Ustkę. Niestety, pierwszy kryzys złapał mnie w Marszewie, znów krótka przerwa na żelki i do Zaleskiego na frytki i lecha free. Tam decyzja - zjazd na południe i setka będzie, albo ciacham na Ustkę i tam zdecyduje czy biję się o 140-tkę.
No niestety, w Ustce już pojechałam w dół, bo miałam dość - nie było sensu się przemęczać i prosić się o jakąś kontuzję czy problemy. Wyszło ostatecznie przed chatą równo 121 km, więc pani Madżong jest kontent.
#rowerowyrownik #rower
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl . @Marvin certified! #statsbymarvin
@Mahjong Wielkie gratki, na hejto setki w sierpniu padają szybciej, niż w piątkowy wieczór w barze Jeszcze tak podpowiem, że w kontekście rekordów, niebezpieczne jest ich bicie blisko domu, zbyt bardzo może kusić jego położenie xD
Tak patrzę na ustawienie kierownicy i coś mi nie pasuje. Obracałeś ją w swoją stronę? Jak Ci się jeździ zarówno w dolnym, jak i górnym chwycie (klamki)?
@Furto dzięki, kierownica jest nieruszana tak jak złożyli w decathlonie tak jeżdzę.
Z poczatku sezonu tragocznie mi się jeździło i byłem w stanie wytrzymać 20 sekund w dolnym chwycie, teraz jestem w stanie znacznie dłużej ale i tak rzadko korzystam z tej opcji bo średnio wygodnie mi się tak jedzie.
To co na pewno zauważyłem że z dolnego chwytu jest mi ciężko hamować bo klamki są tak jakby wysoko, ale myślałem że tak po prostu ma być
@Mahjong były dwa, jeden na 115 ale wleciał hotdog z colką i morale wzrosło, zwłaszcza że słońce smaliło mnie mocno to ta chwilka w klimatyzowanej stacji paliw sporo pomogła. I drugi jak już dojechałem do domu i miałem 144 i musiałem gdzieś sztucznie dokręcić te 6, Jezu jak mi się nie chciało
Musiałem podjechać autem do Skarszew i stamtąd ruszyć do Starogardu Gdańskiego aby zebrać nowe kwadraciki. Planowałem tak aby obyło się bez ujebów i praktycznie tak było.
Na foto lokalne wariatkowo w Kocborowie, na szczęście nikt mnie stamtąd nie złapał ;)
"Bo wie Pani doktor, świat jest podzielony siatką na takie kwadraty, ja przez nie przejeżdżam i je zaliczam" xD
#kwadraty
Max square: 28x28
Max cluster: 2313 (+46)
Total tiles: 5234 (+62)
#rowerowyrownik #rower
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl . @Marvin certified! #statsbymarvin
Wałbrzych - Ardspach - Trutnov - Modre Sedlo - Przełęcz Okraj - Janowice Wielkie - Karpacz - Przełęcz Karkonoska - Rokytnice - Harrachov - Jelenia Góra
Ja zmęczon.
Prawie w rocznicę Wielkiego Wkurwu, podjąłem się powtórzenia wyzwania... nie wkurwu rzecz jasna, tylko trasy jaka miała być wtedy pyknięta.
Pociągiem na Wałbrzych, skalne miasto Ardspach, nawrót na Okraj, Janowice Wielkie, Karpacz, Przełęcz Karkonoska (zdaniem wielu najtrudniejszy szosowy podjazd w PL) nawrót za Szpindlerowym Młynem na Harrachov i na Jelenią. Z racji tego, że w międzyczasie dowiedziałem się o ponoć najtrudniejszym podjeździe w Czechach czyli Pec pod Śnieżką - Modre Sedlo, postanowiłem dorzucić go również do trasy.
Emocje sięgały zenitu, bo naprawdę nie wiedziałem czy dam radę. Mając pociąg chwilę przed 5 rano, musiałem wstać o 4. Czyli położyć się spać ok. 21. Z 21 zrobiła się 22, a potem 23:30, przez problemy z zaśnięciem z emocji xD Za⁎⁎⁎⁎ście.
Same przewyższenia mnie nie zamartwiały, ale te dwa topowe podjazdy już tak. Przecież wypychać nie wypada, a na Karkonoskiej już byłem - mission failed, choć akurat z powodu śniegu leżącego na 1000m+. Pieruński jest to podjazd, bo choć cyfry nie wyglądają jakoś tragicznie (11km, 760m), tak niestety ostatnie 4km, to prawie ciągłe 10%+, z finiszem na ok. 20. Pomiędzy dwoma najtrudniejszymi fragmentami, jest jakiś kilometr "luzu" z 6-8%. Co innego to cholerne Modre Sedlo, istny wysryw szatana. Nawet wiem gdzie gnój mieszka, w samym Pecu, ma talerz satelitarny oznaczony adresem www.satan.cz
Stety, niestety ten właśnie podjazd był tak naprawdę pierwszym ambitniejszym tego dnia.
W samym Pecu wypiłem jedną z najlepszych kaw w życiu, zagryzłem małym ciachem i ruszyłem po przygodę. Początek nie bolał, ale po 1km pojawiły się dwie cyfry i praktycznie nie zniknęły do samego końca. Najcięższy był odcinek za hotelem (?). Chyba z kilometr 16-20% sprawił, że jedyne czego pragnąłem, to aby nogi się poddały xD Dały jednak radę, a po chwili się wypłaszczyło do 11% i jakoś dociągnąłem do rozwidlenia, gdzie odbiłem w stronę schroniska Lucni Bouda. Tam wypiłem smaczne piwerko 0% w ciekawym kubku (pic rel 3)
Nadszedł czas się zawinąć i zjechać z tego urwiska diabła. Nie dość, że stromo, to jeszcze niezbyt równo. W połowie zjazdu wyprzedził mnie Czech, do którego dobiłem na krótkim podjeździe. Okazało się, że startuje w gravelowym ultra na krótszym dystansie, 200km/5000 m. W ogóle dosyć zabawne, że ważąc pewnie z 30kg mniej ode mnie, ciągle mi uciekał na zjazdach, a na podjazdach w drugą stronę. Mijaliśmy się tak przez 20 minut, wymieniając zdawkowo po kilka zdań. Ogólnie okazało, ise, że to kumaty typ, bo na moje pytanie czy wyścig startuje solo czy open, odpowiedział "solo, ale pepsi na pewno nie odmówię" xDDD #pdk. W końcu zniknął mi gdzieś z tyłu i ruszyłem na Okraj. Fantastyczny jest to podjazd od strony czeskiej, stałe nachylenie 5-6%, tak można podjeżdżać w nieskończoność
Na górze zabawiłem z 2 min i następne 20 minut bawiłem się na super zjeździe. Wtopiłem jednak z napojami i z wyzerowanymi bidonami jechałem prawie godzinę w rejonie Rudaw. Po znalezieniu sklepu litr wypiłem duszkiem, tak bardzo byłem spragniony. Następnym przystankiem miał być Karpacz i zaczęło być poważnie pod kątem czasu. Coś mi nie pykło z obliczeniami i mimo sprawnej jazdy, coraz bardziej gonił mnie rozkład pkp W Karpaczu szybko zajechałem na Orlen, wypiłem sok pomidorowy aby zabić smak słodkiego i zaszedłem do sklepu po kabel USB C. Ponownie mój radar się obraził na ładowanie, ale go tym razem rozgrzeszam, bo to przewód okazał się być wrogo nastawiony. Telefon ładował, lampki nie. Zastępstwo pomogło i pogoniłem na Podgórze. Po trudnym podjeździe w Karpaczu (zaczęło pojawiać się zmęczenie), zjazd wydanie mi pomógł i przed przełęczą czułem się dużo lepiej. Zeżarłem jedynie żel z kofeiną, bo zaczęło mi się coś ziewać. Początkowe kilometry poszły gładko, ale w lesie zaczęła się zabawna na dobre. Po dotoczeniu się na ww. wypłaszczenie wjechał kolejny żel, a także ponad 0,5l wody. Tętno dobijało do 180, ale to i tak mniej niż na Modrym Sedle (189 xD). Ostatnie 1300 metrów to totalny rozpierdziel (pic rel 2). Nie dość że ledwo jechałem, to jeszcze przekonałem się o tym, że nawierzchnia w górnej części jest równie zła co nieco niżej. W jednym miejscu musiałem przeprowadzić rower, bo asfalt był przerwany na całej szerokości, a krawędzie całe poszarpane. Tego mi tylko brakowało, przebitej dętki na 15%. Chyba 6 podejść potrzebowałem, aby wpiąć się w bloki, ruszyć i nie wy⁎⁎⁎ać przy tym (wyjebałem się raz).
Udało się ostatecznie wjechać, następnie zjechać i wyżłopać kolejną zerówkę w Szpindlerowym pod samym sklepem. Wyjeżdżając z tego znanego narciarskiego kurortu odbiłem w prawo na kolejne 16%. Tym razem jednak los to wtaczanie wynagrodził, bo trafiłem na fantastyczną drogę w samym środku lasu (pic rel 4), prawie płaską, gładką niczym stół, z za⁎⁎⁎⁎stym zjazdem na końcu. Mamma mia, ja chcę jeszcze raz! Szczęściu jednak nadszedł kres i po kilku km przywaliło kolejnym 14% z końcem na 17. W tym momencie czułem już zmęczenie nóg, a do tego znowu zaczęła mi się kończyć woda i musiałem odliczać czas do zapisanego Tesco w Rokitnicach. 5 minut przerwy i musiałem pognałem dalej, bo zegar coraz szybciej tykał. Pozostały mi 2 podjazdy (z 17 xD), z czego pierwszy krótki, ale klasy skurwol i znany mi ostatni, przez Harrachov do Polski. Pierwszy pokonałem prawie ostatkiem sił (another dwie cyfry), a drugi dłużył mi się okropnie. Zakręt, zakręt, jeszcze jeden zakręt, gdzie ta cholerna granica?! W końcu się jednak pojawiła, a ja mogłem zeżreć nawet 2 hotdogi na stacji i spokojnie dotrzeć na pociąg (całe 5min zapasu).
Wspaniała to była wyrypa, ja już nie chcę górek xD
PS. Rekord przewyższeń (Wrocek - Praga - Jelenia) pobity o jakiś 1000m.
#rowerowyrownik #rower
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl . @Marvin certified! #statsbymarvin
@DzejZi Dzięki, ale to nie rozgrywki ligowe, żeby oceniać w takich kategoriach Już to kiedyś pisałem, ale na każdego konia znajdzie się większy rumak, chyba że nazywasz się Pogacar. Ważne żeby się ruszać, a rower dawał radość.
Takie tam. To nie prawda że nie można iść na rower jak masz małe dzieci. Możesz ale trzeba rano wstać. Budzik zadzwonił o 4.35 a już o 5.02 byłem na rowerze. Ograniczenia czasowe więc nie mogłem więcej. Trochę jestem zmęczony więc nie wiem czy jutro też wyjdę na rower...a kilometry trzeba robić... zawodnicy się porobili...
#rowerowyrownik #rower
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl . @Marvin certified! #statsbymarvin
Wczoraj krócej, a dzisiaj sobie pogravelowałem troszkę dalej ;) Bardzo przyjemnie, tylko nie podumałem i powrót z wmordewindem i więcej pod górkę, ale w sumie i tak spoko xd
#rowerowyrownik #rower
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl . @Marvin certified! #statsbymarvin
@Dobry pierwsza miała jakiś defekt i zdechła po ostrym deszczu, poleciał zwrot i dałem drugą szansę jak narazie dostała baty ale się trzyma. Widoczna z daleka bateria dobrze trzyma. Funkcja stop jest ekstra. Nie jeździłem jeszcze całkiem po ciemnicy ale już widzę że będę super widoczny bo działa jeszcze oświetlenie drogi pod rowerem.
Miała być super wyprawa, ale towarzysz się wykrzaczył więc spokojnym tempem po lasach znajomych sobie pojeździłam.
Było mi trochę mało i skręciłam w taki las, co to jeszcze nie skręcałam i tak sobie fajnie jechałam, ale myślę sobie "gdzie mnie droga poprowadzi?". Dobrze by było wrócić na szlak i robić nawrót na chatę (bo w niedzielę celuję w setunię). Ale oczywiście zasięgu nie było, nie było jak sprawdzić. Więc zatrzymywałam się co kilkaset metrów i sprawdzałam, ale zasięgu dalej nic. W końcu myślę sobie - dobra, ostatni zakręt i jak nic nie będzie to zawracam - a tam droga nawrotna!
Dobrze, że się zmusiłam, bo miałabym potem fakap jakbym spojrzała na mapkę XD
I taki napis już w Słupsku pod mostem (na zdjęciu).
#rowerowyrownik #rower
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl . @Marvin certified! #statsbymarvin