#rower

182
3116

MRDP się skończyło (ostatni zawodnik skończył 6 dni po limicie :P), teraz coś co sam bardzo lubię - relację AAR:

Tutaj wklejone z formu podrozerowerowe.info


#rower #szosa #mrdp


MARATON ROWEROWY DOOKOŁA POLSKI EDYCJA 2025
Prolog
Swoja przygodę, ale tak na poważnie z jazdą na rowerze rozpocząłem w 2016 r. zaczęło się o Maratonów rowerowych na orientację poprzez przejechanie szlaku Odra Nysa, R10, GreenVelo aż po starty w zawodach: Wisła 1200 x 3, Wschód 1400, Bałtyk Bieszczady i tak sobie dozowałem te maratony aż przyszedł czas aby stanąć przez największym w Polsce wyzwaniem czyli 4xMRDP. Poszczególne etapy ukończyłem  w limicie w czasie: MRDP Zachód 59 godzin 18 min, MRDP Góry 92 godziny 12 min, MRDP Wschód 79 godzin 33 min. Z skromnym, ale jednak bagażem doświadczeń rozpocząłem przygotowania do igrzysk jakimi jest pełna pętla MRDP na dystansie około 3200 km z wyśrubowanym limitem czasowym 240 godzin.
Przygotowanie
Nie wiedziałem jak się do tego zabrać. Wiedziałem że pewną ilość kilometrów trzeba przejechać. Do tego moje jazdy podzieliłem na przygotowanie w góry – czyli jeździłem podjazdy i interwały oraz na teren płaski czyli wyjeżdżenie. Miałem niedosyt i złość do siebie bo najdłuższe w tym roku wyjazdy jakie zrobiłem to było kilka w okolicach 200 km – tak wyszło. W sumie do startu przejechałem 6000 km, gdzie pozostali zawodnicy mieli zdecydowanie więcej. Udało się zrzucić 6 zbędnych kilogramów co było wielkim plusem szczególnie w górach. Mocno pracowałem nad głową i wymyśliłem, że kluczem do przejechania maratonu będzie spokojna, niekoniecznie szybka jazda. Analizowałem wyniki poprzednich edycji, szczególnie zawodników w moim zasięgu. Przeczytałem wszystkie relacje i całe forum www.podrozerowerowe.info.       


Taktyka i sprzęt
Na całą pętlę, oraz wszystkie etapy przygotowałem mojego już trochę wysłużonego gravela Marina Gestalt 2. Wyposażyłem go w prawie obowiązkowa na tym dystansie lemondkę oraz bagażnik rowerowy, na którym zamontowałem sakwę. Próbowałem kiedyś jeździć z torba podsiodłową, ale stwierdziłem że solidne zamocowanie na bagażniku da mi komfort i uniknę niepotrzebnych stresów.
Jako, że lubię mieć wszystko poukładane od A do Z zrobiłem szczegółowa rozpiskę trasy oraz check listę sklepów, stacji benzynowych oraz potencjalnych noclegów na trasie.
Od początku moich wszystkich startów przyjąłem założenie że jadę mocniej, ale każdej nocy śpię w łóżku. Dla mnie łóżko i prysznic robi taką robotę regeneracyjną, że wchodzę na rower na świeżo jakbym dopiero rozpoczynał jazdę. Wyjątek stanowi pierwsza noc, która postanowiłem jechać całą ze względu na godzinę startu – 12:00.       


Start – Sokółka - 610 km czas 31 godzin 45 min
W bazie maratonu melduję się 22 sierpnia późnym popołudniem i czas spędzam na miłych pogawędkach ze znajomymi, ale w powietrzu już czuć napięcie związane z tym co nas czeka od jutra. Do bazy dociera też kolega Darek, z którym umówiłem się na wspólną jazdę ponieważ obydwaj startujemy w kategorii OPEN.
Po obfitym śniadaniu i ostatnimi poprawkami sprzętowymi ruszamy pod latarnię. Pogoda nie napawa optymizmem.
Krótka odprawa, pamiątkowe zdjęcie, humory dopisują i jest: godzina 12.00 – poszli… Spojrzałem na latarnię i pomyślałem sobie jak bardzo chciałbym tu w ciągu 10 dni wrócić.
Pierwsze kilometry zgodnie z planem i założeniami, byle nie dać się podpuścić i jechać „nie swoje”. Ostatnie 3 etapy tak właśnie było co przepłaciłem bolesnymi skurczami i zakwasami na samym początku wyścigu.
Pierwszy krótki postój w Pruszczu Gdańskim na stacji i uciekamy bo niebo jest coraz bardziej groźne. Do Elbląga dojeżdżamy na sucho, ale zaczyna padać i po chwili jest już regularna ulewa. Kolejny postój w Braniewie na stacji – suszymy się, jemy i ubieramy na noc. Jest zimno. W nocy zatrzymujemy się tylko w Bartoszycach i znowu suszenie i grzanie. Temperatura około 5 stopni i wiatr nie ułatwiają. Śniadanie na orlenie w Węgorzewie i kolejne postoje w  Filipowie i Wiżajnach zawsze po to aby się ogrzać i napić czegoś ciepłego. Na przerwę obiadową jedziemy do Sejn. Pierwszy etap pomimo warunków wchodzi całkiem dobrze. Pomimo licznych „chopek” i pofałdowania terenu północnej Polski jedziemy w dobrym równym tempie bez niespodzianek. Finał tego dnia był zaplanowany w Krynkach lub Kruszynianach, ale kończymy go w Sokółce na noclegu o godzinie 19:45. Zakupy posiłek i spać. Jesteśmy w „plecy jakieś 40 km.


Sokółka – Włodawa – 320 km czas 5:30 – 22:00
Ustaliliśmy z Darkiem, że budzik codziennie nastawiamy na 4:00 i jak najszybciej wyjazd.
Zaczynają się schody. Schodzimy po rowery i Darek ma „kapcia”. Na wymianę ucieka cenne 30 minut. W trasie kilka razy jeszcze dopompowywał.
Po ulewach i zimnie poprzedniego dnia mnie zaczyna boleć kolano, a Darek narzeka na ból Achillesa, a jeszcze nawet w górach nie jesteśmy. Nie pada, nawet zaczynamy się rozbierać, ale kolano boli, smarowania nie pomagają. Po telefonie do żony dostałem „receptę” na kolano. „załatw sobie liść białej kapusty i pod nogawki obłóż kolano…” podziękowałem, ale powiedziałem jej, że mogłaby coś lepszego wymyślić – ja nie jestem na przejażdżce tylko na najtrudniejszym w Polsce ultra. Podjechałem do sklepu, poprosiłem o liść kapusty, zrobiłem zgodnie z zaleceniami i jazda. Po około 2 godzinach jazdy, ku mojemu wielkiemu zdziwieniu mówię Darkowi, że nie boli mnie kolano i od tego momentu do mety nie rozstaję się z kapustą i do mety kolano nie bolało.
Po południu zaczyna padać i od Janowa Podlaskiego do Włodawy jedziemy w ścianie deszczu. Limit dzienny wykonany idziemy spać choć plan był 95 km dalej ze względu na płaski teren. Jesteśmy delikatnie poza limitem.


Włodawa – Przemyśl – 324 km czas 16:30
4:50 schodzimy po rowery a tu kapeć Darka i znowu 30 min w plecy. W Hrubieszowie znajdujemy sklep rowerowy, który akurat ma taki rozmiar opony i zajeżdżamy do Pit stopu na wymianę. Reszta trasy przebiega spokojnie, ale ściana wschodnia jest bardzo uboga w zaopatrzenie. Poza wiejskimi sklepikami stacji prawie wcale nie ma, nie mówiąc o barach czy restauracjach. W Przemyślu w hotelu lądujemy o 22:00 i cudem udaje nam się zamówić pizzę z dowozem. Dobrze pojedzeni idziemy spać. Góry wołają, ale nocleg miał być w Ustrzykach Górnych – 107 km w plecy wg planu który zakładał dojazd na metę w poniedziałek wieczorem. Jest jeszcze plan awaryjny czyli na mecie we wtorek do 12:00. Wg tego planu jesteśmy na styk i zero zapasu. Cały czas jadę i przeliczam choć przed startem powiedziałem sobie że przyjechanie jest najważniejsze, a limit i wynik to sprawa drugorzędna.


Przemyśl – Tylicz – 306 km czas 17:00
Ruszamy szybko bez niespodzianek. Pierwsze podjazdy wchodzą jak masełko. Podjazd na Arłamów wchodzi gładko. Oglądam się za siebie – nie ma Darka. Plan zakładał śniadanie w Ustrzykach Dolnych, gdzie chciałem na niego poczekać. Szybkie śniadanie pod sklepem – w żabce nie działa expres do kawy sprawdzam na trackerze, a Darek daleko za mną. Chwila rozterki – jadę dalej sam. Mieliśmy umowę że jedziemy razem, ale jak ktoś będzie słabszy bądź mocniejszy i zagrożony będzie limit ukończenia to się rozdzielamy. Darek bał się gór o czym nieraz mówił. Ja właśnie na góry najbardziej się nastawiałem i przygotowałem bo wiedziałem że to właśnie w górach wyścig się rozstrzygnie. Do Ustrzyk Górnych dojeżdżam całkiem spokojnie podjazdy wchodzą, nawet mijam kilku zawodników – sam jestem zdziwiony i postanawiam na obiad dojechać do Komańczy. W oczekiwaniu na schabowego dowiaduję się, że Darek z powodu narastającego bólu Achillesa wycofał się z maratonu w Ustrzykach Dolnych. Trafiło to we mnie jak piorun z jasnego nieba. Podziałało dołująco bo jak się Darkowi nie udało to prędzej czy później i mnie się nie uda. Darek był dobrze przygotowany i miał przejechane ponad 1500 km więcej niż ja więc dlaczego??. Dobrze pojedzony ruszam dalej. Kilometry i podjazdy ubywają a ja cieszę się jak kolejny podjazd mam za sobą. W tym momencie muszę wspomnieć o osobach, które dawały mi dużo wsparcia: żonie, dzieciom, rodzinie, kibicom z pracy, Radzionkowa i nie tylko oraz chłopakom z grupy Cidry na Szosie. Dawało to takiego kopa, że chciało się żyć, jechać, krzyczeć…. W końcówce dnia podjazdy między Krempną a Tyliczem dają mi nieźle w d… Na nocleg dojeżdżam o 22:00.     
 
Tylicz – Węgierska Górka – 280 km czas 16:15
Budzik na 4:00 wyjazd 4:45. Najpierw całkiem przyjemnie doliną Popradu i wiem że czeka mnie za chwilę bardzo nieprzyjemny podjazd, który bardzo źle wspominam z MRDP Góry ze Skrudziny do Tylmanowej. Temperatura wzrasta, jazda na krótko, krótki postój w Krościeńku, głęboki wdech i lecimy na najwyższy punkt trasy czyli na Głodówkę 1118 m npm. Po drodze podjazd na Łapaszankę w upale i szczyt zdobyty. Obiad w Kirach w knajpie gdzie jadłem i miałem kryzys podczas MRDP Góry. Ruszam na przełęcz Krowiarki. Wiatr w plecy profil trasy z górki więc lecę ponad 40 km/h aż do Zubrzycy. Podjazd wchodzi gładko, zjazd jeszcze lepiej. Celuję do Wisły, ale czas szybko ucieka. Dojeżdżam do Węgierskiej Górki i wiem że następnie jest podjazd przez Szare po płytach ażurowych, który chyba wolę zrobić na świeżo. Na noclegu po zakupach jestem o 21:00.   


Węgierska Górka – Stronie Śląskie – 271 km czas 16:00
Wypoczęty ruszam na dwa podjazdy (Szare i Kubalonka) po czym oddech i 200 km po płaskim aż do Kotliny Kłodzkiej. W Wiśle na Orlenie i Lidlu śniadanie po czym ogień i do przodu. W Krzyżanowicach pod biedronką drugie śniadanie, a obiad planuje w Głuchołazach. Wieje tak silny boczny wiatr, że trudno utrzymać się na drodze, wypinam się z bloków do lepszej asekuracji, a mimo to po jednym z podmuchów ląduję w rowie. Nocleg zaplanowany w Stroniu Śląskim realizuję choć można było jeszcze jechać ale widmo zbliżającej się burzy zdecydowanie zniechęca. Nocleg 20:30 – wcześnie 


Stronie Śląskie – Zgorzelec – 299 km czas 17:00
Podjazd pod Puchaczówkę wchodzi gładko. Na szczycie mgła – zjazd lodowaty. Ciepły posiłek w Miedzylesiu na orlenie. Trzeba szybko uciekać bo po południu ulewy w kotlinie. Podjazd do Zieleńca długi, monotonny i kolejny lodowaty zjazd do Kudowy. Kawa ratuje morale. Droga stu zakrętów po remoncie aż chce się jechać, ale później jakość dróg spada. Od Włodowic przez Sokolicę to jest dramat. Dziura na dziurze łata na łacie podjazd wchodzi ciężko, a zjazd 15km/h na hamulcach. Tutaj gubię rękawiczki długie, które suszyły się na sakwie, a kurtka wkręca mi się w tylne koło.
W Świeradowie jest akurat sąsiad na wczasach i umówiłem się z nim na obiad około 17, ale dojeżdżam o 18:30 szczęśliwy ,że góry mam za sobą. Obiad i miłe spotkanie do 19:00 i sorry sąsiad, ale ja muszę do Zgorzelca. Ostatni podjazd i przed sobą płasko jak na stole i niebieskie niebo, a za mną ciężkie ołowiane chmury. Uciekam. Dojeżdżam przed 22:00


Zgorzelec – Krajnik Dolny – 319 km 15:45
Ruszam o 4:45. Przez Zgorzelec, gdzie inni mieli w ciągu dnia problemy z przejazdem przez trwający festyn – ja przejeżdżam gdy miasto śpi. W tym dniu z rana pojawia się pierwszy kryzys. Góry dały popalić mojej tylnej części ciała. D⁎⁎a odmówiła współpracy i nie chce siedzieć na siodełku. Jestem mocno obtarty przez styl jazdy. Raczej nie preferuję jazdy na stojąco i wszystkie podjazdy jadę z siodełka. Góry przejechałem o 9 godzin szybciej niż etap MRDP Góry, za co teraz płacę. Jadę na stojąco, lubuskie drogi a szczególnie bruki nie pomagają. Kilometry nie ubywają, narasta frustracja, którą dławię podwójną kawą przed Gubinem na stacji. Kryzys szybko mija, bo mam bardzo silną głowę i motywację. W zasadzie tylko poważna awaria lub kontuzja jest mi w stanie to popsuć nic poza tym, a tym bardziej boląca d⁎⁎a. Ból minie – chwała zostanie. Tutaj znowu pomocne jest wsparcie w postaci telefonów, sms-ów („Cały Radzionków na Ciebie patrzy – napierdalaj”, „Do mety w limicie – albo grubo albo wcale”, Jak się nie zmieścisz w limicie to w Radzionkowie chleba Ci nie sprzedają” itp. - dzięki). Obiad syty w Kostrzyniu, a nocleg miałem zaplanowany w Leśniczówce w Piasku. Do Osinowa przeliczam i kombinuje, że Piasek za blisko. Za piaskiem nieprzyjemny podjazd i zjazd do Krajnika, który robiąc z rana po ciemku będzie działał dołująco, więc lepiej wieczorem, a jeszcze jest widno. Znalazłem nocleg w Krajniku i o 20:30 jestem na noclegu. Nocleg okazał się strzałem w „10”. Czas na zmianę budzik na 2:00 i ogień. 




Krajnik Dolny – Ustka – 352 km czas 17:00
Wyjazd z  Krajnika i super nawierzchnie dróg. Kilometry mijają szybko, drogi puste i szybko docieram do Szczecina na Orlen, gdzie zaplanowałem śniadanie. Z Orlenu ruszam do Międzyzdrojów, gdzie  szukam apteki, aby czymś jeszcze złagodzić ból. Drugie śniadanie i do Kołobrzegu. Liczyłem na wiatr zachodni bo 90% wiatrów w Polsce wieje z zachodu, ale nie tym razem – kierunek południowo wschodni. W Kołobrzegu mega kebab i kawa i lecę do Ustki. Były myśli aby już ciągnąć do mety, ale po analizie stwierdziłem po co?. Kilka godzin wcześniej na mecie nic mi nie da a istnieje ryzyko, że na zmęczeniu i ostrym bólu d.. coś może się w nocy zdarzyć. Decyzja nocleg w Ustce i na spokojnie w limicie do mety. Dojeżdżam o 19:30, zakupy na ostatnie kilometry i spać. 


Ustka – Rozewie (meta) – 130 km – czas 519 (2:30 – 7:49)       
Budzik na 2:00 i o 2:40 na trasie. Chłodna głowa do końca, zero ścigania, spokojna jazda do mety – to moje założenia. Po kilku kilometrach widzę czerwoną lampkę, po następnych kilometrach znowu mrugają dwie. Wyprzedzam kolejnych zawodników, jestem dumny z siebie że jeszcze mam siły. Ostatnie podjazdy to w sumie zmarszczki. Powoli planuję wjazd na metę, ale zaraz urywam myśli bo na mecie jeszcze nie jestem. Jeszcze wszystko się może zdarzyć. Spoglądam na tracking i przede mną jeszcze trzech zawodników, z którymi od Międzylesia się tasuję. Oni mają zupełnie inny styl jazdy niż mój i inną taktykę. Naciskam na pedały i na liczniku grubo ponad 30 km/h. skąd ta moc po 9 dniach jazdy. Doganiam ich w okolicach jeziora Żarnowieckiego i po krótkiej jeździe razem, rozmowami i wspominaniem tego co za nami, zostawiam ich na podjeździe do Krokowej i samotnie zmierzam do mety. Metę planowałem między 9-10, a osiągam ją ze łzami szczęścia w oczach o 7:49. Euforia radości spojrzenie na latarnię, o której marzyłem 10 dni temu, medal, pamiątkowe zdjęcia i co… Już nie trzeba dalej jechać choć jestem w takim stanie psychicznym i fizycznym, że gdyby można było wymienić d… do mógłbym jechać drugie kółko.


Epilog
„Gdy emocje już opadną…”
Udało się zrealizować moje marzenie, a Maraton Rowerowy Dookoła Polski edycja 2025 był dla mnie najważniejszą imprezą rowerową tego roku, oraz zwieńczeniem moich dokonań w ultra. Przejechałem trasę, i zmieściłem się w wygórowanym limicie 240 godzin z czasem 235 godzin i 49 minut. Pogoda od startu nie rozpieszczała (deszcz, wiatr i zimno), ale w dalszej części była do zaakceptowania. Rower spisał się bardzo dobrze i przejechał bezawaryjnie, a mnie również ominęły większe kontuzje. Poza bolącym kolanem na początku (wyleczone liśćmi kapusty) i bardzo obtartym tyłkiem w końcówce maratonu nie odniosłem uszczerbku na zdrowiu. Wszystko zagrało tak jak zaplanowałem. Na szczęście ominęły mnie awarie i większe kontuzje. Żeby przejechać taki maraton trzeba mieć w głowie a nie w nogach. Trzeba mieć cel i za wszelką cenę dążyć do niego, trzeba umieć znaleźć motywację szczególnie wtedy gdy przychodzi kryzys. Mnie się to wszystko udało w dużej mierze dzięki wsparciu najbliższych oraz temu, że ja ten maraton jechałem już przynajmniej od pół roku. Ja nim żyłem każdego dnia, czytając, sprawdzając trasę na mapie,  sklepy, orleny, noclegi itp. Robiąc tabelki w exelu. Może zabrakło czasu na lepsze przygotowanie fizyczne, za to lekcje z przygotowania psychicznego odrobiłem w 100 %.
MRDP 2025 kończył czteroletni cykl , który udało mi się zaliczyć w całości czyli: MRDP Zachód 59 godzin 18 min, MRDP Góry 92 godziny 12 min, MRDP Wschód 79 godzin 33 min i MRDP 235 godzin 49 min co razem daje 466 godzin 52 min. na dystansie ponad 6700 km plasując się po 4 edycjach na 12 miejscu. Jestem bardzo zadowolony i bardzo dziękuję z wsparcie, pchanie kropki i bardzo miłe powitanie na dworcu w Radzionkowie. Świętowania nie było końca, a maraton zapamiętam do końca życia. W prezencie otrzymałem kosz wypełniony maściami do d… oraz główką kapusty.

cd28cd5f-a1e0-40a2-b5dd-ac719038133a
Ragnarokk userbar

Zaloguj się aby komentować

#rower odebrany z serwisu.

Jeździ się inaczej niż tym co miałem, hamulce żyleta trzeba się ich nauczyć, tak samo kierownica szeroka i prosta a amortyzator dość miękki. Przerzutki chodzą mega gładko i nie klekoczą - piękna sprawa. Czuć że to już nie budżetowy model bo ramiona korby są metalowe, pedaly też a uchwyty kierownicy przykręcane a nie gumowe kondony co się ześlizgują.

Muszę się go nauczyć bo prowadzenie jest zupełnie inne. Może jutro się gdzieś wybiorę.

#rowerowehejto #dildonadiecie

a83e289b-87e8-406d-ad90-d6387fc7eec2

Zaloguj się aby komentować

#rower zamówiony, jaram się bo ostatni raz rower sobie kupowałem chyba z 15lat temu 😁

Wybrałem MTB Hardtail czeskiej marki Superior z wyposażeniem Shimano Deore czyli takim dwie półki lepszym niż Altus czy Tourney, hamulce tarczowe hydrauliczne. Waży trochę ponad 14kg.

Rower już został wysłany do serwisu rowerowego więc może w niedzielę będę już śmigał na rajdzie rowerowym w Otwocku 💪

#rowerowehejto #dildonadiecie

9cf952c0-f469-47eb-845d-55ac06b1467f

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

#prawo


bardzo boli a zarazem wkurw..


Mianowicie przed moim zacnym wieżowcem stoją dwa pojazdy od miesięcy nieużywane- wraki.


Teraz pytanie co z tym zrobić? jako społecznik poszłłłem do spółdzielni i usłyszałem ze jak ma OC to może stać.


Dobra ok niech stoi ale co dalej? w sensie narodził mi się tip że może kupię zdezelowanego busa za parę groszy OC opłacę i heja, po co złazić po #rower do piwnicy jak se zrobię schowek przed klatką.


Po co kupować blaszaki jak przed klatką sobie mozna zrobić garaż tyle ze koła musi mieć i OC i może sobie stać.


W tym przypadku OC to jak podatek od nieruchomości.

Zaloguj się aby komentować

@mkbiega sztafetastat coś się nie dogaduje z nowym edytorem tekstu na hejto, cały tekst się zlewa. Nie ma odstępów między liniami, trzeba edytować wpis i poprawiać

Zaloguj się aby komentować

Jako że jest już prawie po sezonie rowerowym to chciałbym sobie na przecenie kupić rower górski i potrzebuję porady bo teraz jest pełno tego na rynku.

Budżet 2k +-10% Hamulce tarczowe, opony 29 cali, napęd 1x10 (lub podobny bez przednich przerzutek), rama 21 cali.

Ogólnie rower w faktyczny teren, mój syn trenuje po lasach i muszę mu towarzyszyć a mój rower miejski na oponach 1.5 nie daje rady w piachu i na wybojach.

Zastanawiałem się nad Unibike Mission 29, Romet Mustang M4 albo jakiś Kross Hexagon.

Co myślicie?

#rower #rowerowyrownik #dildonadiecie #dieta

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

dobra Tomki, bo ja nie wiem co robić w takich sytuacjach żeby było dobrze


Poruszając się rowerem na wprost jadąc po drodze rowerowej po prawej stronie, chcąc kontynuować jazdę na wprost rowerzysta powinien.


a) włączyć się do ruchu na jezdni ignorując czerwone światło na przejeździe dla rowerów, bo obowiązuje go sygnalizacja na jezdni na którą się włącza

b) włączyć się do ruchu na jezdni jedynie po tym jak na przejeździe dla rowerów zapali się zielone światło i kontynuować jazdę na wprost ignorując czerwone światło na jezdni, bo linia zatrzymania dla sygnalizacji swietlnej na tej jezdni znajduje się przed przejazdem dla rowerów

c) jeżdżę szosą, ignoruję przepisy ruchu drogowego a ścieżki rowerowe są dla mnie niewidzialne


#rower #ruchdrogowy #przepisyruchudrogowego

93245b43-889c-4c1f-b389-d51a0d3afa66

.

55 Głosów

Skręcasz w prawo pod wiadukt i jedziesz dalej ścieżką rowerową która prowadzi na wprost. Przykład zły wybrałeś bo da się jechać rowerem bezpiecznie tak jakbyś chciał. W tym konkretnym przypadku nie możesz sobie zjechać z drogi rowerowej bo masz możliwość kontynuowania jazdy drogą rowerową (a w takim przypadku masz obowiązek się nią poruszać).

2530a13f-8a5b-45a2-9107-23a951a9d603

@Maciek dobra. Jak chcesz pojechać na wprost to nie powinieneś w ogóle znaleźć się na tym skrzyżowaniu. Przed wiaduktem powinieneś pojechać CPR-em po prawej. Nie, nie jest on jednokierunkowy. Potem się urywa i trzeba wskoczyć na jezdnię.

@Maciek IMHO odpowiadając na tak zadane pytanie, odpowiedź to B. Zinterpretowałbym to zdjęcie jako skrzyżowanie jezdni ogólnej z drogą dla rowerów, przy czym każdy z was ma sygnalizację dla swojego kierunku. Na klasycznych skrzyżowaniach, gdy np. skręcasz w lewo na zielonym świetle nie zatrzymujesz się ponownie na skrzyżowaniu z powodu tego, że samochody po twojej prawej (jadące na wprost po drodze do której się włączasz) mają czerwone światło. Nie ma znaczenia czy światła podwieszono i fizycznie przejeżdżasz pod nimi - liczy się linia zatrzymania. IMHO gdy ty masz zielone, to moższ jechać w prawo.

Patrząc na cały układ drogowy w tym miejscu, myślę, że intencją projektanta było abyś zawrócił, przejechał pod wiaduktem i jechał ciągiem pieszo rowerowym znajdującym się po prawej twojego screena, za wałem i najazdem samochodów. Nie masz wtedy żadnych świateł ani kolizji, po 200 m, kawałek za końcem pasa do włączania się samochodów z wiaduktu, przy przystanku "Park Wschodni" kończy się ciąg i włączasz się do ruchu klasycznie (czyli byle jak).

Zaloguj się aby komentować

Korzysta ktoś z zegarka Coros?

Mój forreruner 55 powoli idzie w odstawkę i zaczynam badać rynek. Szukam czegoś co potrzyma zdecydowanie dłużej na baterii, ma dwu zakresowy GPS i mapy też byłyby miłym dodatkiem.

Coros nomad i pace pro na papierze spełniają wymagania, ale byłbym wdzięczny jakby ktoś się podzielił swoimi opiniami z użytkowania tej marki.

Nowe garminy z tymi funkcjami już się robią dla mnie za drogie, a nie chcę kupować 3 letniego modelu typu 955, który raczej już nie otrzyma żadnego wsparcia od producenta.

#bieganie #rower #sport #elektronika

@wiro a i to co w Apex'ie do mnie gigantycznie przemawia - tytan i szafir na froncie więc zegarek dalej wygląda za⁎⁎⁎⁎ście, szkło bez najmniejszej ryski a bezel dalej bardzo dobrze wygląda

W rodzinie korzystają z Suunto, nie słyszałem narzekań, ale też nie są te zegarki jakoś nadmiernie eksploatowane. Podrzucam jako możliwy wariant, ale nie rekomendację

Zaloguj się aby komentować

#zlydzien #japierdolecotokurwajest #policja #berlin #rower #mandaty


Qrrrrr by zapiał ! Kupiłem telefon... Google Pixel 9. Odbiór w berlinie osobisty. Szybkie rozważanko. Rower czy auto. Wiadomo, że rower. Wskakuje, cisnę w pedał, aż sie kurzy i .... przejeżdżam czerwone światło skracając w prawo. Za 50 m podjeżdża nieoznakowany radiowóz z dwiema parówkami. Gadka szmatka mowie: wiem sorry memory. Liczę, że będzie ostrzeżenie ... ale nie. Jak to stwierdził mr policeman. Ludzie dzwonią na komendę i sie skarżą na takich jak ja. I czerwone i w ogóle. Dobra. Kogo tu winić, jak nie siebie? Trwa ustalanie kto ja taki, bo akurat nie zabrałem ze sobą dokumentów. Wiec pytam grzecznie, ile tego mandatu będzie? I słyszę ze 100 euro + może 120 euro. Dostane mandat pocztą, bo oni to w ogóle nie wiedzą, ile tego będzie.

.....

I tu się zagotowałem. To te ... kurtyzany zafajdane, za moje pieniądze jeżdżą i karzą rowerzystów, a w parku obok murzyn zapycha here, mefe czy inne ścierwo. Gnoje z nożami latają, ćpuny kradną wszytko, co się da. Ale nie qrczqaczku. Największą poprawę bezpieczeństwa i komfortu życia uzyskamy nakładając mandat 150 jurków na rowerzystę, co w niedziele na czerwonym śmignął, nie powodując żadnego zagrożenia. To trzeba być pałą do kwadratu, z dna berlinki.


Widać w Niemczech powoli brak kasy oijjjjj widać. Widzę, że metody podobne jak u nas... wyjazd z firmy i bez 30 mandatów mi nie wracać. Finanzamt (ichna skarbówka) jak spokojnie dawała 3 latka na rozliczenie dochodu, tak teraz prewencyjnie wysłali kaucje("przedplatę na oko") za lata jeszcze nierozliczone.


Kończy się lewackie berlińskie eldorado. Jak zaczynają zdzierać z ludzi na każdym kroku.... zepsuło mi to dzień, ale jutro jest następny.


Lekcja na dziś: nie zapierniczaj na czerwonym, lepiej wolniej, ale taniej (i bezpieczniej oczywiście)

@DzejZi Ileż to razy już uskakiwałem z chodnika jako pieszy, albo autem hamowałem awaryjnie przed jakimś specem na rowerze albo na hulajnodze, który pocisnął na czerwonym, albo na pełnej prędkości przejściu. Szczerze - 120 euro brzmi jak sensowna kara. W Polsce jest to za słabo karane (rowerzystów praktycznie nikt nie ściga).

Chłopie, ćpuny w parku są zagrożeniem takim samym jak rowerzysta przejeżdżający na czerwonym. Dodatkowo, rowerzysta może komuś porysać samochód gdy pod niego wpadnie.

Zaloguj się aby komentować

Tak to jest, ale ciesz się, że chociaż nie lało. Na zakończenie urlopu chciałem pokręcić po 2 tyg. przerwie*, do tego mając 6h wolnego czasu, no to pada. Na zmianę się nie zanosi, chmury są od horyzontu po horyzont.


*rower wodny się chyba nie liczy?

Zaloguj się aby komentować

Teraz tylko słuchać lasu, odpocząć i zrelaksować się.

Wiem, że rano będę pakował się w deszczu i ze względu na pogodę pojechałem tylko 17 km (a nie prawie 100 jak planowałem) od domu, ale to nie dystans jest ważny a czas samo na sam ze sobą, a tamtą wycieczkę też kiedyś zrobię i przy okazję teraz sprzęt sprawdzę.


Skorzystałem z programu "Zanocuj w lesie" i naprawdę bardzo ładny kawałek przyrody.


Jednak czy jadę na tydzień, czy na jeden dzień to i tak podobną ilość sakw muszę spakować bo coś do spania musi być.


#bikepacking #rower #survival #outdoor #las

0053148e-86df-4606-889b-e2b5081e4da1
b4ecb198-ed2e-4e33-843a-ba0f841c02ac
863e9d48-1909-432a-827b-4918605d063d

Pięknie! Też uwielbiam takie klimaty. Sam jestem ciepłolubem - więc zapytam praktycznie: mocną miałeś podpinkę? Jaki śpiwór i czy dał radę bez pobudek z chłodu? Czy i jeśli tak, to jak zabezpieczasz rower i resztę tobołków na nockę?

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Rowerowe świry, co koniecznie zabrać na swój pierwszy bikepacking?


Może zacznę z tym, co już mam:

-hamak

-podpinka do hamaka

-śpiwór

-moskitera

-tarp


Z tego, co wiem, że muszę zabrać:

-bielizna i skarpetki na zmianę

-koszulka na zmianę

-powerbank

-jakieś ubranie wierzchnie na wieczór (mam wiatrówkę rowerową się nada i jakieś termogacie wezmę)

-gziby na wieczorny chillout

-suchy prowiant (nie będę gotował jadę na jedną noc): wezmę paprykarz x2, po drodze kupię twaróg, z jakieś dwa żele, kupię po drodze jakąś kiełbaskę może małe ognisko zrobię


Chcę spać na terenie opuszczonego ośrodka wczasowego bo wiem, że tam na dziko ludzie nocują a teren jest przepiękny.


No i jakby ktoś się wybierał do Biskupina w weekend to będę turystycznie.


#rower #bikepacking

@AdelbertVonBimberstein

Nie śledzę co planujesz ale na 2 tygodnie brałem:

-miske do macia ciała - mi litr wody starczał na całe ciało.

-Detergent do prania w słoiku po koncentracie pomidorowym - nie ma nic lepszego niż czyste gacie na następny dzień

-Jedzenie w proszku - wszędzie dostawałem wrzątek za darmo

-Krem do opalania plus coś na usta

- ogolone nogi - zapalenie włosków boli

-maść ba ból stawów / mięśni

-nóż typu łupacz

-kaptur średniowieczny - najlepszy na zimne noce


Nie brałem śpiwora itp - tylko merino

@AdelbertVonBimberstein

Nie chce mi sie czytać co inni pisali, sam dopiszę: Mugga albo inna psikawa na robaki, łapki do wyciągania kleszczy, coś na szyję (buff jakiś ocieplany) i ciepłego na łepetynę, rękawiczki z palcami, taśma izolacyjna zawinięta na sztycę lub widelec, folia NRC (pewnie się nie przyda, ale nic nie waży), termo koszulka (nie będziesz żałował). Koszulki na zmianę bym nie brał, chyba że czyścioch jesteś i nie wytrzymasz kilka dni w tym samym. Żel do mycia rąk (zakładam że silikonowe rękawiczki masz do napraw, ale i tak ręce masz szansę ujebać smarem), papier toaletowy i zapałki w woreczku, czołówka.


Tak na szybko to tyle.


Nie napisałeś na ile jedziesz, zakładam że weekend albo kilka dni.

Tutaj masz kompletną listę na dwa tygodnie, ale według mnie nie ma dużej różnicy między 3 dniami a miesiącem na rowerze. W twoim przypadku kilka rzeczy można pominąć, ale większość i tak bym wziął.

910edcfb-f316-4295-87c7-bdd10eb717e9

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Takie złoto z Zakopanego, który mógłby w wielu miejscach pełnić rolę przykładu patologicznej polskiej polityki rowerowej.


Mały bonus w komentarzu (tak, to jest ta sama ulica).


#rower #brd #patologia

6bf88623-dcfc-457b-bbbb-713b00064f45

Którędy pojedziesz, pedalarzu?

124 Głosów

Pojadę lewą stroną, bo piesi nie patrzą na znaki, ale rower namalowany na ziemii powinni już widzieć, poza tym standardem jest ścieżka z lewej strony, bliżej drogi

Zaloguj się aby komentować