Ja jako uczestnik protestów w 2020 roku, wspierający postulaty strajkujących, doszedłem wtedy do wniosku, że to nie były protesty tylko zabawa. Znaczna większość nie wyszła przeciwko wyrokowi TK tylko po prostu traktowali to jako okazję do spotkania w tłumie w trakcie kolejnego lockdownu. Protesty nie miały żadnego kierownictwa, nagle z nikąd pojawiła się Lempart, która nie miała żadnego poparcia i chodziło jej nie o wywalczenie wycofania się z realizacji wyroku, tylko o zbicie własnego kapitału politycznego. W pewnym momencie nie było tak naprawdę wiadomo po co są te protesty. Przeciwko wyrokowi TK? A może w celu legalizacji związków jednopłciowych? A może przeciwko kolejnemu lockdownowi? W moim odczuciu to był karnawał a nie protestów. Zabrakło właśnie stosowanie przemocy przez strajkujących nie tyle wobec policji bo oni (na początku) zachowywali się spokojnie, co wobec biur PiSu. Proszę nie piszcie, że no wtedy to by było - i tak TVP oskarżało protestujących o całe zło świata, i że "unosi się nad nimi Covidowa chmura", a to, że nasi "patryjoci" w kapturach i dresach przyszli bić pokojowych protestujących a ZOMO nie reagowało było jak najbardziej w porządku, bo bronili tradycyjnych wartości.
To nie tak, że władza się nieulękła. Po prostu jak po pierwszych dwóch dniach zobaczyli, że protestujący się bawią a nie protestują to uśmiechnęli się i przeczekali. Bo po prostu wiedzieli, że pobawią się i pójdą do domu.
W Polce protesty nie mają szansy powodzenia, bo są prowadzone bez kierownictwa.