#perfumowehistorie

2
12

Prolog


W naszym uniwersum raczej się to nie zdarza. Ale jest wiele społeczności, w których od czasu do czasu pada pytanie typu: co psiknąć na wieczór, co na randkę, co jest świeże a co kontrowersyjne. I od czasu do czasu w jednym z komentarzy pod takim tematem pojawia się zakompleksiony człowiek, któremu przeszkadza to, że ktoś inny "musi" pachnieć. Taka osoba zazwyczaj odszczekuje, że od tego to jest codzienna kąpiel albo po prostu mydło. Najwyraźniej grupy perfumowe jawią się tego typu osobom jako społeczność stroniąca od higieny; na tyle leniwa, że próbuje kolektywnie zatamować odór niepielęgnowanego od miesięcy ciała luksusowymi pachnidłami. A sposób, w jaki okazują oburzenie, wygląda jak gdyby codzienna higiena była dla nich tych ludzi wielkim wysiłkiem, ale jednak wciąż się myją i jakoś dają radę bez luksusów. Nie tak jak my, wyperfumowane brudasy.


Nigdy nie kojarzyłem perfum z higieną.


Relatywizm


Ogólnie w nauce panuje taki konsensus, że domniemane pozaziemskie cywilizacje odwiedzające Ziemię nie mogą być rozwinięte o wiele bardziej, niż my. I że mało prawdopodobne jest, by w tle piętnastowiecznego obrazu z Maryją, Dzieciątkiem Jezus oraz św. Janem Chrzcicielem (!), latający obiekt namalowany na niebie przez nieznanego autora, był reprezentacją UFO, bo to ewolucyjnie zbyt wcześnie. Co prawda od lat nikt nie pisał nic nowego w tej sprawie, choć przez ten czas w naszym świecie naprawdę wiele się zmieniło i na przestrzeni kilku dziesięcioleci wykonaliśmy ogromny krok do przodu. Ale żeby nie było, że we wszystkim: medycyna od stuleci najlepiej sprawdza się w amputacjach, i to jak dotąd się nie zmieniło. No ale dajmy im kolejne dwa tygodnie. Być może coś się ruszy.


Jest coś w symbolice tego obrazu. Bo na pierwszym planie widzimy kanoniczny wręcz obraz narodzin Syna Bożego. W tle jednak, nie bez przyczyny, namalowany został człowiek obserwujący niezidentyfikowany obiekt lewitujący. I myślę sobie, że być może tak jawiła się w wyobraźni autora ta "gwiazda", która poprowadziła trzech króli, królów, mistyków czy magów do tego, chyba najbardziej kulminacyjnego punktu w historii religii. Dziś, z całkiem innej perspektywy, obiekt kojarzy się już zupełnie inaczej. To trochę tak, jak tutaj. Ktoś maluje flakon za 120zł/ml, a w komentarzach od czasu do czasu pojawia człowiek, który nie rozumie, że to nie jest pozaziemskie. Że na nasz stan wiedzy to jest coś normalnego. Jednak: czy my jesteśmy aż tak bardzo z przodu, czy aż tak bardzo z tyłu? Nie wiem, nie odpowiadam. W każdym razie chłop na drugim planie obserwuje nas, jakbyśmy byli UFO.


Zosia


Zosia wie, że codziennie się kąpię. Wie, że jeśli śmierdzę, to celowo. Wie też, że interesuję się bakteriami, płazami, gadami i wszystkim, co małe na tym świecie. Podoba mi się to, że pomimo bardzo dobrej sytuacji finansowej stara się w wieku 22 lat być niezależna od rodziców. Różnie to wychodzi, ale nie opierdala sie; studiuje zawzięcie, pracuje za średnie pieniądze, ubiera się na ciuchach, kocha zwierzęta i.ma szacunek do starszych osób - jakkolwiek wkurwiające by nie były. Pyta mnie dziś w pracy, czy wiem, co to Hyrax. Bo to taki uroczy ktoś. Suseł, królik, świnka morska? Gryzoń? Nie. Góralek. Mimo, że podobny do gryzoni, to systematycznie najbliżej mu do słonia oraz manata. Zaczynamy gadać o jego znaczeniu w przemyśle perfumeryjnym i przypominam sobie, że przecież mam przy sobie coś z odchodami góralka. Idziemy więc obadać, pogadać.


Nocna Poezja


Rozmowa przenosi się na inne zwierzęce nuty - bo okazuje się, że Nocturnal Poetry posiada je wszystkie. Bezskutecznie próbuję wytłumaczyć hyraceum, bo o pierwszeństwo walczy również cywet, kastoreum, kumin, jaśmin, wosk pszczeli, piżmo i oud. Psikamy więc bez opamiętania, rozkładając ten smród na czynniki pierwsze. Nie jest łatwo, bo naprawdę j⁎⁎ie mocno zwierzęco i dość fekalnie. Ale ogólnie jest przyjemnie i nawet trochę nam się udaje.


Czas do domu. Lecę na nocny autobus. Wali ode mnie niesamowicie - na testy poszło z półtora mililitra. Wskakuję w środkowe drzwi. Taki dziedziniec. Jest nadzwyczaj pusto i coś śmierdzi. To nie ja. Okazuje się, że trafiłem na dość duże skupisko bezdomnych - aż pięć osobników: jedna para oraz trzy wolne samce. Reszta pasażerów usadowiona daleko, na samym początku i na samym końcu pojazdu. Mój zapach miesza się z zapachem bezdomnych - jednak oni zdecydowanie wygrywają. Jest to na tyle ciekawa rozgrywka, że decyduję się usiąść po sąsiedzku. Tak dla obserwacji. Po paru minutach zapachy już tak bardzo ze sobą rezonują, że zaczynam dostrzegać nowe wartości. Wychodzi Champaca - i tym razem to na pewno ja - taki rodzaj azjatyckiej magnolii, której woń ma wybitną zdolność maskowania niejednoznacznych zapachów, jednocześnie będąc do nich w pewnym sensie podobną - coś, jak z jaśminem, tylko inny zapach. W ogóle przestaję już czuć te złe rzeczy. Ni stąd ni zowąd nagle otaczają nas kwiaty, jakiś imbir, wosk, troszkę dymu. Zauważam też wreszcie, że ta para bezdomnych śpi przytulona; że swoje życie mają spakowane w takie same reklamówki. A jeden z trzech samotnych osobników płacze. Ogólnie robi się trochę inaczej. Zaczynamy być na tym samym poziomie, w tym samym czasie. Mimo, że nic tak naprawdę się nie zmieniło - oprócz mojej percepcji.


"Kochać to nie znaczy patrzeć na siebie nawzajem, lecz patrzeć w tym samym kierunku"


#perfumy #perfumowehistorie

fef34f29-b558-47b6-827e-99a4bfad76b8

Jestem kobietą i wg mnie tu nie chodzi o to, że ktoś używa perfumów, tylko o to, że część ludzi ich nadużywa. Zarówno kobiety jak i mężczyźni.


W przestrzeni publicznej ludzie nie powinni emitować nadmiernych zapachów - ani śmierdzieć ani pachnieć - bo jakkolwiek ładny nie byłby dany zapach, to mieszanka perfumów różnych ludzi w danym miejscu nieraz przyprawia o ból głowy.


Wg mnie idealna ilość perfum to taka, przy której, żeby je poczuć, to muszę się do człowieka nachylić.

@Lubiejeze i to jest trafne spostrzeżenie, miałem wczoraj taką sytuację jak z parkingu wchodzę na chodnik idę w stronę sklepu i nie do wytrzymania zapach perfum a kobieta mimo że dobre 15m przedemną.Ale często wpadam w taką chmurę , ale wczoraj jak bym chorował na astmę to bym pewnie miał atak

Zaloguj się aby komentować

#perfumowehistorie #perfumy


"Odór specyficzny nieczystości, jako wydzielających z siebie amoniak także nie można nazwać szkodliwym dla zdrowia: albowiem czuć się daje w każdym nawozie, którym oddychają wszyscy mieszkańcy wsi i zwierzęta domowe bez najmniejszej szkody dla organizmu. A nawet przebywanie w stajniach, przepełnionych ekskrementami i inwentarzem żywym, okazało się zbawiennem dla cierpiących piersiowo. Widocznie amoniak nawozowy działał zabójczo na zarazki suchotnicze.


O zupełnej nieszkodliwości dla ludzi, nieczystości kloacznych, świadczy zdrowie kwitnące robotników, zajmujących się specyalnie oczyszczaniem ustępów i rolników podmiejskich, używających przeważnie nawozów ludzkich, nawet w czasie grasowania chorób epidemicznych. I gdzież tu przypuszczać istnienie mikrobów chorobotwórczych — chyba wymarzonych w pustych głowach pismaków brukowych lub przewrotnych mózgach ludzi złej woli.

Wśród nawozu i siana, wśród bydląt i prostaczków Odwieczna Mądrość nawiedziła ludzkość, zrujnowaną przez teorye i doktryny czystego rozumu, przez urządzenia i budowy kapitalizmu, przez kuglarstwa i zbytki żydowskie, i w ubogiej szopie betleemskiej znakami nadprzyrodzonymi rozkazała monarchom i mędrcom, powitać przyszłego Zbawiciela świata."


F.R. rolnik nadwiślański: "Kanalizacya miasta Warszawy jako narzędzie judaizmu i szarlataneryi", Kraków 1900.

effe39b6-18ab-4323-b2c6-83258ffc203c

@WatluszPierwszy tym niemniej ciekawie się to czyta Chłop naprawdę wykonał kawał ideologicznej roboty i przesiedział trochę czasu w bibliotekach, bo szlag go trafił na obostrzenia


Wstrętne gałganiarnie, składy sierści, kupy błota i śmieci na placach miejskich, cuchnące fabryki kleju i mydła, chemikalii oraz garbarnie, roznoszące wyziewy obrzydliwe nad Warszawą i okolicami, nie zwracają uwagi hygienistów warszawskich, ponieważ przynoszą bogactwa handelesom i kulturnikom teutońskim; przeciwnie ciż pseudoopiekunowie zdrowia, gorliwie zalecają, policyi przymuszanie właścicieli domów do kanalizowania ustępów i zabranianie rolnikom użyzniać pola nieczystościami miejskiemi, ponieważ takowe pomnażają dobrobyt rolniczej ludności słowiańskiej.

@dziadekmarian onegdaj wykonywałem prace zawodowe w oparach nieczystości kloacznych, miast mego zdrowia, kwitły choróbska niemożebne we wnętrzu i zewnętrzu organizmu mego. Jednakowoż przypuszczam w tej breyi istnienie mikrobów chorobotwórczych

@Lodnip Stąd przed zstąpieniem w czeluście kloaczne lub jadem trupim zasromocone, powłokę śmiertelną odpowiednio przygotować należy się, marnej jakości tytoniem okadzając, a i odpowiednią ilością szpirytusu napoić do stanu, w którym wszelkie widzialne postaci niby osły jawić się będą.

@dziadekmarian kiedyś przeczytałem całą tę broszurę - najbardziej mnie urzekło, jak autor opisywał, że "przed żydowską kanalizacją" to najbardziej szlachetnych ryb targach przy rzece Wiśle, wręcz za bezcen było mnóstwo: ale jak zabrakło gówna w rzece, to i ryby się skończyły, ot co.

@Xavy Ach, kurde, a to nie było tak, że ubolewał nad faktem, że zanim zaczęto wlewać gówno z kanalizacji do Wisły, to były rybki? Bo pamiętam, jak stawiał wylewanie nieczystości na pola nad wylewanie ich do rzek...


Ale też już dawno temu czytałem.

Zaloguj się aby komentować

Dali


„Z kuchni dobiegał mnie zapach nadchodzącego posiłku, zmieszany z ostrym zapachem konia. Białko ubite na pianę, uchwycone przez promień słońca przecinający wir dymu i much, błyszczało dokładnie jak piana, która formuje się w ustach dyszących koni tarzających się w kurzu i krwawo biczowanych, by zmusić je do powstania.”


„Każdy człowiek zasługuje na własny zapach – tak osobisty i znaczący, jak odcisk palca”


Elena Iwanowna Diakonowa


Znana jako Gala Dali. O dziesięć lat starsza od Salvadora. Miłość, którą ją darzył, nie była łatwa. Z jednej strony jego, jak by to ująć... cipkofobia. Z drugiej kobieta, która w zasadzie nie odmawiała nikomu, plus dość duże parcie na finanse, jako że lubiła obdarowywać kochanków drogimi prezentami - oczywiście za pieniądze artysty, który to sam pieniędzmi niezbyt się przejmował.


Znacie lotnisko w Gironie? To taka tańsza opcja, gdy leci się do Barcelony. Girona to historyczne miasto Hiszpanii, z piękną, acz zaniedbaną architekturą. Spotkałem tam kiedyś, leżącego na ławce w parku największego miejskiego ronda, człowieka z mojego rodzinnego miasta. Okazało się, że był tam bezdomnym od ponad dziesięciu lat, bez kontaktu z rodziną, która nic o nim nie wiedziała. Nawiasem mówiąc, nic im nie podkablowalem po tym spotkaniu... Przepraszam. Takim jestem niedoskonałym człowiekiem.


Pomimo wielu nieudogodnień we wspólnym życiu, w 1968 roku, gdy ta miała już ponad 70 lat, Dali kupił Gali zamek w Gironie. Ta z wdzięczności za prezent, zabroniła mu pokazywać się na jego terenie bez uprzedniego pisemnego zezwolenia. Dalsze perypetie pary to rosnąca frustracja Salvadora, tłumiona przez Galę wtłaczanymi w niego lekami...


Kto zmarł jako pierwszy? Na nieszczęście dla Salvadora, po 53 latach znajomości, Gala. Na szczęście dla perfumowego świata - również Gala. Salvador, od dzieciństwa pochłonięty przez zmysł węchu, właśnie wtedy po raz pierwszy pomyślał o wydaniu swoich własnych perfum. Miały one być hołdem dla Gali. Lata, które z nią przeżył, mogły nie wydawać się najlepszymi, jakie można sobie wymarzyć. Jednak lata nas zmieniają - na tyle, że z tęsknoty za bliską osobą odzywamy się do nikogo innego, jak Antonio Banderasa. Tfu, Lodówkasa. Tfu! Morillasa. W ten sposób, po miesiącach nieścisłości związanych z wyobrażeniami Salvadora na temat zapachów, konfrontowanych z kunsztem oraz wiedzą Morillasa, w 1983 roku powstaje "Dali Femme". Artysta miał już wtedy 79 lat.


Ale czy to na pewno pierwszy zapach, który stworzył Dali? W książce "The Secret Life of Salvador Dalí" (1942), opisał zmysł powonienia jako niezwykle ważny dla własnej percepcji świata. Uznawał go za jeden z najbardziej pierwotnych i emocjonalnych zmysłów. Wspomina zapachy kościelnego kadzidła, piżma, zwierząt - czy to żywych, czy gnijących - miały na niego silny wpływ, nie tylko na poziomie emocjonalnym, ale starał się również pojąć ich symbolikę.


Baran


U Salvadora Dali fascynacja baranem jako artefaktem sztuki sięga roku 1925, kiedy to Max Ernst namalował "La Belle Saison". Dali swą fascynację tymże obrazem przelał na płótno już w 1928 roku, tworząc "The Ram", gdzie księżyc ponad horyzontem zamienia się w oko groteskowego mężczyzny, za którego usmiech służy baran. Nie jest to jedyna praca Salvadora Dali, ktora przestawia to zwierzę. Co ciekawe, w "Psie Andaluzyjskim" z roku 1929 księżyc transformuje w kobiece oko, które następnie jest rozcinane żyletką. Ciężki kadr. Dooobra, wróćmy do barana.


Według znających go osób, Salvador Dali był owładnięty zapachem barana. Pewnego dnia uznał, że on sam musi pachnieć jak baran. Znał jednego, który zwykł przechadzać się codziennie pod jego oknem. Znał jego zwyczaje, temperament oraz woń. Próbował już wcześniej rozmawiać z perfumiarzami na ten temat: stworzenie brutalnego, animalnego zapachu. Dali parał się wcześniej sztuką graficznej oprawy oraz projektowaniem flakonów perfum różnych marek - znał więc wielu ówczesnych twórców. Oni jednak nie byli skłonni podjąć choćby próby współpracy nad czymś takim.


Tego pamiętnego dnia Dali postanowił wziąć sprawy w swoje ręce: ruszył do swojej pracowni, by zamienić tę, wzbieraną latami pasję w coś, co w końcu będzie dało się poczuć nosem. Na palniku postawił wodę i począł dodawać do niej przeróżne substancje, które miał pod ręką. Nie były one jednak w stanie oddać tego, co miał w głowie. Wyszedł zatem przed dom, zebrał z ziemi kawałek baraniego nawozu, w pracowni zmieszał go z rybim klejem i dodał do garnka. Zamieszał, zagotował. Rozsmarował miksturę po ciele. Dzieło się dokonało. Salvador Dali w końcu stał się Baranem.


#perfumowehistorie #perfumy

3b913705-7013-4fb0-b44f-aafa0d73c021

Zaloguj się aby komentować

#perfumowehistorie


Uczennice owładnięte "perfumami"


Pacific Grove, 4 czerwca 1925


Dziś rano sześcioro dziewcząt zostało w tajemniczy sposób odurzonych podczas lekcji gramatyki w jednej ze szkół w Pacific Grove, kiedy to Edna Davison odkorkowała butelkę, rzekomo zawierającą perfumy, otrzymaną od nieznanej jej kobiety.


Gdy tylko panna Davison zaczęła żartobliwie rozlewać płyn na siedzące blisko niej koleżanki z klasy, dziewczęta zemdlały. Z chwilą, kiedy opary "perfum" rozprzestrzeniły się po klasie, reszta dziewcząt wpadła w panikę i wszystkie rzuciły się w kierunku drzwi.


Dyrektor Robert A. Down pospieszył do klasy i pomógł zanieść omdlałe panny do swojego biura, gdzie wezwano lekarzy oraz policję. Ponieważ w butelce pozostało zaledwie kilka kropel płynu, niemożliwym stało się ustalenie, czym tak naprawdę była owa substancja. Butelka została wysłana do laboratoriów Uniwersytetu Kalifornijskiego w Berkeley w celu dalszej analizy.


Edna Davison zeznała władzom, że butelka została jej podarowana przez nieznajomą kobietę, którą - jak twierdzi - po raz pierwszy spotkała na plaży podczas obchodów Memorial Day. Dziś rano (jak powiedziała) spotkała kobietę ponownie przed domem stojącym w pobliżu szkoły, gdzie ta przekazała jej butelkę twierdząc, iż zawiera ona perfumy. Ponieważ kobieta zamierzała wyjechać do San Francisco (a stamtąd do Chin), chciała zrobić pannie Davison prezent.


Sześć pokonanych dziewcząt to:


Evelyn Spottswood, lat 14.

Odelia Flinger, lat 15.

Edna Davison, lat 14.

Dorothy Eninous, lat 16.

Theodora Gross, 14.

Rosalie Kimball, lat 14.


Wszystkie dziewczęta wyzdrowiały później dzisiejszego dnia. Jednakże panna Gross - córka tutejszego wybitnego biznesmena - oraz panna Kimball, wciąż pozostają pod opieką lekarzy.


"School girls are overcome by "perfume" (San Luis Obispo Tribune, vol.56, No.88, 9 czerwca 1925)


#perfumy

4d9545ff-35dc-45bb-9da3-b160e74aa44f

Zaloguj się aby komentować

#perfumowehistorie


Londyn, 17 kwietnia 1917


Brytyjski oficer pełniący służbę lotniczą w Afryce Wschodniej zawarł w jednym ze swoich raportów graficzny opis ogromnej doliny wypełnionej ogromnymi "liliami Arum", nad którą przelatywał gdzieś w rejonie Zanzibaru. Przelatując nad doliną, znajdował się na wysokości 8000 stóp, ale zapach lilii docierał do jego nozdrzy z tej dużej odległości. Przez okulary zauważył, że kwiaty lilii były "tak duże jak uszy słonia" i że cała dolina została zmonopolizowana przez te piękne kwiaty. Bujność roślinności była szczególnie niezwykła. Później dowiedział się, że zapach kwiatów w dolinie był tak obezwładniający, że żaden tubylec nigdy nie odważył się przeniknąć w jej granice.


"Powerful scent of lily bars all humans" (Chico Record, no.90, 18 kwietnia 1917)


#perfumy

61048d4e-aad6-46b8-99f5-e4d441a985d3

Zaloguj się aby komentować

#perfumowehistorie


Oceniam ludzi. Bardzo nie lubię myśleć o dziewczętach, które wyrosły w przekonaniu, że każdy zejdzie im z drogi, kiedy wpatrzone w telefon próbują stworzyć idealną więź z influencerem. I lubię nie schodzić im z drogi. Lubię za to te, które uśmiechają się, kiedy je przepuszczam w wąskich przejściach. Nawet, kiedy nie są ładne. A nawet tym bardziej: wtedy zastanawiam się nad tym, jak wiele w życiu straciłem przez sam fakt posiadania zmysłu wzroku. Ile razy postawiłem na estetykę zamiast iść za głosem spadających liści. Dobra, dwa razy. Ale jednak. Raz kosztowało mnie to osiem lat. Nie do końca straconych, bo nauka może płynąć ze wszystkiego. Ale słuchaj jednej płyty, która podoba ci się jedynie z okładki, przez tyle czasu... Dobra, zostawiam to.


Zmysły. Pierdolone zmysły. Nie dają nam patrzeć na rzeczy i widzieć ich takimi, jakimi są choćby "w połowie naprawdę". Nie ma innego wyjścia, jak myśleć, czytać, popełniać błędy. Uczyć się odzwyczajać oczy od pornografii, od wielkich kawałków pieczonej wołowiny czy dramatycznych zdjęć szwedzkich katarakt Storforsen. I to wszystko po to, by docenić to, co już mamy, co już chcieliśmy, co nam się udało i za co dziś bierzemy odpowiedzialność.


No więc jadę sobie do domu tramwajem. W jednym miejscu było dziwnie pusto, więc tam usiadłem. I oczywiście po sekundzie już wiem, dlaczego nikogo tam nie ma. Przede mną siedzi człowiek, któremu nie udało się zbyt wiele rzeczy. Albo nawet wszystkie.


I tam, gdzie inni czują smród... ja dziś czuję:


Nuty głowy: kmin rzymski, jaśmin, czarna porzeczka

Serce: miód, labdanum, kwas mrówkowy.

Baza: hindi oud, wosk pszczeli, tonka.


Niech się nam/Wam wszystkim wiedzie jak najlepiej, dopóki się da. Nawet w najlepiej ułożonym życiu może coś pierdolnąć z dnia na dzień.


edit: tego oudu i kwasu mrówkowego nie było aż tak wiele. Dodaję, żeby zbytnio nie obrazić. W tramwajach zdarzają się o wiele "droższe" rzeczy.


#perfumy

d053e725-3e50-4f3a-921d-cfd59efe27d8

Teraz, patrząc na fotografię... Widzę, że jednak nie wszystko stracone. Bo wciąż istnieje ta resztka życia, zmieszczona w siatce, której trzeba bronić przed intruzami. I to nie jest kpina.

@dziadekmarian niestety nie wszyscy zdają sobie sprawę jak szybko można znaleźć się w takiej sytuacji, druga sprawa że powrót do świata żywych,i świadomych to cholernie trudna sprawa i nie dostępna dla wszystkich

@Cris80 kiedyś piłem z kolegami i przyszło do nas paru osiedlowych żuli, a że byliśmy już wstawieni to uznaliśmy że dołączenie ich do naszego towarzystwa to świetny pomysł. Wśród nich był gość o ksywie "Kominiarz" i zapytałem się o genezę jego ksywki bo wydawał się mądrym facetem a do tego oczytanym i było czuć że to nie jest pierwszy lepszy ment.

Okazało się że miał własny biznes i był świetnym kominiarzem. Życie mu upływało w sielance i sadzy ale pewnego dnia w jego domu wybuchł pożar kiedy on był gdzieś na zleceniu. W ogniu spłonął jego dom wraz z żoną i dwiema małymi córeczkami w środku. Gość po tym wydarzeniu nie był w stanie się podnieść i szczerze? Wcale mu się nie dziwię. Taka tragedia złamie nawet największego twardziela. No teges... a u mnie HOB Sultan od Khaltat. xD

Zaloguj się aby komentować

#perfumowehistorie


Taka historia.


Po dość ciężkim dniu pracy postanawiam pójść na karaoke do znajomych muzyków (grają na żywo; męczą się niemiłosiernie, bo nie chce im się dodać do listy utworów dwudziestu piosenek, które lubią grać). Biorę coś tam, siadam blisko sceny. Już mnie wołają, żebym coś zaśpiewał. Zapchajdziura przyszła; będzie robić nieudane salta na scenie i zmieniać teksty z ładnych na brzydkie. Nie-e-e-e-e. Dziś nie spełniam życzeń. Odpoczywam. Ale czy na pewno?


Po dziesięciu sekundach od "usiądźnięcia" odczuwam jakiś gorący powiew na lewym uchu. Zespół cieśni nadgarstka powoduje, że przez 22 milisekundy nie do końca wiem, co się dzieje z moim uchem. W międzyczasie jednak dociera do mnie niepodważalny fakt, że to działa tylko z dłonią... i po tych 22 milisekundach słyszę wreszcie: CZEŚĆ MARECZEK! ZGADNIJ, CZYM DZIŚ PACHNĘ!!!


...


Kolega. Przychodzi śpiewać Franka Sinatrę operowym głosem. Strasznie mnie to wkurwia, ale przyzwyczaiłem się.


Był kiedyś taki przypadek: jakaś firma wysłała swojego kosmitę na orbitę. Coś miał naprawić, pokombinować. Ale gdy już nadszedł czas powrotu, coś nie domknęło się do końca i włączył się alarm. Piiip, piiip, piiip. Chłop zgłosił to do "bazy". Szybko okazało się, że to tylko jakiś błąd systemu. Mimo to nijak nie dało się wyłączyć alarmu - a był on bardzo donośny.


Po kilku godzinach - już podczas powrotu - facet od tych dźwięków zaczął wariować. Wżerały mu się w głowę - co w połączeniu z samotnością wywoływało lęki (szczerze mówiąc wątpię, by wysyłało się na takie misje jedną osobę - ale taką historię przeczytałem pimcet lat temu). Kiedy ów człek już dość wyraźnie zbliżał się do osiągnięcia czwartej gęstości obłędu, dano mu "na linię" panią psycholog. I tak, kroczek po kroczku, doszli wspólnie do sytuacji, w której facet został przez nią przekonany, by zakochać się w tym dźwięku. No bo nie było w tamej chwili innego wyjścia.


Kiedy, po niezliczonych kolejnych godzinach, wylądował w końcu na Planecie, był w błogim stanie.


...


Za każdym razem, gdy ten kolega śpiewa, ja myślę o tamtym kosmonaucie. I naprawdę pomaga.


ZGADNIJ! (bawimy się czasem w tę zabawę, bo raz zgadłem TF Noir na nim, i kiedyś też ADG na takim dziadku, co podrywał młodych chłopaków - wszystko to na tych karaoke - nie wymieniliśmy tiktaków, nigdzie indziej się nie spotykamy)


Jakiś taki metaliczny, troszkę dymu. Ale też mokry. Niewiele czuję. Szampon trochę. Trudne.


AAA, NIE ZNASZ! T-REX OD ZOOLOGERA!


... co kurw


Znam T-Rexa od Zoologist. Ale to nie jest to. Ktoś coś kupił na bazarku. Ale czekaj, nic nie mów, zamień się w słuch...


STARY, JEST TAKA (dobra, chodzi o to, że w knajpie jest głośno, moje ucho zmęczone i mokre)


- Stary, jest taka perfumeria: Insity. Robią idealne inspiracje najlepszych zapachów. Ale co jest najlepsze: używają ambroksylotolidolu, żeby miały większą trwałość! Chłopie, Zoologer kosztuje 2500 za 50ml, a ja to kupiłem za 30 ziko! Idź tam jutro, to zobaczysz!


- Śpiewałeś już?


-Nooo! Już trzy numery.


- ...za⁎⁎⁎⁎ście.


(mój zapach podczas tej rozmowy: Chypre Palatin podbity kroplą Paradise Soil, wiadomo od kogo)


Tak że ten. Taka historia. Zasoby miłości pozostają na bezpiecznym poziomie. A przecież mógł jeszcze zaśpiewać...


#perfumy

Historia prawie jak z wypoka:

-- hej, zgadnij czym pachne

-- ??

-- awentusem!

-- co do ku....

-- sa takie perfumy cdnim, idealnie jak oryginał i jeszcze dodają ambroxadomestosu, żeby były trwałe.


I nawet nikt nie wąchał Creeda.

Równie dobrze mogli zaśpiewać Don Giovanniego blackmetalowym skrzekiem.

Zaloguj się aby komentować

#perfumowehistorie


Skradziona ambra


Sto funtów ambry przechwycono w Seattle jako skradzione mienie. Oszacowana wartość wynosi 30$ za uncję, czyli 48.000$ za sto funtów (45kg). Sto funtów czystego złota byłoby warte o 16.000$ mniej. A gdyby podobna ilość złota została skradziona w Seattle, wywołałoby to wielkie zamieszanie.


Ambra jest rzadsza od złota. Jej zasoby są niemożliwe do oszacowania. Trudniej jest ją znaleźć i trudniej transportować. Znajduje się ją pod postacią brył unoszących się na powierzchni oceanu, a czasami również we wnętrznościach Kaszalotów Spermacetowych.


Jednakże liczebność kaszalotów jest bardzo mała, a kawałki ambry stają się coraz rzadsze w miarę spadku populacji tych wielorybów. Cena wzrosła, choć ambra zawsze dobrze się sprzedawała. Kawałek ważący 130 funtów (59kg), znaleziony wewnątrz wieloryba zabitego w pobliżu wysp Windward (okolice Barbados) czterdzieści lat temu, został sprzedany na pniu za 2500 dolarów - i jeszcze o wiele drożej, gdy już dotarł na rynek. Zaś Holenderska Kompania Wschodnioindyjska zapłaciła królowi Tidoru (przyp: w tamtym czasie sułtanat położony w okolicach Papui-Nowej Gwinei, pod protektoratem holenderskim) fortunę za kawałek ambry ważący 182 funty. 40-50 lat temu, kiedy ambra była warta 5$ za uncję, już wtedy stała się przedmiotem złodziejskich intryg na podobnym poziomie, co diamenty. Mamy setki przypadków, gdzie żeglarze Morza Karaibskiiego oraz wód archipelagu Bahamów popadali w poważne tarapaty z powodu prób kradzieży ambry. W dawnych czasach bywała ona przyczyną morskich bitew. Dziś - gdy jej wartość jest sześciokrotnie większa niż czterdzieści lat temu - ludzie knują plany jej kradzieży tak, jak planuje się napad na bank. Obserwują statki przewożące 100, 200 lub 500 funtów ambry tak samo, jak bandyci obserwują pociągi przewożące złoto ze wschodu na zachód. Nic dziwnego, że mieszkańcy cieśniny Puget Sound są tak zaniepokojeni kradzieżą stu funtów ambry, jak gdyby chodziło o ładunek złota z Klondike. Dziś ambra warta jest więcej, niż jej waga w złocie.


"Stolen Ambergris", Chico Record, Volume 52, no.98, 12 października 1903


#perfumy

61a3dd48-5f36-4123-b977-ad5122ac197f

Zaloguj się aby komentować

#perfumowehistorie


Perfumy sprzeciwiają się praniu


Arabowie z okolic Aden kochają mocne perfumy i są wysoce wykwalifikowani w ich produkcji. Ich ulubione to "Oodi." Są wytwarzane z drewna o nazwie "Ood" i tak potężne, że gdy pali się je w kadzielnicy, wytworzony dym impregnuje ubrania wszystkich obecnych tak, że zapach pozostaje na nich przez wiele dni - nawet, gdy już zostaną wyprane. Często łączą oni "ood" z cywetem, ambrą oraz piżmem, perfumując ubrania powstałą mieszanką.


 Niemcy próbowali sprzedawać swoje perfumy w Aden, jednak bez powodzenia - jako że najlepsze, co mogli zaoferować, kosztowało 43 centy za uncję perfum, które nie były choćby zbliżone jakością do tego, co miejscowi wytwarzali za osiem centów.


"Perfumes defy laundry" (The DeKalb Daily Chronicle, Vol.19, no.189, 8 lipca 1918)


#perfumy

724b744a-c9bb-4f98-93be-f2ec511b264c

Zaloguj się aby komentować

Perfumowanie Skóry 


Kobiety znalazły nowe zastosowanie dla strzykawki. Z Paryża nadeszły wieści, że perfumy wracają do łask. Użycie zastrzyków podskórnych z ekstraktu fiołka to najnowsze wariactwo paryżanek. Mówi się, że ta metoda nadaje skórze trwały zapach. Już teraz spośród kobiet spotykanych na przyjęciach dość łatwo jest rozpoznać te, które uzależniły się od tego obyczaju. Plan zrodził się oryginalnie w głowie pewnego paryskiego aptekarza, który to zdradził swój pomysł kilku znajomym paniom. Te z kolei powierzyły sekret następnym, a tamte jeszcze innym przyjaciółkom. Dziś uważa się, że połowa obytych w towarzystwie kobiet w Wesołym Mieście używa igły oraz delikatnego ekstraktu. Jest to tym bardziej zaskakujące, że jeszcze do niedawna używanie jakichkolwiek zapachów było postrzegane jako przejaw nadzwyczaj złych manier. Kobiety o wyrafinowanym guście unikały wszystkiego w tej materii, poza delikatnym pudrem (przyp: "sachet powder"), który znajdował swoje zastosowanie w pudełku na chusteczki czy szafie z ubraniami. 


Jakimś cudem większość paryskich kaprysów znajduje w naszym kraju swoich zwolenników - zatem jest bardzo prawdopodobne, że w najbliższym czasie do amerykańskiego Morfinowego Maniaka oraz Pijaka Wody Kolońskiej dołączy również Miłośnik Perfum. 


Ekstrakty zyskują na wartości, a za permanentny zapach wymagane są wygórowane ceny. Najbardziej doceniane zapachy to fiołek i lawenda. I aż strach powiedzieć - odór piżma unosi się w zagranicznym powietrzu - a nowa mieszanka tego przenikliwego zapachu znana jest jako saszetka Frou-Frou. 


Każda kobieta używająca różnego rodzaju zapachów ma swój ulubiony. Jedyna zasada to zakaz mieszania różnych perfum. Zawartość saszetek, podskórnych injekcji, perfum i wód toaletowych powinna składać się z tego samego zapachu.


"Perfuming the skin" (True Republican, 1 kwietnia 1896)


#perfumy #perfumowehistorie

e75b3cb1-e86f-4df2-872c-0848f244f437

@dziadekmarian gdzieś czytałem, że jakiś czas przed ubojem można karmić świnie mieszanką aromatycznych ziół. Ponoć mięsko lepiej smakuje. A gdyby tak zamiast karmić, naszprycować je olejkami?

@Pirat200 Kiedyś w okolicach Annopola nad Wisłą jeden progresywny Janusz hodowca świń masowo odławiał ryby (przy pomocy prądu) i dawał świnkom do jedzenia. Mówiło się, że nie da się jeść tej wieprzowiny, bo zalatywała gnijącymi rybami. Nie wiem, czy wpadł przez to, ale mam nadzieję, że tak.

Zaloguj się aby komentować

Rozbitkowie statku "King George" opowiadają o śmierci Kapitana oraz jego służącego


(Nowy Jork, 14 maja 1910)


Czterech członków załogi wraku statku "King George" przyniosła wczoraj portowe wieści o tym, jak to kapitan statku - John Jeffrey z Nowej Fundlandii - oraz jego służący Kanaka zostali pożarci przez rekiny w listopadzie zeszłego roku u wybrzeży Jawy. (przyp: Kanaka - rdzenny mieszkaniec wysp poludniowego Pacyfiku)


Oto morał ich opowieści: „Nigdy nie pij perfum - niezależnie od tego, jak bardzo wyschła okrętowa spiżarnia”.


"King George" osiadł na skałach 24 listopada. Siedmiu z trzydziestu członków załogi dopłynęło na brzeg, zaś holenderski kuter celny (przyp: w tym czasie Jawa, po dość długiej wojnie z Wielką Brytanią, znajdowała się pod panowaniem Holandii) zabrał resztę załogi - pozostawiając jedynie kapitana Jeffreya, Kanakę oraz trzech marynarzy, którzy postanowili zostać na pokładzie, dopóki statek nie zatonie.


Kiedy kilka dni później kuter wracał na statek, po drodze napotkał trzech marynarzy w otwartej łodzi, ciągnących za sobą ciała Kapitana oraz służącego Kanaki, owinięte w tkaninę. Opowiedzieli, że alkohol na statku skończył się już drugiego dnia, a wyczerpany Kapitan wraz że służącym zabrali się wtedy za zapasy wody toaletowej. Kanaka zmarł w cztery godziny po ostatnim łyku, Kapitan zaś dopiero po godzinach osiemnastu.


Gdy statek zaczął się rozpadać, pozostali przy życiu mężczyźni wsiedli do szalupy ratunkowej. W obawie przed podejrzeniami o morderstwo - jako dowód ich niewinności - zabrali ze sobą ciała zmarłych. Kiedy już wszystkie okoliczności zostały wyjaśnione, jawajscy oficerowie odcięli przywiązane do łodzi ciała, pozostawiając je na pastwę wygłodniałych rekinów.


"Died drinking perfume; sharks gobble 'em up" (Los Angeles Herald, Volume 37, no. 226, 15 maja 1910)


#perfumy #perfumowehistorie

ead502dd-ddbf-4ba7-9c0a-6e2bef5b8434

@dziadekmarian dzięki IFRA dzisiaj by do takiej tragedii nie doszło

A na serio, kto wie, jak wieloletnie wdychanie i wchłanianie przez skórę różnych substancji wpłynie na nasze zdrowie.

Zaloguj się aby komentować

Aptekarz


Aptekarz trzymał w ręku bryłę szarej substancji, przypominającą kit. Była mniejsza od piłki baseballowej i lekka jak korek. Tu i ówdzie poprzecinana była smugami żółci i czerni.


-To kawałek ambry - powiedział - Jest wart około 500 dolarów, tak myślę. Proszę powąchać.


Klient zbliżył nos do ambry. Po chwili, zaskoczony, odpowiedział:

- Dlaczego? Nie ma tu żadnego zapachu.


Aptekarz, uśmiechając się, począł pocierać szarą bryłę o rękaw płaszcza. Powietrze natychmiast wypełnił potężny, piżmowy zapach.


- Surowa ambra - odparł - Nigdy nie pachnie, dopóki jej nie podgrzejesz lub o coś nie potrzesz. Ten kawałek pachnie jak piżmo tylko dlatego, że jest w stanie surowym. Zapach przetworzonej ambry nie ma nic wspólnego z piżmem.


Potarł dłoń o rękaw.


- Od samego trzymania tego mój płaszcz będzie pachniał przez miesiące. A moje ręce - niezależnie od tego, jak je umyję - będą pachnieć przez kilka dni.


"Powerful Odor of Ambergris" (Stockton Record, Volume XIX, no.122, 29 sierpnia 1904)


#perfumy #perfumowehistorie

d5502281-f984-4df0-a63c-accdb2e7a19b

@UmytaPacha hej hej Niestety, tylko film i to dość dawno... Ale z pewnością nadrobię, bo mi się podobał. A jak to mówią gryzonie - książka smaczniejsza od płyty DVD.

Zaloguj się aby komentować