@bob-dylan Pokazali ale do 4 tomu potem to zrobili z tego gówno w trawie. Zakończenie to chyba konsultowali z twórcami Gry o Tron. Ale średnie zagranie wydawnictwa bo oni dopiero 1 tom napisali i co potem ogłoszą że za długo piszą serię i porzucą a jak wznowią to wydawnictwo nie kontynuujemy bo byśmy musieli odnowić prawa do poprzednich tomów...
Jako że ostatnio pochłonęła mnie gierka „Helldivers 2”, która sporo rzeczy (walka z robalami, faszystowskie metody et cetera) zaczerpnęła z ekranizacji „Żołnierzy kosmosu”, postanowiłem przeczytać pierwowzór. Trochę to pokręcone, ale film oglądałem już kilka razy, a książki nigdy nie przeczytałem. No, teraz już tak.
Prawie cała pierwsza połowa powieści niespecjalnie różni się od innych fabularyzowanych wojennych książek - główny bohater, Juan Rico, wiedziony niespodziewanym patriotycznym obowiązkiem, postanawia wstąpić do wojska. Ale że nie osiągnął wybitnych wyników w szkole, nadaje się jedynie do piechoty, zmechanizowanej w dodatku (no i do jednostki współpracującej z ulepszonymi psami, ale to tam szczegół). Na własnej skórze poznaje, czym jest życie w armii: przechodzi przez wymagające fizycznie i psychicznie szkolenie, które ma odsiać wszystkich nienadających się do wojska. W końcu służba jest dobrowolna, nikt nie trzyma nikogo na siłę. Dlaczego więc ludzie się zaciągają?
Autor przedstawił wydawałoby się, że idealny ustrój państwa - obywatelami, którym przysługuje prawo głosu w wyborach, mogą zostać jedynie ci, którzy ukończyli minimum dwuletnią służbę wojskową. Jeśli ktoś dobrowolnie zrezygnował albo został wyrzucony przez złamanie regulaminu, tracił tę możliwość bodajże dożywotnio.
Jak napisałem, wydawałoby się, że to system wręcz idealny. Zgodnie z ideą głosować mogą jednostki, które po pierwsze, udowodniły, że potrafią przejść przez mordercze szkolenia i przeżyć do dnia zakończenia służby, a po drugie, posiadają odpowiednie cechy do wzięcia odpowiedzialności za swoje czyny, czyli także głos. W końcu dobry żołnierz jest oddany swojej ojczyźnie, a przede wszystkim swojej jednostce i zrobi wszystko, nawet rzuci się ciałem na granat, by ocalić współtowarzyszy. Czy jakoś tak.
Pozwala uniknąć to sytuacji, w której za przyszłe losy odpowiadają osoby, które na przykład nie znają się na ekonomii albo kierują się uprzedzeniani czy nawet złośliwością.
Służba wojskowa przybiera różne oblicza, więc to nie jest tak, że tylko piechociarze mają szansę na obywatelstwo. Wszystko zależy od predyspozycji i wstępnych testów, które tak jak w przypadku Rico, pozwalają na określenie idealnego przydziału.
No bo Rico z problemami, ale jednak przechodzi przez szkolenie, dostaje przydział do jednostki i bierze udział w pierwszej poważnej bitwie. A potem w kolejnych i kolejnych, w międzyczasie pnąc się wyżej w łańcuchu dowodzenia.
Druga część powieści to oczywiście sławna Wojna z Robalami, które wcale nie są głupie. Są równie inteligentne co ludzie, może nawet bardziej, i przede wszystkim przewyższają ich liczebnie. Do tego nie mają sentymentów i zwycięstwem jest nawet utrata tysiąca robali tylko po to, żeby dopaść jednego człowieka. Zwerbowanie nowego żołnierza w przypadku ludzkości to minimum osiemnaście lat nauki oraz kilka miesięcy szkolenia, w przypadku robali to tylko kwestia wyklucia odpowiedniej jednostki.
Heinlein może i nie jest mistrzem batalistycznych opisów, ale rozdział o misji, które polegała na rozpoznaniu powierzchni planety robali i późniejszej próbie pojmania ichniejszego dowództwa była bardzo klimatyczna. Może dlatego, że w głowie miałem obrazy z ekranizacji oraz świeższe wspomnienia z „Helldivers 2” - bądź co bądź czytało się to świetnie.
Jest też jeszcze jedna kontrowersja - rozdział o wymierzeniu jedynej kary śmierci przez powieszenie, rekrutowi, który zdezerterował po paru dniach służby. Armia nie zaprzątała sobie nim głowy - nie nadawał się na żołnierze, nie nadawał się także na obywatela. Problem pojawił się w momencie, w którym dezerter zamordował dziewczynkę. Zgodnie z regulaminem została mu wymierzona kara śmierci. Chwast został wyrwany.
Kontrowersyjna część zaczyna się przy wspomnieniach z zajęć z historii i filozofii moralnej, w podczas których nauczyciel, zresztą były żołnierz w randze podpułkownika, opowiadał o wychowywaniu najpierw psów, a potem dzieci, metodą karcenia ich fizycznie, gdy coś przeskrobały.
Szczeniak nasikał w pomieszczeniu? Trzeba go okrzyczeć, dać kilka klapsów i wsadzić jego nos w pozostawione siki, wtedy nauczy się, że tak nie można robić.
Podobnie z dziećmi, a raczej młodocianymi przestępcami. Wielu uważa, że klapsy czy wszelkie inne kary sprawiające ból wyrządzają dziecku trwałe szkody psychiczne. Nauczyciel określił to „przednaukowymi, pseudopsychologicznymi bzdurami”. Młodociany popełni przestępstwo i największą karą, jaką go spotka, może być umieszczenie w zakładzie poprawczym. Tam trafi wśród sobie podobnych - teoria zakłada, że z pomocą wychowawców uda się takiego gagatka zresocjalizować. Często bywa wręcz przeciwnie i po osiągnięciu pełnoletności młodociany przestępca zostaje dorosłym przestępcą i ponownie największą karą jest pozbawienie wolności. Według podpułkownika w takiej sytuacji brakuje właśnie wspomnianych kar fizycznych, które mogłyby nauczyć młodocianych przestępców, że źle postępują.
Nie mam dzieci, nie planuję ich także, więc nie znam się na ich wychowywaniu. Myślę jednak, że kary fizyczne nie są odpowiednią metodą i mogą przyczynić się do wręcz nienawiści wobec rodzica. Podpułkownik wspomniał przy tym, że kara fizyczna nie może być zbyt często stosowana, ponieważ straci wtedy cały swój sens.
Ostatnio dowiedziałem się o sytuacji z mojego wczesnego dzieciństwa, której rzecz jasna nie pamiętam. Ponoć na spacerze wyrwałem się cioci, które prowadziła mnie za rękę, i pobiegłem w stronę ruchliwego przejścia dla pieszych. Zostałem złapany i został mi wymierzony klaps, dzięki czemu kolejnym razem zatrzymałem się przed przejściem dla pieszych i zapytałem cioci, czy możemy przechodzić. Czy jestem przez to w jakiś sposób skrzywiony? Wydaje mi się, że nie i też trudno mi sobie przypomnieć, kiedy ostatni raz dostałem klapsa od rodziców, wujostwa czy dziadków.
Z drugiej strony ból niejako jest skutecznym nauczycielem. Poparzysz się, dotykając gorącego kubka? Następnym razem będziesz bardziej uważać. Nażresz się wieczorem niezdrowych rzeczy i będziesz potem cierpieć przez noc? Następnym razem będziesz jadł z umiarem. Chociaż to ostatnie niezbyt działa w moim przypadku.
Powieść jest bardzo dobra i polecam zapoznać się także z ekranizacją, która moim zdaniem jest świetna, tak samo jak z grą „Helldivers 2”, jeśli grywacie w gierki, rzecz jasna. O tym tytule też kiedyś napiszę, ponieważ twórcy traktują swoich graczy bardzo sprawiedliwie i warto o tym wspomnieć.
w karach fizycznych nie chodzi o ból. Destruktywny charakter takiej kary polega na niszczeniu psychyki. Dzieci karane biciem są często niepewne siebie, nie podejmują wyzwań, mają utrudniony rozwój osobowości albo, jeżeli kary fizyczne były stosowane w nadmiarze, powodują agresję.
Bicie jest złe. Nauczyłeś się jako małe dziecko nie wbiegać na przejście dla pieszych tylko wtedy gdy byłeś z ciocią. Bałeś się jej, a nie ewentualnego potrącenia wiec kara, mimo ze sprawiała wrażenie ze działa, tak naprawdę nauczyła Cię tego żeby się zatrzymać, a bo myśleć dlaczego powinienes stanąć.
Ja byłem bity do dorosłości. Nauczyło mnie to tylko tego jak kar unikać czyli kłamać, zwalać na innych, nie zadawać pytan i nie dyskutować. Dzisiaj jako 40 letni facet nie rozmawiam z rodzicami mimo ze pochodzę z tzw dobrego domu
@cyberpunkowy_neuromantyk książka jest świetna i zasługuje według mnie na więcej niż 7. Pamiętaj jednak, że to w dużej mierze satyra i nie bierz wszystkiego co tam przeczytasz na poważnie.
Warto też pamiętać, że były dwie wersje książki - oryginalna i ugrzeczniona. Ty prawdopodobnie masz ugrzecznioną.
Witam i zapraszam na mój film, w którym spróbujemy znaleźć najlepszego wojownika wśród postaci z książek fantasy. Wyruszymy na poszukiwania do ponad 15tu uniwersów, więc jak jesteś czytelnikiem fantastyki, to całkiem możliwe, że znajdziesz tu coś dla siebie. 5!
Kolejna powieść przeczytana w „odcinkach” publikowanych w czasopiśmie „Fantastyka”. Z tego, co czytałem, można było wyciąć wszystkie trzy części i samemu złożyć w powieść nawet z okładką, ale trudno jest coś takiego zrobić ze skanami. :')
Ludzkość przestała istnieć. Wszystko przez rasę kosmitów, Vulmotów, która dokonała obliczeń i wyszło, że w dalekiej przyszłości ludzie mogą im zagrozić. Nie chcieli ryzykować i pozbyli się Ziemian. No, prawie - pozostały niedobitki, które rozproszyły się po całej galaktyce. Co najgorsze, przeżyli sami mężczyźni, więc mogą zapomnieć o przetrwaniu swojego gatunku. Tak samo jak o Ziemi, skażonej promieniowaniem radioaktywnym.
Głównemu bohaterowi trudno jest zapomnieć, ale mocno się stara. Jest uzależniony od dronu - lokalnego narkotyku - i przedstawia sobą nieprzyjemny obraz dla oka. W beznadziejnym stanie odnajduje go stary znajomy, który informuje go, że nie wszystko stracone. Inna rasa kosmitów, także podbita i zniewolona przez Vulmotów, zdołała ukryć grupę kobiet. Rozbudziło to nadzieję pozostałych przy życiu mężczyzn, ale oczywiście nie ma nic za darmo - najpierw muszą zebrać flotę i wykonać kilka misji, które pozwolą odwrócić uwagę Vulmotów.
Obawiam się, że z dzisiejszego punktu widzenia ta historia może być nieco sztampowa - w końcu została wydana blisko sześćdziesiąt lat temu. Są intrygi, są bitwy pomiędzy flotami statków kosmicznych, jest (a raczej była) starożytna rasa, która zostawiła po sobie skomplikowaną i trudną w użyciu technologię. Co prawda nie miałem zbyt dużej styczności z space operami, ale ten ostatni motyw widziałem chociażby w trylogii „Mass Effect”.
Bardzo spodobało mi się zakończenie. Byłem przekonany, że historia zakończy się szczęśliwie dla mężczyzn i że odzyskają swoje kobiety, by potem osiedlić się wspólnie na podarowanej im planecie z dala od wrogich ras, ale zostałem mile zaskoczony.
Wydawnictwo MAG zapowiada trzeci tom Imperium Malazańskiego. "Kamienny wojownik" Iana Camerona Esslemonta ma ustaloną datę premiery na 12 kwietnia 2024 roku. Wydanie w twardej oprawie obejmuje 848 stron, w cenie detalicznej 69 zł. Poniżej okładka i krótko o treści.
Szara Grzywa wierzył, że zdoła uciec przed przeszłością. Otworzył w Falarze szkołę szermierki i liczył, że będzie mógł żyć spokojnie, choć jego towarzysz Kyle tęsknił za kompanią najemników, w której służył przedtem, Karmazynową Gwardią. Okazało się jednak, że byłej pięści Imperium Malazańskiego nie jest łatwo zniknąć, zwłaszcza jeśli Imperium wydało na niego wyrok śmierci.
Na tronie Malazu zasiadł nowy cesarz, który nie może zapomnieć o zniewadze, jaką była nieudana inwazja na Korel. Odpowiedź na tę katastrofę kryje się w kryptach w Uncie, stolicy Imperium. W spisanych historiach powtarza się imię Kamienny Wojownik. Tymczasem w Korelu lord protektor Hiam, dowódca Sztormowej Gwardii, stanął przed groźbą zagłady wszystkiego, co dla niego drogie. Zostało mu tylko niewielu ludzi, a kamienny mur, którego broni, widział lepsze czasy. Starożytni nieprzyjaciele, Jeźdźcy Sztormu, ponawiają swe ataki. Tamtejszym krainom zagraża również wojna religijna. Kult Błogosławionej Pani, od tysiącleci opierający się Jeźdźcom, pragnie unicestwić wszystkich rywali. Pośród szerzącego się chaosu miejscowy sędzia prowadzący śledztwo w sprawie serii morderstw wpada nagle na trop znacznie starszej i straszliwszej zbrodni, która skaziła całą krainę…
#ksiazkiwhoresbane 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach
@Whoresbane niestety w moim otoczeniu fantastykę czyta tylko jedna osoba. W sumie to jako jedyna w ogóle czyta. Poza tym tak czy siak bardziej celuje w anglojęzyczny rynek.
Witam i zapraszam chętnych do sprawdzenia mojego 3go filmu nt. Malazanu Erkisona - tym razem o systemie magicznym tamtejszego świata przedstawionego. Jeżeli chcecie wiedzieć lepiej czym są groty, talia smoków, ascendencja i wiele innych to jest to materiał dla was. Film jest bezspoilerowy, także niezależnie na jakim etapie czytania serii jesteście myśle, że będzie pomocny.
Przy okazji na kanale są już dwa filmy dot. Malazanu: o rasach i świecie przedstawionym. Planuje jeszcze jeden film o Malazanie, w którym poruszę temat religii, kultów i organizacji. Jak już będzie wszystko, to parę miesięcy później połączymy to w jeden długi, blisko dwugodzinny film lorowy o tej epickiej serii fantasy. :)) 5!
- Erikson jest strasznie kiepski w przedstawianiu kreowanego świata. Nie potrafi opisywać rzeczy w sposób pozwalający na ich łatwa wizualizacje. Nie podaje dystansow, kolorów czy kształtów - zamiast tego wprowadza Nazwy i pogrywa w kulki z głównymi postaciami.
Ogólnie, najlepiej to się czyta o cyklu, a nie cykl.
Minimum tyle utworów fantastycznych pojawiło się na polskim rynku w tamtym roku. Oczywiście pewnie to nie wszystko, co się ukazało, ale i tak jest tego sporo. Na tyle dużo, że nie da się wszystkiego przerobić w rok - moim rekordem jest 235 przeczytanych opowiadań w 2020 roku. Dużo „pomogła” pandemia i to, że przez kilka miesięcy pracowałem przez dwa tygodnie w miesiącu.
Klęska urodzaju, ale przynajmniej jest w czym wybierać.
Problem pojawia się wtedy, kiedy jest się aspirującym pisarzem. Przy tak wielu tekstach różnych autorów trudno będzie przebić się do świadomości czytelników bez odpowiedniej promocji. Cieszę się, że już dawno porzuciłem marzenia o zostaniu sławnym pisarzem i teraz co najwyżej piszę dla własnej satysfakcji oraz garstki ludzi. Takie tam gorzkie żale.
Antologie mają to do siebie, że zawierają różne opowiadania różnych autorów. Trochę jak z pudełkiem niepodpisanych czekoladek - wiemy, co się tam znajduje, ale nie znamy smaków. Warto o tym pamiętać przy sięganiu po takie zbiory opowiadań.
„Fantazmaty 3” to już trzecia antologia nietematyczna - teksty łączy jedynie przynależność do szeroko pojętej fantastyki. W dodatku jest darmowa, jak wszystkie do tej pory wydane przez tę inicjatywę. Tekstów nie ma zbyt wiele - raptem sześć, ale za to bardzo długich. Standardowo napiszę o tych, które spodobały mi się najbardziej.
Filip Laskowski - Długi marsz.
Mimo że nie wszystkie powieści z „Uniwersum Metro 2033” są dobre, to bardzo lubię je czytać. I może opowiadanie Filipa Laskowskiego nie należy do tego projektu, to moim zdaniem ma wiele wspólnego: ludzie ukrywają się w schronie/bunkrze, na nieprzyjazną powierzchnię (tutaj przeraźliwe zimno) wychodzą tylko określone, przeszkolone osoby, największym zagrożeniem nie są mutanty/anomalie, a inni ludzie. Takie klimaty poruszają czułe struny w mojej duszy i mimo że nigdy nie chciałbym znaleźć się w podobnych warunkach, bardzo lubię o nich czytać.
Trochę podobne jest opowiadanie Magdaleny Świerczek-Gryboś pod tytułem „Czarnobyl cię kocha, biorobocie”. Podobnie nie trzeba się domyślać, dlaczego tekst mi się spodobał. :') Podczas długiej operacji postawienia nowego sarkofagu, który ma zabezpieczyć świat przed skutkami wypadku w elektrowni, dochodzi do niewyjaśnionych zniknięć ludzi, którzy znajdowali się w zonie. Ponadto wewnątrz niej nie działają żadne sprzęty, elektronika, pojazdy czy broń. Główny bohater, który pracował przy usuwaniu skutków katastrofy czarnobylskiej, wyrusza w stronę elektrowni, by kolejny raz uratować ludzkość.
Podobało mi się też opowiadanie „Mój Ragnarok” Marcina Rusnaka, które porusza ciekawy motyw - moc poszczególnych bóstw uzależniony jest od liczby ich wyznawców. W tym przypadku bóstwa skandynawskie zostały już praktycznie zapomniane i dogorywają w specjalnie stworzonym prawie że hospicjum (choć miejsce, w którym przebywają, nie do końca nim). Historia opowiedziana została z perspektywy Lokiego.
„Obcy w dolinie” Joanny W. Gajzler to z kolei humorystyczne fantasy - czasem odnoszę wrażenie, że przez Pratchetta już nie pisze się innego rodzaju fantasy. :') W pobliżu Wioski pojawia się Smok. Wieści zostały rozesłane i do Wioski przybywają wspomniani obcy, czyli prawie że stereotypowi bohaterowie: Rycerz, Mag, Nekromanta, Bard, Tropiciel et cetera. Fajne i lekkie opowiadanie.
Pozostałe dwa teksty nie przypadły mi do gustu i trochę się męczyłem, czytając je. No ale mam taką zasadę, że staram się przebrnąć przez wszystkie opowiadania.
„Marcowy numer "Nowej Fantastyki" pojawił się właśnie na rynku. Przygotowaliśmy w nim sporo atrakcji, o których chcemy powiedzieć parę słów.
Znajdziecie tu zatem m.in. artykuł o znanym z "Diuny" zgromadzeniu Bene Gesserit - o ich pozycji i roli, jaką odgrywają w dziejach uniwersum stworzonego przez Franka Herberta. Opowiemy także o najnowszych adaptacjach Lema na komiks i gry, ze szczególnym uwzględnieniem nagrodzonego Paszportem Polityki "Niezwyciężonego" - opowie o nim m.in. Magda Kucenty, nasza znakomita pisarka i współscenarzystka gry.
Kontrowersyjne anime "Wicked City" stało się dla Pauliny Jasik pretekstem do przyjrzenia się koncepcji kobiety-potwora w fantastyce z bardzo ciekawej i możliwe, że zaskakującej dla wielu perspektywy. Z kolei z Lamusa, od Agnieszki Haski i Jurka Stachowicza, dowiecie się więcej o dawnych utworach poruszających temat "promieni śmierci" (przy okazji: gorąco polecamy ich podcast na Spotify!). Mamy dla Was jeszcze dwa wywiady: z Jamesem Rollinsem, autorem popularnego cyklu "Sigma Force" i z Grzegorzem Gajkiem, twórcą powieści fantasy osadzonych w historycznych realiach.
W dziale literatury proponujemy tym razem aż siedem tekstów - trzy polskie i cztery zagraniczne. Wśród autorek m.in. Aleksandra Bednarska, Katarzyna Rupiewicz i Grace Chan.
Poza tym oczywiście nie zabraknie w numerze felietonów: Łukasza Orbitowskiego, Rafała Kosika, Oli Klęczar i Witka Vargasa. Będzie też kolejne spotkanie z Lilem i Putem, garść recenzji i świeżutka promocja prenumeraty, w której tym razem macie do wyboru prezent w postaci "Holly" Stephena Kinga lub "Bezgłosu" Katarzyny Puzyńskiej.
"Nową Fantastykę" możecie kupić w szanujących się kioskach, empikach i w księgarni stacjonarnej wydawnictwa Prószyński i S-ka, przy ul. Rzymowskiego 28 w Warszawie. Niezmiennie najlepszą metodą zakupu jest wspomniana wyżej roczna prenumerata. Przy okazji przypominamy, że w związku z likwidacją księgarni internetowej Inverso, obsługę naszej prenumeraty przejęła Gildia. Linki do miejsc, w których możecie zaopatrzyć się w nasz miesięcznik w wersji papierowej oraz w formatach cyfrowych i audio znajdziecie tradycyjnie w pierwszym komentarzu poniżej.
Witam i zapraszam zainteresowanych do sprawdzenia mojego nowego filmu z podsumowaniem głosowania na najlepszego pisarza fantasy. Walka do samego końca była wyrównana, ale koniec końców podium raczej nikogo nie zdziwi. W materiale również omówienie, masa komentarzy społeczności fanów fantastyki itd. 5!
@BJXSTR pytałem i dodrukują je w swoim czasie, Trawa w okolicach premiery kolejnego tomu. Oby tylko nie dali ciała i znowu nie różniły się o kilka mm. Z drugiej strony dobrze, że w ogóle to przywracają.
@BJXSTR przed chwilą dostaliśmy kolejne info, że te trzy dopiero w przyszłym roku. No chyba, że to ty się na Katedrze pytałeś pytałeś i już wiesz, bo ktoś o tych samych książkach pisał.