Wybrałem się wczoraj do kina na film Haikyuu i szczerze mówiąc, że jestem zawiedziony. Od razu mówię, że nie czytałem mangi, więc porównania nie mam, ale mimo tego ten film jest dla mnie pocięty, pourywany i po prostu niedorobiony. Czuć, że żeby upchnąć sezon w jednym filmie poszli mocno na skróty. Drugi set jest w zasadzie końcem filmu, dwa spojrzenia na piłkę i kończy się trzeci set. Tu znowu, nie czytałem mangi więc nie wiem, może jest to zabieg celowy, że ani się zorientować, a już po wszystkim, bo takie emocje, ale przy ilości flashbacków (które rozłożone na 12 odcinków nie byłyby problemem) i przeskoków to po prostu nie zagrało jak dla mnie. Ten film to trochę jak gra z której widać, że wycieli elementy do DLC. Zdecydowanie wolałbym normalny sezon.
Ale graficznie oczywiście przepiękny, animacja na najwyższym poziomie.
Niektórzy ludzie na ziemi zostali wybrani i otrzymali moce, aby móc walczyć ze złem jako superbohaterowie. Po jednej osobie na kraj. Bohaterką Japonii została Teru Momijiyama i przybrała przydomek "Shy".
Jak łatwo można się domyślić główną cechą wyróżniająca nasza protagonistę jest jej nieśmiałość. Raczej niepożądana cecha dla bohaterki, która powinna być swego rodzaju symbolem dla innych. Z mocami też nie jest lepiej, gdyż nasza heroina do walki używa ognia. Co jest chyba drugą najnudniejszą mocą po byciu supermanem.
Na szczęście bohaterowie poboczni dodadzą tutaj trochę koloru. Mamy tu dosłownie Davida Bowie'go w wersji socjopaty, który reprezentuje Wielką Brytanię. Tsundere pielęgniarkę ze Szwajcarii i zaspanego wojownika kung-fu z Chin.
Jednak najciekawsza jest bohaterka z Rosji. Pepesha Andreanova o pseudonimie "Spirits". Ubierająca się w wojskowym stylu i ciągle pijąca wódę. Zero subtelności xD
Razem będą walczyć z grupą złoczyńców o zdecydowanie za długiej nazwie i nie do końca jasnych motywach. Dostaniemy trochę akcji, trochę różnych dramatów, jakieś lekkie yuri hinty i wszystko to raczej dość słabo wykonane. Jednak jeśli podejdziemy do serii jak do programu podróżniczego to możemy się chociaż pośmiać.
Akcja w drugiej połowie, przenosi się do rosyjskiego sierocińca. Jeśli macie przed oczami wyobraźni przybytek wyglądający jak z horroru, który wygląda jak manifestacja słów: "syf, kiła i mogiła", to się mocno zdziwicie. Okazuje się że to całkiem nieźle prowadzona palcówka, gdzie dzieci mają się dobrze. Co prawda personel nie wylewa za kołnierz, ale jak dowiadujemy się później - "tu [w Rosjii] wszyscy piją".
Za murami już nie jest tak wesoło, rosyjska rzeczywistość sprawia że sierociniec wygląda jak raj na ziemi. Z retrospekcji możemy dowiedzieć się kilku interesujących rzeczy o tym kraju. Na przykład tego że wódka to magiczny napój, który odsłania wewnętrzne dziecko pijącego (dlatego dzieciom nie wolno tego pić). Pepesha jest wesoła i przyjacielska tylko na bani, na trzeźwo byśmy jej nie polubili. Jak nie masz rodziców to Cię nie zatrudnią. A największym marzeniem pewnej matki było wypicie wódeczki ze swoją córką.
Wspaniały obraz patologii.
Końcowa ocena to 4/10
Zapowiedziano już 2 sezon. Obejrzę żeby sprawdzić czy twórcy będą się pastwić nad jakimś innym krajem.
O to anime, które mało zna, ale pewnie gdzieś widzieliście. Jest to kontynuacja serii Blood+. Oprócz tego istnieje jeszcze pełnometrażowy film z 2012 roku.
To bardzo fajne anime. Z jednej strony spokojne, z drugiej strony poruszające jakiś poważniejszy problem co sezon.
Bohaterką jest dziewczyna która bardzo lubiała czytać książki, tradycyjnie jej się umarło i przeniosła się do a'la średniowiecznego świata. Przejęła ciało 5 letniej chorowitej dziewczynki i próbuje znaleźć sposób na przeczytanie książek. Ale skoro urodziła się w biednej rodzinie, to zaczyna kombinować z tym aby je stworzyć i przy okazji tworzy inne wynalazki.
Brzmi to prosto i nieskomplikowanie, ale bohaterka często przekonuje się że jej niski status jest problemem. A jej chorowitość prawie ją zabija.
Skończyłem 3 sezony, więc można spojlerować jak by co ( ͡~ ͜ʖ ͡°)
@Grewest bardzo ładna kreska, natomiast głupota głównej bohaterki i "pałacowe intrygi" w 3 sezonie sprawiły że o mało nie porzuciłem oglądania, no ale się przemęczylem, no ale do głupoty bohaterek shoujojosei anime circa 2005 jej daleko, chociaż widać inspiracje.
@Sosnowiczanin - tydzień już nie żyje a informują dopiero dzisiaj
On March 1, 2024, Toriyama died from acute subdural hematoma, at the age of 68.[71][72] His death was announced by Bird Studio one week later on March 8. He is set to have a small funeral with his family.[73]
@Saint Jak zacząłem oglądać anime bardziej na poważnie to na wykopie polecili shindena i to jest moja podstawowa platforma gdzie dodaje, ale równocześnie oceniam na myanimelist oczywiście.
Jeśli chodzi o "Lojalną trójkę" to wygrywa Okidogi (55,56%), na drugim miejscu Fezandipiti (44,44%), ostatni był Munkidori z pięknym wynikiem (0%).
Dziś mamy ostatni pojedynek w którym zmierzą się ostatnie pokemony. Dwie legendy i jeden mityczny. Pierwszy i ostatni są mocno związani z "Lojalną trójką", środkowy doszedł na doczepkę.
Pojedynek "Paradokslanego Duetu" zakończył się zdecydowanym zwycięstwem Miraidon'a (83,33%), mniej fanów miał Koraidon (16,67%).
Dziś mamy legendarną grupę zwaną "Lojalną trójką". Wszystkie są wariacją typu trującego. Widać że są silnie inspirowani legendą o Momotaro. Dlatego dziś wybieramy z:
Z kwartetu "Skarbów Ruin" najbardziej przypadł wam do gustu Wo-Chien (35,71%), kolejny był Chien-Pao (28,57%), dalej Chi-Yu (21,43%) i na końcu Ting-Lu (14,29%).
Dziś pojedynek "Paradokslanego Duetu" i jednocześnie maskotek najnowszej odsłony gier, czyli Scarlet/Violet. Są to dość dziwaczne pokemony, na których można jeździć jak na motorach. Do wyboru mamy:
Basilisk: Kouga Ninpou Chou (2005) od Gonzo to chyba już klasyka edgekino, do tego stosunkowo późno wydany produkt kina stricte ninjacentrycznego - późno, bowiem powieść stanowiąca podstawę dla tej fabuły została wydana w roku 1958, i zaszczyt ojca bajek o ninja zgarnął Ninja Scroll z 1993, który jest książką ledwie inspirowany. Echa Ninja Scrolla są, jak najbardziej, wtórnie obecnie i w Basilisku.
Nurt bajek o ninja jest doskonale czytelny, i widzimy jego owoce równie dobrze tak w Kenshinie, jak i w Gintamie. Ninja są tu odczłowieczeni, przypisuje się im nadprzyrodzone moce i częstokroć bardzo powykręcaną powierzchowność. Jednocześnie, w Basilisku animowanym zwłaszcza, zachowują normalne, ludzkie cechy charakteru, i są bohaterami wcale wielu niewinnych scenek rodzajowych.
Rzecz się ma tym razem nt. wielkiego pojedynku na śmierć i życie klanów Kouga i Iga, do tej pory związanych z trudem zaakceptowanym pokojem szogunackim. Jednak tutaj właśnie szogunat znowu pragnie poróżnić klany, a to z powodu, przyznajmy szczerze, raczej dętego - pojedynek ma rozwiązać problem sukcesji i wyznaczyć osobę trzeciego szoguna.
Kto w temacie się orientuje, ten w zasadzie zna konkluzję z marszu - Takechiyo zostaje szogunem, znanym historii jako Iemitsu, kosztem młodszego, zdolniejszego brata, Kunichiyo. A zatem, w pojedynku muszą zwyciężyć Iga, reprezentujący Takechiyo, aby fabuła była historyczna, nie zaś historycyzowana. Tak się też dzieje.
Szczęśliwie dla widzów, motywy pojedynku są odległe i, przez większość czasu, zupełnie nieznane nawet dla ninjów, zaś osią fabuły staje się zerwanie wyżej wspomnianego pokoju między klanami. Świeży rachunek krzywd doskonale napędza bitkę, zaś część starych członków klanu doskonale pamięta dawne podłości. Młodzi, jak to młodzi, już niekoniecznie.
Gennosuke, obecny przywódca Kouga, i młoda Oboro, z grzeczności traktowana jako głowa Iga, urodzili się już w trakcie trwania pokoju, i nie rozumieją wcale zaciekłej nienawiści swoich wasali. Mało tego, ich rychłe małżeństwo miało ostatecznie zakopać topór wojenny, tym silniej, że młodzi szczerze mieli się ku sobie. Co szogun dał, to i szogun zabrał, i przychodzi im się bić.
Możecie zapewne się domyślać, że ich wasale są do bitki znacznie bardziej wyrywni, niż sami przywódcy, i w zasadzie cały serial to seria podstępnych pojedynków, do pewnego momentu za plecami Gennosuke i Oboro, po dramatycznym kryzysie zaś już z ich udziałem. Znaczną część tej hecy kradnie Tenzen, starszy z rodu Iga, pożerający nagminnie sceny i napędzający dramę w drugiej części serialu. Nie jest to wcale zła historia, jakkolwiek cierpi na spowolnienia z powodu wyżej wspomnianych scenek rodzajowych.
Wbrew znanej mi krytyce, nie uważam wcale, by najistotniejszymi dla kulawego pacingu były te majestatyczne sceny, gdy dwóch wojowników sobie siedzi i sączy pod nosem te samurajskie mądrości. To kwestia konwencji, którą osobiście sobie cenię, i naprawdę nierozsądnym jest się z nią bić. Równie dobrze można krytykować z tego samego powodu film Śmierć herbacianego mistrza.
Stosunkowo mało intensywne tempo zabawy pozwala napawać się bardzo udaną oprawą audio-wideo. To autentycznie dobrze narysowana bajka, z atrakcyjnymi projektami postaci, niegłupią animacją, i siląca się niekiedy na te jakże orientalne przyrodnicze metafory. Muzyczkę podzielmy uczciwie - o ile w trakcie seansu będziemy słyszeć przeważnie te wszystkie flety, bębenki, i Bóg wie na czym jeszcze 400 lat temu w Japonii grano, to OP i ED są zupełnie innym doznaniem. To bangery, po prostu, OP wrzucam niżej.
Jak najbardziej polecam Basilisk. W segmencie seansów o dziwacznych ninja, to zapewne topka. W segmencie jidaigeki w ogóle, również uczciwie plasuje się raczej w wyższych stanach średnich. Jako seans - przykuwa, i nie puszcza. Wspaniała zabawa dla całej rodziny.
kuurhwa obejrzalem se wszystkie epizody goblin no suana i walilem do tego kolnika bo gobliny to paskudne potwory a ja tez wygladam jak jakies jebane obrzydliwe monstrum zezowate z cofnieta szczeka wiec czulem sie jakbym ogladal siebie posuwajacego jakies hot femboty #przegryw #anime #animedyskusja
Ulubionym starterem z 8 generacji został Sprigatito (47,37%), za nim Quaxly (36,84%), na końcu wylądował Fuecoco (15,79%).
Dziś mamy kwartet legendarnych pokemonów zwany "Skarbami ruin". Wszystkie 4 są częściowo typu mrocznego i wyglądają na długowieczne istoty. Do wyboru mamy:
Dirty Pair (1985) niby warto obejrzeć, ale też opatrzmy no tę rekomendację stosowną instrukcją obsługi. Co metryka sugeruje - seans jest naprawdę leciwy, niemal całkowicie epizodyczny (jeden jedyny wątek trwa 2 odcinki), nie ma absolutnie jakiejkolwiek intrygi w tle, nie sili się na jakikolwiek spójny worldbuilding, jednym słowem - czyste złoto.
Kei i Yuri nadają ton całej serii, to one są jej frontem, mięchem, i zakrystią też. To dwie leniwe, rozpustne megiery, pracujące jako 'konsultantki' w agencji bezpieczeństwa 3WA, zatrudniane do misji jawnych i tajnych, aby kogoś ochraniać, coś odzyskać, kogoś odstrzelić - robią za Jamesa Bonda, zatrudnionego u prywaciarza. Ich główną motywacją jest zarobić i się nie narobić, a przy okazji wyrwać jakiegoś przystojnego gacha.
Seria wychodziła mniej więcej w tym samym czasie, co Gundam Zeta, i wygląda podobnie - widzom niezaznajomionym z epoką może to przeszkadzać, starym dziadom wcale nie powinno. Wodotrysków nie ma, ale i tak jest miło. Fanserwis występuje w ilościach śladowych.
W ostatnim pojedynku 8 generacji konie wspólnie dobiegły na metę i mamy remis, Glastrier i Spectrier (38,46%). Jeździec spadł i dobiegł na końcu, Calyrex (23,08%).
Witam w Paldea.
Dziś zaczynamy pojedynki z najnowszej 9 generacji. Na początek klasycznie startery, tym razem do wyboru mamy:
1. Hanami
2. Jogo
3. Dagon
Zapraszam do głosowania.
#pokemon #pokemongo #animedyskusja #pokepojedynki
Jaki jest twój ulubiony starter z 9 generacji pokemonów?
@Saint W sumie to teraz śledzę głównie Tower of God i The Breaker: Eternal Force, bo te serie czytam od początku. Z tych nowszych na podstawie novel to: A returner's magic should be special, The Great Mage returns after 4000 years (nowela jest świetna btw), Nano Machine, no i Solo Leveling już się skończył ale zacny był.
Wyrównany pojedynek, gdzie twórca musiał ustąpić przed swoją kreacją. Wygrywa Regidrago (38,46%), na drugim wspólnie stanęli Regigigas i Regieleki (30,77%).
Dziś mamy niezwykle interesujące trio. Duet pokemonów koni i królewskiego jeźdźca. Ten ostatni dzięki specjalnemu przedmiotowi "Lejcom jedności", potrafi połączyć się z jednym z koni i otrzymać nową formę.
Glastrier to całkiem fajny lodowy jednorożec. Podobają mi się lodowe buciki i ta niby maska. Udany design.
Spectrier wygląda trochę jak goth wersja jednorożca z filmu "Ostatni jednorożec", co jest całkiem spoko. Duchowe kopytka są najciekawszym elementem jego designu, wyglądają świetnie. to chyba one przechyliły szalę na jego stronę.
Calyrex ma zdecydowanie najzabawniejszy design. Wygląda pokracznie, zupełnie jak jakiś karykaturalny portret.
Asobi ni Iku Yo! (2010), znane też jako Cat Planet Cuties, miało rzutem na taśmę ocalić cycokomedie w moich oczach, a jedynie ostatecznie pogrzebało moje marzenia na ich temat. To seans ze wszech miar złudny. Ani nie obfituje w fanserwis na tyle, na ile by się mogło wydawać, ani nie jest dostatecznie ciekawy jako historia, żeby przy tym siedzieć.
To tak naprawdę pułapka na otaku, a konkretniej gun otaku, obsesjonatów broni i wojskowości, dospawana do nieco dekonstruktorskiego (a więc, po prostu słabego) spojrzenia na pierwszy kontakt z pozaziemską cywilizacją, która to okazuje się nieironicznymi kotodziewuszkami. Takie to niedorzeczne, że aż ludzie protestują przeciw temu z bronią w ręku, i w tej części seansu bajka jest strawna. Najwięcej też tu cycoli, a więc tego, po co przyszedłem.
Niestety, natężenie tego typu rozkosznych bzdurek spada, a zastępują je odcinki wypluwane już ze scenopisarskiego automatu, dodatkowo zaczadzone pseudoromansem, w którym najlepsza dziewuszka zafiksowała się na usilnym spiknięciu obrzydliwie płaskiej baby z głównym bohaterem, popełniając przy tym kuriozalną samokukoż. Kiepsko się to ogląda.
Główny bohater jest zresztą chyba po jakiejś hipnoterapii, bo nawet kotodziewuszka w rui, która wprost domaga się bzikania, to dla niego powód do niezrozumienia i zażenowania. Jest idealnie wyprany z jakiegokolwiek charakteru i cierpi na ujemny poziom testosteronu - c⁎⁎j mu w d⁎⁎ę i na imię, za przeproszeniem, bo wręcz złościł mnie swoim kretynizmem.
Niestety ktoś tam w Japonii ubzdurał sobie że scenarzystów do tego typu produkcji można śmiało zarekrutować z fastfoodowej restauracji.
Oczywiście ci beznadziejni scenarzyśvi dostają do łapy szablon zapewniający 0 miejsca na pomysły własne - Ma być conajmniej 5 cycatych lasek przedstawianych w 5 kolejnych odcinkach, które biją się o głównego bohatera który i tak nigdy nie zar*cha.