W piątek 19.04 o godzinie 17:00 w Książnicy Beskidzkiej w Bielsko-Białej odbędzie się spotkanie autorskie z Radkiem Rakiem, laureatem nagrody literackiej Nike, autorem „Baśni o wężowym sercu albo Wtórego słowo o Jakóbie Szeli“.
A dla tych, którzy nie boją się słowa na literę „f” - także zdobywcy Nagrody Głównej w Nagrodzie Literackiej im. J. Żuławskiego, nagrody „Nowej Fantastyki” w kategorii Polska Książka Roku, Nagrody im. J.A. Zajdla.
Zadebiutował w 2014 roku książką „Kocham cię, Lilith”.
Za wydaną w 2022 roku powieść „Agla. Alef” otrzymał Nagrodę Krakowa Miasta Literatury UNESCO 2022.
W 2023 roku ukazała się książka „Agla. Aurora”.
W swojej twórczości chętnie sięga do mitów i legend, a wątki historyczno-obyczajowe łączy z baśniowymi.
Ukończył studia weterynaryjne na Uniwersytecie Przyrodniczym w Lublinie.
Spotkanie odbywa się w ramach Światowego Dnia Książki i Praw Autorskich.
Opis zapożyczyłem z facebookowej strony Książnicy Beskidzkiej.
Wężowe serce choć mające pewne negatywne cechy, uważam za bardzo udaną książkę. Do dziś pamiętam o czym była, a to dlanie jest wykładnikiem dobrej historii.
Ehh ostatnio mialem totalna obsesje na punkcie ksiazki House of Leaves / dom z liscie, normalnie tydzien z zycia czytalem nawet w kiblu na pracbazie totalny sztos, polecilem koliedze @splash545 a tu lipa bo w pl wydal to tylko MAG i juz niema, a to specyficzna ksiazka trzeba miec egzemplarz papierowy… szkoda bo po ang sa moze nie tanie ale do 30€ idzie dostac, ceny polskich uzywek z racji mniejszgo nakladu kosmiczne… wziolbys jako magnat ksiazek z hejto im napisal zeby sie ogarneli i cos drukneli wiecej ( ͡ʘ ͜ʖ ͡ʘ).
@Whoresbane ehhh a to sztos nad sztosy… no nic zostaje jak z podrecznikami do warhammera za dzieciaka ; cyk z domu kultury i jebiemy ksero po calosci.
HMS Ulisses - Alistair MacLean, całkiem niezła książka o konwoju z pomocą dla Związku Radzieckiego ale jednak marynistyka to nie jest mój ulubiony temat. A teraz Peanatema, całkiem inna bajka...
Moja babcia uwielbiała MacLeana i miała ich mnóstwo, więc też przeczytałem jak tam całe wakacje spędzałem mając koło 10 lat. Nie pamiętam żadnej pojedynczej książki, ale pamiętam że lubiłem :)
Wydawnictwo MAG zapowiada kontynuację Wampirzego Cesarstwa. "Cesarstwo potępionych" Jaya Kristoffa trafi na sklepowe półki 15 maja 2024 roku. Dwa wydania w twardej oprawie, różniące się jedynie szatą graficzną, obejmują 864 strony, w cenie detalicznej 69 zł. Poniżej okładki (lewa pasuje do czarnej okładki pierwszego tomu, prawa do białej) i krótko o treści.
Gabriel de León ocalił Świętego Graala od śmierci, ale stracił przy tym szansę na położenie kresu wiecznej nocy.
Po tym, jak na dobre wyrzekł się swoich srebroświętych braci, wyrusza z Graalem w drogę, aby poznać prawdę o tym, jak zakończyć bezdzień.
Ostatniemu Srebroświętemu zagrażają jednak liczne niebezpieczeństwa, zarówno zewnętrzne, jak i wewnętrzne. Ścigany przez potomków Wiecznotrwałego Króla, wciągnięty w tkane od stuleci pajęczyny wojen i waśni i dręczony wzmagającą się żądzą krwi może nie dożyć chwili, gdy objawiona zostanie prawda na temat Graala.
Prawda zbyt straszna, by ktokolwiek potrafił ją objąć wyobraźnią.
#ksiazkiwhoresbane 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach
Wydawnictwo MAG przedstawia projekt jednej z wersji okładek do kontynuacji Wampirzego Cesarstwa. "Cesarstwo potępionych" Jaya Kristoffa trafi na sklepowe półki 15 maja 2024 roku.
#ksiazkiwhoresbane 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach
@Whoresbane pierwszej nawet nie ruszylem, ale stoi na polce. ladnie wydana. pytanie jaki to jest kolor? myslalem ze do konca beda sie trzymac czarne/biale. a tu jeb czerwona. ciekawe jaka bedzie druga wersja drugiego tomu. zielona? xD
@bob-dylan Pokazali ale do 4 tomu potem to zrobili z tego gówno w trawie. Zakończenie to chyba konsultowali z twórcami Gry o Tron. Ale średnie zagranie wydawnictwa bo oni dopiero 1 tom napisali i co potem ogłoszą że za długo piszą serię i porzucą a jak wznowią to wydawnictwo nie kontynuujemy bo byśmy musieli odnowić prawa do poprzednich tomów...
Jako że ostatnio pochłonęła mnie gierka „Helldivers 2”, która sporo rzeczy (walka z robalami, faszystowskie metody et cetera) zaczerpnęła z ekranizacji „Żołnierzy kosmosu”, postanowiłem przeczytać pierwowzór. Trochę to pokręcone, ale film oglądałem już kilka razy, a książki nigdy nie przeczytałem. No, teraz już tak.
Prawie cała pierwsza połowa powieści niespecjalnie różni się od innych fabularyzowanych wojennych książek - główny bohater, Juan Rico, wiedziony niespodziewanym patriotycznym obowiązkiem, postanawia wstąpić do wojska. Ale że nie osiągnął wybitnych wyników w szkole, nadaje się jedynie do piechoty, zmechanizowanej w dodatku (no i do jednostki współpracującej z ulepszonymi psami, ale to tam szczegół). Na własnej skórze poznaje, czym jest życie w armii: przechodzi przez wymagające fizycznie i psychicznie szkolenie, które ma odsiać wszystkich nienadających się do wojska. W końcu służba jest dobrowolna, nikt nie trzyma nikogo na siłę. Dlaczego więc ludzie się zaciągają?
Autor przedstawił wydawałoby się, że idealny ustrój państwa - obywatelami, którym przysługuje prawo głosu w wyborach, mogą zostać jedynie ci, którzy ukończyli minimum dwuletnią służbę wojskową. Jeśli ktoś dobrowolnie zrezygnował albo został wyrzucony przez złamanie regulaminu, tracił tę możliwość bodajże dożywotnio.
Jak napisałem, wydawałoby się, że to system wręcz idealny. Zgodnie z ideą głosować mogą jednostki, które po pierwsze, udowodniły, że potrafią przejść przez mordercze szkolenia i przeżyć do dnia zakończenia służby, a po drugie, posiadają odpowiednie cechy do wzięcia odpowiedzialności za swoje czyny, czyli także głos. W końcu dobry żołnierz jest oddany swojej ojczyźnie, a przede wszystkim swojej jednostce i zrobi wszystko, nawet rzuci się ciałem na granat, by ocalić współtowarzyszy. Czy jakoś tak.
Pozwala uniknąć to sytuacji, w której za przyszłe losy odpowiadają osoby, które na przykład nie znają się na ekonomii albo kierują się uprzedzeniani czy nawet złośliwością.
Służba wojskowa przybiera różne oblicza, więc to nie jest tak, że tylko piechociarze mają szansę na obywatelstwo. Wszystko zależy od predyspozycji i wstępnych testów, które tak jak w przypadku Rico, pozwalają na określenie idealnego przydziału.
No bo Rico z problemami, ale jednak przechodzi przez szkolenie, dostaje przydział do jednostki i bierze udział w pierwszej poważnej bitwie. A potem w kolejnych i kolejnych, w międzyczasie pnąc się wyżej w łańcuchu dowodzenia.
Druga część powieści to oczywiście sławna Wojna z Robalami, które wcale nie są głupie. Są równie inteligentne co ludzie, może nawet bardziej, i przede wszystkim przewyższają ich liczebnie. Do tego nie mają sentymentów i zwycięstwem jest nawet utrata tysiąca robali tylko po to, żeby dopaść jednego człowieka. Zwerbowanie nowego żołnierza w przypadku ludzkości to minimum osiemnaście lat nauki oraz kilka miesięcy szkolenia, w przypadku robali to tylko kwestia wyklucia odpowiedniej jednostki.
Heinlein może i nie jest mistrzem batalistycznych opisów, ale rozdział o misji, które polegała na rozpoznaniu powierzchni planety robali i późniejszej próbie pojmania ichniejszego dowództwa była bardzo klimatyczna. Może dlatego, że w głowie miałem obrazy z ekranizacji oraz świeższe wspomnienia z „Helldivers 2” - bądź co bądź czytało się to świetnie.
Jest też jeszcze jedna kontrowersja - rozdział o wymierzeniu jedynej kary śmierci przez powieszenie, rekrutowi, który zdezerterował po paru dniach służby. Armia nie zaprzątała sobie nim głowy - nie nadawał się na żołnierze, nie nadawał się także na obywatela. Problem pojawił się w momencie, w którym dezerter zamordował dziewczynkę. Zgodnie z regulaminem została mu wymierzona kara śmierci. Chwast został wyrwany.
Kontrowersyjna część zaczyna się przy wspomnieniach z zajęć z historii i filozofii moralnej, w podczas których nauczyciel, zresztą były żołnierz w randze podpułkownika, opowiadał o wychowywaniu najpierw psów, a potem dzieci, metodą karcenia ich fizycznie, gdy coś przeskrobały.
Szczeniak nasikał w pomieszczeniu? Trzeba go okrzyczeć, dać kilka klapsów i wsadzić jego nos w pozostawione siki, wtedy nauczy się, że tak nie można robić.
Podobnie z dziećmi, a raczej młodocianymi przestępcami. Wielu uważa, że klapsy czy wszelkie inne kary sprawiające ból wyrządzają dziecku trwałe szkody psychiczne. Nauczyciel określił to „przednaukowymi, pseudopsychologicznymi bzdurami”. Młodociany popełni przestępstwo i największą karą, jaką go spotka, może być umieszczenie w zakładzie poprawczym. Tam trafi wśród sobie podobnych - teoria zakłada, że z pomocą wychowawców uda się takiego gagatka zresocjalizować. Często bywa wręcz przeciwnie i po osiągnięciu pełnoletności młodociany przestępca zostaje dorosłym przestępcą i ponownie największą karą jest pozbawienie wolności. Według podpułkownika w takiej sytuacji brakuje właśnie wspomnianych kar fizycznych, które mogłyby nauczyć młodocianych przestępców, że źle postępują.
Nie mam dzieci, nie planuję ich także, więc nie znam się na ich wychowywaniu. Myślę jednak, że kary fizyczne nie są odpowiednią metodą i mogą przyczynić się do wręcz nienawiści wobec rodzica. Podpułkownik wspomniał przy tym, że kara fizyczna nie może być zbyt często stosowana, ponieważ straci wtedy cały swój sens.
Ostatnio dowiedziałem się o sytuacji z mojego wczesnego dzieciństwa, której rzecz jasna nie pamiętam. Ponoć na spacerze wyrwałem się cioci, które prowadziła mnie za rękę, i pobiegłem w stronę ruchliwego przejścia dla pieszych. Zostałem złapany i został mi wymierzony klaps, dzięki czemu kolejnym razem zatrzymałem się przed przejściem dla pieszych i zapytałem cioci, czy możemy przechodzić. Czy jestem przez to w jakiś sposób skrzywiony? Wydaje mi się, że nie i też trudno mi sobie przypomnieć, kiedy ostatni raz dostałem klapsa od rodziców, wujostwa czy dziadków.
Z drugiej strony ból niejako jest skutecznym nauczycielem. Poparzysz się, dotykając gorącego kubka? Następnym razem będziesz bardziej uważać. Nażresz się wieczorem niezdrowych rzeczy i będziesz potem cierpieć przez noc? Następnym razem będziesz jadł z umiarem. Chociaż to ostatnie niezbyt działa w moim przypadku.
Powieść jest bardzo dobra i polecam zapoznać się także z ekranizacją, która moim zdaniem jest świetna, tak samo jak z grą „Helldivers 2”, jeśli grywacie w gierki, rzecz jasna. O tym tytule też kiedyś napiszę, ponieważ twórcy traktują swoich graczy bardzo sprawiedliwie i warto o tym wspomnieć.
w karach fizycznych nie chodzi o ból. Destruktywny charakter takiej kary polega na niszczeniu psychyki. Dzieci karane biciem są często niepewne siebie, nie podejmują wyzwań, mają utrudniony rozwój osobowości albo, jeżeli kary fizyczne były stosowane w nadmiarze, powodują agresję.
Bicie jest złe. Nauczyłeś się jako małe dziecko nie wbiegać na przejście dla pieszych tylko wtedy gdy byłeś z ciocią. Bałeś się jej, a nie ewentualnego potrącenia wiec kara, mimo ze sprawiała wrażenie ze działa, tak naprawdę nauczyła Cię tego żeby się zatrzymać, a bo myśleć dlaczego powinienes stanąć.
Ja byłem bity do dorosłości. Nauczyło mnie to tylko tego jak kar unikać czyli kłamać, zwalać na innych, nie zadawać pytan i nie dyskutować. Dzisiaj jako 40 letni facet nie rozmawiam z rodzicami mimo ze pochodzę z tzw dobrego domu
@cyberpunkowy_neuromantyk książka jest świetna i zasługuje według mnie na więcej niż 7. Pamiętaj jednak, że to w dużej mierze satyra i nie bierz wszystkiego co tam przeczytasz na poważnie.
Warto też pamiętać, że były dwie wersje książki - oryginalna i ugrzeczniona. Ty prawdopodobnie masz ugrzecznioną.
Witam i zapraszam na mój film, w którym spróbujemy znaleźć najlepszego wojownika wśród postaci z książek fantasy. Wyruszymy na poszukiwania do ponad 15tu uniwersów, więc jak jesteś czytelnikiem fantastyki, to całkiem możliwe, że znajdziesz tu coś dla siebie. 5!
Kolejna powieść przeczytana w „odcinkach” publikowanych w czasopiśmie „Fantastyka”. Z tego, co czytałem, można było wyciąć wszystkie trzy części i samemu złożyć w powieść nawet z okładką, ale trudno jest coś takiego zrobić ze skanami. :')
Ludzkość przestała istnieć. Wszystko przez rasę kosmitów, Vulmotów, która dokonała obliczeń i wyszło, że w dalekiej przyszłości ludzie mogą im zagrozić. Nie chcieli ryzykować i pozbyli się Ziemian. No, prawie - pozostały niedobitki, które rozproszyły się po całej galaktyce. Co najgorsze, przeżyli sami mężczyźni, więc mogą zapomnieć o przetrwaniu swojego gatunku. Tak samo jak o Ziemi, skażonej promieniowaniem radioaktywnym.
Głównemu bohaterowi trudno jest zapomnieć, ale mocno się stara. Jest uzależniony od dronu - lokalnego narkotyku - i przedstawia sobą nieprzyjemny obraz dla oka. W beznadziejnym stanie odnajduje go stary znajomy, który informuje go, że nie wszystko stracone. Inna rasa kosmitów, także podbita i zniewolona przez Vulmotów, zdołała ukryć grupę kobiet. Rozbudziło to nadzieję pozostałych przy życiu mężczyzn, ale oczywiście nie ma nic za darmo - najpierw muszą zebrać flotę i wykonać kilka misji, które pozwolą odwrócić uwagę Vulmotów.
Obawiam się, że z dzisiejszego punktu widzenia ta historia może być nieco sztampowa - w końcu została wydana blisko sześćdziesiąt lat temu. Są intrygi, są bitwy pomiędzy flotami statków kosmicznych, jest (a raczej była) starożytna rasa, która zostawiła po sobie skomplikowaną i trudną w użyciu technologię. Co prawda nie miałem zbyt dużej styczności z space operami, ale ten ostatni motyw widziałem chociażby w trylogii „Mass Effect”.
Bardzo spodobało mi się zakończenie. Byłem przekonany, że historia zakończy się szczęśliwie dla mężczyzn i że odzyskają swoje kobiety, by potem osiedlić się wspólnie na podarowanej im planecie z dala od wrogich ras, ale zostałem mile zaskoczony.
Wydawnictwo MAG zapowiada trzeci tom Imperium Malazańskiego. "Kamienny wojownik" Iana Camerona Esslemonta ma ustaloną datę premiery na 12 kwietnia 2024 roku. Wydanie w twardej oprawie obejmuje 848 stron, w cenie detalicznej 69 zł. Poniżej okładka i krótko o treści.
Szara Grzywa wierzył, że zdoła uciec przed przeszłością. Otworzył w Falarze szkołę szermierki i liczył, że będzie mógł żyć spokojnie, choć jego towarzysz Kyle tęsknił za kompanią najemników, w której służył przedtem, Karmazynową Gwardią. Okazało się jednak, że byłej pięści Imperium Malazańskiego nie jest łatwo zniknąć, zwłaszcza jeśli Imperium wydało na niego wyrok śmierci.
Na tronie Malazu zasiadł nowy cesarz, który nie może zapomnieć o zniewadze, jaką była nieudana inwazja na Korel. Odpowiedź na tę katastrofę kryje się w kryptach w Uncie, stolicy Imperium. W spisanych historiach powtarza się imię Kamienny Wojownik. Tymczasem w Korelu lord protektor Hiam, dowódca Sztormowej Gwardii, stanął przed groźbą zagłady wszystkiego, co dla niego drogie. Zostało mu tylko niewielu ludzi, a kamienny mur, którego broni, widział lepsze czasy. Starożytni nieprzyjaciele, Jeźdźcy Sztormu, ponawiają swe ataki. Tamtejszym krainom zagraża również wojna religijna. Kult Błogosławionej Pani, od tysiącleci opierający się Jeźdźcom, pragnie unicestwić wszystkich rywali. Pośród szerzącego się chaosu miejscowy sędzia prowadzący śledztwo w sprawie serii morderstw wpada nagle na trop znacznie starszej i straszliwszej zbrodni, która skaziła całą krainę…
#ksiazkiwhoresbane 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach
@Whoresbane niestety w moim otoczeniu fantastykę czyta tylko jedna osoba. W sumie to jako jedyna w ogóle czyta. Poza tym tak czy siak bardziej celuje w anglojęzyczny rynek.
Witam i zapraszam chętnych do sprawdzenia mojego 3go filmu nt. Malazanu Erkisona - tym razem o systemie magicznym tamtejszego świata przedstawionego. Jeżeli chcecie wiedzieć lepiej czym są groty, talia smoków, ascendencja i wiele innych to jest to materiał dla was. Film jest bezspoilerowy, także niezależnie na jakim etapie czytania serii jesteście myśle, że będzie pomocny.
Przy okazji na kanale są już dwa filmy dot. Malazanu: o rasach i świecie przedstawionym. Planuje jeszcze jeden film o Malazanie, w którym poruszę temat religii, kultów i organizacji. Jak już będzie wszystko, to parę miesięcy później połączymy to w jeden długi, blisko dwugodzinny film lorowy o tej epickiej serii fantasy. :)) 5!
- Erikson jest strasznie kiepski w przedstawianiu kreowanego świata. Nie potrafi opisywać rzeczy w sposób pozwalający na ich łatwa wizualizacje. Nie podaje dystansow, kolorów czy kształtów - zamiast tego wprowadza Nazwy i pogrywa w kulki z głównymi postaciami.
Ogólnie, najlepiej to się czyta o cyklu, a nie cykl.