Mnie przypadło dzisiaj zapodać to zapodaję.
Temat oczywiście Prima Aprilis.
Rymy:
niespodziewany
żenujące
karzące
lany
#naczteryrymy #zafirewallem #tworczoscwlasna

Społeczność
"Mnie to się marzy, żeby ona była miejscem wszelkich swawoli słownych" @George_Stark #naczteryrymy #nasonety #naopowiesci #klubczytelniczy
Mnie przypadło dzisiaj zapodać to zapodaję.
Temat oczywiście Prima Aprilis.
Rymy:
niespodziewany
żenujące
karzące
lany
#naczteryrymy #zafirewallem #tworczoscwlasna
Zaloguj się aby komentować
Życząc Państwu (ale również - a może i przede wszystkim - sobie) więcej weny, ochoty, a nade wszystko więcej jednak czasu (nadzieją niech będą zbliżające się święta) ogłaszam co następuje:
zwycięzcą XXV edycji zabawy #naopowiesci w kawiarni #zafirewallem zostaje kolega @fonfi! - gratuluę!
Kolega, który napisał wspaniałe (już się nim zachwycałem, ale zachwycę się jeszcze raz) opowiadanie o Rzesiu (pod tytułem Rzesio) okazał się w tej edycji bezkonkurencyjnym. Jakiego bym więc kryterium nie obrał, no to według niego i tak i tak wygrywa właśnie on. Nie obieram więc kryterium żadnego, albo obieram je wszystkie - proszę sobie wybrać. Efekt i tak będzie ten sam.
Dziękuję za uwagę, koledze dziękuję za udział i jeszcze raz gratuluję. Ze swojej strony ponownie zaś wyrażam już raz wyrażoną na początku tego wpisu nadzieję.
#podsumowanienaopowieści
@George_Stark niby człowiek widział, a jednak się łudził.
"okazał się w tej edycji bezkonkurencyjnym" - fakt, literalnie nie miałem żadnej konkurencji. Ale przynajmniej mogę sobie teraz bezkarnie zakupić książkę w ramach nagrody
Pozostaje mi podziękować za słowa uznania i przystąpić do dumania nad tematem kolejnej edycji, którą postaram się rychło otworzyć.
Zaloguj się aby komentować
No to szybka piłka #naczteryrymy #kawiarenkazafirewallem
Temat higiena
Rymy: Zapachem- strachem- prysznicem - tajemnicę
Powodzenia!
Zaloguj się aby komentować
Chcę podziękować koledze @fonfi ,
że słowa dotrzymał (w com i nie wątpił)
i za to, co mi się napisać zdarzyło
dostałem nagrodę. I jest mi miło.
A będzie mi jeszcze być może milej,
kiedy butelkę przechylę za chwilę,
choć zrobię to jednak dopiero za moment,
bo najpierw proszę pozdrowić żonę.
#zafirewallem
i #naopowiesci chyba, bo to w tym konkursie nagroda

Zaloguj się aby komentować
Dzień dobry się z Państwem,
Skoro prawie miesiąc temu, przy okazji otwarcia XXV edycji zabawy #naopowiesci, zostałem przez kolegę @George_Stark wywołany do tablicy, to niezręcznie byłoby po raz kolejny robić uniki. Jako że temat opowiadania miał nawiązywać do "porażki, nieporozumienia, albo innego pszypału", to zapraszam Państwa do lektury krótkiego opowiadania (~1170 słów) o Rzesiu, które dodatkowo nawiązuje do tematu edycji XXIII (Sekrety małych miejscowości/wsi - mroczne, pozytywne, jakie tylko chcecie), czym mam nadzieję zmniejszę sobie o 1 (słownie: jeden) liczbę zaległych prac.
Pozwolę sobie jeszcze dodać, że historia Rzesia (a dokładnie sama jej końcówka) oparta jest na "faktach autentycznych".
Rzesio
Cześć. Mam na imię Rzesiek i mam 19 lat. Mam też dziewczynę. To znaczy jeszcze wczoraj wieczorem miałem. Miałem też przestać być prawiczkiem. Niestety prawiczkiem jestem nadal, ale za to nie mam już dziewczyny. Mam natomiast chwilę, żeby opowiedzieć Wam jak to się stało, że jest czwarta nad ranem, a ja siedzę na przystanku pod jednym z warszawskich szpitali czekając na nocny autobus. Ale zacznijmy od początku.
A więc, tak jak mówiłem, mam na imię Rzesiek. Tak - właśnie Rzesiek. To zdrobnienie od Rzegosz. I tak - macie rację - takie imię nie istnieje. A przynajmniej w żadnym znanym mi spisie, co nie zmienia faktu, że tak właśnie zostałem ochrzczony. Ale do genezy mojego oryginalnego imienia zaraz dojdziemy, bo jest ono tylko jedną z serii wielu pomyłek i porażek, z których składa się całe moje życie.
Zaczęło się dość wcześnie, bo już w dniu moich narodzin. Matka moja, Halina, prowadziła dwa domy: swój własny i plebanię, gdzie była gospodynią u proboszcza. Przyzwyczajona do codziennych trudów, nieważne — gorączka, grypa czy ostatnie tygodnie ciąży — wszystko musiało być poprane, posprzątane, a obiad ugotowany.
Dlatego też, na tydzień przed wyznaczoną datą porodu, matka uznała, że umyje okna na plebanii, no bo “co by też ludzie powiedzieli jakby na Wielkanoc brudne zostały”. Okna były wysokie, więc żeby do nich dosięgnąć, wdrapała się na drabinę.
Czy to lekarz źle oszacował termin, czy matce nie wyszły obliczenia w kalendarzyku — faktem jest, że kiedy siedziała na tej drabinie, wody odeszły jej prosto na stojącego pod spodem, a często towarzyszącego jej w pracach domowych, wikarego.
Kiedy w szpitalu, po wielu godzinach, w końcu matka wydała mnie na świat, resztką sił zrobiła lekarzowi awanturę, że jej dziecko podmienił. Była święcie przekonana, że spodziewa się córki, bo przecież wszystko zaplanowała dokładnie tak, jak radziły jej własna matka i babka. Poczyniła odpowiednie pomiary, wyniki zanotowała w kalendarzyku, nie dała się ojcu do siebie dobrać inaczej niż “po misjonarsku”, założyła kalosze, zostawiła otwarte okno, a pod łóżkiem schowała siekierę.
Za to ojciec na wieść, że ma syna, przez trzy dni upajał się w domu szczęściem. I alkoholem. Po czym, trwając w tym stanie, pojechał zarejestrować mnie w Urzędzie Stanu Cywilnego, gdzie przy pomocy długopisu i szwagra wypełnił wniosek, wpisując w rubrykę “imię” - Rzegosz. Kiedy zaskoczona urzędniczka próbowała się upewnić, czy nie chodzi przypadkiem o Grzegorza, oburzony ojciec czknął i odpowiedział:
– No pszesiesz yba wyraśśnie napisałę, żże Rzegosz!
A że imię spełniało wszystkie wymogi polskiego prawa - nie było ośmieszające, nie było nieprzyzwoite, pozwalało jednoznacznie określić moją płeć i było, przynajmniej teoretycznie, zgodne z polską pisownią - urzędniczka z rezygnacją przybiła na wniosku pieczątkę. Czym, nomem omen, przypieczętowała mój los.
Zresztą historię tę znam jedynie z opowieści matki i jej brata, wujka Andrzeja, bo ojca w zasadzie nie pamiętam. Kilka miesięcy po moich narodzinach zostawił nas, wyjechał za granicę i słuch po nim zaginął. A to wszystko przez włosy. Moje włosy.
Kiedy się urodziłem, miałem na głowie czarną jak węgiel czuprynę. Jednak po kilku miesiącach te miękkie włoski, jak u wszystkich dzieci, całkowicie się wytarły, a w ich miejsce zaczęły wyrastać nowe - rude. Zupełnie jak u młodego wikarego. Ojciec doszedł do - prawdopodobnie słusznych - wniosków, że matka zbyt mocno zaangażowała się w “pracę” na plebanii. Co mogłoby też tłumaczyć, dlaczego wszystkie jej starania o córkę, podejmowane w domowej alkowie, zakończyły się fiaskiem.
No więc nie dość, że Rzesio - to na dodatek rudy.
Po odejściu ojca matka wzięła na siebie wszelkie obowiązki związane z utrzymaniem rodziny i dwóch domów, więc na wychowywanie mnie nie starczało jej już ani czasu, ani sił. Dlatego plątałem się między domem - gdzie doglądała mnie babka, a plebanią - gdzie potykali się o mnie proboszcz z wikarym.
Z tego okresu najbardziej utkwiły mi w pamięci tradycyjne metody lecznicze babki. Za każdym razem, kiedy się przeziębiłem i miałem dreszcze, zamiast zabrać mnie do lekarza, zamykała mnie na “trzy zdrowaśki” w piekarniku. Żeby mieć pewność, że jej modlitwy zostaną usłyszane i - co ważniejsze - zrozumiane, odmawiała je bardzo starannie. Czyli głośno i powoli. Z powodu tej babcinej pobożności do dzisiaj mam na plecach i pośladkach blizny po oparzeniach.
Dla odmiany, kiedy dostawałem gorączki smarowała mnie całego spirytusem i nacierała czosnkiem, a do czoła przykładała ziemniaki. Czy to skutecznie zwalczało gorączkę? Nie wiem. Wiem za to, że pachniałem wtedy zupełnie jak wujek Andrzej, kiedy wracał wieczorem od księdza proboszcza.
Pamiętam też, że kiedy miałem jakieś siedem czy osiem lat - w każdym razie gdzieś na początku szkoły - wikary nakrył mnie z córką sąsiada, Ludmiłą, w składziku na szczotki. Ze spuszczonymi do kolan majtkami sprawdzaliśmy, czym różnią się chłopcy od dziewczynek. Zaciągnął mnie za ucho do babki, krzycząc przez całą drogę, że mnie diabeł opętał. Babka bardzo się wtedy tym diabłem przejęła, przez co musiałem przez całe popołudnie stać nago w progu, z nogami w misce z zimną wodą, żeby “złe ze mnie wyszło”.
Chyba faktycznie ta niezdrowa ciekawość na długo ze mnie wyszła, bo do dzisiaj na samą myśl o dziewczynach pieką mnie uszy i pocą się stopy.
Ale zastanawiacie się pewnie, dlaczego opowiadam Wam to wszystko o czwartej nad ranem, na przystanku pod szpitalem. Dlatego że wszystkie te - i wiele innych, na które pewnie zabrakłoby mi czasu - epizody, z których składa się całe moje życie, doprowadziły mnie właśnie tutaj.
Jakieś dwa miesiące temu zostałem zaproszony na klasową imprezę. Imprezę, która okazała się przebieraną, o czym — oczywiście — dowiedziałem się dopiero na miejscu. Na szczęście wyjściowy, błyszczący garnitur po wujku Andrzeju, w którym według babci jestem najprzystojniejszym kawalerem w okolicy, wpasował się idealnie w konwencję. To tam poznałem Krystynę.
Od słowa do słowa zaczęliśmy się spotykać. Na kawie, na spacerach, aż w końcu wczoraj poszliśmy do kina. Po seansie, kiedy odprowadziłem ją do domu, zaprosiła mnie do środka. Powiedziała, że na herbatę. Ale kiedy weszliśmy do mieszkania, okazało się, że „herbata” to tylko taka figura retoryczna i… ujmę to tak: kiedy zaprowadziła mnie do swojego pokoju, nagle bardzo zaczęły mnie piec uszy.
– Masz gumki?
– Co mam? - nie zrozumiałem
– No prezerwatywy, zabezpieczenie. Jeśli nie masz, to zejdź na dół i kup w Żabce.
Zrobiłem, jak prosiła, i już po chwili byłem z powrotem na górze. Zaprowadziła mnie do łóżka, rozebraliśmy się, po czym powiedziała:
– Daj tę gumkę.
– Nie trzeba, już użyłem.
– Jak to użyłeś?
– No tak, jak kazała ta pani w Żabce.
Krystyna przyjrzała mi się zaintrygowana. Szczególnie długo przyglądała mi się tam, na dole.
– A możesz mi powiedzieć, co dokładnie ci ta pani powiedziała?
– Oczywiście. Kiedy płaciłem, zapytałem nieśmiało, czy może mi powiedzieć, jak się tego używa. Spojrzała na mnie zaskoczona i powiedziała, że niezły ze mnie żartowniś. Na koniec, ciągle się śmiejąc, dodała, że można połknąć. (*) Więc dokupiłem wodę i zażyłem przed drzwiami.
Dalej wypadki potoczyły się już bardzo szybko: taksówka, SOR, przedstawienie dyżurnemu lekarzowi mojej niezręcznej sytuacji, a potem ponowne jej przedstawienie szerszemu gronu, bo lekarz powiedział, że jemu nikt nie uwierzy…
I tak oto jest czwarta nad ranem, siedzę na przystanku, czekając na autobus, z informacją, że jeśli mój układ pokarmowy w ciągu dwóch dni sam sobie nie poradzi w naturalny sposób, to mam wrócić na konsultację.
(*) Tak się jakoś stało, że moja mama jest (a raczej była, bo teraz jest już na emeryturze) farmaceutką, więc w swoim dość długim życiu i aptekarskim otoczeniu nasłuchałem się przeróżnych, mniej lub bardziej, zabawnych "historii z apteki". Wśród nich te ze speszonymi panami próbującymi nabyć prezerwatywy były niemalże na porządku dziennym. Od niewinnych nieporozumień, kiedy zamiast "poproszę paczkę prezerwatyw" ktoś usłyszał "poproszę paczkę białej waty", po tę o "można połknąć" wspomnianą w opowiadaniu powyżej. I o ile ta historia dzisiaj wydaje się może mało prawdopodobna, to pamiętajcie, że pochodzi ona z czasów, kiedy nie było internetu, w telewizji były tylko dwa kanały, a edukację seksualną zdobywało się na podwórku. W każdym razie idealnie mi się to wpasowało w temat bieżącej edycji #naopowiesci.
#zafirewallem #naopowiesci
Chciałem powiedzieć, że zanim jeszcze na dobre zacząłem czytać no to już się skończyło.
Za to ogromnie mi się spodobało, już na samym początku, że wikary miał śmigus-dyngus kawałek przed Wielkanocą.
A tak serio, to przeczytałbym dłuższą formę o takim Rzesiu. Może sobie tę postać kiedyś ukradnę, jak to niektórzy z wielkich literatów mieli w zwyczaju?
Zaloguj się aby komentować
Szanowni Państwo, drogie Koleżanki i Koledzy,
oto przedmiot dzisiejszych rymów częstochowskich:
Temat: wiosna
Rymy: miłosna - sosna - płodna - chłodna
Powodzenia!
#zafirewallem #naczteryrymy

Zaloguj się aby komentować
@RogerThat się nie odzywa, więc wrzucam sama:
Temat: chów klatkowy Polaka
Rymy: bloku - roku - cierpienie - wrzenie
Miłej zabawy w ten niedzielny wieczór!
#zafirewallem #naczteryrymy
Zaloguj się aby komentować
Tak mi się ogromnie spodobało sformułowanie użyte przez koleżankę @Kaligula_Minus, że aż poczułem się zmuszony do tego, żeby je sobie ukraść i to w dodatku ukraść je natychmiast! W sprawie zaś tego komentarza, jeśli koleżka planowałaby to sformułowanie wpleść w jakiś wiersz po swojemu, to bardzo bym do tego zachęcał. Jestem niesamowicie ciekaw tego, jaki efekt dałoby zestawienie pomysłów dwóch różnych osób w sprawie wykorzystania tego samego sformułowania.
A, no i kolejność dwóch ostatnich wersów znów byłem zmuszony zmienić. ;)
***
Owoc chorego drzewa
Choć dąb w zagajniku ze starości chory,
owoc wciąż co roku wydawał obfity;
syn dębowy – żołądź, jakby z miasta Korynt,
nim na ziemię upadł, już był w środku zgnity.
Z racji jego wieku czyniono honory –
w płaszcz nietykalności dąb został owity,
choć niektórzy ostrzyć chcieli już topory
żeby chore drzewo uczynić zabitym.
Cykl życia wciąż płynął, jak najmonotonniej –
niejeden z żołędzi zgniłych wykiełkował,
dąb zaś w końcu umarł, lecz niebezpotomnie,
w korze swych potomków chorobę zachował.
Teraz las dębowy rośnie tu, koło mnie,
chory owoc rodząc ciągle i od nowa.
***
#nasonety
#zafirewallem
Zaloguj się aby komentować
Końcówka mi się nie zgodziła, więc chyba nie mogę otagowac #diproposta xdddddd Ale większość się pokrywa. Przed wami owoc chorego drzewa:
Pleśń
Cóż za ohydne w mej głowie potwory
Mają członki długie jak włócznia hoplity
Z jakiejż to ciemnej wypełzły nory
By uwłaczać myśli poczciwej kobity...
Czemuż te plugawe, wulgarne upiory
W towarzystwie nędznej obszarpanej świty
Zasnuwają umysł już do szczętu chory
Czyniąc brzydkim świat ten, tak niesamowity
Chciałby kobieta kiedyś wiekopomne
Dzieło stworzyć, na którym się wychowa
Wiele dusz zacnych, lecz nadzieje płonne
Bo każdy jej wytwór przy większych się chowa
Jak człowiek za drzwiami, gdy puka "Jehowa"
A kolejne wiersze bardziej są ułomne
#nasonety #zafirewallem
Zaloguj się aby komentować
Dawno w sumie erosomańskiego nie było. Aż prawie zapomniałem jak się je pisze.
Dwa ostatnie wersy mi rymami nie pasowały, to je wypieprzyłem z wiersza. Proszę mnie za to zdyskwalifikować.
***
Niedzielny poranek
Ależ mnie zebrało nagle na amory! –
Żona leży obok, tyłek ma odkryty;
zrobiłem się twardy, jak Stefan Batory ,
aż ze dwa bym na niej wykonał audyty.
Gdyby nie te nasze za ścianą bachory,
gdybym chociaż trochę przed snem był umyty,
może i otworem stałyby otwory,
może mógłbym liczyć na jakieś ri-ti-ti.
Nie mam się co łudzić – me nadzieje płonne,
choćbym ją próbował pieścić i całować,
nie wiem czy wciąż umiem – nawet już nie pomnę
ostatniego razu, gdym z żoną spółkował.
***
#nasonety
#zafirewallem
Zaloguj się aby komentować
Życie
Jesteś tu na chwilę, patrząc z jednej strony.
Czas już się odlicza, krótkiej Twej wizyty.
Po co jest to wszystko? Można toczyć spory.
Sens jednak niejasny, przed nami ukryty.
Trzeba się uśmiechać, stwarzać wciąż pozory.
Do społecznych ról dostajesz rekwizyty.
Wszyscy ciągle grają, jak jakieś aktory.
Wystep Twój ocenia Twój wewnętrzny krytyk.
Jeszcze jedna prawda, teraz Cię w nią popchnę.
Śmierć Cię w końcu czeka, jakbyś się nie chował.
Twoim celem trumna, katakumby chłodne.
Losu nie oszukasz - taki jest tu morał.
Dla mnie to nie wyrok, tylko życia powab.
Smak ono nabiera, przez to że ulotne.
#nasonety #zafirewallem
Zaloguj się aby komentować
Dwa ostatnie wersy mi rymami nie pasowały, to se zmieniłem kolejność. Proszę mnie za to zdyskwalifikować.
***
Dziewczynka z zapałkami
Co drugi w Gorzowie leżał w łóżku chory
podczas zeszłorocznej epidemii grypy;
wirusy szalały tam w grudniu, jak zmory –
a więc aspiryna, łóżko, kocyk, Wi-Fi.
A ona? – na stopach w zniszczone buciory,
połatanym płaszczem grzbiet był jej okryty
i wczesnym wieczorem – w porze na nieszpory
trudniła się – biedna! – handlem obwoźniczym.
„– Jeśli po zapałki, no to tylko do mnie!
Ogień wam przynoszę, mieszkańcy Gorzowa!
Ogień, który siarką w nos uderza wonnie!”
Gorzowianie zaś woleli zapalniczek powab –
dziewczę żyć musiało skromniej niźli skromnie,
w akcie zemsty za to wywołało pożar.
***
#nasonety
#zafirewallem
Zaloguj się aby komentować
Dzień dobry wieczór się z Państwem,
Będąc (zupełnie niezrozumiale) uznanym przez kolegę @sireplama za zwycięzcę poprzedniej CXIX (słownie: 119) edycji zabawy #nasonety, przypadło mi w obowiązku, zaszczycie i przyjemności otwarcie edycji kolejnej - oznaczonej numerem (no kto by się spodziewał?) CXX (słownie: 120). Niniejszym edycję tę otwieram. A otwieram ją utworem #diproposta autorstwa pana Adama Asnyka o uroczym tytule Stokrotki.
Stokrotki
Jakże żałuję tej szczęśliwej pory,
Kiedy stokrotki, kwiatek pospolity,
Zdał mi się w cudne ubranym kolory,
I budził w sercu dziecinne zachwyty,
I kiedy długie majowe wieczory
Spędzłem, patrząc w jasnych ócz błękity,
Cichego szczęścia pełen i pokory,
Bijący sercem, a nigdy niesyty.
A choć to było kwiecie takie skromne,
Nigdym się z prawdą marzeń nie rachował,
Bom miał rozkoszą serce nieprzytomne.
I kiedym usta różane całował,
Tom nic nie pragnął i nic nie żałował,
I dziś drżę jeszcze, gdy tę chwilę wspomnę...
Krótkie przypomnienie zasad:
Układamy sonet lub jakikolwiek utwór rymowany, albo nawet nierymowany (jak kto woli), w którym rymy (o ile w nim są) w poszczególnych wersach zgadzają się (albo nie) z rymami w tych samych wersach w powyższym utworze #diproposta.
Kwestie formalne:
Zwycięzcę wybiorę zupełnie jeszcze nie wiem jak (jest taka możliwość, że odbędzie się to na podstawie liczby zdobytych piorunów), ale wiem, że na pewno zrobię to w najbliższą sobotę, czyli 04.04.2026.
Powodzenia, udanego rymowania i najważniejsze - bawcie się dobrze!
#zafirewallem #nasonety #diproposta
Zaloguj się aby komentować
Tak właśnie siedzę i czekam na #naczteryrymy , a to ja mam wrzucać. xd
Temat: emocje
Rymy: złości - gniewa - namiętności - Ewa
GL&HF

Zaloguj się aby komentować
Wszystko co się zaczyna, musi się dać w końcu opodatkować!
W związku z tym oficjalnie kończę CXIX edycję #nasonety !
Do edycji, poprzez użycie tagu, zgłoszono:
Wyznanie piromana od @George_Stark
Zmora z otwora od @Kaligula_Minus
Mucho - mory od @Kaligula_Minus
Bezwład od @fonfi
Wiersz dla bibliotekarki od @George_Stark
Subiektywną decyzją jednoosobowej komisji (która była bardzo gotowa na przekupstwa BTW!) za zwycięzce CXIX edycji uznaje się...
@fonfi !!!
Gratulacje!

Zaloguj się aby komentować
Dzień dobry się z Państwem,
Mamy taki rodzinną tradycję, że co roku, na tydzień przed świętami jeździmy sobie do Kazimierza Dolnego, żeby spędzić wspólnie weekend. Definicja słowa "rodzinną" jest dość szeroka bo obejmuje nas, dzieciaki, dziadków i jeszcze ich (dziadków) kilkoro najbliższych znajomych. Co roku też, z tej właśnie okazji powstaje jakiś pamiątkowy wierszyk odczytywany zazwyczaj już rozochoconemu towarzystwu do przysłowiowego "kotleta". A, że w tym roku wierszyk idealnie pasuje do #hejto40plus, to pozwalam sobie go również Państwu zadedykować:
Weź polej
Znowu kolejny, okrągły rok minął,
Więc tradycyjnie (bo już przedwiośnie),
Nam w Kazimierzu z całą rodziną,
W gronie przyjaciół czas mija radośnie.
To tu rozpieszczamy swoje podniebienia,
Mocą specjałów z menu w Dwóch Księżycach,
Albo plackami co je dają w Podcieniach,
A później serniczek, lody oraz… miażdżyca.
I tak nam mijają leniwe godziny,
Na rynku, w wąwozach, oraz przy stole,
Gdzie wspólnie prawimy o „d⁎⁎ie Maryny”,
A gromkim głosem ktoś woła: “weź polej”!
Lecz tutaj pozwólcie mi rzec moi mili,
Że chociaż wyście się nic nie zmienili,
To dzisiaj “weź polej” częściej niż wódeczki,
Dotyczy rosołku, by popić tableteczki.
Z pozdrowieniami z Kazimierza Dolnego
#zafirewallem #wolnewiersze #endorfiki

Zaloguj się aby komentować
Korzystając z tego, że CXIX edycja zabawy #nasonety w kawiarni #zafirewallem nie została jeszcze zakończona, a także z tego, że można w niej pisać co się chce, nawet niekoniecznie sonet, no to chciałem Państwu przedstawić taki oto wytwór:
***
Wiersz dla bibliotekarki
Tak bardzo chciałbym ci zaimponować!
Siadam więc pisać, układać słowa
i kartkę kolejną zapełniam wersami,
a pisząc, ciebie mam wciąż przed oczami.
Mówią niektórzy, że kobieta zmienną –
czy się zmieniłaś? Mnie tam wszystko jedno –
nie znam cię przecież! Ot, tych razy parę
siedzącą widziałem cię za kontuarem.
Więc o czym ci pisać? – się głowię i głowię
myślę o tobie, myślę o sobie,
bo gdyby to miało twą przykuć uwagę,
to i o miłości napisałbym nawet.
Tymczasem w ogromnej znalazłem się biedzie,
bo chcę coś napisać! Lecz co pisać? – nie wiem!
– I co tu robić? – wzdycham jak Platon,
bo nie mam pojęcia co powiesz na to
co mi się tutaj udało wyskrobać.
Czy czeka mnie za to jakaś nagroda?
Wszak to ty jesteś, jednoosobowo,
komisją najwyższą – bo konkursową.
***
EDIT: A ponieważ ja bardzo lubię moje inspiracje, nawet te, które mnie samemu czasami wydają się podświadome albo przypominają mi się już po napisaniu, to chciałem dodać, że – przynajmniej w kwestii tytułu – inspiracją podświadomą mogła być ta bardzo ładna piosenka .
Zaloguj się aby komentować
Ciocia Kaligula trochę teges dziś, więc proponuję:
Temat: chilling
Rymy: wąska -zakąska-wzdycha- kielicha
Powodzenia przyjaciele
#naczteryrymy #zafirewallem
Dziś u mnie w firmie impreza niewąska Tylko patrzę jak leci jedna za drugą zakąska Koleżanka do mojego kolegi wzdycha A ten tylko wciąż zagląda do kielicha
Zaloguj się aby komentować
Dzień dobry się z Państwem,
Ja nie wiem co tu się odwaliło. Jest wiosna, słoneczko, piję sobie kawkę w pracy, rozanielony, najedzony rogalem francuskim. Nic mi więcej nie potrzeba. Muzyczka plumka, klikam sobie te znaczki w komputerze, przypominam - rozanielony, więc zero potrzeb. No to mówię sobie - sonet napiszę. Rozanielony. Po czym wylewa się ze mnie coś takiego jak poniżej. No serio - co jest ze mną nie tak?!
Idę zrobić głęboki rachunek sumienia, bo coś tu ewidentnie "nie pykło"...
Bezwład
Świat mi ucieka, a ja w miejscu stoję
W pustkę wpatrzony jak we wrota cielę,
A głowę, gdzie niegdyś było myśli wiele,
Wypełniają jedynie szepty urojeń.
Bezruch przeraża, lecz ruszyć się boję,
Tak obco we własnym czuję się ciele,
Z marazmu dzisiaj swój barłóg ścielę,
Za wiekuistym jeno tęskniąc spokojem.
Jeżeli się poddam, niczego nie zrobię,
By wyjść z tego bagna, co tkwię w nim po szyję,
To mrocznym całunem mnie ciemność nakryje,
I w niebyt odejdę w zapomnianym grobie.
Czy zdołam tę iskrę wykrzesać z siebie,
Zanim ta niemoc mnie żywcem pogrzebie?
#nasonety #zafirewallem #diriposta
Zaloguj się aby komentować
Dzisiejsza edycja #naczteryrymy jest pod patronatem kolegów @Cybulion @zjadacz_cebuli oraz @A_a ktorzy robią mi dobrze i atakują moją rangę xd więc temat nie może być inny:
Temat: Gejurowanie
Rymy: Gejuru - Pioruna - Chmura - Sznuru
Zasady:
Masz podany temat i rymy
Ogarniasz wierszyk w tej tematyce i z podanymi rymami.
Oczywiście rymy mają być użyte z zachowaniem podanej kolejności
Szerzysz radość z tworzenia
Et voilà
#naczteryrymy #poezja #tworczoscwlasna#zafirewallem
Zaloguj się aby komentować