W wieku 15 lat naczytałem się hyperrealu. Opisywali tam pewien lek dostępny bez recepty, który wywołuje bardzo realistyczne halucynacje.
Dorosłe chłopy brały po 20 tabletek, stwierdziłem, że 19 mi wystarczy.
Widziałem mysz, której mój ojciec nie widział. Potem obserwowałem fale powietrza na suficie. Po około 2 godzinach nie byłem wstanie ustać na nogach, a serce waliło jak dzwon, bardzo mocno i bardzo wolno. Senność ogarniała mnie coraz większa, zastanawiałem się czy się jeszcze obudzę.
W nocy wysikałem się na trawnik, a rano patrzę, że wypaliło trawę w tym miejscu.
Uciekłem z domu zimą z zamiarem strzelenia samobója. Trzy dni szwendałem się po mieście w lutym i jarałem hasz. Gdy przyszła godzina w, stnąłem w oknie na 10 piętrze i chyba pierwszy raz od wielu godzin zdjąłem słuchawki. Dźwięki miasta jakoś mnie otrzeźwiły i nie zrobiłem kroku.
Do dziś ja myję okna w bloku to sram po gociach jak muszę się wychylić.
Stojąc na przystanku dostałem od autobusu z lusterka w głowe. Nie stałem przy krawężniku, ale przy linii. Wsiadałem z kumplami i wpakowali mnie do autobusu, śmiejąc się ze mnie. Po pierwszym szoku, z wyzywałem kierowcę i wysiadłem. Tydzień później czytam o analogicznym wypadku, tylko gość nie miał tyle szczęścia, zginął.
Zdarzył się jeszcze jedne wypadek w pracy, ale jest jeszcze za wcześnie by o nim opowiadać.