@EerieAlligator Nie wydaje mi się, żeby inteligencja sama w sobie kiedykolwiek była wyznacznikiem sukcesu. Nie trzeba, i nigdy nie trzeba było być inteligentem, żeby mieć wszystkiego pod dostatkiem oraz być szanowanym, czy nawet wybitnym. Co do tego chyba wszyscy się zgodzą.
Inną sprawą jest fakt, że inteligencja jest w naszej kulturze mocno przeceniana. Często ludzie mylą inteligencję z mądrością, a to przecież dwie różne rzeczy. Poza tym jest silna symbolika, o której wspominasz. Pewnie duży na to wpływ ma okres PRL - kiedy każdy był biedny po równo to można było się wyróżnić chociaż swoim intelektem. Sami intelektualiści swoją długoletnią (w PRL ale i nie tylko) pogardą dla rolników, drobnych biznesmenów czy robotników (czyli dla zdecydowanej większości społeczeństwa przez lata) też pewnie odcisnęli sporę piętno; w końcu to oni mieli największy wpływ na kulturę.
Wracając do samych książek jednak - może jest w tym trochę prawdy, że są nieco przeceniane. Często, szczególnie wśród ludzi starszego pokolenia, stawia się znak równości pomiędzy oczytanym, a mądrym, choć przecież to nie prawda. Ale też nie popadałbym w skrajność w drugą stronę, że czytanie samo w sobie nic nie daje, jak to często można przeczytać wśród opinii innych. Ktoś, kto przeczyta 500 książek skorzysta na tym bardziej niż ktoś kto obejrzy 500 filmów. Choćby z powodów, które wymieniłem w pooprzednim komentarzu. Choć sam mam pewnie na koncie więcej filmów niż książek